IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Ludmila Vasilchenko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar

Stay wild moon child

Petersburg

błękitna

29 lat

zamożny

siewca wiatru

PisanieLudmila Vasilchenko   Pon Lis 14 2016, 01:16

Меня зовут
Ludmila Petrovna Vasilchenko



DATA URODZENIA: 29.10.1967 / NAZWISKO MATKI: Bregović / WIEK: 29 lat
MIEJSCE ZAMIESZKANIA: Petersburg, Rosja / STATUS KRWI: błękitna
STAN MAJĄTKOWY: zamożny / ZAWÓD: wytwórca eliksirów  / KORGORUSZ: rosomak


ALCHEMIA: 22 / FAUNA I FLORA: 11 / LECZNICTWO: 8 / MAGIA KREATYWNA: 8
MAGIA ZAKAZANA: 8 / OKULTYZM: 10 / SIŁA: 5 / TRANSFIGURACJA: 8
WIEDZA MAGICZNA: 10 / ZAKLĘCIA I UROKI: 15 / SZCZĘŚCIE: 3 / TALENT: 8

Wolności się nie dostaje, wolność się bierze.

Powtarzali mi to od kiedy tylko pamiętam. Słynna na cały wschodni świat dewiza rodu Vasilchenko! Mojego rodu. Z perspektywy czasu wydaje mi się to trochę śmieszne, bo gdy zaczęłam się domagać tej swojej umiłowanej wolności, to nagle pojawiły się głosy, by mnie zaszczytnego rodowego miana pozbawić. Rzecz jasna w sposób cywilizowany - poprzez bardzo przymusowe zamążpójście. Szczęście w nieszczęściu, że szybko zrozumiałam jak się sprawy mają: po dobroci to ja nie dostanę nic i muszę jak zwierzę wyszarpać pazurami co moje. Pierwszego potencjalnego narzeczonego skutecznie wypłoszyłam - kolejnych chętnych najwyraźniej zabrakło. Od tego czasu wszystkie te nieprzychylne głosy zrobiły się trochę jakby odważniejsze. Wujowie, których łatwiej przeskoczyć niż obejść i zasuszone jak rodzynki ciotki - wszyscy zgodnie krzywią się na mój widok, syczą pod nosem przekleństwa i groźby. Ha! Wydaje mi się, że nawet ostatnio zaczęli spluwać na mój widok żeby odegnać mnie niby licho. Od dobrych kilku lat szepczą memu ojcu do ucha, że skoro nie chcę pójść za mąż i nie prowadzę się najlepiej, to wypadałoby mnie wydziedziczyć, a potem przegnać za siódmą górę. Póki co jeszcze tego nie zrobił i czasem zastanawiam się dlaczego. Ma nadzieje, że się poprawię? Że przestanę się głośno domagać tego co moje? Niedoczekanie!

Nie to żebym chciała stracić rodzinę, co to to nie. Może i wyrosłam na czarną owcę, ale wciąż jestem Vasilchenko. Kocham moją rodzinę. Kocham ziemie, na której wyrastałam, brzmienie naszej muzyki i zawiłość wszystkich odmian naszego języka. Każde uderzenie mojego serca przypomina mi o tym skąd przybyłam. Fakt, że nie zgadzam się z kilkoma (wszystkimi) zasadami, wcale nie świadczy o moim braku oddania. Ja po prostu lubię kwestionować wszystko co mnie otacza i bardzo się złoszczę, gdy nie postawię na swoim. Można by pomyśleć, że w rodzinie tak dużej jak moja powinno się szybko nabrać talentu do mediacji. Jednak jako najstarsza z rodzeństwa od najmłodszych lat dyktowałam warunki wśród naszej radosnej gromadki. Rodzicom też niczego nie ułatwiałam wiecznie sprawdzając jak bardzo mogę nagiąć granice ich cierpliwości. A naginałam je bardzo, często narażając przy tym zdrowie tych, którymi podobno miałam się opiekować. Szczególnie mocno odczuł to Mykola, najbliższy mi wiekiem. Przyszedł na świat nim zdołałam dobrze odrosnąć od ziemi i przez długie lata był najbliższym towarzyszem moich psot. Dalej mam blizny po pasie, którym zlał mnie ojciec, gdy zgubiłam go w lesie. A może to Leonid mi się wtedy zapodział? Ach, kto by to teraz pamiętał... Wierzcie lub nie, ale przy takiej ilości braci łatwo pomylić poszczególne historie. Tylko kłopoty Veroshki pamiętam wyraźnie, wszak to moja jedyna siostrzyczka.

Spodziewano się po mnie, że jako najstarsza z rodzeństwa będę stanowić przykład dla moich braci i siostry. Że szybko nabiorę powagi i opiekuńczości - cech tak ważnych dla kobiety, która ma stać się żoną i matką. Lata mijały, rodzeństwa przybywało, a ja z roku na rok miałam coraz głupsze pomysły. Ciągnęło mnie do kłopotów jak ćmę do ognia. W Akademii zasłynęłam z doskonałych wyników i nagannego zachowania. Ktoś nabroił? Ludmila. Doprowadził koleżankę do łez? Ludmila. Zdzielił kolegę w twarz? Ludmila! Wychowawcy patrzyli na mnie z naganą, a rodzice słali listy pełne wykrzykników. Ja potrafiłam się tylko śmiać, bo rzadko żałowałam raz podjętych decyzji. To zresztą zostało mi do dziś. Mam ognisty temperament i zawsze działam zanim pomyślę. Nie zmienię się. Co więcej: nie chciałabym się zmieniać! Jaki jest więc sens w żałowaniu czegoś na co tak wyraźnie nie mam wpływu? Uwielbiam krew szumiącą w uszach i oczekiwanie na to co za chwilę przyniesie mi los. Mój śmiech zawsze jest najgłośniejszy, a wściekłość nie zna granic. Nie mam żadnych ograniczeń ani zahamowań. Próbując mnie zrozumieć zapewne sam postradasz zmysły.

Nie minęły nawet dwa miesiące od mojego powrotu z ostatniego roku nauki w Koldovstoretz, gdy rozpoczęto swaty. Do dziś pamiętam jak przeraziła mnie pierwsza myśl o przyszłości, którą dla mnie zaplanowano. Wszystkie gwiazdy nagle spadły mi na głowę. To działo się naprawdę! Należałam do jednego z rodów Starszyzny. Jakkolwiek trudno było mi w to uwierzyć w oczach niektórych byłam dobrą partią. Patrząc w lustro nie widziałam już siebie - panny Vasilchenko, czarownicy, Romki - widziałam towar. Gdzieś za moimi plecami dyskutowano o cenie za moje życie! Krew burzyła mi się w żyłach, łzy czaiły w kącikach oczu. Całe życie obiecywali mi wolność, by teraz śmiać mi się w twarz, gdy się jej domagam? Nie mogłam na to pozwolić.
W dniu oficjalnych zaręczyn przystroili mnie jak słup majowy, postawili na środku sali i zaprosili trochę gości. Wszyscy śmiali się i bawili za nic mając moją krzywą minę. Chyba nikt nie spodziewał się, że w kulminacyjnym momencie przedstawienia odmówię ręki, o którą tak grzecznie mnie poproszono, a potem potłukę wszystkie naczynia w zasięgu wzroku i wyjdę klnąc na czym świat stoi. Przynajmniej sama tyle z tego pamiętam - byłam tak rozemocjonowana, że całość zajścia mocno się teraz rozmywa. Być może zrobiłam coś jeszcze skoro uznano to za niewybaczalny afront i wstyd dla mojej rodziny.
Niespełna godzinę później matka pośpiesznie pakowała mi do torby najpotrzebniejsze rzeczy. Pamiętam jej twarz - pokrytą łzami, ale jednocześnie pełną determinacji, by ustrzec mnie przed zasłużoną karą - i gorzki smak własnego wstydu. Choć nie żałowałam tego co zrobiłam, ból mojej matuli odczułam jak własny. Bogowie mi świadkiem: gdybym wiedziała jak oszczędzić jej cierpienia i zachować jednocześnie swoją godność, zrobiłabym to. Cichym szeptem kazała mi jak najszybciej zniknąć z domu. Miałam zostać u przyjaciółki w Petersburgu na kilka dni, może kilka tygodni - póki sytuacja się nie uspokoi, póki ojciec nie ochłonie.

Minęły trzy lata nim moja noga znów stanęła w rodzinnym domu.
 
Magicznej dzielnicy miasta daleko było do umiłowanych przeze mnie ukraińskich stepów. Tęskniłam za śpiewem ptaków o poranku, za czystym powietrzem i lasem, który zawsze był gdzieś w zasięgu wzroku. Ale przecież byłam wolna! Na szczęście nigdy nie umiałam smucić się zbyt długo. Okazało się, że sztaluga i pędzle pozwalają mi częściowo stłumić tęsknotę za domem. W mojej mocno umuzykalnionej rodzinie zawsze chętniej witano mój mocny i śpiewny głos niż zamiłowanie do sztuk plastycznych, ale z daleka od nich nie byłam w stanie śpiewać. Głos, który niegdyś był moją dumą, bez towarzystwa innych znajomych dźwięków brzmiał obco i żałośnie. Pędzle zaś od zawsze były tylko dla mnie. Zasłaniałam okna wynajętego mieszkanka kolejnymi pejzażami, a rysowane z pamięci portrety rodzeństwa kryłam w szufladach, by nie patrzyły na mnie oskarżycielsko. Przez pierwsze dwa lata chwytałam się wielu dziwnych zajęć, z pewnym skutkiem sprzedawałam nawet swoje obrazy (co zresztą szybko porzuciłam, bo przecież one były tylko moje). Wreszcie udało mi się dostać na praktykę u pewnego alchemika, który zgodził się podzielić się ze mną tajnikami swojej pracy. Zawsze lubiłam tą dziedzinę magii, miałam do niej naturalny talent (bo raczej trudno podejrzewać mnie o poświęcanie godzin na kucie czegokolwiek). Wiele rzeczy przychodziło mi intuicyjnie. Inne były tak oczywiste, że nie musiałam się ich uczyć - po prostu wzruszałam ramionami i przytakiwałam. Ja i mój mistrz (jak lubiłam go nazywać z cieniem drwiny w głosie) zostaliśmy dobrymi przyjaciółmi. Wiele się od niego nauczyłam nie tylko w dziedzinie alchemii, ale również ogólnie pojętego życia. Był mądrym człowiekiem i gorzko opłakałam jego śmierć. Zostawił mi swoją małą pracownię, bo jak twierdził nie miał nikogo innego kto mógłby się nią zaopiekować. Przejęłam więc jego klientów, kociołek i mieszkanie zagracone nawet bardziej niż to, które sama dotąd wynajmowałam. Przez kilka lat to wystarczało, ale jak łatwo się domyślić... nadszedł moment, gdy zrobiło się zbyt nudno. Zawsze tak jest - gdy tylko poczuję się w czymś zbyt pewnie muszę skomplikować sytuację. Zaczęłam więc produkować nieco bardziej specyficzne mikstury. Zaskakujące jak duże można znaleźć zapotrzebowanie na trucizny jeśli tylko ma się odpowiednie znajomości! Ostatnie trzy lata spędziłam plącząc się w coraz dziwniejsze interesy. Nie brakuje mi wrażeń, o czym innym mogłabym marzyć? Przecież nawet do domu czasem wracam - pojawiam się niezapowiedziana, witam czule znajome widoki i tych nielicznych krewnych, którzy wciąż cieszą się na mój widok. Dla pozostałych jestem chmurą gradową: pozbawioną skrupułów i tak bardzo niechcianą! Gdy zaczynają mnie złościć zaciskam mocniej palce na ukrytej w wewnętrznej kieszeni fiolce z trucizną i jakoś łatwiej mi śmieć się w wykrzywione pogardą twarze. Kto wie, może kiedyś podczas nalewania wina zadrży mi ręka?

Jestem Ludmila Vasilchenko.
Jestem panią swojego losu.
Jestem wolna.      
 
                     


Ostatnio zmieniony przez Ludmila Vasilchenko dnia Wto Lis 15 2016, 13:11, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Ludmila Vasilchenko   Wto Lis 15 2016, 15:01

Здравствуйте!

Tyle czasu już minęło, Ludmila, odkąd odrzuciłaś zaręczyny. Tyle czasu odkąd zawzięcie walczysz o tę wolność, którą obiecano Ci wraz z nazwiskiem. I tyle czasu już z niej korzystasz – pytanie tylko, czy jesteś z niej zadowolona? I czy przez myśl Ci kiedyś przeszło, że może umyślnie próbowano ją Tobie odebrać, byś potrafiła docenić jej wartość i wiedziała, czym naprawdę jest? Jesteś już dużą dziewczynką, dorosłą kobietą, więc chyba czas wreszcie pokazać każdemu, kto kiedykolwiek miał w związku z tym jakieś wątpliwości, że doskonale rozumiesz, za co tak zaciekle walczysz i czego się domagasz.

Bonusy za kartę postaci

Po krótkim namyśle postanawiam przyznać Ci:
+ 4 punkty do alchemii, ponieważ od swojego Mistrza dowiedziałaś się na jej temat całkiem sporo;
+ 2 punkty do szczęścia, bo chyba pora, żeby wreszcie do Ciebie przyszło.

Wolności się nie dostaje, wolność się bierze. A jednak ja chcę Ci dać wolności namiastkę w postaci prostego, złotego pierścionka z wygrawerowaną na nim dewizą Twojego rodu. Otrzymałaś go któregoś razu od jednej z ciotek, gdy po tych kilku latach wróciłaś w rodzinne strony. Zabawne, bo wcale nie chciałaś go zakładać, lecz kiedy wreszcie odważyłaś się to zrobić, całkiem przez przypadek, okazało się, że możesz dzięki niemu stać się niewidzialna i niematerialna. Korzystasz z niego mądrze?

Na zakończenie

Stworzona przez Ciebie karta postaci została zaakceptowana, w związku z czym otrzymujesz na start 800 punktów fabularnych do wykorzystania w punkcie Mistrza Gry. Możesz już bez przeszkód zacząć rozgrywkę na forum, lecz przed rozpoczęciem fabularnych przygód Twojej postaci prosimy o skrupulatne uzupełnienie pól w profilu. Warto również wnikliwie zapoznać się z tematami zamieszczonymi w dziale fabularnym. W razie jakichkolwiek wątpliwości, problemów lub sugestii odnośnie rozwoju naszej magicznej społeczności, zachęcamy do kontaktowania się z administracją forum. Życzymy wielu ciekawych rozgrywek w grze i przyjemnego spędzania z nami czasu!
Powrót do góry Go down
 
Ludmila Vasilchenko
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: