IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Tawerna Tryton

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieTawerna Tryton   Wto Kwi 05 2016, 20:41

Tawerna Tryton

Magiczna tawerna, której patronem jest marmurowy, wykonany z ogromną dbałością o detale tryton, wyciągający ogon ponad szerokim wejściem do głównej sali. To przestronne wnętrze ozdobione rybackim sieciami i elementami ekwipunku każdego morskiego wyjadacza, przez co lokal nierzadko nazywany jest siedzibą magicznych marynarzy. Często zatłoczona, głośna, dzieje się w niej bardzo wiele – poczynając od konkursów strzelniczych, po biesiady, których główną atrakcją są szalenie różnorodne dania z owoców morza i wysokoprocentowe alkohole. Tawerna znajduje się w pobliżu Zatoki Fińskiej, stąd z zakurzonych szyb okien można wyjrzeć w kierunku wody.
Powrót do góry Go down
avatar


Budapeszt, Węgry

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Panacea, Werniks

PisanieRe: Tawerna Tryton   Nie Kwi 17 2016, 15:46

Uliana w towarzystwie drogich kuzynek pojawia się w dzielnicy Niedźwiedziego Ryku, co powinno być odnotowane przez wszystkie gazety plotkarskie, bowiem dzień w którym trzy pięknie i bogato ubrane panienki spacerują sobie beztrosko po jednej z najstarszych dzielnic magicznej części Sankt Peterburga - powinien zapaść w pamięć wszystkim, którzy wyglądali już tych dni, kiedy ich kramy zapełnią się gośćmi gotowymi zostawić całą masę rubli za kilka książek czy szat. Jako jedne z pierwszych panny Gardonyi, Aristov i Kuragin, wybierają się na zakupy. Należało się przecież odpowiednio przygotować do szkoły, a uszycie nowych szat nie potrwa dwa dni, więc wpierw wypadało pójść na zdjęcie miary, a najlepiej oczywiście robić to w towarzystwie przyjaciółek. I chociaż panny Kuragin i Aristov wydawały się być tą wycieczką ogromnie podniecone, sama Uliana nie pałała zbyt wielkim entuzjazmem.
Zgodziła się na wycieczkę tylko dlatego, że oznaczało to, że na kilka dni zatrzyma się u kuzynki i mieszkając w Petersburgu będzie miała szansę (w każdym razie większą szansę) na spotkanie Walusia, czy jak wolała go nazywać Andriuszkę. Jej ukochany chłopiec nie odpowiadał na żaden z trzydziestu siedmiu listów, które wysyłała w przeciągu lata. Owszem, jeszcze w lipcu obiecywał, że przyjedzie do niej do Budapesztu, ona weźmie go nad Balaton i będą jedli lody w pięknych kawiarenkach i oglądali zachód słońca trzymając się za ręce. W pewnej chwili Adriuszka przestał jednak odpisywać na listy. Uliana wpadła w panikę, bo wiedziała, że to moze znaczyć tylko jedno: zakochał się w innej i nie wie jak ma jej to napisać. Chciał ją zostawić, chociaż obiecywali sobie wspólne życie na wieczność. Wysyłała więc każdego dnia kolejny list z błaganiami, by odezwał się. Ostatni wysłała pięć dni przed wyjazdem do kuzynki. Poinformowała go w nim, że będzie w mieście kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego. I żeby dał znak życia, bo zamartwia się ogromnie. Nie przyszła odpowiedź na żaden list.
Tak czy siak, spacerowała wraz z kuzynkami i wyglądała chłopca za którym tęskniło jej serce. W pewnej chwili zmęczone przysiadły w tavernie nieopodal wody. Uliana zamówiła lemoniadę i siedziała nieuczestnicząc w paplaninie kuzynek ze wzrokiem skupionym na leniwym rytmie fal. W pewnej chwili dostrzegła przez okno jego. Czy byla to tylko fatamorgana, wszak podobnych zdarzeń było co niemiara podczas pobytu w Sankt Petersburgu, czy chłopak rzeczywiście stał nad wodą, Uliana wstała od stołu i powiedziała jakąś wymówkę, że idzie do toalety, a później wybiegła przed tavernę i z szerokim uśmiechem (bo nawet nie mogła sie na niego złościć, przecież jej serce zabiło radością, kiedy go rozpoznała) chce mu się rzucić na szyję.
Tak w miejscu publicznym?
- Andriej, tak bardzo tęskniłam, czemu się nie odzywałeś? - odsuwa się o krok, wcześniej rzeczywiście zarzuciła mu ramiona wokół szyi. Jej naiwnością płonące spojrzenie szuka usprawiedliwień w twarzy młodego Walka - Przeprowadziłeś sie, zmieniłeś adres? Wysyłałam tysiące listów, a dokładnie trzydzieści siedem
I ma ochotę powiedzieć mu o wszystkim, ale najpierw daje mu chwilę na wytłumaczenie się i wyjście z szoku po jej ataku. Ale jak miała zareagować, tak długo go nie widziała!
Powrót do góry Go down
avatar


Wilno, Litwa

brudna

19 lat

IX klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks

PisanieRe: Tawerna Tryton   Nie Kwi 17 2016, 17:55

Rozstania nigdy nie są łatwe zwłaszcza, gdy druga osoba o tym nie wie. Wakacje się nieubłagalnie kończyły napawając Andrieja panicznym lękiem. Brzmi babsko i ślamazarnie, ale bał się stanąć twarzą w twarz z Ulianą. Ostrzeżenie jej rodziny nieustannie nad nim wisiało powodując problemy ze snem. Nie spał i opuszczał dom wyłącznie po to, aby odprowadzić rodziców do pracy lub załatwić pilne sprawy. Miał sporo czasu, aby popracować nad swoją nienawiścią do Gardonyi. Sumiennie punktował każde przewinienie patologicznych rodzin chcąc równocześnie przenieść to na Ulianę. Jak na złość ze wspomnień wyskakiwały wspólne spacery, dyskusje nad nowymi pozycjami rosyjskiej literatury, pocałunki i wspólne tajemnice. Stał się więc nerwowy, gburowaty i oschły dla każdego w pobliżu. Chciał ją nienawidzić równie mocno jak o niej zapomnieć. Może jakiś dorosły czarodziej się nad nim zlituje i wymaże pamięć? Nierealne zważywszy na to jak bardzo się zagnieździła w jego głowie, ale zawsze można było pomarzyć. Trzydzieści siedem listów nie ułatwiało sprawy. Nie otworzył żadnego z nich chowając do drewnianej skrzynki na skarby pod łóżkiem. Może gdyby przeczytał ostatni to wiedziałby, żeby nie zbliżać się do Sankt Petersburga akurat w te dni. Rodzice z siostrą wyjechali w odwiedziny do dziadków, więc mógł zająć się swoimi sprawami. Zamierzał kupić za jednym razem wszystkie szkolne przybory na ostatni rok, aby zminimalizować ryzyko spotkania Uliany i jej rodziny.
Odwiedził sklep z szatami i aptekę. Alchemiczne eksperymenty pożerały ogromne ilości składników jak i pieniędzy, dlatego przy księgarni obszedł się ze smakiem. Walewscy nie zarabiali okazałych sum, a prace dorywcze pokrywały ułamek z tego co miał w zamiarze kupić. Z ostatnimi galeonami w kieszeni odwiedził tawernę, aby napić się marynarskiego trunku. Był też głodny więc zapach tylko go rozdrażnił. Pokusa odwiedzenia banku stawała się coraz bliższa realizacji. Z pakunkiem pod pachą wszedł do środka i po odczekaniu w kolejce wyszedł na zewnątrz z małą buteleczką, która dzisiejszej nocy pomoże mu zapomnieć o wszelkich nieszczęściach. Przystanął przetrzepując kieszenie w poszukiwaniu paczki papierosów. Nie powinien palić, zabroniła mu już przy pierwszym razie, gdy pokazał się przy niej ze szkodliwą używką. Uliany jednak nie było, prawda? Odpalił, zaciągnął się i odwrócił w kierunku zatoki. Chwilę potem ją dostrzega, tuż pod nosem gdy zarzuca mu ręce na szyję.
Jeszcze się nie napił, a już ma zwidy. Zamrugał zaskoczony, przytomnie wypuszczając dym w górę. Tyle miejsc w Petersburgu, a musieli na siebie trafić. Spojrzał na jej uszczęśliwioną twarz, a potem na papierosa. Jakaś klątwa, czy co? Wyrzucił go pospiesznie do wody.
Zamiast nienawiści w głowie miał pustkę, ale za to w sercu zagościła radość. Wyglądała jeszcze śliczniej niż zapamiętał, może była nieco blada, a to spojrzenie!
- Nic nie dostałem – skłamał – Są chyba jakieś kłopoty… Z ptakami. – tłumaczył kulawo – Pracowałem i zwiedzałem.
Powrót do góry Go down
avatar


Budapeszt, Węgry

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Panacea, Werniks

PisanieRe: Tawerna Tryton   Nie Kwi 17 2016, 20:18

Kiedy mówi, że niestety nie otrzymał tysiąca listów, mina Uliany zrzedła, a ona sama wydaje się zupełnie nie być w stanie spytać czemu w takim razie nie pisał on do niej. Najważniejsze było wylanie smutków na kochanego Andriuszkę, za te wszystkie myśli, których nie był w stanie poznać.
- Nie dostałeś ani jednego? - jej usta wykrzywione w smutku współgrają z radością bijącą z oczu. Tak bardzo chciała go zobaczyć! - Ale na szczęście los nas tutaj ze sobą spotkał - dziewcze miało to do siebie, że nawet w najsmutniejszej historii potrafiło odnaleźć rzecz z której mogłaby czerpać zadowolenie. Dopiero teraz, kiedy już wstępnie nacieszyła się widokiem Andrieja zwraca mu uwagę, zadając kolejny stos pytań: - Gdzie podróżowałeś? Miałeś jakieś wspaniałe przygody? Szkoda, że ni napisałes mi nic o tym... bardzo się o ciebie martwiłam, myslałam nawet, żeby przyjechać do Wilna, ale... sam wieesz - bo opowiadała mu o tym, że w jej rodzinie będzie w lato wielkie wesele. Nie wspominając już o tym, że miała go na to wesele przemycić i właśnie dlatego powiedziała rodzicom rzecz może dość nieprzemyślaną, ale powiedziała, że chce zaprosić kolegę ze szkoły. Matka od tamtego dnia zaczęła traktować ją nieco inaczej, jednak Uliana zdawała się niczego nie zauważać, absolutnie nieświadoma, że jej próby ziszczenia jej marzeń skończyły się dla Andrieja tak tragicznie. Gdyby tylko wiedziała... Chyba zabiłaby się z tego wstydu, bo przecież dobrze wiedziała, że jej rodzina nie pochwala małżeństw z osobami nieposiadającymi krwi błękitnej. Jest jednak święcie przekonana, że Andriuszka wiedział, że i tak nie może przyjechać, więc przestał się odzywać. Ale kiedy tak na niego spogląda... on wcale nie wydaje się być skruszony swoim zachowaniem. Owszem odrzucił papierosa - o tym jednak później. Uliana przechyla głowę i wiedziona kobiecą intuicją zadaje pytanie: - Czy wszystko jest dobrze?
Boi się, boi się bardzo, że Walewski przyzna, że poznał na tej wyprawie kobietę swojego życia. I że nie wie jak ma rzucić dla niej Ulianę. Okropność!!
Powrót do góry Go down
avatar


Wilno, Litwa

brudna

19 lat

IX klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks

PisanieRe: Tawerna Tryton   Nie Kwi 17 2016, 21:43

Pustka. Nadal pustka, a powinien coś zrobić. Wysilić się na lepsze kłamstwo, albo zdobyć na półprawdę. Odprawić ją teraz. Szybko i brutalnie. Stał jednak jak głupiec chłonąc jej zapach i wygląd. Była naprawdę piękna. Otworzył usta zaraz je zamykając. Dochodziło do niego jak idiotycznie brzmiały jego słowa. Nie dostał żadnego z trzydziestu siedmiu listów? Czarodzieje posługiwali się niezawodnymi orłami. Pracował? Podróżował? Powinien do niej napisać, wysilić się na coś umiarkowanego co dałoby szansę na bezbolesne rozstanie we wrześniu. Może nawet powinien zerwać przez list? Żałosne.
- Ula… - zwrócił się do niej zdrobnieniem jakie sam wymyślił – Przepraszam, że tak wyszło.
Przynajmniej to było szczere. Dlaczego jej rodzina nie mogła pozostać w niewiedzy jeszcze przez ten rok? Po skończeniu nauki wszystko byłoby łatwiejsze. Nawet nie łączył tego z zaproszeniem na wesele będąc święcie przekonanym, że Uliana nie mówiła poważnie. Mugolak na weselu błękitnokrwistych? Nierealne. Nawet gdyby się tam pojawił to albo by go zabili albo potraktowali jak śmiecia przez co sam zrezygnowałby z udziału z ceremonii. Jego Ula potrafiła być czasami bardzo naiwna.
- Moja babcia zachorowała i przez większość czasu przebywałem w Polsce, a potem trafił się wyjazd do Puszczy Komi. – kolejne kłamstwo, ale już bardziej wiarygodniejsze. Pozostawało mieć nadzieję, że babulce zdrowie będzie jeszcze dopisywało przez wiele lat.
- Tak. Po prostu jestem zmęczony. Niedawno wróciłem i … Ale może dość już o mnie. Jak spędziłaś wakacje? Jak wesele? Jesteś tutaj sama czy… - urwał rozglądając się na boki jakby robili coś niewłaściwego. Poniekąd tak było, ponieważ jeśli przybyła tu z kimś z rodziny i zobaczą ją z nim to będzie miał poważne kłopoty. Walewscy będą mieli kłopoty i to nie małe. Nie mógł sobie pozwolić na powtórkę z rozrywki. Dlatego Uliana mogła dostrzec w jego spojrzeniu nerwowość. Całkiem uzasadnioną bo zawsze musieli uważać.
Powrót do góry Go down
avatar


Budapeszt, Węgry

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Panacea, Werniks

PisanieRe: Tawerna Tryton   Nie Kwi 17 2016, 22:49

I nagle powraca najprawdziwszy uśmiech na jej buzię, bowiem Andriej mówi do niej Ula, czyli własnie tak jak uwielbiała, kiedy do niej mówił. Gdyby nie to, że byli w miejscu publicznym w którym mógł dostrzec ją jakiś znajomy rodziców (najgorsza z opcji), to już uwieszona na jego szyji składałaby pocałunki na tych ustach, za którymi tęskniła całe tygodnie.
- Andriuszka, przecież się wcale nie gniewam. No może tylko troszkę, ale jak pójdziesz ze mną na Kołowianki, to przestanę byś zła - i tym sposobem Uliana znów sprawi, że jej idealny związek zostanie wystawiony na próbę. Bo chociaż ona nie ma pojęcia co się wydarzy na tym festynie, to narratorzy już wiedzą. I wcale nie będzie to informacja, która pomoże jej i Andriejowi ratować ich związek.
Gdyby tylko zdawała sobie sprawę jak bardzo namąciła. Niestety nie wie o tym, wciąż jest przekonana, że gdyby tylko Walewski chciał, to mógłby być jej partnerem na weselu. W najgorszym wypadku powiedziałaby wszystkim, że on jest jakimś królem z Persji, bo przecież nikt nie będzie robił mu badań krwi, kiedy tańczyłby z nią całą noc. To w jej głowie brzmiało jak największe marzenie. Uśmiechała się widząc oczyma wyobraźni jaką byliby piękną parą na parkiecie. Taka szkoda, że jeżeli będą chcieli zatańczyc na własnym weselu, nie będą mogli oglądać tego jej rodzice.
Wyciąga dłoń i kładzie ją w opiekuńczym geście na dloni Andrieja. To dwie, trzy sekundy poufałości, która im służy, bo może być niezauważona, może być odebrana za przyjacielską.
- Ojej, tak bardzo ci współczuję. Czy już z ną wszystko dobrze? - Uliana szczerze się zasmuciła, wszak jeszcze nie zdążyła poznać babci Andrieja, a tak bardzo by tego pragnęła! Szczególnie, że Andriuszka mówił zawsze o tym jak mocno ją kocha. - To dlatego znów zacząłeś palić?
Nie ma przecież do niego o to pretensji. Unosi brew na wspomnienie o tajdze, chciałaby dowiedzieć się wszystkiego na ten temat, przecież to musiała być wspaniała wyprawa. Nieco ją tylko zasmuciło, że nie dał jej znać. Tylko, że nim zdązyla spytać, on z kolei spytał o wesele. Uliana opiera się ramieniem o ścianę i przyznaje ze śmiechem:
- Wesele okropnie mi się dłużyło! Trwało cały tydzień i przysięgam ci, że już po trzech dniach byłam przekonana, że nigdy się nie skończy. To jednak męczy człowieka, nie wyobrażam sobie mieć tak długiego wesela. Nasze będzie krótsze, okej? - uśmiecha się leniwie, bo jak gdyby nigdy nic, jakby wcale nie zostawił jej na cały miesiąc w czarnej rozpaczy. Przeczesuje palcami włosy i kiwa głową.
- Jestem z kuzynkami, więc będę musiała zaraz pewnie do nich wrócić - to wcale jej nie cieszy, co Walewski może wyczytać z jej smutnej minki. - Ale zostaję w Petersburgu na kilka dni bez rodziców, mogłabym się wyrwać spod opieki kuzynek... - ona i te jej dwuznaczne propozycje, tak jakby wcale nie wiedziała, że one nigdy jej nie puszczą samej na miasto.
Powrót do góry Go down
avatar


Wilno, Litwa

brudna

19 lat

IX klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks

PisanieRe: Tawerna Tryton   Nie Kwi 17 2016, 23:47

Zaczynał nienawidzić samego siebie. Nie tylko za bycie oszustem, ale i za ochotę porwania jej w ramiona i wycałowania do utraty tchu. Tu i teraz bez względu na konsekwencje. Nawet wzrokiem szukał zaułka, który zapewniłby im dyskrecję. Na słowa o Kołowiankach westchnął ciężko jakby prosiła go o gwiazdkę z nieba. Nie lubił festynów na których oczywiście błyszczała najwyższa klasa przedstawicieli czarodziejskiej społeczności. Dla niego, mugolaka nie było w tym nic ekscytującego. Oj Ula, Ula jakaś ty głupia.
Otwierał już usta, aby zapewnić ją o niemożliwości wspólnej zabawy kiedy ni zowąd język go zdradził.
- Dobrze, ale i tak nikt nie może widzieć nas razem.
Dlaczego się zgodził? Wyznaczał sobie ostatnią porcję Gardonyi przed wrześniową dietą?
Mogli pójść udając jak zwykle przypadkowe spotkanie. Za to jeszcze nikogo nie zabiją, a i w każdej chwili będzie mógł się wymknąć. Dobrze znał te całe Ołowianki. Ulianę niemalże co roku porywały kuzynki i koleżanki na żeńskie pogaduchy z tańcami więc ucieknie. Dumny z własnej bystrości obdarzył ją uśmiechem. Podobnym do tego jakie okazuje się dzieciom wierzącym w istnienie Świętego Mikołaja.
- Z babcią wszystko dobrze, nie musisz się martwić. Papierosy to tak przejściowo – zapewnił jakby nadal była jego dziewczyną. Dobrze, że buteleczkę marynarskiego samogonu schował do kieszeni. Wysłuchał opowieści o weselu ciesząc się, że go tam nie było. Wesele trwające tydzień? Matko Bosko, jak mawiała babcia. Wzmiankę o ich przyjęciu przemilczał z bolesnym ukłuciem wiedząc, że i tak nic z tego nie będzie. Bywały noce podczas których pozwalał sobie na marzenia w tym jedno, gdzie Ula staje się panią Walewską. Jednak w przeciwieństwo do niej zdawał sobie sprawę z nierealności takich pragnień. Koldovstoretz był idealnym inkubatorem na nastoletnie miłostki, ale życie pisało inne scenariusze.
- Wracam dzisiaj do Wilna. – odrzekł natychmiast nie chcąc obiecać jej więcej niż musiał. I tak już zbytnio sobie pofolgował.
Powrót do góry Go down
avatar


Budapeszt, Węgry

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Panacea, Werniks

PisanieRe: Tawerna Tryton   Pon Kwi 18 2016, 00:08

- Ostatnio trochę spoważniałeś chyba - mruga do niego mając na myśli tę ostrożność, o którą wcale go nie podejrzewała, bowiem nie jeden raz to ona się wycofywała słysząc jak nauczyciele szwędali się po korytarzach, wolała sie przed nimi nie ujawniać , bowiem połowa z nich była przyjaciółmi Starszyzny, a dobrze wiadomo, że stamtąd już niedaleka droga do ojca bądź matuli. - A ja z kolei, wręcz odwrotnie, jestem gotowa przedstawić cie mojej mamie - to wielkie wyznanie pozostało jednakże bez większego echa, bowiem zaraz wpadła do głowy Uliany jeszcze jedna myśl: - Musze ci powiedzieć coś wspanialego! Zostałam powołana do Komitetu Dyscyplinarnego, także w tym roku będziesz musiał mieć sie na baczności jeżeli nie chcesz zostać ukarany - i kolejne mrugnięcie, lecz tym razem rzeczywiście żartobliwe i zadziorne. Uliana miała ochotę zaraz zamknąć go w swoim pokoju i nigdy już nie puścić. Mogliby całować się za wszystkie te dni, kiedy nie byli ze sobą. Oczami wyobraźni Uliana już wybiega w przyszłość do ich ukrytej kryjówki w której spotykali się i nikt im nie mógł przeszkadzać, to był taki ich prywatny świat, do którego nie miał wstępu nikt. A tak trudno o podobne miejsce w Akademii.
- No to w takim razie jestem już spokojna - zabiera rączkę i zagryza dolną wargę, jakby się męczyła, jakby chciała cos mu powiedzieć. Chciałaby się z nim spotkać, porozmawać nieco dłużej, ale to już niemożliwe. - Onie, musisz jechać? - jasne że musi, zasmucona Uliana zwiesza na chwilę głowę i przy jej uniesieniu spogląda w jego oczy. - Nie mogę się już doczekać, kiedy będziemy mogli znów siedzieć w naszej kryjówce. Mam ci tyle do opowiedzenia, muszę streścić wszystkie trzydzieści siedem listów
Ciało ją boli, że nie może się do niego przytulić. Stoi zdystansowana odpowiednio i miętoli rękaw swojej sukienki. Wie, że musi stąd odejść. Ale tak bardzo chciałaby móc z nim rozmawiać jeszcze tydzień bez ustanku.
Powrót do góry Go down
avatar


Wilno, Litwa

brudna

19 lat

IX klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks

PisanieRe: Tawerna Tryton   Pon Kwi 18 2016, 01:15

W Koldovstoretz czyhało na nich o wiele więcej pułapek w postaci nauczycieli i innych uczniów niż poza terenem akademii, a mimo to on potrafił zachowywać się nieostrożnie kusząc los. Kusił i przekusił sprowadzając na rodzinę nieszczęście. Nie mógł sobie pozwolić na wesołego Andrzeja, który opowiadałby żarty i imponował Uli tańcem-połamańcem.
Należało w końcu dojrzeć i wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. Zawalił sprawę więc to naprawi. Dalsze rewelacje ukochanej wywołały na jego twarzy konsternacje. Chciała go przedstawić matce? Zaraz chyba zacznie się śmiać i od razu pójdzie się utopić. Daleko do wody nie miał. Informacja o Komitecie Dyscyplinarnym ani trochę nie poprawiła jego nastroju, bo miał uraz do tego stowarzyszenia. Kolejna wylęgarnia idiotów leczących swoje małe ego odejmowaniem punktów. Dotychczas miał Ulę po swojej stronie, ale domyślał się, że będzie musiał jej unikać z dodatkowych powodów. Uśmiechnął się do niej nie wiedząc co powiedzieć. Był przy tym mało przekonywujący, więc zapewne wyszedł z tego jakiś grymas.
Patrzenie na niczego nieświadomą Ulianę stawało się coraz większą torturą dla ciała i umysłu.
Musiałby mieć serce z kamienia, żeby nie czuć tęsknoty oraz chęci zatrzymania jej dla siebie.
Chciał znowu poczuć miękkość jej skóry, smak zaróżowionych usteczek i polny zapach włosów. Pragnął wysłuchać miliona opowieści o tym co się jej przytrafiło, kto ją zasmucił, a kto rozweselił. Co się jej udało, a co zepsuła. Była tak blisko i daleko zarazem.
- Możesz napisać nowy list. – powiedział jakby zapomniał o swoim wcześniejszym kłamstwie. Tym razem pewnie postarałby się o odpowiedź. – Ula… - zaczął i niewiele myśląc pociągnął ją za róg tawerny w miejsce może mało romantyczne, ale za to nikt ich nie dojrzy z okien. Złożył pocałunek na czubku jej głowy.
- Muszę już iść – odchylił się z trudem starając się nacieszyć wonią włosów.
Powrót do góry Go down
avatar


Budapeszt, Węgry

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Panacea, Werniks

PisanieRe: Tawerna Tryton   Pon Kwi 18 2016, 19:58

A jednak przez pierwszy rok nikt na nich nie doniósł, więc kto odważył się zrobić to w kolejnym roku? Uliana na sam koniec skojarzy, że właśnie to ona uruchomiła całą tą machinę - że to jej wyznanie, że chciałaby zaprosić kolegę ze szkoły, obudziło w rodzicach podejrzliwość. To dlatego zaczeli zadawać pytania. Dowiedzieli się rewelacji, które ich nie zadowoliły. Bo jej chłopiec nie był wcale członkiem rodu królewskiego, ale zwykłym mieszkańcem Wilna. Dla niej oczywiście był niezwykły, ale ona jako jedyna w swojej rodzinie nie liczyła się z tytułami. Sama się nawet dziwiła, że ktokolwiek we współczesnym świecie sie nimi przejmuje.
Jego słaby uśmiech rozbawił Ulianę.
- Och nie przejmuj sie, przecież mając mnie w Komitecie możesz czuć się spokojny - uświadamia mu i już ma odruch wtulania się w jego ciało, lecz na całe szczęście hamuje się w porę. Chociaż to takie trudne, Andriuszka bardzo wyprzystojniał przez wakacje, a może to kwestia tego, że na prawdę dawno go nie widziała? Jej spojrzenie jest tak przesiąknięte marzeniami, że trudno będzie jej przetłumaczyć, by kiedykolwiek zapomniała o Walewskim.
- Będzie długi na kilometr, żaden ptak tego nie udźwignie - żartuje i zaraz romantycznie zostaje przestawiona w inne miejsce. Och, już pomyślała, że w końcu będzie mogła go całować, ale Adriej wiedział dobrze, że na to pozwolić sobie nie może. Przymknęła oczy z jakiegoś smutku i ciężkości, że tylko na takie gesty mogą sobie teraz pozwolić. Przeklęte zasady!
- Na prawdę musisz już? - jej oczy łakną jego widoku, tego spojrzenia, które napełniało ją niewyobrażalną siłą. Nie chciała go puścić, dopiero co się spotkali. Musiał iść? Jego pociąg nie zaczeka? Ale dlaczego nie chciał przeciągać ich spotkania, czyżby jednak miał kogoś na oku? Kogoś, to nie jest nią? Przerażona uświadomiła sobie, że żeby go zatrzymać powinna jak najprędzej powiedzieć mu, że chce z nim mieszkać i że chce, żeby jej się oświadczył. Wtedy jej nie odmówi, prawda? - Nie możesz skłamać, że uciekł ci pociąg i pojechac kolejnym? Zapłacę za bilet i za hotel. Nie chcę znów pisać listów, chce spędzić z tobą trochę czasu - prosi go, będąc na skraju wyczerpania w trudnej sztuce powstrzymywania się przed przytuleniem się do niego. Najzwyczajniej w świecie mówi teraz rzeczy o których jako dama powinna zapomnieć. Po pierwsze - nikt jej nie pozwoli nocować poza domem kuzynki, czy siedzieć samej w hotelu z chłopcem , zresztą nawet jeżeli Andriuszka się nie obrazi o to, że ona proponuje mu, że sama zapłaci za jego pobyt, to na pewno rodzice się spytają na co wydała pieniądze, które miała w skrytce. I jakkolwiek może skłamać, bo kłamać to ona umie, tak nie wytłumaczy rachunków, które trafią na biurko jej ojca. Pewnie będzie tam napisane jasno, że zafundowala komuś przejazd do Wilna i jedną noc w pięknym hotelu. Bo najpewniej wziełaby jakiś drogi hotel, ona pewnie nawet nie ma pojęcia o tańszych.
Powrót do góry Go down
avatar


Wilno, Litwa

brudna

19 lat

IX klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks

PisanieRe: Tawerna Tryton   Pon Kwi 18 2016, 20:40

Każda minuta tego spotkania osłabiała jego postanowienie o szybkim końcu. Tak dobrze było ją mieć przy sobie, że zapominał o swojej złości. Pragnął ją stąd zabrać i wyjechać daleko, gdzie mogliby żyć bez obawy o odwet węgierskiego rodu. Świat był ogromny, stwarzał wiele możliwości zarówno dla mugoli jak i czarodziejów. Zauroczenie podpowiadało mu, że sobie poradzą. Bez magii można było żyć, a nawet wykorzystać ją do kamuflażu. Gardonyi daliby sobie w końcu spokój i po prostu wypaliliby Ulianę z rodowego gobelinu. Musnął jej policzek palcami zakładając ciemny kosmyk za ucho. Może powinien przystać na jej propozycje? Zostać i spędzić chociaż jeden dzień razem, ten ostatni raz. Delektować się bliskością, chłonąć dotyk i zapach, utrwalać dźwięk jej głosu, żeby nie zapomnieć jak to jest kochać. Niestety oferowanie pieniędzy przypomniało mu o sierpniowym zajściu, co automatycznie odmalowało się na jego przystojnej twarzy.
- Nie jestem biedakiem i w przeciwieństwie do ciebie nie muszę się nikomu tłumaczyć z tego gdzie idę i z kim. Mam normalnych rodziców. – żachnął się nie bez powodu, bo ostatnie czego chciał to leżakowanie po hotelach za pieniądze tych węgierskich szui. Miał swój honor i dumę Polaka, co już dawno mogła zauważyć bo choć był biedniejszy od niej to nigdy nie pozwalał jej w swoim towarzystwie płacić za cokolwiek. Nawet prezenty jakimi się wymieniali podczas uroczystości nie cierpiały na jego statusie materialnym, jak to robił to jego tajemnica. Nie bał się ciężkiej pracy ani obowiązków jakie płynęły z „posady” chłopaka.
- Po prostu sobie tego nie utrudniajmy – powiedział odsuwając się od Uliany wiedząc, że nie zasłużyła na niemiłe słowa. Przybrał łagodniejszą postawę i chcąc jej wynagrodzić swoją poprzednią wypowiedź napomknął o Kołowiankach.
- Spotkamy się na festynie. Tak jak zawsze. Teraz i tak nie zdołasz się wymknąć kuzynkom. Za duże ryzyko – czuł powinność przypomnienia jej jak ważna jest dyskrecja. Długa nieobecność Uliany już teraz mogła wzbudzić ich niepokój i lada chwila rozpoczną poszukiwania.
Powrót do góry Go down
avatar


Budapeszt, Węgry

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Panacea, Werniks

PisanieRe: Tawerna Tryton   Pon Kwi 18 2016, 22:22

Uciec jak najdalej stąd, wbrew wszystkim, wbrew zasadom i oczekiwaniom. Pragnie tego. I z ich dwójki to własnie ona byłaby bliższa wykonaniu tego ryzykownego kroku. Bo przecież postawiliby się przeciwko jej rodzicom. I jeżeli i tak mialaby ich stracić, to zrobiłaby to tylko i wyłącznie dla Andrieja. Dziś nie wie tego, że może kiedyś będzie musiała. Ale teoretycznie to ona miałaby lepiej. Odcinając się od nich nie miałaby już nic co trzymałoby ją w pobliżu Rosji. Lecz on, jemu jeszcze zostałaby rodzina. Przecież nie zabraliby ze sobą jego rodziców, babci. Gdyby uciekł z nią, czy nie skazałby ich na niebezpieczeństwo? Musiał o tym myśleć, musiał się pilnować.
Na dzień dzisiejszy, Uliana jednak wciąż wierzy w to, że matka pozna, że w sercu dziewczyny już na dobre zadomowił się on i że wszelkie próby skończą się tragedią. Oczywiście jak to bywa już w takich historiach, już niedługo przekona się, że naiwne były te nadzieje.
Uliana dobrze wie, że Andriej ma racje. Dlatego przewróciła oczami i wzdycha. Cóż zrobić, rodziców się nie wybiera.
- Wiem, przepraszam - mówi pośpiesznie, sama się zresztą zawstydziła, że zaproponowała mu kupowanie czasu. Ale nie ma nic innego do zaoferowania, a jej pieniądze ułatwiłyby tak wiele!
Wiadomo, że nie czuje się przy nim zaniedbywana. Czasami przynosił jej prezenty. Wcale nie były najtańsze, dlatego przy każdym czuje się okropnie, ale szybko jej mijają te myśli, bo wszystko co dostaje od Walewskiego napawa ją radością. Mógłby jej nawet ofiarowywać polne kwiatki a dla niej i tak byłyby to klejnoty cenniejsze od wszystkich naszyjników i broszek, które miała w swojej skrytce.
Nie chce się zgodzić na to, żeby już znikł z jej pola widzenia, ale on już zadecydował i nie mogła mieć innej uwagi. Dlaczego, och dlaczego to musi tak wyglądać.
A później przypomina jej o święcie na którym się spotkają, co znów poprawia jej humor. A szczególnie jest rozbawiona na myśl o kuzynkach, które już pewnie zachodzą w głowę gdzie ta Gardonyja.
- Zawsze mogłam zostać porwana - sugeruje z uśmiechem, który ogarnął także i jej oczy. Zadziera tak głowę i spogląda na Walewskiego z ogromną radością. Bo nie tylko ona wie dobrze, jak bardzo chciałaby być porwana. Przez Adrieja oczywiście, bo być porwanym przez kogokolwiek innego nie miała zamiaru! Ale to byłaby nie tyle tragedia, co największe szczęście w jej życiu: uciec z ukochanym tam gdzie jej zaproponuje, mieć tylko siebie nawzajem. Prawdziwe marzenie!
- Poznasz mnie po czerwonej sukience, nie chciałabym żebyś mnie nie zauważył
Czy to już, czy już musi odejść? Robi bezpieczny krok w tył, chociaż najchętniej przysunęłaby się jeszcze o jeden w jego stronę.
Powrót do góry Go down
avatar


Wilno, Litwa

brudna

19 lat

IX klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks

PisanieRe: Tawerna Tryton   Pon Kwi 18 2016, 23:31

Nie mógł już teraz się z tego wycofać. Dwukrotnie potwierdził swoją obecność na Kołowiankach dając jej do zrozumienia, że znajdą dla siebie czas. Może się uda, już raz się udało i to z powodzeniem. W tłumie łatwo się zgubić, a Andriej potrafił wynajdywać zaciszne miejsca równie dobrze co tworzyć pułapki-niespodzianki. Poczuł nadciągającą nostalgię. Festyn będzie ich ostatnim razem. Ostatni uścisk dłoni, ostatni pocałunek, a potem rok cierpienia. W głowie już nie miał pustki, ale za to kłębiły się w nim przeróżne myśli. W większości sprzeczne ze sobą bo rozsądek przepełniony gniewem przypominał o zemście, a inne roztkliwiały się nad przyszłą utratą. Insynuowanie porwania wyrwało go z krótkiego zamyślenia co skomentował najprawdziwszym prychnięciem. No co za niedorzeczne pomysły! Jeszcze miesiąc temu zbyłby to uśmiechem, a nawet przyklasnąłby, ale teraz… Teraz to było nie na miejscu. Przeczesał wolną dłonią kruczoczarne włosy, które nieznacznie urosły od ich ostatniego spotkania. Żal mu było Uliany, bo znał ją i nigdy nie spotkał tak szczerej, dobrej dziewczyny. Nawet jej naiwność miała swój urok. Różnili się od siebie na tyle, aby przez lata się nie zauważać, a byli na tym samym roku. Życie bywało pełne niespodzianek, a tak sobie obiecywał żadnych amorów z arystokracją! Na wzmiankę o czerwonej sukience przekrzywił nieznacznie głowę nie zdając sobie sprawy, że się uśmiecha.
- Zawsze cię zauważę, nawet w tłumie czerwonych sukienek.
Taka była prawda. Może to dar zakochanych, albo był spostrzegawczy. Ulę zawsze i wszędzie wypatrzył. Tym razem będzie tak samo. Nie umknął jego uwadze jej krok w tył.
Czas się rozstać bo jak tak dłużej postoją to naprawdę ją porwie. Nie był tak silny jak uważał.
- Muszę już iść – rzekł bez większego przekonania – Uważaj na siebie.
Mógł ją przytulić? Pocałować? Tak bez niczego było niezręcznie, więc pochylił się obdarzając ją szybkim dotykiem warg i ukłuciem zarostu po czym odsunął się zanim mogła odwzajemnić gest.
- Do zobaczenia.
Uśmiechnął się po raz ostatni, zwiększył dystans i na jej oczach teleportował się poza teren tawerny nie chcąc narażać ich na większą udrękę.

zt
Powrót do góry Go down
avatar


półkrwi

33

zamożny

Kompozytorka

PisanieRe: Tawerna Tryton   Czw Paź 20 2016, 22:20

Dodasz do wódki trochę kolorowego syropu i już masz fikuśnego drinka wartego kilka rubli. Kapitalizm w wykonaniu rosyjskich Tawern, możesz poczuć się jak bohaterka zachodniego filmu o wyzwolonej kobiecie za cenę dniówki ponad połowy społeczeństwa. Pewnie kupiona pokrętnie flaszka spirytusu byłaby tańsza niż zasypany lodem kieliszek…
Ale przecież kobiecie z klasą nie wypada po prostu zamówić kieliszka żołądkowej.
A samotne picie w domu to nic więcej niż alkoholizm.
Tak sobie mówię, co wieczór wędrując po miejskich pubach i tawernach. Dwa, trzy miejsca. Po jednym, dwóch drinkach w każdym. Na tyle dużo by zasnąć z przyjemnym szumem w głowie. By zasnąć w ogóle. Alkohol otępia zmysły, nawet te pomieszane. Wygłusza dźwięki smaków i zapachy widoków. Pozwala odpłynąć w świat bez snów. Trzy, cztery drinki. Na tyle mało by rano nie obudzić się z ciężką głową i opuchnięta twarzą. Ilość wystarczająca by nieco się rozluźnić i dobrze się bawić. Nie na tyle duża by stracić nad sobą panowanie czy nabawić się dziur w pamięci.
Wszystko pod kontrolą. Jak zwykle wszystko pod kontrolą.
To drugie miejsce i druga wódka dzisiejszego wieczoru. Kieliszek pusty do połowy. Siedzę przy barze w bezpiecznej odległości od innych gości, nie ma ich zbyt wielu, nikt nie zdaje się być chętny do rozmowy. Na całe szczęście. Palcami wystukuję rytm grającej w tle muzyki, wpatruje się w horyzont za szeroką wodą.
Idzie zima. Czuję jej chłodny smak.
Szkoda. Popłynęłabym w rejs. Gdzieś daleko. Gdzieś gdzie świeci słońce. Gdzie przygotowanie drinka nie polega na wlaniu niebieskiego syropu do wódki i zasypaniu tego kostkami lodu. Gdzie wypicie dwóch w jednym miejscu nie jest uważane za coś uwłaczającego dla kobiety.
I gdzie, co najważniejsze, ludzie są bardziej żywi. Nie szarzy, nie nudni, smętnie wgapiający się w puste kieliszki i pijący za brak perspektyw.
Powszechne przyzwolenie na beznadzieję i we mnie wyzwala marazm. Jeszcze próbuję walczyć i wkładam kolorowe szpilki, ale moja sukienka jest czarna, jak wszystko dookoła.
Chciałabym teraz tańczyć. W miejscu gdzie słychać śpiew, nie narzekania. Zrzucić z siebie niewygodne buty, poczuć pod stopami gorący piasek.
Nie byłam na wakacjach od pięciu lat. Idealny pracownik, tylko po śmierci ojca wzięłam kilka dni urlopu, a i tak wróciłam szybciej bo przytłaczała mnie cisza czterech ścian.
Cisza w końcu też ma swój dźwięk. Przeszywający. Dudniący. Czasem niski, czasem wysoki.
Cisza wchodzi do głowy i nie chce z niej już wyjść. Wszystko spowija swoim mrokiem. Otumania - w znacznie mniej przyjemny sposób niż alkohol.
Stąd te kieliszki. Każdego wieczoru.
Dzisiaj.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

nieznana

33 lata

przeciętny

milicjant

PisanieRe: Tawerna Tryton   Pon Paź 31 2016, 10:55

Samotne picie w domu to nic innego jak alkoholizm. Może dlatego staram się być w mieszkaniu jak najmniej, a gdyby nie Piorun to unikałbym tego miejsca jak ognia. O wiele lepiej czuję się w lokalnych barach, nierzadko chodząc od jednego miejsca do drugiego i umilając sobie każdy wieczór dawką mocnego alkoholu. Nie ma co się oszukiwać, że jest go w moim życiu coraz więcej; jakby miało to mi w czymś pomóc, w jakimś chwilowym zapomnieniu przed problemami, które mnie dopadły. A ostatnimi czasy trochę ich się nazbierało, nie tylko zawodowych, ale przede wszystkim sercowych. Przejebana sprawa, bo nie dawały mi spokoju – zwłaszcza od pamiętnego momentu, w którym Ida pojawiła się niczym grom z jasnego nieba. Tak już się stało, że po raz kolejny rozjebała mnie od środka i wywróciła mój świat do góry nogami, a ja do tej pory nie potrafię podnieść się i zwyczajnie pójść dalej. W niczym nie pomaga mi też myśl, że Ida jest gdzieś obok, właśnie tutaj – w Petersburgu. Jakby nie mogła spakować walizek i po prostu wyjechać gdziekolwiek, byleby daleko ode mnie. Teraz mam wrażenie, że to miasto jest dla nas trochę za małe. Męczę się z tą świadomością. Przecież w każdej chwili mogę ją spotkać.
Za każdym razem, gdy późnym wieczorem odwiedzam jakieś miejsce, boję się, że zaraz ją gdzieś spotkam. Co prawda nie widzieliśmy się od ostatniej kłótni, ale to wciąż za mną nieustannie chodzi i nie potrafię się od tego uwolnić. Zawędrowanie do Trytona okazało się być błędem i zdałem sobie sprawę to dopiero w momencie, w którym pojawiłem się przy barze i zamówiłem kieliszek wódki. Zaraz obok siedziała przy mnie ona. Właśnie ona. Pierdolona Ida Tanasevich. Ty. Tutaj. Spierdalaj stąd – myślę sobie, jednocześnie starając się zachować pełen spokój. Nie jest to dla mnie łatwe, zwłaszcza iż zebrało się we mnie naprawdę wiele sprzecznych emocji. Co ty tutaj robisz? Powinnaś stąd zniknąć, wyjechać z Petersburga, dałem ci na to czas. Nie chcę cię widzieć, Tanasevich, tym bardziej w jednym z moich lokali, w którym dość często bywam. Po co tutaj jesteś? Bierz co twoje i won. Już mnie nie obchodzisz.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Tawerna Tryton   

Powrót do góry Go down
 
Tawerna Tryton
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: