IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Pomnik rusałki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisaniePomnik rusałki   Sob Lip 16 2016, 14:21

Pomnik rusałki

Przepiękny, diamentowy pomnik przedstawiający rusałki w momencie jej przemiany w łabędzia. Najpiękniej wygląda o zachodzie, kiedy promienie słońca stykają się z powierzchnią kunsztownie wykonanego pomnika. Dwa razy w roku można zobaczyć jak pomnik dokańcza swoją metamorfozę, by po paru dniach znów powrócić do oryginalnej postaci. Rusałka jest jednak bardzo kapryśna i nigdy nie wiadomo, w którym momencie postanowi zmienić swoje oblicze.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

błękitna

rusałka

18 lat

IX klasa

majętny

uczennica

Czarcie Włócznie, szukająca w Zmorach

PisanieRe: Pomnik rusałki   Pią Wrz 02 2016, 19:56

Zorana miała dobry dzień. Uśmiechała się więc w ten swój subtelny i tajemniczy, charakterystyczny sposób pod nosem, sama do siebie, przemierzając szkolne korytarze. Wciąż jeszcze miała zarumienione policzki od wysiłku i rozwichrzone włosy. Fantastycznie jej się trenowało - czuła, że wciąż adrenalina od śmigania na miotle jej nie opadła.
Zachodziło słońce. Wiedziona jakimś dziwnym impulsem dziewczyna zamiast udać się prosto do swoich komnat, skręciła nagle w stronę pomnika rusałki. Zawsze odbierał jej dech, a zwłaszcza o zachodzie, kiedy czerwone promienie chylącego się za horyzont słońca tańczyły na powierzchni diamentowej kobiety, która lśniła kolorami tęczy. Za każdym razem, gdy go widziała, miała wrażenie, że jest świadkiem jakiegoś niezwykle skomplikowanego, pięknego zaklęcia. Rusałka wyglądała jak żywa. Karamazova lubiła jej się przyglądać. Miała wrażenie, że przypomina trochę jej matkę.
I tym razem było podobnie. Jak zawsze dziewczynę spoglądającą na posąg ogarnęły niezwykle silne uczucia. Nagle szczęście w niej przycichło, ale nie zniknęło do końca, tworząc niespotykaną mieszankę wraz z melancholią i głębokim, przejmującym zachwytem. Wstrzymała oddech i zacisnęła palce mocniej na przyciskanych do piersi książkach, a jej oczy zaczęły lśnić podobnym blaskiem, co pomnik. Nie mogła przegonić tego wspomnienia, gdy pierwszy raz zobaczyła, jak jej matka się przemienia. Jak wychodziła z wody, wpierw będąc łabędziem, a już chwilę potem piękną kobietą o łagodnym uśmiechu i ciepłych oczach, na której alabastrowej skórze lśniły kropelki wody z jeziora, rozpraszające światło zachodu w podobny sposób, w który robił to diament pomnika. Po prostu zamarła, oszołomiona nagłymi doznaniami, mieszanką sprzecznych uczuć. Dopiero po chwili wypuściła ustami trzymane powietrze i wróciła do uśmiechania się do siebie, by odwrócić się powoli na pięcie, z zamiarem ruszenia w dalszą drogę.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Panacea, Komitet Dyscyplinarny

PisanieRe: Pomnik rusałki   Pią Wrz 02 2016, 23:13

Miał zły sen, pewnie znowu najadł się przed spaniem czekolady. A ta najlepsza, belgijska, co ma dziewięćdziesiąt procent kakao to podobno samo zdrowie.
A śniło się Adamowi, że pokłócił się z współlokatorem swojego dormitorium. Otóż panicz Kuragin narzekał, że w pokoju ciągle śmierdzi naleśnikami, że to na pewno jego wina, a on nie może się z tej przyczyny skupić na wypracowaniu, które odczyta na następnym spotkaniu Odrodzenia. Doszło do tego, że rozsierdzony Arsene roztrzaskał na biurku kryształowy kałamarz, a Adam, nie chcąc ryzykować, że oberwie wstał i wyszedł, uraczywszy przedtem Kuragina ostentacyjnym środkowym palcem.
Ponieważ znalazł się nie w swoim łóżku, a na korytarzu, to wcale nie był sen, a paniczowi znowu odbija. Jak jego przemiła siostra uchowała się taka po tylu latach spędzonych w jego towarzystwie?
Adam szedł tam gdzie zawsze, kiedy nie myślał nad celem podróży, czyli do kuchni. Upiecze bezy i ani jednej nie da Kuraginowi. Zaniesie je kochanej-
Co? Gdzie? Nieważne. Przystanął na chwilę, oślepiony wzmocnionym jeszcze przez okulary blaskiem słońca odbijającego się od figury. Była na dobrą sprawę bezkształtna, choć przy tym niezaprzeczalnie ładna. Dobrawa ozdobiła kiedyś jakieś organizowane przez siebie wesele wierną repliką tej rzeźby.
Wszystko potoczyłoby się dalej, odczekał by chwilę i dotarł do kuchni, by zrobić te przeklęte bezy. Ale nie, los postawił na jego drodze kolejną replikę diamentowej kobiety.
Na nic niezliczone lekcje savoir-vivre skoro człowiek i tak kończy postawionej w sytuacji, w której nijak nie może nic zrobić.
O, stoi dziewczyna, dziewczyna ewidentnie w krwią rusałki w żyłach, wpatrzona jak zakonnica w święty obraz, nietykalna dla stworzeń ziemskich. Pachnie jeszcze powietrzem znad wody, wnosi za sobą zimno.
Adam poczuł przemożną potrzebę, by uciec stamtąd od razu, w tej sekundzie. Przemykając gdzieś pod ścianą usilnie myślał o bezach. Przystroi je jagodami. Albo malinami. Tak, malinami.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

błękitna

rusałka

18 lat

IX klasa

majętny

uczennica

Czarcie Włócznie, szukająca w Zmorach

PisanieRe: Pomnik rusałki   Nie Wrz 04 2016, 01:00

Chłopakowi niestety się nie poszczęściło. Zorana odwróciła się w odpowiednim momencie, by jeszcze pochwycić go spojrzeniem. Uśmiechnęła się delikatnie na jego widok i wydłużonym krokiem dogoniła. Dalej nie mogła wyjść z podziwu, że ta pyza, z której się nabijała jeszcze w siódmej klasie, wyrosła na tak przystojnego młodzieńca. I zmienił się tak w przeciągu jednych wakacji! Wciąż było jej głupio z tego powodu. Była po prostu bachorem; od dawna nie naśmiewała się z nikogo. Lekceważyła - owszem, jest paru szczęśliwców, którzy zasłużyli sobie na jej pogardę, ale to by było na tyle. Fakt, że głównie dzięki swojej metamorfozie Wroński wzbudził zainteresowanie dziewczyny, co skłoniło ją do przemyślenia wyrządzonych mu krzywd i zwyczajnego przeproszenia. Była dumna i rzadko kiedy okazywała skruchę, dlatego też sytuacja ta była całkiem wyjątkowa. Czuła się też trochę głupio, że tak pokryło się to z przemianą chłopaka, ale gdy porzuciła szczeniackie wyśmiewanie się z otyłego kolegi, jakoś zupełnie zapomniała o jego istnieniu. Chciała mu to wynagrodzić, wręcz czuła się w obowiązku.
- Adam! Co tu robisz? - zagadnęła więc, równając się z nim krokiem. Karamazova nie znała go jeszcze za dobrze, zwłaszcza że ledwie miesiąc temu postanowiła przedsięwziąć próbę naprawienia ich relacji. Szkoda, że tak późno to do niej dotarło i tak późno zrozumiała, że nie chce mieć wrogów wśród wysoko urodzonych. Nie zawsze przecież myślała o swoim życiu przez pryzmat nazwiska. Teraz - niemal determinowało ono jej każdy ruch, choć nigdy się nad tym nie zastanawiała. Po prostu robiła, co uważała za słuszne. A słuszne często oznaczało przynoszące korzyści. W tym przypadku jednak próbowała polepszyć jej stosunki z Wrońskim, bo zwyczajnie zmądrzała. Sama sobie chciała pokazać, że oto jest - poważna, dorosła i gotowa, by skończyć szkołę, a potem zacząć samodzielne życie.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Panacea, Komitet Dyscyplinarny

PisanieRe: Pomnik rusałki   Nie Wrz 04 2016, 18:14

Myśl, głąbie, myśl. I to najlepiej nie o bezach.
Stanowczo łatwiej było zaledwie ten rok temu, gdy znaczna większość braci szkolnej raczyła jedynie ignorować istnienie Adama, w ostateczności naigrawać się z niego, co nie było aż tak bolesne zważywszy na fakt, że w odwodzie miał zawsze stojącą po jego stronie Dobrawę. Zawsze mógł napisać do niej długi list, na który otrzymywał jeszcze dłuższą odpowiedź. No i oczywiście w kuchni zawsze był mile widziany, jego podziw dla kulinarnego kunsztu bożątek i cisza, którą umie zachować podczas pracy zapewniały mu zawsze wolne stanowisko przy blacie kuchenki.
Przez całe pięć lat wykształcił się w nim pogląd, według którego kobiety były na świecie jedynie konkurencją dla jedynego źródła szczęścia, jakim jest jedzenie i na dobrą sprawę mogłoby tak zostać. Wystarczyłoby mu wciąż wodzić wzrokiem za piękną i bezlitosną Zoraną - w jego oczach urosła wszak do przywódcy wśród szyderców - aż w końcu skończyliby szkołę, poszli każde w swoją stronę i zapomnieli. Nic nie musiało się zmieniać, nadal mógłby nosić swoje stare ubrania (teraz o dwa rozmiary za duże), przecież były nadzwyczaj dobrej jakości, z kaszmiru i miękkiej bawełny, obszedłby się zupełnie dobrze bez nowych pokładów zainteresowania, zwłaszcza tego ze strony dziewczyn, do którego nigdy nie był przyzwyczajony. Wystarczyłoby mu tylko w końcu okazać się w czymś równie dobry, co Niedamir.
Zakłopotany, Adam przeczesał włosy palcami jakby w ostatniej próbie ukrycia przed nią swojej twarzy. Sam jeszcze się nie przyzwyczaił do zmian, które zaszły w jego wyglądzie. Wszystko stało się za szybko.
Co ty tu robisz? Sam chciałbym to wiedzieć.
Nie mógł jej przecież powiedzieć, że idzie do kuchni, jakby jednak nic się nie zmieniło. Uśmiechał się tylko, mając nadzieję, że niezbyt głupawo, próbując się otrząsnąć i wymyślić jakąś normalną odpowiedź.
- O. Em... Chcesz ciastko? - wypalił w końcu, podsuwając jej pogniecione pudełeczko.
Wspaniale, Adam. Pięknie. Cała domowa biblioteka starannie przekartkowana, cały świat zjeżdżony w wakacyjnych podróżach, a ty, niereformowalny, od prawie dwudziestu lat kurczowo trzymasz się korzennych ciastek.
I co z tego, że są przepyszne. Nie załatwią za niego spraw, gdy skończy szkołę i nic nie da nawet to, że ją zapomni.
- Arsene się piekli. Wyszedłem odetchnąć.
No. Już lepiej.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

błękitna

rusałka

18 lat

IX klasa

majętny

uczennica

Czarcie Włócznie, szukająca w Zmorach

PisanieRe: Pomnik rusałki   Nie Wrz 04 2016, 19:24

Zorana nigdy nie patrzyła na siebie jak na przewodnika tłumów. W ogóle mało obchodziło ją, co inni o niej myśleli i czy brali ją za jakieś guru. Nawet nie zdawała sobie z tego sprawy, że może uchodzić nawet za kogoś, kto świadomie manipuluje innymi. Dlatego było jej podwójnie wstyd za swoje zachowanie. Między innymi tym tłumaczyła zakłopotanie Adama, którego nie zdołał zamaskować. Fakt, że przed nią mało co można było ukryć, gdyż była niezwykle spostrzegawczą osobą i świetnie czytała reakcje innych. Może nie zawsze trafiała z powodami, ale uważała, że gdy się myliła, to tylko dlatego, że nie miała wystarczająco informacji, by zgadnąć i pocieszała się, że nikt, posiadajac ten sam zestaw danych co ona, nie byłby w stanie podać poprawnej odpowiedzi.
Gdy chłopak wyciągnął w jej stronę pudełko z łakociami, jej twarz rozjaśniła się, a oczy błysnęły nagle. Uśmiechnęła się, sięgając po ciastko.
- Pewnie! - odparła, rozkoszując się niesamowitym, intensywnym zapachem, który sprawiał, że ślina napływała jej do ust. - Sam je zrobiłeś? - zagadnęła jeszcze, próbując. Były boskie. Wroński natychmiast urósł w jej oczach. Każdy, kto trochę lepiej znał Karamazovą wiedział, że jedną z najprostszych dróg, by zaskarbić sobie jej sympatię, było zwyczajne dokarmianie dziewczyny. Nigdy nie musiała gotować, więc nie potrafiła, dlatego tę umiejętność ceniła w innych potrójnie. Choć zupełnie nie wyglądała, była łasuchem jakich mało i niemal każde krzywdy byłaby w stanie zapomnieć, jeżeli zostałyby zrekompensowane odpowiednią ilością pyszności. Na przykład - kwiaty były urocze i świetnie wyglądały na zdjęciach, ale ona stokroć bardziej wolałaby dostać bukiet pączków. Gdyby zaś ktoś na to wpadł, mógłby liczyć na jej głęboką przyjaźń. Choć ani trochę nie odnajdywała się w kuchni - bywała tam często, ale zawsze po to, by zwędzić jakiś dodatkowy smaczny kąsek - podniebienie miała niezwykle czułe, toteż niełatwo było jej zaimponować. Wychowana na wysublimowanych smakach wyrobiła sobie gust, któremu sprostanie nie było bułką z masłem.
Zaśmiała się krótko, słysząc wyjaśnienie chłopaka.
- To do niego podobne - rzekła. - Mam nadzieję, że nie jest nie do zniesienia - dodała jeszcze z troską. W jakiś sposób czuła się przynajmniej trochę odpowiedzialna za Kuragina, jako że był jej przyjacielem, kimś najbliższym sercu. Obawiała się, że nawet jakby chciała, to nie miała na niego żadnego wpływu i nie udałoby się jej przekonać go do zmiany swojego postępowania. Nigdy nie był specjalnie uległy i skłonny do wprowadzania w swoje życie jakichkolwiek reform, ale pewnie gdyby nie to, stanęliby po zupełnie przeciwnych stronach barykady. Zorana w końcu ceniła w innych niezależność, siłę i wiarę w swoje poglądy, a Arsene niezaprzeczalnie posiadał każdą z tych cech.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Panacea, Komitet Dyscyplinarny

PisanieRe: Pomnik rusałki   Nie Wrz 04 2016, 22:56

Ach, to oczywiste. Przewodnikiem chcą zostać tylko ci, którzy się do tego nie nadają, a tłum niezawodnie, jeśli nie zostanie przedtem zakrzyczany przez samozwańca, i tak podąży za tym, którego chce być odbiciem. Za najbogatszym, najpiękniejszym, najskuteczniejszym w życiu. Za tym, który nie zwraca na nich uwagi, bo nie potrzebuje ich uwagi, by się dowartościować.
Taką w oczach wielu jest Zorana, liderka jeśli nie teraz, to w karierze, jaką dla niej wybrano w toku domowych korepetycji i zajęć szkolnych.
Ona też ma w życiu nieco łatwiej: zawężono jej krąg rzeczy, którymi wolno się interesować, ograniczono ilość osób, z którą można bez konsekwencji rozmawiać. Adam, przez wzgląd na wysokie urodzenie, należał do tego wąskiego grona od samego początku, od dnia pierwszego, kiedy nie zamienili ze sobą ani słowa a on tęsknotę za domem zajadał wciąż tymi samymi ciasteczkami. Teraz zamiast remedium były raczej sentymentalnym, choć wciąż niezbędnym dodatkiem do jego osoby.
- Nie. - śmiech spierał się ze słowami o pierwszeństwo w jego ustach, czego rezultatem był dość roztrzęsiony głos. - Przywiozłem z domu. Znaczy: z Polski, prawie z domu.
Z powyższego opisu panny K. wnioskować można, że Adam jest... ideałem wręcz. Z zamiłowania babrający się w kuchni od lat, z tradycji i na kwiatach się zna. Jeśli komuś uda się kiedyś złożyć bukiet z pączków, to tylko jemu.
Jeszcze czekaj, diamentowa Zorano, smażone na głębokim tłuszczu ciasto ze słodkim nadzieniem zdobędzie dla niego twoje serce. Gdyby tylko nie był tak gamoniowaty i o to zapytał...
Musiała mu zamiast tego wystarczyć obserwacja. Nienachalna, przecież rozmawiać z dziewczynami uczyła go najwspanialsza z nich wszystkich, jego własna siostra Dobrawa. Obserwacja wyuczona do perfekcji przez te wszystkie poranki, popołudnia i wieczory, kiedy nikt z nim nie rozmawiał dłużej niż kwadrans i nawet nieszczególnie przejmował się jego obecnością.
Przyspieszony oddech, nieco zmieniony krok, torba na ramieniu i krzywo zapięty kołnierzyk. Jeśli dodać do tego informacje mimochodem zebrane od młodszego braciszka, dedukcja Adama musiała być bezbłędna.
- Trenowałaś?
Czy zazdrościł Kuraginowi bliskich relacji z Zoraną? Niekoniecznie. Nie, jeśli miałyby być okupione tak wieloma nieprzyjemnymi cechami. A przecież tak dotkliwie ich świadom, Adam wciąż przymykał na nie oko i mimo wszystko lubił spędzać czas z tym drugim dziedzicem.
- Oczywiście, że jest nie do zniesienia. Początkowo. Ale mam już osiem lat praktyki.
Po takim czasie dwóch ludzi zamkniętych na tak małej przestrzeni mimowolnie wrasta w siebie jak pleśń wrasta w drewno i nie można już bez siebie żyć, raz wszedłszy w tę dziwną symbiozę.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

błękitna

rusałka

18 lat

IX klasa

majętny

uczennica

Czarcie Włócznie, szukająca w Zmorach

PisanieRe: Pomnik rusałki   Pon Wrz 05 2016, 00:21

Faktycznie, niemal całe jej życie było z góry zaplanowane i ułożone. Ale ona nie narzekała. W końcu miała wszystko i mogła robić wszystko, co chciała. Choć pewnie jeśli chciałaby czegoś, co ojciec by uznał, że jej nie przystoi, spotkałoby to się z surową dezaprobatą i sprzeciwem z jego strony, jednak szczęśliwie nic takiego nie przychodziło jej do głowy. Może jego córka nie była idealną, łagodną damą, a bardziej drapieżnym typem, który za bachora lubił się okładać z rówieśnikami kijami, udając, że to miecze, jednak nie wydawał się być tym zawiedziony, wręcz przeciwnie. Oczywiście nie zaniedbywała swoich typowo kobiecych zajęć, które przystały dobrze urodzonej dziewczynce - jak choćby balet, więc pewnie dzięki temu nie zasłużyła na miano czarnej owcy, a zamiast tego została dumą ojczulka.
- Och - mruknęła tylko w odpowiedzi, nieco zawiedzionym głosem. - No cóż. Miałam nadzieję, że to nie tak, że jest ich ograniczona ilość - przyznała Zorana, a cień zawstydzenia przemknął jej przez twarz. Polska była daleko. Nie sądziła, żeby Adam często uzupełniał swój zapas ciastek z tego powodu. Łatwiej by było, gdyby można było je dostać gdzieś na miejscu. Albo zrobić. Cóż poradzić - były po prostu świetne. Chłopak zdecydowanie miał niezły gust, przynajmniej jeśli chodziło o ciastka.
Karamazova uśmiechnęła się i kiwnęła głową, po czym przeciągnęła się z cichym pomrukiem, a jej kręgosłup strzyknął lekko.
- I to dość intensywnie - rzekła. - Bardzo widać?
Nie była z tych dziewcząt, które nieustannie sprawdzały swój wygląd w lustrze. Właściwie sprawdzała go tylko, kiedy było to niezbędne, albo była pewna, że wygląda oszałamiająco. A czas po treningu nie należał ani do jednego, ani do drugiego przypadku. Zawsze miała tylko nadzieję, że nie przypomina czupiradła.
- Cały on - zaśmiała się jeszcze. Pewnie gdyby miała spędzać z Arsene tyle czasu, wkrótce by go znienawidziła, chociaż kto wie. Znają się bez mała dziesięć lat, a do tej pory jakoś dawała radę go znosić. Wiedziała jednak, że potrafi być - lekko mówiąc - trudny w obyciu. Właściwie Wroński musiał mieć anielską cierpliwość, żeby jeszcze nie próbować udusić go we śnie; chociaż kto wiem. Może miał już jakąś próbę zabójstwa za sobą? Kuragin co prawda jej się nie skarżył...
- Szkoda, że nie ma tu koni - westchnęła jasnowłosa, wracając myślami do treningu, o którym wspomniał Adam. - Dużo bym dała za rozrywkę, w którą nie wlicza się ten cholerny Valeriev.
Niemal się wzdrygnęła, gdy nazwisko kapitana Zmor przechodziło jej przez usta. Dziś i tak nie było najgorzej, ale potrafił jak nikt nadepnąć jej na odcisk i zepsuć każde przyjemne obcowanie z Quidditchem. Może była trochę niesprawiedliwa, bo zamiast latać na miotłach mogła jeszcze tańczyć albo malować, a do tego Anton absolutnie nie był potrzebny, ale to nie było to samo. Potrzebowała jeszcze jakiegoś dreszczyku emocji, adrenaliny. Dlatego zapisała się do klubu pojedynków, jednak to nie był sport, tylko zwyczajny popis umiejętności magicznych. Potrzebowała czegoś innego, a niestety substytut Quidditcha w postaci jazdy konnej nie był dostępny w Akademii.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Panacea, Komitet Dyscyplinarny

PisanieRe: Pomnik rusałki   Pon Wrz 05 2016, 16:07

Adam nigdy nie chciał być rycerzem. Albo przynajmniej teraz tak sądzi, osiągnąwszy wiek względnie dojrzały i pogodziwszy się już ze swym spokojnym usposobieniem. Mógłby może zamiast wojowania z mieczem w dłoni, leczyć rannych. Organizować obozy, zająć się ludźmi, którzy przestali już być potrzebni. Oczywiście, to wyłącznie gdybania i to nie tylko przez wzgląd na fakt, że konnicy nie wykorzystuje się już w wojnach. Arystokracja, jak to ma w zwyczaju, skoro tylko prasa zaledwie wypierdzi coś o nadchodzącym konflikcie, emigruje na neutralny grunt i tam jak gdyby nigdy nic kontynuuje radosne szczebiotanie po francusku przy herbacie i namnażanie majątku.
Adam i tak chce przecież wyjechać. Został mu tylko rok, a gdy tylko zabrzmi ostatni szkolny dzwonek, wszyscy krewni i ich wpływowi znajomi zwrócą się do niego z pytaniem: co teraz.
Miejmy nadzieję, że zdąży na pociąg zanim choćby zmyśli jakąś odpowiedź bez sensu. A dokąd? Wszystko jedno, do Paryża, Londynu, Amsterdamu - wszędzie tak są ludzie głodni i wspaniałe restauracje, które chcą ich karmić. Po roku, może dwóch, wróci i nikt już nie zada mu powtórnie przebrzydłego pytania. Znajdzie sobie lokal, w którym go zatrudnią, następnie otworzy swój: bez znaczenia jest sytuacja polityczna i szerokość geograficzna: ludzi będzie trzeba karmić.
- Więc ci smakują? Bez obaw, mam jeszcze pokaźny zapas, a w przerwie świątecznej wyjeżdżam go uzupełnić. - nie może żyć bez swoich ciasteczek, ich kruchej konsystencji i piernikowego zapachu, który - jak się zdaje - przypieczętował jego los, wiążąc na stałe z wszelkiego rodzaju pokarmami.
Zmieszał się natychmiast, gdy poprosiła go o komentarz swojego wyglądu. Oczywiście, w dobrym tonie było skomplementowanie go i zamknięcie tematu jak najszybciej. Niepodobna wszak rozmawiać o wysiłku fizycznym z kobietą stworzoną do siedzenia przy oknie z robótką na drutach.
Od dźwięku, jaki wydobył się z gardła dziewczyny przy sprężaniu i rozprężaniu wyeksploatowanych stawów Adam doznał bez mała pomieszania zmysłów.
- Nie, nie, oczywiście, tylko... Tylko tak pomyślałem, że trenowałaś, bo przecież grasz. I byłaś na zewnątrz i... - jednak nie mógł się powstrzymać. - ... i kołnierzyk masz krzywo zapięty.
Ugryzł się przy tym boleśnie w język, a jęk bólu usiłował zamaskować śmiechem, który towarzyszy zwykle dwojgu słabo znających się ludzi przy rozmowie o wspólnym znajomym.
Zanim jednak znalazł jakiś odpowiedni komentarz dotyczący młodego Kuragina (to znaczy - taki, który faktycznie nie wychwalałby nieskończonej niemal cierpliwości Adama), Zorana wspomniała o jeździe konnej. Natychmiast Adam zwęszył spisek i rozwinął się przed nim katastrofalny scenariusz. Oto co jeśli drwiny z jego osoby nie ustały, a jedynie zostały wyniesione na jakiś wyższy poziom? Co jeśli Zorana usiłuje go sobie zjednać tylko po to, by łatwiej potem doprowadzić do jakiegoś potwornie kompromitującego finału?
Niemożliwe przecież, żeby i ona upodobała sobie jazdę konną nad wszystkie inne dyscypliny, to musi być spisek.
- Nie wiedziałem, że jeździsz konno.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

błękitna

rusałka

18 lat

IX klasa

majętny

uczennica

Czarcie Włócznie, szukająca w Zmorach

PisanieRe: Pomnik rusałki   Pon Wrz 05 2016, 20:39

Zory nikt nigdy nie pytał, kim chce zostać, co chce robić. Wszyscy oczekiwali, że w odpowiednim czasie wybierze odpowiednią ścieżkę. Nikogo tak naprawdę nie interesowało, co dokładnie to będzie, nikt też nie miał dla niej stworzonego dokładnego planu. Ta materia była jedną z niewielu, w których liczyła się samodzielność dziewczyny. Właściwie miała niemal wolną rękę, a ona wciąż nie zdecydowała. Bała się tego momentu, w którym w końcu trzeba będzie wstać i się określić.  W którym całej rodzinie przedstawi swój wybór. Chciała być pewna, musiała wiedzieć, że dobrze robi. Ona, w przeciwieństwie do Adama nie miała zainteresowania, któremu mogłaby się poświęcić, podporządkowując całe życie, dla którego zrezygnowałaby z tego, co ma. Musiała przyznać, że to wszystko byłoby wiele prostsze, gdyby choć jedna rzecz tak rozpalała jej serce, rozwiewając wszelkie wątpliwości.
- Jasne, że mi smakują - uśmiechnęła się delikatnie. Nie wierzyła, że Arsene od lat ma współlokatora, który przywozi do szkoły tak boskie ciastka i ani razu się nie wypicował. Musiała pamiętać, żeby mu to wytknąć przy ich najbliższym spotkaniu.
Nagłe zmieszanie Adama przeszło na Karamazovą, która natychmiast zaczęła się zastanawiać, czy powiedziała coś nie tak.
- Ach, no tak, oczywiście - zaśmiała się nerwowo, szybko próbując naprawić drobny błąd w postaci nie najdokładniej zapiętej koszuli. - Gapa ze mnie.
Nie miała pojęcia, czemu Wroński tak zareagował, co sprawiło, że jej zwyczajowa pewność siebie wyparowała gdzieś na moment, a sama nie wiedziała do końca co powinna zrobić. Jakoś nie przyszło jej do głowy, że to pozornie zwyczajne pytanie, które zadała właściwie głównie dla podtrzymania konwersacji, może mieć taki efekt. Cicho wypuściła powietrze ustami, a opanowanie wróciło. Że też po treningu nie potrafiła się nawet ubrać.
Zorana uniosła lekko jedną brew, słysząc odpowiedź chłopaka. Sądziła, że prędzej rzuci coś na temat, że pewnie przesadza, bo Anton jest przecież w porządku. W końcu był raczej lubiany w szkole, taki towarzyski i obrzydliwie pozytywny. Zamiast tego odniósł się do zupełnie innej części jej wypowiedzi. W ogóle nie zdawała sobie sprawy z tego, że podejrzewa ją o jakieś nieczyste intencje.
- Mało kto o tym wie - wzruszyła ramionami. - Ostatecznie mogę jeździć tylko w domu. A szkoda - westchnęła. Właściwie oprócz jej rodziny, wiedział o tym chyba tylko Kuragin, no i może jeszcze parę innych dzieciaków z dobrych rodzin, którzy kiedykolwiek byli świadkiem wyścigów na terenach rodziny Karamazov, w których dziewczyna nie tylko uwielbiała brać udział, ale również wygrywać. Mieli piękne, rozległe tereny. Przy Akademii również takie były i uważała, że się marnują. Rundka cwałem wokół Rusałczego Jeziora musiała być czymś niesamowitym. Najbliższa okazja do jazdy pewnie nadarzy się w okolicy przerwy świątecznej, kiedy choć na kilka dni wróci do domu.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Panacea, Komitet Dyscyplinarny

PisanieRe: Pomnik rusałki   Pon Wrz 05 2016, 22:34

Oczywiście - nikt ich nie pyta. Jakby automatycznie wchodzili w tryb domagania się i marudzenia na każde odchylenie od niewyrażonego życzenia. Liczy się, że jest źle i trzeba poprawić zanim panienka zje albo panicz ubierze. Nikt nie pyta ich nawet, co chcą zjeść na śniadanie, bo służba już to wie; w domu jest przecież od zawsze.
Posiadanie dużej rodziny ma wiele dobrych stron, począwszy od żywej atmosfery w domu i wypełniających go hałasów życia codziennego, przez niewyobrażalne stosy prezentów urodzinowych, do spadków, które w końcu się dziedziczy. Zasadniczą wadą natomiast jest to, że podczas wielkich rodowych spędów, kiedy już nawiąże się rozmowa a temat zejdzie na najmłodszych członków rodziny, wszyscy nieodmiennie są mniej lub bardziej zawiedzeni. Bo powinien już dawno znaleźć sobie jakąś pannę, starać się o pracę w sądzie jak pradziadek Jaromir Ewaryst Wroński, wspaniały i szanowany. I całe mnóstwo alternatyw, z których każda pochodzi od innego krewniaka i coraz bardziej jest niedorzeczna.
A Adasiowi wciąż w głowie korzenne ciasteczka. Z niemałym bólem w puchatym serduszku, nad którym górowało w tamtym feralnym momencie dżentelmeńskie wychowanie zaoferował Zoranie pudełeczko. Ledwie otwarte, zaledwie trzech brakowało do kompletu.
- Więc zatrzymaj je sobie, proszę, ja chyba już przejadłem swój limit.
Może tak zadośćuczyni za tą niezręczną uwagę o przeklętym kołnierzyku. Gdyby nie stała tuż przy nim, zjawiskowa w swoich zwyczajnych ubraniach, naplułby sobie na brodę, a samą wizją takiego zachowania doprowadził swą siostrę Dobrawę do ataku serca.
Faktycznie, może powinien nawiązać do osoby Valerieva. Nie miał wszak powodów, by nie lubić go tak jak Karamazova, choć owszem zdarzały mu się zagrywki godne kameleona. W towarzystwie niektórych osób należał do szyderców, przy znaczącej większości okazji - serdecznie zapraszał, by gdzieś z nim wyjść i nie przyjmował odmowy. Ale całe dzisiejsze zajście nadal śmierdziało mu podstępem, więc, by może przypadkowo wyciągnąć z niej, czy coś kręci, nie zmieniał tematu.
- Ach, tak, zdaje mi się, że kupowaliście nawet kiedyś konie od mojej matki? Tego pięknego srokacza sprzed dwóch lat aż żal było odsyłać.
Adam szczególnie lubił tego konia. Podobnie jak on, był bardzo spokojny, co rzadko się zdarza, i dobrze się dogadywali. Na szczęście został sprzedany na tym etapie życia Wrońskiego, w którym radził już sobie i z temperamentnymi końmi. Gorzej - jak widać na załączonym obrazku - radzi sobie z temperamentnymi dziewczętami.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

błękitna

rusałka

18 lat

IX klasa

majętny

uczennica

Czarcie Włócznie, szukająca w Zmorach

PisanieRe: Pomnik rusałki   Pon Wrz 05 2016, 23:14

Sama nigdy nie zastanawiała się nad tym, jak by to było żyć w mniejszej rodzinie, bez trójki rodzeństwa, niezwykłej ilości ciotek i kuzynów. Zawsze było wesoło i nieustannie działo się coś ciekawego, jednak zawsze znalazł się ktoś, do kogo można cię było porównać. Jeśli nie ktoś najbliższy, to na pewno w dalszej rodzinie znajdywały się wybitne jednostki, o których warto wspomnieć przy obiedzie. A celem Zory było bycie właśnie tą, o której napomknie się przy rodzinnym obiadku, o której ciotka wspomni swoim własnym dzieciom. Każdy chciał być chlubą swojej rodziny, a jeśli konkurencja była tak duża, potrzeba ta również stawała się większa. Powiększała się też ilość oczekiwań, jakim należało sprostać, które z roku na rok były coraz bardziej wymagające.
Dziewczyna spojrzała na Adama zaskoczona i zamrugała ze zdziwieniem, by w końcu uśmiechnąć się delikatnie i uspokajająco.
- Nie żartuj - odparła. - Następnym chętnie się jeszcze poczęstuję, ale nie miałabym serca pozbawiać cię całego pudełka.
Zaśmiała się krótko i wyciągnęła rękę po ciastko. Wiedziała, że nikt tak po prostu nie chciałby oddać takich łakoci, toteż ich nie przyjęła, choć musiała przyznać, że miała na to ochotę. Nie zamierzała robić chłopakowi przykrości - skoro zwierzył się już, że ma zrobione zapasy, musiał naprawdę uwielbiać te ciastka. Nie chciała mu odbierać tej przyjemności, wiedząc, jak ona by się poczuła, gdyby zaproponowała coś komuś, czego w rzeczywistości nie chciałaby oddawać, a ta osoba przyjęłaby podarek. Na miejscu Wrońskiego pewnie nie byłaby zachwycona, że ktoś połasił się na kolejne ciasteczko, ale uznała, że ostatecznie jest to lepsze rozwiązanie, niż zabranie mu całego pudła.
- Hmmm... - mruknęła jasnowłosa w odpowiedzi, pocierając delikatnie kciukiem dolną wargę w pełnym zamyślenia geście. Faktycznie, jakoś w tym czasie pojawił się u nich w stajni nowy rumak, przy okazji urodzin jej starszego brata. I tak się składało, że był maści srokatej. Łagodny i ułożony, o przyjemnych chodach - ale dla niej za mało dziki.
- Nie wiedziałam, że był od was - rzekła, nie kryjąc zaskoczenia. - A ta młoda klaczka, kara, narwana trochę...? - zapytała jeszcze, wspominając z kolei konia, który przyjechał do nich jakieś nieco ponad pół roku przed srokaczem, z okazji jej szesnastych urodzin. Ta to dopiero miała ogień w kopytach. Na początku niespecjalnie się dogadywały, bo każda miała odmienny sposób na ich współpracę i wyobrażała ją sobie inaczej, ale gdy znalazły wspólny język było już z górki. Kosztowało to Zoranę parę upadków, które zdarzały się przy okazji, kiedy klaczka zupełnie niespodziewanie wymyślała sobie kolejne rzeczy, których można się przestraszyć, ale ostatecznie wygrywały każdy wyścig.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Panacea, Komitet Dyscyplinarny

PisanieRe: Pomnik rusałki   Pon Wrz 05 2016, 23:39

Adam już się boi, co to będzie, jeśli Niedamir nie dorobi się licznego potomstwa, a wszyscy Wrońscy na świadków, nie nadawał się do tego. W końcu jest dziedzicem głównej linii rodu, tej, na której spoczywa obowiązek przedłużenia jak największej możliwie ilości tradycji - od różdżkarstwa do nadawania dzieciom typowo polskich i, szczerze mówiąc, dość przestarzałych imion. Z samym Adamem nie do końca jasne jest jeszcze, czy jego matka (która jego biblijne imię upodobała sobie podobno już w latach młodzieńczych) nie zamieszała czegoś przy rejestrowaniu syna w księgach Starszyzny i czy nie miał przypadkiem być Krzesimirem, który to przypadł mu na drugie imię.
Nawet małego Dionizego nie oszczędzono. Kiedy dorośnie, nie będzie już tak źle, przynajmniej ludzie będą brali go poważnie. Ale jak tu patrzeć na takiego berbecia, do którego twarz się sama śmieje i nazywać go wciąż tym samym, tak okropnie dorosłym imieniem?
- To naprawdę żaden problem, ale jak uważasz. - zaoferował jej, tym razem już bez oporów, kolejne ciasteczko. Były bardzo cienkie, w przyjemnym kształcie zbliżonym do koła. Jeśli potrzymać je przez chwilę na języku rozpuszczą się tak jak herbatniki maczane w gorącym napoju, to zabawne odczucie.
Rozstałby się z korzennymi słodkościami bez żalu, wszystko by jej oddał za te uśmiechy, za to wpatrzenie, przy którym ją zastał. Zachwycałby się nawet, zanim ogarnęłaby go panika, gdyby przystawiła mu nóż do szyi. Jeśli może się obejść bez pokaźnej tuszy broniącej go przed światem zewnętrznym i kontaktem z ludźmi, to być może z czasem i bez pocieszającego ciężaru pudełka ciasteczek w kieszeni da sobie radę. A jeśli to całe przyjazne podejście Zorany do jego skromnej osoby nie okaże się paskudnym żartem w przeciągu kilku następnych miesięcy, Adam wiedział już, co sprawi jej na noworoczny prezent.
- Niech pomyślę. Mieliśmy jedną, na pewno, ale kiedy to było? Została sprzedana, bo Dionizy, to znaczy: mój najmłodszy brat, a dla niego kupił ją jakiś mój głupawy stryj, jest jeszcze za mały, by w ogóle myśleć o dosiadaniu konia. Jakieś pół roku temu? Znalazł się kupiec, w zamian oferował dojście do najlepszej hodowli arabów, to mama się zgodziła. Czy to mogła być ta?
Kto by pomyślał jeszcze pół roku temu, że oto on, Adam Krzesimir Wroński, w całej swojej osobie okularnika będzie kiedyś najswobodniej sobie stał przy lśniącym od zachodzącego słońca pomniku i rozmawiał uprzejmie z Zoraną Karamazovą, na którą bał się spojrzeć, by nie oberwać pociskiem wredoty.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

błękitna

rusałka

18 lat

IX klasa

majętny

uczennica

Czarcie Włócznie, szukająca w Zmorach

PisanieRe: Pomnik rusałki   Wto Wrz 06 2016, 00:43

Karamazova szczęśliwie uwolniona była od widma zostania w przyszłości głową rodu, choć czekało na nią coś znacznie gorszego - małżeństwo. I to jeśli nie wybierze sobie zawczasu odpowiedniego kandydata, z pewnością zaaranżowane, w tak konserwatywnej rodzinie nie ulegało to wątpliwościom. Stokroć bardziej wolała mieć przeświadczenie, że kiedyś spadnie na nią obowiązek przewodzenia całej rodzinie i wstąpienia do Starszyzny, niż że może zostać wepchnięta w ramiona komuś, czyjej przychylności tatko będzie akurat potrzebował. Pewnie mogła by odmówić, ale wiedziała, że nie zrobiłaby tego. Dlatego wolała nie zastanawiać się nad zbyt daleką przyszłością, bo gdy zaczynała, spędzało jej to sen z powiek. Jej bogin przyjmował postać przyszłego narzeczonego, który dodatkowo był ucieleśnieniem cech przez Zorę nieznoszonych. Gdy się pojawił na zajęciach, zanim ktokolwiek zorientował się, co się dzieje i czym on właściwie jest, zamieniła go w wyszczekującego alfabet spaniela. Przynajmniej miała nadzieję, że nikt nie wysnuł żadnych poprawnych wniosków dotyczących jej największego strachu. Musiała natomiast przyznać, że oglądanie innych boginów, zwłaszcza tych mających całkiem prostą postać, jak pająk albo nauczyciel zaklęć praktycznych, było całkiem zabawne.
- Zatrzymaj je - odparła, wkładając po chwili ciastko do buzi. Przymknęła oczy rozkoszując się rozpływającym się jej w ustach ciasteczkiem. Gdzie one były całe jej życie? Miała ochotę zamruczeć niczym kot, ale jakoś udało jej się powstrzymać. Mogła rzucać w koło te swoje tajemnicze uśmieszki, ale tak naprawdę była całkiem prostą dziewczyną. Jak każda lubiła być karmiona i rozpieszczana. Tylko chyba nikomu jeszcze nie przyszło do głowy, by rozpieszczać wyniosłą Karamazovą.
- Chodzi o tę wcześniejszą, jeszcze sprzed srokacza - wyjaśniła z uśmiechem. - Bliżej dwóch i pół roku temu. Skoro ojciec tak szybko zdecydował się na zakup kolejnego konia, którym był ten srokaty, to pomyślałam, że klaczka też mogłaby być od waszej rodziny.
Zorana zaśmiała się mimowolnie, po chwili zasłaniając usta lekko dłonią. Przypomniała jej się pierwsza przejażdżka na karej, kiedy nieomal złamała rękę, bo mała nagle przeraziła się własnego odbicia w kałuży. I to tak, że Karamazova musiała ją gonić na piechotę przez dwa kilometry. Następnym razem przy tej samej sadzawce pokłóciły się, czy przechodzą, czy nie. Niema dyskusja trwała kilkanaście minut, ale ostatecznie to Zora wyszła z niej zwycięsko. I co z tego, że klacz odwdzięczyła jej się capnięciem zębami za jej udo i zostawieniem jej czarnofioletowego sińca, który nie chciał zejść przez ponad dwa tygodnie.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Panacea, Komitet Dyscyplinarny

PisanieRe: Pomnik rusałki   Sro Wrz 07 2016, 13:08

Adaś, wbrew temu, co mogła przypuszczać o nim większość kolegów, krewnych, a zwłaszcza nieznajomych, nie należał do szczególnie strachliwych. Jego spokojne (a za dwadzieścia-trzydzieści lat mające awansować na wręcz flegmatyczne) usposobienie przekłada się na umiejętność zachowania trzeźwego myślenia w stresowych sytuacjach. Rzecz jasna, jak dotąd najbardziej stresującą sytuacją w domu rodziny Wrońskich był pająk znaleziony w szufladzie z rękawiczkami w pokoju Dobrawy. Adam, jak przystało na bohaterskiego męskiego mężczyznę przygniótł stworzonko złożoną na pół gazetą i oto kryzys został zażegnany, a jemu przylepiono łatkę awaryjnego zarządcy domu, gdyby świat zaczął się walić. Nawet w nieporównanie gorszej sytuacji kiedy to maleńki Dionizy zwymiotował na wspaniałą suknię ciotki Leokadii jakoś złagodził jej gniew, co tylko przypieczętowało przekonanie o jego zdolnościach jako rozjemcy.
Tym natomiast, czym nigdy się nie zajmował nasz bohater, były boginy, które zalęgają się często po szafach w domu tak starym, jak jego dom rodzinny.
Uśmiechnął się tylko, bo łatwo było się uśmiechać, gdy w powietrzu unosił się jeszcze zapach ulubionych łakoci. Był bardzo blisko osiągnięcia mistrzostwa w sztuce rozpieszczania, w końcu Dobrawa jako ich jedyna siostra zasługiwała na wszystko, co najlepsze i to po jednym z tego od każdego z braci, żeby nigdy jej nie zabrakło. A ponieważ pozostali bracia Wrońscy albo odmawiali obsypywania jej prezentami i zabijania pająków w szufladach, albo zwyczajnie nie było ich wtedy w domu, Adam z wrodzonej potrzeby, by innych uszczęśliwiać w jak najprostszy sposób, przyjął na siebie mnóstwo tych małych obowiązków i nawet przestał już zauważać ich potencjalną uciążliwość.
Oddawszy już na dobre swoje serce i ciało pani Kuchni, dla innych dziewcząt miał tylko słodkości własnej roboty. No, ewentualnie, kiedy w grę wchodziło tak nieskazitelne istnienie jak Zorana, odrobinę maślanych oczu.
-Nie, nie. Tamten srokacz to był przełom, wcześniej mama nie sprzedała jeszcze żadnego konia. - skomentował, nieco zamyślony. Stajnie były zawsze odskocznią od sztywnego od krynolin trybu życia prowadzonego przez panią Wrońską. Z dala od oczu służby i wścibskich sąsiadek sama oporządzała zwierzęta i zachęcała swoje dzieci, by choć raz w życiu przerzuciły chociaż siano w zagrodach. Choć wszyscy jej synowie z czasem nauczyli się jeździć konno, Adam przewyższał oboje, nabrawszy zamiłowania do nieparzystokopytnych.
- Coś się stało? Co cię śmieszy?
Czyżby palnął jakąś głupotę? A może to już, nadchodzi finał i podła intryga wyjdzie na jaw? Przyzwyczajony, by się z niego śmiać, choć być może nie w podobnych okolicznościach, Adam zmieszał się nieco i, jak to miał w zwyczaju czynić w takich sytuacjach, przetarł nerwowo okulary skrawkiem koszuli.
Za jakie grzechy musi tu znosić te rozterki? Bezy już dawno mogłyby siedzieć w piecu, a on rozcierałby maliny na mus.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

błękitna

rusałka

18 lat

IX klasa

majętny

uczennica

Czarcie Włócznie, szukająca w Zmorach

PisanieRe: Pomnik rusałki   Sob Wrz 10 2016, 03:50

Zora absolutnie nie należała do tych strachliwych. Była raczej z tych nie tylko odważnych, a wręcz brawurowych. Zawsze pierwsza do nawet najdurniejszego zakładu, gotowa do pojedynku i wygranej. Jakoś nigdy przez myśl jej nie przeszło, że może zostać pokonana. Kiedy wreszcie zaczęło do niej docierać, że nie może zawsze i we wszystkim wygrywać, zaprzestała brania udziału w wyzwaniach, w których wiedziała, że nie zwycięży. W ogóle przestała być tak podekscytowana wszystkim, przynajmniej tak zewnętrznie, przyjmując pozę niczym niezainteresowanej pannicy z dobrego domu, co to zadzierając nosa, nie zadziera go bez powodu. Lubiła łatkę kogoś, komu wszystko przychodzi z łatwością, choć wcale tak nie było. Po prostu podobała jej się zazdrość na twarzach innych, ich podziw - uważała, że całkowicie na to zasługuje. I bez tego sądziłaby, że jest świetna, ale to były takie smaczki, drobne rzeczy, które mile łechtały ją w ciągu dnia, zupełnie jak komplementy, dla których się przecież nie żyło, jednak zawsze wprawiały w przynajmniej lekki uśmiech.
A komplementy, wiadomo - lubił każdy, zwłaszcza kobiety. Karamazova nie była wyjątkiem, choć dla niej stokroć większe znaczenie miały czyny niż słowa. A więc przytrzymanie drzwi, wzrok podziwu, miły uśmiech. Słodzenie nad uchem było upierdliwe, ale dopóki pochwała była zgrabnie wpleciona w konwersację, również miało swój urok. Po prostu miała wrażenie, że łatwiej skłamać mówiąc, a gesty były znacznie bardziej szczere i często paradoksalnie znacznie więcej przekazywały.
- No cóż - wzruszyła lekko ramionami. - I tak należą wam się gratulacje za tego srokacza.
Zorana posłała chłopakowi lekki uśmiech. Jeśli sami go wyhodowali, była pod wrażeniem. Dość dobrze znała się na koniach, a ten miał ładne chody, lśniącą sierść i szlachetny pokrój, a poza tym był ułożony, świetnie reagował na pomoce i szybko się uczył. Same zalety. Oprócz temperamentu, bo na to nie można było wpłynąć, choć nie należał do plusów tylko i wyłącznie dlatego, że Zora u koni wolała bardziej gorący. Była to jednak tylko kwestia gustu, a więc nic, do czego faktycznie mogłaby się przyczepić.
- Właściwie to tak - odparła ze śmiechem, powstrzymując go lekko. - Widzisz, wspomniałam o tej klaczce, bo dostałam ją na szesnaste urodziny. Po prostu nasza współpraca miała... Ciężkie początki.
Gdy opanowała swój lekki i cichy śmiech, poprawiła delikatnie włosy opadające jej na twarz i splotła palce za plecami, ściągając łopatki.
- Była strachliwa, wredna, nieułożona i uparta. Jestem pewna, że czasem po prostu robiła mi na złość - no dobrze, nie czasem, a często. - Moja pierwsza jazda na niej nieomalże skończyła się rzuceniem wodzy i płaczem - przyznała ze śmiechem. - Ale na szczęście nie poddałam się, a teraz wygrywamy wszystkie wyścigi w naszej posiadłości.
W jej głosie było słychać subtelną nutkę dumy. Karamazova była z siebie dumna. Nie tylko ze swoich umiejętności, ale także ze swojej nieustępliwości w dążeniu do celu. Nie dała się złamać i udowodniła, że jest prawdziwym zwycięzcą. Na owej klaczce wygląda teraz, jakby urodziła się siedząc w siodle, choć jest pewna, że gdyby wsiadł na nią ktokolwiek inny, nie miałby już takiej łatwości we współpracowaniu z nią. Natychmiast wyczułaby zmianę jeźdźca i próbowałaby wybadać, na ile może sobie pozwolić, kto pierwszy ulegnie. Pod tym względem była niezwykle podobna do swojej właścicielki.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Panacea, Komitet Dyscyplinarny

PisanieRe: Pomnik rusałki   Sob Wrz 10 2016, 16:58

Wrońscy mieli ogromne doświadczenie w wychowywaniu. Od niemal dwóch wieków nie do pomyślenia wśród Starszyzny byłby fakt, że główna, najstarsza gałąź rodu nie posiada w jakimkolwiek danym momencie co najmniej trójki pretendentów do przejęcia dziedzictwa. Wielodzietność jest w końcu tradycją, którą polskie korzenie znaczą się wśród rodów rosyjskich. Stanowi linię porozumienia i koło ratunkowe w wypadku, gdyby skoligacone z Wrońskimi rodziny znalazły się w potrzebie wydania za mąż lub ożenienia swego jedynego młodego potomka.
Austriacka cesarzowa Maria Teresa wiedziała co robi poświęcając swój czas i siły na wychowywanie tak wielu dzieci, by potem patrzeć, jak siadają na tronach całej Europy.
Wrońscy nie mieli, zgodnie z zapisami w rodowej bibliotece, nigdy podobnie imperialnych tendencji, jednak utrzymało się w ich genach powołanie dydaktyczne. Nawet po tak wielu latach kochanej żonie Bogumiła Wrońkiego udały się trzy szczególnie trudne przypadki: wychowała na ludzi krnąbrnego Niedamira, rozpuszczoną do granic Dobrawę udało jej się uczynić ulubienicą salonów, a Lutogniew, który wszystkim wszystko ma za złe zdaje się na nią najmniej być zawsze obrażony. Nic zatem dziwnego w tym, że udało jej się tak dobrze ułożyć konia.
- Dziękuję. Na pewno przekażę mamie, że dobrze się wam sprawuje. Zresztą, zapraszam do naszych stajni kiedy tylko zechcesz, na pewno ucieszy się na wizytę podobnych jej pasjonatów, zwykle ma tylko mnie do towarzystwa.
Zasłuchał się od razu w opowieść Zorany; miała niezwykle przyjemny głos, a dobre wspomnienia, które przywoływała jeszcze wzmagały przyjemność odbioru. Jakby słuchał najlepszej audycji radiowej. Ulżyło mu też, że to jednak nie on jest przyczyną jej rozbawienia.
Trudne początki, hm? To zupełnie jak dzieje się z Adamem, tylko że w ich przypadku początki trwały jakieś siedem lat, a coś na kształt dobrego kierunku obrali na sam koniec swojej szkolnej znajomości. Mimo to, może dla Adama był to dobry znak, że Zorana zawsze rozpoczyna wrogo znajomości?
- Rozumiem. - kiwnął głową, a w głowie zaświtała mu nie do końca spodziewana myśl. On rzadko zgadzał się z kimś o coś założyć, nawet gdy szło o jedzenie na czas. Jedynym wyjątkiem był starszy brat Niedamir, którego Adam za punkt honoru obrał sobie pokonać w jak największej liczbie kategorii. A Niedamir jeszcze nigdy nie zwyciężył - ba, rzadko kiedy był w ogóle zapraszany - na znane ze swego prestiżu gonitwy u Karamazovów.
- Chętnie bym się z tobą spróbował na hipodromie.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

błękitna

rusałka

18 lat

IX klasa

majętny

uczennica

Czarcie Włócznie, szukająca w Zmorach

PisanieRe: Pomnik rusałki   Nie Wrz 11 2016, 20:45

Rodzina Karamazov nie odbiegała specjalnie od innych dynastii pod względem ilości potomków. Zorana miała liczne rodzeństwo, od najmłodszych lat była zatem przyzwyczajona do konkurowania o nawet najdrobniejszą rzecz, największą zaś nagrodą była uwaga ojca, który zapracowany nieczęsto miał czas, aby poświęcić go każdej ze swoich pociech. Dobre wychowanie i obycie towarzyskie oczywiście były w rodzinie niezwykle ważne, ale większy nacisk kładziono na własne umiejętności. Ważne było, aby wygrywać, jakim kosztem - to nie miało już większego znaczenia. W końcu ich dewiza nie zostawiała pola do interpretacji. Była rozkazem zapisanym wprost w ich tradycji. Nie było mowy na odstępstwa. Inaczej nie było się prawdziwym Karamazov, zostawało się okrytym hańbą, poniżonym. A tego nikt nie chciał.
- Dziękuję za zaproszenie - uśmiechnęła się lekko, choć ta śmiała propozycja ją zaskoczyła. Nie dała sobie jednak tego po sobie poznać, wciąż zachowując tę samą uprzejmą, nieco tajemniczą minę. Właściwie ucieszyło ją to. Bo to chyba oznaczało, że byli z Adamem na dobrej drodze i nie żywił do niej urazy, prawda? Przynajmniej taką miała nadzieję.
- Z chęcią skorzystam przy okazji - dodała jeszcze, wciąż tym samym miękkim tonem, choć snucie się po stajniach z panią Wrońską może niekoniecznie byłoby popołudniem jej marzeń, aż żal byłoby odrzucić zaproszenie. Nieco bardziej wolała towarzystwo osób podobnych jej wiekiem, ale nikt nie powiedział, że Adam zostawiłby ją samą z własną matką.
Nigdy nie sądziła, że będzie jej się tak dobrze rozmawiać z Wrońskim. Dlatego wciąż nie pozbyła się tego palącego uczucia wstydu, że w przeszłości była, jaka była i bardzo chciała to naprawić. Rzadko kiedykolwiek czegoś żałowała, ale jeśli już tak było, chciała zrobić wszystko, żeby poprawić swoje samopoczucie, nawet jeśli oznaczało to zadośćuczynienie, co nierzadko było poniżające i godziło w jej dumę. Tym razem jednak było inaczej - zamiast uwłaczające raczej przyjemne, co czyniło całą tę sytuację miłym zaskoczeniem. Szkoda, że wcześniej nie dała szansy tej znajomości - mogłaby to powiedzieć, ale nie przeszłoby to jej przez gardło. Zamiast tego próbowała to pokazać.
- Och - mruknęła tylko, a jej oczy zwęziły się delikatnie. Tego się nie spodziewała. Jej uśmiech stał się szerszy, pewny siebie. Wyraz twarzy Zory nie był już tak przyjemny, jak jeszcze przed chwilą, a w jej oczach zalśniły iskry ekscytacji. Adam mógł rozpoznać w nim jej niezdrową potrzebę zwyciężania.
- A ja z chęcią podejmę wyzwanie - odparła, odsłaniając w uśmiechu rząd równych, perłowobiałbych zębów. Nie sądziła, że Wroński jest typem lubiącym rywalizację, tak jak ona. Postarała się jednak, by jej oblicze złagodniało z powrotem, nie chciała go przecież wystraszyć. Miała w planach polepszać ich stosunki, a nie jeszcze je pogarszać, choć za nic w świecie by się nie podłożyła. A skoro tego chciał - miała nadzieję, że był przygotowany na porażkę, bo ona nie zamierzała przegrać.
- Niedługo są Tury - rzekła. - Moja rodzina organizuje z okazji tego święta gonitwę za lisem, będą też wyścigi. Wtedy miałbyś okazję.
Czy to było zaproszenie? Jak najbardziej. Czy Zorana już nie mogła się doczekać? A i owszem. Święto myśliwych i łowców należało do jej ulubionych. Karamazovie wystawiali wtedy nawet trzydniową uroczystość, spraszając rodzinę i wszelką arystokrację na gonitwy i polowania. Była to niezwykła okazja do udowodnienia swoich umiejętności jeździeckich, co ona oczywiście kochała.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Panacea, Komitet Dyscyplinarny

PisanieRe: Pomnik rusałki   Wto Wrz 13 2016, 14:24

Sytuacja jakby zaczynała wymykać się spod kontroli, a może już całkiem wyzbyła się jej okowów, a przebłysk opamiętania, którego doznał teraz Adam miał być jedynym znakiem, że poza tym wszystkim życie toczy się jak zawsze, że mija czas, a od gładkiej powierzchni pomnika rusałki nie odbijają się nawet już ostatki słonecznego światła.
Adam nie spostrzegł nawet, że plecie co tylko wpadało mu do głowy na bieżąco i mimo że rozmawiali ze sobą w pokojowych warunkach może drugi-trzeci raz, już zdawał się gotów, by przyjąć ją w swoim rodzinnym domu, posadzić przy stole ze swoim rodzeństwem a nawet skazać na trajkoczącą wciąż o siodłach i uprzężach matkę. Oczywiście nie wyobrażał sobie zostawiać gościa samemu sobie. Nawet dla Arsene, który wielokrotnie bywał już w kaliningradzkiej posiadłości Wrońskich, zmartwiony możliwością niepoprawnego zachowania swoich bliskich, Adam podczas każdej wizyty jest buforem, który dopasowuje do siebie obce elementy układanki i umożliwia spędzanie czasu względnie przyjemnie.
Tym bardziej, nieopatrznie wydane zaproszenie dla Zorany zostałoby potraktowane przez niego śmiertelnie poważnie. Służba w całym domu zostałaby zmobilizowana do stanu wyjątkowego, wszystkie konie oporządzone ze szczególną uwagą, jadłospis ustalony przez ekspertów.
Najbardziej nie chodziło nawet o to, kogo zapraszał do siebie - zależało mu przede wszystkim, by wszyscy przybysze z zewnątrz widzieli, że potrafi być doskonałym gospodarzem i czuli się w gościnie jak najlepiej. Nawet gdyby dla samego Adasia pobyt gościa miałby kosztować go załamanie nerwowe i majątek wydany na nieznaczące głupstwa.
- Tak? Cieszę się.
A może, z drugiej strony, to nie aż taka wielka rzecz? Starszyźniane dynastie ciągle się najeżdżały i nadużywały wzajemnie swojej gościnności, ta moda obowiązuje jeszcze od czasów edwardiańskich, by przez kilka miesięcy siedzieć komuś na karku i nikt nikomu nie poczytywał tego za nietakt. Może po prostu oboje dorastali i wchodzili z wolna w rolę dziedziców, którzy do swojej wyłącznej dyspozycji mają wszystko, co do tej pory było zmartwieniem kogoś innego.
- To świetnie, chociaż teraz już z pewnością przyda nam się jakiś trening, skoro jest już o co grać.
W końcu wychowano go wśród nieznaczącej sportowej rywalizacji, a miał jeszcze tylko kilka lat wolności absolutnej, zanim zaczną się obowiązki, a rywalizacja nabierze srogich konsekwencji; będzie trzeba ostrożnie obstawiać własne możliwości. Poważna praca, sprawy Starszyzny; Niedamir dawno już przecież dał Nestorce jasno do zrozumienia, że on nie zamierza zasiadać w żadnej radzie.
W ogóle nie było widać po niej zmęczenia, choć wracała z treningu. Adamowi, co pewne, nie uda się już odszukać Kuragina, zamiast tego zaczynał robić się głodny. Było już prawie po porze posiłku i choć on zawsze miał w odwodzie zrobienie sobie czegoś samemu w kuchni, Zorana, zdaje się, nie była w tej dziedzinie tak biegła.
- Dokąd właściwie szłaś, zanim cię tu zatrzymałem? Nie chcesz iść na kolację?
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

błękitna

rusałka

18 lat

IX klasa

majętny

uczennica

Czarcie Włócznie, szukająca w Zmorach

PisanieRe: Pomnik rusałki   Wto Wrz 27 2016, 01:58

Zorana nie należała do specjalnie towarzyskich osób i właściwie jedynym powodem, dla którego nie siedziała gdzieś wiecznie samotnie, było utrzymywanie pozorów. W końcu jako Karamazova powinna być stałą bywalczynią salonów, zachowywać się nienagannie, uśmiechać, każdego z dynastii magicznych rozpoznawać z imienia, a już na pewno z nazwiska. Nie mogła przecież wychodzić na odludka. I tak dziwne już było wąskie grono jej przyjaciół, ograniczające się właściwie głównie do Arsene. Przecież powinna pławić się w chwale jako śmietanka towarzyska, być lwem salonowy. Ciągana więc niemal na siłę bywała tylko na tych spotkaniach, na których jej obecność była obowiązkowa, zakładała na twarz maskę uprzejmej panienki z dobrego domu i zagadana grzecznie odpowiadała coś półsłówkami, snując się wśród gości. Te nic nie znaczące rozmówki niezwykle ją nudziły, nie wnosiły do jej życia absolutnie nic, chodziło tylko o to, żeby się pokazać. Najczęściej potencjalnemu narzeczonemu. Zora podejrzewała, że ojciec już myśli o jak najlepszym wydaniu jej, choć przecież nie żyli już w latach czterdziestych. Teoretycznie sama mogła wybrać sobie męża, ale... W praktyce nie było to takie proste.
Uśmiechnęła się do Adama, choć wciąż nie była przekonana. Jednak wiedziała, że zwyczaj zapraszania do swojej posiadłości nawet dopiero co poznanych osób był raczej powszechny, zwłaszcza wśród rosyjskiej szlachty. Choć nigdy jeszcze nie postanowiła bez zapowiedzenia zatrzymać się u kogoś nawet na parę dni, wiedziała, że nie tylko nie zostałaby za to potępiona, a wręcz przywitana z otwartymi ramionami, na stół wjechałyby najlepsze wódki i szynki. Dziwiło ją, że wciąż utrzymują podobne zwyczaje. Zachód zdawał się być znacznie bardziej cywilizowany, jednak musiała przyznać, że to ich przywiązanie do tradycji było ekscytujące i miało swój niepowtarzalny klimat. Musiała kiedyś tego spróbować.
- Szkoda tylko, że nie ma gdzie - mruknęła tylko dziewczyna, przyjmując nieco zbolałą minę. Szkoła w końcu raczej nie dawała im takiej możliwości. Gdyby nie to, pewnie każdą wolną chwilę spędzałaby w stajni, mając rozdarte serce między jazdą konną a quidditchem. Tak przynajmniej nie miała dylematów - w szkole latała na miotle, a w domu najczęściej jeździła konno, choć i to pierwsze jej się zdarzało. Zależało to głównie od widzimisię jej rodzeństwa, bo jak się chcieli ścigać na miotłach, to się wskakiwało na miotłę, a jak nie chcieli grać w żadne powietrzne gry, to biegło się do stajni po siodło i konia.
Zorana rozejrzała się nagle, jakby niespokojnie, po czym zamrugała zaskoczona, kiedy Wroński wspomniał o jej pierwotnym celu. Właściwie to... Nie pamiętała. Słońce już całkiem zaszło i właściwie nie było czego podziwiać. Gwiazdy jeszcze nie wzeszły; można było tylko rozkoszować się wieczorną ciszą i chłodnym powietrzem. Czy chciała iść na kolację? Najpewniej była w drodze do jadalni.
- Wiesz, chyba chcę - zaśmiała się krótko i dźwięcznie. - Mam nadzieję, że się jeszcze nie skończyła...
W jej głosie usłyszeć można było nutkę  zaniepokojenia. Wiadomo - była łasuchem. Wizja opuszczenia kolacji wydawała jej się przynajmniej nieprzyjemna. Faktycznie, nie byłby to pierwszy raz, jednak za każdym cierpiała równie mocno.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Panacea, Komitet Dyscyplinarny

PisanieRe: Pomnik rusałki   Sro Wrz 28 2016, 19:53

Adam natomiast był stworzeniem swoich przyzwyczajeń, a jednym z nich było stałe przebywanie wśród ludzi; od wciąż pełnego krewnych każdego stopnia domu przez wypełnioną hałasem klasę, aż po obsadzony gęsto stół, przy którym toczą się rozmowy, odbywają kłótnie, a głupawe anegdotki powtórnie przeżywają swoją świetność. Dla niego te wszystkie bankiety nie są wcale utrapieniem, choć zdarza się mu niechętnie uczestniczyć w tych wszystkich zjazdach.
Zresztą, dla niego to zawsze będzie odmienne niż dla Zorany doświadczenie. On jest młodszym bratem dziedzica, drugi w kolejce do tytułu Nestora, dobrze by było nauczyć go logicznie myśleć i spokojnie rozmawiać nawet z największymi wrogami. Na pokaz pyta się go o zdanie, proponuje wspólne polowania - na ostatnim zjeździe podzielono nawet listę atrakcji dla rodzin szlacheckich na te przeznaczone dla panów i odpowiednie raczej dla dam, co już zakrawało na idiotyzm. Adam w swej młodości i wobec coraz większej ekspozycji, nawet mimowolnej, na sposób życia niemagicznej młodzieży, sprzeciwi się kiedyś temu skostnieniu. Odejdzie na chwilę od swoich własnych zajęć, od życia, którego Starszyzna będzie elementem, a nie przewodnikiem i powie tylko, że czas już z tym skończyć. Ze zbędnymi podziałami, ustalaniem małżeństw z góry i rejestrem czystej krwi.
Kto go posłucha, jeszcze się zobaczy. Może zanim będzie miał okazję, przyjdą inne czasy.
- To prawda, ale jeździectwo nigdy chyba nie należało do tradycji Akademii. - a szkoda, a jednak co kraj to obyczaj. Podobno akademia francuska ma swoje stajnie i jeżdżą tam powozami, a japońska szkoła magii trzyma na swoich terenach smoki. Tylko quidditch jakoś się rozprzestrzenił na cały świat. Adam nigdy specjalnie nie pasjonował się lataniem - w rodzinie Wrońskich to Lutogniew odziedziczył gen sportowca i właśnie on z uporem godnym lepszej sprawy wciąż spędza wakacje chadzając na mecze i grywając w polskiej podwórkowej lidze.
Znacznie bliższy jest Adasiowi temat kolacji. Zerknął na zegarek.
- Powinniśmy jeszcze zdążyć, ale musimy się pospieszyć. - w końcu można by uznać, że swój czasomierz nastawiał właśnie według pór posiłków.
A skoro już o posiłkach mowa, może powinien zaprosić Zoranę na swój październikowy Czwartkowy Obiad. Pewnie o nich już słyszała od Arsene, który niezmiennie bywał na nich gościem, a i jest to mniej zobowiązujące zaproszenie niż to do Kaliningradu.
Rozważając ten pomysł, Adam poszedł, sam w to jeszcze nie wierząc, w stronę jadalni u boku Zorany Karamazovej, jak chodzą najlepsi koledzy.

z/t
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Pomnik rusałki   

Powrót do góry Go down
 
Pomnik rusałki
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: