IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Błękitny Salon Chiński

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieBłękitny Salon Chiński   Pon Kwi 11 2016, 04:03

Błękitny Salon Chiński

Barok uwielbia orientalizm do tego stopnia, że w Pałacu Sprawiedliwości nie mogło zabraknąć pomieszczenia inspirowanego kulturą wschodu – wybór padł na salon, bo tych w kompleksie nie brakuje. Ściany wyłożone są błękitną tapetą, o lekkim połysku, w pionowe wzory z elementami orientalnych roślin. Sufit z kolei wyłożony jest drewnianą boazerią z miodowego drewna, o takiej samej barwie co znajdujące się tutaj meble – dwa niskie stoliki z dopasowanym obrusami, lakierowana etażerka, na której znajdują się zdjęcia, oraz sofy i fotele na cienkich, drewnianych nóżkach, z kremowym obiciem w czerwone i zielone kwiatki. Dodatkowo niemalże w każdym rogu stoją wielkie donice z wysokimi palmami areka. Salon, dzięki ogromnym przeszklonym drzwiom, jest otwarty na ogród i gdyby nie to, nie byłby często odwiedzanym miejscem.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

błękitna

medium

26 lat

bogaty

stażystka w Hotynce

PisanieRe: Błękitny Salon Chiński   Czw Paź 20 2016, 23:02

Na ten bal stroiła się kilka godzin. Czarne (a jakże), eleganckie sukienki i suknie zakryły niemal całą podłogę w jej sypialni. Nawet nie zauważyła, że jej sprzątaczka gdzieś wybyła. Znowu. Nie wiedziała, że ta durna wilkołaczyca łaziła nocami puszczać się z Sorokinem. Czy to jednak miało w ogóle jakieś znaczenie?
W pałacu Sprawiedliwości pojawiła się razem z Ruslanem. Choćby na siłę, wyglądał przyzwoicie i elegancko. Dopasowała go do swojej kreacji skarżąc się na niewielkie bóle głowy. Przeszli przez ogród, prosto do budynku. Zuzanna nie omieszkała rzucić po drodze kilku uwag na temat zaniedbanej szklarni. Uczepiona nonszalancko ramienia Borisova ledwo przestąpili przez próg chwyciła za szklankę z trunkiem, którą podał jej kelner.
- Chcę się rozejrzeć- oznajmiła i ruszyła dalej, pociągając mężczyznę za sobą. Do salonu chińskiego trafili szybko, bo i droga nie była skomplikowana. Dopiero wtedy go puściła zagłębiając w ten wielki błękit pomieszczenia. Przeszła obok stolika, przyjrzała się połyskującym tapetom. Gdyby takie miała we własnym domu zerwałaby je już na drugi dzień. Dotarła do przeszklonych drzwi prowadzących do ogrodu. Wreszcie przytknęła szklankę do ust i upiła niewielki łyk, jak się po chwili okazało, brandy.
Powrót do góry Go down
avatar


mobilne

nieznana

35 lat

przeciętny

handlarz marzeniami

PisanieRe: Błękitny Salon Chiński   Pon Paź 24 2016, 09:56

Kompletnie nie był fanem wystawnych przyjęć. Co więcej - nie przepadał za strojeniem się, ani przebywaniem w miejscach, w których zbyt wielu ludzi mogło zwrócić na niego uwagę. Był przecież łasicą, bladym szczurem chowającym się w piwnicy, błyskającym rubinowymi oczami i szczerzącym zęby w łakomym uśmiechu na widok zbłąkanych klientów szukających spełnienia marzeń. Dlaczego więc dał wcisnąć się w elegancki garnitur i zaciągnąć na przyjęcie dla wyższych sfer?
Z jednej strony miał poważne obawy o poczytalność Aristovej po przeżytym niedawno rytuale. Obserwował ją uważnie od kilku już dni i zauważał drobne szczegóły, które sama rzeczona najwyraźniej uważała za stosowne ignorować. Drżenie powiek, palców, nudności, autodestrukcyjne pragnienia otrucia sie choćby alkoholem. Co za tym poszło, Shoshana najwyraźniej uznała, że okazuje jej większe zainteresowanie w sposób inny niż profesjonalny, interpretując jego troskę niby zaloty młodego amanta. Cóż, był ostatnim, który zamierzał wyprowadzać ją z błędu.
Z drugiej strony możliwość pojawienia się w takim miejscu była mu na rękę. Od jakiegoś czasu śledził kilka tropów związanych z pomniejszymi zamówieniami i jakaś świeża krew z bogatych kręgów znajomości Shosy wcale by nie zaszkodziła w biznesie.
Z uwagą i cierpliwością kamiennego golema słuchał niewybrednych komentarzy swojej towarzyszki na temat wystroju, wyglądu innych gości, temperatury otoczenia, swojego własnego wyglądu (a przecież sama go wystroiła!), jakości napitków, prezencji tapety na ścianach, na nazwie saloniku kończąc. Nigdy nie miał matki, ale zdawało mu się, że tak właśnie by się zachowywała, gdyby istniała.
- Czyli bawisz się dobrze. - podsumował.
Na tyle na ile znał Aristovę im więcej miała powodów do marudzenia tym bardziej była zadowolona, dodawszy więc jeden do jednego...
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

błękitna

medium

26 lat

bogaty

stażystka w Hotynce

PisanieRe: Błękitny Salon Chiński   Pon Paź 24 2016, 14:14

Rzeczywiście. Uznała, że Ruslana pociąga jej czarująca osobowość a nie zmiany, które wywołało otrzymanie zdolności. Za przyrównanie do matki obraziłaby się na niego przeokrutnie. Niektórych w ogóle nie zauważała, inne ignorowała. Trzęsły się jej ręce? To na pewno ze zmęczenia. Była ospała? Przed chwilą wyszła z wanny, to na pewno ta duchota w łazience. Wbijała spojrzenie w jakieś nieokreślone punkty? Wcale nie, musiało mu się wydawać. Ostatnio zachowywała się przez kilka chwil jak zupełnie obca osoba.
Od komentarza do komentarza, była teraz w swoim żywiole. Pałac pełen nadętych snobów, w towarzystwo których doskonale się wpisywała. Jakby to ktoś specjalnie dla niej zorganizował.
- Ładnie pomyślane - w końcu powiedziała coś dobrego. Rama drzwi była misternie zdobiona, podobnie framugi. Nieco odstawały od ogólnego wystroju pomieszczenia. Pewnie dlatego tak jej się spodobały. Odwróciła się, oparła plecami o szybę. - Więc. Przedstawię cię kilku osobom.
Bawiła się szklanką obracając ją w dłoniach. Rodziny miały rozprawiać tu o przyszłości, o tym co począć z tymi nierobami, Raskolnikami. Komunistyczne śmieci, aż się skrzywiła na tę myśl sama do siebie.
- A ty się dobrze nie bawisz?
Powrót do góry Go down
avatar


mobilne

nieznana

35 lat

przeciętny

handlarz marzeniami

PisanieRe: Błękitny Salon Chiński   Wto Paź 25 2016, 18:18

Osobowość czarująca, dama ponurej miny i zadartego nosa. Kim on jednak był jak nie podejrzanym gburem o fałszywym uśmiechu księcia. Para doskonale dobrana. Ujął więc jej wąską kibić kierując ich kroki w stronę sof i foteli. Wpuścili go jedynie pod pretekstem bycia osobistym ochroniarzem szanownej panny Aristovy więc, co było nawet wygodniejsze, pilnował wygody i bezpieczeństwa jej suchego tyłka wciśniętego w czarną kieckę. Pożyteczne z pożytecznym, jakby to rzekł pradziad jakiś, gdyby takowego posiadał.
- Ja? - sięgnął do ustawionej na etażerce tacy po szklankę z czymś mocniejszym- Bawie się wspaniale. - jak co roku w karnawale, niczym szczur na otwarciu kanału. Posłał jej czarujący uśmiech amanta, z tym niebezpiecznym błyskiem w czarnych niepokojąco nieludzkich oczach. Przeszedł się z wolna wzdłuż mebla przyglądając się ustawionym nań zdjęciom. W sobie tylko znanym celu poprzestawiał niektóre z nich, a inne zupełnie odwrócił rewersem do wnętrza saloniku.
- Jaki jest cel tego... przedsięwzięcia? - bąknął jak na łachudrę-biedaka nieobeznanego w niuansach życia wyższych sfer przystało, nie chcąc zupełnie wypaść z roli. Dawno temu założył, że Shoshana traktuje go bardziej jako ciekawostkę, ozdobę własnego wizerunku niczym torebka, czy wyjątkowo oryginalna brosza. Od tamtej pory przyjął taką postawę i niewzruszenie trzymał się związanych z tym charakterem wytycznych.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

błękitna

medium

26 lat

bogaty

stażystka w Hotynce

PisanieRe: Błękitny Salon Chiński   Sro Paź 26 2016, 01:39

Zuzanna i jej urok osobisty. Ruslan i jego skradziony uśmiech. Żenujący ile się da, dobrani sobie jak woda do kubka spragnionego. Tyłek miała wciśnięty w tę czarną kieckę. Za tę kieckę, niczym się nie wyróżniającą, prostą, nie mieniącą, nie szokującą, można było kupić sobie mieszkanie w Moskwie. Tylko bogacz, który nie ma co zrobić z pieniędzmi wydałby na to tyle rubli. Ale kto bogatemu zabroni? Podobno materiał utkany był z niesamowitych włókien. Rzeczywiście, w dotyku niezwykle delikatny i przyjemny, lecz jedynie znawca mógłby to wycenić. Jedna z oznak snobizmu Zuzanny.
- Bo i powinieneś, taka okazja... - uśmiechała się do niego. Uśmiechała jak chytra i pewna siebie Zuzanna. Ale nagle przestała. Uśmiech pozostał, wciąż chytry i pewny siebie, ale nie jej. Szerszy, bardziej rozbawiony, z nutą zadowolenia. Uniosła szklankę z brandy w geście toastu. Nigdy tak nie robiła, nie w ten sposób. A wykonywać gesty zaczęła nagle w sposób męski, typowy, acz szarmancki. Panisko, co to ma wpływy wielkie i wielorakie gdziekolwiek się człowiek nie obejrzy. Nie, Zuzanna była próżniacza i dumna, ale nie tak. Zbliżyła się do Ruslana, zaśmiała krótko i stuknęła szkłem o szkło. Gdzieś to już kiedyś widział. Spojrzenie i uśmiech znane mu szybko jednak zniknęły.
- Hm? - pytała już Zuzanna. Uśmieszek zniknął, postawa również. - No jak to, nie słuchałeś? Głupcze. To wzajemne stosunki rodów ma poprawić. Nie wiem jak, przecież z plebsem bratać się nie będziemy, mogliby nam pieniądze w końcu oddać, taki Kuragin na przykład. Z drugiej strony wszyscy mamy na głowie tych brudasów, Raskolników. Nie chce im się pracować, to wymyślają równe statusy dla wszystkich nierobów, śmieci i leni. Chcą zabrać bogatym, bo szmaciarstwu nie chce się robić.
Po poprzednim ani śladu nie było, ani odrobiny zmiany nie zauważyła. Jakby ją kto przełączył po prostu.
Powrót do góry Go down
avatar


mobilne

nieznana

35 lat

przeciętny

handlarz marzeniami

PisanieRe: Błękitny Salon Chiński   Pon Paź 31 2016, 17:28

Uważał za ciekawe obserwowanie jej nigdy niekończących się zmagań z prezencją własnej postaci. Uwielbiał obserwować ludzi w ich środowiskach, tych biednych trwających w dzikim rynsztoku miasta, walczących o przetrwanie, tych z szatą zapiętą pod szyję, gnających prędko i pracowicie każdego dnia przed siebie do celu, którego nawet nie znają, tych bogato leniwych, wyciągających się na swoich szezlongach ze zblazowanymi minami, których oczy ledwie otwierały się od oparów samouwielbienia. Ludzie przechadzający się dziś po zakątkach Pałacu Sprawiedliwości byli bez wątpienia jedną z tych ciekawszych grup. Potężni, piękni, wpływowi i świadomi swoich możliwości. Obracający swoje cielska w tym tańcu o niejasnych zasadach, wymieniający uśmiechy i uprzejmości, Wielka Gra tych czasów.
Odwrócił się za kobietą widząc nagłą zmianę w jej oczach. Słodko-kwaśny zapach jej osobowości momentalnie stężał i zdławił jego zabawę na ułamek chwili, mając wrażenie, że powinien sięgnąć po różdżkę Shoshany i schować ją na wszelki wypadek.
Nie zrobił jednak nic konkretnego, jak to na niego przystało.
- Dziękuję moja skarbnico wiedzy. - posłał jej czarujący uśmiech, mrużąc jedno oko- Znam kilku Raskolników w sumie. Przychodzą do mojego sklepu... - przeszedł się wzdłuż etażerki przyglądając ustawionym nań zdjęciom. Nic nieznaczące twarze, ludzie z wyciętymi plamkami uśmiechów, oczy pusto patrzące na ruchem jego ciała. Dziecko w małym kubraczku machające ku niemu trzymając w drugiej rączce skrawek ojcowskiego fraka.
- Masz jakieś rodzinne zdjęcia, Shoshana? - zapytał znienacka, a w jego głowie zakiełkował okropny, szpetny plan. Plan godny Ruslana.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

błękitna

medium

26 lat

bogaty

stażystka w Hotynce

PisanieRe: Błękitny Salon Chiński   Wto Lis 01 2016, 23:24

Zerknęła jeszcze raz w wielkie, przeszklone drzwi. Dopatrzyła się w ogrodach Lebiedieva z kolejną flądrą, obok zaraz Lazareva z jakąś dziewuchą w czerwieni. Czyżby obie panie postanowiły skorzystać z ich usług towarzyskich? Aż się uśmiechnęła do siebie. Dalej, w stronę bramy dojrzeć można było kolejnych nadchodzących. Sióstr jak nie było, tak nie było. A rozmawiała z Diną, mówiła jej. Napiła się alkoholu, podeszła w końcu do jednego z foteli i na nim usiadła. Przesunęła dłoń po materiale obicia, które uznała za równie paskudne co tapety.
- Zdziwiłabym się, gdybyś nie znał - rzuciła. Ten cygan znał masę takich pomiotów.- Przychodzą, przychodzą. I pewnie płacą ci kartkami, albo cudzymi pieniędzmi, co?
Cholerni bojownicy o lepsze jutro. Głupi idealiści, którzy już zapomnieli co było kiedyś. Pieprzeni złodzieje, psy, pasożyty żerujące na czyjejś ciężkiej pracy. Była pewna, że ma uczulenie na to ścierwo, plebejski motłoch. Chleba i igrzysk, niech to dostaną i zjeżdżają.
Powiodła spojrzeniem za wędrującym Ruslanem. Nie dostrzegała w tych fotografiach niczego ciekawego. Za wysoko zadarła dziś nos zatapiając się w świecie własnych fanaberii.
- Mam, gdzieś w szafach są albumy - odparła krótko. Ich rodzina tylko na zdjęciach wyglądała dobrze, a to i tak nie na wszystkich. Wszystkie leżały w dawnej sypialni ojca, jedynym nieużywanym obecnie w dworze Aristovych pokoju. Wszystkie w szafie, do której nie zamierzała zaglądać. Grigory czasem zamykał tam swoje najmłodsze córki kiedy bawiły się zbyt głośno. Z prozaicznej przyczyny Zuzanna nie zamierzała z szafy niczego wyciągać choć Lida już dawno wyjaśniła, że nie ma już się czego bać.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

27 lat

bogaty

baronowa wódkowego imperium wannabe

PisanieRe: Błękitny Salon Chiński   Sro Lis 02 2016, 06:23

Niespokojne dłonie rozplatały i splatały supełki palców, mnąc czarny szal owijający lekkim splotem jej wąskie ramiona. Wyszywany granatami wyglądał jak upstrzony krwią w migotliwym świetle świec. Jasne, szeroko otwarte oczy lustrowały mijanych ludzi, a szeroki uśmiech nie odklejał się od twarzy gdy raz za razem, szczebiotliwym głosem witała się ze znanymi jej ludźmi. Wielu z nich znała tylko na stopie profesjonalnej, kontaktując się z nimi w sprawach wódkowego biznesu, innych kojarzyła właśnie z bali i spotkań, na których choć nie bywała często to zawsze starała się zapaść komuś w pamięć. Wyglądała jak każda inna piękna dziewczyna tego wieczoru, zadowolona atencją, pięknie wystrojona, o nienagannej fryzurze i promienistym zadowoleniu widniejącym na twarzy. Tylko bliski znajomy mógłby dostrzec wszystkie te małe nerwowe tiki, palce dyskretnie zaciskające się na krawędziach materiałów, szlachetne kamienie wbijające się w jasną skórę, nienaturalnie napiętą skórę szyi, kiedy próbowała wyglądać na dumną i swobodną.
Spodziewała się ataku z każdej możliwej strony, poziom histerii i patologicznych lęków dzisiejszego wieczora sięgał niemal zenitu. Wypadłszy więc do ogrodu przecięła alejki szybkim krokiem, otwarta przestrzeń była przecież najgorsza i z rozmachem wkroczyła do Chińskiego Saloniku, by ani na chwile nie wypadając z roli zaśmiać się radośnie na widok swojej siostry.
- Shoshana! - szczeknęła zaglądając w jej oczy spanikowanym spojrzeniem, choć łagodne zadowolenie na jej twarzy ani trochę nie zbladło.
W kilku krokach podeszła do kobiety i ucałowała ostrożnie jej policzek, by nie pozostawić na nim śladu szminki. Pochylając się nad tym gestem nie omieszkała szepnąć jej do ucha jak okropny jest ten salonik i odrażająca cała ta impreza.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

błękitna

medium

26 lat

bogaty

stażystka w Hotynce

PisanieRe: Błękitny Salon Chiński   Sro Lis 02 2016, 14:38

- Dina. No, nareszcie! - przekrzywiła głowę. Nie zauważyła, że Ruslan zdążył się w tym krótkim czasie zmyć. Ledwie go z oka spuściła. Zmierzyła spojrzeniem sukienkę siostry oceniając w milczeniu. Wcale nie lubiła witać się pocałunkami. Odruchowo dotknęła skórę policzka chcąc się upewnić, że nic na nim nie zostało.
Widziała, że Dina jest cała dzika; nie mylił jej pogodny uśmiech przyklejony do jasnej twarzy. Jak zwierzę wypuszczone z klatki na nowy, nieznany sobie teren. Aż się Zuzanna nie wiedzieć czemu poirytowała.
- Ru... mh. Nie ważne - machnęła ręką zauważając brak swojego towarzysza. - Ciekawe co z tego wszystkiego wyniknie. Zaciśnianie więzów... ha, tyle tu pokoi, że na pewno ktoś coś zaciśnie. Albo wciśnie... - rzuciła niezbyt subtelny żart, który nawet nie brzmiał zbyt zabawnie. Postawiła szklankę na stoliku i znów spojrzała w stronę okna. Cokolwiek by mówić o wystroju pomieszczenia, widok na ogród był naprawdę ładny. Zieleń trawy, pożółkłe liście drzew mieniły się w świetle płomyków ognia migoczącego w lampach. Robiło się coraz ciemniej.
- A ty tak sama, bez nikogo? - zapytała nagle. Mogłaby sobie odpuścić, choć wcale nie miała żadnej złośliwości na końcu języka. - Lebiediev bez Ariny, można było się spodziewać. Oby się nie okazało, że jest w ciąży. Wyobrażasz sobie bachora takiego dziwadła w naszej rodzinie? Przyłożnika?
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

27 lat

bogaty

baronowa wódkowego imperium wannabe

PisanieRe: Błękitny Salon Chiński   Pią Lis 04 2016, 16:31

Iskry ekscytacji i poddenerwowania kłuły w opuszkach palców, kiedy taneczny półobrotem porwała ze stojącej nieopodal tacy szklaneczkę czegoś wytwornego. Powąchała zawartość krzywiąc się i marszcząc nosa.
- Prostacki burbon dla biedoty. - skomentowała wyniośle, ochoczo jednak opróżniając naczynie i sięgając po kolejne. Ta Aristova rzadko bywała trzeźwa, na trzeźwo przecież myślała zbyt swobotnie, a myśli, które ostatnimi czasy pojawiały się w jej głowie były co najmniej niebezpieczne.
- Co poniektórym sama bym coś zacisnęła... - mruknęła w odpowiedzi na ten wyrafinowany żart. Sznur konopny na szyi. Nawet znalazła odpowiednie zaklęcie, uśmiechając się więc jak chochlik zerknęła na Shoshanę- Stiskivati, może kiedyś Ci się przyda. - usadowiła dupkę na stojącym tuż obok niej fotelu.
- Sama? SAMA? - obruszyła się wyraźnie, choć w oczach zabłysła jej chytra iskierka- Oczywiście, że nie. Przyszłam z kimś specjalnym - uśmiechnęła się szeroko, jak dumna sześciolatka komunikująca, że wyszczotkowała dziś wszystkie zęby. Zadowolenie bijące z niej tego popołudnia nie zwiastowało niczego dobrego.
Cały uśmiech jednak spełzł na wspomnienie Lebiedieva, usta wykrzywił okropny grymas a oczy zwęziły się, zmrużone niechętnie. Uniosła rękę, jakby chciała powstrzymać Shoshę przed kontynuowaniem tego tematu.
- Odrażające. Może powinnam ich otruć? Jego. Ją. I ich dziecko, nawet jeśli go nie ma. - łyknęła jeszcze trunku- Wyglądasz jakoś... okropnie. - dodała znienacka, przyglądając się gasnącemu z lekka spojrzeniu siostry- Twój kochanek tak Cię wymęczył? - diabelski uśmieszek znów pojawi się pod nosem.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

błękitna

medium

26 lat

bogaty

stażystka w Hotynce

PisanieRe: Błękitny Salon Chiński   Sob Lis 05 2016, 15:38

Nerwowe uśmiechy siostry zaczęły szybko Zuzanne denerwować. Nigdy nie potrafiła tego wyjaśnić. Zamoczyła usta w swojej szklance. Na tylu Aristovów, akurat nie znała się specjalnie na alkoholach. Patrzyła, jak Dina wlewa w siebie cały trinektna raz. Cholerna alkoholiczka.
- Specjalnym? - aż ją uszy zapiekly z ciekawości. Co za desperata sobie znalazła? Równie dobrze Dina mogla pomyśleć, ze i Ruslan przyszedł tu z Zuzanną z tej samej przyczyny. Założyła nogę na nogę. Kto wie, czy Shoshana nie miała na drugie imię Hipokryzja? W koncu to nie Arina sypiała z Sorokinemn
- Zwariowałaś do reszty. Robię z nim interesy- i to nie byle jakie, Sorokin niedawno podpisał z nią umowę. Skrzywiła się słysząc ostatnie słowa siostry. Nie po to tyle czasu mizdrzyła się przed lustrem. Dziś dłużej niz zwykle, nie zakrywala jedynie śladów po nieprzespanych nocach.
- Który? - zapytała rzeczowo. Ach, Ruslan. Zdecydowanie pogłębił jej problemy ze snem. Co raz częściej sniła koszmary.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

27 lat

bogaty

baronowa wódkowego imperium wannabe

PisanieRe: Błękitny Salon Chiński   Pon Lis 07 2016, 18:23

Wielce z siebie zadowolona umościła się wygodnie w fotelu poprawiając szal i skrawek sukienki, jakby specjalnie chciała się z siostrą podrażnić przeciągając moment wyjawienia kimż był jej specjalny towarzysz. Prawdą było, że jej wybór pierwotnie był podyktowany jedynie zazdrością, w końcu takiego draba jakiego Shoshana ostatnio wszędzie za sobą ciągała, chciałaby mieć pod ręką niejedna dama na tej dzisiejszej imprezie. Nie każdy jednak mógł sobie pozwolić na zainteresowanie Borisova, Dina coś o tym wiedziała - próbowała go przecież nawet przekupić.
Z czasem jednak wybrany partner zaczął objawiać się bardziej jako sprytne zagranie, w końcu zasady tej rozgrywki jaką były bankiety wśród szczytów szczytów, były dość skomplikowane, a to kto z kim się pokazywał miałovniebagatelne znaczenie. Kiedy cisza oczekiwania zaczynała już dzwonić jej w uszach machnęła niedbale ręką, przewracając teatralnie oczami jakby to nie miało żadnego znaczenia.
- Zacieśniam relacje z magiczną milicją, to coś większego, ale nie musisz się tym kłopotać. - patronizowała.
Rozejrzała się jednak tęsknym wzrokiem za swoim towarzyszem, jak zresztą i za towarzyszem swojej siostry. Obaj byli mili dla oka i przydałby się też ktoś do wyglądania dobrze w ich towarzystwie. Bardzo płytko nakreślając preferencje tej Aristowej, lubiła sobie popatrzeć na pięknych panów, a nawet bardziej robić z nich swoje salonowe pieszczoszki. Niestety - nigdy jeszcze się jej to nie udało, być może dlatego tak uważnie podpatrywała działania Shoshy względem Ruslana.
- Bury. Nie mów, ze go tak sobie puszczasz samopas. - wydęła usta unosząc brwi i napiła się kolejny zdrowy łyk. Na drugą nóżkę.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

błękitna

medium

26 lat

bogaty

stażystka w Hotynce

PisanieRe: Błękitny Salon Chiński   Wto Lis 08 2016, 01:36

Specjalny towarzysz. W pamięci już wyliczała kolejne nazwiska jakie znała, które przychodziły do jej głowy. Miała problem ze skupieniem się nawet przy tak prostej czynności jak obstawienie lovelasa siostry. Myśli co chwila jej gdzieś umykały. Przez chwilę wpatrywała się w korytarz za otwartymi drzwiami mając wrażenie, że ktoś obok stoi i im się przygląda. Nikogo jednak takiego nie było. Zerknęła znów na Dinę. Zacisnęła usta czekając na odpowiedź. Poczuła, że ma ochotę zapalić. Gdzie się podziewał Ruslan, kiedy był potrzebny? Ano był daleko i nie pod ręką. Zaklęła w myślach nieelegancko.
- Milicją? Uwiodłaś milicjanta? - uniosła brew. Od razu wyobraziła sobie, że mundurowy zamierza Dinę aresztować za zbyt szybki lot na miotle, jednak ta zdobywa go urokiem osobistym, pijanym oddechem i uśmiechem.
Ach, gdyby te dziewuchy wiedziały, co się święci. Że ich przyjemni dla oka partnerzy o apollińskich ciałach, które chciałoby się smarować oliwką, będą mieli tyle słów do zamiany ze sobą.
- A niech sobie chodzi, poznaje ludzi. Po to go zabrałam - Zuzanna zadarła nos. Trzeba przyznać, miała w tym niesamowitą wprawę.- Przecież i tak wróci do dworu ze mną.
Taka pewna swego była. Wróci, ale z innego powodu.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

27 lat

bogaty

baronowa wódkowego imperium wannabe

PisanieRe: Błękitny Salon Chiński   Wto Lis 15 2016, 15:34

Lovelasów było kilku, to prawda, Dina pozornie była kochliwym zwierzęciem, kto jednak, jak nie najbliższa z sióstr, mógłby wiedzieć, że w rzeczywistości była socjopatką. Pijawką, hubą drzewną, złotą żmiją oplatającą się wokół szyi jak piękna kolia, by wgryźć się w arterię i wyssać do cna kogokolwiek, kto był w zasięgu. Oczywiście z uśmiechem trzpiotki i łopotaniem czarnych rzęs. Żaden jednak z tych przydupasów nie nadawał się na bankiet, nawet, jeśli niektórzy mieli nazwiska, a inni fortuny, których nie zdołałaby przepuścić przez całe życie. Wiedziała, że to wyzwanie, że to niemal konkurencja, dlatego na sugestię siostry zachichotała jak chochlik.
- To brzmi prawie romantycznie! Uwiodłam milicjanta... - wizja uwodzenia mundurowego, kajdanek i czerwonych pręg na pośladkach zawieruszyła się i w jej głowie na chwilę. Prawdą jednak było, że Borysa poznała w zupełnie innych okolicznościach, w towarzystwie ludzi, którzy mogli wiele namieszać dzisiejszego wieczora.
Gdyby tego zamieszania jeszcze było mało...
- Może ma brata... - mruknęła bardziej do siebie, niż do Zuzy, opróżniając do końca szklankę. Oparła łokieć o kolano i podparła na nadgarstku bodę wydymając infantylnie usta- A co do za rudy obdartus, czy to nie jakaś Lazareva? Oni wszyscy rudzi. I głupi. - kątem oka jednak zerknęła na siostrę. Pamiętała, że przecież i ona miała swoje przygody z tym niby neutralnym rodem.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

błękitna

medium

26 lat

bogaty

stażystka w Hotynce

PisanieRe: Błękitny Salon Chiński   Wto Lis 15 2016, 17:44

Czasem pomyśleć by można, że Shoshana i Dina urządzały sobie zawody w mizdrzeniu się i umizgiwaniu do kolejnych mężczyzn. Już nie raz krążyły plotki, jakoby podawały nieszczęśnikom eliksiry miłosne. Ile było w tym prawdy wiedziały tylko same Avistówny.
- Było inaczej? - uniosła brew. Był ze sobą blisko, jednocześnie wiedząc o cobie wcale nie tak wiele. Zuzannie nawet nie przyszłoby do głowy, że starsza siostra spoufala się nieodpowiednim elementem. Ba, sama sobie nawet już za dzieciństwa zaplanowała, że wyjdzie za odnalezionego szczęśliwym trafem przystojnego Romanowa. Z czasem na szczęście jej przeszło.
- Ruda, podarta... to musi być Lazareva - stwierdziła. Zmierzyła dziewczę w oddali i zmrużyła oczy. - To przecież Anna - rozpoznała ją. Chodziła z nią razem do szkoły, choć dzielił je rok różnicy. Dopiła duszkiem do końca alkohol, który miała w szklance. Nawet się nie skrzywiła, choć zwykle w takich chwilach robiła miny niczym francuski piesek.
- Może pomyliła bal z imprezą grunge'ową? Ha, widziałam i kolejnego rudego. Jego partnerka dopasowała sobie sukienkę pod kolor jego włosów.
Zdawała sobie sprawę z tego, że Dina mogła wtedy widzieć jak wciągała Lazareva do swojej sypialni. Dosadniej mówiąc, rozkazywała mu tam wejść. Nie przechwalała się jednak tym, jak go wtedy potraktowała.
Bal rozpoczął się na dobre.
Powrót do góry Go down
avatar


brak stałego zam.

błękitna

33 lata

przeciętny

łowca niebezpiecznych stworzeń, US

PisanieRe: Błękitny Salon Chiński   Wto Lis 22 2016, 09:52

Wprawdzie było odrobinę śmiesznością, stwierdzenie, że przypadki chodzą po ludziach, ale mógł tenże przypadek wyprzedzić o głowę. Uległość wobec siły nie była wartością pożądaną, spotkał się z niemiłym zaskoczeniem Aleksander, to samo czekało kilka kroków dalej Skandara. Wiedziony przeczuciem, że odchodząc od nich całkowicie, ominie konfrontację pokoleniową Sorokinów, wpadł prosto w paszczę nieprzyjemności. Sam. Bez hinduskiej pomocy, która ulotniła się w poszukiwaniu własnej, pokoleniowej dyferencji.
- Moje uszanowanie. – powiedział stając na progu przejścia z ogrodu do salonu chińskiego. Choć do jednej z nich nie miał za grosz szacunku. Nie musiał się nawet zastanawiać chwili dłużej niż ta trwająca jakiś czas temu z jego krwią zapisaną na papierze. Brzydził się nią. Patrzył na Shoshanę i choć wyglądała z pozoru inaczej, nie mógł przestać się nią brzydzić. Uszanowanie chowało się za wielkimi oczami starszej siostry, choć była to szanowność przewrotna.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

27 lat

bogaty

baronowa wódkowego imperium wannabe

PisanieRe: Błękitny Salon Chiński   Pon Lis 28 2016, 09:49

Sięgnęła po kolejną szklankę alkoholu. Powoli zaczynało szumieć jej w uszach, a na ustach utrwalił się wesoły uśmiech podsycający iskry w oczach. Nie stroniła od alkoholu, co jednak wcale nie znaczyło, że miała jakąś wybitnie mocną głowę.
- Troszke inaczej! - zaćwierkała kokosząc się w fotelu- Kiedyś Ci opowiem. - machnęła ręką poprawiając szal. Anna? Anna. Nie, nic jej nie świtało. Miała zawsze tendencje do zapominania o ludziach, nawet tych ważnych. Kiedyś terapeuta powiedział jej, że to system obronny przed zranieniem. Ale któż mógłby ją, cholera jasna, kiedykolwiek zranić? Brednie.
- Nie znosze wszystkich Lazarevów! - zakomunikowała unosząc szklankę przed siebie i przyglądając się światu zniekształconemu w wygiętym szkle. Dumna mina przerodziła się w chytry uśmiech kiedy tylko wzrok zarejestrował po drugiej stronie naczynia, w oddali, w progu salonu, gościa specjalnego.
- Poza jednym... - zamrugała opierając szklankę na kolanie i zerkając na Skandara z lekko speszonym uśmiechem.
- Witam, panie Lazarev. - skinęła głową.
Nie wiedziała, że ten wieczór zrobi się tak doskonały. Kątem oka przyglądała się Shosanie żałując, że nie może jednocześnie uczestniczyć w tej sytuacji i oglądać jej z boku. Brakowało jedynie popcornu!... więc napiła się jeszcze troche, jak sie nie ma co się lubi to się lubi co się lubi, czy jakoś tak. Debilny uśmiech nie znikał z jej twarzy.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

błękitna

medium

26 lat

bogaty

stażystka w Hotynce

PisanieRe: Błękitny Salon Chiński   Pon Lis 28 2016, 23:45

- Kiedyś? Jutro rano - zarządziła wiedząc, że noc może mieć zajętą. Ach, gdzież ten Ruslan łaził? Pewnie już namówił kogoś na wspólny interes oferując gwiazdy z nieba. Jakby nie było, przyniósł jej gwiazdę taką, jaką chciała. Późno, późno dostrzeże Zuzanna, że lepiej było po prostu sobie o niej marzyć. Bal się rozpoczynał, ominęły pierwsze przemówienia. Zblazowane damy, siedziały dalej w swych fotelach krytykując wszystko wokoło. Za trzydzieści lat im się tylko pogorszy.
- Panie Lazarev - domyślać się jedynie mogła, jakie uczucia ku niej żywił. A żywił je tak intensywnie, że chyba mu włosy zapłonęły większą rudością. Sprawiało jej to satysfakcję. - Myślałam, że woli pan polować na harpie i tarzać się w leśnym błocie. Jakże się pomyliłam! To moja siostra, Dina - przedstawiła ją. Już, już widziała ten błysk w jej oczach. Już widziała jak robi tę minę. Gdyby mogła, pewnie przebierałaby nogami aż podłoga by się zaczęła dymić.
- Dino, to Skandar Lazarev. Od niedawna ze mną współpracuje- kolejne spojrzenie piwnych oczu posłała właśnie ryżemu. Dobrze wiedział, że od tego weksla ne ucieknie.
Powrót do góry Go down
avatar


brak stałego zam.

błękitna

33 lata

przeciętny

łowca niebezpiecznych stworzeń, US

PisanieRe: Błękitny Salon Chiński   Wto Lis 29 2016, 00:45

- Cyprinus carpio. - rzucił, nie tłumacząc zupełnie o co mu chodzi. Cyprinus carpio, dla własnej satysfakcji, z krzywym uśmiechem na ustach Lazareva, nie harpie, a karpie siedziały w dwóch fotelach naprzeciw, może odrobinę naprzeciw i na skok od niego. Karpie i harpie, wspólnie, być może? Oby żadna z nich żadnej ikry na świat nie wydała.
- Znacznie ciekawsze i bardziej niebezpieczne... rozrywki, znaleźć można wśród ludzi. - odparł nie przejmując się zaczepliwym, banalnym chwytem ze strony beneficjentki ostatecznej. Może lepiej niech pani nie myśli? Za dużo.
Przeniósł wzrok na Dinę. Obie były takie same. Był tego pewien.
- Miło mi panią poznać. - Uśmiechnął się do siostry Shoshany tak szelmowsko, tak gorąco, że przysiągłbyś, włosy na jego głowie zapłonęły żywym płomieniem. Nie było żadnego puszczania oczek, ani całowania dłoni. Obie z dam siedziały, a on nie miał zamiaru przed żadną z nich się płaszczyć. Zamiast tego podszedł do wyeksponowanego wśród złoceń i kryształów barku. Nalał dla siebie, ale nie zapomniał zapytać czy aby siedzącym za nim siostrom nie zabrakło niczego w kieliszkach.
- Pani zaś? Szuka potencjalnych współpracowników? - rzucił odwracając się przodem.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

27 lat

bogaty

baronowa wódkowego imperium wannabe

PisanieRe: Błękitny Salon Chiński   Wto Lis 29 2016, 04:45

Słyszała piąte przez dziesiąte o perypetiach Shoshy z tym jegomościem. Zdawało się jej przecież, że nawet był w ich domu! Oficjalne zapoznanie aż zadzwoniło jej ekscytacją we wszystkich, olśniewająco białych zębach wyszczerzonych w radosnym uśmiechu.
Gwiazdka przyszła wcześniej!
Gdyby jak harpia miała pióra na karku na ten uśmiech zaraz wszystkie by nastroszyła, popisując się swoim wdziękiem. Była jednak tylko Diną, więc pozostawało jej uśmiechanie się w standardowy, średnio roztropny sposób. Całe szczęście alkohol robił robote bo tak gwałtowne poznawanie takich osobistości na trzeźwo mogło by przyprawić ją o migrenę.
Podniosła się z gracją, widząc jak Lazarev zabiera się do butelki, ach butelki interesował ją znacznie bardziej niż harpie i błotne zapasy. Właściwie w ogóle nie ciekawiły jej powyższe. Ae butelki, to co innego. Postawiła więc szklankę na barku.
- Może sama powinnam wziąć się za te weksle... - mruknęła bardziej do siebie, wcale nie wybrednie przyglądając się nowo poznanemu dżentelmenowi.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

błękitna

medium

26 lat

bogaty

stażystka w Hotynce

PisanieRe: Błękitny Salon Chiński   Wto Lis 29 2016, 19:00

Był nie tylko w ich domu, ale i w łazience Zuzanny. Mało tego, skąpał się razem z Cyrylem Kuraginem w fontannie, którą miały w ogrodzie.
I ona podsunęła mężczyźnie szklankę, by ją napełnił kolejnym alkoholem. Dziś wchodziły jej burbony jak Borisovowi, co gorsza z podobnym skutkiem. Wcale a wcale nie czuła się pijana, ani nawet podpita.
Pomajtała mu zaraz tą szklanką, byłoby prawie przed nosem gdyby nie to, że wciąż siedziała. Rozchyliła usta by rzucić jakąś kąśliwą uwagę, lecz... nie odezwała się ni słowem. Wpatrywała się w rudego jakby zawieszona w czasie i przestrzeni. Oczy otworzyła szerzej, niby w zdziwieniu, choć przecież zdziwić Shoshany nic teraz nie mogło. Powoli puściła szklankę, która spadła na podłogę i potłukła na kilka kawałków.
Aristova otrząsnęła się, zupełnie nic nie zauważając. Nieświadoma, że się wgapiała w Lazareva. Jakby te kilka sekund nigdy nie miały miejsca.
- Och, myślałam, że pan weźmiesz to, a nie - wykrzywiła usta niezadowolona. - Dino, mogę się podzielić patentem, ale będziesz musiała mi najpierw coś podpisać...
Elegancki tego wieczora łowca już kiedyś widział podobną minę. Takie samo zdziwienie na twarzy. Osiem lat temu, kiedy trucizna zaczęła działać.
Powrót do góry Go down
avatar


brak stałego zam.

błękitna

33 lata

przeciętny

łowca niebezpiecznych stworzeń, US

PisanieRe: Błękitny Salon Chiński   Czw Gru 01 2016, 13:47

Robił wszystko wolno, jak na złość, bez pośpiechu. Nie był zainteresowany dziwnym zachowaniem, wybrykami, zaczepkami, choć przecież odpowiadał na nie, w swój własny sposób. Musiała zatem obejść się widokiem dobrze przystrzyżonych włosów na karku mężczyzny, który nie miał zamiaru aż nazbyt się narzucać lub jak kto woli, nie przepadał za aż takim narzucaniem się ze strony wiadomej osoby. Zamiast kapryśnej już-nie-młódki wolał spojrzeć na jej siostrę i jej pierwszej usłużyć. Jedna z butelek była przesunięta, w pewnym stopniu opróżniona. Kto wie ile wcześniej wypiły? Nawet ciekawość go na ten temat nie brała.
Już podawał Dinie szkło, odwracał się do drugiej Aristovy, kiedy ta być może i ostentacyjnie, dla atencji, rozbiła kielich. Elegancki tego wieczora łowca nie był ani pod wrażeniem, ani sentymentalny w tej chwili.
- Chce pani pić, czy demolować pałac? - Uniósł swoją własną szklankę do ust razem z brwiami w wyrazie udawanego zdziwienia.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Błękitny Salon Chiński   

Powrót do góry Go down
 
Błękitny Salon Chiński
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: