IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Mieszkanie L. GRUJIĆ

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieMieszkanie L. GRUJIĆ   Sro Gru 14 2016, 18:43

Mieszkanie L. GRUJIĆ

...
Powrót do góry Go down
avatar


czysta

27

bogaty

Prezez/Założyciel Stowarzyszenia Walki o Wolność i Emancypację Magicznych Stworzeń

PisanieRe: Mieszkanie L. GRUJIĆ   Sro Gru 14 2016, 21:04

Przynajmniej kilka rzeczy w moim życiu poszło zgodnie z przewidywaniami.
Musiałam wyjść z pełnego przepychu sama, w piżamie, w świetle dnia. I wrócić do domu. Co dało najdłuższy, najbardziej upokarzający spacer wstydu w moim życiu.
No i Alma naprawdę była wściekła. Była wkurzona. Do dzisiaj się do mnie nie odzywa, jedyna forma komunikacji to karteczki na lodówce.
Ze wszystkimi znakami interpunkcyjnymi. I mocnymi kropkami nienawiści.
Ale - minęła dwudziesta druga. Leo śpi. Alma pewnie też - gdzieś daleko, w swoim mieszkaniu. Jestem sama. I tak, powinnam zająć się papierkową robotą…
Mam całkiem sporo papierkowej roboty. Definitywnie powinnam nadrobić zaległości.
Zamiast tego, z miną psotnego dziecka zakradam się do kuchni. Mam tam swoją ukrytą szafkę, przy lodówce. To jedyna szafka do której nie dosięga Leo, nie może też przystawić krzesła przez lodówkę - więc właśnie tam trzymam wszystkie niezdrowe przekąski.
Nie ma pizzy, niestety, ale o tej porze już nie dowożą. Mam za to zupę z proszku pomieszaną z zupą z puszki i muszelkami z makaronu.
Siedzę z taką pyszną, chemiczną zupą i oglądam odcinki swojej ulubionej opery mydlanej, którą regularnie nagrywam sobie na kasety. Jest mi miło, ciepło i przyjemnie.
Idealny wieczór!
I nawet jeśli ktoś zadzwoni, nawet jeśli Ernest Onegin zadzwoni i powie, że umiera - nie ruszę się stąd. Ba! Nie odbiorę telefonu. Odłączyłabym go, ale jest za daleko, taka jestem leniwa, nie ruszę dupka z kanapy dopóki nie zjem zupy. I obejrzę wszystkich nagranych odcinków. Pewnie zasnę w połowie i rano obudzi mnie syn, w panice spróbuję schować miskę po zupie, ale on będzie wiedział, że wczoraj jadłam samą chemię przez co spojrzy na mnie z politowaniem pomieszanym ze zniesmaczeniem, to jednak dopiero za mniej więcej dziesięć godzin, teraz o tym nie myśle.
Jedynie o czym myślę, to czy Cecilia wybierze Cyryla (jest dla niej znacznie lepszy) czy scenarzyści każą jej pójść utartą ścieżką i związać się z beznadziejnym, bogatym, przystojnym i zbuntowanym Eugeniuszem, który zrujnował jej życie i zrobił dziecko, a potem zostawił na dziesięć lat by wrócić z wyznaniami miłości.
Cecilia! Ogarnij się! Nie możesz być tak głupia by po raz kolejny dać się nabrać jego pięknym gadkom!
Powrót do góry Go down
avatar

Moskwa, Rosja

błękitna

25

majętny

Hokeista

PisanieRe: Mieszkanie L. GRUJIĆ   Sro Gru 14 2016, 21:40

Nie umieram. Wręcz kurwa przeciwnie, mam się dobrze, jak na to, co mi się przytrafia. Pomijając wyrzucenie z domu i przymusowy, krótki, drużynowy urlop, rosnącą ilość siniaków i koszmarnych retrospekcji nie jest ze mną tak źle, jak powinno być w tym momencie. Mam mieszkanie, to był najmniejszy problem, wbrew pozorom. Jeśli się ma tyle pieniędzy co ludzie mojego pokroju, to spanie na czyjejś kanapie nie wchodzi w grę. Wynająłem coś jeszcze tego samego dnia, którego zostawiłem Lolę samą w pokoju hotelowym. Coś to słabo powiedziane, bo ugościłem się w apartamencie na jednym z ostatnich pięter corbusierowskiego wieżowca z pierwszej połowy dwudziestego wieku. Jest trochę chłodno w odbiorze i przestrzeń jest ogromna, ale nie przeszkadza mi to wcale, jestem przyzwyczajony do takich miejsc. Chociażby na boisku. A widok roztacza się na panoramę Petersburga. Nie wiem, co mnie miotło w łeb, że wynająłem takie mieszkanie, a nie jakiś mały, niski domek w nudniejszej okolicy, do której się pewnie przeniosę za tydzień, kiedy mi się znudzi udawanie szlachcica, który trwoni hajs na chawiry z rozmachem, żeby robić tam imprezy roku.
Kamienica, w której mieszka Lola jest pewnie równie stara co budynek, do którego się wprowadziłem, jednak jej nie zaprojektował żaden znany radziecki architekt, to też wygląda biednie i babcinie. Nawet ten dzwonek do drzwi. Którego nie ruszam nawet, zdając sobie sprawę, że tam, za drzwiami, za którąś ścianą śpi małe dziecko.
Unoszę obandażowaną dłoń, bo biłem się przecież niecałe dwanaście godzin temu, i pukam cicho. Kurwa, wystroiłem się jak szczur na otwarciu kanału i z tych nerwów kołnierzyk koszuli drażni mi grdykę. Powinienem był ubrać białą, ale to byłoby zbyt oficjalne, więc ubrałem pomarańczową w kolorowych rowerzystów. I czarny płaszcz, bo to mój ulubiony kolor. Przynajmniej nie jest to koszula szpitalna. Kwiatów nie mam. Czekoladek też nie. Wiem, co robię, chociaż nie mam pojęcia dlaczego moje emocje postanowiły w tę stronę pójść. Może później spuszczą mi łomot. Może to karma za te wszystkie lata.
Gapię się intensywnie, jak zawsze, kiedy w końcu otwiera drzwi.
Chcę jej powiedzieć to, o czym myślałem przez całą drogę tutaj, ale nie wiem, czy sobie tego życzy. Nie wiem, czy mieszka z tą Almą, czy jej powiedziała, czy co się stało. Może uznała, że nic. Niemniej jednak jako dorośli powinniśmy to wyjaśnić. Porozmawiać racjonalnie, dla dobra Leo i przyszłych kontaktów. Otwieram usta, żeby powitać ją logicznym argumentem, dlaczego właśnie w tym momencie powinniśmy przeprowadzić rozmowę jak dorośli ludzie i…
- Nie mogę przestać o tobie myśleć.
Powrót do góry Go down
avatar


czysta

27

bogaty

Prezez/Założyciel Stowarzyszenia Walki o Wolność i Emancypację Magicznych Stworzeń

PisanieRe: Mieszkanie L. GRUJIĆ   Czw Gru 15 2016, 20:11

Jestem w połowie drugiego odcinka (nagrane mam cztery) i po drugiej misce zupy, moment wielkiej wagi, Cecilia daje się zaskoczyć Eugeniuszowi w ogrodzie, słucha tych jego rzewnych wykrętów i wymówek, widzę jak mięknie, już mam krzyczeć (cicho, żeby nikogo nie obudzić), żeby pamiętała o Cyrylu…
Kiedy ktoś mi puka do drzwi. Tak mnie to wytrąca z równowagi i dziwi (pukanie, nie pocałunki Cecilii i Eugeniusza, te kwituję tylko krótkim ble, zatrzymując kasetę), że aż upuszczam swoją miskę. Dobrze, że pusta.
I plastikowa. Kiedy ma się małe dziecko w domu, nawet tak porządne i opanowane jak Leon, należy zapomnieć na kilka lat o porcelanie.
Na bogów, jakby to było gdyby trafił mi się jakiś hałaśliwy, marudny i rozrabiający osobnik? Taki, co go wszędzie pełno i nie usiedzi na pupie dłużej niż minuta? A może Leo nie jest taki przez mój brak rozgarnięcia? Może jestem złą matką i zmuszam go do szybszego dorastania?
I co zrobił ten Vit? A trzeba było dać mi oglądać serial, nie zmuszać do wszystkich życiowych przemyśleń, które urodziły się na odcinku kanapa-przedpokój (nie tak znowu wielkim, pragnę podkreślić). Bo, tak swoją drogą, jestem przekonana, że to puka Vit. Inaczej bym nie podnosiła dupska - ale wiszę mu już tyle przysług, że nie wypłacę się mąką do końca życia.
Która, z resztą, mi się skończyła - więc w ramach tych przysług które mu wiszę, mogę powiedzieć mu to twarzą w twarz i zaproponować w zamian owsiane ciastka (paskudne i zdrowe, na gastro wejdzie), a nie kazać sterczeć pod drzwiami.
Nie zerkam przez żadne judasze (i pewnie to będzie przyczyną moje końca, to zapewne najczęstsza przyczyna zgonów samotnych kobiet, a wystarczy sprawdzić czy nie wpuszcza się mordercy!), otwieram drzwi bez wahania, przez co dzieje się kilka rzeczy.
- Przepraszam, ale mąki nie maAAAAAaaaaa - poprawiam jeszcze na sobie koc, podnoszę głowę i jakoś zamieram, marszczę czoło, robię rybkę, nie wiem co dokładnie, tracę jakiś kontakt z twoją twarzą, trochę z rzeczywistością, przez chwilę zastanawiam się czy może nie popsuła mi się ta zupa, albo do tego proszku z którego ją zrobiłam nie dosypali kilku gram psychodelików, bo nie dość, że stoi przede mną Erno w pomarańczowej koszuli to jeszcze…
No. Wyznaje.
- Wejdź. Chcesz wejść? - po kolei - Fajna koszula. Dziwna koszula. Pomarańczowy to nie twój kolor - tak bardzo mu nie pasuje, że tylko o tym myślę, wygląda jak chodząca zupa dyniowa. Moja była pomidorowa. Z makaronem - Chcesz może zupy? Jest z proszku, chemiczna, pyszna. Zjadłam całą, ale mogę ci zrobić - wszedł? No wszedł, zamykam drzwi i nawet przekręcę klucz, bo chyba dość gości na dzisiaj - Co?! Nie odzywasz się tyle czasu i nagle od progu wyskakujesz mi z “nie mogę o tobie myśleć” czy tam przestać myśleć, co ja mam o tym myśleć?! - wybucham, kiedy wreszcie trafiam na kanapę - I ciszej, bo dziecko śpi - zastrzegam jeszcze, zanim zacznie mówić.
Chociaż z naszej dwójki to ja mówię więcej i głośniej, zdaje sobie z tego sprawę.
Powrót do góry Go down
avatar

Moskwa, Rosja

błękitna

25

majętny

Hokeista

PisanieRe: Mieszkanie L. GRUJIĆ   Pią Gru 16 2016, 20:27

Niezupełnie to chciałem powiedzieć, to znaczy później tak, trochę to, ale nie w takiej dzikiej formie, grzeczniej kurwa trochę, uświadomić Loli, że to wcale nie bez znaczenia było wszystko, ale nie tak inwazyjnie, nie tak, by ją wystraszyć, nie tak, by jej więcej problemów narobić. Wchodzę, zamykam drzwi nie odrywając jednak od niej wzroku. Panikuje. No i zestresowałem ją, temu tyle gada. Nawet nie gada, tylko pieprzy trzy po trzy i taką straszliwą ochotę mam zamknąć jej tą japę, ale nie mogę. Bo pewnie jeśli nie w pokoju obok to gdzieś czai się ta Alma, a ja zrujnować niczego nie chcę, chociaż wstęp miałem fatalny. Staram się nie wywrócić gałami, bo to taka babska domena, ale kurwa, przecież ja zawsze mówię cicho. Ściągam buty, skoro już mnie zaprosiła i płaszcz też, wieszając go niedbale w przedpokoju, jest ciężki, pewnie za dziesięć sekund usłyszę jak spada. Trudno. Od razu muszę podwinąć rękawy, bo gorąco tu jak chuj i jeszcze zalatuje tą zupką z tytki. Aż mnie nosi w środku, żeby uchylić okno, ale nie robię tego, zamiast tego zajmuję ręce, poprawiając koszulę, wkładając ją do spodni, bo zaczęła uciekać, kurwa nienawidzę koszul. Zawsze wyłażą z gaci, a te obcisłe są chujowe, nie mam zamiaru takich nosić. Dobra. Podchodzę do krzesła, staję za nim, łapię za oparcie, jakby mi miało posłużyć w szybkim odparciu ataku ze strony Loli.
Rozglądam się, chociaż mieszkanie małe, za bardzo nie mam za czym. Ale za kim już mam.
- Gdzie twoja druga połowa? – Jak to ładnie w chuj powiedziałem, aż kurwa bym sam siebie pochwalił, ale nie, przecież umiem w takie rzeczy, tylko, że łatkę mam kibolską. Nie zbaczam z tematu, który sobie wyznaczyłem, chociaż Lola może odebrać, że wymiguję się od odpowiedzi, ale to nie tak.
- O tym chciałem właśnie tylko źle to ująłem. To znaczy sens jest taki sam, ale nie chciałem cię tym atakować. Eee... – Prawie ładnie, gdyby nie ten bezsensowny dźwięk na końcu. Przejeżdżam dłonią po prawie łysej głowie i wychodzę zza tego stołka, choć to niewiele zmienia i tak będę krążył powoli po pokoju jak prawie dwu metrowy kołek. Chyba trzeba prosto z mostu, nie ma co się bawić w pierdolone rozdrabnianie.
Mogłem sobie zafundować szota albo dwa zanim tu przyszedłem.
- Lola, nie chciałem ci tak wchodzi z butami w życie, kurwa wierz mi, gdybym wiedział, że jesteś z kimś związana, to bym cię nie tknął i nie będę teraz zwalał na ciebie, że mi nie powiedziałaś, bo to jest wszystko moją winą. Chciałem ci powiedzieć o tych tatuażach, ale zjebałem bo zadzwoniłem napierdolony zamiast umówić się parę dni później na herbatę, nie wiem, nawet na zupę i przedyskutować to na spokojnie. Ale u mnie nic w życiu nie dzieje się na spokojnie dlatego teraz stoję tu próbując znaleźć rozwiązanie na to wszystko, co tak poplątałem. – Przecież nie będę jej streszczał ostatnich wydarzeń, sama doskonale pamięta. Rozglądam się chociaż wcale nie rejestruję wzrokiem rzeczy, które Lola ma w tym pokoju. Tylko ją widzę, kiedy co chwilę przenoszę na nią wzrok.
- Wiem, że ciężko jest puścić w niepamięć takie rzeczy i nawet nie wiem czy powinniśmy, ale kurwa, moją intencją nigdy nie było rujnowanie czyichś związków. – Chociaż nie wiem, czy Lola w ogóle tej swojej Almie powiedziała. Tak byłoby najuczciwiej z drugiej strony nie wiadomo czy tamta byłaby w stanie ze względu na wspólną przeszłość wybaczyć taki skok w bok. Jeszcze kurwa z kim. Ze mną. Gdyby to była chociaż jakaś przypadkowa Virginia, a nie ojciec Leona, może by przeszło. Nie wiem, co mam zrobić, nie wiem. Co, mam je obie zaprosić na wspólny wypad w góry aby rozluźnić atmosferę? To się da załatwić, ale poziom niezręczności na pewno osiągnąłby jakieś nieprzyjemne apogeum. Ja pierdole. Jak zwykle zjebałem. Na całej linii.
Powrót do góry Go down
avatar


czysta

27

bogaty

Prezez/Założyciel Stowarzyszenia Walki o Wolność i Emancypację Magicznych Stworzeń

PisanieRe: Mieszkanie L. GRUJIĆ   Pon Gru 19 2016, 13:53

Na całe szczęście mój odtwarzać kaset jest ekologiczny, szybko pojawia się dziwna animacja z latającym kwadratem. Kolorowym, to warte wynotowania. Czasami, kiedy jestem zbyt zmęczona żeby się ruszyć z kanapy, obserwuję jak ten kwadracik wędruje po całym ekranie i czekam na moment w którym idealnie dopasuje się do rogu. Zdarza się średnio raz na tysiąc przypadków, najczęściej mija róg, co jest strasznie denerwujące. Ale za to jaka satysfakcja kiedy już się uda!
Najczęściej przy tym zasypiam. To czasami na samym początku było zbytnią kurtuazją i próbą uratowania własnej twarzy przed samą sobą.
Teraz bardziej niż zwykle cieszę się z tej małej animacji, bo tej całej sytuacji brakuje tylko Cecylii w ramionach Eugeniusza. Nie jestem dumna z jej wyboru, mam nadzieję, że to tylko chwilowy przystanek na jej drodze do Cyryla. Muszę jednak przyznać, że we wszystkich filmach i. telenowelach słynę z obstawiania złego konia. Zawsze kibicuję tym miłym, pomocnym chłopcom, zawsze będących obok dziewczyny i gotowych na wiele poświęceń, łącznie z tym ostatecznym, puszczeniem jej wolno by wbiegła prosto w ramiona swojej rzekomej prawdziwej miłości, jakiegoś denerwującego złego chłopaka, który dzięki miłości głównej bohaterki odnalazł właściwą drogę i zrozumiał co ważne w życiu.
Prawda jest taka, że sama jestem takim drugoplanowym bohaterem. Jestem przekonana, że moim przeznaczeniem jest wypuszczenie wolno swojej prawdziwej miłości tylko i wyłącznie dlatego, że jestem miła, uczynna i mi zależy. Jak będę mieć szczęście to w ostatnim odcinku spotkam jakiegoś przystojniaka, którego scenarzyści dopisali w przypływie empatii albo obawy, że fani będą niezadowoleni z powodu oziębłego potraktowania swojego ulubieńca.
Tyle z tego mam, bohaterowie mojego pokroju zawsze zostają ulubieńcami publiczności - ale wszyscy i tak kibicują złym, nawróconym dzięki potędze miłości.
Głupi, głupi Eugeniusz!
I głupi, głupi Ernest!
Nie rozumiem ani słowa z tego co do mnie mówi - może to już tak jest z tymi, co zazwyczaj milczą? Trzymają w sobie wszystkie słowa, a kiedy przychodzi co do czego to układają je w takim szyku, że nie mają zbyt wiele sensu.
Zacznijmy od tego pytania. Druga połowa? To śmieszne określenie Leona - i przecież dopiero co powiedziałam, że śpi. Może chce wiedzieć w którym pokoju? No to mu pokazuję, pierwsze drzwi na lewo, ładny jest, może mi zaufać. Na ścianie jest tapeta w zwierzątka, a na podłodze duży dywan z lwem. Leo lubi lwy.
Ale nie o lwach mi teraz, bo Onegin mówi i mówi, i z każdym jego słowem moje brwi, z wielce zmarszczonej i naburmuszonej pozycji unoszą się w górę, i w górę, tak, że kiedy już milknie to są gdzieś pod sufitem. A sufity, jak na starą kamienicę przystało, mam tu dość wysokie. Dlatego marznę zimą, ciężko dobrze nagrzać taką przestrzeń - Ernest. Ja się z nikim nie spotykam - prostuję w końcu. Nie wiem skąd się mu to wzięło, nie mam zielonego pojęcia, cały jego ton rozumowania się na tym opiera. Chyba jestem trochę zła, raczej zawiedziona, że tak niskie ma o mnie mniemanie. Gdybym się z kimś spotykała, z kimkolwiek, przecież nigdy nie dopuściłabym żeby doszło do tego, co no.
Doszło.
Uciekłabym z tego pokoju w najgorszym przypadku.
I chciałoby się teraz powiedzieć, że Grujićie słyną ze swojej wierności, ale ilość przyrodniego rodzeństwa którą posiadam mocno tę teorię podkopuję. Więc może Lole, nie wiem - za to Lola Grujić jest wierna jak pies.
I przez to skończy sama, tego mnie nauczyły telenowele.
Powrót do góry Go down
avatar

Moskwa, Rosja

błękitna

25

majętny

Hokeista

PisanieRe: Mieszkanie L. GRUJIĆ   Sro Gru 21 2016, 19:27

Ernest. Ona się z nikim nie spotyka.
Milknę, nagle zdania, choć dokończone, urywają się wraz z oddechem, bo chciałem wywód ciągnąć dalej, ale mnie pokonała jednym zdaniem. Zaciskam nawet wargi, jakbym chciał siłą zatrzymać te słowa, które już gotowe były na swoją kolej i patrzę zdezorientowany najpierw na Lolę, potem na ścianę za Lolą, ale ani jedna ani druga już nic nie dodaje. Podobno ściany mają uszy, ale nie wiem jak jest z tymi w kamienicach. One zazwyczaj są grube, solidne i zimne, ale kto wie, czy Lola nie stała się już sensacją na jutro w morzu plotek sąsiadek. Czy się tym przejmuję? Nie, a może powinienem, w końcu to znowu przeze mnie miałaby jakiś tam kłopot, ale mam w dupie jad starych bab i uważam, że Lola też powinna.
Lola dużo rzeczy moim zdaniem powinna, ale nie o tym teraz powinienem myśleć, tylko o tym, co ja powinienem. Bo nie wiem teraz. Czy mam sobie pójść, pokiwać głową na znak, że zrozumiałem czy co? Wybieram więc wolne skinienie głową, przyjąłem. Aha. Dobrze zatem. Milknę.
I tak sobie tu jesteśmy w tym milczeniu, jak za starych czasów, wcale nie takich dobrych, bo to niemalże tak niezręczne myślenie jak wtedy, gdy widzieliśmy się po raz ostatni.
Nie wiem, ile minut mija, parę, a ja podczas nich nie skupiam się na niczym konkretnym, ani na swoich myślach, ani na wyposażeniu mieszkania, ani na swoich stopach, jak to bywa zwykle, choć zawieszam chwilę głowę jak skazaniec, dłonie wciskając w kieszenie czarnych spodni, przez co tylko je naciągam i koszula znowu mi zaraz zacznie wychodzić w tym irytujący, fałdziasty sposób. Nawet mnie ten kwadrat nie hipnotyzuje, nie jestem za pan brat z mugolską technologią, potrafię obsługiwać tylko te rzeczy, z których korzystają też czarodzieje, a przynajmniej ci, z którymi ja się zadaję, nie ujmując Loli. Na pewno ona i Leon są mistrzami w tę grę, gdzie hydraulik skacze. Super Mariano Brothers? Chociaż z drugiej strony czy Leo lubi takie gry? Może on woli takie z warzywami? Co lubią dzieci? Co jeśli nas słyszał? Mnie. Co, jeśli go obudziliśmy i zaraz tu wyjdzie i zobaczymy się na żywo pierwszy raz a ja nie będę miał dla niego nic, bo nawet słowa będą niewiele warte.
Muszę stąd spierdalać.
- Nie będę ci już przeszkadzać. – Odzywam się w końcu i wracam do przedpokoju, gdzie kucam, żeby ubrać i zawiązać buty, co zajęłoby mi normalnie sekundę, ale nie mam kurwa dalej różdżki. Jestem idiotą, ludzie dziwią się, jak czasami funkcjonuję bez magii, ale kurwa po pierwsze załatwiałem inne rzeczy, po drugie za często gubię / niszczę różdżki od dzieciaka, żeby się nie przyzwyczaić do innych metod. Wstaję, zajebawszy głową w jakąś półkę, oczywiście, z której poleciały jakieś pierdoły, paragony i łyżka do butów, które od razu zbieram i odkładam jedną ręką, drugą rozmasowując szybko łysy łeb.
- Wybacz. To dobrej nocy. – Po takiej nocnej niespodziance na pewno nie będzie już miła, ale życzyć mogę. A nuż się coś zdarzy i zaraz po mnie ktoś inny, przyjemniejszy tu zawita.
Powrót do góry Go down
avatar


czysta

27

bogaty

Prezez/Założyciel Stowarzyszenia Walki o Wolność i Emancypację Magicznych Stworzeń

PisanieRe: Mieszkanie L. GRUJIĆ   Czw Gru 22 2016, 02:26

Nie ukrywam, że spodziewałam się dłuższego wywodu.
Nie mówię, że wybitnie rozwiniętego, szczególnie kiedy podważyłam jego główną teorię, ale przynajmniej jakiejś puenty. Tego “nie mogę przestać” od progu i przepraszania, że zrujnował mi… no - związek.
Gdyby jeszcze przepraszał, że zrujnował mi szansę na związek, to bym zrozumiała. Nie ma za co, nie ma jednak co ukrywać, że od pięciu lat nie byłam w żadnej relacji wykraczającej poza pierwszą randkę z wiadomych powodów.
Na kilku pierwszych randkach zdarzyło mi się być, niektóre były nawet całkiem udane. Ale to jest taka duża presja, jeszcze nie potrafię w sobie wyłączyć myślenia “nie mogę byle kogo wprowadzić do swojego życia, bo się Leo przywiąże i potem zawiedzie”. To się pewnie czuje, takie mam wrażenie, że ja nie szukam tylko partnera dla siebie, ale i po części ojca, przynajmniej przykładu, z takim bagażem to ciężko coś zbudować.
Może będzie mi łatwiej, z czasem, sama nie wiem, przestanę wszystko traktować tak ostatecznie. Nie wiem czy te moje podejście to oznaka romantyzmu czy lenistwa, nie ma co ukrywać, całe to randkowanie jest strasznie męczące.
Mam też takie wrażenie, że to jednak mężczyźni są bardziej skomplikowani od kobiet i tylko próbują nam wmówić, że jest inaczej - a Ernest to doskonałe potwierdzenie tej teorii. Przychodzi. Od progu rzuca wyznaniem i to takim, nie boję się tego określenia, dość wiążącym. Potem mamrota coś o związkach, próbuje przepraszać - a kiedy, całkiem szczerze, informuję go, że w tej kwestii to akurat za co się kajać nie ma, to zamiast nie wiem, przejść dalej…
To milczy.
To milczenie mnie najmniej dziwi w całej sytuacji. Jego się akurat spodziewałam, sądziłam jednak, że z tą wyznaną przeze mnie rewelacją musi sobie wszystko poukładać na nowo… a on zaczął się zbierać.
Tak mnie zdziwił, że przez dobrą minutę siedziałam na tyłku, intensywnie mrugając. Dosłownie czułam jak mój mózg się zacina, nie będąc w stanie poradzić sobie z absurdalnością sytuacji.
W końcu gniewnie się podnoszę - z rozmachem na tyle dużym, że aż zostawiam za sobą koc - i przechodzę tych kroków pięć do dziesięciu, zastając go rozcieraniu głowy - Nigdzie nie idziesz - stwierdzam stanowczo, stając pomiędzy nim a drzwiami - Czy ciebie popierdoliło? - pytam, nawet nie ze złością, chociaż tej wcale nie ukrywam. Tak po prostu mnie to fascynuje - Bo wiesz, ja nie rozumiem co ty sobie w tej łysej głowie uroiłeś, jaki ciąg myślowy stał za całą tą wizytą. Wchodzisz, nawet nie rzucasz żadnym cześć, mogę wejść, tylko od razu bombą, potem mamroczesz o rujnowaniu moich związków, czego nie rozumiem jeszcze bardziej i… wychodzisz. Wytłumacz mi, w którym momencie pomyślałeś, że to jest dokładnie to czego oczekujesz od naszej rozmowy - musi mi wytłumaczyć, inaczej nie zasnę, a mało rzeczy cenię sobie w życiu tak jak spokojny sen.
Spokojny sen mojego dziecka jest na wyższej pozycji, ale to trochę egoistyczna hierarchia, bo kiedy on nie śpi, ja też nie mogę.
Powrót do góry Go down
avatar

Moskwa, Rosja

błękitna

25

majętny

Hokeista

PisanieRe: Mieszkanie L. GRUJIĆ   Sro Gru 28 2016, 01:10

Nie wiem, czemu myślałem, że mnie tak po prostu pożegna i wypuści. Nie wiem, czy ktokolwiek by tak zrobił po takim najściu ale jeszcze paręnaście sekund temu byłem przekonany, że wszystko jest w porządku. To znaczy, może nie jest w porządku, a już na pewno nie wszystko, ale na zasadzie „aha, dobrze, nikogo nie ma, zatem nie jest tak źle, można iść”.
Jednocześnie też nie wiem, czego w tym nie rozumie. Przecież sprawa została wyjaśniona, tak? Teoretycznie niczego jej nie zepsułem, a że psuć nie chciałem więcej to postanowiłem wyjść.
Jest taka stanowcza, w mowie i geście. Nie mogę oderwać wzroku. I jestem najgorszy, nie tylko za to powinna zdzielić mnie w łysy łeb, ale nie mogę się skupić na tym, co mówi. Za dużo rzeczy odciąga moją uwagę, od jej rysujących się pod koszulą piżamy sutków przez odsłonięty obojczyk, na gniewnych błyskach w oczach kończąc. Zalewa mnie potokiem słów, a ja nic nie poradzę, że kąciki ust drgają mi w górę. Jak zablokowane, nie jestem w stanie ich opuścić, aby jej nie urazić, czy cholera wie co, nie wiem czym, ale na pewno coś by znalazła. Chociaż na ogół taka jest irytująco wręcz pobłażliwa.
- Lola, ale... – Nie mogę dokończyć, bo ona dalej swoje. Kobiety mnie wykończą, może ja sobie powinienem z nimi dać na jakiś czas spokój? Pojechać na ryby. Czekam cierpliwie, aż skończy, albo aż sprawi takie wrażenie, że kończy, nabierając oddech, żebym  mógł szybko wskoczyć ze swoją odpowiedzią.
- Ale ty się z nikim nie spotykasz. – Tak powiedziała wcześniej. To powtórzyłem. Jakby to wyjaśniało, dlaczego wychodzę. Czy mnie popierdoliło? Ja nie wiem, czy kiedykolwiek byłem nie-popierdolony. Los, czy tam babcia, stara kutwa już z góry mnie skazała na bycie pojebanym, zanim zdążyłem wypłynąć z cuchnącymi wodami płodowymi.
Nie wiem, czy czegoś oczekiwałem od tej rozmowy, na pewno nie takiego obrotu spraw, niemniej jednak trochę ulga, nie zaprzeczę.
Unoszę rękę, pocierając znowu czoło i w bok spoglądam, tutaj się poważne sprawy toczą, a mnie wciąż kąciki drgają, choć już nad nimi zapanowałem.
- Lola, mnie to nie dawało spokoju. – Próbuję wytłumaczyć w końcu, pewnie jak zwykle wyjdzie mi to kulawo. – Myślałem o tym ciągle, o tobie, że to wyszło. A ty kogoś. I ja znowu, to ja. I wkurwia mnie to wiesz, że stoję na takim rozdrożu, na takim rozwidleniu, bo mogłem zadzwonić i powiedzieć ci o chciałem na spokojnie przy butelce wody. Ale gdybym to przeczekał to nie spotkalibyśmy się w Leningradskaya. I ja sobie przecież zdaję sprawę jak to wygląda. – Czy ona coś z tego zrozumie, to ja nie mam pojęcia, więc zamykam japę i przyglądam się jej, myśląc intensywnie po trochu o wszystkim. I jak to wygląda? Ano wygląda tak, że mamy dziecko i skomplikowane sytuacje osobno, na tyle, że w połączeniu wyjdzie bomba. Potem o odłączeniu nie byłoby już nawet co myśleć, bo to jak daltonista, który ma przeciąć jeden z dwóch kabelków, aby tą bombę zdetonować.
Przecież ja nie potrafię nawet przed samym sobą wyrazić o co mi chodzi.
I stoimy tak. Lola w tej piżamie wygląda. No, wygląda. A ja wciskam ręce w kieszenie, dopóki ich nie wyjmę, żeby ją przyciągnąć do siebie, spontanicznie objąć w talii skrytej pod koszulą. I pocałować.
Smakuje jak zupa z groszku. I czymś słodkim jeszcze, cielesnym. I taka jest ciepła, jak tak kulka energii, w moim brzuchu, która się właśnie aktywowała. Nic nie poradzę, albo poradzić nie chcę, że od wizyty w hotelu działa tak na mnie intensywnie i podniecająco. A mogła mnie wtedy odepchnąć.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Mieszkanie L. GRUJIĆ   

Powrót do góry Go down
 
Mieszkanie L. GRUJIĆ
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: