IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Klatka schodowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieKlatka schodowa   Pią Kwi 01 2016, 02:23

Klatka schodowa

Główna klatka schodowa, która prowadzi zarówno na drugie piętro, jak i do podziemi. Szerokie, ciosane w marmurze stopnie zapewne wytarłyby się już dawno pod milionem postawionych na nich stóp, ale dzięki odpowiednim zaklęciom cały czas utrzymują swoją świetność oraz jasny kolor. Duże poręcze, również wykonane z marmuru, często służą uczniom do szybszego schodzenia, czyli zjeżdżania, chociaż nie jest to dozwolone ze względów bezpieczeństwa. Na stopniach przysiadają także uczniowie w czasie przerw, aby porozmawiać czy uzupełnić nieskończone zadanie domowe.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Klatka schodowa   Sob Maj 21 2016, 00:42

Koniec lekcji. To magiczny czas. Szkoła jakby się zatrzymuje, staje w miejscu. Korytarze nagle pustoszeją. Kończy się lato, więc wszyscy korzystają jak mogą z jego resztek. Wypełzają na słońce, zajmują każdy wolny skrawek zieleni i paplają. Ich głosy niosą się w nieskończoność i jeszcze dalej, nie można od nich uciec. Chociaż próbuję bardzo mocno to zawsze gdzieś mnie znajdą. Kocham być na zewnątrz, zwłaszcza w te ostatnie dni, chłonąć ostatnie ciepło, które ofiaruje mi słońce to tym razem nie wychodzę na błonia. Nie mam siły na zmierzenie się z tym jazgotem. Za dużo, za mocno, za bardzo.
Jestem zmęczony. Nie chcę iść z powrotem do sypialni, nie chcę gnieździć się z resztą, być skazany na ich towarzystwo ani ich skazywać na moje. Pozostają mi więc schody. Ta klatka zawsze robiła wrażenie, główna, reprezentatywna. Zazwyczaj jest tutaj tłok, hałas i zgiełk. Stopy nie mogą się zmieścić jeden obok drugich. Jednak lekcje się skończyły, uczniowie nie spieszą się z jednego końca budynku na drugi. Raz na jakiś czas przejdą tylko, niepostrzeżenie wręcz. Dlatego wybrałem właśnie to miejsce, niby centrum gwaru, a puste teraz zupełnie. Siedzę ja i siedzi moja lawenda w doniczce. Tak, teraz już wiem, że to lawenda. Szkoda, że dopiero teraz jestem pewien na sto procent, ale stało się to się nie odstanie. Przyglądam się jej, trzymając w dłoniach i zastanawiam jak się nam będzie żyło. Może nadać jej imię? Mama zawsze mówiła, że do kwiatów trzeba mówić, utrzymywać z nimi stały kontakt. Co prawda nie rozmawiała z winoroślami, ale wydaje mi się, że czasem tata tak robił. To zioło, ale może warto spróbować. Też przecież roślina, więc w sumie jakby rodzina. Zastanawiam się usilnie, co może do niej pasować. Kojarzy mi się teraz jedynie brudas i to przez tego Timona i jego brudne łapska, których nie potrafił utrzymać przy sobie. Nawet nie zauważam, kiedy mijają mnie kolejne kroki, mam nadzieję, że nikt sobie nie pomyśli, że jestem chory na umyśle. W końcu jeszcze nie zacząłem do niej mówić.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

brudna

18 lat

IX klasa

przeciętny

Panacea, Świtezianka

PisanieRe: Klatka schodowa   Sob Maj 21 2016, 12:22

Poruszanie się z rośliną doniczkową po terenie akademii nie wchodziło w grę. Wyglądałem trochę zbyt żałośnie, kiedy dzierżyłem w dłoniach nowego podopiecznego jakim była niczemu winna lawenda. Odniosłem ją w porę. W pokoju na pewno będzie o wiele bezpieczniejsza, niżeli na korytarzu, na którym ktoś niby to przypadkiem mógłby mnie popchnąć. Doprowadziłem się do ładu. Chociaż nie przesadzałem. W końcu nie lubię przesadnie wymuskanego wyglądu. Wieczorem przyjdzie czas na jakąkolwiek kąpiel. Zadowolę się najzwyklejszym w świecie umyciem dłoni. Opłukaniem twarzy. Miałem na spotkanie z Walewskim jeszcze bardzo dużo czasu, a w wyludnionym dormitorium świeciły pustki. Szybko je opuściłem. Przemieszczałem się po terenie akademii bez torby, jedynie w kieszeniach upchnięte miałem niedbale pogniecione papierosy, a do tego nieco porysowaną srebrną zapalniczkę. Nie przepadam za proszeniem się wszystkich znanych twarzy o ogień – czuje się wtedy jak żebrak. Przestaję tyle o tym myśleć, po prostu ruszam w kierunku dobrze znanej klatki schodowej na której zawsze można kogoś znaleźć kiedy nie ma się co z życiem robić. Liczę na tłumy. Ale kiedy rozglądam się po okolicy, wkraczam na teren przeznaczony tylko dla tych 'niegrzecznych' dzieciaków popalających czasem w kątach dochodzi do mnie, że jest tu jak na ten czas bardzo cicho. Wypatruje spojrzeniem sylwetkę, skrytą gdzieś tam w głębi którą teraz nie jestem w stanie zignorować. Cocker Spaniel. W pierwszym odruchu przechylam nieco głowę, żeby mu się przyjrzeć. Zapatrzyłem się, ale to nic takiego – prawda? - A Ty co tu robisz? - Tak naprawdę nie powinniśmy ze sobą rozmawiać. Są takie momenty, w których nie przeszkadza mi jego obecność. W końcu wiem, że nie należy do tych nadętych czystokrwistych. Sikvdili znajduje się w hierarchii społecznej wyżej o zaledwie stopień ode mnie, a to sprawia, że nie czuje się przy nim tak źle jak przy wszystkich szlachetnie urodzonych. Wspieram się o ścianę, jeszcze nie przysiadam zastanawiając się nad tym czy warto. Przygotowuje się na to, że mógłby próbować mnie stąd przegonić. Oczywiście, że bym go nie posłuchał. Uwielbiam robić mu na złość. Sentyment. Rozglądam się jeszcze na boki. Upewniam się, że nie idzie w naszym kierunku większa grupa, a kiedy mam pewność, że jesteśmy chwilowo bezpieczni szukam w kieszeni papierosa.
- Świerszczewski nie przewidział tego, że jeśli nam nasza roślina obumrze możemy zaopatrzyć się w nową. Nie musimy się tym zajmować. - Mamroczę, w międzyczasie zajmując się podpalaniem krańca niedawno pochwyconej zdobyczy. Zaciągam się, trochę w pośpiechu. A może bardziej w nerwach, w końcu nie często mamy okazję porozmawiać w cztery oczy.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Klatka schodowa   Sob Maj 21 2016, 21:52

Też mogłem ją zostawić. To proste. Zawrócić, postawić na nocnym stoliku, zniknąć. Czemu nie, to wygodne, przecież byłem w międzyczasie w swoim pokoju. Ale nie zrobiłem tego. Znów byłbym sam, nie byłem gotowy na samotność. Na to przeciążające kości, mięśnie, ciało, umysł uczucie smutku i tęsknoty za wolnością. Chciałem tego uniknąć, chociaż kawałek, chociaż trochę. Lawenda pachnie intensywnie, woń wręcz uderza do głowy, odurza, ale podoba mi się. Kiedy ją czuję widzę przed oczyma niekończące się pola lawendy, gdzieś daleko, gdzie nigdy nie byłem i prawdopodobnie nie będę. Podoba mi się ta wizja, lubię w niej uciekać. Jestem wtedy sam, ale nie jestem samotny.
Dlatego siedzę tutaj z nią i chłonę otaczający nas spokój. Jestem trochę tutaj, trochę gdzie indziej i lubię tę sztuczną, przekłamaną bilokację. Nie przeszkadzam nikomu, nikt mi nie przeszkadza. Kroki przechodzących obok są tylko echem, zlewają się w jeden, monotonny szum, który mój umysł przeobraża w wiatr, a ciało czuje jego rytm. Podoba mi się to. Zagłębiam się w to tak bardzo, że nie zauważam tej jednej pary stóp, która nie przeminęła jak inne. Jedna para stóp zatrzymała się, a ich właściciel swoim głosem nagle wyrywa mnie z tego snu na jawie. Nie mam nawet sekund logicznego myślenia, przeskok jest natychmiastowy, a ja podskakuję jak gdybym dopiero co się obudził pod wpływem budzika. Rozglądam się zdezorientowany aż natrafiam spojrzeniem na sylwetkę, której wcześniej tutaj nie było. Co on tutaj robi? Jestem tak zdziwiony jego nagłym pojawieniem się, że przez chwilę jego pytanie do mnie nie dociera. Słyszę je, ale nie rozumiem. Mój roztargniony umysł, w którym wizja lawendowych łąk roztrzaskała się jak szkło rzucone na podłoga, jeszcze się nie pozbierał. Nagle spoglądam na doniczkę, czy czasem nie podzieliła losu mojej mary, ale moje dłonie cały czas ściskają ją kurczowo. Dopiero teraz znów spoglądam w stronę Baryshnikova. Szuka czegoś w kieszeniach.
- Siedzę - odpowiadam bardzo odkrywczo, doprawdy świecąc elokwencją. Na szczęście nie zdążyłem wyartykułować pytania zwrotnego, bo teraz widzę doskonale, że wyciąga papierosa i zapala. W szkole? Nie widziałem nigdy kogoś palącego w budynku. Na błoniach? Oczywiście, sam to robię, jeśli takowe wpadną mi w ręce, ale nigdy nie tutaj. Unoszę brwi do góry, ale potem odzywa się znów i kolejne pytanie wytrąca mi z rąk, z ust.
- Ale roślinka się rozrośnie, nowa będzie wciąż malutka, będzie widać, że jest świeża. - Przyglądam się swojej intensywnie, delikatnie przesuwam opuszkami palców po listkach, łodyżkach, jak gdyby to były struny, a ja bym na niej grał. Potem palce zbaczają z kursu i łodyżki znajdują się między dwoma palcami. - Mogę? - pytam nie precyzując faktu, że chciałbym się raz zaciągnąć, nie wpadam mi do głowy, że może się tego nie domyślić.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

brudna

18 lat

IX klasa

przeciętny

Panacea, Świtezianka

PisanieRe: Klatka schodowa   Nie Maj 22 2016, 19:13

Ostatnio wszystko ze mną było w porządku. Coś się zmieniło. Zrobiło i się trochę słabiej, ale to nie mogło by być skutkiem palenia – przecież palę już ponad rok. Okazjonalnie. A może to Sikvdili ma na mnie jakiś zły wpływ? Spoglądam na roślinę, przy której nieustannie gmera tymi swoimi chudymi, wyćwiczonymi palcami. Kontroluję sytuację, mimo wszystko w tym momencie powinienem usiąść, żeby trochę odetchnąć. Tłumaczę swój przewrotny stan zdrowia zwyczajnym przemęczeniem. Ostatnio musiałem się pochylać nad książkami, a teraz takie są tego skutki. Odrobinę mrużę swoje oczy, wsłuchuje się w głos który jakby odbija się przez moment echem o głuche ściany. Czuję, że coś wisi w powietrzu ale nie powiem mu o tym. Odchylam głowę nieco w tył. Chowam dumę głęboko w kieszenie, kiedy wpatruje się w niego wymownie. Usiadłem. W końcu. Ale to wcale nie sprawiło, że zrobiło mi się w mgnieniu oka wspaniale. - Wystarczyłoby wybrać taką, która najbardziej przypominałaby poprzednią. Myślisz, że byłby na tyle spostrzegawczy, żeby się zorientować? - Zaczepiam. Temat wydaje się być najbardziej neutralny, w końcu wszystkim zawsze bardzo dobrze idzie plotkowanie na temat nauczycieli – których w małych wyjątkach się lubi. Zawieszam spojrzenie na chwaście, który nadal nie jest mi zbyt dobrze znany. Kojarzę, ale nazwa dalej gdzieś tam tli się, zamglona w odmętach pamięci. O dziwo w ogóle się tym nie przejmuje. Uspokajam się. A przecież obiecałem sobie, że będę miał się na baczności. Słyszałem trochę plotek. Zastanawiam się, czemu Beso jest w nią aż tak wpatrzony. - Możesz? - Zabawne, ale odpowiadam mu pytaniem na pytanie nie bardzo mogąc połączyć wątki. Najwyraźniej nie uważałem przez chwilę, a teraz wyszedłem na skończonego idiotę, który nie rozumie co się do niego mówi. Wypuszczam z ust kolejny kłąb jasnosiwego dymu, specjalnie przy tym omijając nowe, zielone dziecko rozmówcy.  - Znasz się na roślinach? - Trochę mnie to ciekawi. Obracam papierosa w palcach nie zastanawiając się ani przez chwilę, czy nie miałby na niego ochoty. To trochę niegrzeczne. Ale nie zapytał wprost. Palcami wolnej dłoni trącam jego donicę, do której akurat w tym momencie sięgam. Siedzimy dość blisko, ale między nami jest stosowna przepaść – w końcu nie mamy żadnych zażyłych relacji. A więc trzymamy się na dystans. - Ostatnio Walewski wypisał się z Panacei. Strasznie mało nam ludzi zostało. Myślałeś o tym, żeby się tam zapisać? - Desperacja popycha mnie w kierunku pytania Cocker Spaniela o to, czy nie chciałby oglądać mojej parszywej mordki na zajęciach dodatkowych? Tak. Mimochodem drapie się po łydce. Swędzi. Ostatnio upieprzył mnie komar. Wszystkie komary powinny zostać wysłane w kosmos. Natychmiast.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Klatka schodowa   Nie Maj 22 2016, 21:34

Klatka schodowa na pierwszym piętrze ma to do siebie, że nawet jeśli wydaje się być właśnie nieużywana przez nikogo, gdy czający się we jej wnękach, na schodach, tuż przy ścianie – prawie się z nią zlewając za sprawą zażywania tych nowych, paskudnych cukierków – uczniowie liczą na chwilę spokoju i idyllicznego sam na sam ze swoimi towarzyszami, akurat zza zakrętu wyjść musi zziajany pierwszoklasista, nie potrafiący odnaleźć właściwej drogi na rusałczy taras, ze ściany wyłonić musi się ciekawski duch czy u szczytu schodów stanąć, wiecznie pilnujący porządku (bo nikt inny za niego tego nie zrobi) Domowik. Dzieje się tak właśnie teraz, dokładnie w momencie, gdy Timon wydmuchuje kłębek dymu – siwe pasmo wije się delikatnie w górę, bo zaraz przybrać nieco wyraźniejszą postać paskudnego żmija, który gwałtownie opada w stronę chłopca, owijając mu się tak ciasno wokół dłoni z papierosem, aż ta drętwieje mu tak bardzo, że nie jest w stanie dłużej go utrzymać.
- Panie Olegovich – grzmi donośnie, a krzaczaste brwi poruszają się złowrogo z każdym słowem. – Minus dziesięć punktów za karygodne zachowanie na terenie MOJEJ szkoły. A Panacea zaraz straci kolejnego członka, jeśli zaraz nie odda mi pan reszty tego paskudztwa. – Pomarszczona dłoń wysuwa się do przodu, a Domowik, kiwając się raz na prawą, raz na lewą stronę, schodzi po stopniach, zatrzymując się przed chłopcami. – Panu, panie Sikvdili, odejmuję trzy punkty za brak reakcji na łamanie szkolnego regulaminu. Następnym razem skończycie oboje w Sali Wstydu – zastrzega, tupiąc ponaglająco nogą.
Co za młodzież, co za młodzież! Kogo oni zaczęli przyjmować do Akademii. Aż strach pomyśleć, co z tych nicponi wyrośnie – na pewno coś gorszego od gruszek na sośnie.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Klatka schodowa   Nie Maj 22 2016, 23:13

Sam nie wiem jak mi jest. Trochę dobrze, trochę źle. Podobno dobrze jak nie za dobrze. Popadłem więc trochę w tę bezpieczną nijakość. Pozwalam moim dniom wleć się powoli, po kolei za sobą, jeden po drugim, bez pośpiechu, ale w zwyczajnym tempie. Poza szkołą, w wakacje jest inaczej, jest zupełnie inaczej. Ale nie wspominam tego, chociaż lubię te myśli. To byłoby rozdrapywanie świeżo zabliźnionej rany, posypywanie ją solą tyko po to, żeby sobie popatrzeć. Popadam w bezpieczny marazm. Nie myślę o tym co było, co będzie znów za te kilkanaście miesięcy. Wolę wymyślać takie światy, jakie daje mi ten kawałek przyrody w mojej doniczce. Lubię ten obrót sprawy. Jestem więc trochę skonfundowany, gdy nagle ktoś do niego wkracza. Przyglądam się jak Timon siada na schodzie, tym samym co ja, ale w stosownej odległości. Wydaje się bardzo mocno chcieć w kieszeni wyjście awaryjne gdyby coś poszło nie tak. W sumie mu się nie dziwię, ale to ryzyko. Nie lubię ryzyka.
- Od czego jest magia? Może tak sprawdzi czy coś? Ale może też w ogóle nie zauważy - zgadzam się z nim koniec końców. Przyglądam się swojej lawendzie, brudasce, tak ją chyba nazwę. Byłoby mi przykro, gdybym nie zdołał utrzymać jej przy życiu. A może nawet byłoby mi wstyd. Mój ojciec ma winnicę, opiekuje się setkami roślin, a ja nie potrafiłbym zaopiekować się jedną? W dodatku mając do dyspozycji magię, której on nie zna? Spaliłbym się ze wstydu. Przyrzekam sobie, że dam z siebie wszystko, żeby się nią zaopiekować jak należy. Może nawet wyślę orła do taty z prośbą o rady? Ale ta myśl się rozpływa, tak samo jak dym, który wydobywa się z ust Timona. Nie zrozumiał. Mogłem się domyślić, że rzeczy logiczne dla mnie nie zawsze stają się logiczne dla innych. Muszę sobie to zanotować na przyszłość. - No wiesz, zaciągnąć się - mówię bardziej do roślinki niż do niego. Chowam się za kurtyną włosów, jakby zawstydzony samym faktem, że o to pytam, a jeszcze bardziej boję się odmowy. Na szczęście Timon nie ustaje w swojej gadatliwości, porusza już kolejny temat. Czy się znam? Lubię botanikę, ale jak widać na ostatniej się nie popisałem. Nie wiem w sumie, co odpowiedzieć na tę niecodzienną propozycję. Nie myślałem, żeby dzielić czas na dwa stowarzyszenia. Nim zdążę cokolwiek postanowić ciszę rozdziera czyiś głos. Domowik. Podskakuję jak oparzony. Jego nagłe pojawienie się zaskakuje mnie bardziej niż dłoń Baryshnikova podstępnie stukająca w moją doniczkę. Jak oniemiały przyglądam się tej postaci. Słyszałem o nim, każdy słyszał, ale nigdy niedane mi było go widzieć na własne oczy. I jak zwykle nie robię dobrego, pierwszego wrażenia. Chciałbym powiedzieć, że przepraszam czy coś w tym guście, ale tylko milczę, bo żadne słowo nie chce mi przejść przez gardło. Patrzę tylko na Timona jak gdyby mógł nas jakoś od niego uratować.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

brudna

18 lat

IX klasa

przeciętny

Panacea, Świtezianka

PisanieRe: Klatka schodowa   Pon Maj 23 2016, 23:54

Uśmiecham się lekko na wypowiadane przez niego słowa. Powiedziałbym, że czuję nutę satysfakcji – w końcu operowanie słowem „zaciągać” nie należy do najłatwiejszych. Śmiesznie mi tak słyszeć to z ust Beso. Zamyśliłem się, zastanawiając nad wszystkimi za i przeciw podzielenia się papierosem, a kiedy zdecydowałem, że mógłbym w ramach zadość uczynienia podzielić się z nim mniej niż połową zostałem powstrzymany, nim wydusiłem z siebie jeszcze słowo. Domowik zdawał się na nas czyhać. Zaatakował w momencie w którym się go nie spodziewałem – co ja rzeczę, po prostu głupi byłem myśląc, że palenie na terenie szkoły, przepełnionej magią ujdzie mi za sucho. Zdarzało mi się zapominać, że tu wszystko miało oczy, uszy, a także wielki monstrualny nos do wywąchiwania trujących substancji pokroju tanich papierosów. Upuściłem fajkę, na schody, a wtedy wspomniana pokruszyła się trochę na końcu zaczynając przygasać. Ochota na to, aby w porę się od tego pokracznego tworu jakim był żmij odsunąć rosła we mnie w zaskakująco szybkim tempie. Ale przecież nie mogłem od tak odskoczyć jak to zrobił towarzysz. Trzymało mnie to szkaradztwo. Nie pozwalało mi się ruszyć – tracenie kontroli nad sytuacją zawsze sprawiało, że się denerwowałem. Ae nie o to chodziło, że złość się we mnie rodziła, a bardziej wszystkie złożone do kupy nerwice. Przepełnione podirytowaniem, a w dużej mierze wyczuwalnym przez złowrogie stworzenie strachem. Żmije są obleśne. Staram się zachować w miarę możliwości poważną minę, ale trochę mi nie wychodzi. Podejrzewam, że to co maluje się teraz na twarzy poprzedniego rozmówcy, a mam tu na myśli nie miałe zaskoczenie u mnie jest jeszcze bardziej widoczne. Zrozumiałem, że mamy poważne kłopoty. A raczej, że to ja je mam kiedy usłyszałem TO nazwisko. Zmrużyłem podejrzliwie oczy, przełykając zalegającą w ustach ślinę. - Nie. Nie. Nie. Dziesięć? Ale... Ech. Dobrze. Ale to naprawdę nie tak jak wygląda. A Sikvdili powinien dostać na pół. Pięć. - Dziecinne to z mojej strony, że próbuję wkopać go w swoje niemoralne pomysły. Mamroczę w końcu coś cicho pod nosem, opróżniając posłusznie wolną dłonią kieszenie. Wygląda na to, że straciłem wszystko ale w trakcie wyjmowania porozrzucanych resztek dwóch papierosów, jednego zapobiegawczo upycham głęboko na tyłach głębokiej kieszeni z myślą, że Domowik zadowoli się tym, co w tym momencie dostał. Ryzykuję. - Kolega mi na przechowanie dał. - Tłumaczę się. Kręcę. Wywijam. Sala Wstydu to miejsce do którego żadne z nas nie chciałoby trafić. Spoglądam na Sikvdiliego w oczekiwaniu. Liczę przez chwilę na to, że się wtrąci. Dlaczego w ogóle miałby to robić? Przecież się nie przyjaźnimy. Tylko ze sobą rozmawialiśmy. - Spokojnie. To się nie powtórzy. - Zapewniam Domowika, marszcząc przy tym odrobinę brwi. Zły jestem na niego. A tak naprawdę, to zły jestem w tym momencie na cały świat za to, że nie będę miał czego palić. Będę się musiał dziewczyn prosić, a przecież one też mają granice wytrzymałości – co im taki Timon będzie cztery litery co jakiś czas zawracał. Wywijam usta w smutną podkówkę. Przypomniało mi się, że straciłem AŻ dziesięć punktów.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Klatka schodowa   Wto Maj 24 2016, 11:32

- Nie umniejszaj swojej winy i nie mów mi, co powinienem robić! Sikvdili, przebywając w pańskim towarzystwie, na pewno nie raz straci jeszcze pięć punktów. Uważaj na niego, chłopcze! – skrzeczy nieprzyjemnie, ostatnie słowa kierując do Beso i nie mogąc wyjść ze zdumienia, że doczekał się sytuacji, w której to uczniowie będą mówić mu, ile komu powinien zabrać punktów. Czy to miało znaczyć, że, przepraszam bardzo, starzeje się?! Absurd.
Waży chwilę Domowik to, co mu Timon oddał, ogromną mając chęć, by mu samodzielnie jeszcze kieszenie przetrząsnąć – a nuż znajdzie się w nich nieco więcej dowodów na łobuzerską działalność młodzieńca? Powstrzymuje się jednak. W myśl zasady, że najsolidniejszą współpracę buduje się poprzez obopólne zaufanie, faktycznie zadowala się tym, co udało mu się od chłopca wyciągnąć. Nie oznacza to wcale, że nie ma go Domowik na oku, bo sypiące się z ust Olegovicha kłamstwa sprawiają, że włosy jeżą mu się na karku. Kto to widział, żeby zaraz połowę szkoły mieszać w swoje niecne występki! Za jego czasów taki delikwent bałby się nos wyściubić z dziury, w której schował się przed domagającymi się sprawiedliwości kolegami i to w najlepszym wypadku. Zazwyczaj przewinienia takie kończyły się rozciągniętymi w czasie męczarniami, dopóki pokrzywdzeni nie poczuli, że zrekompensowali sobie szkód.
- Chciałbym w to wierzyć – mówi nieco łagodniejszym tonem, pstryknięciem palców dematerializując dymowego żmija. Po jego obecności nie ma żadnego śladu prócz nieprzyjemnego, papierosowego smrodu. – W innym razie wie pan, co pana czeka. Każde kolejne przewinienie będzie pana skuteczniej przybliżać do wydalenia z Akademii. Liczę więc na wyraźną poprawę – dodaje jeszcze na odchodne, mocnej zaciskając dłoń na pomiętych już papierosach, ostatecznie zmieniając je w pył. I znika, nim któryś z chłopców zdąży coś jeszcze powiedzieć. Niech sami rozwiązują teraz sytuację, w której się znaleźli.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Klatka schodowa   Wto Maj 24 2016, 22:28

Ta sytuacja wytrąca mnie z tej kruchej równowagi, w którą udało mi się wpaść. Zaledwie początek roku, zaledwie! A ja już podpadłem, w dodatku komu, w dodatku jak! I z czyjej to winy? Na pewno nie swojej. To nie ja mam problem z nałogiem, w porównaniu do niektórych umiem zapanować nad wzmożoną chęcią pooddychania nikotyną. Przyglądam się temu wszystkiemu w milczeniu, moją uwagę przykuwa ten niezwykły wąż formujący się z dymu. Niezwykła magia, trochę przerażająca, ale niezwykła, nie byle jaka. Widać jakość każdego szczegółu. Nic dziwnego, że Domowik ma taką reputację. Niestety nie mogę poświęcić więcej czasu na kontemplację tego tworu, bo nagle odzywa się Timon, a moje spojrzenie automatycznie wędruje na jego twarz. Usta rozwieram w szerokie o, wyjątkowo zaszokowany. Jak on śmiał?! Jak on mógł? Ja rozumiem męska solidarność, ale istnieją też takie wartości jak honor czy szczerość. Ojciec uczył mnie tego, a jego nauka na pewno nie poszła w las. Mam ochotę przyklasnąć Domowik na to co mówi, ale z tego całego oburzenia nie wiem gdzie jest mój język, pewnie daleko. Potrafię tylko wpatrywać się w tego Baryshnikova dławiąc się własną irytacją. Zdecydowanie przy takim podejściu mogę stracić jeszcze nie jeden punkt.
W milczeniu przyglądam się jak opróżnia kieszenie pod czujnym okiem ducha szkoły. Jeszcze nie zdecydowałem, co zrobić. Powinienem odejść już teraz, ale tłumaczę sobie, że byłoby to okazanie braku szacunku. Stoję więc tylko słuchając jak ten jeszcze bardziej kręci, próbuje się jakoś wyłgać. Nigdy tego nie zrozumiem. Kiedy spadało na mnie jarzmo winy nigdy nie wykręcałem się od jego ciężaru. Nie zganiałem na siostrę czy kota winy za zbicie ukochanego wazonu mamy. To byłem ja i moja piłka, nikt więcej. Nie wiem, nie potrafię zrozumieć takiego zachowania. Poza tym wszyscy dobrze wiemy, że się powtórzy. Nie na klatce pierwszego piętra, ale gdzieś dalej, gdzie nikomu to nie będzie przeszkadzało, z dala od wścibskich oczu. Nic nie mówię, kiwam jedynie głową, gdy nasz stróż prawa znika w powietrzu. Dopiero wtedy wstaję ze schodka. Nadal nie wiem, co powiedzieć, jestem zły, dawno tak nie byłem. Co więcej, jestem zawiedziony. Nie spodziewałem się czegoś takiego. Nawet jeśli nie było to wielkiej wagi i nawet nie zostało wzięte pod uwagę. To nieważne. Obejmuję brudaskę, znaczy się lawendę w doniczce, jak gdyby miało mi to dodać odwagi. Nie dała mi złość, więc to też raczej nie pomaga. Wzdycham cicho i spoglądam na niego.
- Widzisz coś poza czubkiem własnego nosa? - pytam pokonując powoli dwa stopnie w stronę drugiego piętra, jak gdyby nie był pewien czy chcę usłyszeć odpowiedź, czy pominąć, czy po prostu nie umiał odejść widowiskowo.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

brudna

18 lat

IX klasa

przeciętny

Panacea, Świtezianka

PisanieRe: Klatka schodowa   Wto Maj 31 2016, 15:21

Najchętniej przewróciłbym oczyma na wspomnienie o wydaleniu z akademii. Ale zważywszy przede wszystkim na to, że jest to mój ostatni rok robię to tylko we własnej fantazji – czasami mnie to miejsce naprawdę denerwuje, czasami wątpię w to czy aby na pewno powinienem tu być. A wtedy przypominam sobie, że gdybym nie zjawił się tu wtedy, dawno dawno temu kiedy jeszcze smarkałem sobie do rękawów przydługiego swetra, nie poznałbym wielu wspaniałych ludzi. Domowik rozpływa się, a my zostajemy pozostawieni samym sobie. Wydaje mi się, że wszystko zepsuł. A teraz na mnie spadł obowiązek odkręcenia całej sytuacji. Ale mam w głowie po części pustkę. Nic. Wszystkie genialne plany wyparowały, więc tylko spoglądam w oczekiwaniu, milcząc jeszcze chwilę na Cockera.
- Czasami widzę Twój kościsty tyłek, który wchodzi mi bezczelnie w kadr. - Rzucam. Wiem, że to trochę niegrzeczne z mojej strony, ale te słowa uleciały mi z ust samoistnie. Pomyślałem. Powiedziałem. O dziwo nawet tego nie żałowałem. Jasne, że nie chciałem wyjść na jakiegoś degenerata – ale wątpiłem, że by tak o mnie pomyślał, więc tylko machnąłem na sprawę lekceważąco dłonią. Wstałem, a później chwyciłem go za materiał koszulki. Za róg. Ten taki. Najchętniej szarpnąłbym go za włosy, miałem na tym punkcie małe zboczenie, o którym nikomu nie opowiadałem.
- Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że się na mnie za to obrazisz? I uciekniesz. Taki z Ciebie cykor, jak wszyscy mówią? - Musiałem co nieco podkoloryzować, nacisnąć na słowo wszyscy, aby przynajmniej zwrócił na mnie uwagę. Potrzebowałem czyjegoś towarzystwa – ot, pogadania o najzwyklejszych w świecie pierdołach. Przebywanie na terenie szkoły w samotności zawsze sprawiało, że markotniałem. Nie pozostaje mi nic innego, jak głębokie, ciężkie westchnienie.
- Taki z Ciebie Spaniel, że nawet nie Cocker. - Mruknąłem. Bardziej do siebie niżeli do niego, chociaż na pewno zrobiłoby mi się miło gdyby usłyszał. Określam go na dwa sposoby. Czasami wydaje mi się, że jest potulnym psem kanapowym który boi się głośno szczeknąć. A czasem... To zupełnie przeciwieństwo. Myślę, że skoro jest muzykiem, to lubi wszystko co zakazane. Chociaż jeszcze ani razu nie widziałem, na co go stać to podejrzewam, że w nim też drzemią złe siły, które skrzętnie ukrywa. Czekam na jego reakcję, w końcu nic innego zrobić nie mogę. Ciągnę. Powoli. W dół. Chcę mu tym dać jasno do zrozumienia, że powinniśmy w końcu porozmawiać w cztery oczy. - Wszystkiego nie zabrał. - Szepczę, aby podstępne licho nie słyszało – obawiam się, że znowu kręci się w okolicy, że ma na mnie oko. - Ale to złe miejsce na takie rzeczy. - Mógłby coś zaproponować. Czekam na to. Ale przecież chciał ode mnie odejść. Powinienem wyjść w jego kierunku z inicjatywą. Ale mam mu za złe to, że nie wziął na siebie więcej winy. A powinien. Oczywiście, że tak. W końcu powinni się solidaryzować.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Klatka schodowa   Sro Cze 01 2016, 15:00

Jestem niezdecydowany. Mało wiem. Nie umiem podejmować szybko decyzji. Spontaniczność to mój największy wróg. To wszystko teraz wychodzi. Jeśli jest wprawnym obserwatorem dostrzeże to w mojej postawie. W niespiesznym sposobie wspinania się po schodach. W kurczowym zaciskaniu palców na doniczce. Patrzę w górę, na drogę prowadzącą na drugie piętro, które niesie upragnione piętro, bo nie mogę się odważyć na spojrzenie na niego. Konsternacja wręcz we mnie bulgocze. Ale nie tylko ona. Wyjątkowo pełno we mnie gniewu. Nie jest mi to dobrze znane uczucie. Nie obcuję z nim na co dzień. Ciężko je we mnie wywołać skoro nie jestem blisko z ludźmi. Tymczasem jemu się udało. Obracam raptownie głowę, gdy słyszę tę uwagę. Czuję, że się rumienię, ale bardziej ze złości niż ze wstydu.
- Mało zabawne - mówię tylko. Chciałem rzucić jakąś wysmakowaną ripostą, ale w głowie mam tylko pustkę jak zwykle w takich sytuacjach. Nie umiem się kłócić, nie zdarza mi się to często. Nie znam się na tej całej grze słownej, na używaniu półsłówek, modulowaniu głosem. Nawet jeśli Timon też to i tak ma nade mną przewagę. Nie chcę mu dać okazji, żeby ją wykorzystał, więc próbuję się odwrócić i odejść tym razem naprawdę. Nie mogę jednak. Coś mi to utrudnia. Czyjaś ręka trzyma moją koszulkę. Odwracam się znów. Jak tak dalej pójdzie to zacznie kręcić mi się w głowie od tych obrotów. Z zaskoczeniem słucham jego słów. Zdarza mi się, często się boję. Ale często o tym mówią? Jestem w szoku. W milczeniu mu się przyglądam. Tylko co ma obraza do strachu? Nie rozumiem. Skoro tak, to po co marnuje na mnie swój czas? - Za to, że próbowałeś zrzucić na mnie część swojej winy jak gdyby nigdy nic? - odpowiadam mu pytaniem na pytanie. Następnie szarpię swoją koszulkę. - Puść. - Nie chodzi o to nawet, że chcę odejść, ale nie chcę, żeby wchodził w moją przestrzeń. Nie umiem się zachować, gdy ktoś próbuje nawiązać ze mną kontakt fizyczny. Niewielu jest ludzi, którzy są ze mną tak blisko, żeby to robić. Denerwuję się trochę. Brwi skaczą mi do góry, gdy słyszę jak mamrocze. Mam dobry słuch, czasem wydaje mi się, że za dobry. Mógłbym to zignorować, ale z drugiej strony nie chcę. - Co? - Samo wyskakuje z moich ust. O co mu chodzi? W dodatku nadal nie puszcza, a nadal ciągnie. Jeśli nie chcę zlecieć widowiskowo ze schodów zstępuję jeden stopień w dół. Spodziewałem się, że nie oddał wszystkiego, tym bardziej, że Domowik nie zdecydował się na przetrząśnięcie jego kieszeni. Przed chwilą prawie nie chciał się podzielić, więc czemu mówi mi o tym teraz? Wiem, że to złe miejsce, wiedziałem o tym od początku. Nie to co on. - Szybko to odkryłeś. - Niezwykłe, ale mój głos brzmi chyba kpiąco. Nie wiedziałem, że tak potrafię, nie wiem czy to nie było niegrzeczne. Przygryzam więc wargę, ale nie powstrzymam już tego, co padło. Nie chcę wpaść znowu w kłopoty. W dodatku znów przez niego. - Panuj nad nałogiem, Timon - mówię cicho, a to że obaj mówimy cicho buduje dziwną atmosferę. Nie wiem co robić. Jestem niezdecydowany.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

brudna

18 lat

IX klasa

przeciętny

Panacea, Świtezianka

PisanieRe: Klatka schodowa   Czw Cze 02 2016, 20:41

Wzruszam tylko ramionami w niemożności przyznania mu racji. Najzwyczajniej nie jestem w stanie powiedzieć, że miał rację. Staram się zbagatelizować tę sprawę. W końcu nie zaszkodziłaby mi tak bardzo jak rozmówcy, który teraz obrzuca mnie nieprzychylnym spojrzeniem. - Zostań. - Nakazuję. Chociaż nie mam prawa nim dyrygować w jakikolwiek sposób chcę uparcie trzymać się przy swoim postanowieniu. Mierzę go nieco podenerwowanym spojrzeniem. Wstrzymuję oddech na krótką chwilę, aby nie wyrzucić z siebie jeszcze większego głupstwa – a mam tendencję do mówienia co mi ślina na język przyniesie. - Znasz jakieś miejsce, w którym nie ma Domowików? - Marudzę. Powinienem z nim porozmawiać na wiele tematów ale nie wiem od czego mógłbym zacząć. Towarzystwo kogoś tej samej płci jest mi niezbędne do funkcjonowania – czasami obecność dziewczyn zaczyna działać mi na nerwy. Chciałbym trochę znormalnieć. Ustabilizować się. Ale nie potrafię. - Czemu Ty taki jesteś? - Rzucam. Staram się w ten sposób zacząć jakiś temat, skłonić go do zapytania o co tak naprawdę mi chodzi. A chodzi mi o sprawę całkiem poważną. Zagryzam nerwowo wargę, a później puszczam go pozwalając wybrać – zostanie czy jednak zrezygnuje. - Taki. - Trudno mi to sprecyzować. Urywam. Chodzi mi o całokształt. O wszystkie jego ruchy, o chociażby to, że nie próbuje na siłę wpisywać się w kanony typowego samca alfa. W tym wieku są do siebie trochę podobni. W końcu Baryshnikov też nie wygląda jak taki typowy Andriej, za którym ogląda się przynajmniej pół szkoły.
- Czasami nie mogę się powstrzymać. - Szepczę. Ściszenie głosu w pewien sposób zapewnia nam poczucie bezpieczeństwa. Zastanawiam się, czy na zewnątrz jest bardzo zimno. Chyba jednak wolałbym zostać w środku, ale tu nie możemy zachowywać się wystarczająco swobodnie. Syknąłem. W sumie nie miałem wobec niego większych planów. W końcu jakie mógłbym mieć, wobec takiego przypadkowego delikatesa? Czasami tak też go nazywałem. Ale nie na głos. Bardziej w myślach. Pomyślałem, że łatwo byłoby go skrzywdzić. Przypominał trochę niepewne swoich racji chucherko. A ja? Tak naprawdę, byłem nie lepszy, ale ukrywanie tego szło mi na pewno sukcesywniej, niżeli Besowi.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Klatka schodowa   Nie Cze 05 2016, 17:44

Wydaje mi się, że nie jestem prostym człowiekiem, łatwym człowiekiem. Może można tak do mnie podejść, powierzchownie, bez zagłębiania się. Wtedy nie trzeba wkładać w znajomość wiele trudu, ale gdy zajrzy się głębiej to jest już trudniej. Pewnie to moja wina, bo nie potrafię tego nikomu ułatwić. Chociaż Milan dał sobie radę. Tylko z drugiej strony Timon wydaje mi się bardziej skomplikowany ode mnie. To dziwne. Nieczęste. Najpierw się spierał, a teraz milcząco przyznał mi rację. Nie potrafię go rozgryźć, tego co robi, tego co do mnie mówi. Co kieruje jego zachowaniem. Tylko mu się przyglądam, gdy każe mi zostać. Nie odchodzę, jeszcze nie. Z jednej strony powinienem, ale z drugiej jestem ciekaw, gdzie nas to zaprowadzi, gdzie mnie to zaprowadzi.
- Może znam. - Nie dzielę się z nim od razu, nie teraz. Nie zasłużył sobie na to, żeby podawać mu wszystko na srebrnej tacy. Poza tym nie wiem, czy powinienem iść z nim dalej. Już raz nas przyłapano, możemy być na cenzurowanym nawet w tych miejscach, które dotychczas uchodziły za bezpieczne. Może rzeczywiście się boję. Jednak podobno strach to naprawdę nic złego. Potrafi być motywujący. Oczywiście właściwie użyty. Unoszę brwi, gdy znów się odzywa. - Jaki? - powtarzam po nim jak echo. Nic nie wytłumaczę, bo sam nie wiem, o co mu chodzi. Zresztą jestem tym, kim jestem. Nikt nie ma wpływu na to, jaki się rodzi. Kształtuje nas świat, środowisko, rodzice, ale wiele dostajemy już z momentem przyjścia na ten padół i nie mamy nic w tych kwestiach do gadania. Niestety. Inaczej mógłbym poradzić sobie z moim dosyć kłopotliwym podejściem do drugiego człowieka, a tak mam związane ręce.
Czemu szepcze? Ton, intonacja, to wszystko mocno zmienia wyraz wypowiedzianych słów. A nie powiedział tego zblazowanym, znudzonym tonem, który wykazywałby brak zainteresowanie. Szept. Szept to wyjątkowy rodzaj mowy. Wyraża różne stany. Czemu Baryshnikov wybrał go teraz? W takim kontekście, przy okazji takich słów. Z rozmowy o nałogu wydają się rozbrzmiewać w mojej głowie w zupełnie innym znaczeniu. Łapię koszulkę w miejscu, w którym przed chwilą była jego ręka. Jakbym sprawdzał, czy na pewno już ją zabrał. Drugą przyciskam doniczkę do piersi. Chyba powinienem coś powiedzieć. To nie jest dobry moment na milczenie. Mój umysł pracuje w zabójczym jak na siebie tempie, szukając czegoś. - Może rzuć - wypalam w końcu. Źle, źle, słabo, dennie Beso, dennie. - Albo lepiej się kontroluj - mamroczę bardziej do swojej roślinki niż do niego. Idź sobie Timon, powiedz, że musisz iść, bo ja nie umiem pójść pierwszy.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

brudna

18 lat

IX klasa

przeciętny

Panacea, Świtezianka

PisanieRe: Klatka schodowa   Wto Cze 07 2016, 17:35

Chciałem powstrzymać parsknięcie, które uświadczyło rozmówcę w tym, jak bardzo komiczna wydaje mi się wzmianka o zaprzestaniu dobrowolonego trucia się zmiętymi resztkami papierosów. Wykańczam się, ale bardzo powoli dając sobie zakłamane poczucie tego, że przynajmniej to robię w życiu z premedytacją – myślę, że umiem się kontrolować ale teraz oboje wiemy, a ja wciąż się tego wypieram, że ten niby to niewinny nałóg wywiera na mnie presję zapalenia w każdym możliwym miejscu. A kiedy się denerwuję, a denerwuje się przy rozmówcy aż za bardzo przez myśl mi nigdy nie przemknie, żeby się powstrzymać. - Pomyślę nad tym. - Kłamię. Chociaż ma wobec mnie pozornie dobre intencje wydaje mi się, że tak tylko zwyczajnie na mnie psioczy, nie mogąc znaleźć odpowiedniego określenia na niewygodną sytuację. Szczerze mówiąc, nie mam mu tego za złe bo sam jestem teraz w małej kropce.
- Uważaj. Przytulasz się tak mocno do tej lawendy, że nie będziesz miał co z niej zbierać. - Upominam go jakbym znał się na temacie, a ja po prostu nie do końca uczciwie wychwalam się tym, że co nieco na temat prostych spraw wiem w niepamięć puszczając myśl o tym, że w wiwarium nw pierwszej chwili nie zorientowałem się,  z czym przyszło mi mieć do czynienia. Strzepuję z siebie niewidzialny kurz, a później po prostu wlepiam w niego to charakterystyczne przeszywające spojrzenie na które nie często świadomie się kuszę. - Chciałbyś, żebym zostawił Cię w spokoju? - Absurdalne pytanie w końcu pada z moich ust, kiedy nieprzyjazna cisza która pomiędzy nami narosła nie pozwala głośniej odetchnąć bez myśli o tym, że w tej chwili robimy coś bardzo złego. Stukam niemo palcami o swoje ramię, nie mogąc rozgryźć tego osobnika, który tylko spokojnie pożera mnie wzrokiem. Odsuwam się od niego niepewnie, wykonuje krok w tył chociaż najchętniej zrobiłbym w przód aż siedem bezczelnie kradnąc wszystko co miał do zaoferowania. Gryzę się w koniec języka. Ostatnio brakuje mi rozrywki. Walewski nie jest w nastroju do psot ze mną więc naturalnie zaczynam dziadzieć, a towarzystwo Karamazovej tylko podjudza mnie do zwrócenia jej uwagi na mnie, kiedy kolejny raz wpakuje się w kłopoty. Beso. Beso. Opieram bok wypełnionej myślami głowy o przybrudzoną ścianę, jak gdyby to miało w niezrozumiały sposób zniszczyć wszystkie nasze problemy. - Ile jest prawdy w tym, że Ty za dziewczynami się w ogóle nie oglądasz? - Wydaje mi się, że szybko zrozumie o co mi chodzi.
Chciałbym zaspokoić swoją ciekawość, a najlepszym sposobem na zrobienie tego jest rozmowa ze źródłem o którym plotki się niegdyś niosły. Udaje, że brak odpowiedzi nie wywarłby na mnie wrażenia. A tak naprawdę się tym przejmuję. Naprawdę, nie rozumiem. Można się tym zarazić? Spoglądam na niego niepewnie, a może koledzy mieli rację - przez rozmowy z nm też zacznę zapuszczać włosy, śmiesznie machać rękami, a później posilać się jedynie produktami ekologicznymi i sproszkowanymi wróżkami.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Klatka schodowa   Sro Cze 08 2016, 23:57

Kłamie. Wiem to, wyczuwam instynktownie, gdy to robi. Być może to przez fakt, że sam kłamię niezwykle mało, a praktycznie w ogóle, jestem więc wyczulony na wszelkie łgarstwo. Cóż jednak zrobić, mam wrażenie, że to nieodłączna część osoby Timona, w jakiś sposób go to tworzy i nie mogę być zły. Zresztą to nie jest nawet złe, bo mówi to takim tonem, z którego mogę wywnioskować, że niespecjalnie próbuje zataić prawdę. To bardziej mówienie tego, co powinien. I dzięki temu, a może dzięki temu, że czas powoli płynie dalej moja złość, mój stres też upływa po trochu. Wargi nawet wykrzywiają mi się trochę w uśmiechu, gdy poucza mnie na temat mojej roślinki, mojej brudaski. Jeszcze mógłbym pomyśleć, że naprawdę go to interesuje. Mimo wszystko ma trochę racji, przyciskam ją dosyć mocno i jeśli postarałbym się trochę to naprawdę mógłbym ją przygnieść. Zmniejszam więc nacisk, uwalniam ją trochę od siebie, chociaż niezbyt daleko. Mam tę doniczkę przy sobie nawet nie dwanaście godzin, ale już zdążyłem się przywiązać, a ja nie przywiązuje się łatwo, niezwykłe. Być może ten przenośny kawałek wolności był mi potrzebny, a ja nawet nie byłem tego świadom.  Szkoda, bo wtedy mógłbym przywieźć ze sobą chociażby małą winorośl. Jednak i tak jestem wdzięczny temu nowemu profesorowi z nazwiskiem, którego chyba nigdy nie będę w stanie wymówić.
Potem pada to pytanie i nagle ta powolutku budowana pewność siebie roztrzaskuje się raptownie. Nie rozumiem. Dlaczego on to robi? Dlaczego zadaje takie właśnie pytania? Nie potrafię go rozgryźć jeszcze bardziej. Im mocniej wchodzę w ten labirynt tym bardziej tracę orientację w terenie, gubię się jeszcze bardziej. Jak on mi to robi? Odsunął się kawałek, a mimo to jego obecność wciąż we mnie uderza, jak gdyby przyciskał mnie do ściany. Chowam się pod kurtyną włosów, ale mam wrażenie, że nic to nie daje, że potrafi mnie bez problemu przejrzeć. Tym swoim okropnie przeszywającym spojrzeniem. W dodatku nie wygląda jakby robił to specjalnie, to okropne. - Nie wiem - odpowiadam więc cicho, bo naprawdę nie wiem. Z jednej strony chcę, żeby przestał już tak na mnie naciskać i wpędzać mnie w kłopoty, ale z drugiej chcę się dowiedzieć, co jest na końcu tego labiryntu.
- Co? - pada pytanie na pytanie, bo szczerze sam nie wiem, o co mu chodzi. Moje brwi wędrują w górę, a twarz pokazuje czyste, nieudawane zdziwienie. - Żeby chodziły po szkole plotki na czyiś temat to musi być on kimś, a ja nie jestem kimś, jestem nikim. - Mój głos jest wyjątkowo spokojny i niezachwiany, to chyba najdłuższe zdanie, jakie wypowiedziałem do tej pory. Pojawiło się jednak nagle na moim języku, więc musiałem je wypowiedzieć. Być może szok sprawił, że znikła bariera wstydu i nieśmiałości. Nie wiem na jak długo, nie skupiam się teraz na tym tylko na Baryshnikovie. - W co ty grasz? Po co przytaczasz słowa, które nigdy nie padły? Jeśli chcesz się pośmiać ze mnie to może lepiej sobie idź. - Daję mu ostatnią szansę, sam nie wiem czemu, bo nijak na nią zasłużył.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

brudna

18 lat

IX klasa

przeciętny

Panacea, Świtezianka

PisanieRe: Klatka schodowa   Czw Cze 09 2016, 18:11

Czasami nie do końca sam siebie rozumiem. Wymagam klarownych odpowiedzi od wszystkich innych, tylko nie od samego siebie, nie pytając wewnętrznego małego Timona czy wypadało pewne pytania w tym dniu zadawać. Przesłyszałem się. Staram się, ze wszystkich sił właśnie to sobie wmawiać kiedy słyszę to przeszywające zdanie padające z ust rozmówcy. - Co się mówi kiedy pytają Cię, z kim byłeś a Ty nie chcesz odpowiedzieć? Właśnie z Nikim. Powinieneś mieć w sobie więcej wiary. Uwierz, że nie musisz stawać na rzęsach, aby o Tobie w szkole mówiono. - Wyjaśniam. Chyba nie powinniśmy zastanawiać się nad celem tego spotkania. Gubimy się w tym. Zawieszam spojrzenie na jego twarzy. Wyraźnie zaznaczone kości policzkowe przebijają się, jak zawsze przez misterną firanę, utkaną z prostych włosów. Powinienem się powstrzymać. Ale nie chcę. Zaciskam palce na przegubie jego nadgarstka, ale nie robię tego nachalnie chociaż mój ruch jest dość szybki. Podejmuję próbę. Chciałbym sprowadzić go z tych wszystkich schodków, na które zdążył już wejść z powrotem na płaskie podłoże klatki schodowej. Wtedy będę mieć więcej pewności, że szybko mi nie ucieknie.
- Powiedz. Skąd Ty możesz wiedzieć czy takie słowa nie padają za Twoimi plecami? - Staram się pytać w sposób grzeczny, powstrzymuję się przed chlapnięciem trafnej uwagi na temat jego wyglądu. Szczerze mówiąc, nigdy nie zastanawiałem się nad nim ani nad tym, dlaczego podejmował takie, a nie inne wybory. Interesowałem się nim. Próbowałem zrobić wszystko, żeby zrozumieć co mogłoby siedzieć w jego głowie. Inność. Dziwność. Czasami przyciągało mnie to do ludzi jak magnes do lodówki – Beso co prawda nie nadawał się, na pełnowymiarową lodówkę, ale nie gardziłem nim w żaden sposób.
- To nie tak, że się z Ciebie śmieję. Chciałbym... Tylko się dowiedzieć. To nic takiego. - Zapeszyłem. Temat wydaje mi się po prostu zbyt delikatny, żeby od tak powiedzieć, że chciałbym wiedzieć czy to wszystko prawda. Skąd się wie, że woli się dziewczyny? A może wszyscy wcześniej woleli, ale po „tym” nagle im się odwidziało? Zsuwam ze sobą brwi. Trochę mamroczę. Ale nie żałuję zadanego pytania. W końcu po to mamy młodość – żeby się nowych rzeczy dowiadywać. Zapomniałem o tym, że przez cały ten czas trzymałem go za wąski nadgarstek. Puściłem. Szybko. A później, na chwilę odwróciłem od niego wzrok, aby powrócić nim z powrotem dopiero po dłużej chwili konsternacji.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Klatka schodowa   Czw Cze 09 2016, 20:23

Jeśli to miał być żart na rozluźnienie atmosfery to słaby. Raczej mu nie wyszedł, a przynajmniej mnie nie rozbawił. Nic jednak nie mówię, milczenie wiąże moje wargi. W czasie tej krótkiej chwili, kiedy usta pozostają zamknięte umysł pracuje na zwiększonych obrotach. Rozpracowuje tamto pytanie, próbuje znaleźć logiczne wytłumaczenie, odpowiedź, nie dla niego, ale dla mnie. Nigdy o tym nie myślałem. Nie dlatego, że uparcie ignorowałem tę kwestię, ale dlatego, że nigdy nie zawracała mi ona głowy. Nie była istotna, potrzebna, ważna. Nie interesowałem się tym. Gdy inni w moim wieku łączyli się już w pary ja ślęczałem nad książką, ciekaw, jakim zaklęciem będę w stanie usunąć natychmiastowo limo spod oka przyjaciela. Kobiety, dziewczyny były w moim otoczeniu. Tak samo jak mężczyźni, chłopcy. Tylko żadna z tych grup nie budziła mojego zainteresowania. Po co? Przecież nie byli mi potrzebni. Być wolnym oznacza brak ograniczeń, a przecież związki to sznury.
I nagle obraz moich rozważań rozmywa się, znika zupełnie nagle, niespodziewanie. Ktoś wchodzi w moją przestrzeń. Drugi raz od początku roku szkolnego ktoś gwałtownie i bez pytania wkracza w moją prywatność. Teraz robi to Timon, a ja patrzę na niego ze zdziwieniem. Czemu? Czyżby rozgryzł mnie, zauważył, że źle dobrane słowa mogą sprawić, że ucieknę? Możliwe. Zamieram, kostnieję więc nagle pod jego dotykiem, bo boję się, że inaczej pociągnie, złapie mocniej.
- Bo po co mieliby mówić o mnie? - odpowiadam cicho, nie patrzę na niego, znów mamroczę do lawendy, jak gdyby potrafiła ona mnie zrozumieć lepiej niż rozumna istota, która stoi przede mną. Nie rozumiem, po co naciska, po co pyta? Co mu do tego? Czemu go to interesuje. Nie rozumiem jego intencji. Nie jest przecież moim przyjacielem, a przecież nawet Milan nie pyta mnie o takie rzeczy. A na pewno nie robi niczego w taki obcesowy sposób. Przynajmniej ma tyle przyzwoitości, żeby wydać się chociaż zawstydzonym tym wszystkim. Puszcza mnie nawet, a ja szybko cofam dłoń i przyciskam do piersi. Nie rozumiem go, próbuję go zrozumieć, ale nic nie wydaje mi się w nim logiczne. Nie mam pojęcia, co nim kieruje. - Czemu chcesz wiedzieć? - pytam. Moja odpowiedź wydaje mi się całkiem nieistotna wobec tego faktu. Coś musi stać za tym jego zachowaniem, a ja chcę to wiedzieć. Być może to będzie mój klucz do enigmy zwanej też Baryshnikovem.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

brudna

18 lat

IX klasa

przeciętny

Panacea, Świtezianka

PisanieRe: Klatka schodowa   Czw Cze 09 2016, 22:19

Teraz nie pozostaje mi nic innego jak przewrócenie oczyma. Wydawało mi się, że będzie bardziej domyślny, ale teraz utwierdza mnie w przekonaniu, że powinienem mu wszystko tłumaczyć jak niedoświadczonemu dziecku. - Mógłbyś się ich zapytać. Wiesz, że to nie ja rozsiewam plotki. - Powinienem się wstydzić, że odpowiadam tak bardzo wymijająco ale w tej chwili nie stać mnie na rozbudowany komentarz. Staram się, ale trochę mi nie wychodzi dobieranie odpowiednich słów kiedy wytrąca mnie z równowagi. Zrzucam wszystko na stres który teraz przejmuje nade mną kontrolę. Zżera mnie stopniowo przyprawiając o mocniejsze bicie serca, a nawet o mam nadzieję, niezauważalne aż tak bardzo drżenie poobijanych dłoni które upycham w kieszeniach wymiętego, czarnego swetra narzuconego niedbale na wierzch koszuli. W której czasami okazjonalnie pojawiam się na zajęciach.
- Ciekawość. - Mrukam. Przestępuje z nogi na nogę, aby trochę ukryć własne niekontrolowane zachowania przesączone niepewnością. Chciałbym mu odpowiedzieć lepiej, bardziej rzeczowo ale ostatnie moje słowa sprawiły, że struny głosowe zamierają nie mogąc ani przez chwilę drgnąć. Ściska mi gardło, ale nie Beso, a chyba zwyczajne poczucie niezręczności. Moralność? Trzymam się nieźle. Wierzę w to. On pewnie myśli, że muszę mieć tupet skoro pytam o sprawę ot - nawet nie rozglądając się, aby się upewnić czy nikt nas nie podsłuchuje. Rzeczywistość jest nieco inna od tego co wydaje mi się, co on może myśleć o mnie ponieważ ciągle nadstawiam w obawie uszu. Rozmowa wydaje mi się cholernie nieodpowiednia. Ale na litość! Tak strasznie chciałbym wiedzieć. Wszystko to jest tylko pretekstem. Chciałbym się zorientować kim jest ten, któremu niegdyś uratowałem tyłek.
- Chcę Cię poznać. - Musiało mnie już doszczętnie popierdolić. Zdanie wypowiadam wręcz szeptem. Trudno mi oderwać nachalne spojrzenie od tych jego wpatrzonych we mnie oczu, które w tym momencie powinny mnie osądzić – a usta wykrzywione w kpiącym uśmiechu na który oczekuję, najpewniej za tak niedorzeczny pomysł soczyście zbluzgać. - Co Ty na to? - Zaciskam usta w wąską linię.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Klatka schodowa   Pon Cze 13 2016, 22:55

Nie oskarżam ludzi. Słowo przeciwko słowu to z góry przegrana walka. Co z tego, że posługuje się tymi zasłyszanymi niby plotkami? Co mogę z tym zrobić? Ludzie gadali będą gadać, to nigdy się nie zmieni, a jeśli miałbym się tym przejmować moja głowa byłaby, co najmniej dwukrotnie cięższa. Pozostaje mi mieć nadzieję, że mówi prawdę. Nie wydaje się być kimś w tym stylu. Przecież kłamstwo przed Domowikiem było swoistą formą samoobrony, plotka to coś innego. Nie rozważam tego więcej, ignoruję, bo boję się, że jeszcze chwila i zacznę go przed sobą usprawiedliwiać. Nie chcę. Niech wszystko jest takie, jakie jest - prawdziwe. Tak jak ciekawość. Niezwykłe, ludzie często się tego wstydzą, jak gdyby było to coś, co należy skrywać. A przecież to dzięki niej wszystko poszło do przodu, dzięki niej jesteśmy w tym miejscu, a nie daleko w tyle. Przyglądam mu się uważnie zza znów opadającej na oczy kurtynie włosów. Jak wciska dłonie w sweter, jak przestępuje z nogi na nogę. Widzę w tym lustrzane odbicie siebie, też tak często robię, przebieram w miejscu, jak gdybym chciał odejść, uciec, kiedy nie jestem pewien tego, co mówię albo jak zostanie to przyjęte. To mnie zastanawia. Dlaczego tak się zachowuje? Czyżby bał się, że ta odpowiedź mnie nie usatysfakcjonuje? Sam nie wiem, czy to robi. Z jednej strony to rozumiem, a z drugiej zagadka zwana Timonem nadal pozostaje nieznośnie nierozwiązana. A potem mówi tak cicho, że na początku to do mnie nie dociera. Unoszę brwi w geście zdziwienia. Nie tego spodziewałem się po jego zawadiackim zachowaniu, po tych wszystkich wymienionych zdaniach. Odgarniam włosy z oczu, aby móc przyjrzeć mu się lepiej. Jak gdybym mógł dostrzec teraz w nim coś nowego, jak gdyby wypowiedziane przez niego słowa rzuciły światło na dotychczas skąpaną w ciemności sylwetkę.
- Subtelnie zacząłeś - odpowiadam nie ukrywając ironii w głosie. To chyba coś znaczy, zazwyczaj nie otwieram się tak przed ludźmi. Nie moduluję głosem tak przy obcych, dla nich jestem płaski jak kartka papieru, bez wymiaru, bez głębi, bez emocji. - Nie spodziewałem się - mówię cicho, ponownie skupiając większą uwagę na roślince niż na nim. Jak gdybym bał się na niego spojrzeć, a przecież nie mogę, jeśli mam dać się poznać, jeśli chcemy się poznać. Zdobywam się więc na odwagę i podnoszę wzrok. Mierzę go nim chyba sekundę w milczeniu, ten ułamek dodaje mi otuchy. - Ale wiesz, że nie zrobisz tego w ciągu jednej rozmowy, prawda? - Bo to oznacza, że musimy się spotkać jeszcze kiedyś i jeszcze, może siadać razem na każdej botanice. - I to działa w obie strony. - Tchórzę, opuszczam wzrok. Znów dwie dłonie kurczowo obejmują doniczkę.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

brudna

18 lat

IX klasa

przeciętny

Panacea, Świtezianka

PisanieRe: Klatka schodowa   Sro Cze 15 2016, 17:04

Powinienem powiedzieć, że mam na drugie Subtelność – niestety nie miałoby to nic wspólnego z prawdą. Powinienem się po prostu wycofać. Trudno mi się z tym pogodzić, ale w jednej chwili zabrakło mi słów – a przecież nie chcę, żeby on się zorientował, że teraz kiedy już prawie dostałem to na czym mi zależy, chciałbym się wycofać ze wszystkiego. Ironia zapewnia mnie coraz bardziej w przekonaniu, że naprawdę nie mam czego tu szukać. Cofam się. O krok. Strach? Wydaje mi się, że właśnie to zaczyna mnie wbrew wszystkiemu wypełniać. Dochodzi do mnie powoli, a przecież powinien już na samym początku zapalić czerwoną lampkę niebezpieczeństwa. Rozmówca nie jest zagrożeniem. Ale... Marszczę czoło, które tak jak zawsze - skrywam pod rozwichrzoną na kilka stron świata grzywą. Milczę. On by chciał, żebym teraz powiedział coś wystarczająco mądrego co uratuje całą sytuację, a ja mam w głowie tylko jedną wielką pustkę w której kręcę się, błądzę, nie mogąc znaleźć odpowiedniego wyjścia. Spuszczam z Beso spojrzenie nie mogąc uporać się z samym sobą. Chciałbym, żeby cokolwiek wiedział o mnie? Czuję, że zaczynam znikać – a wątpliwości po prostu zżerają mnie od środka nie zostawiając nic. Trzymałbym się od niego z daleka. A co zrobię, jeśli ktokolwiek zacznie mówić także o mnie? Uwielbiałem być w centrum uwagi. Ale nie do końca w taki sposób. Oddycham. Głęboko. Trochę nierównomiernie, trochę zbyt nerwowo jak na samego siebie. - Wiem. - Tylko na tyle mnie stać? Załamałem się, nad samym sobą na tę ulotną chwilę, kiedy niepewnie na niego spojrzałem. Okazywałem prześmiewczą słabość. Zawieranie nowych znajomości zazwyczaj szło mi łatwo – ale z nim było inaczej, a ja nie miałem pojęcia dlaczego traktuję go inaczej, niż wszystkich innych kolegów których dotychczas miałem. Gryzę się w koniec języka, żeby skupić się przynajmniej na tym – na namiastce bólu, która otrzeźwiłaby mój stępiały umysł. - Ale co Ty mógłbyś chcieć o mnie wiedzieć. - Wykrztuszam najdłuższe zdanie, jakie dotychczas udało mi się zupełnym przypadkiem ułożyć. Oszukuję sam siebie. Przecież skoro ja mógłbym pytać go o głupoty, takie jak ulubiony przedmiot tak Beso mógłby zasypywać mnie pytaniami z kosmosu. Mniej, lub bardziej odpowiednimi. Martwię się. Wolałbym się nie przejmować niczym. Ale nie mogę. Niech tu ktoś przyjdzie. Niech przerwie to spotkanie jeszcze raz – nie mogę znaleźć punktu zaczepienia. Wspólnego tematu. Czuję, jakbyśmy oboje na własne życzenie weszli w bagno z którego teraz nie możemy się wydostać – już jest dla nas za późno.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Klatka schodowa   Sro Cze 15 2016, 17:39

Dziwne. Ludzie tak nie zachowują się w moim towarzystwie. Moja nieśmiałość, wycofanie ze sceny często pozwala im wkroczyć tam, zdominować mnie, sytuację, wszystko. Mogę paplać w nieskończoność, zadowoleni, że ich słucham i potakuję, bo nie mam siły, śmiałości, żeby wejść im w słowo, dodać swoje albo po prostu to zakończyć. To najczęstszy scenariusz. Jest też ten, w którym ktoś na siłę próbuje zrobić ze mnie równego rozmówcę. Nigdy nie byłem w towarzystwie osób mało mi znanych. Nie potrafię się na tyle otworzyć, bo peszę się pod takim ośmielającym mnie spojrzeniem. Skutek jest wtedy dokładnie odwrotny do zamiarów drugiej osoby. Tymczasem Timon nie wpasowuje się w żadne z tych ramek, do których przywykłem. Z dominującego rozmówcy nagle przeistoczył się w mnie. To niespodziewane, żeby jedna osoba popadła z jednej skrajności w drugą. Nie patrzy na mnie, skupia się na swoim własnym oddechu, jak gdyby miało mu to pomóc w odzyskaniu kontroli. Tylko dlaczego? Co tak wytrąciło go z równowagi? To kolejna niewiadoma w układance Baryshnikova. To właśnie dlatego mogę chcieć też go poznać. Może dałbym wtedy radę zrozumieć, o co mu chodzi. Najchętniej zapytałbym go, dlaczego właściwie chce mnie poznać, ale nie wiem, czy chcę poznać odpowiedź. Zresztą przecież to nieistotne. Uśmiecham się blado, gdy odpowiada praktycznie monosylabą. Jak gdybym widział siebie właśnie. Role śmiesznie się odwróciły. Pukam cicho palcem w doniczkę, jakby miało to przykuć jego uwagę, zwrócić ją na mnie. Unoszę brew do góry, gdy pyta się mnie, a właściwie stwierdza. Przecież dokładnie to samo mógłbym powiedzieć o sobie. Jestem zwykły, szary, nie wyróżniam się z tłumu niczym, jeśli nie liczyć burzy włosów, która utrudnia mi dokładnie oględziny świata, ale z drugiej strony pozwala się ukryć. Teraz, kiedy patrzę na to z tej perspektywy nabieram nagle większego zrozumienia. Widzę, jak trudno ze mną egzystować.
- Wszystko - odpowiadam prosto, nie próbując ubierać tego w jakieś górnolotne słowa czy zabawne żarciki. O to przecież właśnie chodzi, żeby się poznać całkowicie. Tak jak na przykład ja z Milanem, on zna mnie na wylot. Czuję jednak, że zaczyna być nam niewygodnie, obaj musimy to przetrawić. Przyjdzie czas na to całe poznawanie. Skoro mamy spotkać się jeszcze raz to nie mogę się go bać. Delikatnie muskam wierzch jego dłoni w parodii uścisku dłoni. - W takim razie do zobaczenia, Timon. - Rozciągam usta w prawdziwym uśmiechu, na który nie mam wpływu. Potem mocno zaciskam dłonie na doniczce i odwracam się, aby pokonać resztę schodów na drugie piętro.

|zt
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

brudna

18 lat

IX klasa

przeciętny

Panacea, Świtezianka

PisanieRe: Klatka schodowa   Czw Cze 16 2016, 11:02

Udaję, że jego słowa nie zadziałały w żaden sposób ale tak naprawdę, jestem zszokowany tym, że chciałby wiedzieć cokolwiek. Liczyłem na to, że mnie po prostu wyśmieje, a tu On sam wykazywał się małym zainteresowaniem. Dotyk dłoni wyraźnie mnie niepokoi. Osobiście nie lubię zbliżania się do czyichkolwiek. Sam swoje dotychczas też chowałem, jakbym coś ukrywał. Unikam pewnych rzeczy, przystosowuje się do nich tylko dlatego, żeby nie wychodzić na niewychowanego gbura. Wzdrygam się, a później odprowadzam go nieco nieobecnym spojrzeniem.
- Trzymaj się, Beso. - To imię wydaje mi się być tak strasznie dziwne. Pierwszy raz od bardzo dawna w końcu padło z moich ust na głos. Dostrzegam jeszcze ten uśmiech – ten, z którym nigdy przedtem go nie widziałem. Obracam się na pięcie, w pośpiechu. Chociaż mi na tym nie zależy, to w pewnej chwili przystaję, aby spojrzeć przez ramię i upewnić się, że na pewno już znikł. Też się uśmiechnąłem, a przecież mi w stosunku do niego nie wypada. Teraz tego nie widział. Wspaniale. Odetchnąłem, ciężko kiedy palcami mierzwiłem własną grzywę. Co mi strzeliło do głowy? Wbijam spojrzenie w tych kilka ostatnich schodów, żeby w końcu dać za wygraną i ulotnić się z miejsca, do swojego pokoju.

[ z/t ]
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Klatka schodowa   

Powrót do góry Go down
 
Klatka schodowa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: