IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Salon z kuchnią

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość

PisanieSalon z kuchnią   Czw Cze 02 2016, 16:50

Salon z kuchnią

Przestronne jasne pomieszczenie udekorowane na modłę zachodnią. Kremowa kanapa, fotele, ogromne lustro w złotej ramie i zaczarowany kominek. Z okien można obserwować ludzi przemierzających Arbat.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

wilkołak

20 lat

biedny

gosposia

PisanieRe: Salon z kuchnią   Sro Wrz 21 2016, 21:24

Tydzień po spotkaniu u Aristovej.

Zosia godzinami zastanawiała się nad wizytą, obracając klucz w dłoniach i mając ochotę wyrzucić go przez okno w mroki w nocy. Jednak za każdym razem, ostatecznie zaciskała klucz w dłoni i zasypiała, nie wypuszczając go. Męczyły ją dylematy i myśli, ktore wcale nie pomagały dokonać wyboru.
Ten jednak został podjęty zupełnie spontanicznie. Wolny wieczór wyciągnął Sokolovę na spacer, a jej nogi same powędrowały w miejsce, gdzie wszystko się zaczęło.
Jak zawsze ubrana w ciemne kolory i proste kroje, nie musiała tym razem pukać. Stanęła przed drzwiami i z kieszeni kurtki wyciągnęła klucz, wiedząc, że nie powinna z niego korzystać. Ale ten już wsuwał się w dziurkę i przekręcał zamek, drzwi stawiając otworem. Zosja pchnęła je do środka i przestąpiła próg. Nie miała pojęcia czy Lebiediev był w środku. Zamknęła tylko drzwi za sobą i z bijącym sercem, powoli przeszła do salonu.
Powrót do góry Go down
avatar


Arbat, Moskwa / Metro D-6

półkrwi

przyłożnik

33

bogaty

Inwestor / Łamacz klątw i uroków / Właściciel Arkadii / Wynalazca / Wróżbita

PisanieRe: Salon z kuchnią   Sro Wrz 21 2016, 21:46

Od czasu wizyty w dworku Aristovych miał ręce pełne roboty. Wyczekiwał wieści od Shoshany, od Joachima i Mirki, której zlecił zajęcie się Zakrzewską. Informacje przekazane przez wronkę wprowadziły go w wyśmienity nastrój. Zniknęła największa przeszkoda jaka stała w dotarciu do Zuli.
Rozchwytywany między pracą, a spotkaniami z Ariną miał mniej czasu na myślenie o Zosji, co nie oznaczało, że tego nie robił. Był przekonany, że przyjdzie już następnego wieczora, ale spotkało go spore rozczarowanie, które przeciągnęło się przez następne siedem dni. Im dłużej tym coraz mniej pewnie się czuł. Zaczęły nachodzić go wątpliwości spowodowane własnym zachowaniem. Przecież nie zrobił nic złego. Pogrążony w niespokojnych myślach sortował książki w gabinecie. Na zasłyszany zgrzyt w zamku zamarł na chwilę nasłuchując. Głupio przed samym sobą było przyznać co z jego ciałem i umysłem wyprawia Zosja, nie będąc nawet na wyciągnięciu ręki. Odczekał chwilę, zrównoważył zwycięski uśmiech po czym przeszedł do salonu ubrany w ciemne spodnie i kremowy sweter. Zaszedł ją od tylu obejmując w pasie oraz obdarowując całusem w szyję. Bo przecież przyszła! Nie była zła. Może Shoshana na poważnie wzięła jego skargę i ukarała dotkliwie Sokolovą. Obiecał sobie inną reakcję, ale ulga jaką odczuwał na widok Zosji wróżyły spore trudności w podejmowaniu decyzji na przyszłość.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

wilkołak

20 lat

biedny

gosposia

PisanieRe: Salon z kuchnią   Sro Wrz 21 2016, 22:12

Nie zdążyła się odwrócić, nim męskie dłonie nie przesunęły się po jej bokach, zaraz zamykając w ramionach Aleksandra. Wstrzymała oddech, sama przed sobą przyznając się, że gest ten sprawił jej ogromną przyjemność. Głośno jednak nie zamierzała o tym mówić. Niepewność towarzyszła jej jak utrapienie, którego nie sposób było się pozbyć.
Na pocałunek, uśmiechnęła się pod nosem, przymykając oczy na moment. Nie gniewała się? Tydzień rozłąki na pewno uspokoił myśli kobiety, związane z kłótnią w łazience. Gdyby tylko wiedziała, że Lebiediev podburzał Aristovą przeciwko niej.. Kara jednak była już tylko wspomnieniem, nie zawracającym nawet głowy.
- Zgubiłeś.
Odezwała się, podnosząc dłoń z kluczem. Specjalnie, oczywiście. Obracając głowę, zerknęła z ukosa na Aleksandra i odetchnęła głęboko. Jego zapachem, który już tak intensywnie wrył się w jej umysł. Przesunęła dłoń w stronę mężczyzny, jakby chcąc zwrócić mu klucz. Złośliwie, jak miała to w zwyczaju.
Powrót do góry Go down
avatar


Arbat, Moskwa / Metro D-6

półkrwi

przyłożnik

33

bogaty

Inwestor / Łamacz klątw i uroków / Właściciel Arkadii / Wynalazca / Wróżbita

PisanieRe: Salon z kuchnią   Sro Wrz 21 2016, 22:42

Zagrzebał nos w jej włosach, których zapach znał już na pamięć nie mogąc się nim nadal nasycić.
Ziołowy, kwiecisty nadający Zosji zmysłowości oraz charakteru z czym mogłaby się nie zgodzić. Może powinien jej o tym powiedzieć, jednak jak zareagowałaby na komplement? Nie wypuszczał z objęć, ale nie wodził rękoma na pokuszenie uznając iż nie powinien za szybko Zosieńki rozmiękczać. Nie mogąc się jednak opanować skubnął zębami skórę na jej szyi. Kiedy wyciągnęła klucz wydawało się, że nieco spoważniał, ale przesunął jedynie rękoma po brzuchu zamykając ją w obręczy swoich ramion.
- Jest dla ciebie. To wszystko... - uśmiechnął się do niej obdarzając kolejnym pocałunkiem, tym razem na głowie. Był ciekaw reakcji na prezent, który mógł się jej wydawać czymś nierealnym. - Jest dla ciebie. - mruknął do ucha obracając ich dookoła dając do zrozumienia, że mówi o mieszkaniu na Arbacie. Nietypowy prezent, do dwojakiej interpretacji.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

wilkołak

20 lat

biedny

gosposia

PisanieRe: Salon z kuchnią   Sro Wrz 21 2016, 23:19

Zmarszczyła czoło, nie rozumiejąc. Wydawało się, że klucz jest tylko ułatwieniem, umożliwiającym swobodne zaglądanie Zoji do mieszkania. Nie musiałaby już tkwić na klatce, w oczekiwaniu na powrót Aleksandra, gdy ją nagle najdzie ochotę na odwiedziny.
Tylko ułatwienie.
Już chciała pytać Co?
Przebierając jednak nogami, przesunęła spojrzeniem po salonie, zawieszając dłoń w powietrzu. Zdębiała na moment, bo przecież nie wręczało się mieszkań w prezencie.
Zosja nie chciała takich prezentów. Przełykając dziwny strach, opuściła dłonie, aby oderwać od siebie ręce Lebiedieva. Wymykając się z jego objęć, obróciła przodem i pokręciła głową. Rzucając Aleksandrowi karcące spojrzenie, próbowała ukryć lęk, jaki pojawił się w jej sercu. Prezent mógł być próbą przywłaszczenia jej osoby.
Zosja nie zamierzała kolejny raz się sprzedawać. Nie musiała.
- Nie muszę ci przypominać, że mam już mieszkanie.. - tak jak pranie i sprzątanie u Aristovej.
Powrót do góry Go down
avatar


Arbat, Moskwa / Metro D-6

półkrwi

przyłożnik

33

bogaty

Inwestor / Łamacz klątw i uroków / Właściciel Arkadii / Wynalazca / Wróżbita

PisanieRe: Salon z kuchnią   Sro Wrz 21 2016, 23:37

Dlaczego nie mogła podskoczyć w górę i zapiszczeć z radości rzucając mu się na szyję? Spojrzał na nią strapiony. Jakie myśli znowu gnały po głowie biednej Zosji? Wszystko utrudniała zamiast dać się porwać chwili. Puścił ją z lekkim zawodem wymalowanym na twarzy. Musiał się tłumaczyć, a tego nigdy nie lubił bo zawsze pogarszał sprawę.
- Te będzie twoje. Na własność. - odpowiedział spokojnie z nutką niecierpliwości. - To prezent.
Nie musiała się odwdzięczać. To on jej wynagradzał przeszłość jak i przyszłość jaka miała nadejść.
Wiecznie Zosja nie będzie pracowała u Aristovej, a nawet jak tak to miała prawo do ułożenia sobie życia z dala od miejsca pracy. Ujął twarz dziewczyny w swoje dłonie gładząc skórę delikatnymi ruchami kciuków.
- Nie musisz się też martwić o utrzymanie. Co miesiąc będziesz otrzymywała pensję za pracę w Arkadii. Raz w tygodniu odwiedzi cię Joachim z papierami do podpisania. Mianowałem cię swoim pełnomocnikiem w... Tym nie musisz się przejmować. - uśmiechnął się do niej. Opuścił dłonie przejeżdżając nimi po ramionach, przedramionach i zatrzymując się na dłoniach, które ujął.
- Zgódź się proszę.
Podejrzane prawda? Wszystko brzmiało jak w bajce. Czy Zosja nie marzyła o czymś takim jeszcze kilka lat temu?
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

wilkołak

20 lat

biedny

gosposia

PisanieRe: Salon z kuchnią   Sro Wrz 21 2016, 23:45

Otworzyła usta, ale nie wyrzekła ani słowa. Nie podobało jej się, że nie rozumie sytuacji, a każde kolejne słowo Lebiedieva wyraźnie dorzucało kolejne pytania.
Pensja za pracę w Arkadii? Zosia miała ochotę krzyknąć, że już ma pracę! Nie szukała nowej, nie prosiła o zarobek za.. podpisywanie papierów? Jako pełnomocnik. Sokolova zaczęła się bać, że dowie się zaraz czegoś okropnego. A ze strachem zawsze szedł w parze gniew. Bo łatwiej było się unieść niż rozmawiać o czymś co straszy.
Jeśli to miała być bajka, to Zosja takiej nie chciała.
- Mów o co ci chodzi!
Warknęła, wyrywając swe dłonie i odsuwając do Lebiedieva. Krok w tył robiąc, strach swój zmieniając w złość. Denerwowała się. Aleksander ją denerwował. Nawet jeśli było przyjemnie, dziewczyna już o tym zapominała. Przez cholerną rozmowę. I źle, nie powinna naciskać na odpowiedź. Miała się nie zgodzić i twardo przy tym obstawać. Ale mężczyzna jak zwykle mieszał jej w głowie.
Powrót do góry Go down
avatar


Arbat, Moskwa / Metro D-6

półkrwi

przyłożnik

33

bogaty

Inwestor / Łamacz klątw i uroków / Właściciel Arkadii / Wynalazca / Wróżbita

PisanieRe: Salon z kuchnią   Sro Wrz 21 2016, 23:58

Zacisnął wargi na jej reakcje, ale nie pojawiła się w jego oczach złość. Raczej coś na kształt skrępowania i smutku. Oblizał wargi mierzwiąc włosy, też zrobił krok w tył. Odwrócił się, kilka kroków przed siebie. W bok. Popatrzył na nią. Dlaczego zawsze się tak złościła?
- Nie będę już mieszkał w Moskwie - zaczął ostrożnie - Pomyślałem sobie... Wiele dla mnie znaczysz -wgryzł się w cytrynę - I chciałem ci podarować coś co będzie tobie mnie przypominało.
Nie, nie wiedział jak ma jej to powiedzieć. W szczegóły nie chciał się wdawać bo było to niebezpieczne. Dla niego i Zosji.
- Pozwól sobie pomóc... Podarować bezinteresownie. - zbliżył się do niej nie wiedząc czy może ją dotknąć. - Nie oczekuję niczego w zamian, jeśli to cię niepokoi. Nie wiąże nas żadna umowa, jesteś wolna... - plótł trzy po trzy nie mając pewności co udobrucha Sokolovą, a co jeszcze bardziej go pogrąży. Totalnie przy niej tracił główny wątek nie potrafiąc nawet wprost sformułować myśli. Wielka niewiadoma decyzji Zosji napawała go dziwnym lękiem.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

wilkołak

20 lat

biedny

gosposia

PisanieRe: Salon z kuchnią   Czw Wrz 22 2016, 00:09

Nie sądziła, że kiedykolwiek czyjeś słowa tak ją zabolą. Nie będzie już mieszkał w Moskwie... Zosja zmieniła swoje oblicze, czując się jak odurzona. Wiele znaczy. Przypominało.
Czy Aleksander siebie słyszał? Bo dziewczyna go niemal przestała, czując nieprzyjemny ucisk w płucach. A może to serce? Na krok Aleksandra, Zosja zareagowała niemal tak gwałtownie, jakby ten chciał ją uderzyć. Odsunęła się kolejny raz i pokręciła głową.
- Nie prosiłam o żadną pomoc.
Odezwała się z oburzeniem, wyciągając dłoń i gestem tym broniąc mężczyźnie dostępu do siebie. Po co plótł farmazony? Wiedziała, że jest wolna. Zawsze chciała. Zawsze była. Złapana w sidła Lebiedieva, rzucała się jak głupia, ale.. polubiła to.
A teraz? Kolejna zdrada kuła w serce. Miała do niej nie dopuścić. Nie zbliżać się do nikogo, nie otwierać przed nikim. Głos uwiązł w jej gardle, gdy kluczyk wypuszczała z dłoni na stół.
Była głupia, oj tak bardzo głupia.
Powrót do góry Go down
avatar


Arbat, Moskwa / Metro D-6

półkrwi

przyłożnik

33

bogaty

Inwestor / Łamacz klątw i uroków / Właściciel Arkadii / Wynalazca / Wróżbita

PisanieRe: Salon z kuchnią   Czw Wrz 22 2016, 00:17

Zmartwił się nie tylko jej reakcją, ale i wyglądem. Pobladła? Niezdecydowany nie wiedział cóż dalej uczynić. Podejść wbrew woli? Odsunąć się, stać w miejscu? Mógł użyć swojego uroku, ale problem nadal pozostałby nie rozwiązany.
- Wiem. Nigdy o nic nie prosisz - odparł nawiązując z nią kontakt wzrokowy. Sam czuł się dziwnie. W myślach i z dala od niej widział inaczej tę rozmowę. Składał propozycję, zgadzała się bo przecież zawsze wydawała się taka... Nie mówiła co czuje. Nie rozmawiali, Zosja nawet nie wiedziała o tym, że Lebiediev miał córkę i syna. Czym się zajmował. Jaki kolor lubił. Kim był.
- Proszę powiedz coś... Nigdy nic nie mówisz... - błagał? - Skąd mam wiedzieć...? Przypuszczałem, że to będzie ci na rękę. Zosju, rozmawiaj ze mną.
O czym myślała? Chciał wiedzieć. Czuła się zdradzona? To też chciał wiedzieć.
- Zosju...
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

wilkołak

20 lat

biedny

gosposia

PisanieRe: Salon z kuchnią   Czw Wrz 22 2016, 00:28

Opuściła powoli ręce, walcząc sama z sobą. Wydawało się jej, że jest duszniej. Ciężko oddychała, siląc się na obojętność. Jakaś jej część chciała się odezwać, ale to co zawsze ją ratowało, kazało milczeć. Tak zawsze było lepiej, a teraz, gdy decyzja zapadła, gdy nikt nie pytał ją o zdanie, Zosja nie chciała już rozmawiać.
- Nie ma o czym.
Odpowiedziała, już nawet nie z wyrzutem, ani gniewem. Jakby poddała się. Woli Aleksandra, jego decyzjom. Nie musiał się o nią martwić. Była tylko gosposią. Sierotą. Przeklętą bestią.
Pokręciła głową i ruszyła w stronę drzwi. Była tchórzem, a ucieczki najwyraźniej weszły jej w krew. Decyzja już zapadła. Lebiediev wyjeżdżał a ona nie potrafiła powiedzieć, że tego nie chce.
Powrót do góry Go down
avatar


Arbat, Moskwa / Metro D-6

półkrwi

przyłożnik

33

bogaty

Inwestor / Łamacz klątw i uroków / Właściciel Arkadii / Wynalazca / Wróżbita

PisanieRe: Salon z kuchnią   Czw Wrz 22 2016, 00:37

Widział po jej twarzy, widział, że nic z tego. Zaczął go ogarniać paniczny lęk, gorąca fala rozlała się po ciele i nie było tu mowy o przyjemności. Też wyczuwał tą duszność. Tą zmianę, która wcale mu się nie podobała. Nagle cały plan wydawał mu się nieodpowiedni, zły. Miał ochotę z tego wszystkiego zrezygnować i błagać Zosję o życie po staremu. Pospiesznie ją minął i zagrodził wyjście z salonu.
- Zosju...
Co miał zrobić? Paść na kolana i błagać, tylko o co? Żeby nie odchodziła? Czy to nie byłaby wtedy ironia? W końcu to on odchodził. Rzucić urok? Zaklęcie i wedrzeć się siłą do głowy? Nie wybaczyłaby mu tego.
- Nie wypuszczę cię póki nie porozmawiamy.
Ha!
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

wilkołak

20 lat

biedny

gosposia

PisanieRe: Salon z kuchnią   Czw Wrz 22 2016, 00:45

Zatrzymała się gwałtownie i sama spojrzała na Aleksandra błagalnie. Dlaczego to robił? Mogli się w końcu rozstać, raz a dobrze. Skoro i tak miało to nastąpić. Zosia nie miała sił na walkę, chociaż upór kazał jej dalej toczyć bój. Bo przecież jeśli się podda, co jej zostanie? Samotność. Tylko tyle miała od życia a te kilka miesięcy z Aleksandrem, jak widać zupełnie się nie liczyło.
- O czym chcesz rozmawiać?
Warknęła ze złością, wciskając dłonie do kieszeni kurtki.
- Oboje podjeliśmy decyzje.
Naprawdę musiała to mówić? Jej spojrzenie niemo krzyczało o jego wyjeździe, ale usta nie śmiały marudzić. Nie, Zosja nie była człowiekiem, który się skarżył. Mogła tylko Zuli, chociaż ta odtrącona, już nie raczyła się pojawić. Sokolova była sama.
Powrót do góry Go down
avatar


Arbat, Moskwa / Metro D-6

półkrwi

przyłożnik

33

bogaty

Inwestor / Łamacz klątw i uroków / Właściciel Arkadii / Wynalazca / Wróżbita

PisanieRe: Salon z kuchnią   Czw Wrz 22 2016, 00:57

O czym chciał rozmawiać? O nas. Tylko czy kiedykolwiek mógł tak o nich powiedzieć? Zadarł nieco podbródek ale nie patrzył na nią z góry, raczej zbierał siły na konwersację. Wiedział, że pozwalając jej teraz wyjść straci ją na zawsze, na to nie był jeszcze gotowy.
- Sądziłem, że... Nie wiedziałem, że będzie ci na tym zależało. - powiedział cicho - Nie wiem od czego miałbym zacząć. Masz rację, podjąłem decyzję. Ty też... Ale...
Napotykał same trudności w wysłowieniu się. Napięcie i wzrok Zosji nie pomagał. Czuł wręcz namacalną presję.
- Powiedz mi o swoich pragnieniach, porozmawiaj ze mną... - prosił i sam się w tym gubił. Był niezdecydowany, gotowy w tej chwili przekreślić wszystko nad czym ostatnio pracował. Wszystko tylko po to, aby Zosja nie uciekała.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

wilkołak

20 lat

biedny

gosposia

PisanieRe: Salon z kuchnią   Czw Wrz 22 2016, 01:12

Zmarszczyła czoło, patrząc na Aleksandra spod byka. Czego od niej chciał? Pragnąc opuszczenia Moskwy, mógł ją tez bez przeszkód wypuścić z mieszkania, którego nie chciała. Tak jak on nie chciał jej. Czy wizyta Lebiedieva u Szoszany była wstępem do zniknięcia?
Co wydarzyło się za drzwiami sypialni?
Zosia chciała wiedzieć, zazdrośnie cierpiąc w milczeniu. Pytaniem jednak zdradziłaby swe odczucia.
Opuszczając głowę, mogła powiedzieć. Wyznać, że nie chce by znikał. Ale, to było tak trudne, tak nowe. Sokolova nie była przystosowana do rozmów. Wszystkie słowa wydawały się jej zbyt banalne.
Jeśli teraz się przyzna na głos..
- Nie wyjeżdżaj.
Pozwoliła skruszeć murom wokół niej, cicho wypowiadając słowa, jakby się ich wstydziła. Nie podnosząc spojrzenia, jakby Aleksandra się wstydziła.
Powrót do góry Go down
avatar


Arbat, Moskwa / Metro D-6

półkrwi

przyłożnik

33

bogaty

Inwestor / Łamacz klątw i uroków / Właściciel Arkadii / Wynalazca / Wróżbita

PisanieRe: Salon z kuchnią   Czw Wrz 22 2016, 01:25

Była wstępem, ale w gabinecie, a nie sypialni Aristovej do której nigdy nie dotarli. Gdyby tylko wiedział co tam snuje się w tej główce to może zacząłby temu zaradzać. Jakoś. Wpatrywał się w nią intensywnie i z nadzieją. Ostatecznie padły dwa słowa, ale za to naładowane znaczeniem tysiąca. Widział jak spuszcza wzrok, patrzy w bok nie mogąc się zmusić do kontaktu. Niepewnie zrobił krok w jej stronę.
- Nie chcę wyjeżdżać. - wyznał w odpowiedzi przenosząc spojrzenie nad głowę Zosji - Jednak rola jaką wkrótce przejmę będzie wymagała ode mnie przebywania w innym miejscu. Nie zawsze byłem Lebiedievem. Kiedyś... Kiedyś nazywałem się Sorokin. Nie wiem czy pamiętasz, jesteś dosyć młoda ale skandal w tej rodzinie odbił się niewielkim echem w naszym świecie.
Powiedział chyba za dużo, ale może dzięki temu zrozumie, że to nie Shoshana, ani inne powody do zazdrości, a zgoła co innego stało za zmianami w życiu Aleksandra.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

wilkołak

20 lat

biedny

gosposia

PisanieRe: Salon z kuchnią   Sob Wrz 24 2016, 17:43

Słysząc odpowiedź, nie odczuła z jej powodu żadnej przyjemności. Postawa Lebiedieva bolała nawet bardziej niż gdyby miał ją za nic. Wtedy mogłaby odpowiedzieć gniewem, nie czując się jak ostatnia sierota.
Nie chcę, ale...
Zośka podniosła głowę i spojrzała na Aleksandra. Słyszała historię dawno temu. Tak dawno, aż niemal nazwisko wyleciało jej z głowy. To jednak nie tyczyło się jej, więc miała ochotę wzruszyć ramionami.
- Nie interesuje mnie to.
Nie wiedziała, że Lebiediev wie ile mogła mieć za uszami. Szczególnie zanim zamieszkała u Szoszy.
On, znany ze skandalu. Ona, krwiożercza bestia.
Powrót do góry Go down
avatar


Arbat, Moskwa / Metro D-6

półkrwi

przyłożnik

33

bogaty

Inwestor / Łamacz klątw i uroków / Właściciel Arkadii / Wynalazca / Wróżbita

PisanieRe: Salon z kuchnią   Sob Wrz 24 2016, 18:07

Oboje wiedzieli jak sobie sprawić przykrość. Odpowiedź Zosji była bolesna, sugerująca iż cała ta rozmowa jest bezsensowna. Tylko skoro nic ją nie obchodziło to dlaczego nadal wracała? Dlaczego nie przyjęła prezentu? Teraz to on spuścił wzrok nie wiedząc jak dalej podjąć wątek. Relacje tej dwójki zdecydowanie były zagmatwane i to głównie z winy upartej, małomównej Zosji. Zapadła cisza.
Zdawała sobie sprawę z tego jak wymownie zabrzmiały przed chwilą jej słowa?
- Skoro cię nie obchodzi to dlaczego nie chcesz przyjąć mojej oferty? Możesz sprzedać mieszkanie... Założysz kiedyś rodzinę... - wzruszył ramionami nie ruszając się z miejsca. On na przystałby na propozycje.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

wilkołak

20 lat

biedny

gosposia

PisanieRe: Salon z kuchnią   Pon Paź 03 2016, 19:39

Zosja miałą tendencję do wyrywania się. Zanim pomyślała nad słowami, gestami i decyzjami, już dawno była dalej w drodze. Zwykle trzaskając drzwiami albo uciekając cichaczem. Jedno z dwojga, jakby nie znała normalnych pożegnań. Zwichrowana psychika bestii, która dzika i agresywna, nienawidziła kagańców, smyczy i klatek.
Nie rozumiała Aleksandra, ale tak naprawdę on także nie starał się zrozumieć jej. Zosji wydawało się, że mężczyzna kompletnie jej nie zna. Uparcie chciał wcisnąć jej poczucie stabilizacji. Łaskawie. Rozdarte serce Sokolovej, nie można było skleić byle plastrem. Byle mieszkaniem.
- Nie.
Zaśmiała się, chociaż nie słychać było krzty radości. Na słowa o rodzinie, musiała zareagować gorzkim śmiechem. Zwieszając głowę, pokręciła głową i popatrzyła na Lebiedieva. Dzikie zwierzęta wymagały cierpliwości. Nie wiedział?
- Naprawdę nic nie rozumiesz?
Zapytała, chociaż można było to rozumieć dwojako. Sokolova zmarszczyła czoło i popatrzyła w stronę drzwi. Tak bardzo chciała przez nie uciec. Jednocześnie woląc tu zostać. Żal ścisnął ją za gardło i musiała natychmiast zapobiec fali smutku. Drżącym rękami sięgnęła za pazuchę kurtki i wygrzebała papierosy. Swoje, najzwyczajniejsze. Odwracając się bokiem do Aleksandra, odpaliła jednego, zaciągając się szybko i gwałtownie. Unosząc głowę, spojrzała w sufit, przymykając oczy i rozkoszując się smakiem cholernego nałogu. Uwielbianym, jedynym... nie, był jeszcze jeden. Ten, który nie chciał jej wypuścić z mieszkania.
Powrót do góry Go down
avatar


Arbat, Moskwa / Metro D-6

półkrwi

przyłożnik

33

bogaty

Inwestor / Łamacz klątw i uroków / Właściciel Arkadii / Wynalazca / Wróżbita

PisanieRe: Salon z kuchnią   Pon Paź 03 2016, 20:36

Różnili się. Trzynaście lat, ha! Za niedługo czternaście lat różnicy, miało ogromne znaczenie! Pomimo natury przyłożnika i rozwiązłego trybu życia Lebiediev wykazywał się większym doświadczeniem oraz dojrzałością. Był też jednak egoistą i to na dodatek mężczyzną więc trudno, żeby rozumiał kobiety w kwestiach poza sferą seksualną. W tym był akurat arcymistrzem. Reakcje Zosji poza łóżkiem zawsze go irytowały ponieważ często wystawiała jego brak cierpliwości do wszelkich granic. Wydawało się, że ostatnim razem coś sobie wyjaśnili, coś było na rzeczy. Brakowało górnolotnych słów, ale kryły się w czynach. Teraz jej reakcja przyprawiła go w lekką niepewność, co mogła spostrzec po wyrazie jego twarzy. Brwi uniosły się nieznacznie na śmiech. Westchnął. Nieoczekiwanie wyciągnął różdżkę i machnął nią w stronę drzwi. Teraz Zosja nie wyjdzie. Podszedł do aneksu kuchennego, wyjął butelkę z bursztynową cieczą i nalał do dwóch szklaneczek. Wszystko to w milczeniu. Odwrócił się i podszedł do Zosji podając jej szklankę. Patrząc w orzechowe oczy powiedział coś co mogło wytrącić dziewczynę z równowagi.
- Chodzi o to, że jesteś wilkołakiem? Yurko odnalazł miłość swojego życia, jego chłopcy również... - upił łyk ognistej. Wilkołaki pod opieką Arkadii były dumne ze swojego wilczego dziedzictwa. - O co więc chodzi?
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

wilkołak

20 lat

biedny

gosposia

PisanieRe: Salon z kuchnią   Pon Paź 03 2016, 22:18

Kątem oka zauważyła działanie Lebiedieva. Dziwnie nie zareagowała w żaden sposób, skupiając się tylko na smaku papierosa. Cisza, jaka zapadła między nimi, zupełnie jej nie przeszkadzała. Brak słów nigdy nie był dla Zosji problemem. Uciekała w ciszę, która wydawała się jedynym bezpiecznym miejscem. Opuszczając głowę, rzuciłą długie spojrzenie w stronę podchodzącego mężczyzny. Dłoń wyciągnęła po szklankę i zacisnęła na niej palce, słysząc pytanie. Oczy jej się zachmurzyły momentalnie.
O co chodziło? Zamiast odpowiedzieć, Zosja wzięła łyk alkoholu, zaciętą mając minę. Nie, nie przyzna się głośno do czegoś, co nie powinno nigdy nadejść. Ze złością, widoczną na twarzy, odwróciła głowę do okna.
- Skończ pieprzyć.
Odpowiedziała i odeszła do mężczyzny, nie mogąc na niego spokojnie patrzeć. Była gotowa na wiele, ale nigdy na kajanie się przed innymi. Niestety jego oczy wytrącały ją z racjonalnego myślenia. Nawet gdy nie bawił się swym darem. Napiła się alkoholu ponownie, stając przed oknem, gdzie zaciągnęła się papierosem jeszcze raz.
- Nie przyjmę twej propozycji. Daruj sobie.
Powrót do góry Go down
avatar


Arbat, Moskwa / Metro D-6

półkrwi

przyłożnik

33

bogaty

Inwestor / Łamacz klątw i uroków / Właściciel Arkadii / Wynalazca / Wróżbita

PisanieRe: Salon z kuchnią   Pon Paź 03 2016, 23:31

Dlaczego jeszcze się nie pozabijali? Kogo tak naprawdę pożądali? On bestii jaka w niej drzemała? Ona demona jakiego miał za skórą? Łączyła ich wyłącznie ta skaza, byli odmieńcami. Zauważył zmianę w jej twarzy kiedy wspomniał o wilkołactwie. I znowu to samo, ten sam mur, który choć nadszarpany nadal się utrzymywał, a wydawało mu się, że są bliżej niż dalej... Cierpliwości... Jak do dziecka. Odprowadził ją wzrokiem myśląc krótko o tym dlaczego tak bardzo mu na niej zależało. Nie zdawała sobie sprawy z tego jaki wpływ na niego miała. Gdyby była sprytniejsza i wyrachowana mogłaby oskubać go do cna, owinąć wokół palca, a on nie potrafiłby zerwać tej relacji. Siedziała w jego głowie, okopując się głęboko. Za głęboko. Nie powinien sobie pozwalać na takie... Zaangażowanie.
Co miał z nią zrobić? Przywłaszczyć i uczynić zwyczajną kochanką, a Arbat byłby ich miejscem schadzek? A może gościć w Zimowej Twierdzy w Irkucku? Z pewnością Zosji spodobałyby się noce na syberyjskich stepach, już sobie wyobrażał jak... Dopił i odstawił szklankę podchodząc do niej zdecydowanym, kocim krokiem. Korzystając z tego, że ma zajęte ręce objął ją, a wolną dłonią założył kosmyk włosów za ucho. Nie czarował. Jeszcze. Chociaż mało brakowało, bo miał ochotę przekonać ją do swojego pomysłu w bardzo przyjemny sposób.
- Dlaczego? - zapytał cicho, badając wzrokiem jej twarz. Błękitne oczy błądziły bo jej brwiach, brązowych tęczówkach, nosie i pełnych wargach. Wiedział, że wystarczyło je pocałować, aby Zosja zaczęła zachowywać się po ludzku. Był kluczem do małej bramki w murze na który porwał się z łyżeczką.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

wilkołak

20 lat

biedny

gosposia

PisanieRe: Salon z kuchnią   Czw Paź 06 2016, 22:34

Szumiało jej w głowie jakby napoiła się winem. A to jedynie przez obecność Aeksandra, pojawiającego się tuż przed nią. Alkohol ze szklanki, jeszcze nie zdążył zawładnąć jej ciałem i rozumem, jednak poczuła, że wcale nie musiał. Wbijając spojrzenie w oczy Lebiedieva, chciała żeby pojawiło się zapomnienie. Sokolova miała dość walki. Tylko nie przyznawała się do tej słabości. Wiedziała, że pocałowana, wywieszała białą flagę.
- Bo mnie nie poznałeś.
Jak mógł sądzić, że Zosja pójdzie na taki układ. Była uparta. Ciągle odmawiała, niczego nie chciała, chociaż wracała. Czy Lebiediev naprawdę sądził, że powie Tak?
Nie spuszczając z niego oka, Zosja uniosła szklankę i wypiła wszystko do dna. Przesuwając ręke, by wypuścić szkło z dłoni i pozwolić rozbić się mu na podłodze. Drugą zaś oddzielając się od Aleksandra papierosem, którym zaciągnęła się mocno, dym od razu wypuszczając w twarz mężczyzny.
Powrót do góry Go down
avatar


Arbat, Moskwa / Metro D-6

półkrwi

przyłożnik

33

bogaty

Inwestor / Łamacz klątw i uroków / Właściciel Arkadii / Wynalazca / Wróżbita

PisanieRe: Salon z kuchnią   Czw Paź 06 2016, 23:01

Powinien być zaprawiony w boju. Może tak by było, gdyby mieli dla siebie jeszcze rok schadzek, a może lata. Zosja była męczącą zagadką, która sprawiała, że był bliski zarówno nienawiści jak... Nie, tego słowa nie znał, albo znał ale spychał w mroki swojej podświadomości. Bestie i czarty nie kochają.
Nigdy nie dotarł z żadną kobietą do takiego momentu w którym nie wiedział co robić lub bał się poczynić następny krok. Zosja rozsiewała wokół siebie istne pole minowe, a jemu zaczynało się już to nudzić. Ileż można prosić, kusić i próbować? Ich życie nie było bajką w której mogliby pozwolić sobie na zwłokę w czasie i piękne metafory. Nawet powieka mu nie drgnęła kiedy upuściła szklankę, a potem zrobiła coś czego nie lubił. Dym. Oczy zapiekły, zaczerwieniły się i zełzawiły bo starał się nie mrugnąć, ale mrugnął! Raz, szybko zaszklając błękitne tęczówki. Niecodzienny widok, bo wyglądało to tak jakby miał uronić łzy. Lebiediev jednak nigdy nie płakał i nie zapłacze. Kiedy już wypuściła ten smród z ust pochylił się nad nią jak do pocałunku, jedynie jednak spoglądając w brązowe oczy. Mógł ją pocałować i przechrzciliby perski dywan oraz sofę. Przesunął jedną rękę muskając kciukiem prowokująco usta, ciągnąc wargę lekko w dół.
- Za każdym razem gdy chciałem, to mi na to nie pozwalałaś. - wyszeptał szukając w ciemnych oczach odpowiedzi na to co nie chciało jej przejść przez gardło. Walka była męcząca, zwłaszcza gdy nie otrzymywało się tak naprawdę nic w zamian. Musnął wargami policzek, linię żuchwy, szyję po której sunął delikatnie nosem. Było w tych gestach coś innego, trudnego do nazwania i określenia.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Salon z kuchnią   

Powrót do góry Go down
 
Salon z kuchnią
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next


Skocz do: