IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Tawerna Welesa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieTawerna Welesa   Pią Kwi 01 2016, 10:55

Tawerna Welesa

Tawerna Welesa to wyjątkowo obskurny i odrapany budynek, który ulokowany jest na niemal obrzeżach magicznej części Petersburga. Mimo że absolutnie nie zachęca swoim wyglądem, a szyld lokalu już dawno został zniszczony, to od lat nieustannie przyciąga klientelę. Nie bez powodu, gdyż to właśnie tutaj rozgrywają się wszelkie nielegalne przetargi i handle, stąd też równie często można spotkać tutaj milicję. Interwencje służb bezpieczeństwa i aresztowania drobnych złodziejaszków nikogo nie zniechęcają, a podejrzanej klienteli zdaje się nawet na moment nie ubywać. Samo pomieszczenie niemal w całości wyłożone jest czerwoną cegłą, co nadaje surowości wnętrzu. Oświetla je ogromny, porośnięty pajęczynami żyrandol, który w ostateczności nie daje zbyt wiele światła, dlatego też na drewnianych stolikach umieszczono zardzewiałe, licho tlące się świeczniki. Przy długim barze stoi za to nieco zaniedbany posąg Welesa, podziemnego boga magii i bogactw.
Powrót do góry Go down
avatar


tu i tam

czysta

26 lat

ubogi

pielęgniarka

PisanieRe: Tawerna Welesa   Pon Maj 02 2016, 01:52

Nie śmieszą już moje żarty.
Czy wiesz, że za kilka miesięcy będę mieć dwadzieścia siedem lat? Podobno powinnam dojrzeć, dorosnąć, coś zrobić, jakoś wziąć się w garść, osiąść na stałe w jednym miejscu, zapuścić korzenie. Moje koleżanki ze szkoły noszą już brzuchy, sezon białych sukienek miał miejsce dwa lata temu. Byłam na kilku pierwszych weselach, ale wojskowe buty i poobijane kolana nie pasowały do ślubnych scenerii, ciętych kwiatów i długich welonów. Kiedyś nawet jeden złapałam wiesz, welon, wpadł mi w ręce chociaż wcale nie chciałam. Podobno to wróżba, że będę następna - ale tyle już było kolejnych, nigdy nie wierzyłam w przepowiednie.
Chciałam tylko, żeby chciał ze mną zostać. Nieustannie czuje, że ciągle mi czegoś brak. Myślę, że to mogło być proste, ale nie wiedziałam jak temu sprostać. Powiedz, co jest ze mną nie tak? Myślałam, że wystarczy kochać i być w tym szczerym, ale teraz myślę, że słowa też są ważne. Każde uczucie trzeba wyrazić głośno nim będzie na to za późno.
Dwa miesiące wędrówki z plecakiem i wciąż nie wiem czy nie jest za późno.
Plan wycieczki był ambitny a i tak zrealizowaliśmy go z nawiązką, brat i ja. Z ciężkimi plecakami przez cały Wietnam, Kambodżę Laos i Tajlandię. Najczęściej pieszo, czasem udało się złapać autostop. W nocy spaliśmy pod gołym niebem, zbyt zmęczeni by rozkładać namioty - co z tego. Ciepły wiatr muskał naszą skórę, gwiazdy oszałamiały swoim pięknem. Skóra szybko pokryła się czerwienią - z czasem brązem. Jasne włosy stały się nieomal białe, na nosie wykwitły piegi. Świeże owoce prosto z drzewa i dużo śmiechu, przepis na udane wakacje.
Każdy wybuch wesołości podszyty był melancholią.
Wróciliśmy kilka godzin temu. Schowaliśmy plecaki pod łóżko tej małej klitki którą zamieszkiwać będę przez najbliższe dziesięć miesięcy. Długi prysznic i jestem gotowa do wyjścia - brat padł na materac jak nieżywy, pewnie nie ruszy się do rana. Niech śpi, jutro zaczyna kolejny rok szkoły. Ja tylko kolejny rok pracy.
Nie przyszło mi do głowy by szukać czegoś nowego. Może to tylko sentyment, ale dobrze pracuje mi się w starych murach niegdyś zwanych domem. Nie jestem już małą dziewczynką by po raz kolejny przypisywać Koldovstoretz to miano, ale wciąż czuje się tu bezpiecznie. Przez chwilę nie muszę szukać Domu, mogę przystanąć, zatrzymać się, zaczerpnąć oddechu.
Przeczekać, doczekać momentu w którym będę gotowa wyjść ze swojego kokonu.
Ciągnie mnie do nocnego życia. Myślę o tańcu, ale zanim przyjdzie na niego pora chętnie napiłabym się piwa. A może nawet i wódki, dawno nie czułam w ustach jej palącego smaku. Kroki same prowadzą mnie do znanej speluny, miejsca w którym wiem, że znajdę towarzysza. I proszę, siedzi - przed nim kieliszek, też potrzebujesz przyjaciela.
Siadam obok na wysokim stołku, palcami ledwie zauważalnie muskając twoje plecy. Zamawiam to samo, lepiej pić w towarzystwie. Samemu to podobno alkoholizm - we dwójkę już przyjemny wieczór.
I dobra zabawa, tak mówią.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

nieznana

33 lata

przeciętny

milicjant

PisanieRe: Tawerna Welesa   Sro Cze 08 2016, 08:17

Czy wiesz, że za kilka miesięcy będę mieć trzydzieści cztery lata? Wiesz. Mamy przecież urodziny w ten sam dzień i niemal od początku naszej zawiłej znajomości świętujemy go w naszym kameralnym najbliższym gronie – ty i ja, mój pies Piorun i twój młodszy brat. Sam jednak już nie wiem, czy czuję się na swój wiek i czy nie jestem czasem zbyt zgorzkniały. Jednocześnie mam nieodparte wrażenie, że życie przelatuje mi przez palce, a ja wciąż nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Spójrz chociażby na moich znajomych z pracy – każdy z nich kogoś ma. Zakładają rodziny, płodzą dzieci czy wspólnymi siłami budują domy na obrzeżach Petersburga, bo to w końcu ten czas, w którym zgiełk miasta zaczyna ich już męczyć. To taki szczęśliwy obrazek, którego zawsze starałem się uniknąć. Teraz pozostaje jednak pytanie, czy dobrze to zrobiłem. Czy ja, Boris Drasković, prawidłowo rozegrałem swoje życie? Prawdopodobnie nigdy nie znajdę odpowiedzi na to pytanie, choć może na łożu śmierci dostanę olśnienia – o ile wcześniej nie zapiję się na śmierć. Chcąc nie chcąc, to w tym momencie całkiem możliwy scenariusz.  
Nie da się ukryć, że od dłuższego czasu czuję się kurewsko wypalony w każdym aspekcie mojej egzystencji. Zbyt wiele obowiązków na mych barkach wiąże się z brakiem jakiegokolwiek życia towarzyskiego i wolnej chwili dla siebie. Nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio byłem na urlopie gdzieś poza granicami Rosji. Jakiś czas temu chciałem spakować wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy do plecaka – przecież tak naprawdę nie potrzebuję za wiele – ale gdy widzę ten rozgardiasz, to czuję, że nie mogę wyjechać i zostawić tych tumanów bez jakiegokolwiek nadzoru. Mam wrażenie, że beze mnie Magiczna Milicja po prostu runęłaby w gruzach i nawet nie miałbym do czego wracać. Moje miejsce jest więc tutaj, w Petersburgu. Sam się przywiązałem do tego miasta kajdanami i nawet nie mam jak się z nich wydostać.
Może dlatego też regularnie uciekam do nocnego życia i taniego alkoholu w obskurnych barach w niezbyt bezpiecznych dzielnicach. Przy butelce schłodzonej wódki da się zapomnieć o wszystkich problemach, a już zwłaszcza, gdy znajdę odpowiednie towarzystwo. Zupełnie jak dzisiaj – nie spodziewałem się, że zastanę tutaj właśnie Élodie. Moją drogą Élodię, która jakiś czas temu wyruszyła ze swoim bratem w wakacyjną podróż. Od razu polepszył mi się humor, więc tylko ponaglam barmana, by nalał mi jeszcze raz to samo. W głowie mam mnóstwo pytań, nawet nie mam pojęcia, od czego powinienem zacząć. Uśmiecham się tylko szerzej, bo przecież inaczej na twój widok zareagować nie potrafię.
Powrót do góry Go down
avatar


tu i tam

czysta

26 lat

ubogi

pielęgniarka

PisanieRe: Tawerna Welesa   Sob Cze 11 2016, 19:27

To chyba taka cecha waszego pokolenia - branie na własne barki odpowiedzialności za cały świat. Przekonanie, że szczęśliwy obrazek spokojnej przystani nie jest dla was, trzydziestoparolatków, że jesteście pierwszymi do niesienia pomocy, pierwszymi do krwawienia kiedy zajdzie taka konieczność.
Czasem może bez większej konieczności.
Czy mnie też to czeka? Ciągłe pytania, wątpliwości i zgorzknienie? Poczucie, że mogłam nie do końca dobrze rozegrać swoje życie, że gdzieś po drodze popełniłam błędy, których nie da się już naprawić.
Przecież żadnego nie da się naprawić - po każdym zostaje ślad. Czasem blizna, czasem ból w złamanym nadgarstku przy zmianie pogody. Czasem kiwająca się lampa, a czasem potrzeba wymiany zamka w drzwiach. Można potem siedzieć i rozpamiętywać - a można ruszyć dalej. Błędów nie da się naprawić - ale przecież istnieje możliwość poprawy.
Świat jest w ciągłym ruchu i wszystko się zmienia. Ludzie też. Nie wierzę tym twierdzącym, że ludzie zawsze pozostają tacy sami. Czasami to długi proces, czasem wystarczy moment. I to wcale nie wielki, nie taki z wybuchami w tle.
To może być chwila ciszy. I przeczucie.
Co zatrzymuje cię tutaj?
Może to zrób. Spakuj najpotrzebniejsze rzeczy do plecaka i po prostu rusz. Do przodu. Tam gdzie poniosą cię nogi. Tam gdzie ci się spodoba. Jeśli spodoba ci się bardziej - zatrzymaj się. Na dzień, tydzień, miesiąc. Nawet rok. Jeśli martwisz się o pracę, tę można znaleźć wszędzie. Jeśli boisz się o samotność, tej nie doświadczysz w ogóle. Ludzie są wszędzie - a im dalej jesteś, tym bardziej otwarci się zdają, gotowi przyjąć cię pod swój dach. Nawet jeśli tylko na kolację. Nawet jeśli sami nie mają wiele.
To uczy cię, że wcale nie potrzebujesz tyle ile ci się wydaje - nie tylko rzeczy. Świat wcale nie opiera się na twoich barkach. I ty możesz wciąż głęboki oddech.
- Ta wódka robi się gorsza z każdym kolejnym kieliszkiem - z hukiem odłożone szkło, skrzywienie malujące się na twarzy, odzwyczaiłam się od tego ostrego smaku - Spędzasz tu każdy wieczór? - pytam z lekkim niepokojem w głosie, mój drogi Borisie. Jest tyle miejsc na świecie a ty wciąż wybierasz to?
Co cię powstrzymuje?
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

nieznana

33 lata

przeciętny

milicjant

PisanieRe: Tawerna Welesa   Nie Cze 12 2016, 17:52

Co mnie tutaj zatrzymuje? Mam wrażenie, że tylko ja. A może nawet i ja. Przecież w innym przypadku wystarczyłby tylko moment i już – nie byłoby mnie. Boris Drasković przepadł. Zniknął na dobre. Wcześniej wkroczyłbym tylko do swojego mieszkania, zabrałbym to, co dla mnie najważniejsze i zniknąłbym bez słowa. Nie mam przecież nikogo, kto powstrzymałby mnie przed ucieczką na drugi koniec świata. Jestem sam, tak potwornie sam, duszę się w tym beznadziejnym mieście i nie potrafię iść do przodu, ale sam sobie zgotowałem taki los. Na swoje barki bez większego zastanowienia wziąłem zbyt dużą odpowiedzialność, a teraz nie jestem w stanie sobie z tym poradzić. Utkwiłem w tym cholernym piekle. I wstyd się nawet przyznać, że spędzam tu kolejny wieczór z rzędu w towarzystwie wódki i obcych ludzi, łudzę się jednak, że może nie jest ze mną jeszcze tak źle. A co jeśli jest dla mnie jakaś nadzieja? W końcu to ona umiera ostatnia. Wzdycham więc ciężko pod nosem, spoglądając na kwaśną minę Élodie, która właśnie odstawiła kieliszek na bar. Smak wódki mi nie przeszkadza – nauczyłem się pić jak byłem jeszcze młody i na bakier z całym światem; gdy w głowie miałem tylko łamanie zakazów i inne głupoty. Ale przecież my, ludzie Wschodu, alkohol mamy we krwi – jak niegdyś mawiał mój ojciec, który od incydentu z moim bratem nie chce nawet utrzymywać ze mną jakiegokolwiek kontaktu.
- Odzwyczaiłaś się – stwierdzam bez namysłu, automatycznie do dna wypijając kolejny kieliszek i z hukiem odkładając szkło na blat. Uśmiecham się lekko, choć trochę mina mi blednie, gdy tylko słyszę kolejne pytanie, którego nawet się nie spodziewałem. Co ja mam ci odpowiedzieć, Élodie? Tak naprawdę sam już nie mam pojęcia, co robię ze swoim życiem. – Staram się tego nie robić. – Nie zamierzam cię okłamywać, nieszczególnie mi to wychodzi. Macham jednak lekceważąco ręką i wywracam ostentacyjnie oczami. Nie ma teraz o czym rozmawiać. Jestem jeszcze zbyt trzeźwy, by poruszać moje osobiste problemy. – Powiedz mi lepiej, gdzie byłaś – pytam z zainteresowaniem w głosie, w międzyczasie zamawiając następną kolejkę u barmana. Na pewno masz mi więcej do powiedzenia.
Powrót do góry Go down
avatar


tu i tam

czysta

26 lat

ubogi

pielęgniarka

PisanieRe: Tawerna Welesa   Pią Lip 01 2016, 19:56

Zawsze patrzyłam na nas jak na rodzinę. Mnie, Brożka, Ciebie i Pioruna. Rodzina wcale nie oznacza więzów krwi, wiem to na pewno, ty jesteś mi zdecydowanie bliższy niż moi rodzice byli kiedykolwiek. Nie zrozum mnie źle, nie jesteś dla mnie żadną ojcowską figurą, po prostu… po prostu wspólne geny czy cokolwiek co decyduje o biologicznym pokrewieństwie nie jest potrzebne by obwołać kogoś rodziną.
Potrzebna jest więź. Wspólne posiłki. Ubieranie choinki. Skromne prezenty na święta. I nowy rok.
Czy urodziny.
Nie chciałbyś kiedyś tak z nami? Z nami wybrać się w jakiś daleki zakątek świata. We czwórkę, oczywiście, moglibyśmy pójść wszędzie. Psy są bardzo dobrymi piechurami. A i nocami czulibyśmy się bezpieczniej. Co powiesz na kolejne wakacje?
To takie dziwne, planować życie od wakacji do wakacji. Zwracać uwagę na terminy. Układać wszystkie plany pod odpowiednie dni w kalendarzu, żyć według cykli tygodnia i weekendów, czekać byle tylko do piątku. Byle do soboty. Do końca miesiąca. Do przerwy świątecznej. Do wakacji.
Tak to już chyba jest kiedy znajdujesz miejsce do którego chcesz wracać. W tym roku naprawdę chciałam wrócić, wiesz Borisie, to takie dziwne. Tęsknić.
Czasami patrzę na twoje zmarszczone czoło i zastanawiam się jakie tęsknoty kryją się w tobie.
- Zdecydowanie - wzdycham ciężko, zamawiając następną kolejkę. Mam wrażenie, że i na niej się nie skończy. Dobrze, że w szkole muszę pojawić się dopiero na wieczorną ucztę - Przeszliśmy Wietnam - rozumiem zmianę tematu, nie opieram się. Jeszcze wrócimy na odpowiednie tory rozmowy, potrzeba tylko więcej wódki - Jest… absolutnie wspaniały. Zapiera dech przy każdym kroku, zakochałam się w tym miejscu. Potem Kambodża i Laos. Równie wspaniałe, równie dzikie, równie biedne, czuliśmy się tam jak w domu. Starczyło nam też czasu na Tajlandię. Ale tam zaczynają budować wielkie kurorty dla ludzi z zachodu - jeśli jesteś chociaż trochę bledszy niż średnia uliczna za wszystko płacisz dwa razy więcej! - Myślę, że dobrze nam to zrobiło. Marsz, zmęczenie, cisza. Mam nadzieję, że trochę poukładało mu w głowie - mnie nie musiało. Przynajmniej tak mi się wydaje, że wszystko mam już ułożone w odpowiednim porządku, że nic nie może mnie zaskoczyć. Trzymam na wodzy całą swoją dzikość.
I powoli wyzbywam się żalu.
Tobie też to dobrze zrobi.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

nieznana

33 lata

przeciętny

milicjant

PisanieRe: Tawerna Welesa   Pią Lip 08 2016, 15:31

- Kilka lat temu byłem na specjalnej misji w Wietnamie – zaczynam wspominanie starych czasów, w międzyczasie przywołując ręką barmana, by nalał nam następną kolejkę alkoholu. Noc przed nami jeszcze długa, tak szybko się przecież nie skończy. – Ale to nie jest akurat ważne, dlaczego tam byłem. Nigdy nie widziałem tak dzikiego, nieposkromionego kraju, gdzie wciąż wyraźnie widać konsekwencje komunizmu. Samo Ho Chi Minh zdaje się nigdy nie spać, a ludzie nie przejmować żadnymi zasadami i etykietami. – Kąpią się na ulicy, handlują żywnością w trakcie jazdy czy wożą po pięćdziesiąt kur w klatce na tylnym siedzeniu swoich małych pojazdów. To wszystko wydawało mi się źródłem śmiertelnego zagrożenia i czymś zupełnie abstrakcyjnym, ale oni tak funkcjonują na co dzień. I nigdy nie spotkałem się z tak prawdziwą serdecznością i gościnnością. – Próbowałaś kiedyś phở, Élodie? Nigdy nie jadłem pyszniejszej zupy, jeśli mam być teraz szczery. – Nie da się przecież ukryć, że niezwykle rozmaita i orientalna kuchnia wietnamska to uczta nawet dla najbardziej wybrednego podniebienia.
- Zazdroszczę – wyrywa mi się niespodziewanie z ust, słuchając z ogromnym zainteresowaniem twoich słów. Tak bardzo chciałbym się tam znaleźć razem z tobą i Brożkiem, może w przyszłe wakacje będzie mi dane do was dołączyć? Kto wie, mnie też zdecydowanie przydałoby się trochę odpoczynku i zmęczenia. Tylko tego przyjemnego i satysfakcjonującego, a nie z powodu wykańczającej pracy, o której nawet przez moment nie potrafię przestać myśleć. – Myślę, że dobrze mu to zrobiło. Na pewno zregenerował się przed szkołą. To co, za młodość tym razem? – pytam retorycznie, wznosząc kolejny toast. Niech alkohol szumi nam w głowach! Sam doskonale pamiętam, jak to było, gdy byłem w jego wieku. Ledwo prześlizgiwałem się z klasy do klasy, nie zależało mi szczególnie na ocenach. Należałem do grona buntowników i łamaczy zasad, a teraz stoję na ich straży. W gruncie rzeczy tego nie żałuję, jestem tutaj, gdzie jestem, spełniłem się zawodowo. Problem w tym, że nieustannie czegoś mi w życiu brak. Tylko czego?
Powrót do góry Go down
avatar


tu i tam

czysta

26 lat

ubogi

pielęgniarka

PisanieRe: Tawerna Welesa   Pią Sie 05 2016, 14:03

Nie wiem czego ci brak.
Wiem czego brak mi. Za czym tęsknię kiedy wódka krążąca w żyłach zaczyna pozwalać na taką słabość. Bardziej za kim, bo chyba najczęściej tęsknimy za ludźmi. Ich ciepłem. Zapachem. Bezpieczeństwem.
Przez większość swojego życia tęskniłam za matką, za oazą jej ramion. Ciepły uścisk, doświadczony po raz ostatni lata temu, urósł w moich oczach do rangi najlepszej kryjówki przed światem, mistycznej krainy wiecznej szczęśliwości. Kiedy miałam pięć lat zgasła, rozpadła na kawałki, już nigdy nie spojrzała na mnie z dawną miłością. Pusta skorupa, kształt przypominający moją matkę, a i za tym zdarza mi się tęsknić.
Jednak ostatnio, dzisiaj, nawet w tej chwili - teraz tęsknię do innego ciepła, innego obrazu. Mądrych oczu, niesfornej brody, ciepłego głosu. Widzisz, nie trzeba wiele czasu by się przywiązać, wiele czasu by zapomnieć jak świat wyglądał wczesniej, jak uciekało się przed podobnym przywiązaniem. Bo przecież jest takie niebezpieczne. Zwodzi, zatrzymuje w miejscu. Może skończyć się ogromnym rozczarowaniem. I nawet wiedząc to wszystko wolę tęsknić, odliczać w głowie minuty niż uciec na drugi koniec świata. Głupie, prawda?
Może ty też potrzebujesz po prostu przestać uciekać? Może ty też tęsknisz do czyichś ramion, nawet jeśli teraz są jeszcze bezimienne? Może wciąż do tych zdradzieckich i nazwanych, może nie potrafisz zapomnieć inaczej niż przy wódce?
- To niesamowite miejsce - nie często obieram dane kierunki więcej niż raz, w końcu świata jest zbyt dużo by wciąż wracać, ale Wietnam musiałam pokazać Brożkowi - Próbowaliśmy. Pewnie najbliższe miesiące spędzę na próbie odtworzenia jej w domu - i pewnie żadna z prób nie skończy się pełnym sukcesem. Chociaż? Kilka smaków podróży udało mi się odtworzyć w swoim cynowym garnku. Potrzeba jedynie wystarcająco dużo czasu i ciepliwości - Mam nadzieję, że zmęczyłam go na tyle by chociaż przez pierwszy miesiąc nie dostał żadnego szlabanu - mruczę kiedy już wódka rozpaliła przełyk. Nie mówię mu tego nigdy, ale zawsze boję się, że któregoś dnia nie dotrę na czas i skarga dotrze do naszego domu rodzinnego. Przecież nie jestem jego legalną opiekunką, w każdej chwili mogą mi go zabrać. Byłoby, pewnie, znacznie prościej, gdybym powiedziała mu o swoich obawach, ale nie chcę obarczać go kolejnym ciężarem. Potrzebuje nieco beztroski, potrzebuje dzieciństwa. Najdłużej jak się da.
Z czasem robi się wystarczająco ciężko.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

nieznana

33 lata

przeciętny

milicjant

PisanieRe: Tawerna Welesa   Sro Wrz 14 2016, 17:59

Ja chyba wiem, czego mi tak naprawdę brak, ale zupełnie nie potrafię się do tego przyznać przed samym sobą. Bo prawda jest taka, że zostałem niemal całkowicie sam – bez rodziny. Ojciec nie chce mnie widzieć, nieustannie obwiniając mnie o śmierć mojego starszego brata, kiedy on zwyczajnie przepadł bez słowa; matula z kolei podupadła na zdrowiu i powoli traci kontakt z rzeczywistością. Niestety nie mogę przy niej być – jedyne, co jestem w stanie w tym momencie zrobić to wspomóc pieniężnie jej leczenie u jednych z lepszych uzdrowicieli w Rosji. Była jeszcze Ida, nieszczęsna Ida, jednak i ona odeszła, z pieprzonym powodzeniem rujnując moje życie. Powinienem już zwariować, ale całe szczęście, że są przy mnie choćby takie osoby właśnie jak ty czy Mikhail. Przynajmniej jesteście jednymi z tych, którzy utrzymują mnie przy zdrowych zmysłach. W końcu to ważne, by nie oszaleć do końca.
- Niesamowite – powtarzam zaraz po niej, kładąc ręce na drewnianym blacie. Z jednej strony mało które miejsce wywarło na mnie tak ogromne wrażenie jak Wietnam, a z drugiej – nie jestem znowu jakimś obieżyświatem i ekspertem, by móc swobodnie wypowiadać się na ten temat. – Mogę być twoim królikiem doświadczalnym – oferuję się z zadowoleniem w głosie, jednocześnie lekko uśmiechając pod nosem. Choć sam potrafię całkiem nieźle gotować to podejrzewam, że mógłbym mieć spory problem z odtworzeniem tej zupy. – Na pewno się zmęczył, chociaż młodość rządzi się swoimi prawami.  – Wiesz jak to jest. Ale trzeba być dobrej myśli i wierzyć, że w końcu nastoletni bunt mu przejdzie. Zresztą ma ciebie, Élodie. Z pewnością jesteś najlepszą siostrą na świecie, choć pewnie Ambroise teraz cię nie docenia. Z czasem jednak na pewno dostrzeże twoje starania i to, że nie chciałaś źle. – Może pójdziemy się przejść? Wtedy opowiem ci, co u mnie słychać – proponuję, po czym wychodzimy.

Boris i Élodie z tematu
Powrót do góry Go down
avatar


ulice Petersburga

brudna

32 lata

biedny

co się trafi

PisanieRe: Tawerna Welesa   Pon Lis 21 2016, 15:08

Spojrzałem jeszcze na moment na szyld tawerny nim zdecydowałem się wejść do środka. Robiąc w głowie przeliczenia wiedziałem, że choćbym chciał i potrzebował nie stać mnie na nic ponad podrzędny alkohol w tym właśnie barze.
No, może ostatecznie wyszło by taniej gdzieś zakupić zero siedem litra, ale pewnie banda takich obdartusów jak ja by się do mnie przyczepiła. Dziś wolałem pić bez nich - nigdy się nie dokładali do wspólnego dobra.
Już na pierwszy rzut oka wychwyciłem kilku miejscowych złodziei przy stolikach najbliżej wejścia. Podejrzewałem, że to był dla nich świetny punkt obserwacyjny pod kątem ofiar, a zarazem możliwość szybkiej ucieczki w razie przyjścia Milicji.
Ominąłem ich, tak samo jak ominąłem podejrzanych sprzedawczyków uważając zarówno na kieszenie jak i to, co mam pod nogami - mogliby wreszcie zrobić coś z tym oświetleniem. Może nadaje klimatu, ale pewnie nawet tym rzezimieszkom przeszkadza w choćby liczeniu pieniędzy.
Usiadłem w okolicy figurki Welesa zamawiając wódkę. Z braku lepszego zajęcia zacząłem mu się przyglądać, choć daleko mi było do choćby myśli, że taki bóg jak on może istnieć.
W końcu gdybyś istniał, pewnie teraz nie miałbym zarówno pieniędzy jak i magii. A mam jedno z dwóch!
Po chwili zacząłem pić. Próbowałem z gwaru wyłapać jakąś ciekawszą rozmowę, nie działo się jednak nic ciekawego. No, chyba że wliczać kłótnię niezadowolonego klienta jakiegoś oprycha. Może dojdzie chociaż do mordobicia, zawsze to jakaś rozrywka dla postronnych i ćwiczenie dla zainteresowanych przed rewolucją Raskolników.
Bo przecież kiedyś wybuchnie, nieprawdaż?
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

¾

wilkołak

40 lat

ubogi

ubogi szlachcic

PisanieRe: Tawerna Welesa   Pon Lis 28 2016, 23:22

Obiecywał sobie, że już więcej nie będzie się szlajać po żadnych spelunach. Obiecywał sobie tak za każdym razem, w kółko i w kółko. I kiedy już był blisko osiągnięcia celu, choćby jednokrotnie... nadchodziła pełnia. Dzień później zawsze miał wszystkiego dość, czując się wyczerpany i wyprany z życia. Ból znikał, ale Jakov miał wrażenie, że wciąż czuje jak mu się łamią kości. Że słyszy ich chrupiący, nieprzyjemny dźwięk. Musiał to zapijać za każdym razem. I tak w kółko, zapętlony niczym w walcu.
Siedział na mahoniowym stołku przy barze, kołysząc się powoli na boki niczym leciwy pijaczek. Nie miał jednak czerwonego nosa. Taki miał sposób, by nikt do niego niepotrzebnie nie podchodził. Nie przepadał za ludźmi. Wlał do gardła zawartość kieliszka, który trzymał w dłoni i kiwnął dłonią w stronę barmana, żeby nalał mu jeszcze. Pił tu na kreskę, na przysłowiowy zeszyt. Właściciel zgadzał się na to tylko dlatego, że zawsze z końcem miesiąca regulował rachunek. Nie znaczyło to jednak, że nikt nie mógł go wyciągnąć stąd za chabety.
Wyciągnął z kieszeni starą papierośnicę, a z niej skręcanego ręcznie papierosa. Odpalił go różdżką, która chciałaby pamiętać lepsze czasy. Nieco zaniedbana, ale wciąż niezawodna. Tak uważał. W końcu odwrócił się od baru, w stronę pozostałych bywalców speluny. Zmierzył ich kolejno zmęczonym spojrzeniem, które zatrzymał na Josefie. Od tak, mimochodem, po prostu.
Powrót do góry Go down
avatar


ulice Petersburga

brudna

32 lata

biedny

co się trafi

PisanieRe: Tawerna Welesa   Pon Gru 12 2016, 21:36

Alkohol przyjemnie mnie rozgrzewał - a przynajmniej tak odczuwałem jego "dobroczynny" wpływ. Świat nie wydawał mi się już tak ponury, trochę mniejszą uwagę poświęcałem temu czy ktoś nie przejrzy moich kieszeni, a nie wypiłem w końcu jeszcze wszystkiego.
Może po prostu miałem słabą głowę.
Czując lekki podmuch mrozu na plecach po kolejnym otwarciu drzwi postanowiłem się rozejrzeć jak mocno zmienił się "nasz skład". Dość nieznacznie - byłem pewien, że trochę więcej osób doszło lub nas opuściło. Wszyscy zajęci swoimi sprawami ignorowali mnie tak jak ja postanowiłem ignorować ich. No prócz tego jednego typa.
- Masz jakiś problem? - spytałem bez namysłu.
Z reguły starałem się unikać zwad i nikogo nie zaczepiałem, ale ten mężczyzna coś za uważnie mi się przyglądał. Milicjant? Jakiś domorosły przeciwnik Raskolników? Bo pracy mi raczej nie dawał, nie miałem szans nic mu zniszczyć czy ukraść.
A że alkohol też swoje dołożył, tak więc nawet się nie zorientowałem kiedy wstałem i zrobiłem krok w jego stronę.
W końcu to on zaczął.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Tawerna Welesa   

Powrót do góry Go down
 
Tawerna Welesa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: