IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Ogród Letni

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieOgród Letni   Pią Kwi 01 2016, 03:22

Ogród Letni

Ogród Letni znajduje się w samym centrum i jest najstarszym terenem zielonym Petersburga. Otoczony jest od północy rzeką Newą, od wschodu Fontanką, od południa Mojką, a od zachodu Kanałem Łabędzi. To miejsce miało urzekać swoim niezwykłym pięknem, co bez wątpienia udało się Piotrowi I Wielkiemu. Ogród zachwyca marmurowymi rzeźbami, przedstawiającymi alegorie sił przyrody, bohaterów z mitologii greckiej i rzymskiej oraz słynne postacie historyczne. Tutaj także stanęły wykonane przez rosyjskich mistrzów fontanny, ozdobione postaciami z bajek Ezopa, a nad brzegiem Fontanki wznosi się Pałac Letni Piotra Wielkiego – jedna z pierwszych rezydencji carskich.
Powrót do góry Go down
Tündér Szentgyörgyi


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Ogród Letni   Sro Kwi 13 2016, 13:25

A ten kocyk, to skąd my go mamy, Gonzo?
Obracam się na bok i orientuję się dopiero wtedy, że od niewiadomego czasu prowadzę w głowie konwersację z samą sobą, bo jestem zbyt senna, aby wypowiadać słowa na głos, albo ruszyć dłońmi. Nic dziwnego zresztą, że żadnej odpowiedzi od niego nie usłyszałam, skoro uszy mam wolne, nieograniczone przez żadne niewygodne rurki i plastikowe nakładki. Dziwne, zdawało mi się, że dzisiaj je wkładałam. Podnoszę się w górę i spoglądam na plecy brata. Na pewno mi je zabrał. Na pewno, jak go znam. Przecieram dłonią oczy i siadam po turecku na kocyku, który nie wiem skąd mamy, wyciągając dłoń i gładząc gonzowe plecy chwilę. Co on tam robi? Znowu grzebie w ziemi? Na pewno znalazł jakiegoś robaka. Na pewno znowu się denerwuje tym portalem. Co roku to samo. Zawsze ten sam problem z przejściem, nie mogę sobie wyobrazić co musi czuć, raz na jakiś czas będąc zmuszonym pokonywać ten lęk przed lustrami. Zastanawiam się, skąd im się to wzięło. Jemu i ojcu.
Zanurzam dłoń w białych włosach brata, czochrając je delikatnie. Tata podobno zawsze miał długie. No, robaczku, co Ty tam robisz, odwróć się do mnie.
- Gonzo. - Mówię w końcu po cichu, a przynajmniej mam taką nadzieję. Zawsze obawiam się odezwać, kiedy samej siebie nie słyszę, ale nauczyłam się już, jak modulować głos, aby nie wrzeszczeć na rozmówców, wychodzi mi to jednak zazwyczaj odrobinę za cicho.
- Zabrałeś mi aparat słuchowy?
Powrót do góry Go down
Gonzo Szentgyörgyi


Petersburg, Rosja

czysta

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Ogród Letni   Sro Kwi 13 2016, 15:21

Nie chcę nawet o tym myśleć. Nienawidzę września. Każdego września. Początek roku i konieczność udania się do szkoły wiąże się w ojej głowie tylko z nieprzyjemnościami. Od samego procesu dostawania się do szkoły, później pełna konwenansów kolacyjka, tłumy ludzi, zagadywanie, znajomości. Nie umiem odnaleźć się w sytuacjach, które uważacie za normalne. Idzie mi bardzo dobrze na wszelkiej maści wystąpieniach, mogę pracować pod presją, w grupie, ale zwyczajne codzienne pogawędki, dowcipy przy wieczornym posiłku czy najprostsze "Co u ciebie" wzbudza we mnie lęk tak straszny, że na samą myśl chyba zaraz zwymiotuję.
Siedzę tu, na krawędzi koca jak na krawędzi świata i robię wszystko, by odciąć się od rzeczywistości w której jestem, od uciekających dni, godzin i minut, od zbliżającego się początku roku, który wrzuci mnie, upośledzonego, na tę głęboką wodę, która chce mnie zabić.
Znalazłem żuka, ma piękną zieloną chitynę w pręgi, równoległe, idealne, obserwuję go jak drepcze po moich palcach zawzięcie, szukając końca swojej wędrówki, ale ja przecież dłoń obracam raz i drugi i będzie tak wędrował w nieskończoność. Czuję jak mi kładziesz dłoń na plecach, ale nie mogę się na tym skupić, on ma aż sześć nóg i wszystkie wiedzą, kiedy się podnieść i postawić milimetrowy kroczek, jak maszyna, cudowny, niezrozumiały mechanizm.
Słyszę jak szepczesz, nauczyłem się w Twoim towarzystwie część mojego skupienia zawsze ogniskować na szepcie, bo wiem, że kiedy na Ciebie nie patrzę w końcu będziesz do mnie szeptać. Co ciekawe, na szept reaguję w związku z tym znacznie szybciej niż na wszelkie krzyki i wrzaski tego świata. Mam na głowie bańkę, słyszę wybiórczo, nauczyłem się tego, obserwując Ciebie.
Nie mogę Ci jeszcze odpowiedzieć na to pytanie, ten żuk, on wciąż idzie i idzie, wiesz, nieprzerwanie, ma swoją misję, szuka końca jestem tego pewien. Idzie tak już dłuższą chwilę, złapałem go w palce kiedy spałaś, mógłbym go rozgnieść, ale on zdecydował się mnie pokonać. Moje dłonie. I bawi mnie to niebywale, ten jego marsz, bo on na prawdę chce mnie pokonać.
- Tak. - mówię w końcu, a żuk rozpościera chitynowy pancerz uwalniając dwie pary cienkich jak mgła, przeźroczystych skrzydeł i wzlatuje w powietrze. Oszust! Miał przecież maszerować w nieskończoność, a on...
Boże jedyny, jakie to piękne. Nie mogę wzroku oderwać od gry słońca na błonkach jego wirujących skrzydeł. Widzę je w zwolnionym tempie, klatka po klatce, przepraszam, to tak samo z siebie, wiesz, że nigdy celowo nie bawię się czasem, ale to przepiękne. Napór wiatru wybrzusza błonki między pajęczynką żyłek jego skrzydeł, a te lśnią we wszystkich kolorach jak bańki mydlane. Czy Ty to widzisz? Czy widzisz to co ja?
Odrywam wzrok od żuka i czas zdaje się znów płynąć normalnie. Spoglądam na Ciebie przez ramię.
Powrót do góry Go down
Tündér Szentgyörgyi


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Ogród Letni   Sro Kwi 13 2016, 16:34

Kochany mój, przecież wiesz, że ja przeprowadzę cię przez wszystko, choćbym musiała siebie poświęcić. Nie myśl o tym czasie, który się zbliża, nie myśl o nim wcale, to nie powinno twojej głowy zaprzątać, ja boję się, gdy jesteś blisko, gdy jesteś blisko czasu tak, jak teraz. Wiem, że myślisz i obawiasz się i czekasz i skupiasz się, na tym żuczku małym i czekam cierpliwie, aż skończy cię absorbować, ale ja wiem, Gonzo, jakim torem idą twoje myśli, przecież znam cię jak nikt, znam cię lepiej, niż ty sam siebie znasz. Nachylam się trochę, aby dowiedzieć się, co cię tak zaabsorbowało. Widzę tylko, że poruszasz wargami i choć z tej perspektywy i tak nie mogłabym odczytać co mówisz i tak wiem, że go zabrałeś. Obojętnie ile razy obrócisz ręką, żuczek znów nie znajdzie drogi powrotnej i będzie tak krążył i krążył zapewne nie rozumiejąc do końca co się dzieje. Wiesz jak to wygląda? Nie wiesz, za bardzo skupiony jesteś na samym żuczku, za bardzo zafascynowany, to mnie napawa lękiem, ślepe zapatrzenie w swoje fascynacje do tego stopnia, że świat na chwilę zdaje się nie istnieć. Gonzo, ty za bardzo go przypominasz, a ja im więcej wiem o ojcu i im ty starszy jesteś, tym więcej widzę podobieństw. Nie mogę na to patrzeć, denerwuję się, ale akurat w momencie, kiedy wyciągam rękę, aby uwolnić żuka, zrzucić go, odciąć od ciebie, on sam odlatuje. Cofam się, mając nadzieję, że nie zauważyłeś tego gwałtownego ruchu i wiem po chwili, że nie. Podążam za twoim wzrokiem, obserwując żuka, który sam z siebie nigdy nie poruszałby się tak powoli. Nie potrafię dostrzec jego piękna. Nie dlatego, że nigdy nie potrafię, ale przez tą małą sytuację, która zmąciła mi myśli. Poza tym, ty jesteś tym wrażliwszym, nigdy w to nie wątpiłam. Może nie na wszystko, ale na pewne dziedziny, które nie ruszają mnie wcale, z kolei moje uniesienia nierzadko wywołują w tobie zaskoczenie. Kiedy puszczasz robaczka i wszystko wraca do normy, odwracając się do mnie, nie potrafię cię upomnieć, ani się na ciebie gniewać. Może kiedyś bym tak zrobiła, może nie, zachowując niepokoje dla siebie, ale teraz tym bardziej nie byłabym w stanie, ujawniając przed samą sobą, jak wielką hipokrytką jestem. Gonzo, gdybyś tylko wiedział, zmiażdżyłbyś mnie w palcach tak, jak mogłeś tego żuczka. Przenoszę dłoń na twoją twarz coraz przystojniejszą, gładząc kciukiem twój policzek, wcale już nie pucołowaty, ważę słowa, którymi mogę cię uraczyć, ale nie wiem i nie potrafię okazywać emocji, a ty i tak zawsze je odczytasz. Jest mi chyba tak zwyczajnie trochę smutno. Decyduję się w końcu nie podejmować nowego tematu, bo chyba nie ma sensu tego zaczynać i nie wiem czy chcę, bo wolałabym, aby twoją głowę zaprzątały tylko lekkie myśli i choć wiem, że to niemożliwe, nie zamierzam teraz, przed szkołą dokładać ci jeszcze starań. W końcu cofam dłoń, aby móc porozumiewać się z tobą na migi. Wiesz, że nie lubię rozmawiać, kiedy się nie słyszę.
-Dlaczego mi go zabrałeś? Przecież mi nie przeszkadzał. Schowałeś go czy wyrzuciłeś?
Powrót do góry Go down
Gonzo Szentgyörgyi


Petersburg, Rosja

czysta

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Ogród Letni   Sro Kwi 13 2016, 16:58

Próbuję zogniskować swoje skupienie na Twojej twarzy, ale po takiej ekstazie wizualnej zawsze przychodzi mi to z trudem. Wędruję więc za liniami, promieniującymi z i do Twojej głowy, śledzę je wzrokiem jak migoczące robaczki świętojańskie aż w końcu udaje mi się zatrzymać spojrzenie na Tobie. Nie powiem, ten miły gest Twojej dłoni pomaga mi zawsze, jak latarnia morska, jak lampion na grzęzawiskach, światełko w tunelu.
Uśmiecham się lekko.
- Wyrzuciłem. - mówię szczerze. Zawsze mówię szczerze, nienawidzę kłamać. Strasznie mnie kłamstwo denerwuje, mam po nim okropnie metaliczny posmak na języku, jakbym język sobie przy okazji odgryzł. Wyrzuciłem Twój aparat bo go też nienawidzę, jest sztuczny i odbiera Ci całe piękno Twojego życia. Przecież nie potrzebujesz słyszeć, tu nie ma nic do słuchania. Może czasem tylko, wiesz, jak żaby rechoczą i świerszcze grają to miło posłuchać, ale zaraz sama wiesz gdzie idziemy i co będzie się działo. Wyrzuciłem, bo tak będzie lepiej.
Wiem, że wolisz migać, widzę, że migasz, ale ręce mam teraz ciężkie strasznie. Jakieś smutne od kiedy żuk mnie oszukał, odfrunął zostawiając moje palce takie samotne, że splotłem je ze sobą i tak leżą na kolanie jak porzucone narzędzia.
- Nie pójdę w tym roku do szkoły. - dzielę się z Tobą moim planem.
Śniłem sen Tunder i to nie był dobry sen. Widziałem w nim płonące żagle i cały pochód martwych dusz idących w kierunku Akademii. Nie chcę ich spotkać, wiesz, czemu tam idą? Bo Ty tam jesteś, chcą Ciebie, te wszystkie dusze Ciebie chcą. Dotknąć, polizać, chwycić okropnymi łapskami, chcą wydrzeć z Ciebie wszystko, a ja nie będę mógł Cię obronić- Ty też nie.
Konfrontacja z duszami jest gorsza nawet niż konfrontacja z ludźmi, są bardziej chaotyczne, żadne opracowane przeze mnie konwencje, których używam spotykając się z innymi uczniami, na dusze nie działają. One zdają się mnie nie słuchać ani mną nie interesować, jakbym jedynie był naznaczony Twoją zdolnością, a one błędnie podążyły tym tropem w złym kierunku. Nie jestem dla nich towarzystwem, nie chcę ich słuchać ani do nich mówić, spać nie mogę bo wyją tak strasznie, niezadowolone, że nie jestem Tobą. Widzisz więc, w perspektywie konieczności mierzenia się i z duszami i z żywymi ja wysiadam. Bilet wyrzuciłem, zamierzam zapaść się pod ziemię na najbliższy rok, albo dwa w sumie, wtedy już nie będę w obowiązku pójść do Akademii.
Kładę się obok Ciebie i całuję w czółko. Nie martw się wcale, pewnie nic z mojego planu nie wyjdzie, bo Ty na pewno chcesz do szkoły pójść. Znów będziesz trzymać mnie za rękę i ciągnąć w to przeklęte lustro. Zawsze zadaję sobie pytanie dlaczego mi to robisz i zawsze przysięgam sobie, że nigdy Ci tego nie wybaczę. A potem znów rutyna codzienności, skupiam się na przetrwaniu dnia, by móc wywrzeszczeć się nocą. Nawijam kosmyk Twoich włosów na palec.
- Tun... der... - poruszam bezgłośnie ustami. Wiesz, nasza babcia nazywa się Tunder. Twarz marszczy mi się jak porażona prądem, wspomnienie babci kaleczy mój niestabilny spokój ducha i zaraz palce drugiej ręki jakoś tak samoistnie podążają w kierunku drugiego przedramienia. Nie mogę nad tym zapanować, tak bardzo mnie swędzi za każdym razem, tak bardzo bardzo, że dziurę muszę wydrapać, kolejną, jedną na drugiej, poprzednia nie zdążyła się zagoić, wspomniałem białe włosy matki gdy stałaś w oknie pod słońce.
Powrót do góry Go down
Tündér Szentgyörgyi


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Ogród Letni   Sro Kwi 13 2016, 18:30

Oczywiście. Wyrzucił. Znowu to samo, zawsze to samo. Przecież tyle razy go prosiłam i tyle razy mówiłam, że go po prostu potrzebuję. Nie przez cały czas, ale jednak. Gonzo, tobie tak łatwo jest o tym zadecydować, o tym, czego mam słuchać lub nie, wiem, że wielu rzeczy wolałbyś nie słyszeć nigdy, ale kiedy zaczniesz brać pod uwagę, że może ja chciałabym. Ale jestem zmęczona powtarzaniem ci tego po raz kolejny. Pewnie za jakiś czas znowu się upomnę, tymczasem muszę sobie załatwić nowy. Znowu będę musiała zwrócić się do wujka. Znowu to mnie, nie ciebie upomni, że nie mam aparatu i że idą na nie pieniądze, jakby to było właśnie w tym momencie najważniejsze, pieniądze. Kładę się na powrót, sięgając za głowę, do torby, w której powinnam mieć Fale Woolf, ale zanim się odwracam, widzę, że zaczynasz mówić, więc skupiam się na tym, odczytując słowa kolejno prosto z twoich warg.
Co? Nie krzyczę wcale, nie krzyczę często, a na ciebie nigdy, nie podniosłam nawet głosu, to wciąż jest tylko szept, ale głębszy, przez co prawie już niesłyszalny. Gonzo wiesz, że ja poszłabym za tobą wszędzie, ale muszę być głosem rozsądku w tej drużynie. Kochany mój, twoja wrażliwość na pewno zaprowadziłaby nas daleko, ale jeszcze nie teraz, to jeszcze nie czas. Uspokajam się, przymykając na chwilę oczy. Przez to duszenie wszystkiego w sobie dostanę kiedyś zawału. Powiedziała mi to nawet szkolna pielęgniarka, pamiętasz, wtedy, kiedy serce bolało mnie tak strasznie i trzęsłam się jak osika. Pamiętasz to na pewno Gonzo, przecież byłeś w stanie poruszyć niebo i ziemię, aby sprowadzić mi szybką pomoc. Wdech i wydech, na chwilę rozkoszuję się powietrzem, tym, jak przepływa przeze mnie czyste, skażone tylko odrobiną magii, a wszystko z naszej winy i tej małej myszki, która zmarła właśnie pod tamtym krzaczkiem.
-Gonzo, opuszczenie szkoły niczego nie zmieni, oni wciąż tu będą. - Oni, żywi i martwi, wiem, że się tego obawiasz, ale to nic nie da. Dlatego nie możesz wcielić swojego planu w życie i nawet, gdybyś próbował, to ja ci na to nie pozwolę. Nie tym razem. A wiesz, że zazwyczaj się ciebie słucham.
Kładę się na boku i wyciągam dłoń, no przestań już zawracać sobie tym głowę. Zaraz ją zajmę czymś lżejszym, zaraz znajdę ci zabawkę. Motyla. Czy drugiego żuczka. Uśmiecham się, kiedy jesteś obok, wiesz, do nikogo nie potrafię uśmiechać się tak, jak do ciebie, chociaż wcale nie uśmiecham się do innych rzadko. Wydaje mi się, że nawet dość często, zważywszy na fakt, że z nikim się nie przyjaźnię i z niewieloma ludźmi rozmawiam. Tak, babcia. Przecież wiem. Ja swoje odziedziczyłam po członku rodziny, ty swoje zawdzięczasz kreatywności ojca. Ciekawe, czy miał w rodzinie jakiegoś Gonzo. Niewykluczone, że tak, chociaż patrząc wstecz, jego rodzina miała chyba po prostu słabość do specyficznych imion. Wystarczy spojrzeć na ciotkę.
Uśmiech spełza mi z twarzy, kiedy widzę, co się z tobą dzieje, marszczę brwi, widząc, jak zaciskasz dłoń na ramieniu. Przestań.
-Hej, nic się nie dzieje. - Spójrz na mnie Gonzo, nic się nie dzieje. Nic takiego. Leżymy sobie na kocu i chyba wiem. Kogo ja próbuję oszukać. Chyba jednak powinniśmy porozmawiać, tylko nie wiem, czy będziesz mi odpowiadał, czy zamilkniesz tylko, podążając za swoimi liniami, moimi liniami, zauważając, że zaczynają drgać, próbując rozpoznać jakim torem idą moje nowomyśli. Biorę głęboki oddech. Innej okazji nie będzie. Później zaczną się lustra i wszystkie te dusze, które przyjmuję na herbatę, o których ty nie chcesz nawet słyszeć.
- Nie wydaje ci się, że... - Im jesteśmy starsi - ... z każdym dniem, tym bardziej to wszystko nas dotyczy? - Wcześniej tak nie było. Nie aż tak. Mam wrażenie, że historia zmienia się ukradkiem, a my nie jesteśmy jeszcze w stanie dostrzec dlaczego. Byliśmy młodsi, było tego mniej. Za niedługo osiągniemy pełnoletność i co dalej. Gonzo, wcale nie czuję się gotowa by żyć.
Powrót do góry Go down
Gonzo Szentgyörgyi


Petersburg, Rosja

czysta

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Ogród Letni   Czw Kwi 14 2016, 19:57

Z ust wyrywa mi się ciche westchnienie bólu, kiedy obcięte do zera paznokcie i tak rozdrapują ledwie gojące się zadrapania na mojej papierowej skórze. Zawsze noszę długi rękaw. Nawet nie dlatego, że coś ukrywam, jest to znacznie schludniejsze niż wsiowe koszulki, w jakich widzę innych ludzi. Nie rozumiem ubrań, nie lubię ubrań, wolałbym być nagi i przeźroczysty, nie lubię tego jak wyglądam i żadna koszula na to nie pomoże. Mogę się jedynie zasłonić całkiem, od szyi po kostki, zawinąć i ignorować fakt, że jestem zbyt wysoki by mnie przeoczyć.
Masz takie dobre, chłodne ręce. Podpieram głowę dłonią leżąc tak i patrząc się na Ciebie. Uspokaja mnie to, często na Ciebie patrzę. Patrzę nawet kiedy Ty nie wiesz, że patrzę, jak artyści malarze skupiający wzrok na czymś innym by móc po chwili dostrzec błąd w swoim dziele. Linie wokół Ciebie układają się tak jak lubię, może dlatego, że znam je od zawsze i są takim układem, który mnie nie zaskakuje. Nie robisz mi w nich bałaganu, tylko pływasz ładnie. Jak rybka.
Lubię ryby.
Zawsze wiem, kiedy mi ktoś coś poprzestawia, mam swój porządek rzeczy, wszystko układam zgodnie z liniami, a one zawsze wiernie i uprzejmie donoszą kiedy ktoś przy nich grzebie. Jak struny, wibrują lekko.
Krzywię się na Twoje pytanie, nie chcę rozmawiać, wiesz, że nie lubię mówić za dużo. Nie muszę nawet udawać, że nie słucham, albo nie widzę, bo słowa innych ludzi jakoś mnie omijają, jak biały szum w tle, dopóki nie skupię się na nich choć trochę. Chciałbym udać, ze go nie słyszę, albo nie rozumiem słów, których używasz.
- Nie. - mówię więc w końcu, po dłuższej chwili borykania się z samym sobą. Nie wydaje mi się. Tak jest, dotyczy nas, ogromnie bardzo od kiedy tylko otworzyłem oczy. Pamiętam Ciebie, zawiniętą w zielony ręcznik w szpitalu na Węgrzech, pamiętam, że lekarz, który na mnie patrzył miał zielone oczy i mały pierścionek zawieszony na szyi. Od tamtej pory pamiętam wszystko i jak bardzo bym nie próbował, nie mogę powstrzymać się przed analizą tych informacji. W odróżnieniu od Ciebie zamykam to wszystko po prostu w kolejnych klaserach, segreguję w moim archiwum i wychodzę, zamykając sekcję na klucz. Nie chcę o tym myśleć, to wymaga wysiłku na który nie jestem gotowy, pozwalam, żeby płynęły, jak chmury...
Tak łatwo tracę skupienie, zauważam chmury, przewracam się na plecy i wyciągam ręce do nieba. Duchy są jak chmury, myślisz, że są jak puchate obłoczki, a tak na prawdę to kłęby lodowatych małych igieł, które kaleczą najmniejsze nerwy w Twoich palcach. Och jak ja nie znoszę duchów.
- Chciałbym by wieloryby latały. - mówię w końcu, kładąc dłonie na piersiach. Przepraszam, wybacz mi, ucieka mi każda jedna myśl. To nie tak, że nie chcę z Tobą rozmawiać, po prostu nie mogę się skupić. Nie na tym, nie chcę na tym. Słyszę brzęczenie w oddali i mój zielony żuk znów ląduje mi na palcu.
- Patrz, wrócił. - i znów rozpoczął swoją wieczną wędrówkę. Chcesz odzyskać honor, mały wojowniku?
Powrót do góry Go down
Tündér Szentgyörgyi


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Ogród Letni   Czw Kwi 14 2016, 21:40

Nie chcesz ze mną rozmawiać. Przecież wiem. Przecież wahałam się, czy cię pytać. Czy podjąć temat i tyle zaryzykowałam i kiedy w końcu, po jakimś czasie, bo przecież minęło już trochę, zanim znowu spróbowałam i może to po prostu zły moment, ale nigdy nie będzie dobrego momentu, przecież wiem. Ty nie chcesz ze mną o tym rozmawiać. A ja tego potrzebuję, Gonzo. Za każdym razem w takich momentach myślę, że czuję się trochę mniej winna, że zaczynam mieć przed tobą małe większe sekrety. Ale boję się Gonzo, że w końcu wybuchnę, lub oddalę się za daleko. Ty wszystko sobie układasz, wszystko zamykasz i nie wracasz do tego, bo pamiętasz. Ja nie. A chcę. I chcę wiedzieć więcej, nie tylko o nas. O nim. O niej. O wszystkich. Nie zrozumiesz tego, a ja zastanawiam się, w którym momencie zauważysz, że moje linie zaczęły drgać. Na pewno jeszcze są spokojne, na pewno, bo ja jestem. Bo zamykam to w końcu i nie poruszam tego tematu. Ale jest mi przykro, więc odwracam od ciebie wzrok i biorę głęboki oddech. Jesteś mi najbliższą osobą i najwięcej o tym wiesz i tylko ty rozumiesz mnie i mógłbyś, tymczasem zostawiasz mnie z tym samą. Z kim, jeśli nie z tobą mam o tym rozmawiać, kochany mój? Uciąłeś mnie jednym słowem, tak łatwo potrafisz zamknąć mi buzię i odciąć się od nurtu moich myśli i zamknąć ich zalążek w tych swoich księgach (nie)pamięci.
Mam wrażenie, że się duszę.
Nie chcę cię denerwować, nie chcę cię doprowadzać pod ścianę, nie chcę, abyś źle się przeze mnie czuł, więc zostawiam to. Po prostu. Wiem, jaki jesteś wrażliwy. Patrz na swojego żuczka, pasujesz tu, kochany mój, to powinien być twój świat, pełen pięknych barw i promieni słonecznych, wszystko ułożone według planu, wszytko na swoim miejscu.
Podkładam dłonie złożone jak do modlitwy pod głowę i obserwuję, jak kocyk zmiął się w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą miałeś łokcie. Nie słyszę co mówisz, nie widzę twojej twarzy, a aparat mi wyrzuciłeś. Może przynajmniej nie usłyszę komentarzy Sviety Wrońskiej, bo wiesz co, pomyślałam, że tam pójdę. Nie miałam zamiaru, ale zmieniłeś mi zdanie. Koniec leżenia. Wstaję i poprawiam włosy, sięgając po swój żółty plecak, zawiązuję jego sznureczek i zapinam, wkładam go na plecy, spoglądając na ciebie.
- Idę na tą imprezę z okazji końca wakacji. Idziesz ze mną czy nie?
Powrót do góry Go down
Gonzo Szentgyörgyi


Petersburg, Rosja

czysta

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Ogród Letni   Czw Kwi 14 2016, 22:03

Nie wiem jak długo jeszcze mogę to spychać w czarną dziurę mojej pamięci. Ty chcesz o tym mówić, a ja wcale nie. Ale to nie tak, że mogę sobie wrzucić na luz i toczyć się tak jak lubię. To wszystko nas dotyczy, jest nami. Cała ta historia przewleka się przeze mnie i przez Ciebie jak moje linie, skąd myślisz je widzę, skąd są. Ojciec też widział swoje linie, liczby właściwie, moje zawsze zwijają się w spirale kiedy myślę o nim. Świąd skóry znów pali mi dziurę w przedramieniu, ale połykam bezgłośnie powietrze, by nie zacząć się drapać. Wtedy wiedziałabyś, wiedziała, że o tym myślę. A ja tego nie robię, odpycham, uciekam przed tym w dalsze-bliższe sekcje pamięci. Tylko wiesz, te klasery wspomnień są bardziej jak zwierzęta, jak psy o czułym węchu, one za mną idą zawsze i gdy jesteś blisko zaczynają wyć i szczekać, dlatego wiem, którędy uciekać.
Wystarczy się odwrócić i już nie wiesz co mówię i już temat ucięty, nie odwracam się od Ciebie tylko od tych psów wyjących, gdybyś tylko mogła je zobaczyć, gdybyś widziała jak one strasznie płaczą, jakie mają oczy czerwone. Ja tak tłumaczę sobie, że ten świąd to po prostu alergia, ja mam na niego uczulenie. I na nią, mam uczulenie na to wszystko. Jesteśmy porzuceni Tundra, musimy sobie poradzić samo a jak mam Ci pomóc inaczej, jak nie odciągać od tej otchłani w którą z taką lubością chcesz się rzucić. Nie mogę się opanować i z zawziętością maniaka niemal rozszarpuję własny rękaw, a żuk ucieka w panice, nie widzę już tęczowych skrzydeł, chce mi się klaskać, wybić z głowy te myśli, wyrwać garść włosów, albo nawet dwie, robi mi się słabo, zrzygam się za sekunde...
Ale podnosisz się z gracją tancerki i migasz.
- A chcesz, żebym szedł? - migam.
Nie czekam na odpowiedź, nie mogę puścić Cię samej. Nie mogę zostać sam. Jesteś jak moje drugie płuco, tak czasem myślę, ducha bez Ciebie wyzionę.
Podnoszę się więc z koca, składam go skrupulatnie, zgodnie z liniami wijącymi się po ziemi, wciskam go do torby i zarzucam ją na ramię prostując całe swoje ja. Jęczą mi kości od tego dzisiejszego lenistwa, strzela kręgosłup krótkim rytmem uderzeń.
Nie pytasz mnie, czy chcę iść z Tobą czy nie bo wiesz jaka będzie odpowiedź. Spotkania towarzyskie mnie wykańczają, duszę się między ludźmi, jednak sięgam głęboko do swoich archiwów i wyciągam dawno napisany podręcznik radzenia sobie między ludźmi. Powoli wyginam usta w uśmieszku, nie tym szczerym jak do Ciebie, sprawdzam, czy pamiętam co to uprzejmość.
- To w tej cygańskiej knajpie, prawda? - pytam trochę niedbale.
Oczywiście, że z Tobą idę. Pójdę. Zawsze i wszędzie. Tylko nie tam gdzie psy wyją i płaczą łzami pełnymi cyferek.


zt x2
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Ogród Letni   

Powrót do góry Go down
 
Ogród Letni
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: