IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Salon duchów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieSalon duchów   Nie Kwi 03 2016, 22:29

Sala duchów

Miejsce to jest rzadko odwiedzane przez istoty żywe ze zwykłej uprzejmości, wszak duchy, jak nikt inny, również potrzebują zaznać odrobiny spokoju, a nie mają ku temu lepszego miejsca od ich prywatnego salonu. Wszystko w pomieszczeniu utrzymane jest w stonowanych, jasnych barwach. Meble wykonane z brzozowego drewna idealnie komponują się z beżowymi zasłonami w brązowe, florystyczne ornamenty, wykonanym z tombaku i bursztynu żyrandolem, niezliczoną ilością większych i mniejszych obrazów przedstawiających tereny otaczające Akademię czy masywnym, nigdy nierozpalonym kominkiem, na którym ustawiono kolekcję małych porcelanowych lalek.
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

czysta

17 lat

VIII klasa

zamożny

PisanieRe: Salon duchów   Czw Lis 03 2016, 13:25

Twardowski wśród duchów był jak ryba w wodzie. Szepty umarłych kołysały go do snu od kiedy był dzieckiem, choć nie były to czułe słowa. Duchy nienawidziły Twardowskich, jego, ojca i dziada, zmarli szwadronem śmierci paradowali krzywiąc jasne szpetne lica w grymasach złości. Gniewnie przeklinając ich już dawno zgniłe i potępione dusze zawodziły w wilgotnych cieniach zakamarków ich dworku. Nigdy nie miał z nimi głębokiej relacji, nie był wieszczem, nie miał żadnych zdolności. Swego czasu próbował z ojcem zaklinania magii w nienaznaczone dziedziną ciała, ale związanie duszy było zbyt komplementarnym, zbyt subtelnym zabiegiem, by do tego wszystkiego móc jeszcze wpakować jakieś genetyczne modyfikacje.
Podszedł do kominka palcami muskając kościaną głownię scyzoryka, z którym nigdy się nie rozstawał. Rubinowe oczko migotało nawet mimo braku porządnego oświetlenia w pomieszczeniu. Wzrokiem śledził promienie światła przebijające się przez bursztynowe kulki żyrandola, lubił bursztyn, był krwią matki natury, złotą żywicą życia zaklinającą w sobie wszystko, co stawało na drodze. Kazimierz miał medalion, nazywał go złotą muchą, przepiękną ogromną bryłę ze migoczącym żukiem zastygłym wewnątrz w ostatnim zrywie wolności. Bezużyteczny drobiazg leżący w jednej z dziesiątek gablot na strychu dworku, obłożony przekleństwem tak szpetnym, że ponoć samo wspominanie go na głos sprawia, że gniją Ci usta.
Uśmiechnął się lekko.
Rząd bladolicych porcelanowych panienek zerkał na niego zaczepnie z parapetu kominkowego kiedy przyglądał im się łapczywym spojrzeniem nucąc ludową melodię znaną z dawnych czasów dzieciństwa. Tak dawnych, tak odległych, nie sądził by ktokolwiek jeszcze pamiętał słowa tej usypianki.
Sumno, tak i ne zasnu, krasche budu dumat pro svoju vesnu.
Powrót do góry Go down
avatar


Sosnowiec, Polska

półkrwi

18 lat

IX klasa

ubogi

Piromanci, szukająca w Bełtach

PisanieRe: Salon duchów   Nie Lis 06 2016, 21:27

Bogna nie spodziewała się nigdy, że zajrzy do tego salonu pełnego zmarłych. Jeśli już jakichś odwiedzała to z matką na cmentarzu nieopodal ich domu w Sosnowcu. Ewentualnie na jakimś dalszym - tam też dalsza rodzina mogła się znaleźć, tyle tych cmentarzy w jednym mieście, że każdy mógł wybrać inny na wieczny spoczynek.
Tyle, że tam nie było duchów.
Ciekawość jednak w dziewczynie zwyciężyła - wiedziała, że za rok jej tu nie będzie, a więc miała już niewiele czasu by zobaczyć wszystkie zakamarki szkoły. Aż żal jej było, bo Koldovstoretz było najbardziej magicznym miejscem, jakie znała. Czasami aż się zastanawiała czy zamiast zatrudnić się przy produkcji fajerwerek lub popróbować różnych zawodów nie powinna zwyczajnie zostać nauczycielem w szkole. Nie musiałaby wtedy się zastanawiać nad tym, ile czasu jej zostało.
Cicho, prawie bez żadnych hałasów weszła do salonu i ze zdziwieniem zobaczyła młodszego od niej ucznia. Niezbyt go kojarzyła, aczkolwiek musiała przyznać, że w jakiś dziwny sposób wpasowywał się w to miejsce. Być może przez tę pewność jaką emanował w pomieszczeniu pełnym duchów, a może przez fakt, że śpiewał jakąś raczej starą, nieznaną Polce pieśń.
Duchem raczej nie był.
Chwilę go posłuchała nim - unikając nieprzyjemnego kontaktu z duchami - podeszła w okolice porcelanowych, trochę przerażających w tym miejscu lalek. Pewnie gdyby nie jego obecność zaraz by stąd poszła, jednak ciekawość znowu zwyciężyła. Przez moment milczała rozważając, o co właściwie go spytać.
- Nie boisz się? - szepnęła, nie chcąc rozzłościć zmarłych. - Podobno duchy rozzłoszczone potrafią nieźle utrudnić życie śmiertelnikom.
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

czysta

17 lat

VIII klasa

zamożny

PisanieRe: Salon duchów   Wto Lis 15 2016, 17:17

Z początku, zagubiony w starej kołysance, nawet nie zauważył towarzystwa. Myśli luźno podryfowały przez karty wieków, próbując powiązać melodię z jakimś konkretnym wspomnieniem, na nic to jednak się zdało, bo przecież wszystkie pół-przezroczyste mary szeptały mu do uszu szpetne przekleństwa, które były przeznaczone tylko dla niego. Chłopiec specjalnej troski, syn nienawiści.
Odwrócił głosę na dźwięk jej głosu.
- To prawda. - przyznał ze szczerą powagą, choć w oku zalśniła mu iskierka rozbawienia- Umarli to straszny wrzód na dupie. Wiem co mówię.
Bezgłośny śmiech zamarł mu w płucach.
Kojarzył dziewczynę, była szukającą bełtów, poza tym zawsze kręciła się z tymi świrami od fajerwerków, których Twardowski tak bardzo uwielbiał. Ich i te ich ekscytujące zabawy z ogniem, gdyby mógł sobie pozwolić na takie żarliwe pasje pewnie sam by się do nich przyłączył. Fakt faktem - źle to wpływało na jego zdrowie.
- A Ty... Bogna, prawda? Boisz się? - zdjął z kominka jedną z laleczek i powoli obrócił w dłoniach- Czego tak na prawdę. Śmieci samej w sobie? Czym zmarli różnią się od żywych.[/b - podniósł na nią wzrok i puścił perskie oko- [b]Czy może żywych też się boisz?
Lęki. Starzy przyjaciele, którzy nigdy Cię nie zostawią. Nawet jak jest dobrze, jak spokój i ciepło to czają się po kątach, pukają zza szybki w sklepie, z ulicy przez okno kawiarni, lęki zawsze ciągną się sznurem Jak się pojawi jeden, to potem już z górki.
- Bo ja bym się bał bardziej tych drugich.
Zabawa z umarłymi miała inne zasady, duchy były w swoim gniewie cierpliwe, miały przecież całą wieczność na swoje wydumane tortury. Czasem jedynie trzeszczały deskami na poddaszu, dziad Kazimierz jednak kiedyś został przez duchy zasztyletowany. Nagromadzenie mocy rytualnej było zbyt wysokie, manifestacje były zbyt namacalne, a ostrych narzędzi w domu Twardowskich nigdy nie brakowało.
Wypadki chodzą po ludziach.
Powrót do góry Go down
avatar


Sosnowiec, Polska

półkrwi

18 lat

IX klasa

ubogi

Piromanci, szukająca w Bełtach

PisanieRe: Salon duchów   Pią Lis 18 2016, 16:46

W porcelanowych lalkach ozdabiających pokój było coś niepokojącego. Choć Bogna nie umiała powiedzieć czy to przez duchy, atmosferę czy ogólny wystrój.
- Nie wątpię - powiedziała słysząc jego opinię o duszach, które nie zaznały spokoju. Na ostatnich Dziadach mogła zrewidować poglądy. - Się przekonałam jak potrafią utrudnić życie.
Dla odmiany spojrzała się na żyrandol. Zrobiony z bursztynu wydawał się być jedną z niewielu przyjemnych dla oka rzeczy, chociaż w wielu z jego kawałków został zatopiony jakiś owad. Tu duchy, tam trupy zwierzątek, kto wie czy to nie takie nawiązanie.
- Skąd wiesz jak mam na imię? - zdziwiła się. Wiedziała, że część młodszych uczniów próbowała zdobyć kontakty wśród starszych kolegów, aby dowiedzieć się tego i owego, ale nie spodziewała się, że słuchy o niej też mogły do nich dotrzeć. Nawet mimo tego, że nieźle grała dla Bełtów.
- Kto by się nie bał śmierci? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. - Nikt nie wie co jest po drugiej stronie, więc trudno powstrzymać strach przed nią.
Obleciała wzrokiem wszystkie obrazy w pomieszczeniu. Chyba były bardzo stare, bo choć mogła rozpoznać, które miejsca w akademii przedstawiają nietrudno było zauważyć, że dużo się w nich zmieniło. Czy to w wystroju, czy w rodzaju potrzebnych uczniom sprzętów i narzędzi.
- Jak tak pomyślę... Chyba mimo wszystko duchów - podjęła temat dotyczący żywych i umarłych. - Dużo mogą, wpływają na nas i nigdy się nie zmieniają. Człowiek może się zmienić czy wybaczyć, a duch... Chyba nie.
Bogna nagle pomyślała, że chętnie rozpaliła by w tym kominku. Parę dusz bezczelnie przez nią przeleciało i aż ciarki ją przeszły.
- A ty jak właściwie się nazywasz?
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Salon duchów   

Powrót do góry Go down
 
Salon duchów
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: