IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Ogród angielski

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

PisanieOgród angielski   Czw Mar 31 2016, 23:54

Ogród angielski

Gdyby zacząć od klasyfikacji tego miejsca – bez wątpienia można by określić je jako ogród angielski, gdyż wyraźnie nacisk kładzie na malowniczość, nieregularność i swobodę. Został więc dostosowany do naturalnych warunków i lokalizacji Koldovstoretz, dlatego jest to wyjątkowo pagórkowaty teren z zielonymi trawnikami i krętymi alejkami obsadzonymi gęstymi, starannie dobranymi kępami długowiecznych roślin. W ich zaciszu znajdują się za to romantyczne, z reguły drewniane ławeczki, na których uczniowie przysiadają podczas spacerowania w cieplejsze dni. Gdzieniegdzie również można zobaczyć niewielkie altanki porośnięte zaczarowaną wisterią czy marmurowe rzeźby poustawiane przypadkowo i osadzone bezpośrednio na ziemi, bez cokołu. Cały ogród jest ogromny, a jego naturalność i nieregularne zgrupowania drzew sprawiają, że nigdy nie wiadomo, kiedy wejdzie się do pobliskiego lasu.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Ogród angielski   Sro Maj 04 2016, 20:57

Po uczcie rozpoczynającej rok szkolny

Dobrze wiedziałem, że niecierpliwiący się Nieład był jedynie pretekstem do tego, abyśmy wyrwali się przedwcześnie z powitalnej uroczystości. Chociaż był to ostatni nasz obiad, nie miałem nic przeciwko wczesnemu przerwaniu świętowania. Nie byłem pierwszoklasistą, który z przytłoczenia stresem oraz chaosem wydarzeń potrzebował wielu godzin na oswojenie się z sytuacją. Byciem tym najstarszym do czegoś zobowiązywało. Nie trzeba było bawić się w nawiązywanie znajomości, a mówię to ja, który tego w ogóle nie robił. Ot, po prostu zjadłem przepyszne jedzenie, opiłem się soczku i byłem gotowy do dalszych działań. Szkolnej atmosfery na wchłaniałem się przez poprzednie lata, teraz miałem ważniejsze sprawy na głowie. Takie jak chociażby wzmożona nauka, która ma zapewnić mi otwarte drzwi do wymarzonej kariery zawodowej czy szczególna dla mnie osoba, Kasjan. Podstępem uzyskany spacer był czymś, na co gotów byłem przystać. Przecież wiedziałem, co takiego już on sobie wymyślił. Nawet przez myśli mi nie przeszło, że naprawdę moglibyśmy skierować swe kroki wprost do naszego pokoju, gdzie czekał na nas ponoć zniecierpliwiony lisek. Po pierwsze. ten zapewne spał w najlepsze i nie zdawał zupełnie sprawy z tego, że jego Pan znajduje się w innym miejscu. Po drugie, bardzo wątpliwe było to, że nie skorzystamy z takiej okazji - z tego, że niemal wszyscy ludzie, którzy znajdowali się obecnie w Akademii, byli skupieni w sali balowej. Niecodzienna chwila, kiedy nie skradały się za nami przebiegłe panienki, które chcą wybadać, co takiego robi w wolnych chwilach panicz Karamazov. Na całe szczęście ja nie posiadałem tej przyjemności bycia popularnym.
Puste korytarze wypełnione były wręcz magiczną atmosferą, nie mam tu na myśli prastarych zaklęć, które przesycając na wskroś całe mury szkoły. Ciekawe, czy w środku nocy też jest to wyczuwalne. Jeżeli tak, to potrafiłbym zrozumieć tych wszystkich łobuzów, którzy łamali zakaz wychodzenia z dormitorium. Ta cisza była niezwykła, tak nienaturalna dla tego miejsca, które zwykło być wypełnione uczniowskim gwarem oraz pokrzykiwaniami nauczycieli. Naszym celem było jednak coś innego, ogrody. Tutaj nic nam nie zagrażało, mogliśmy poczuć się swobodnie. Pogoda nam nie sprzyjała, niebo było zachmurzone, a aura dość ponura. Nie przeszkadzało mi to, wątpię by Kasjan też się tym przejął. Angielski ogród był bardzo przyjemny, bowiem w dużej mierze zarządzała w nim sama natura. Bogowie wiosny rozpuścili swą moc, sprawiając, że rośliny stały się bujne i nieokiełznane.
Znajdowaliśmy się w niewielkiej altance, którą przezornie wybraliśmy ze względu na zdradliwą pogodę. Gdyby zechciało się rozpadać, przynajmniej mielibyśmy dach nad głową, który ochroni nas przed całkowitym przemoknięciem. Delektowałem się ciszą, ciesząc się komfortowym brakiem rozmowy między nami. Wiedziałem, że nie potrwa to długo... a ja pewnie nie będę miał mu za złe, że przerwał milczenie.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Czarcie włócznie, Odrodzenie

PisanieRe: Ogród angielski   Sro Maj 04 2016, 22:12

Wcale nie jestem bezdusznikiem bez serca, który posługuje się małym, bezbronnym zwierzątkiem, jako banalną wymówką na ucieczkę z pełnej ludzi sali balowej! Postać słodkiego, wielobarwnego liska przeszła mi przez myśl, gdy mój umysł w pośpiechu próbował wymyślić usprawiedliwienie wcześniejszego opuszczenia uczty. Grzechem byłoby niewykorzystanie faktu, że ten zwierzak przesypia więcej niż połowę doby, a jeszcze mało kto o tym wie. Zresztą najadłem się już wystarczająco, nawet ze Snowidem ukradkiem uszczuplającym dobytek mojego talerza. Inni też już powoli, ale systematycznie opuszczali stoły, aby udać się do swoich dormitoriów rozpakować rzeczy czy zająć się innymi, mniej lub bardziej pożytecznymi.
Dlatego nikt nie zainteresował się dwójką odzianą w czerwone szaty mieszającą się z tłumem przy drzwiach, a potem czmychającą dalej. Nie ku sypialniom, ale korytarzami, o tej porze przyjemnie opustoszałymi. Uwolnienie od wiecznie przelewającej się tędy fal uczniów było niejako odświeżające. Wzbudzało we mnie też niejakie uczucie melancholii, o jakie nigdy wcześniej sam bym się nie posądził. Prawdopodobnie to wina świadomości, że to już ostatni rok w murach akademii. Dziwnie było spoglądać na tych wszystkich uczniów ze świadomością bycia wśród nich weteranem, któremu wkrótce przyjdzie ich opuścić, aby zmierzyć się z prawdziwym życie, niechronionym zaklęciami obronnymi.
Jednak odrzuciłem te rozmyślania, gdy opuściliśmy budynek na rzecz wspaniałego ogrodu, który muszę przyznać był moją małą słabością. Przypominał mi bowiem ten, który znajdował się wokół mojego domu, co w pewien sposób budziło we mnie sentyment. Niebo nad nami wydawało się widocznie niezadowolone z naszego powrotu do szkoły, gdyż w przeciwieństwie do królewskiego błękitu, który nosiło na Kołowiankach, teraz zasłane było grubą warstwą chmur. W połączeniu z zachodzącym słońcem efekt był dosyć ponury. Bezwiednie złapałem moją małą wronę za dłoń splatając nasze palce. Być może chciałem któremuś z nas dodać otuchy albo po prostu stęskniłem się za jego bliskością. Zatrzymaliśmy się w jednej z altanek, dopiero po chwili zauważyłem, że obrastały ją dziko rosnące róże, w dodatku czerwone. Musnąłem dłonią rosnący najbliżej kwiat, po czym spojrzałem na swojego uroczego towarzysza uśmiechając się od niechcenia kącikiem ust.
- Ktoś z oddali pomyśli, że to więcej róż, a nie jacyś uczniowie. - Kolor kwiatów zlewający się z naszymi uroczystymi szatami był niewątpliwym atutem. Miałem ochotę dzięki temu ukryciu zrobić coś nagłego, ale się powstrzymałem. Opadłem na ławkę, ciągnąc Snowida za rękę na swoje kolana. Dzięki różnicy wzrostu nasze twarze były teraz na równym poziomie, mogłem spoglądać mu prosto w oczy bez żadnego skrępowania. Mała odległość sprawiała, że czułem na policzkach jego ciepły oddech. Uśmiechnąłem się bezczelnie.
- Mogę cię pocałować? - spytałem lekko wydymając wargi. Nie w mojej gestii było prosić o coś, a co dopiero czekać na to, ale po ostatnich wydarzeniach wolałem być ostrożny. Starczy nam gorących wyznań na najbliższy czas.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Ogród angielski   Czw Maj 05 2016, 17:20

Błoga cisza jest zdecydowanie moim ulubionym stanem. Nic nie zakłócało naszego spokoju. Cichy szum natury, liści szeleszczących na wietrze, ptaku odgrywających leniwie swe serenady. Do złudzenia przypominało mi to dom. Ogrody Wrońskich były... dziksze. O ile ten, w którym obecnie się znajdowałem, nie należał do tych zadbanych, staranie doglądanych przez tabuny ogrodników, to jednak daleko mu było do moich rodzinnych rajów, które otaczały posiadłość. Całkowicie nieuporządkowane, wydawać by się mogło, że dworek został dosłownie wzniesiony w samym środku rzadkiego lasu. Nikt go nie doglądał, naturą zarządzali tylko i wyłącznie bogowie. Wolność, nawet w tak groteskowy sposób musieliśmy ją okazywać, bo jakżeby inaczej. Elżbieta Bonifacja uwielbiała być nieskrępowana, była niczym ptak, który osadził swe gniazdo tam, gdzie mu się spodobało. Morze oraz jego fale, które prawie podmywały mury zamku dodawały temu obrazkowi czegoś kontrastowego. Z jednej strony drzewa, wielkie krzewy oraz chaszcze, a pomiędzy nimi niby zapomniane grządki kwiatów, a z drugiej niekończąca się połać błękitu, która uznaje tylko jedną granicę - horyzont. Zabawne, dopiero co rozstałem się z domem, a wydaje mi się, że już za nim tęsknię. Może to dlatego, że tym razem nie spędzałem zbyt wielu godzin, wpatrzony w przestrzeń poza oknem mej sypialni. Moja uwaga skupiała się całkowicie na wnętrzu, a działo się tak przez nieustające wizyty Kasjana. Z tego powodu bardziej zapamiętałem wygląd mej pościeli, niż zieleni rozpościerającej się za umazaną szybą.
Uśmiechnąłem się delikatnie, kiedy jego dłoń splotła się z moją w uścisku. Nie miałem nic przeciwko temu, ba!, tak niewinny gest, skromne nawiązanie kontaktu całkiem mi się spodobało. Przynajmniej nie rzucił się na mnie, kierowany gorącym szałem. Przyglądałem się pięknym kwiatom, które zwróciły są barwą uwagę mojego towarzysza. Dziwne jest to, iż w ogóle ich nie zauważyłem, lecz z drugiej strony było to do przyjęcia. Tak już miałem, że gdy się zamyśliłem, to potrafiłem nie dostrzec nadjeżdżającego pociągu albo nie zarejestrować ani jednego słowa, które kierowała do mnie rozgadana ciotka. Pozwoliłem mu pociągnąć mnie za sobą, przecież nawet gdybym postanowił mu się przeciwstawić, to i tak bym nie wygrał. Nie potrafiłem powstrzymać delikatnego rumieńca, który pojawił się na moich polikach, na których wyczuwałem ciepły oddech Kasjana. Ta pozycja kojarzyła mi się z czymś nieodpowiednim, szczególnie dla zacnych murów naszej szkoły. Miałem tylko nadzieję, że ławka na której usiadł nie była brudna, bo wylądowałem na niej moimi kolanami, siedząc okrakiem na nim. Jeszcze tego by brakowało, że zniszczyłbym pierwszego dnia spodnie od mundurka. Oczywistym jest, że to nie jedyna moja para, ale najzwyczajniej w świecie nie przepadałem za niszczeniem moich rzeczy. Spoglądałem w jego oczy z zaciekawieniem oraz lekkim zniecierpliwieniem. Dobrze wiedziałem, co zaraz nastąpi.
Może dlatego właśnie zdziwiły mnie jego słowa. Spodziewałem się, że użyje swych ust w zupełnie inny sposób. Nie potrafiłem się powstrzymać przed wesołym chichotem, który spontanicznie wyrwał się spomiędzy moich warg.
- Przecież dobrze wiemy, że i tak byś to zrobił - odpowiedziałem mu. Nie czekając na jego reakcję złożyłem niewinnym pocałunek na jego ustach. Może to przez wydarzenia biegłej nocy nabrałem tyle odwagi. Wspomnienia były jeszcze świeże, a robiliśmy wtedy nie takie rzeczy. - Tak - dodałem, kiedy odsunąłem się od niego na nieznaczną odległość.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Czarcie włócznie, Odrodzenie

PisanieRe: Ogród angielski   Czw Maj 05 2016, 22:08

Powietrze pachniało deszczem. Przyjemna woń zbliżającego się opadu harmonizowała z wonią rozgrzanego ogrodu. Prawdopodobnie wcześniej była tu tak samo piękna pogoda jak wszędzie indziej. Może chciało zapłakać razem z uczniami nad końcem tych wydłużonych wakacji? Podobno istnieje coś takiego jak psychizacja pejzażu. Jeśli tak, to prawdopodobnie nie działało jak trzeba w tym momencie lub skupiało się na odbiorze emocji masy, nie jednostki. Mój humor był daleki od tego ponurego obrazka, jaki się nad nami roztaczał. Nie przeszkadzało mi kolejne rozpoczęciu roku, przyzwyczaiłem się już, przecież to już dziewiąty raz z rzędu. Tym bardziej cieszyło mnie wyrwanie z gniazda Wrońskich. Chociaż miałem tam osobę, dla której mógłby już nigdy stamtąd nie wychodzić to nie mogłem nic poradzić na to dziwne poczucie ulgi. Zawsze gdzieś czaiła się tam ta dziwna tęsknota. Nie nawet za murami akademii, które zdołałem polubić, ale za domem, moim domem, który stał w samotności oczekując na czyjś powrót.
Jednak przede wszystkim byłem teraz zadowolony, że zdołaliśmy ze Snowidem wymknąć się całkiem niepostrzeżenie, aby skraść kilka tych chwili samotności przed powrotem do wyraźnie zbyt ludnej sypialni. W dodatku mój drobny gest został zaaprobowany. Nie umknął mojej uwadze zmieniający się wyraz twarzy mojej małej wrony. Sądziłem, że jego nadwrażliwość może się ujawnić chociażby i w tym zacisznym miejscu, ale nic takiego się nie stało. Czyżby winą można by obarczyć wydarzenia ubiegłej nocy oraz zmęczenie, które zapewne jeszcze rezonowało? Całkiem prawdopodobne.
Rumieniec, który go oblał, sprawił, że musiałem zagryźć wargę, żeby nie zaśmiać się. Doprawdy? Taka niewinna pozycja? Wszak była najwygodniejsza z naszą różnicą wzrostu. Ja nie musiałem cały czas spoglądać w dół, a on nie zadzierał głowy do góry, idealnie. Chciałem musnąć opuszkami palców zaróżowiony policzek, ale powstrzymałem się mimo drżenia dłoni. Nie chciałem póki co bardziej go prowokować. Widocznie byłem dziś niewiarygodnie wręcz grzeczny, sam się sobie dziwiłem. Bardzo możliwe, że to wina zmęczenia po wczorajszym wysiłku. Ciekawe spostrzeżenie, wyczerpany łagodnieję. Miejmy nadzieję, że tylko ja to zauważyłem.
Już miałem coś powiedzieć. Rozchyliłem usta, aby nie pozostawić tej wyjątkowo zaczepnej jak na niego uwagi bez komentarza, ale nie zdążyłem. Nasze usta spotkały się niespodziewanie. Co prawda na niezwykle krótką chwilę w zaledwie muśnięciu, ale sam fakt był zaskakujący. Nie mieliśmy problemu z całowaniem się, ale zazwyczaj to ja wychodziłem z tą inicjatywą. Szczególnie poza bezpiecznym schronieniem czterech ścian jego pokoju. Aż tak ośmielił się po wczorajszym? Byłem zafascynowany, ciekawe, czy zmieni się to na dłuższą metę, a może zmiany będą dalekosiężne!
Uśmiecham się szeroko na to krótkie słowo zgody, po czym natychmiastowo niweluję dzielącą nas odległość. To, co robię ma naprawdę mało wspólnego z tym, co miało miejsce przed chwilą. Rozbijam swoje wargi o jego, gwałtownie, w pośpiechu, głodzie. Nie minęły chyba nawet jeszcze dwadzieścia cztery godziny od naszego zbliżenia w czasie, których i tak byliśmy cały czas razem, a ja i tak jestem już stęskniony. Nie do końca rozumiałem, co się ze mną dzieje, ale jakoś nie przyszło mi na myśl, aby to zanalizować. Zamiast tego wsunąłem palce w jego włosy, żeby przyciągnąć jeszcze bliżej o ile było to możliwe.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Ogród angielski   Nie Maj 08 2016, 09:28

Nie do końca wiedziałem, co powinienem myśleć o obecnym zachowaniu Kasjana. Zdecydowanie nie należało do najnormalniejszych. Chociażby ta sprawa z pocałunkiem. Od kiedy to mój narwany, wiecznie nabuzowany energią oraz hormonami lisek, prosił mnie o jakiekolwiek pozwolenie. Zwykle pocałowałby mnie bez uprzedzenia, przyprawiając mnie tym samym o niemałe palpitacje serca oraz wyjątkowo mocne w odcieniu rumieńce, których nie mógłbym pozbyć się przez najbliższą godzinę. Zerkałbym wtedy nerwowo na boki w poszukiwaniu świadków tego nieodpowiedniego zajścia. Zupełnie jak dnia wczorajszego, kiedy to miała miejsce dokładnie taka sytuacja. Może to właśnie przez te wydarzenia mój towarzysz powstrzymywał swe dotąd nieposkromione zapędy? Czy moja, nasze, wyznanie aż tyle zmieniło?
Ale teraz? Niespodziewane pytanie, zadane w iście dziecinny sposób, niczym szkrab, który uczy się manier i musi spytać guwernantki czy może wziąć kolejny kawałek czekolady, chociaż dobrze zdaje sobie sprawę, że przecież przyniosła ją dla niego. To wydęcie ust było iście komiczne, może dlatego nie potrafiłem się powstrzymać przed własną inicjatywą? Najwidoczniej zmęczenie oddziaływało na nas obu, lecz robiło to na dwa, zupełnie różne sposoby. Kasjan łagodniał, stawał się potulny, niczym zaspany Nieład, a ja nabierałem niesamowitej, jak na mnie, odwagi. Bo czy normalnie byłbym w stanie siedzieć tak na jego kolanach, w takim miejscu? Czy gotów bym był musnąć jego usta, niby delikatnie, ale niecierpliwość zdecydowanie nie leżała w mojej naturze.
Dobrze wiedziałem, że popełniłem błąd. Ten złowrogi uśmiech mnie o tym przekonał! Poczułem się, jakbym wypuścił straszliwego potwora zza ciasnej klatki, a ten teraz będzie szalał na wolności. Miałem nadzieję, że Kasjan się opamięta. W końcu zgodziłem się jedynie na całowanie, a nie... inne, stanowczo mniej odpowiednie rzeczy, których nie powinno się wyczyniać na ogrodowej ławce. Poza tym moje ciało chybaby tego nie wytrzymało, kolejnej dawki intensywnych zapewnień oraz dowodów lisich uczuć. Chociaż dobrze wspominam minioną noc, to nie jestem pewien, czy uda się nam powtórzyć te wydarzenia w najbliższej przyszłości, pomimo tego, że miałbym na nie ochotę.
Oparłem swoje drobne dłonie na jego torsie, który teraz spowity był w czerwieni. Jedna z moich dłoni natrafiła na herb Akademii, pięknego żar-ptaka, który szeroko rozpościera swe skrzydła. Może dlatego właśnie pozostawałem trzeźwy na umyśle, mimo gorących pocałunków Kasjana oraz tej dłoni, która szalała w moich włosach. Pragnąłem poddać się tej chwili, zaspokoić swoje niespodziewane potrzeby wiążące się z chęcią zbliżenia, lecz nie był to czas, ani miejsce na to. Oczywistym jest, że wysiłki chłopaka w ogóle mi nie pomagały w wytrwaniu przy moim postanowieniu. Miałem ochotę go odepchnąć, ale z drugiej strony nie miałem siły, aby się na to zdobyć, a co dopiero wykonać. Po prostu zacisnąłem palce, zgniatając tym samym materiał jego szaty. Instynktownie musnąłem go językiem, byłem zdziwiony, że sam tego jeszcze nie zrobił. Pozostawało mi mieć nadzieję, że zdziwi go to mocno. Na tyle, by umożliwił mi ponowne zaczerpnięcie powietrza.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Czarcie włócznie, Odrodzenie

PisanieRe: Ogród angielski   Nie Maj 08 2016, 21:28

Ruch. To coś dla mnie naturalnego. Nie potrafię się zatrzymać, godzinami rozmyślać nad podjęciem jakiejś decyzji, rozważać w nieskończoność złe i dobre strony czegoś. Po prostu nie umiem i już. Nie charakteryzuje mnie niechlujny pośpiech, ale szybkie i precyzyjne działanie. Niczym lekarz tnący skórę pac jęta skalpelem. Jeden płynny ruch, oto ja.
Jednak nie można przesadzić, w żadną stronę. Jestem zwolennikiem jako takiej równowagi, utrzymywania dwóch płaszczyzny na jednakowy poziomie. Różne zachwiania mogą prowadzić do niepożądanych anomalii. Zarówno w magii, jak i w życiu należy więc zachować umiar. Tego zdążył nauczyć mnie ojciec, a wiele także doczytałem z jego dziennika. Dlatego teraz nic nie mogę poradzić na spowolnienie akcji. To, co miało miejsce na Kołowiankach potoczyło się niesłychanie szybko. Nie było szansy na oddech, a co dopiero na dokładne przemyślenie różnych kwestii. Wtedy działały emocje, podświadomość, której praktycznie nigdy nie oddawałem sterów. Tak samo jak tej nocy, kiedy również nie było miejsca na oddech. Spieszyliśmy się obaj, zachłanni siebie nawzajem, jak gdyby nas wspólny czas miał być naszym ostatnim. Być może było w tym ziarno prawdy, wszak nadejście roku szkolnego mocno ograniczało nasze opcje prywatności, spędzania czasu tylko we dwoje. Tak jak teraz, skryci na uboczu angielskiego ogrodu, w cieniu różanej altany. Co mogliśmy tu zrobić? Skraść te kilka pocałunków, wymienić kilka słów, które nie mogły paść w innych okolicznościach, to wszystko.
Zwolniłem więc, chciałem, żeby czas przestał tak nagle szarżować i zmuszać mnie do ciągłych zmian scenerii. Nie chciałem się dzielić Snowidem z nikim innym, potrzebowałem go tylko dla siebie, tak jak wtedy w nocy. Teraz jednak życie związało mi ręce na plecach i podśmiechiwało się ze mnie wesoło widząc jak się miotam. Przez to zapytałem go o pozwolenie. Nie chciałem go spłoszyć, popsuć tej chwili, którą będę musiał teraz nosić w sercu jak talizman, bo wiem, że nie powróci szybko. Przez to skuszony tą małą prowokacją rzuciłem się na niego niczym wygłodniałe zwierzę. To były moje ostatnie momenty wolności nim szkolna rzeczywistość wciągnie nas w swoją machinę ponownie czyniąc nas tylko i wyłącznie braćmi, których nie łączą więzy krwi, ale niesamowita przyjaźń.
Sapnąłem bezwiednie, gdy poczułem, co zrobił. Nie skłamię mówiąc, że nie spodziewałem się tego ani trochę. Tamten drobny pocałunek był już niecodziennym wyczynem, ale to? Przekraczało moje najśmielsze oczekiwania względem niego. Zachęcony tym sam poruszyłem swoim językiem, łącząc się z nim jeszcze bardziej, jeśli to było możliwe. Jednak wciąż czułem jego dłoń na mojej piersi, znałem go zbyt dobrze, żeby nie wiedzieć, co o tym myśleć. Zresztą sam szybko połapałem się w tym, do czego to zmierza. Jeśli nie zatrzymam się teraz to nie zatrzymam się w ogóle, a jasnym jest, że Snowid nie da rady temu zapobiec. Wiedziony tym impulsem odsunąłem się raptownie, rozdzielając nas na odległość wyciągniętego ramienia. Oddech mi się rwał jak gdybym właśnie przebiegł maraton.
- Starczy. Inaczej już się nie zatrzymam.Za bardzo cię potrzebuję.
Powrót do góry Go down
avatar


Budapeszt, Węgry

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Panacea, Werniks

PisanieRe: Ogród angielski   Wto Cze 07 2016, 22:13

Nigdy nie sądziłam, że wieczorne obchodzy Komitetu Dyscyplinarnego były aż tak wieczorne. Godzina już taka, że najchętniej schowałabym się pod kołdrą, zamiast tego muszę wyjść na zewnątrz, założyć polarek i czapkę i zrobić obchód. Racja, że nie musiałam wchodzić aż na zewnątrz, ale chyba tego potrzebowałam. Orzeźwiające powietrze uderza mnie w twarz, staram się wdychać je, lecz zatyka mi płuca i każe kaszleć. Opieram się o lodowate mury akademii i patrzę w niebo. Zasłonięte jest chmurami, więc czekam aż księżyc wyjży zza jednej z nich. Wtedy odpycham się od ściany i idę w stronę parku. Przy pomocy odznaki udaje mi się przekonać pięć par do powrotu do szkoły. Nawet nie wiedziałam, że tak wielką radość będzie mi sprawiało zaganianie ich do pokoi, ale to już chyba tak jest, że każdy z nas się cieszy jeżeli może sobie czasami ulżyć. I szłam jeszcze dróżką i patrzyłam jak jeden z uczniów zamyka po raz ostatni drzwi od szkoły, więc postanowiłam skorzystać z tego, że mogę pobyć sama w parku i poszłam się przebiec - właściwie, to nie poszłam, tylko zaczełam biegać. Biegałam zawsze całkiem sporo, chociaż rzeczywiście opuściłam się w treningach podczas chodzenia z Andrzejem. On opuścił się w swoich, ja w swoich. A że zobaczyłam, jak mu wróciły mięśnie, to chyba też pozazdrościłam. No i jak biegam, to czuję się prawie tak samo jak kiedy tańczę balet. Tylko, ze w bieganiu łatwiej jest mi się oderwać od myśli, albo przemysleć coś w dobry sposób.
I po godzinie byłam już zdyszana i jedyne co chciałam to iść spać, kiedy nagle widzę, że drzwi od szkoły otwierają się i wyskakuje z nich chłopak, nie byle jaki, bo ten o którym myślałam pół dzisiejszego biegu. Nie jestem zbyt zadowolona, ale nie postanawiam go śledzić, postanawiam mu się odrazu pokazać. Dlatego śpieszę się i doganiam Andrieja, kiedy ten pewnie myślał, że już zdołał się wymknąć.
- Co ty tu robisz o tej godzinie - zatrzymuje go pojawiając się obok, a z mego polarka błyszczy odznaka KD. - Powinieneś być w swojej sypialni - chyba wiedział o tym, ale policjanci zawsze mówią tak na wszelki wypadek, także i ja postanowiłam że powiem to co oczywiste.
Powrót do góry Go down
avatar


Wilno, Litwa

brudna

19 lat

IX klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks

PisanieRe: Ogród angielski   Wto Cze 07 2016, 22:51

Dzień mu się wlekł niemiłosiernie. Na dzień dobry posępna wymiana spojrzeń z Aristovem i wyścig do łazienki, przypalone kiełbaski na śniadanie, karny referat za brak zadania domowego z teorii magii no i nieudany eliksir na alchemii bo zapomniał o jednym składniku! Często zapominał. O drobnych rzeczach, bo to nie było tak, że pozapominał imion czy wydarzeń sprzed roku. To były malutkie szczególiki - zapomniał podlać kwiatka, w liście do matki pomylił słowa, a wczoraj ubrał koszulkę tyłem na przód. Ktoś uważny dostrzegłby te zmiany, on je bagatelizował. Nie wiązał z potajemnymi kąpieli z kojącym uczuciem. Dzień pełen nieszczęść wzmógł w nim większą ochotę na spacer. Potrafił się wymykać, a Timonowi powie, że idzie do na randkę. Nieważne z kim. Może nawet z Livią. Dobry przyjaciel nie dopytuje, on rozumie bez słowa swoją bratnią duszę. Andriej idzie utartym szlakiem, ubranym w ciemne spodnie i obszerną bluzę. W kieszeni dzierży różdżkę, aby w razie czego dopomóc sobie w ucieczce. Jedna z dróg ku słodkości zapomnienia prowadziła przez ogród angielski. Mija jedną parę ukradkiem, jak złodziei nie spodziewając się, że na drodze stanie mu Gardonyi. Wyciąga różdżkę, ale zaraz ręka opada bo zagrożenie okazało się nikłe.
Niech to szlag.
- Idę... Na spacer. - Andriej mistrz wymówek. Co z tego, że powinien być w swoim łóżku. Wiele rzeczy powinno się robić, a się ich nie robiło. Andrzej przecież taki niepokorny. Nie pamiętasz Ulu co za hultaja poznałaś na szlabanie?
Powrót do góry Go down
avatar


Budapeszt, Węgry

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Panacea, Werniks

PisanieRe: Ogród angielski   Wto Cze 07 2016, 23:02

Oczywiście, że pamietam, dlatego wcale tak bardzo nie zdziwił mnie jego widok, o ile zaskoczył. Lubiłam swojego kochanego Andrzeja, ale ten rozrabiaka w którym się zakochałam też był pociągający i kiedy teraz Walewski znów się tak zachowywał, to miewam takie nieczyste myśli, że lepiej nie mówić!
Jestem nieustępliwa, bo jestem zasadniczą kujonką. Upartość to właśnie to, co mnie wtedy zaprowadziło na ten sam szlaban.
- Pójdziesz na spacer jutro, już zaczeła się cisza nocna i nie wolno być ci poza swoim.. pokojem - nie byłam tego taka pewna, no tego na przykład, czy nie powinnam go jednak puścić. Ale niby dlaczego, nie był przecież już moim chłopcem, chociaż jak na niego patrzyłam to trudno mi było uwierzyć, że nim nie jest, przecież jeszcze kilkanaście tygodni temu był.
Zastępuje mu drogę i nie pozwalam iść dalej, a na różdżkę patrzę z uniesioną brwią.
- Schowaj tę różdżkę, chyba pamietasz, co się stało jak ostatnio chciałes mi nią pogrozić - macham ręką przed brzuchem w który teraz wskazywała jego różdżka - Nie chce znów mieć siniaka - no pewnie, że nie chcę, już i tak za dużo byłam poobijana przez niego i jego dziewczynę. Miałam limo pod okiem! A wtedy to mnie dźgnął aż miałam siniaka na brzuchu.
Powrót do góry Go down
avatar


Wilno, Litwa

brudna

19 lat

IX klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks

PisanieRe: Ogród angielski   Wto Cze 07 2016, 23:46

- Chcę teraz - wyrywa mu się zanim ona skończyła własne zdanie. Nie wytrzyma do jutra. Chciał już teraz wskoczyć do wody i zaznać ukojenia. Balsamu dla serca. Cały ten dramat był dla niego o wiele większym ciężarem niż można było przypuszczać. Ileż można się truć nienawiścią i planowaniem zemsty, ileż można trwać w rozdarciu między pragnieniami, a zamiarami? Słysząc o grożeniu i siniaku robi niemądrą minę w której przeważało nie do wierzenie. O co jej chodziło?
- Co? Nie groziłem ci nigdy żadną różdżką! - tu już się trochę zdenerwował. Czy właśnie sugerowała, że ją kiedykolwiek zaatakował? Nigdy by na nią różdżki nie podniósł, ani nie skrzywdził fizycznie, a co dopiero jakieś nabijanie siniaków.
- Nie wymyślaj, dobra?
Powrót do góry Go down
avatar


Budapeszt, Węgry

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Panacea, Werniks

PisanieRe: Ogród angielski   Sro Cze 08 2016, 11:45

- Andrzej, nie ma mowy - patrzę na niego zdezorientowana, kontynuuję formułkę KDowca, ale już wiem, że muszę zmienić swoją strategię - Są zasady i nie wolno ich łamać, a ja musze ich pilnować, jak wrócisz teraz do łóżka, to będe miła i nie powiem o tym nikomu - tylko jak z nim rozmawiać? Wydaje się nieco rozkojarzony, a ja też nie jestem w pełni skoncentrowana, bo przecież właśnie godzinę biegałam i jedyne o czym marzę to położenie się spać.
- Gdzie ty właściwie chcesz tak spacerować? Bo jeżeli bardzo musisz to pójdę z tobą. Pewnie się musisz przejść bo cię Livia zdenerwowała - co by mnie nawet ucieszyło, może istnieje jakaś nadzieja na to, że z nią wreszcie zerwie. Ale zgaduje, zagaduje. Spoglądam po nim i kręce głową.
- No co ty, nie pamietasz jak ćwiczyłam balet i prosiłam cię, żebyś zrobił pozycje i mnie pyrzytrzymał i nie ogarnąłeś kiedy i wpadłam na twoją różdżkę, bo ćwiczyłeś w miedzyczasie zaklęcia? - przecież maglowali tę historyjkę śmiejąc się, nawet opowiedzieli ją kilku osobom, bo była dość zabawna i wcale nie świadczyła o ich zbyt bliskim przebywaniu, bo nawet kolega mógł coś takiego zrobić. Tak czy siak, coś mi tu nie gra.
- Jesteś poddenerwowany - stwierdzam, szybkie oględziny pozwoliły mi to ocenic. Dlaczego Andrzeju?
Powrót do góry Go down
avatar


Wilno, Litwa

brudna

19 lat

IX klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks

PisanieRe: Ogród angielski   Sro Cze 08 2016, 12:05

- Zawsze to muszę i muszę - przedrzeźniał jej ton stróża prawa - Powinnaś sobie darować ten cały komitet, bo jeszcze ktoś wyrządzi ci krzywdę za donosicielstwo.
Co miał na myśli? Mówił o sobie czy wielu innych, którym osoba Gardonyi w tym roku podpadnie.
Andriej nie cierpiał Komitetu Dyscyplinarnego uważając go za formę ucisku władzy i źródło jątrzenia waśni między uczniami. W grupie zawsze znajdzie się jakiś szpicel, a zdrajcy powinni kończyć w jeden sposób. Jasne, że się denerwował bo miał wrażenie, że Uliana wmawia mu niestworzone rzeczy.
Słysząc o Livii parska zezłoszczony, robi krok w jej stronę mierząc wzrokiem w tym ciemnościach rozświetlanych pojedynczymi lampeczkami.
- Nie twoja sprawa co robię, z kim i dlaczego. Przestań mi wmawiać te... bajki. Nigdy z tobą nie ćwiczyłem żadnego baletu. I wiesz co? - pochyla się nad nią górując wzrokiem - Możesz lecieć donieść komu trzeba. Najwyżej mnie wyrzucą, a tobie to będzie przecież na rękę.
Wymija ją.
Powrót do góry Go down
avatar


Budapeszt, Węgry

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Panacea, Werniks

PisanieRe: Ogród angielski   Sro Cze 08 2016, 12:28

- Ale ja się wcale nie boję - jestem uparta i zaczynam się denerwować. Jeżeli doszłoby do tego, że musiałabym na nim użyć swoich praw KDowca, to będę miała taki konflikt wewnętrzny, bo absolutnie nie mam na to ochoty - wydaje mi się, że dla niego mogłabym przecież złamać wszelkie zasady, ale z drugiej strony on się o to prosi. Tak jakby chciał mnie sprawdzić. No to proszę bardzo, pokażę mu. Aż mu w pięty pójdzie. Myśli, że taka ze mnie delikatna dziewczynka, że sie bronić nie będę umiała. Już chyba zapomniał, że ja znam swoją wartość.
Aż się cofnęłam, bo mnie nieco przestraszyło to jak on mnie traktuje. Co to za straszenie, co to za ton proszę pana? Otrząsnęłam się z szoku, dopiero kiedy zarzuca mi, że na rękę jest mi jego usunięcie ze szkoły.
- Dobrze wiesz, że nikt cie nie wywali za nocne spacery - prycham, ale nie ma dyskusji, bo Andriej w tej chwili wymija mnie. Spoglądam za nim z oczętami otwartymi szeroko. To dopiero było niegrzeczne. Zawracam i podbiegam kilka kroków, żeby dogonić go.
- W tej chwili zakończ ten spacer, chyba że mam użyć siły - idę za nim i pewnie zabawnie dla niego wygląda to, że ja chcę używać siły wobec niego, posiadając całe dwadzieścia centrymtrów mniej w wysokości i jeszcze jakieś tam mniejsze gabaryty ogólnie. Ale niech się nie przecenia, bo jest jakiś powód dla którego mnie wzieli do Komitetu i ja mu go zaraz pokażę.
Jak to nigdy nie ćwiczył ze mną baletu? Mam ochotę mu wyrzucić, że przeszłości nie zmieni, ale zrobię to zaraz, jak będzie posłusznie wracał ze mną do akademii.
Powrót do góry Go down
avatar


Wilno, Litwa

brudna

19 lat

IX klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks

PisanieRe: Ogród angielski   Sro Cze 08 2016, 12:58

W odpowiedzi na jej słowa zarzuca tylko kaptur na głowę i garbi ramiona bo wieczory w Koldovstoretz są coraz chłodniejsze. Chce mu dotrzymać kroku? Proszę bardzo. Jego jeden krok to jej trzy.
Powinna zacząć się bać, bo nie każdy będzie Andriejem, ani miłą osóbką, która z pokorą przyjmie kolejny szlaban. Czy nie znała zdania Walewskiego na temat KD? Rozmawiali o tym nieraz i zawsze w kontekście negatywnym, bo nic dobrego nie szło o tym stowarzyszeniu powiedzieć. A przynajmniej on nie potrafił. Łypnął na Ulianę ponuro. Uparta jak Bregović, może się zmówiły za jego plecami.
- Jezu. - nie wytrzymuje i staje po środku jednej z dróżek. Niecały kilometr, a będzie u celu. - Przestań mnie dręczyć. Sama wracaj do zamku i sprawdź czy nie czeka na ciebie miłosny sonecik od narzeczonego. - no to pozamiatane. Patrzy nią gniewnie, zniecierpliwiony, że go opóźnia. Nie mogła po prostu przymknąć oka przez wzgląd na stare czasy?
- I przestań się tak spinać. - dodaje bo, gdzie ta żartobliwa Ula? Livia nie robiłaby problemów!
Powrót do góry Go down
avatar


Budapeszt, Węgry

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Panacea, Werniks

PisanieRe: Ogród angielski   Sro Cze 08 2016, 21:34

Ależ on jest irytujący! Myślę, że już pójdzie ze mną, a ten wywala z tymi wierszami od Yuriego. No trzymajcie mnie niebiosa, bo mu chyba wyrwe to dwulicowe serce i podepczę.
- W sumie to masz rację, zaraz wrócę sprawdzić jaki wiersz mi dziś zostawił na poduszce - odpowiadam w podobnym złośliwym tonie, bo prócz niego mam w rękawie jeszcze tylko płacz, a płaczem nie chcę się przy nim zanosić. Nie mam ochoty na takie okazywanie słabości. Odwracam się i odchodze, on odchodzi w inną stronę. Ale ja zrobiłam tylko trzy kroki i zaraz znów go doganiam. Jego trzy kroki to moich dziewięć, ale to nic, bo ja szybko biegam. Przypomina mi się nagle sytucja sprzed dwóch lat, jak podobnie się kłóciliśmy o Komitet Dyscyplinarny. Ja chciałam przekonać go, że to wspaniała inicjatywa, on zaś nie chciał nawet tego słuchać.
Wracam na miejsce obok niego, ale jestem jeszcze za jego plecami, kiedy zaczynam mówić:
- A co jak coś ci się stanie? Myślisz, że jest mi to obojętne? Już nawet nie jako KDowiec, ale jako ja, mam chyba prawo przypilnować cie by nic ci się nie stało? A może nie mam, tak samo jak nie miałam prawa poznać prawdziwej przyczyny tego, że mnie postanowiłeś zostawić - oskarżam go przeskakując nagle przed niego i zasłaniając mu drogę. Tak niewiele dla niego znaczyłam, że nie mógł mi się nawet przyznać, że jego nastoletnie ciało potrzebowało innego i że znalazł sobie od tego Bregovic.
Nie mogłam przeżyć tego, że to on mnie zostawił. Podobno mężczyźni zakochują się szybciej, więc to musiało znaczyć, że on mnie nigdy nie kochał!
Powrót do góry Go down
avatar


Wilno, Litwa

brudna

19 lat

IX klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks

PisanieRe: Ogród angielski   Sro Cze 08 2016, 23:59

Kłótnie. Ile ich mieli? Pięć, dziesięć, a może dwadzieścia? O kolor swetra, o długość pracy z botaniki o miejsce następnego spotkania? Nie byli aż tak dopasowani jakby chcieli. Inne poglądy, inna kultura.
Po czasie dostrzegł jak ważną rolę odgrywa środowisko w jakim się wychowuje. On był wolny, nie związany żadnymi zobowiązaniami, tradycjami. No może poza tą, że przyszłej żonie koniecznie musi podarować rodzinny pierścionek. A Uliana? Tego postu nie starczyłoby na wyliczeniu rzeczy, które mogła robić, a co powinna. Mogli udawać i bawić się w dom, wielką, romantyczną miłość. Tylko jak długo? Do końca akademickiego roku? Czy jak się Ula zastanowi to nie wyjdzie na to, że Andriej przyspieszył to co nieuniknione? Na jej odpowiedź odgryza się ponurym spojrzeniem, którego pewnie i tak nie zauważyła bo ciemno. Wierszy się zachciało. Da jej coś o wiele lepszego! Coś czego Yuri za żadne skarby nie potrafi. Ale to jutro. Albo pojutrze. Kiedyś. Może na Boże Narodzenie.
- Nie jestem dzieckiem. Nie potrzebuję drugiej Bregović, która będzie mi matkowała mówiąc co mam robić. - mówi z prychnięciem, bo Livia niekiedy zachowywała się jak rasowa kwoka. - Gdybym ci powiedział prawdę to zniszczyłbym twój świat. Mój już się chwieje w posadach, więc doceń ten gest i żyj jak dotąd. - chyba po raz pierwszy powiedział coś więcej niż dotychczas.
- Naprawdę Ula - sięgnął ręką niepewnie do jej twarzy - Chciałbym, żeby wszystko potoczyło się inaczej, ale... Stało się.
Powrót do góry Go down
avatar


Budapeszt, Węgry

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Panacea, Werniks

PisanieRe: Ogród angielski   Czw Cze 09 2016, 00:14

Gdybym wiedziała, że on sądzi, że dobrze zrobił. Kretyn. Przecież mówiłam mu, że zostawię dla niego wszystko, nie wierzył? Zachowuje się, jakby nie wierzył. Ale jak ja mogę mu zaufać, że mnie zabierze z tego bagna, że mnie nie zostawi, kiedy rzuce rodzinę.
- Nie chce być twoją matką, po prostu się martwię - nie chcę na niego patrzeć, bo już mnie usadził. Za Bregovic. Gdzieś na nieważnym drugim miejscu. Bo liczy się tylko to czy jest się najważniejszą kobieta w jego życiu. A ja chciałam być tą najważniejszą, tą która wyścignie nawet mamę. Chociaż nie chciałabym się spierać o miejsce w sercu Andrzeja z jego mamą, to jednak chciałabym być dla niego tak samo najwazniejsza, jak on jest dla mnie najwazniejszy. Był. Musiałam się pilnować, bo wciąż się na niego lubiłam patrzeć tak jak przed kilkoma tygodniami. Z utęsknieniem.
Teraz z utęsknieniem wyglądam jego dłoni, która z ciemności sięga do mojej twarzy. Układam policzek w niej i chciałabym tak zasnąć, zamiast tego stoję sztywna, niezdolna do poruszenia się. A jednocześnie czuję dziwny spokój, bo przecież tak powinno być, on własnie to powinien robić. Nie do końca wiem o czym mówi, po co znów przypomina mi o tym, że mnie zdradzał cale wakacje?
- Co się stało? Twój romans? - boję się tego, co się dzieje, tego, że trzyma w swojej dłoni moją twarz. Pytam go cicho i cicho licze na to, że mnie przeprosi za ten romans z Livią. Masakra. Nie chce mi się troche wierzyć w to wszystko.
- Andrzej, co ty robisz - błagam go, żeby się zdecydował, tym jednym jęknięciem, które świadczy o tym, że on mi miesza w głowie. Krzyczy na mnie, zaraz jednak pozwala mi się dotknąć, albo on mnie dotyka. Mówi rzeczy, one mają tak wiele znaczeń. Nie wiem już które jest prawdziwe.
Powrót do góry Go down
avatar


Wilno, Litwa

brudna

19 lat

IX klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks

PisanieRe: Ogród angielski   Czw Cze 09 2016, 21:55

Martwi się. Co mu z jej martwienia? Powinien się cieszyć, bo to oznacza, że Ulianie zależy. Tak jak tej przeklętej świecy, która nie chciała zgasnąć. Knot nadal trawił ogień odzwierciedlając prawdziwe uczucie Andrieja. Świeca zakochanych, tak to żartobliwie nazwał, gdy wraz z Ulą badał szkolną rupieciarnie. Czy jeszcze o tym pamiętała? Pamiętała o świecy? Bo Andriej schował ją między skarpetki w nadziei, że zgaśnie. Ciało zawsze zdradza zakochanych, robi rzeczy wbrew woli. Zamiast odpychać przyciąga, żeby łapczywie nabrać jak najwięcej. Głaskał ją po policzku zdając sobie sprawę, że popełnia błąd. Niepotrzebnie mąci. Łatwiej było mówić przykre rzeczy na odległość, gdy nie widziało się swojej drugiej połówki. Słysząc te jej głupie pytania i drążenie w kółko tego samego prycha cicho. Rozmawiał z Livią. Brutalnie wyciągnął ją z Dożynek, spod nosa Aristova, aby mu wyjaśniła co sobie ubzdurała Gardonyi.
- Rozmawiałem z Livią o twoich wszelakich domysłach. - mówi pochylając się w jej stronę - Po twoich zaręczynach poszedłem urżnąć się w trupa i gdyby nie Bregovicie to na uczcie powitalnej uczciłabyś mnie minutą ciszy. Livia mi pomogła. Dlatego jeżeli zamierzasz wystawić ją na pośmiewisko swoją nagłą przyjaźnią to sobie daruj.
Głupio, że słowa słowami, a jego usta zawisły na centymetr nad jej wargami. Tak się nie robi Andriej. Jeden pocałuneczek. Potem drugi. Przecież widzisz, że ci się nie oprze. Dotyka jej warg, palce z policzka prześlizgują się na kark, a druga ręka obejmuje talię przyciskając ją do swojego ciała. Szybko mija pierwsza niepewność. Całuje ją zachłannie, jak wędrowiec na pustyni, który odnalazł oazę.
Powrót do góry Go down
avatar


Budapeszt, Węgry

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Panacea, Werniks

PisanieRe: Ogród angielski   Czw Cze 09 2016, 22:35

Ona go nie słucha. Bo serce nie sługa i chociaż się chce od niego odsuwać, ma przecież tylko w glowie to, że nie powinna, nie powinna, nie powinna, ale jego głowa jest coraz bliżej, jego usta coraz niżej.
- Przecież mnie rzuciłeś, czego ty chcesz odemnie znó... - może zdołała powiedzieć tylko część zdania, ale resztę miała w głowie. Nie wie czego on chce od niej, ale domyśla się, że tego co ona chce od niego. Ciężko jest prowadzić jakąkolwiek rozmowę, jeżeli pierwszy raz od miesiąca mają wreszcie chwilę prawdziwie sam na sam.
- Andrzej.. - wzdycha pomiędzy jednym pocałunkiem a drugim pocałunkiem, kiedy już przymknięte ma oczy i czerpie największą przyjemność z tego, że może znów się całować z Andriejem. Czy nie tego chciala przez ten cały czas? A kiedy jeszcze jej uświadomił, że wcale nie spał z Livią w taki sposób, jak jej się wydałało.. I dają się ponieść pocałunkom i opiera się ona o drzewo, które pomoże jej nie zemdleć, bo w tej całej szczęśliwości chyba właśnie się zatraciła. Nagle jednak przestaje co calować, dlonie ma na obu jego policzkach i wzrok niemoralnie zasnuty mgłą, która świadczy o tym, że ona się już nie ocknie. Jeżeli on tego nie zrobi. - Możemy to powtarzać częściej? - prosi go, znów jest żałosna i patetyczna. A on już wie, że cokolwiek by nie zrobił - ona po jego stronie zawsze stanie.
Powrót do góry Go down
avatar


Wilno, Litwa

brudna

19 lat

IX klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks

PisanieRe: Ogród angielski   Czw Cze 09 2016, 23:28

Dobry Andriej opamiętałby się w tej chwili kiedy drobna Ula rozpływała się w jego łapskach zapominając o całym świecie. Dobry Andriej pamiętałby co było przyczyną ich rozstania. Dobry Andriej nie robiłby świństwa swojemu koledze całując jego narzeczoną. Dobry Andriej nie dopuściłby do takiej sytuacji, gdzie oboje narażali się na poważny szlaban. Ale Zły Andrzej... To już inna bajka.
Zły Andrzej ochoczo obcałowywał Ulianę pozwalając sobie na znacznie więcej niż przez dwa ostatnie lata. Zły Andrzej miał gdzieś normy obyczajowe i to, że tak nie wypada. Przyciskał ją do drzewa całym sobą nie zamierzając jej wypuszczać ze swoich objęć. Nawet gdyby zaczęła protestować musiałby go ugryźć lub uderzyć, żeby przestał. Tak bardzo za tym tęsknił. Za nią. Niechętnie przerywa pocałunek. Co ona do niego mówi? Odchyla się, puszcza ją. Niech tuli się do drzewa.
Robi kilka kroków do tyłu przecierając twarz.
- Możemy.
Nie powinna była mu pozwolić, bo już wiedział. A wiedzę swoją z pewnością błędnie wykorzysta. Wyciąga ku niej swoją dłoń w zapraszającym geście. Spacer? Najpewniej nie do źródeł. Zadziwiające jak szybko o nich zapomniał.
Powrót do góry Go down
avatar


Budapeszt, Węgry

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Panacea, Werniks

PisanieRe: Ogród angielski   Sob Cze 11 2016, 21:54

Mieć romans z byłym chłopakiem, bo z tym z którym jestem zaręczona nie mam ochoty mieć romansu. Bo się nie kochamy? Bo nie ma między nami tego, co czuję, kiedy Andriej obejmuje mnie i przysuwa do siebie. Jest jednak nieco inny, może zmieniony, ale jeszcze nie wiem o co chodzi. Może to brak zarostu, a może rzeczywiście inaczej się zachowuje? Inaczej zachowywał się, kiedy przekonywać mnie chciał, że wcale nie jestem dla niego ważna. Ale to nie to.
Do wyciągniętej do mnie ręki zaraz podchodzę i łapię go w swoją. Nie boję się tego, że ktoś nas przyłapie, przy Andrzeju niczego się nie boję. Mogę tylko patrzeć na niego roziskrzonymi oczętami i robić to co on odemnie chce.
- Wiedziałam, że to nie może być prawda, że nie chcesz się ze mną już spotykać - mówię i oplatam dłońmi jego ramię, żeby przytulona do tych mięśni iść tam gdzie on mnie chce prowadzić - Może wybralibyśmy się gdzieś razem na przepustkę ze szkoły? Andriej, masz ochotę? - ja nie myślę o tym, o czym on zaraz pomyśli, myślę o tym, że mam bilety na balet do Opery.
Powrót do góry Go down
avatar


Wilno, Litwa

brudna

19 lat

IX klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks

PisanieRe: Ogród angielski   Nie Cze 12 2016, 15:05

Co się stało? Co się zmieniło? W zachowaniu Andrieja była szczerość czy nagła zmiana planu? Tak bardzo przecież chciał dotrzeć nad magiczne źródła i pozwolić sobie na zapomnienie. Był przekonany, że im więcej kąpieli weźmie to tym łatwiej będzie odciąć się od Uliany. Czy naprawdę zdecydował się na rolę bycia tym drugim, ot tak? Może po prostu nie był taki silny za jakiego się uważał. Świeca nadal paliła się zdrowym płomieniem. Skoro do maja mieli czas to dlaczego nie miałby się nią nacieszyć? Potem... Potem jakoś to będzie. Drogi rozejdą się na zawsze. Gdzie znajdował się dom Aristova? Nie mógł sobie tego teraz przypomnieć. Pewnie tam razem zamieszkają.
Nie skomentował entuzjastycznego podsumowania Uliany, która wręcz promieniała od tych drobnych pieszczot. Posłał jej za to uśmiech, bo nie sposób było oprzeć się roztaczającej się dookoła atmosferze. Prowadził ją mniej uczęszczanymi dróżkami, gdzie malały szanse na zdemaskowanie. O dziwo jemu też było wszystko jedno czy zostaną teraz nakryci przez innego ucznia lub nauczyciela.
- Chętnie spędzę z tobą trochę czasu - odpowiada mówiąc do niej - Mamy wiele do nadrobienia... Gdzie chciałabyś iść?
Może udałoby się pojechać nad jezioro nacieszyć się ostatnimi promieniami słonecznymi. Nie wiedząc czemu pomyślał sobie o Czarodziejskiej Rusałce.
Powrót do góry Go down
avatar


Budapeszt, Węgry

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Panacea, Werniks

PisanieRe: Ogród angielski   Nie Cze 12 2016, 19:48

Nie wiedziałam, gdzie mnie prowadzi, ale to było nieco ekscytujące. No bo może i właśnie prawie mu dałam szlaban, a od miesiąca zamieniliśmy z kilka zdań i wszystkie kończyły się moim płaczem, ale kiedy mnie prowadzi, to czuję się tak, jakbym nagle trafiła do nieba. I podskakuję co trzeci krok, jakbym była w jakiejś dziwnej bajce, a nie w ciemnym złym lesie.
- Och, moglibyśmy pójść do Teatru Balszoj, dostałam ostatnio bilety na wspaniały balet. To bylby tak romantyczny wieczór - zachwycona, nie pomyślałam o tym że jemu taki rodzaj rozrywki może nie odpowiadać, bo prawdę mówiąc zawsze dotąd robiliśmy to co mi sie podobało. Andrzej oczywiście mógł liczyć na moje pełne zaangażowanie w rzeczy, które jego interesowały, natomiast trudno byłoby nam sie dogadać, gdybyśmy nie chodzili na rzeczy które podobały sie mi. Bo oczywiście to co podobało sie mi było najważniejsze dla naszego związku, odkąd on chciał mnie uszczęśliwiać na każdym kroku.
Coś się zmieniło, ale ja nie wiedziałam jeszcze o tym. Nie zauważyłam chyba dokładnie tego, że pragnienia Andrzeja nagle się nieco bardziej skonkretyzowały. Nie dało mi do myślenia to, że z taką zachłannością chciał tylko mnie calować i ściskać. Ale zaraz się chyba obudzę z mojego snu, bo już obserwuję twarz Andrieja, poszukując w niej tego samego entuzjazmu, który ja mam w sobie.
I chyba nie znajduję aż tak głębokiego szczęścia.
Powrót do góry Go down
avatar


Wilno, Litwa

brudna

19 lat

IX klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks

PisanieRe: Ogród angielski   Pon Cze 13 2016, 01:46

Prowadził trochę na oślep, a trochę na wyczucie, bo czy gdzieś tu nie powinno być altanki? Co prawda roiło się tam od robaków i pająków, ale Andriej się ich nie bał. Potrzebował ustronnego miejsca w którym mogliby przedłużyć ten wspólny sen na pół godziny, a może nawet godzinkę zanim któreś z nich oprzytomnieje i wspomni o powrocie. Walewski czuł się rozbity między tym jak powinien się zachować, a tym czego chciał. Pogłaskał ją po plecach.
- Balet? - powtórzył wyłapany strzęp jej wypowiedzi. Do Teatru Bolszoj. Wspaniały balet. Romantyczny wieczór. Nie podzielał entuzjazmu Uliany do tańczenia, ani teatrów, ale jako jej chłopak bardzo często się poświęcał i robił to co chciała. Dzięki temu nabył namiastkę poruszania się tak, żeby nie deptać nóg partnerki w tańcu. Oglądanie jednak baletu w teatrze przechodziło jego najśmielsze oczekiwania.
- Dobrze. - zgodził się, a w myślach dźgał się za brak asertywności - Każda chwila spędzona z tobą jest tego warta.
Komplemenciarz! Skierował ich do altanki, gdzie zaraz mogli przysiąść.
- Chciałbym cię przeprosić... - zaczął z determinacją wymalowaną na twarzy - Za to, że tak cię traktowałem i za nasze zerwanie, ale kiedy zobaczyłem was na scenie, te całe ogłoszenie zaręczyn... Postanowiłem wyjść z tego z twarzą zanim to ty mnie rzucić. Bo widzisz... Na początku kiedy się spotykaliśmy nie traktowałem nas zbyt poważnie. Tyle nas dzieli, a mimo wszystko to z dnia na dzień zależało mi coraz bardziej... Na początku byłem przekonany, że się mną bawisz i zerwiesz jak tylko odczujesz nudę. No wiesz, rozkapryszona panna, która zawsze dostaje to czego chce. - urywał, kontynuował przez co trochę nieskładnie wychodziła całość. Na koniec wzruszył ramionami z przepraszającym uśmiechem.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Ogród angielski   

Powrót do góry Go down
 
Ogród angielski
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next


Skocz do: