IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 ogród

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość

PisanieRe: ogród   Sro Lis 09 2016, 23:57

Za zgodą gracza

Mavra na jakiś czas zniknęła pomiędzy ludźmi dając synkowi czas na rozluźnienie. Ubrana w butelkowozieloną suknię, która kontrastowała z rudością jej włosów wyglądała doprawdy zniewalająco. Mrugnęła do jakiegoś czarodzieja w jej wieku. Nie kojarzyła go z wyglądu. Ach, jeszcze się okaże, że to jakaś niedojda? Trudno. Złapała za kieliszek z drinkiem i napiła się, bynajmniej nie za zdrowie byłego męża. Zamieniła parę słów ze swoją dobrą koleżanką Oksaną. Kobieta przyszła tu z córką, którą to zaraz panie przywołały do siebie.
Aneczka Kramazovna była ładną, młodą dziewuszką, która która kilka lat temu skończyła akademię. W cielistej sukience wyszywanej koralikami prezentowała się doprawdy przeuroczo, co Mavra z ochotą zauważyła i skomentowała. Ależ te dzieci szybko rosły. Pamiętała jeszcze Aneczkę z czasów, kiedy ta sięgała jej pasa. Po chwili do grona rozprawiających na poważne tematy kobiet dołączyła Arina Aristova. Specjalnie skończyła dzisiaj wcześniej pracę. Pacjenci mogli poczekać do jutra. Zjazd w Pałacu Sprawiedliwości był nie lada wydarzeniem. I ona miała szmaragdową sukienkę. W tym przypadku jednak kontrast stanowiły pomalowane na czerwono usta. Uśmiechała się rozbawiona. Po jakimś czasie Mavra i jedna z młodszych Aristovych udały się w dalszą drogę, by wrócić do najstarszego Sorokina. Nie trwało to długo długo.
- Aleksandrze - znalazła go wreszcie. Jego, tę blondynę, która wyglądała jak panna na wynajem oraz młodego Lazareva. Właściwie, to po nim odnalazła w ogrodzie syna. Ruda czupryna wybijała się w zieleni. - Panie Lazarev. Już się zaczyna. Nie ma co stać na zewnątrz. Pamiętasz Aneczkę, Aleksandrze? - zapytała mimochodem.- Minęłam się przed chwilą z nią i jej matką. A i zobacz, kogo spotkałam.
Arina wyglądała na rozbawioną całą tą sytuacją. Skłoniła się lekko spoglądając i na Sorokina, który jeszcze niedawno był Lebiedievem i na Lazareva:
- Aleksandrze, Skandarze.
Powrót do góry Go down
avatar


Arbat, Moskwa / Metro D-6

półkrwi

przyłożnik

33

bogaty

Inwestor / Łamacz klątw i uroków / Właściciel Arkadii / Wynalazca / Wróżbita

PisanieRe: ogród   Pią Lis 11 2016, 19:04

- Nie wiem - nie lubił tego słowa, ale naprawdę nie mógł udzielić Skandarowi innej odpowiedzi. Chciał spróbować jednak Skaidra miała na ten temat całkowicie odmienne zdanie. - Ostatnim razem jak próbowałem coś zdziałać to dostałem widłami i poszczuła mnie swoim zwierzyńcem... - pochylił się w stronę przyjaciela, jakby miał pokazać "o tu, tu mnie dźgnęła...!" (tu sobie wyobraziłam jedną z min Lawa, więc panienki nadrabiać z nim serial, już już!). Może nie do końca było tak jak mówił, ale sens pozostawał taki sam. Dla Vikentijs był skreślony i cała nadzieja w Skandarze, który zawsze miewał fory u czarnowłosej czarownicy.
- Tak! - syknął zniecierpliwiony w stronę Zosji, której zachowanie obserwował kątem oka. Głuchy i ślepy nie był, poza tym tematyka rozmowy z Lazarevem... Trochę go z tą złością poniosło, ale zanim mógł to jakoś załagodzić pojawiła się Mavra Sorokina we własnej osobie z kimś kogo miało nie być. A przynajmniej tak uważał od czasu ich ostatniego spotkania. I o to się spotkali. Pacjent i jego lekarz i Zosja o której było wiele mówione. Zaraz się Aleksander poprawił choć jego spojrzenie na papierosa Sokolovej było kwaśne. Od razu było widać brak wychowania jakie mogła nabyć w porządnym domu.
- Matko. Nie. - kiwnął głową jak nakazywała grzeczność, z lekkim ukłonem w stronę dam. Nie pamiętał żadnej Aneczki. - Arino. Wyglądasz olśniewająco, co nie jest niespodzianką. Myślałem, że wyjeżdżasz na weekend do Pragi. - uśmiechnął się do niej zerkając na Skandara, Zosję i Ciapatą. - Poznaj proszę, Ruslana, Ciapata (nie pamiętam imienia) i mój przyjaciel Skandar o którym Ci opowiadałem. Mieliśmy właśnie iść już do środka... - starał się unikać spojrzenia matki, która zachowywała się ciut podejrzanie. Ale tłoczno się zrobiło.
Powrót do góry Go down
avatar


brak stałego zam.

błękitna

33 lata

przeciętny

łowca niebezpiecznych stworzeń, US

PisanieRe: ogród   Nie Lis 13 2016, 23:21

Hinduska straciła zainteresowanie podsuniętą sobie wywłoką. Może to odmienne obyczaje krajów położonych choć blisko, to jednak daleko od siebie? Zbyt wiele w Ruslanie było rzeczy, które Ayeshi się nie podobały. Mogła je zbywać, ale czy osiągnęłaby tedy spokój ducha?
Skandar wyłapał jej spojrzenie, choć w danej chwili, w tym momencie, nie miał najmniejszej ochoty kontynuować bajeczki, jaką się otoczyli. Na szczęście dla wszystkich poza Aleksandrem, plany zostały pokrzyżowane przez jego matkę. Lazarev posłał przyjacielowi spojrzenie, które mówiło, że jeszcze sobie na ten temat porozmawiają. W innych okolicznościach.
- Pani Sorokin. – skłonił się lekko. – Wygląda pani jak zwykle, czarująco. – W parze z przyjemnym żarcikiem poszedł oczywiście stonowany uśmiech. Powiódł wzrokiem za Mavrę, w kierunku drzwi przez które razem z Ayeshią jeszcze przed chwilą przeszli na teren ogrodu. Jeśli się nie myli, a pewnie się nie myliła, będzie się musiał niedługo zbierać.
- Arino. – Przywitał się z rezerwą. Jak ostatnio ze wszystkimi Aristovami. Przy jego boku znalazła się znowu Ayeshia, z którą wymienił parę słów. Musiała odszukać brata i resztę rodziny. Jasnym był fakt, że nie spędzą razem całego wieczoru. Przy okazji przedstawił swoją partnerkę reszcie towarzystwa.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

wilkołak

20 lat

biedny

gosposia

PisanieRe: ogród   Wto Lis 15 2016, 10:51

Słysząc syknięcie Aleksandra, aż zacisnęła usta w wąską linię. No chyba sobie żartował! Była gotowa mu to powiedzieć, ale pojawiła się stara wiedźma, na którą spojrzała. Na nią i jej towarzyszkę, zastanawiając się po kiego diabła tu przylazła.
Nie dość, że musiała znosić towarzystwo ciapatej, to jeszcze kolejne idiotki się pojawiały. Dlaczego nie było tu Zuli?! Jedynej osoby z którą mogła się dogadać?
Zosja, stojąc z papierosem w dłoni, za nic miała kwaśne spojrzenie Sorokina. Skoro miał ochotę na nią sykać w towarzystwie, ona mogła palić. Chociaż zaczynając się zastanawiać, czy w ogóle był sens stania tutaj.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: ogród   Wto Lis 15 2016, 23:23

Arina zmierzyła dyskretnie spojrzeniem Zosję. Może się domyślała, może nie. Przecież nigdy nie poznała osobiście Sokołowej. Mavra nawet nie próbowała udawać. Uznała blondynkę za kolejną lampucerę, którą jej ukochany syn sobie wyczarował z jakiegoś burdelu. Westchnęła ciężko uznając to niestosowne, szczególnie podczas balu takiego jak ten. Tyle porządnych panien chodziło po Moskwie. Aleksander musiał wybrać sobie na dziś taką, której nie dało się zetrzeć biedoty z twarzy. Szybko porównała ją z towarzyszką Lazareva, urodziwą i czarującą Hinduską. Nie, nie porównała. Nie było co porównywać.
- Praga nie zając. Nietaktem byłoby się tu dziś nie pokazać - zauważyła. - Ayesho, Skandarze... - powitała tę dwójkę uśmiechając się na komplement. Zosji coś bąknęła zaledwie. - Wiec wchodźmy, szkoda czekać.
- Ależ się porobiło - szepnęła Arina mijając Aleksandra. Całe to zamieszanie ją bawiło. Z Mavrą nie można było się nudzić.
Powrót do góry Go down
avatar


Arbat, Moskwa / Metro D-6

półkrwi

przyłożnik

33

bogaty

Inwestor / Łamacz klątw i uroków / Właściciel Arkadii / Wynalazca / Wróżbita

PisanieRe: ogród   Sro Lis 16 2016, 00:10

Patrzył podejrzliwe na matkę zastanawiając się co za kolejną intrygę szykowała. Szukał ratunku w rudym przyjacielu, ale niestety Mavra była bardziej ruda. Wysilił się na uśmiech choć do śmiechu mu nie było.
- Zaraz do was dojdziemy. - obiecał odprowadzając ich wzrokiem, a kiedy w miarę się oddalili, odwrócił się do Zosji. Objął ją jedną ręką zanurzając twarz w blond czuprynie. Nadal pachniały tak jak lubił. - Szlag by to. Daj mi siły... - zamruczał łaskocząc jej skórę na głowie. Domyślał się jakie przedstawienie szykuje matka i bał się jedynie o to, że Zosja nie udźwignie tego ciężaru. W przerwie gdy Sokolova brała bucha skradł jej całusa z całym dymem, który potem wypuścił przez nos. Zyskując tym samym przewagę odebrał jej tego zwykłego papierosa, aby samemu się zaciągnąć.
- Wiem, że masz dość. Ja też. - powiedział patrząc na nią poważnie, ale czy powagę zachowała ona skoro jego ręka wodziła wzdłuż wytatuowanych wilczych łapek? - Wytrzymaj jeszcze trochę, a wynagrodzę ci to to jakkolwiek będziesz chciała. Hmm? - uniósł podbródek zadziornej wilczycy patrząc na nią pytająco. Obiecała mu, prawda? Rzucił niedopałek w krzaki wyciągając z kieszonki małe puzderko z którego z kolei wyjął niewielki flakonik. Perfumy. Psiknął na siebie i na Zosję z tym swoim zuchwałym uśmieszkiem. To też była pewna forma zaznaczenia terenu.
- Idziemy? - podał jej ramię i cóż. Poszli.

z.t chyba, że zosja coś doda ale pewnie jest na to za leniwa i wszyscy sobie poszli.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: ogród   

Powrót do góry Go down
 
ogród
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2


Skocz do: