IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Kładka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieKładka   Sob Lip 16 2016, 13:43

Kładka

Właściciele tych dwóch konkretnych kamienic – jednej znajdującej się na Niedźwiedzim Ryku, drugiej na Eufrozyny Wielkiej – dość dobrze znani są ze swoich wybuchowych charakterów i nieustannych sprzeczek o to, gdzie dokładnie przebiega granica jednej i drugiej dzielnicy. Niespełna rok temu zmuszeni zostali jednak do zawarcia porozumienia, którego owocem stał się mostek łączący obie kamienice. Dość szeroka, żeliwna kładka ozdobiona jest drobnymi ornamentami z tombaku. Poza wyjściami z kamienic, dostać się można na nią wchodząc po drabince przymocowanej do jednej ze ścian bloku; na pomoście znajdują się również schody prowadzące na dach zarówno jednej, jak i drugiej kamienicy.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

półkrwi

18 lat

VIII klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks, rozgrywający i kapitan w Zmorach

PisanieRe: Kładka   Pon Lip 18 2016, 16:50

Nie wiem: smutne to, czy ekscytujące, że za nami siedem lat przemieszkanych w jednym pokoju, a ja wciąż nie umiem wskazać jego ulubionego miejsca w mieście. Gdyby mnie poprosić, bym wybrał z całej mapy świata miejsce, którego on by chciał dla siebie, równie dobrze mógłbym zamknąć oczy i wbijać szpilki na chybił trafił. Może znamy się bardzo słabo.
On chyba nie miał by problemu z odgadnięciem, które miejsce w całym Petersburgu cenię sobie najbardziej. To tam zawsze ustalałem wakacyjny punkt spotkań, to tam prowadzą mnie nogi, na tamtych schodach przysiadam spalić wakacyjnego papierosa, wypić kupioną za rogiem wakacyjną lemoniadę. Pełno tam gołębi, ale znają mnie już dość dobrze, by wiedzieć, że nie mają na co liczyć.
Może to tylko ja jego znam bardzo słabo.
Kiedy jesteśmy w Petersburgu razem, jest lato. I to nie tylko z kalendarzowych przyczyn, on przecież podróżuje, on ma za co.
Południe w pełni, miało padać. Tymczasem słońce świeci w oczy, jak agent nieruchomości zachwala promieniami widok roztaczający się z niepozornej kładki. Chciałbym się kiedyś aż tak z kimś pokłócić, by aż żelazne konstrukcje chciało się mi stawiać, by tylko udowodnić swoją rację.
- To tu? - szybko się wspinam po wąskiej drabince i już się nie dziwię.
Chyba całe miasto stąd widać, wszystkie te mosty, spadziste dachy kamienic, szpiczaste cerkwie. Zawsze lubiłem patrzeć na świat z góry, brać sobie człowieka za obiekt obserwacji, za coś zupełnie mi obcego, wręcz na poziomie gatunkowym.
Czym jesteśmy teraz? Pomiędzy, nad ziemią, choć ludziom nie przeznaczono przestworzy, nawet my musimy je sobie wydzierać przemocą, kawałek po kawałku.
Powrót do góry Go down
avatar


Kijów, Ukraina

błękitna

wieszczy

17 lat

VIII klasa

bogaty

Alrauna

PisanieRe: Kładka   Sro Lip 20 2016, 02:08

Każdemu człowieko­wi pot­rzeb­ne jest miej­sce, do które­go może wrócić, a ja mam kilka takich ulubionych, choć to nie one są najważniejsze, lecz ludzie. Lubię jednak tutaj przychodzić za każdym razem, gdy jestem w Petersburgu. Widać stąd niemal całe miasto, a najpiękniej jest o zachodzie słońca; wtedy zachwycam się fan­tazją barw i zastanawiam się, czy to nie naj­bo­leśniej­szy rodzaj upośledze­nia – niewrażli­wość na piękno, bo nie rozumiem tych, którzy nie potrafią dostrzec niczego poza czubkiem własnego nosa. Patrzę zawsze na ten Teatr Baletu i Opery, cebulaste cerkwie, odrapane kamienice, kręte uliczki, gdzieś w oddali miga mi nawet brzeg Newy. To wszystko składa się w jedną spójną całość, jakby cały Petersburg od początku do końca został skrupulatnie przemyślany i zaprojektowany. Miałem więc nadzieję, że i Anton dostrzeże tę harmonię, co ja – w końcu dzielę się z nim swoim światem i zależy mi na jego zdaniu. Gdy już jesteśmy na miejscu, patrzę na niego wyczekująco i kiwam głową twierdząco. Październikowy wiatr nieznośnie targa mi długie włosy, a ja uśmiecham się nieustannie.
- Znalazłem to miejsce przez przypadek – zaczynam po krótkiej chwili milczenia, spokojnie odwracając od niego wzrok i spoglądając przed siebie z lekkim zachwytem i rozmarzeniem. – Kładka jest od niedawna, wcześniej można było wejść wyłącznie na dach kamienicy – mówię i pokazuję mu wszystko, nawet jeśli miałoby go to nie interesować. W którymś momencie, gdzieś między wypowiadanymi przeze mnie słowami, nieświadomie łapię go za dłoń, ściskając ją mocno. Wiesz, Anton, chciałbym jeszcze kiedyś przyjść tu z tobą, wtedy bym powiedział, że to już nasze, a nie tylko moje miejsce.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

półkrwi

18 lat

VIII klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks, rozgrywający i kapitan w Zmorach

PisanieRe: Kładka   Sro Lip 20 2016, 17:56

To prawda - dopiero możliwość powrotu nadaje podróży oswabadzający czynnik. By mieć miejsce, z którego gruntowną znajomością można skonfrontować poczucie zagubienia poznane stojąc samotnie na głośnym zatłoczonym dworcu w obcym mieście. Wtedy dopiero można się uczyć. Mapy, nowych zapachów, bruku pod stopami. Drugiego człowieka.
Pojedźmy gdzieś razem, to dobry pomysł. Dopiero wpadł mi do głowy oszołomionej widokiem głowy. Chciałbym zeskoczyć na każdy z tych dachów po kolei, prawie ześliznąć się po starych, ledwie trzymających się dachówkach, grzać się jak kot na blaszanych skosach.
- Ładnie tu. Bardzo. Widać rzekę. - powierzchnia wody mieni się w słońcu i choć nie widać jej zbyt wiele od razu rzuca się w oczy. lubię widzieć, jak miasto więzi przyrodę, to takie dziwne. Podobno są takie, w które przyroda wżarła się nieodwracalnie, objęła z aprobatą białe mury kościołów, ze stoickim spokojem gości w swoim cieniu miejscowych i turystów.
- A co jest tam? - chcę podnieść rękę, wskazać w południowym kierunku na jakąś przeszkloną kopułę. Wygląda niesamowicie zachęcająco i to zarówno do stania pod nią jak i obrzucenia jej z góry kamieniami, by patrzeć tylko jak pęka szkło.
Chcę podnieść rękę, ale zamknął ją w swojej. Patrzę na nią jakby nagle zrobiła się obca. Nie przywykłem do widoku złączonych dłoni. Dziwne? Może i tak.
Nasze? Nie możemy mieć miejsc, Milan, spójrz na nas tylko. Wyglądamy jakby ledwo nam starczało na ten uścisk dłoni. Nie ma nasze, jesteśmy tylko my.
Wystarczasz. Wystarczasz i to takie dziwne, tak nieznajome uczucie.
Przyciągam go do siebie i jakby ulatywało ze mnie rozczarowanie światem zewnętrznym rozłożonym u moich stóp tylko po to, by zasłużyć na moje kapryśne "za mało".
Nikt nas nie pozna. Z dołu jesteśmy ledwie dwoma anonimowymi sylwetkami, ziemi nie sięga wszystko to, co nie mieści mi się jeszcze w głowie.
Pewnie już tu nie przyjdziemy.
Powrót do góry Go down
avatar


Kijów, Ukraina

błękitna

wieszczy

17 lat

VIII klasa

bogaty

Alrauna

PisanieRe: Kładka   Nie Lip 24 2016, 14:46

Moglibyśmy pojechać gdzieś razem, to prawda. Może pewnego dnia pokazałbym ci mój kraj? Ukraina jest piękna, choć jednocześnie biedna i częściowo zniszczona przez mugolskie wojny. Wierzę jednak, że odbuduje się za kilka lat, podniesiemy się i nie ugniemy po raz kolejny pod naporem okrutnego komunizmu. Zobaczyłbyś, ile Kijów kryje w sobie wiele tajemnic, jak Lwów zachwyca swoimi lekko podniszczonymi kamieniczkami i ormiańską architekturą; jak piękne są stepy akermańskie i krymskie klify. Zabrałbym cię też do moich braci i sióstr, byś wiedział, że wszyscy jesteśmy jedną wielką rodziną. To też chyba najwyższa pora, by w końcu wybrać się do Shadrinskoye. Ja, jako wieszczy, tym bardziej powinienem. Chciałbym w końcu zobaczyć swoją przyszłość i mieć do niej absolutną pewność, ale nawet nie mam pojęcia, co powie mi tajemnicza wyrocznia. Legendy i podania mówią, że powstała setki lat temu w skale za sprawą magii mojego rodu, ale ile w tym prawdy, ciężko mi na to w tym momencie odpowiedzieć.
- Nie wiem, szczerze mówiąc. – Wzruszam tylko bezradnie ramionami, po czym kontynuuję bez zastanowienia: – Kiedyś chciałem tam dotrzeć, zawsze jednak gubiłem się wśród krętych uliczek, a szklana kopuła ginęła mi z oczu. Nigdy nie udało mi się dotrzeć do celu. – Nie da się ukryć, że Petersburg wcale nie jest taki mały i wciąż się rozrasta. Popatrz, tyle się zmieniło, chociażby przez ostatni rok. Nawet między nami. Wcześniej zamienilibyśmy pewnie tylko kilka słów na tematy lekkie, zabawne i nieważne, a teraz stoimy tu ramię w ramię, dłoń w dłoń, ciesząc się swoim towarzystwem i mimowolnie wymieniając się coraz śmielszymi uśmiechami. Jest mi dobrze tak, jak jest, ale może masz rację, że ledwo nas na to stać – urodziliśmy się jednak w takich a nie innych czasach. Tutaj, na dachu kamienicy, jeszcze czuć wolność i wiatr we włosach, możemy być anonimowi i pozwolić sobie na więcej. Na dole za to czeka nas szara rzeczywistość, do której będziemy zmuszeni powrócić. Ale to za chwilę.
Przyjdziemy.


Ostatnio zmieniony przez Milan Vasilchenko dnia Sob Lip 30 2016, 14:16, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

półkrwi

18 lat

VIII klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks, rozgrywający i kapitan w Zmorach

PisanieRe: Kładka   Czw Lip 28 2016, 21:03

Głupio mi jest być świadkiem historii, bo nie umiem jej sobie wyobrazić. Nawet tutaj trudno mi uwierzyć, że wszystko wokół, że żeliwo, po którym stąpam jest starszy niż ja. Przecież ja jestem od zawsze, od kiedy tylko pamiętam. A przecież liczy się to, co się pamięta. Niedługo przestanie mieć znaczenie nasze dzieciństwo, bo nabierzemy nowych, wyraźniejszych doświadczeń. W głowie zostanie tylko kilka z tamtych dni, a reszta zamieni się w fikcję odnawianą podczas oglądania zdjęć.
Nie robiliśmy sobie nigdy zdjęć. Ani we dwójkę, ani nawet w ogóle, o ile pamiętam. To typowe dla naszego wieku, wierzyć w nieomylność pamięci, we własną nieśmiertelność, a co więcej - w nieśmiertelność przyjaźni. Po co fotografować coś, czego nigdy nikt nie zabierze nam sprzed oczu.
Może i nikt by nie zabrał, ale prędzej czy później nawet sami siebie pozbawimy innych ludzi. Złudzeń.
Kiedy nauczymy się rozmawiać i powie mi o tej wyroczni (obym nie przegadał tego czasu plotąc o głupotach), pewnie o jedno go poproszę: nie jedź. Wszędzie przecież pojadę za nim, ale nie tam. Nie tam, gdzie ograbi się sam z wszelkich marzeń i nadziei. Zestarzeje się, gdy tylko dowie się, co się z nim stanie. Z Veroshką, ze mną. Może już wie, może już coś przemknęło mu przed oczyma.
- Boisz się?
Nie wiem, czego. Niby jestem chojrak, ale jest o co się bać. Że nigdy nie znajdziemy drogi do tej kopuły. Że nie pomieścimy się w klitce, jaką tworzy dla nas rzeczywistość tego kraju i tych czasów.
Nie ma nic złego w chowaniu się. Adrenalina jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła, chociaż żaden lekarz pewnie tego nie potwierdzi.
To niezła kryjówka, chociaż wiatr już chłodny. Prawie nie kojarzy się z wilgocią i szczurami, to prawie loża. Samozwaniec i cygan: oto, na ile świat pozwoli nam się zdobyć. Dobrze, że my jesteśmy łatwiejsi. No, ja na pewno.
Mój nos, znudzony już mieszanką zapachów miasta, w której nic na dobrą sprawę prócz ogólnie pojętego smrodu nie można wyróżnić zakrada się gdzieś w gąszcz puszczonych na wiatr włosów. Opieram podbródek o jego bark, stąd przecież też dobrze widać. A choć widok ładny, ile można tak po prostu patrzeć w przestrzeń.
Powrót do góry Go down
avatar


Kijów, Ukraina

błękitna

wieszczy

17 lat

VIII klasa

bogaty

Alrauna

PisanieRe: Kładka   Wto Sie 02 2016, 20:03

Świat jest starszy niż my. Pomyśl, ilu ludzi przewinęło się przed nami, jak inne były poprzednie epoki historyczne. Czy potrafisz też sobie wyobrazić, że kiedyś były tu tylko podmokłe tereny? To my, czarodzieje, postawiliśmy tutaj pierwsze budynki. Dostrzegasz, Anton, jak to wszystko idzie do przodu? Gdy oglądałem czarno-białe zdjęcia moich rodziców z lat młodości to nie mogłem uwierzyć, że Petersburg aż tak się zmienił. Nasze pokolenie z kolei raczej nie bawi się już w hobbystyczne kolekcjonowanie fotografii, choć chciałbym, aby było inaczej. Moglibyśmy przecież zacząć to robić, by później za kilka lat móc wziąć album w ręce i przypomnieć sobie to wszystko, co już za nami. Kim była ta osoba, która obok mnie stoi? Co wtedy takiego robiliśmy? Czy byłem wówczas szczęśliwy? Nie zapamiętamy wszystkiego, choćbyśmy mogli się nie wiadomo jak starać i próbować, a zdjęcia mogłyby nam pomóc. Jesteśmy przecież tylko zwykłymi ludźmi, a nasza pamięć nie jest niezawodna. Już wiele wspomnień, nawet sprzed kilku dni, umyka mi z pamięci, więc boję się nawet pomyśleć, co będzie właśnie za kilka lat.
- Tak. – Nie chcę kłamać, bo dobrze wiem, że nie powinienem tego robić. Zawsze trzeba mówić o swoich uczuciach, nawet jeśli obnażają nasze słabości i pokazują nas z zupełnie innej, wcześniej nieznanej strony. Należy mówić, że się kocha, gdy tak jest; krzyczeć, jeśli jest się złym; cieszyć się i dostrzegać małe rzeczy, często pomimo bezlitosności losu. Najważniejsza przy tym jest szczerość, zwłaszcza że jesteśmy kimś więcej niż tylko przyjaciółmi. Wciąż nie potrafię wszystkiego zrozumieć, ale nie czuję potrzeby, by to definiować. To jeszcze nie ta chwila. – Boję się wielu rzeczy, Anton. Nie jestem nieustraszony, mimo że czasem przyjmuję taką pozę. – Staram się jak najmniej udawać, choć sam pewnie zdajesz sobie sprawę z tego, że niekiedy jesteśmy zmuszeni być kimś innym. Choćby na moment. Opierasz się wygodnie na moim barku, a ja tylko wzdycham cicho i zamykam swoje oczy. Cieszę się, że jesteśmy tu razem, nawet jeśli w rzeczywistości zbyt wiele nie mamy. To nie jest teraz ważne.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

półkrwi

18 lat

VIII klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks, rozgrywający i kapitan w Zmorach

PisanieRe: Kładka   Wto Sie 02 2016, 22:12

Nie musieć kłamać - to szlachetne marzenie i utopijna wizja, w którą wierzylibyśmy może, gdyby nie ostatnie siedemdziesiąt lat naszej historii. Nie ma już w życiu miejsca na tak proste lekcje jak ta, że kłamstwo nie popłaca.
A zresztą, przeszłość uczy - uczciwi nigdy za daleko nie zajdą, zwłaszcza tu i teraz. Musimy dla siebie nakraść: pieniędzy, miejsca, racji bytu.
Kiedyś, bo nie pamiętam, czy był już u mnie latem, czy nie, pokażę mu wszystkie albumy, co trzyma w pudełku po butach moja mateńka. W połowie każdy z nich zapełniony jest wycinkami z gazet i plakatów reklamowych: przedstawiają mojego ojca. Na innych to, co zwykle się fotografuje: płaczący ja w wieku może dwóch lat, prześwietlone zdjęcie z wakacji na Krymie. Żaden fotograf by ich nie pochwalił, a stan podobizn ojca na pewno wyśmiał. Nie lubię ich oglądać - zbyt mało widziałem go na żywo, by móc porządnie go wspominać, a jednocześnie za bardzo jestem do niego podobny, by po prostu neutralnie przyglądać się tak jak ogląda się reklamówki fruwające w powietrzu przed kinem. Albo tonące w kałużach po seansie.
- Nieustraszony, pff. - parskam, trochę rozbawiony a trochę rozczulony w dziwny sposób. - Gdybym nie musiał ci zabijać pająków spod łóżka, może bym uwierzył.
Po co nam teraz roztrząsać, co naprawdę nas paraliżuje. Mamy ten jeden dzień, kilka godzin z dala od wszystkiego, a nie umiemy się nawet nimi bawić.
Pierwszy byłem, żeby wejść na dach i z całej siły w płucach drzeć się, żeby nic nie trzymać w środku. Ani jednej złości, ani odrobiny uciechy. Być tylko wzmacniaczem dla emocji i wypuszczać je z powrotem, niech pustoszą innych jak huragan.
Pierwszy byłem. Do czasu. A potem pojawiły się uszy, który mogą mnie usłyszeć, zapamiętać moje słowa i pomyśleć, że tym razem są na serio.
Nie wiążcie się z aktorami, ludzie.
Powrót do góry Go down
avatar


Kijów, Ukraina

błękitna

wieszczy

17 lat

VIII klasa

bogaty

Alrauna

PisanieRe: Kładka   Czw Sie 04 2016, 12:54

Nie musieć kłamać – to szlachetne marzenie i utopijna wizja, ale spójrz, jak wielu ludzi nie wyciąga wniosków z naszej historii i powtarzają swoje błędy. Nie potrafią zapamiętać tak prostej i jednocześnie ważnej lekcji, dlatego też czasem zastanawiam się, dlaczego w szkołach nie uczą nas prawdziwego życia, lecz na siłę starają się wbić do głów wiedzę, która później nie zawsze sprawdza się w praktyce. Ale nic nie możemy zrobić oprócz gdybania, tak skonstruowany jest świat – najwyraźniej musimy uczyć się utartych formułek, by potem kombinować i dziwić się, że przecież nie tak miało być; że chcieliśmy czegoś zupełnie innego. Życie jest nieprawdopodobnie zaskakujące, a tragiczna przeszłość naszych, obecnie rozdzielonych granicami, krajów bardzo dobitnie dała nam przecież do zrozumienia, iż nie ma tu miejsca na uczciwość – przetrwają najsilniejsi, jednak nie możemy zapomnieć o najsłabszych ogniwach.
- Odwal się! – obrażam się jak dziecko, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Żarty żartami, ale nawet ja, Milan Vasilchenko, mam swoje małe fobie, które staram się zwalczać. Jedną z nich są przede wszystkim te obrzydliwe, włochate pająki. Przerażają mnie nawet te najmniejsze, przez co Anton nie raz i nie dwa zwykł się ze mnie wyśmiewać przez te kilka lat wspólnego mieszkania w dormitorium, jednocześnie załatwiając za mnie brudną robotę. – Nie chciej, żebym to ja ci zaraz zaczął wszystko wypominać. – Mógłbyś się zdziwić, lecz miałbym co, wcale nie jesteś takim chojrakiem, za jakiego wszyscy cię mają. Ale to nie jest teraz ważne, masz rację, że powinniśmy się cieszyć, a nie rozmawiać na trudne tematy. Na to jeszcze przyjdzie pora, ale to nie jest odpowiedni moment. Poskaczmy po dachu, pogońmy się wzdłuż petersburskich uliczek i poszukajmy tej szklanej kopuły, której nigdy nie mogłem znaleźć.
Cokolwiek.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

półkrwi

18 lat

VIII klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks, rozgrywający i kapitan w Zmorach

PisanieRe: Kładka   Czw Sie 04 2016, 13:58

Wleźć na dach, najlepiej w środku nocy i w akompaniamencie tylko drących się kotów, wołać. Krzyczeć, drzeć się razem z nimi. O mnie, o nim, o nas: nic nie zostawić w tajemnicy. Białą farbą na murach mazać głupoty, które trzeźwej w rozsądku głowie się nie mieszczą, które zemdlą swoim idealizmem, ostateczny choć pusty wyraz szczęśliwości.
Wciąż boję się tak po prostu podejść do ciebie, bo zbyt wielu rzeczy jeszcze nie wiem. Ja jestem ja, a ty jesteś ty, i choć, wyjątkowo, jest czas, a pieniędzy na to nie trzeba, to jeszcze nie widzę miejsca na my.
Choćby próbowali, między strony podręczników nie upchną naszego życia. Nie zmieszczą się tam nawet banały płacenia rachunków albo uszczelnienia okien na zimę. Nie mówiąc w ogóle o uczeniu się, jak wytrwać z drugim człowiekiem, a nie przeciw niemu.
Z książkami zawsze byłem na bakier, nie uczę się szybko. Ale dalej mu będę te pająki zabijał, wytrwałość to też jakaś lekcja. Nawet jeśli nie przetrwamy, pomyśl z jakim hukiem wylecimy w powietrze. A że zasypią nas wapnem gdzieś w dole przy drodze - to już nie nam stanie na przeszkodzie.
- Dobra, dobra, już, księżniczko. - równie łatwo sprawić, żeby się obraził, co doprowadzić go z powrotem do pogodnego nastroju. Wystarczy się podroczyć, pocałować trochę, ewentualnie przekupić jakimś łakociem: młodzi mężczyźni są prości w obsłudze. - Co można mi wypominać, Milan, nie żartuj.
Niech się przyjrzy, póki jeszcze tu jesteśmy, z dala od innych oczu, na których podziw się wystawiam. Jaki jestem piękny i gładki i w ogóle.
Nagły hałas gdzieś w dole odwiódł mnie od zamiaru wdrapania się na dach kamienicy. Krzyki i wyzwiska, niewybredne epitety i krzyki kobiet.
- Ty, patrz, ktoś się leje na ulicy. Chodź, zobaczymy.
Może poprzyjmuję kilka zakładów, albo się dołączymy. Kiedy się człowiek okłada z kimś po pysku, dopiero czuje, że żyje.
Możemy potem razem lizać ewentualne rany.

Antek i Milan zt
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Kładka   

Powrót do góry Go down
 
Kładka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: