IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Przechodni salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisaniePrzechodni salon   Wto Maj 31 2016, 15:25

Przechodni salon

Mniej więcej w połowie swojej długości korytarz rozszerza się, tworząc przestronne miejsce, idealne do spędzenia wolnych chwil pomiędzy zajęciami. Chociaż powszechnie ten kawałek przestrzeni nazywa się salonem, daleko mu do tego zaszczytnego miana: znajduje się tu zbiór mebli różnych stylów, niektóre są całkiem nowe, inne wyglądają na takie, jakby ich żywot miał dobiec końca, gdy tylko ktoś postawi na nich coś cięższego od kałamarza. Ustawione w półokręgu fotele i sofy obite są wytartym brokatem: wzory winorośli, dębowych liści i żar-ptaków na pociemniałych ze starości zieleniach i żółciach tworzą fantastyczne kompozycje z ustawionymi naprzeciw stolikami oraz komodami zastawionymi stertami książek i gazet sprzed dwóch dekad.
Powrót do góry Go down
avatar


Kijów, Ukraina

błękitna

wieszczy

17 lat

VIII klasa

bogaty

Alrauna

PisanieRe: Przechodni salon   Nie Lip 24 2016, 15:20

Lubię to miejsce, zwłaszcza gdy dopada mnie jesienna melancholia. Wygodnie siedzę na jednym z foteli w fantazyjne, florystyczne wzory, w rękach trzymam moją wysłużoną bałałajkę, raz po raz przygrywając sobie i wydobywając z niej przyjemne, choć nieco smętne dźwięki. Zdają się być jednak idealnie dopasowane do mojego dzisiejszego nastroju. Włosy mam związane, by mi nie przeszkadzały, a oczy zamknięte, bo w całości oddaję się muzyce. Tak spędzam swój piątkowy wieczór – z dala od wszystkich, po ciężkim tygodniu i nadmiarze obowiązków. Jedyne, czego brakuje mi w tym miejscu to okna i odrobiny światła dziennego – prezentowałoby się znacznie lepiej, gdyby przecież można było spojrzeć chociażby przez malutką szybę na szkolne błonia czy Rusałcze Jezioro. Dzień płynie mi niesamowicie leniwie, czasu nie liczę, gdzieś jedynie po głowie kłębią mi się różne myśli. Zastanawiam się, co dalej, analizuję wszystko krok po kroku. Bo co się stanie, gdy to się wyda? Mam przecież moją Veroshkę – przed nią nie muszę udawać. Jest Anton, ostatnimi czasy najprawdopodobniej najbardziej problematyczna kwestia. Trochę przeraża mnie to, co zaczyna się dziać, ale pewnie jestem przewrażliwiony. W pewnym momencie zwyczajnie zasypiam, zmęczony moimi gdybaniami, z bałałajką w dłoniach.
Gdzie ja teraz jestem? Przed sobą niewyraźnie widzę dwie sylwetki, które nieumiejętnie próbuję zidentyfikować. Kto to?, pytam siebie, choć odpowiedzi znaleźć nie potrafię. Zaraz potem dostrzegam jego twarz i coraz więcej szczegółów, słyszę głośne bicie kościelnych dzwonów i denerwujące szepty rozmów. Czy to…? Tak, wydaje mi się, że to on. Rozpoznaję go. Nie mam już żadnych wątpliwości. Nie znam jednak miejsca, gdzie właśnie jesteśmy; w dodatku patrzę teraz na świat cudzymi oczami. Nagle do moich nozdrzy dobiega drażniący zapach dymu. Odwracam się i widzę ogień, jak bestialsko bucha i trawi tę przestrzeń, nieubłaganie zbliżając się w moją stronę. Co ja tutaj robię? Dlaczego nie mogę uciekać?


Ostatnio zmieniony przez Milan Vasilchenko dnia Sob Sie 20 2016, 19:38, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Kijów, Ukraina

błękitna

cień

18 lat

VIII klasa

bogaty

PisanieRe: Przechodni salon   Pią Sie 19 2016, 10:30

Zmęczenia ulatnia się, zupełnie jak ten dym w milanowej wizji. Tyle, że w jego głowie szaleje ogień, a ty - wręcz przeciwnie - czujesz jak piątkowy wieczór wnika w najmniejsze komórki ciała, rozprowadzając po całym ciele przyjemne uczucie rozleniwienia. Spokój rozprzestrzenia się w żyłach, krew zaczyna krążyć coraz szybciej i szybciej, gdy tylko z trzaskiem zamykasz ostatnią tego dnia książkę. Bo w końcu cały tydzień pracowałaś naprawdę ciężko. Teraz tylko Quidditch. Tylko kolejne godziny spędzone w powietrzu. Tylko beztroska. Tylko półprzymknięte oczy wpatrzone w dal, gdy zamykasz się na świat, przebywając we własnym makrokosmosie.
Macie ten sam nos, usta układacie w uśmiech w dokładnie ten sam sposób, złączone ze sobą w bratersko-siostrzanym uścisku dłonie dopasowują się do siebie, bo wasze bliźniacze serca przecież od dawna tworzą jedno. Niczego nie musicie ukrywać. Nie musicie udawać. Bo to drugie i tak od razu wyczuje, że coś się dzieje.
Chwytasz go za rękę, wbijając palce w zagłębienie dłoni. Powiedziałabyś obudź się, ale przecież doskonale zdajesz sobie sprawę, że Milan tak naprawdę wcale nie śpi. Czujesz to. Wcale nie zatopił się w rozkosznie miękkich ramionach Morfeusza. Nikt nie powiedział mu: słodkich snów.
- Milan, Milan. Wracaj do mnie - mówisz twardo, choć niemal szeptem, przysuwając się w jego stronę, posyłając na boki zaniepokojone spojrzenia, nie chcąc ściągać na siebie uwagi tych kilku uczniów, którzy również wybrali Przechodni Salon na miejsce odpowiednie na piątkowy wypoczynek.
S z l a g by t o.
Trafił.
Teraz też czujesz ogień. Ale w sercu. To ta złość, która trawi trzewia. Bo wcale nie myślisz, że to, co właśnie przeżywa Milan to dar. Boli cię to, że właśnie cierpi, że kolejna wizja pożera go od środka, że znowu nie będzie mógł uwolnić się od t a m t y c h obrazów. Dlatego sama usiłujesz wyrwać go z ich objęć ?, tak parszywie i boleśnie ograniczonych ram, coraz mocniej ściskając go za rękę.
Powrót do góry Go down
avatar


Kijów, Ukraina

błękitna

wieszczy

17 lat

VIII klasa

bogaty

Alrauna

PisanieRe: Przechodni salon   Sob Sie 20 2016, 19:32

Budzę się, choć to nie Morfeusz przyjął mnie w swoje progi. Przez moment nie wiem, gdzie właśnie jestem – podczas wizji nieustannie towarzyszy mi dezorientacja. Czasem są jeszcze nieznośne bóle głowy, których nie umiem pokonać nawet magicznymi specyfikami, a innym razem mam ochotę zwrócić całe swoje wnętrzności na podłogę. Całkowicie nie rozumiem tego skomplikowanego mechanizmu. Zadaję wiele pytań, lecz nie otrzymuję na nie żadnej odpowiedzi, pomimo wielu starań i głuchych próśb do gwiazd. Pozostaje mi to zwyczajnie zaakceptować, choć wiem, że nie wszyscy to potrafią. Veroshka śmiało przeklina moje jasnowidztwo. Ale ja wiem, że nie bez powodu jestem wieszczem; przecież bogowie nie daliby mi takiej mocy, gdybym nie miał misji do spełnienia. Ale mam, więc zaciskam mocno zęby, biorę się w garść i idę do przodu. Nic więcej zrobić nie mogę. Nie powinienem przecież być słaby.
Niespokojnie przecieram oczy dłońmi, z niemałym zaskoczeniem i opóźnieniem rejestrując, że moja młodsza siostra stoi nade mną i coś do mnie mówi. Czuję jej mocny uścisk na swojej dłoni, a ja tylko kącikami ust uśmiecham się niemrawo. Nie mam pojęcia, ile czasu już minęło. Powiedz mi, czy długo tu już jestem? Czy mówiłem coś przez sen? Jestem teraz taki zmęczony i ospały, jakby te kilka minut nieobecności w tym wymiarze wyzuło ze mnie całe siły. Odkładam moją bałałajkę na bok, czym prędzej za to z brązowej torby, którą pozostawiłem wcześniej przy fotelu, wyciągam szkicownik i ołówek, by dokładnie odwzorować to, co właśnie moje oczy widziały. Zawsze tak robię, by wyłapać jak najwięcej szczegółów. W końcu nie można wierzyć ulotnej pamięci, a to właśnie one są najistotniejsze. Każdą wizję oznaczam też odpowiednią datą, mimo że do tej pory numerologia niemal nigdy się nie sprawdziła.
- Tylko spójrz.
Powrót do góry Go down
avatar


Kijów, Ukraina

błękitna

cień

18 lat

VIII klasa

bogaty

PisanieRe: Przechodni salon   Sob Sie 20 2016, 20:16

Śledzisz wzrokiem pospieszne ruchy dłoni Milana, gdy szybką kreską szkicuje swoją ostatnią wizję. Bo pamieć zwodzi-zawodzi, spuszcza na wspomnienia zasłonę mgły, zniekształca kształty, sprawia, że kolory blakną. Chciałabyś go powstrzymać. Czy wasze życie nie mogłoby być tak po prostu pastelowe? Pastelowe niebo. Pastelowe stroje. Pastelowe spojrzenia. Pastelowe uśmiechy. (No dobrze, przemyciłabyś tutaj nieco intensywniejszą iskrę. W końcu przywłaszczasz sobie tytuł Panny Nieustannej.) Do świata wolnego od walki żywiołów. Takiego, w którym nie rozprzestrzenia się ogień. Masz wrażenie, że ten ostatni płonie przede wszystkim w jego oczach. Zdradliwe macki płomieni przenoszą się z gładkiej powierzchni kartki na dłonie, wspinając się coraz wyżej, po same łokcie. Jakby wizja przestała być innym wymiarem, a opanowywała całe jego ciało, przejmując nad nim władzę. Czasem boisz się, że przyjdzie dzień, w którym granica między tym, co rzeczywiste, a tym, co widziane wewnętrznym okiem, w końcu się zamaże, że zostanie sam. W tamtym świecie. Ty zostaniesz sama. Czy nie tego najbardziej się obawiasz?
Chciałabyś go powstrzymać. Wciąż to sobie powtarzasz, głupia. Więc dlaczego tego nie robisz?
Wiesz, że nie możesz. Wiesz, że niczego nie zmienisz. Po raz kolejny dociera do Ciebie, że właśnie t o przeznaczenie zostało zapisane w waszych genach. Nie stracicie z oczu gwiazd, bez względu na to, jak uparcie odwracalibyście od nich wzrok. To, co zapisane w niebie zawsze do was dotrze. Może lepiej spojrzeć w oczy przyszłości od razu, a nie dopiero wtedy, gdy wszystkie fakty skumulują się, zmiotą was z ziemi jak śnieżna kula, pozbawią Was oddechu. Choć nie na zawsze. To nie będzie: aż do wiecznej utraty tchu. Rzeczywistość spadnie na was całym swoim ciężarem. I wtedy już na pewno nie pozwoli zapomnieć. Nie wiesz, czy powinnaś być wdzięczna, czy może przeklinać fakt, że Milan widzi to wszystko zdecydowanie wyraźniej niż ty. Tobie oszczędzono niezapowiedzianych wizji.
Więc pozwalasz na ten rytuał. Na kolejny szkic. Który to już? Setny? Tysięczny? Ile podobnych notatników Milan zmuszany jest chować pod materacem łóżka?
- Czułeś go? - pytasz. - Czułeś ten ogień? Tak bardzo się boję, że kiedyś zaangażujesz w te wizje wszystkie swoje zmysły, a to... - Tylko gwałtownie potrząsasz głową, przygryzając wargę.
Czemu, Milan, nie grasz dalej na swojej bałałajce? To tak powinno się skończyć: Veroshka zwabiona nostalgiczną melodią, zwija się w kłębek u twojego boku, kładzie na kolanach głowę i po prostu słucha. Zamyka oczy, znowu czuje się, jakby dane jej było znaleźć się w otoczeniu tak bliskich sercu cygańskich taborów.
Zamiast tego siada zaraz obok i tylko coraz mocniej przygryza usta, już nie wiedząc, czy woli spoglądać w ogniki twoich oczu, czy płomiennie rozlewające się na kartce.
Powrót do góry Go down
avatar


Kijów, Ukraina

błękitna

wieszczy

17 lat

VIII klasa

bogaty

Alrauna

PisanieRe: Przechodni salon   Nie Sie 28 2016, 17:31

Bo pamięć zawodzi-zwodzi i niewiele ku temu da się w rzeczywistości zaradzić. Nie można jej wiernie i bezmyślnie ufać, gdy z dnia na dzień tyle rozmaitych wspomnień niespodziewanie ulatuje z naszych głów. Nikt nas o zdanie nie pyta, to dzieje się samoistnie. Dlatego też nieustannie boję się starości – czy wyobrażasz sobie nie pamiętać poprzedniego dnia? Czynności wykonywanej zaledwie przed chwilą? Wiesz, droga siostro, nie przechodzi mi to nawet przez myśl, że kiedyś mogłoby tak być, więc z sumiennością i dokładnością, z czym przecież od zawsze mam problem, staram się prowadzić swój notes. Czy wiesz, że to właśnie ty zachęciłaś mnie do tego pomysłu? To dzięki tobie wiele razy udało mi się odnaleźć powiązania między wizjami i dostrzec szczegóły, które na pierwszy rzut oka były niewidoczne. Kiedyś nie potrafiłem rysować, lecz dziś jest już znacznie lepiej – nie muszę wstydzić się ich pokazywać, choć udostępniam je niewielkiemu gronu. Nie każdy przecież wie o tym, że jestem wieszczem, mimo że plotki od jakiegoś czasu krążą o mnie plotki. Ale wspólnymi siłami rozwiązaliśmy wiele zagadek, choć wciąż część z nich jest dla nas niewyjaśniona. Wierzę jednak, że odpowiedzi na moje pytania wskażą mi gwiazdy. To w nich jest największa moc. To w nich zapisane jest całe nasze przeznaczenie.
- Czułem – odpowiadam zdawkowo, powoli kończąc szkicować rysunek. Powiedz mi natychmiast, co się stanie, gdy tylko zaangażuję swoje wszystkie zmysły. Albo nie, lepiej mi nie mów. Proszę, zachowaj to dla siebie, nie uświadamiaj mnie, niektórych rzeczy przecież nie powinienem wiedzieć. By spać spokojniej, choć już nie jest łatwo; by mniej się denerwować podczas snu i nie rzucać się po całym łóżku jak opętany. Nie chcę przez moment nawet myśleć, że jasnowidztwo jest moją zmorą. Utrapieniem. Przekleństwem. Nie mogę tego tak odbierać. Nie jestem taki, by nad sobą ubolewać. Uniosę każdy ciężar. Z uśmiechem przez łzy. Przecież mnie znasz jak nikt inny. – Czułem ten ogień, widziałem to wszystko. Poznajesz tę postać? Już kiedyś ją gdzieś widziałem – mówię, po czym zaczynam wertować kartki. A za kilka dni długo wyczekiwane Dziady. To zły omen. Zegar już tyka i odlicza czas.
Wiesz, chciałbym kiedyś ci grać na bałałajce w tym pastelowym świecie.
Bez zmartwień.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Przechodni salon   

Powrót do góry Go down
 
Przechodni salon
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: