IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 „Nieprzyzwoite” to częstokroć tylko synonim „Niezwykłego” '96 [A. Karamazova x T. Baryshnikov]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Timon Baryshnikov


Archangielsk, Rosja

brudna

18 lat

IX klasa

przeciętny

Panacea, Świtezianka

Pisanie„Nieprzyzwoite” to częstokroć tylko synonim „Niezwykłego” '96 [A. Karamazova x T. Baryshnikov]   Wto Lis 08 2016, 17:39

Okolice Koldovstoretz
Po powrocie z wycieczki do Petersburga, 1996

Ileż ja jeszcze na Ciebie będę czekać, Aliso Karamazovo.
Młodzieniec nie miał zamiaru ruszać się spod właśnie tego pamiętnego drzewa – starej, płaczącej wierzby która wciąż prezentowała się znakomicie. Nawet mimo tych wszystkich jesiennych chłodów które doskwierały nie tylko małym zwierzętom. Zazwyczaj ludzie których znał, byli strasznymi zmarzluchami. Szczególnie dziewczyny.  A on się o dziwo trzymał całkiem nieźle. Mówił sobie, że korgorusz renifera zobowiązywał do tego, aby zawsze być „gruboskórnym”. Dziewczyna na pewno nie utożsamiała tego miejsca ze szczególnie ważnym. Na pewno było jej bardzo obojętne, ale Timon miał do niego sentyment. Właśnie tutaj kiedy lato było bardzo gorące, a nie proszona wiosna zazieleniała okolice pisał do niej, kiedy znikała z Koldovstoretz. On zazwyczaj zostawał. Coraz częściej darował sobie wyjazdy na święta. Rodzinie nie przeszkadzało to aż tak bardzo, w końcu utrzymywał kontakt tylko z tymi najbliższymi którzy rozumieli, że „ jest w bardzo, ale to bardzo poważanej szkole – nie ma lipy, musi się uczyć non stop – w końcu taki był z niego prymus w oczach członków rodziny, którzy sami sobie na temat całego Timonowego życia dopowiadali co robił. Z kim. Kiedy. I dlaczego. Dzisiaj w trakcie własnych zajęć, kiedy nie było go na pierwszych godzinach z powodu czystego, niczym nie usprawiedliwionego lenistwa, podrzucił tej, za którą wszyscy wodzili spojrzeniem - z pomocą swojej niezawodnej orlicy - niewielkich rozmiarów upstrzony w pomarańczowe liście liścik. Umówił się z nią zaledwie dwie godziny, po porze obiadowej, na której ku zdziwieniu wszystkich w tym siebie samego, unikał jej jak piekielnego ognia od momentu w którym dowiedział się, że ktoś kto uwielbiał w obieg puszczać ploteczki wypeplał się o sławetnym wybryku w Petersburgu. Trzymał kciuki za to, żeby ta informacja do niej nie dotarła. Ale jak miałaby ominąć kogoś, kto był w Komitecie? Przechlapane, Timonie.
Powrót do góry Go down
Alisa Karamazova

Trust is like a paper. Once it is crumpled it can not be perfect... again.

Kazań, Rosja

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: „Nieprzyzwoite” to częstokroć tylko synonim „Niezwykłego” '96 [A. Karamazova x T. Baryshnikov]   Sro Lis 09 2016, 17:10

Dostała liścik, kiedy była na spotkaniu Odrodzenia. Orlica Timona - Karamazova rozpoznawała ją już przy setkach innych, które roznosiły pocztę podczas śniadania - zastukała w okno klasy numer trzy, co usłyszała nie tylko Alisa, ale również uczniowie oglądający Spalonych w słońcu. Aliszka wstała, opatulona w czarny płaszcz, który tylko podkreślał jej bladość, po czym przejęła pomarańczowy, jesienny liścik od Timona, przepraszając Annę. Przysiadła z powrotem na swoim miejscu i przeczytała notkę. Timon chciał się z nią spotkać za dwie godziny, mimo że już się ściemniało i jej jedynym marzeniem była gorąca herbata i ciepłe łóżko. Marzła. Niewyobrażalnie marzła, co było spowodowane nie tylko mrozem, ale również jej chorobą. W pierwszym odruchu chciała podrzeć liścik i o nim zapomnieć, ale ostatecznie włożyła go do kieszeni. Miała mieszane uczucia. Z jednej strony tęskniła za Timonem, tak dawno nie rozmawiali, z drugiej natomiast - była na niego wściekła. Nie odzywał się do niej, a o jego wybryku w Petersburgu dowiedziała się od osób trzecich, nie od niego. I on się nazywał jej przyjacielem? Nie potrafiła już skupić swojej uwagi na filmie. Gdy tylko się skończył, odłożyła filiżankę Anny z powrotem na miejsce - wyczyszczoną za pomocą zaklęcia - i wyszła prędko z klasy, zapominając, niestety, o szalu, który pozostał na krześle wraz z jej podręcznikiem botaniki. Ściemniało się, mimo że nie wybiła jeszcze godzina siedemnasta. Opatuliła się szczelniej kołnierzem, filigranowe rączki wbiła w kieszenie. Aliszka uznała, że Timon postradał zmysły, chcąc, aby przyszła w takie miejsce. Owszem, wiosną tereny Koldovstoretz były śliczne i bardzo miłe dla oka, przyjemne do spędzania czasu na świeżym powietrzu. Jesienią również prezentowały się malowniczo, ale rosyjski chłód nie zachęcał do długich spacerów albo pogawędek w pobliżu drzew. Zazwyczaj blade policzki Aliszy przybrały szkarłatną barwę, kiedy spostrzegła pod wierzbą płaczącą Baryshnikova. Ze wstydu, że serduszko zabiło jej mocniej na jego widok. Ze złości, że nie był w stosunku do niej szczery. I przede wszystkim z zimna. Podeszła do niego, brodząc przez pole różnokolorowych liści, chociaż w porze zmierzchu wszystkie zlewały się w jeden, brunatny kolor. Słońce znikło za drzewami, a ona stanęła blisko Timona, naprzeciwko niego, zadarła główkę do góry - w końcu urósł kilka centymetrów - po czym odgarnęła blond czuprynę na bok i zacisnęła mocno swoje sine usta. Milczała, mierząc się z nim wzrokiem. W końcu to on prosił ją o przyjście. Zapewne miał coś do przekazania. Nie wierzyła już w żadne szlachetne pobudki. Rozczarował ją.
Powrót do góry Go down
Timon Baryshnikov


Archangielsk, Rosja

brudna

18 lat

IX klasa

przeciętny

Panacea, Świtezianka

PisanieRe: „Nieprzyzwoite” to częstokroć tylko synonim „Niezwykłego” '96 [A. Karamazova x T. Baryshnikov]   Pią Lis 18 2016, 13:46

Ucieszył się z tego, że pojawiła się na horyzoncie chociaż widać było, może nawet z daleka malujące się na jego twarzy podenerwowanie. Drżące dłonie, upchnięte głęboko w kieszeniach jakby tam czegoś wyszukiwały, mogły drżeć z niepokoju. I tak też z nimi było, ale milej jest się okłamywać, że to tylko chłód który ich utulał zapewniając swymi objęciami odrobinę prywatności. Nie było tu nikogo kto by zakłócił rozmowy. Ale o czym naprawdę mieliby rozmawiać nie wiedział nikt, skoro teraz wpatrzeni w siebie, milczeli. Zawieszali na sobie wyczekujące spojrzenia. Zagubieni. Zdenerwowani. Uchylił usta, aby w końcu coś w jej kierunku powiedzieć. Wypuścił spomiędzy nich mały kłąb pary, nim na nowo nie przymknął wspomnianych, zbliżając się ku niej o krok. A niech to. Cisza. Pochwycił ją. Samolubnie. Zaborczo. Wtulił się w nią, a ją wtulił w siebie schylając się nieco, aby schować zmarznięty, poczerwieniały nos w jej łabędziej szyi dotychczas skrupulatnie opatulonej najrozmaitszymi szalikami.
- Cześć. - Wydukał. Zabawne, że nie potrafił wysilić się na coś bardziej chwytającego za serce. Zmierzwił palcami jej włosy, odgarniając kilka pomniejszych pasm, które wdzierały się na jego oczy, kiedy trwał przy niej, jakby nie widzieli się od dobrych dziesięciu lat. A to była tylko ulotna chwila. Czasami miał na jej punkcie myśli bardzo nachalne, a przecież między nimi utrzymywać miała się jedynie przyjaźń. Starszy już się nie karcił. Wyczuł już dawno, że intencje Karamazovej także nie pozostawały jednoznaczne.
- Co u Ciebie słychać? Przepraszam, że nie wybrałem lepszego miejsca. I godziny. - Usprawiedliwiał się, odsuwając od szyi, aby przyjrzeć się zaczerwienionej od chłodu szczupłej twarzy rozmówczyni. Powinien się zastanowić, ale nie wahał się ani chwili przed tym, żeby złożyć na rumianym policzku krótki acz rozgrzewający pocałunek. Łudził się, że to cokolwiek zmieni. Trochę przychylności jeszcze nikomu nigdy nie zaszkodziło, a wybaczenie wszystkich pomniejszych grzechów na pewno wzbudziłoby u Baryshnikova nieco więcej pewności siebie.
Nie mogę Ci przecież powiedzieć, że sprowadziłem Cię tu tylko dlatego, żeby przez chwilę na Ciebie popatrzeć. Że mi Cię brakowało. Gdybyś Ty tylko wiedziała, że nie powinnaś się ze mną zadawać.
Powrót do góry Go down
Alisa Karamazova

Trust is like a paper. Once it is crumpled it can not be perfect... again.

Kazań, Rosja

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: „Nieprzyzwoite” to częstokroć tylko synonim „Niezwykłego” '96 [A. Karamazova x T. Baryshnikov]   Sro Lis 30 2016, 21:12

Nadal mierzyła Timona chłodnym, wyczekującym spojrzeniem, mimo że targały nią sprzeczne emocje i na zmianę chciała uciec do zamku albo wtulić się mocno w Timona. Serduszko Aliszki topniało z chwili na chwilę, przyśpieszając swoje bicie z powodu jego obecności, rozsądek podpowiadał jej, że nie był z nią szczery, dlatego nie powinna wybaczyć mu tego wybryku zbyt łatwo. Jednak nic nie było proste - nic nie było proste, jeśli chodziło o Timona. Ich znajomość już dawno przerodziła się w coś głębszego, ale żadne z nich nie potrafiło sprecyzować swoich uczuć. Czuli tęsknotę za każdym razem, gdy nie widzieli się dłużej, choćby przelotnie. Ten miesiąc rozłąki podziałał na Aliszkę bardzo druzgocąco - czuła się jak narkoman, który po odstawieniu narkotyków w końcu otrzymał swoją porcję. Jednak ciągle było jej mało. W dalszym ciągu przyglądała się uważnie zamyślonej twarzy Baryshnikova, gdy nagle pochwycił ją w ramiona. W pierwszym odruchu chciała zaprotestować, wyrwać się z tego uścisku, na pewno to poczuł, ale chwilę później sama przylgnęła do jego klatki piersiowej. Pozwoliła, aby wtulił nos w jej szyję, sama zrobiła to samo. Stali tak spleceni, ogrzewając się nawzajem i mocno obejmując, a Alisza wiedziała. Wiedziała, że właśnie tego jej brakowało, ta myśl ją oszałamiała. Była piękna, smutna i przerażająca zarazem, ale ciągle nie potrafiła jej nazwać. Nie odpowiedziała na przywitanie Timona, w reakcji na nie jedynie nieco mocniej zacisnęła chłodne dłonie na jego karku. Trwałaby w takim uścisku zapewne do końca świata, gdyby nie następne słowa chłopaka. Subtelnie wyswobodziła się z jego objęć, pąsowym rumieńcem reagując na pocałunek w policzek. - Nie odzywałeś się ponad miesiąc, a teraz pytasz, co u mnie słychać? - powiedziała głośno, tonem pełnym niedowierzania. Pierwsza fala czułości i szczęścia minęła, pozostała jedynie złość, niedopowiedzenie, rozczarowanie, zranienie. Zranił ją, rozczarował, a teraz, jak gdyby nikt nic, pytał co u niej? W gruncie rzeczy to było normalne pytanie, ale Aliszka uparcie doszukiwała się w nim drugiego dna. Zignorowała dalsze tłumaczenia Timona dotyczące miejsca i godziny, jej dość wyniosłe spojrzenie musiało służyć mu za odpowiedź. Jednak gdy zerknęła w jego oczy - westchnęła ciężko i spuściła głowę. Nie potrafiła. Nie potrafiła traktować go oschle. Nie potrafiła go odtrącić. Wszelka etykieta znikała, nie liczyła się w jego pobliżu. Liczyli się tylko oni. Tylko czy to byli Oni? Czy może Aliszka i Timon?
Powrót do góry Go down

PisanieRe: „Nieprzyzwoite” to częstokroć tylko synonim „Niezwykłego” '96 [A. Karamazova x T. Baryshnikov]   

Powrót do góry Go down
 
„Nieprzyzwoite” to częstokroć tylko synonim „Niezwykłego” '96 [A. Karamazova x T. Baryshnikov]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: