IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Park Świateł

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisaniePark Świateł   Sob Lip 16 2016, 13:40

Park Świateł

Wybudowany u początku dwudziestego wieku w miejscu, gdzie niegdyś znajdował się obelisk czczący zwycięstwo nad Agrafeną Obłąkaną, upamiętnia ofiary jej bezlitosnych rządów i jest jednym z bardziej zachwycających miejsc w Magicznym Petersburgu. W parku znajduje się około pięćset drzew wykonanych z tombaku i srebra; wszystkie w środku posiadają otwory, w których umieszczone zostały zapalane co wieczór latarenki. Na gałązkach każdego z nich znajdują się setki drobniutkich listków zrobionych z barwionego szkła, dzięki czemu nocą Park Świateł skąpany jest w kalejdoskopie kolorów. Pod każdym z drzewek przemyślanie umieszczono kamienne, solidne siedziska, które wyłożone są malutkimi, oszlifowanymi kamyczkami.
Powrót do góry Go down
avatar

Moskwa, Rosja

błękitna

25

majętny

Hokeista

PisanieRe: Park Świateł   Sob Lis 05 2016, 20:41

Drobne kamyki przesypują mi się przez palce, nie wiem, czy nie potrafię ich utrzymać w dłonia, czy do chuja pana jest to w ogóle ważne. Nogi wyciągnięte mam przed siebie, opieram się o pień świecącego drzewa, wcale nie jest mi wygodnie, ale przynajmniej nic nie świeci mi tak mocno w gały, nie mogę znieść jasnego światła, więc nie wiem, nie mam pojęcia dlaczego akurat tu.
Halo? Lola? Tu Ernest.
Przyjedź do mnie.
Jestem, kurwa, pierdolnięty. Ale to wiesz i możliwe, że to pierwsze, co sobie pomyślisz, jak mnie tu zobaczysz. Która jest godzina? Nie mam pojęcia, o niczym nie mam pojęcia. Przykładam dłonie do twarzy, przejeżdżam nimi po ogolonej głowie, marszcząc czoło, próbuję sobie coś przypomnieć. Jestem najebany jak ściera, ale wiesz, to nie to. Gdzie ty jesteś. Podkurczam nogi, zimno mi, nie mam kurtki, tylko tą ohydną, miętową koszulkę ze szpitala, której nawet nie włożyłem w dżinsy i wieje mi po plecach, na pewno przeziębię sobie zaraz nerki, ale czy to ważne? Ty mi powiedz. Gęsia skórka na ramionach, pocieram je dłońmi, ale to nic nie daje. Żaden z tatuaży nie rozgrzewa mnie, wręcz przeciwnie, wysysa ze mnie chyba te resztki ciepła, które mam. Powinienem zasnąć? Gałki oczne mam suche jak zakonnica pizde. Ostatnimi kroplami siły woli utrzymuję powieki otwarte, otwarte, chociaż nie, czemu nie. Zasnę najwyżej. Ale nie, z emocji nie zasnę. W głowie tłucze mi się Cotton Eye Joe w groteskowo spowolnionym tempie, nie wiem, gdzie to usłyszałem, czy to mój mózg tylko generuje takie dźwięki. Nieopodal przechodzi zakochana para zerkając na mnie niespokojnie, nawet zwalniają, ona go ściska za ramię, on taki mężny, wyprostował się. No i co, co niby chcecie zrobić, mieć się na baczności? To nie zwalniajcie.
- Wypierdalać! – Oburzeni. A czego się kurwa spodziewali, że im pomacham i życzę miłego wieczoru czy kurwa nocy? Spuszczam głowę, nie chcę widzieć tych świateł. Drażni mnie ich neonowa barwa, drażni mnie, że wszystko płynie.
Powrót do góry Go down
avatar


czysta

27

bogaty

Prezez/Założyciel Stowarzyszenia Walki o Wolność i Emancypację Magicznych Stworzeń

PisanieRe: Park Świateł   Sob Lis 05 2016, 21:20

Wychodzę z założenia, że niewiele mnie może w życiu zaskoczyć. Kolejna w miesiącu wizyta człowieka od gazu? Jestem przygotowana na jego fochy. Brak czystych ubrań, bo nawet dziecko żyjące w takim zamiłowaniu do porządku jak Leo, potrafi ubrudzić wszystkie pary spodni jednego popołudnia? Na szybkie pranie zawsze jest czas. Nie będę jednak ukrywać - bełkotliwy telefon w środku nocy od Ernesta Onegina, tego nie spodziewałabym się nawet w snach. Więc od razu się obudziłam, tylko rzeczywistość może być tak pokręcona.
I przez chwilę kręciłam się w miejscu, od szafy do drzwi nie wiedząc czy się przebierać czy narzucić na siebie tylko płaszcz, czy czesać włosy, czy może biec tak jak wstałam, bo telefon brzmiał pilnie, nie jestem pewna, że nie znajdę ciała zamiast człowieka. W końcu poszłam na kompromis z samą sobą - i włosy uczesałam, ale płaszcz włożyłam na piżamę.
Znalezienie samego Ernesta zajęło mi chwilę, bo jego wytyczne były dość bełkotliwe (sam był bełkotliwy), ale wystarczyło pójść za krzykami. Kiedy było się dzieckiem szukało się okruszków chleba, teraz wystarczą przekleństwa. Ta sytuacja na pewno nie nada się na wieczorną opowieść przed snem - a już na pewno nie tę o bohaterskim tatusiu. Bohaterski tatuś budzi mamusię w środku nocy co najwyżej dobrymi wiadomościami. Takimi jak - uratowałem kolejny gatunek przed wyginięciem! Jeszcze tylko tysiąc pozostałych i mogę wrócić do domu, odliczaj!
Tutaj nie było co odliczać, uciekająca parka wskazała mi odpowiedni kierunek. I po raz kolejny dałam się zaskoczyć. Myślałam, że nie może być nic dziwniejszego od tego telefonu - ale się myliłam.
- Na wszystkie pomidory świata, Erno! - może powinnam zachować nieco więcej godności, w końcu ostatnim razem kiedy się widzieliśmy, te wszystkie lata temu, ja powiedziałam, że jestem w ciąży, a on milczał dopóki sobie nie poszłam. Ale przecież leży na tej trawie taki przemarznięty, na dodatek w koszuli szpitalnej (może naprawdę umiera?), jak się nie przejąć?! A jak to wezwanie w sprawie ostatnich słów? Przecież ja nawet nie mam kartki żeby zapisać co chce po sobie zostawić potomnym, z tych emocji na pewno wszystkiego zapomnę. Nawet jeśli powie coś pięknego i wzruszającego, to przeze mnie świat i tak będzie przekonany, że jego ostatnim słowem było coś tak zwyczajnego jak pizza - Jesteś przemarznięty - sprawdzam jego czoło w oznakach gorączki, jednocześnie ściągając z siebie płaszcz. Piżamę mam ciepłą, z flaneli, nie to co jego szpitalna koszulinka. I nie wiem co mam zrobić, przecież do domu nie mogę go przyprowadzić. Obudzę dziecko i co mu powiem? To twój tatuś? Właśnie umiera? Takich rzeczy się nie robi.
Ale ta sytuacja jest na tyle dziwna, że nie mam pojęcia co się powinno w niej zrobić.
Powrót do góry Go down
avatar

Moskwa, Rosja

błękitna

25

majętny

Hokeista

PisanieRe: Park Świateł   Sob Lis 05 2016, 22:58

Wychodzę z założenia, że wiele może mnie zaskoczyć, ale nigdy tego nie okazuję. Mało zresztą rzeczy okazuję. Nic się na mojej mordzie zakazanej nie rysuje chyba poza rozpaczą i euforią, za dużo już mam martwych komórek, za bardzo mam wrażenie, że te wszystkie kurwa neurony ktoś mi ze łba powyrywał, a potem sprasował byle jak żelazkiem do głowy, do czoła, żeby one się trzymały jakoś, tylko nie na swoim miejscu, bo nie daję już kurwa rady. Czyste ubrania? Mam. Mam ich sporo, ale jakim sposobem są czyste i czy na pewno akurat są moje, tego nie wiem, w drużynie następuje ogromna rotacja gaci powiem ci. Nie tylko tych wierzchnich. Ale zdaje mi się, że bokserek żadnych nie mam na sobie, rzadko mam czas, żeby je ubrać. Nie pamiętam.
Podnoszę głowę mrużąc oczy, widzę, jak się Lola zbliża, moja pierwsza myśl, to że ma coś nie tak z twarzą, to chyba przez włosy, a może przez to, że pewnie ją obudziłem? Nie ważne, przyszła.
- Co masz z mordą? – To pierwsze co bełkoczę do niej po tym cichym czasie nie widywania się i dociera do mnie, że (nie, wcale nie to, że to było w chuj mega niegrzeczne) może po prostu wygląda inaczej, bo nie jest już smarkulą.
Mam opóźniony refleks, więc uciekam głową w bok już w  momencie, kiedy zdążyła przyłożyć mi dłoń do czoła, ale odchylam się za bardzo i wypierdalam na te drobne kamyczki ryjąc swoim własnym, łysym łbem, nawet zabolało, bo jeden z nich był większy, akurat w skroń. No do chuja pana. Rękę, żeby się podeprzeć wyciągam już w momencie jak leżę, irytuje mnie, ten maksymalnie opóźniony refleks i niezgrabne ruchy, z trudem wracam do pozycji siedzącej, opierając prawie bezwładną głowę o pień. Przemarznięty czy nie, chuj tam.
- Mam ci kilka rzeczy do p-powiedzenia, ale najpierw … ty. - Jako dobry gospodarz wyciągam nogi przed siebie i oferuję Loli  aby usiadła na mnie, ale wyciągam też po prostu rękę, żeby wskazać przestrzeń. Gdzie ci tam będzie wygodniej, mała.
- Proszę, usiądź. Napijesz się czegoś? ...Ginia! – Spoglądam w bok wyciągając prawą rękę, ale nie trafiam na barek. No kurwa. Odchylam się trochę, tym razem podpierając na czas i odwracam lekko, aby spojrzeć za pień magicznego oświetlonego drzewa.
- Virginiaaaa! – Wydzieram japę, ale nikt mi nie odpowiada, nie ma jej. Aha, kurwa mać, to mnie nie ma. Macham ręką i wracam do poprzedniej pozycji.
- Zapomniałem, że mnie w-wyjebała z miessszzkania. Pizda. – Unoszę w górę dłonie, wzruszam ramionami, choć to wszystko są tak bezwładne gesty, jakbym był w stanie wysłać tylko jeden krótki sygnał do mózgu, że mam podnieść kończyny. Czy ja dużo mówię? Nie. Nieee, raczej chyba tak się konwersuje co nie? Zawsze byłaś tą gadającą stroną.
Wracam spojrzeniem do Loli i splatam dłonie na brzuchu, co to ja chciałem.
- No, aha. Jak sobie radzi Leon w szkole? Jest w jakiejśś no tej… – Macham lekceważąco ręką próbując dobrać słowa, które przecież bardzo dobrze znam, ale mój aparat mowy jest w tym stanie upośledzony. A Lola dwoi i troi mi się w oczach.
-… sportowej drużynie? – Z moich obliczeń nic nie wynika, a szczególnie tych dotyczących syna Loli Grujić, którego miałem okazję spłodzić. Ale jako ojciec wypada chyba zapytać, jak sobie gnojek radzi, może sypnąć hajsem na miotłę jeśli gra w quidditcha – powinien to po mnie mieć. Tak się chyba konwersuje kulturalnie, czy jak?
- Ale nie, jest spoko Lola? Spoko, Lola? – Tak generalnie. To pewnie jest Leon teraz w szkole nie? Czy w domu jak to teraz te nauczanie wygląda? Ja kurwa nie wiem, ale powiem ci jedno. Sobie. Sobie powiem. Nie mam gdzie mieszkać, czaisz? Czaje. Nie dociera do mnie, że gdybym jednak jakimś cudem wylądował tam, a nie został tu, to pierwszym pytaniem smarkacza byłoby mamo, a czemu tatuś tak jebie strawionym alkoholem, a nie co ja tam w ogóle robię. Przynajmniej tak chyba… czy nie? Ja nie wiem. Nic kurwa nie wiem. Ale wiem, że mam kila rzeczy do powiedzenia Loli, to jednak ten barek by się przydał.
Powrót do góry Go down
avatar


czysta

27

bogaty

Prezez/Założyciel Stowarzyszenia Walki o Wolność i Emancypację Magicznych Stworzeń

PisanieRe: Park Świateł   Sob Lis 05 2016, 23:49

A może ja się naćpałam?
Nie żeby specjalnie - ale kupiłam dzisiaj kawę w podejrzanym miejscu, może dosypali mi do niej czegoś? Może to jakieś narkotyczne wizje, nie wiem, podświadomość mówiąca mi, że należy się pojednać z przeszłością i ruszyć dalej. Powiedzieć prawdę własnemu dziecku i zamknąć furtkę, już więcej nie powtarzać, że tata wróci jak uratuje cały świat dzikich stworzeń.
Nie przypuszczałam tylko, że moja podświadomość może być aż tak popierdolona. Bo jeszcze rozumiem, te tatuaże. Przychodzimy czasem z Leonem na mecze i może za tymi wielkimi ochraniaczami to niewiele widać, ale każdy wie, że Erno Onegin ma jakieś dziwoty wymalowane na twarzy - no to akurat rozumiem. Ale wszystko inne? Ten środek nocy? Szpitalną koszulę?
Szkoda, że i ja w piżamie, liczyłam, że jak mi się już przyjdzie podświadomie rozprawiać z przeszłością, to chociaż będę dobrze ubrana.
No i - nie musi być ta podświadomość tak złośliwa! Nie spodziewałam się tego po samej sobie - Co, co?! - aż dotykam swojej twarzy, bo może z tych całych narkotyków nałożyłam na siebie jakąś maseczkę i zapomniałam zdjąć? Nie dość, że w piżamie to jeszcze o zielonej twarzy? Ale nie, ta jest sucha i nie czuję pod palcami niczego niepokojącego - Nic się nie dzieje z moją twarzą - oburzam się zatem, marszcząc brwi. Już się mam odsuwać z godnością, ale ten się przewraca, przecież go nie zostawię na ziemi. I dalej nie wiem o co chodzi z tą szpitalną koszulą - za to śmierdzi gorzelnią na kilometr.
I nie. Rozumiem narkotyki, tylko nawet najgorsze (albo najlepsze, zależy jak na to patrzeć) kwasy nie zagwarantowałyby mi na tyle wielkiego odlotu by usłyszeć z jego strony “mam ci kilka rzeczy do powiedzenia”. Przecież Onegin nie mówi.
Teraz też nie mówi za wiele. Głównie krzyczy mi do ucha, trochę się na to krzywię - Za co? - pytam jednak, bo wypada, chociaż za wiele z całej sytuacji nie rozumiem. Dziwne to imię, Virginia, ale może nie powinnam się w tej kwestii odzywać.
W końcu siadam, skoro szykuje nam się pogawędka. Definitywnie nie na jego kolanach. Chociaż może powinnam, zimna ta ziemia, jeszcze dostanę wilka. Nigdy nie rozumiałam dlaczego akurat wilka i czym dokładnie jest, mam jednak wrażenie, że to nie jest dobry moment na takie rozważania. Ten bełkocze bez sensu i muszę się skupić - On ma cztery lata - prycham, przewracając oczyma. Nie wiem jakie są zwyczaje w arystokratycznych rodzinach, ale niezależnie od geniuszu mojego dziecka, nie poślę go do szkoły w wieku czterech lat. Chciałam do przedszkola, ale pierwszy miesiąc był prawdziwym horrorem. Nieustannie narzekał, że dzieci rozsiewają zarazki i to się na pewno skończy dla niego jakimś zapaleniem opon mózgowych, a na dodatek nie chciał się socjalizować. I może to nie było z mojej strony zbyt wychowawcze, ale zabrałam go stamtąd bo nie chciałam żeby inne przedszkolaki go gnębiły. Czterolatki potrafią być naprawdę złośliwe, wiem coś o tym - I nie, nie jest w sportowej drużynie… - nie wiem czy to dobry moment na takie wyznania, skoro jest tak pijany, że ledwo siedzi, ale skoro pyta? Drugiej okazji może nie być, to mu powiem. Najwyżej nie zapamięta - Jest fanem hokeja - przyznaję więc. Może się ucieszy.
Za to ja się nie cieszę, nie w tym momencie, bo co to za pytanie. Czy jest spoko? Kręcę głową, ręce mi trochę opadają z bezsilności, ale przecież go tutaj nie zostawię. Nie w takim stanie - Nie jest ci zimno? - pytam w końcu. Wciąż nie wymyśliłam co dokładnie z nim zrobię - i obawiam się, że dopóty mnie nie oświeci to jesteśmy skazani na takie marznięcie.
Jego to konserwuje alkohol, ale u mnie to się pewnie skończy.
Wilkiem.
Powrót do góry Go down
avatar

Moskwa, Rosja

błękitna

25

majętny

Hokeista

PisanieRe: Park Świateł   Nie Lis 06 2016, 00:52

Zawieszam się na chwilę spoglądając na Lolę nieprzytomnym wzrokiem i trawię jej słowa, ale wychodzi mi źle i powoli i hej, czy ja gdzieś zajebałem pięścią? Spoglądam na swoje palce, brakuje kilku sygnetów, ale kostki mam obtłuczone i karmazynowe ślady po krwi, jakbym przyjebał w ścinę. Nie pamiętam, żebym się z kimś bił? Chwila, chwila. Ale co ja robiłem? Podnoszę dłonie do twarzy i macam, zdaje mi się, że dokładnie, ale pewnie nie, w każdym razie żadnych rozcięć nie czuję, to się chyba jednak z nikim nie prałem? To skąd te ślady? Nie ważne. Co 'za co?' Aha. Spoglądam znów na Lolę i po raz kolejny machnąłem ręką.
- A… bo. Nie wiem, coś jej nie pasowało czy jak? – Darła jape, jak nie Virginia, ale o co, kurwa, zabij mnie, nie mam pojęcia. Zresztą było mi wszystko jedno, wprowadziłem się do niej bo proponowała, to ciężko nie przyjąć oferty nie? Zwłaszcza jak masz obiad i dupe pod ręką i nawet mało mówiła, to mi odpowiadało. Do czasu, aż się przekonałem, że jebana wszystko to w sobie zbierała żeby wybuchnąć potem jak wulkan, bynajmniej nie erotyczny, ale chuj tam. W łóżku też najlepsza nie była. Na mój gust przeciętna, do poruchania i zaśnięcia. To w takim razie dobrze, że mnie wyjebała z mieszkania, bo bym popadł z nią w jakąś monotonie. Jak się tak zastanawiam to mnie wiele rzeczy w niej wkurwiało, ale się nie odzywałem, wiadomo. Na przykład kurwa dziennie punkt 6 rano Virginia musiała suszyć włosy taką okrągłą suszarką, żeby to mieć kręcone I te jej jebane, neonowe paznokcie. I wegetariańskie, kurwa, burgery. I filmy z Charlie Chaplinem. I tak trzy kurwa miesiące, na tych bezmięsnych gównach, nieśmiesznych seansach i pobudkach o nieludzkiej porze. Virginia Jebana Zakharenko, dobrze, że nie zdążyłem poznać jej tatusia, bo już by się zaczęło, hola, hola, takie razem mieszkanie, jeszcze by mnie o coś zaczęli oskarżać, albo wskoczylibyśmy z Neonowymi Paznokciami na Hot Topic młodych, szlacheckich par. Niech mnie los pokarze, jakby chciał się znowu bratać z Ukrainką.
- Cztery lata? – Zbija mnie tym z tropu. Przykładam dłoń do ust i myślę. No popatrz, popatrz. No to ja bym nie przypuuuszczał! No to przecież mały gnoooojek. Ty, no. A ja myślałem, że więcej…
-… Kurwa, muszę wytrzeźwieć. – No to, to zdecydowanie, bo tak się rozmowy poważnej prowadzić nie da. Kategorycznie mówię: nie da.
- Ale to… to z kim on teraz jest? – Względnie najgorsze jest to, że pytam wcale nie z troski o małego, że sam jest pozostawiony sobie, tylko licząc po cichu, że ma zagwarantowaną opiekę tak długo, jak długo Loli nie ma. Bo będzie mogła czas poświęcić mi, oczywiście. Ale o tym Lola wiedzieć nie może. A ja muszę, przecież muszę z nią porozmawiać. Zawieszam na chwilę głowę i oczy mi się zamykają i na te parę sekund lecę już ku chmurom i pościelom i zasypiam tak miękko, ale nie! Nie! Hokej?!
Podrywam głowę niespodziewanie i jak nie klasnę w dłonie, zaciskając zęby na dolnej wardze!
- To tak, jak ja! – No kurwa, niesamowite, naprawdę. Reaguję jak debil. Oczywiście, że jest fanem hokeja. Nie ulegało to żadnej wątpliwości nawet gdy wiedziałem o nim tyle, jak ma na imię i jak wygląda. Mój entuzjazm gaśnie równie szybko, co się rozpalił i znowu opadam, znowu opieram głowę i w końcu, po swojemu, milczę przez kilka minut, przyglądając się Loli w ciszy. To jest kurwa trochę przykre, że w takiej chwili była pierwszą osobą, do jakiej postanowiłem zwrócić się o pomoc. Bo ja się przecież nie zwracam o pomoc. Tym bardziej jest to popierdolone. I ona o tym wiem. Przecież to po niej widzę, nawet, jeśli widzę kurwa ledwo i jeszcze chwila, a będę miał omamy.
Czy już miałem?
W końcu postanawiam się ruszyć, niezgrabnie z siadu przechodząc na kolana, pełzam tak w stronę Loli Grujić, choć to tylko parę kroków, sprawiają mi trudność, a kamyczki wbijają się w dłonie i kolana.
- Lola, przenocujmy gdzieś, muszę pozbyć się… tego... – Wykonuję szybki gest palcem robiąc okrąg wokół mojej twarzy, jakby to mogło zobrazować jej, że chodzi mi o bełkot, alkohol i ogólnie zły stan psychofizyczny. -… zostawiłem jakieś rzeczy w szpitalu, Virginia nie wpuści mnie nawet po kurtkę, zresztą nie chcę jej kurwa widzieć i ten. To mnie dobija, wiesz. To mnie wykańcza. – Palec tym razem przykładam gdzieś w okolice skroni i można by pomyśleć, że to o zawartości mojej głowy mówię, ale tutaj o jeden z tatuaży chodzi. I o wszystkie ogólnie. Ale błagam, ja nie jestem teraz w stanie. O tym mówić. Wcale. Wydaje mi się to zabawne, naprawdę, że to do Loli się zwróciłem, gdybym był trzeźwy pewnie postąpiłbym zupełnie inaczej. Pewnie bym się nachlał. Aha, na jedno wychodzi, bo i tak skończyłbym tu? Albo nie. Nie wiem.
Powrót do góry Go down
avatar


czysta

27

bogaty

Prezez/Założyciel Stowarzyszenia Walki o Wolność i Emancypację Magicznych Stworzeń

PisanieRe: Park Świateł   Nie Lis 06 2016, 01:39

Gdyby ktoś mnie spytał o logiczny ciąg zdarzeń który doprowadził do tej sytuacji, nie potrafiłabym go podać.
Nie wiem, może powinnam się tego spodziewać - wiedzieć, że któregoś dnia przyjdzie taki moment, kiedy w środku nocy będę siedzieć z pijanym Oneginem pośrodku parku. Cholera, jak już tak siedzimy, nie dziwi mnie to aż tak bardzo. I co najzabawniejsze, wcale nie wydaje mi się, że głównym powodem takiego rozwoju wypadków jest posiadanie wspólnego potomka. Wymieszanie genów nie ma tu nic do rzeczy.
A może się mylę? Nie wiem.
Kiedyś wydawało mi się, że nie ma nic lepszego niż bycie osobą do której dzwoni się w środku nocy z problemem, to jest wyznacznik prawdziwej niezawodności. Potem zostałam matką i tak się składa, że zostawianie dziecka samego, nawet jeśli śpi, nie jest najlepszym pomysłem, więc odpuściłam sobie tę definicję niezawodności, ciesząc się, że nikt nie wpadł na pomysł by po nią sięgnąć. Do dzisiaj.
Nagle zrobiło mi się smutno na myśl, że być może nie było innej osoby do której mógłby zadzwonić. Przecież nie dzwoniłby w żadnym innym wypadku.
Powinnam zacząć myśleć o sobie - bo to naprawdę wielkie frajerstwo z mojej strony, przybiegać na jego pierwsze zawołanie i na dodatek jeszcze martwić się tym, że może czuć się samotnie i nie mieć lepszych kontaktów. W tym momencie osiągam szczyt bycia Lolą Grujić i mam tylko pijanego arystokratę na świadka tego historycznego wydarzenia.
Może to i lepiej, to nie jest osiągnięcie którym warto się chwalić. Szczyt frajerstwa, za to nawet nie przyznają medali.
- Potrafię to zrozumieć - stwierdzam patrząc na obrazek pod tytułem Ernest Onegin. Wiele w nim nie pasuje. Ale to chyba niezręczne, tak wypytywać o więcej szczegółów. I wścibskie. Nie żebyśmy kiedykolwiek byli oficjalną parą, łączy nas jednak ta wspólna pula genów zwana dzieckiem, jeszcze pomyśli, że jestem zazdrosna o jego kolejne podboje. Nie jestem… Nie personalnie. Nie boli mnie wcale, że mieszkał z jakąś Virginią. Boli mnie, że ja nie zamieszkałam do tej pory z żadnym… Virgilem?
I się nie zanosi. Do takich życiowych rewolucji potrzeba przynajmniej dziesięciu randek, a mnie się od pięciu lat nie udało wybrać na ani jedną.
- Cztery lata - kiwam głową. Szybko zleciało, czasami boje się, że Leo traci już swoją dziecięcą buźkę, ale już bez przesady, że wydawało się więcej! Chociaż - może czas zdaje się płynąć jeszcze szybciej kiedy nie trzeba zmieniać pieluch? - Z sąsiadem - na całe szczęście, jeszcze nie spał kiedy pukałam - I niedługo przyjdzie opiekunka - za to Alma zapewne smacznie chrapała kiedy zadzwoniłam. Musiałam nakłamać, że to nagła sprawa rodzinna i wytłumaczę wszystko rano. Na dobrą sprawę to wcale nie było tak wielkie kłamstwo… Co nie zmienia faktu, że prędzej dam się pokroić niż się jej przyznam, że nocny nagły wypadek dotyczył pijanego ojca Leona - Jest nawet fanem twojej drużyny - dodaję do tego wybuchu entuzjazmu, bo niezależnie od tego jak wali gorzelnią… to jest całkiem uroczy. Nawet jeśli chwilowy, to i tak nieco urosło mi serce.
To miłe, że się przejął. Po prostu.
- Nie mogę zabrać się do domu - jęczę. Nie po to nikogo nie przyprowadziłam do domu przez cztery lata, żeby sobie odbić pijanym Oneginem na kanapie. A potem wspólne śniadanko w towarzystwie Almy, koszmar - Znajdźmy jakiś hotel - nic lepszego nie przyjdzie mi do głowy. Jesteśmy w centrum Petersburga, nie powinno być problemem. Nie wiem czy nas wpuszczą, skoro ja jestem w piżamie a on nie dość, że pijany, to jeszcze uciekający ze szpitala, ale mało to zapyziałych moteli w okolicy w których nawet nie pytają o dowód i dwa razy w tygodniu wynoszą zimne trupy narkomanów? - Tam wsadzę cię pod prysznic - przyda ci się.
Definitywnie zaczniemy od prysznica.
Powrót do góry Go down
avatar

Moskwa, Rosja

błękitna

25

majętny

Hokeista

PisanieRe: Park Świateł   Nie Lis 06 2016, 12:43

Kiwam głową z uznaniem, chłopak ma bardzo dobry gust, trudno nie być fanem Moskiewskich Biesów, skoro osiągamy takie wyniki. A sąsiad też jest fanem? A zresztą. Nie istotne, jak wiele rzeczy. No dobra, to chodźmy chodźmy już, chodźmy tylko jeszcze, aha, parę rzeczy. Po pierwsze.
- Chwila, chwila, chwila moment... – Gestem uciszam Lolę, chociaż przecież akurat nic nie mówi, ale to tak na przyszłość, na potem, jakby jednak się chciała odezwać , a ja potrzebuję ciszy i
s k u p i  e  ni        a.
- Cztery lata z sąsiadem?! To… kurwa, nie czaje. Wiesz co, a zresztą. Potem mi wyjaśnisz.
Gramolę się ledwo co, z tych kolan, wstaję chwiejąc się, cała moja sylwetka wygięta jest niezgrabnie jak jakaś litera C, ale nic nie poradzę, że mi tak ciężko utrzymać równowagę, zapieram się, robiąc małe kroczki, na szeroko rozstawionych nogach, ruchomy posąg pijaka. Rozglądam się na prawo i lewo, ale głównie w  górę i w końcu palce do ust podnoszę i gwiżdżę, ale nic się nie dzieje. No gdzie ta mała kutwa się podziała, przecież nie minęło nawet 20 minut odkąd tu z Lolą siedzimy, ba, nie wiem nawet, czy minęło 10, jeszcze przed chwilą miałem ją na oku, ale potem przeszła ta pierdolona zakochana parka i już nie wiem. A może to jeszcze zanim przechodzili mi gdzieś zniknęła?
- Weź tam, mała, zamów nam marszrutke. – Pstrykam na Lole palcami wciąż się rozglądając i aha, przecież muszę hajs. Za wiele nie mam przy sobie, sięgam do kieszeni spodni i szukam, kilka monet brzęczy, w końcu je wyjmuję i spoglądam, na zmianę to zbliżając, to oddalając je od twarzy i mrużąc oczy, bo za cholerę nie mogę przeczytać. I jeszcze się chwieję. Ile to? Aha? 500, 600, 650, 700, 720. 720 złorych rubli. O, Lola, za to to my możemy od razu do Pragi jechać. Podaję Loli monety, wszystkie, chociaż chyba powinienem zostawić coś dla siebie na wypadek, gdyby chciała mnie ochujać, zabrać hajs i zostawić tak samego? Ale nie, jest na to za uczciwa. Poza tym co miesięczne alimenty ma o wiele wyższe niż to.
Po co ona właściwie pracuje?
Ja bym się opierdalał gdyby mi ktoś tyle płacił za nic.
Aha, to znaczy się na dziecko.
- Baset! – Znowu drę jape na cały park, ale mnie to nie obchodzi, czy zaraz tu kogoś przyślą, żeby mnie uciszył, czy nie. Wyliżę się z tego. Milicjanci to idioci. Robię parę kroków, kręci mi się w głowie, ale niczego nie słyszę i mi się przypomina, że przecież do niej, to kurwa trzeba szeptem. Uciszam samego siebie przykładając palec do ust i schylam się, aby wziąć garść drobnych kamyczków.
- Ba-aset, kochana... – Kici, kici. Z dłoni robię grzechotkę z kamyczkami, które rzucam po chwili po jednym na ziemię, aż słyszę skoki i próbuję je zlokalizować spoglądając na świecące gałęzie, ale nie umiem jej wypatrzyć, dopóki prawie się nie wypierdalam, bo cały ciężar spada mi na głowę i ramiona, jak zwykle.
- No tu jesteś, no jesteś, ty mała psychopatko. – Przytulam się przez chwilę i drażnię z Baset, dopóki nie zostawiam jej w spokoju i może znowu bezpiecznie siedzieć mi na głowie i ramionach. Mam kotkę rasy Sfinks, która przemieszcza się głównie siedząc na mnie i rzadko kiedy mi nie towarzyszy. Ma bardzo nieprzyjemny wyraz twarzy, ale to tylko pozory, wcale nie jest niemiła. Po prostu taką ma mordę. Chociaż nie zauważyłem, żeby polubiła kogoś, kto nie jest mną. Prawda ty mała kupo łysej skóry? No co, no gdzie była kotka, no gdzie była? Odwracam się i unoszę dłoń. Spoko, możemy iść. No i gdzie ta marszrutka?
-Jeszcze tego. Lola. Ważna sprawa. Potrzebuję szczoteczkę do zębów. – Nie wiem, czy się tego spodziewałaś, czy to kolejne info, które cię wgniecie w ziemię jak mnie wgniata teraz cały ten alkohol, ale przecież wiesz, że ja nie trawię jak mi wali z japy i ten chujowy posmak alkoholu.
- No a tak się składa, że co. Że moja szczoteczka jest oczywiście u Virginii Jebanej Zakharenko. – To co, to ten. To ruszamy? Tylko, że ja nie mam pojęcia gdzie. Czekaj, czekaj, tu chyba jest jakiś taki wykurwisty hotel? Jeżeli o mnie chodzi to ja teoretycznie, teoretycznie mogę w jakimś obskurnym hoteliku, ale po jakiego czorta, skoro możemy iść do takiego, gdzie są te kurwa kryształowe żyrandole, mydełka, ręczniki i szlafroczki i inne ciulstwa, które biedota raz przyjechawszy do ekskluzywnego hotelu kradnie na potęgę. Ja pierdolę, nie cierpię biednych ludzi.

Lola i Ernest z tematu.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Park Świateł   

Powrót do góry Go down
 
Park Świateł
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: