IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Ogrody szpitalne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieOgrody szpitalne   Nie Kwi 03 2016, 15:57

Ogrody szpitalne

Ogrody szpitalne to nic innego jak park o niedużej powierzchni, który znajduje się zaraz za budynkiem Hotynki. Jest przeznaczony wyłącznie dla pacjentów oraz ich odwiedzających – w dodatku zabezpieczono go potężnymi zaklęciami i odgrodzono niewysokim murem od strony miasta, aby nikt z niego nie uciekł. Przy niektórych alejkach można przysiąść na świeżo pomalowanych na niebiesko ławkach, coby odpocząć na moment podczas spacerowania wśród zieleni. Na środku ogrodów w dodatku wybudowano marmurową fontannę z lekko podniszczonym posągiem Czsnoty – słowiańskiej bogini, strażniczki i opiekunki cnót, która wynagradza cierpliwym, oczekującym, a także samotnym ludziom, spełniając ponoć ich najskrytsze marzenia.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

błękitna

medium

26 lat

bogaty

stażystka w Hotynce

PisanieRe: Ogrody szpitalne   Wto Maj 03 2016, 21:46

Rzec by się chciało, że niecodziennym widokiem było zobaczenie Zuzanny w skromnym, szpitalnym fartuchu, jakie nosili pracownicy szpitala Hotynka. Przy kołnierzu nie miała żadnych piór, Po jej rękach nie spływały misterne koronki, żadnej welurowej spódnicy (ach, a przecież welur taki teraz modny...!). Nawet włosy miała z tyłu związane jak należało, w prosty warkocz. Nic dziwnego, bacząc na jej charakter, że praca w szpitalu nie należała głównych zainteresowań próżnej Zuzanny. Miała właśnie przerwę w dyżurze, chwilę dla siebie. Wyszła więc na spacer po szpitalnych ogrodach, by popatrzeć nie tyle na naturę, co na chorych i niedołężnych ludzi mających gorzej od niej. Nie, nie! Zuzanna wcale a wcale źle nie miała. Nieszczęście innych jednak sprawiało jej dziwaczną przyjemność. Może to krążyło gdzieś wokół myśli brzmiącej: "ja miałam nieszczęśliwe dzieciństwo, tobie kość będzie odrastała przez tydzień!". Nieprzyjemne to było stworzenie, z tej naszej Zuzanny.
Dłonie miała ukryte w kieszeni fartucha, jakby z błogim spokojem czekające na kolejny nagły przypadek - bo takimi się Aristova zajmowała, jeśli nie trudniła się lichwą po godzinach.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

36 lat

bogaty

nadzorca w Koldovstoretz

PisanieRe: Ogrody szpitalne   Wto Maj 03 2016, 22:31

Proszę poczekać chwilę, Lido Grigorevno, może w ogródku, taka ładna pogoda dzisiaj...
Tak mówiła do niej ta pulchna i przemiła pielęgniarka, Alona, kobieta-schemat. Zawsze, ilekroć Lida zjawia się w Hotynce, czy to po zaświadczenia badań profilaktycznych kadry Koldovstoretz, czy by podleczyć własne nad miarę nadszarpnięte zdrowie, to właśnie na tę pielęgniarkę trafia i jej miły, sztampowy uśmiech musi znosić.
Wychodzi nie dlatego, by użyć słonecznej pogody, lecz umknąć przed ohydnie znajomą atmosferą szpitala: tu każdy się boi, że zaraz sytuacja się pogorszy. Aż przypomina się Lidzie domowe ognisko. A właśnie nastał piękny czas, rok szkolny lada moment się rozpędzi, można będzie wnieść się na akademickie pokoje, już nie myśleć o wysokich sklepieniach, ciężkich drewnianych meblach, zaduchu.
Lida nie przystaje swoim wyglądem do pacjentów krążących z wolna po parku. Oni się cieszą z tej odrobiny wolności, są brzydcy i słabowici, w piżamach, zapatrzeni z uwielbieniem w wizerunek Czsnoty. Lida z politowaniem patrzy na posąg.
Gdzie moja nagroda? Gdzie uznanie dla tych wszystkich zasad, dla przemilczanych poświęceń?
Jest elegancka, minę ma tak srogą, że łatwo pomyśleć: jej choroby się nie imają.
Jest tu jeszcze tylko jedna taka osoba jak ona.
Nikt nie lubi widoku bliskich w szpitalnym otoczeniu. Lida krzywi się, lecz nie ze smutku, nie ze współczucia.
Kwas.
- Zuzanko. - bo to silniejsze od niej, bo od dwudziestu lat jej największe bez mała utrapienie w życiu jest właśnie tym - maleńką Zuzanką, wciąż naburmuszoną Zuzanką.
Ty bachorze.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

błękitna

medium

26 lat

bogaty

stażystka w Hotynce

PisanieRe: Ogrody szpitalne   Sro Maj 04 2016, 21:18

W przeciwieństwie do starszej siostry, Shoshana lubiła atmosferę szpitalnych korytarzy. Jakby karmiła się tymi wszystkimi niepokojami, które po nich krążyły. Pod sufitem, wysoko, jak nocne mary.
- Panie Smirnow, nie powinien pan przebywać za długo na słońcu - zwróciła się do jednego z pacjentów. Mężczyzna był już wiekowy, leczył się niemal na wszystko. Rzadko kiedy wychodził ze swojego szpitalnego pokoju. - Powinien pan leżeć. Odprowadzę pana... - już, już chciała chwycić go pod ramię i pozbawić starca tych kilku chwil spędzonych w ogrodzie, na świeżym powietrzu, kiedy zamajaczyła jej w oddali sylwetka, znajoma. - Albo niech pan jeszcze zostanie, niech będzie.
Szybko zmieniła zdanie dobrotliwie zostawiając mężczyznę w świętym spokoju. Ruszyła powolnym, niby obojętnym krokiem w stronę siostry. Dobrze wiedziała, że Lida przychodziła tu czasem dla własnego leczenia. Już kilka racy próbowała się dobrać do jej kart medycznych, ale zawsze koniec końców ktoś jej przeszkadzał. Obiecała sobie, że w końcu, któregoś razu się uda.
- Lideńko, serdeńko- uśmiechnęła się kwaśno. Nawet nie siliła się na udawaną sympatię.
Jeśli nagroda była, to pazerna siostra zabrała ją sobie już dawno temu.
- Czy aby na pewno dobrze się czujesz? Bladaś. - Może to z poczucia winy? Oby.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

36 lat

bogaty

nadzorca w Koldovstoretz

PisanieRe: Ogrody szpitalne   Nie Maj 08 2016, 00:46

Uśmiech dla siostry jest jak podatek - ofiarowany z obowiązku i bez najmniejszej przyjemności. Ale jest. Bo Lida jest chora, jest psem Pawłowa. Widzisz siostrę - uśmiechnij się, zapytaj:
- Wszystko u ciebie w porządku? ,
nawet jeśli nie chce ci to przejść przez gardło.
Niemal zapomniała, że Shoshana pracuje w Hotynce. Gdy zdarza się Lidzie myśleć o niej, to zawsze jak o upiornej kobiecie w krynolinach, zawsze w tym okropnym domu, w jednym z wygodnych foteli. Ona jedna nadal tam pasuje. Jest tam panią i Lida, choć wcale a wcale nie chce tam już wracać, zgrzyta zębami na myśl, że po tym wszystkim nawet ten dom Shoshanie udało się uczynić swoim.
Od dziecka podbierała siostrom ozdoby i zabawki, podbierała im spokój i przyczyny do radości.
Ale siostrę trzeba kochać, więc Lida jest chora.
- Nie udawaj, że leży ci na sercu moje zdrowie.
Brzmi jak matka, ku własnej trwodze.
Gdyby zależało ci na moim zdrowiu, zrobiłabyś choć raz, o co proszę. Nie byłabyś tak bardzo jak on.
Ale to jest już bezcelowe, a Shoshana jest przegraną sprawą. Ale siostrę się kocha.
- Jestem tu w sprawach Akademii.
Lida doskonale wie, jak tamta pogardza zatrudnieniem swoich trzech starszych sióstr. Ale to jedyna rzecz, którą Lida osiągnęła poza domem, rzecz, o której można mówić głośno, bez ewentualności bardzo niewygodnych pytań.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

błękitna

medium

26 lat

bogaty

stażystka w Hotynce

PisanieRe: Ogrody szpitalne   Nie Maj 08 2016, 01:28

Zuzanna i praca pasowały do siebie niczym pięść do nosa. Jednak by kontynuować edukację, najmłodsza Aristova musiała podjąć się praktyk i stażu w Hotynce. Nie znosiła swoich pacjentów. Obecność jednak na wydziale urazów nagłych była dla niej satysfakcjonująca. Wzmagała myślenie, wywoływała adrenalinę gdy Shoshana zafascynowana jakimś przypadkiem przypadkowo skupiła się na nim w całości. Wbrew pozorom można było powiedzieć, że nadawała się do takiej pracy. Choć umysł miała spaczony dzieciństwem, jak wszystkie z resztą siostry, i w tym szukać można by jej spokoju jaki potrafiła zachować w trudnych sytuacjach. Niekiedy wydawać się mogło, że kaprysiła i histeryzowała już tylko dla zasady, a nawet najzwyczajniej w świecie złośliwości względem sióstr.
- Oczywiście, że leży. Wszystkie mi leżycie na sercu, jak ten worek z ziemniakami na wadze - zaćwierkała. Ale spojrzenie miała chłodne. Spojrzenie miała po ojcu. Czasem nawet gestykulowała jak on, ale to już pamiętać mogły tylko te starsze. Kto wie, może konflikt zrodził się gdzieś w tym, że jedna wdała się w jedno, a druga w drugie z rodziców? A tych siostry miały nie najlepszych.
- Akademii. Och! Rutynowa kontrola, czy może ktoś z kadry wzbudza wątpliwości? Chodzi o Olgę?- między siostrami tajemnicą poliszynela było to, że Zuzanna była zazdrosna o dar bądź przekleństwo siostry. Natomiast między Bogiem, prawdą, a zuzannymi pończochami dobrze było, że jej się on nie trafił. Kto wie, jak by go wykorzystała?
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

36 lat

bogaty

nadzorca w Koldovstoretz

PisanieRe: Ogrody szpitalne   Nie Maj 08 2016, 01:42

Wykapany Grigory, to prawda. Zrobiłaby na gościach ojca o wiele lepsze wrażenie niż Lida wtedy, te dziewiętnaście lat temu. Ale wtedy Shoshana była przeuroczym dziewczęciem i uśmiechała się dość często, by uśpić w zmęczonej siostrze niepokój, że oto kolejna odziedziczyła po nim więcej, niż było do zniesienia.
- Wcale nie chodzi o Olgę. - od razu ten tak dobrze wyćwiczony wojowniczy ton. Bo Olgi trzeba mocniej bronić, a zwłaszcza przed tą. Bo ta jest niebezpieczna. Lida nienawidzi siebie czasami, myśląc tak o tym uśmiechającym się dziecku, które wolałaby pamiętać. Dziecku, które przychodziło do niej na kolana i chciało bajek na dobranoc.
Teraz to dziecko sprzedawało ludziom bajki i było Lidy koszmarem.
Prychnęła aż na jej kolejne słowa, zmęczona bezczelnością siostry. Często zastanawiała się, dlaczego w ogóle ją dopuszczono do pracy z chorymi i słabymi. Czy nikt nie zauważył, jak dużo rzeczy jest w jej osobie nie tak?
Otóż nie, a osobom, które tkwiły w tej patologicznej sytuacji tak długo najtrudniej to zauważyć i zaakceptować.
Bo dla świata Grigory Aristov był przykładnym obywatelem, a ci, którym pożyczał ogromne sumy na korzystny, acz nieduży procent powiedzieli by nawet: wspaniały człowiek, bohater.
Lida zignorowała jej przytyk - były już jej zbyt dobrze znane.
- Dobrze ci tutaj? - zatoczyła ręką krąg. Trzeba upewnić się, czy wszystkie siostry są na dobrej drodze do stabilnej, oficjalnie przyzwoitej przyszłości.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

błękitna

medium

26 lat

bogaty

stażystka w Hotynce

PisanieRe: Ogrody szpitalne   Pon Maj 09 2016, 02:55

Uniosła podbródek, jakby chciała z góry na Lidę popatrzeć. Mogła tylko pozór zachować, ponieważ nie była wysoka. Gdy była dzieckiem można było myśleć, że coś z niej wyrośnie dobrego. Rzeczy ojca pozwoliła się pozbyć, ale nie wszystkich. Do jego gabinetu nie pozwalała wchodzić, kilka razy nawet drzwi jakąś klątwą obrzuciła, którą najpierw trzeba było zdjąć by się dostać do do pomieszczenia.
- Nie? Och. Szkoda! - czasem miała ochotę siostrze w tej swojej zazdrości wydłubać oczy. Skoro mogła zobaczyć przyszłość, to teraźniejszość mogła sobie darować. Prawda, że byłoby sprawiedliwiej?
Przyglądała się siostrze nieprzychylnym wzrokiem, nawet nie starając się tego ukryć. Niechęć, jaką darzyła Lidę rosła systematycznie. Niby rozumiała, że najstarsza musiała w końcu pomyśleć o sobie zamiast je niańczyć. To, że w pewnym momencie więcej czasu spędzała w szkole było nader oczywiste. Niby rozumiała, niby wiedziała, ale jakoś wybaczyć nie mogła za żadne skarby.
- Czy mi dobrze? Lido, Lideńko. Robię, co muszę.
Nie lubiła tej pracy. Miała to jednak dostęp do najróżniejszych eliksirów, możliwość ich wykonania, nauczenia się. Zaklęć medycznych, skomplikowanych formułek, której nikt się nie nauczy sam, w szkole. Wiedząc jak leczyć, uczyła się też jak i móc szkodzić.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

36 lat

bogaty

nadzorca w Koldovstoretz

PisanieRe: Ogrody szpitalne   Wto Maj 10 2016, 18:39

Zanim Lida nauczyła się mieć własne potrzeby, umiała już szyć, gotować i grać na fortepianie. Czytać alfabet łaciński, mówić po francusku. Nienagannie wykształcona skorupa z białej miśnieńskiej porcelany, do której potem przez wąskie otworki na oczy próbował wejść cały świat.
- Jak możesz. - najpierw słowa odbijają się od skorupy, nie starcza czasu, by przemyśleć odpowiedź, by raz zareagować inaczej.
Bronić sióstr.
Tak naprawdę to już jej nie obchodzi, niech Zuzanka mówi sobie co chce, i tak jest od Olgi daleko i z własnej woli nie zbliża się do Koldovstoretz. Zostaw je już, zostaw same sobie, próbuje stale przekonać pokryte skorupą z porcelany rejony mózgu.
Prosto ze szpitala pójdzie na drinka. Może odpręży się trochę po nieoczekiwanym spotkaniu z siostrą.
Chociaż wcale nie powinno być nieoczekiwane - w końcu Shoshana już dawno wyraziła chęć zostania uzdrowicielem. Lidzie, której etyka pracy była żelazna, naturalnym powinno wydawać się, że całe dnie spędza w szpitalu. Ale coś w pogardzie emanującej z jej najmłodszej siostry nie pozwalało tak myśleć.
- Pf. - nie udało jej się (a może właśnie udało się: udało się nawet nie próbować) powstrzymać gniewnego prychnięcia.
O, nie, moja droga. To ja całe życie robiłam, co muszę. Jesteś tu dzięki mnie.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

błękitna

medium

26 lat

bogaty

stażystka w Hotynce

PisanieRe: Ogrody szpitalne   Sro Maj 11 2016, 02:21

Brzydziła się pomaganiem innym. Jakby miała się od nich zarazić czy pojawić na ich miejscu. Jakby byli skarzeni czymś, czego nie powinno się dotykać. Ale nie. To byli ludzie z urazówki, którzy potrzebowali pomocy na teraz-zaraz. Uczyła się dużo i tylko to trzymało chytrą, pazerną i próżną Zuzannę w Hotynce.
Gdyby patrzeć na ich historię, to Lida była z nich wszystkich najsilniejsza, najwytrwalsza. Ale i to Lida poświęciła wszystko dla dobra pozostałych, stając się ich matką i ojcem. Lida była im najbliższa z całej rodziny. Lida była TĄ siostrą. Shoshana była jednak zbyt zepsuta, by to zrozumieć. Problemy z nią zaczęły się po zabójstwie ojca. Coś się z Zuzannie zmieniło. To wtedy nabrała ojcowego charakteru. To wtedy zaczęła chodzić jak on, mówić jak on. Gdy ojciec wyzionął ducha, ona brała akurat wdech. Coś poszło nie tak. Coś im się nie udało podczas tamtego wieczoru. Coś zostało, coś się na nowo przywiązało. Coś zagnieździło się na nowo.
- Jak? Bo tak - uśmiechnęła się. A zrobiła to jak ojciec. Prawy kącik ust powędrował w górę, górny rząd zębów został odsłonięty. Obrzydliwy uśmieszek ojca, który czerpał z czegoś satysfakcję. Przez ułamek sekundy Lida dostrzec mogła w oczach Zuzanny to samo szaleństwo co widziały wszystkie wtedy, gdy chwyciły za cokolwiek pod ręką.
- Pf, pf. Prychaj sobie ile chcesz. Doszłam do tego sama.
Wykreśliła Lidę z tego wszystkiego? Wyrwała kawał swojego życia? Gdyby nie ona, w ogóle nie zostałaby przystosowana do świata poza domem. Gdyby nie Lida, gromadka dzieciaków pozostałąby w wypracowanej przez ojca dziczy - bo i tak nazwać można jego chore, żołnierskie i spartańskie wychowanie.
- Pf! Pf! Pf! - zakpiła śmiejąc się. - Wszystko jest dobrze.
Nie było, Shoshano. Ale ty jeszcze nie wiesz, że to nie ty.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

36 lat

bogaty

nadzorca w Koldovstoretz

PisanieRe: Ogrody szpitalne   Sro Maj 18 2016, 16:48

Na Shoshanę od najwcześniejszych lat chuchano i spoglądano łaskawie, wszystkie jej starsze siostry tak już były wyczulone na wszelkie zakazy i surowe reguły obowiązujące w domu, że ona sama mimowolnie nauczyła się ich przestrzegać: w jej małej główce to nie były zasady, a po prostu jedyny sposób na przejście przez życie: cichutko, na poduszeczce, w otoczeniu co najmniej dwóch stale krzątających się sióstr, które zadbają, by dziecko miało wszystko, czego zapragnie, byleby siedziało cicho.
Kiedy Zuzanna wyjechała do szkoły, problem zasad i potencjalnego konfliktu życia w domu z życiem poza nim już zanikł: ojca nie było, prowadząca podówczas dom Lida nie chciała już zajmować się rozwojem intelektualnym sióstr: myśli ich rosły samopas, pasje i niechęci były zostawione same sobie, systemy wartości chaotyczne, jeśli w ogóle obecne. Nie należy się dziwić, że niektóre popadły w skrajność. Na przykład Tamara; Lida ledwie może patrzeć na nią i jej zapamiętałość.
Lida patrzyła tylko na siostrę, a w spojrzeniu miała złogi politowania, tak dobrze Zuzannie znane.
Nie było warto już jej perswadować podstawowe uprzejmości, wypominać całą jej dwudziestopięcioletnią niewdzięczność. Nie warto.
- Lido Gregorevno...?
Lida odwróciła się od paskudnie znajomego uśmiechu Shoshany i nagrodziła pielęgniarkę niosącą ku niej dokumentację wyrazem ogromnej ulgi i profesjonalizmu na twarzy.
- Tak. Dziękuję bardzo. Shoshano, muszę już iść. Może odwiedzisz nas niedługo, pójdziemy na kawę.
Żegna się z siostrą, bo tak trzeba. Wcale nie chce jej widzieć więcej, niż to konieczne i powinna wzdragać się na tę myśl, ale każdy krok stawiany w kierunku bramki ogrodów szpitalnych był coraz lżejszy, a powietrze przyjemniejsze.

Lida i Shoshana z/t
Powrót do góry Go down
avatar


Arbat, Moskwa / Metro D-6

półkrwi

przyłożnik

33

bogaty

Inwestor / Łamacz klątw i uroków / Właściciel Arkadii / Wynalazca / Wróżbita

PisanieRe: Ogrody szpitalne   Sob Cze 04 2016, 21:46

Minął rok od czasu kiedy zarząd Hotynki uhonorował go nagrodą za szczodrość jaką okazał przekazując ogromną sumę pieniędzy na szpital. Miał w tym swój cel, nic przecież nie robił nigdy niczego bez ważnego powodu. Sam był okazem zdrowia i oby zostało tak jak najdłużej, ale Ania... Dla swojej Małej zrobi wszystko, nawet jeśli będzie to wymagało wydania całej fortuny albo splamienia się jakimś podłym uczynkiem. Rok temu ponownie poznał Arinę Aristovą, która jak musiał przyznać wyrosła na piękną kobietę. Najpiękniejsza z sióstr i najbardziej intrygująca. Rzadko się zdarzało, aby Aleksander darzył kogoś respektem, a taki po części odczuwał do pani doktor. Kąśliwa nawet kiedy usiłował ją zauroczyć. Tym bardziej uwielbiał ją męczyć wiedząc, że jej ciało ją zdradza. Dzisiaj pojawił się w Hotynce w celu wizyty niemalże towarzyskiej, bo chciał uzyskać poradę w sprawie odzyskania mowy przez Anię. Czekając na swojego rozmówcę postanowił pospacerować po szpitalnych ogrodach. Zatrzymał się przy fontannie i zaniedbanym posągiem słowiańskiej bogini, strażniczki i opiekunki cnót, która wynagradza cierpliwym, oczekującym, a także samotnym ludziom, spełniając ponoć ich najskrytsze marzenia. Zabawne z rządzenie losu.


Ostatnio zmieniony przez Aleksander Lebiediev dnia Nie Cze 05 2016, 19:29, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa

błękitna

29 lat

bogaty

Psychiatra w Hotynce | Szalony naukowiec

PisanieRe: Ogrody szpitalne   Nie Cze 05 2016, 01:34

Dzisiejszy dzień o dziwo był lżejszy od pozostałych. Praca w Hotynce nie rozpieszczała - codzienne obchody, oferowanie wsparcia najciężej chorym pacjentom, prywatne sesje w gabinecie… Przeciętny człowiek już sam dawno przeszedłby dogłębne załamanie nerwowe i wylądował na oddziale zamkniętym po takim wystawieniu na ból i cierpienie, zarówno zewnętrzne, jak i wewnętrzne. Ariny to jednak nie ruszało. Ludzka psychika ją fascynowała, a rzewne opowieści pacjentów często traktowała dość humorystycznie – oczywiście nie okazując tego samym zainteresowanym.
Jako że jeden pacjent odwołał dzisiejszą wizytę, Arina zdecydowała się skorzystać z ostatnich przyjemnych jesiennych dni. Narzuciwszy w gabinecie beżowy trench coat na lekarski kitel, chwyciła srebrną papierośnicę i wyszła, kierując się ku szpitalnym ogrodom. Był to najprzyjemniejszy zakątek całego szpitala, a widok ostatnich kwitnących kwiatów tego roku i żółknących liści na drzewach wynagradzał widok chorych i niedołężnych, połamanych i obandażowanych, poparzonych i amputowanych, jęczących i płaczących. Krążąc między pacjentami, wyciągnęła cygaretkę, lecz zanim zdążyła ją zapalić, kątem oka zauważyła znajomą sylwetkę kontemplująca wątpliwe piękno ogrodowej fontanny. Znajomą, bo każdy pracownik Hotynki był zmuszony dobrze zapamiętać darczyńców szpitala, a zwłaszcza tych najhojniejszych, do których właśnie zaliczał się Aleksander Lebiediev.
- Proszę, proszę, czyżby Hotynka miała być zaszczycona kolejnym czekiem? Dyrekcja niecierpliwie na to czeka. - rzekła z lekką kpiną, podchodząc do mężczyzny. Stanęła obok niego i przyjrzała się posągowi wypluwającemu urywany strumień wody. - Przy kolejnym zastrzyku finansowym to pewnie pański pomnik będzie dodawać otuchy naszym biednym pacjentom.
Powrót do góry Go down
avatar


Arbat, Moskwa / Metro D-6

półkrwi

przyłożnik

33

bogaty

Inwestor / Łamacz klątw i uroków / Właściciel Arkadii / Wynalazca / Wróżbita

PisanieRe: Ogrody szpitalne   Nie Cze 05 2016, 22:06

Czy jak wrzuci tu garść monet i wypowie życzenie, to zapomniana boginka obdarzy go swoją łaską?
Ostatni raz modlił się klęcząc przy łóżku, kiedy tak bardzo zależało mu na dobrym samopoczuciu Mamusi. Modlitwy te należały jednak do dziwnych i na pewno nie powtórzyłby ich swoim dzieciom.
Mavra w końcu tak naprawdę czciła jeden byt. Demona. Wyciąga jednego rubla, już myśli o życzeniu kiedy słyszy kpinę za swoimi plecami i nie musi zgadywać kogo za nimi ma. Weseli się pospiesznie mierzwiąc włosy, które musiał przyciemnić ze względu na podróż do miasta.
- Arino, znowu się spotykamy. Przypadek? Nie sądzę - odwraca głowę z uśmiechem - Myślisz, że wiernie odzwierciedliliby moje piękno? Naaah... - macha rękę - Zadowolę się honorowym miejscem w głównym holu. Potrzebujący odczuli moją hojność czy grube ryby jak zwykle się nachapały? - i gestem zaprasza na spacer. Nie przystoi i nie zdrowo tak tkwić w jednym miejscu. Przygląda się Aristovej, lubił patrzeć na piękno. Nikt nigdy nie będzie tak przystojny jak on, ale lepiej otaczać się pięknem niż brzydotą.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa

błękitna

29 lat

bogaty

Psychiatra w Hotynce | Szalony naukowiec

PisanieRe: Ogrody szpitalne   Nie Cze 12 2016, 02:30

Obdarzyła Lebiedieva ledwie dostrzegalnym uśmiechem. Takim, gdy tylko kąciki ust unoszą się lekko do góry, że trudno stwierdzić czy to na pewno serdeczny uśmiech, czy może uprzejme zbycie żartobliwości rozmówcy. Leniwie odpaliła trzymanego między smukłymi palcami papierosa i zaciągnęła się, rozmyślając nad pytaniem Aleksandra.
– Z całą pewnością mogę stwierdzić, że nikt z nas nie ujrzał nawet złamanego rubla na sfinansowanie badań naukowych. Nie są to dla nas, naukowców, łatwe czasy – rzekła z rozżaleniem, ujmując mężczyznę pod ramię. Instynktownie przejęła „ster” i objęła kurs na cichszą i bardziej nastrojową część ogrodów, do której zazwyczaj pacjenci już nie docierali. – Jednak nie wątpię, że do popiersia głównego darczyńcy bardzo by się przyłożyli i każdy detal twojego piękna byłby szczegółowo oddany. Ale jeśli to nie czek cię tu sprowadza…? – zawiesiła na mężczyźnie pytające spojrzenie kasztanowych oczu.
Powrót do góry Go down
avatar


Arbat, Moskwa / Metro D-6

półkrwi

przyłożnik

33

bogaty

Inwestor / Łamacz klątw i uroków / Właściciel Arkadii / Wynalazca / Wróżbita

PisanieRe: Ogrody szpitalne   Pon Cze 13 2016, 02:10

Na jego ustach zagościł kpiący uśmieszek, ale nie był on skierowany do Ariny. Funkcjonowanie takich organizacji jak Hotynka nie była mu obca, zachowania pazernych urzędników również, a mimo to zawsze odczuwał pewne obrzydzenie dla takich ludzi. Błagania w prasie o datki, kreacja straszliwego świata, gdzie nie ma podstawowych medykamentów i szantaże z chorymi dziećmi w tle. Gdyby nie konieczność to Zarząd Hotynki nie otrzymałby od Lebiedieva ani kopiejki.
- Ubolewam nad tym straszliwie - nie ma nic przeciwko jej dotykowi, a tym bardziej przejmowaniu steru w ich dalszej wędrówce. W jego głosie pobrzmiewała pyszałkowata nuta, za wesoła, nie odzwierciedlająca w pełni tego co odczuwał.
- Szukam doradztwa jednego z twoich kolegów, w sprawie wrodzonych wad u dzieci. Moja córka, Anna od urodzenia jest głuchoniema. Słuch zdołałem jej zwrócić, ale pojawia się problem przy głosie. Nieustannie szukam nowych możliwości. - wyjaśnił bez skrępowania kogoś kto tak przystojny i bogaty mógł spłodzić coś nieidealnego. - Ma teraz obchód i muszę czekać. Liczę, że umilisz mi ten czas swoją obecnością Arino. Miałem przyjemność czytać jeden z twoich artykułów. Ten z Freudem... Jestem pod wrażeniem, jeszcze nie zdarzyło się czytać tak odważnych poglądów.
Z chęcią poczytałbym więcej
- obdarza ją uśmiechem, który elektryzuje roztaczając dookoła przyciągającą aurę.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa

błękitna

29 lat

bogaty

Psychiatra w Hotynce | Szalony naukowiec

PisanieRe: Ogrody szpitalne   Sro Sie 31 2016, 19:11

Uśmiech Aleksandra był zwodniczy, nie sposób było mu się oprzeć. Chłodny, analityczny umysł był bezużyteczny w starciu z czarcią osobowością mężczyzny. Pokręciła głową odwracając wzrok od przystojnego oblicza. Zaciągnęła się mocno, aż zabolały płuca. Nie spodziewała się po nim posiadania jakichkolwiek dzieci, a z drugiej strony co stało mu na przeszkodzie? Obrączki nie zauważyła.
- Zdołał pan? - zapytała z niemałym podziwem - Czytałam i słyszałam o podobnych przypadkach...
Zainteresował ją nie tylko fizycznym przyciąganiem. Kogo miała przed sobą? Kim był?
Wrodzona ciekawość sprawiała, że chciała się tego dowiedzieć.
- Naprawdę? - czy przestanie się kiedykolwiek dziwić? Zawstydziła się nieco nad jego pochwałą nad jej skromnym, naukowym dobytkiem. - Bardzo chętnie ci je udostępnię Aleksandrze.
Czuła się zarówno głupio jak i doceniona. Nie potrafiła zebrać myśli co z pewnością było winą Lebiedieva i jego diabelskigo uroku. Zachowywała się jak nie ona.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Ogrody szpitalne   

Powrót do góry Go down
 
Ogrody szpitalne
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: