IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Magiczna altana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieMagiczna altana   Czw Lip 14 2016, 01:08

Magiczna altana

Raczej niewielkich rozmiarów drewniany budyneczek, mieszczący maksymalnie pięć osób, ulokowany jest pośrodku chodnika przy jednej z bardziej ruchliwych ulic Petersburga. Posiada stożkowy dach i cztery ażurowe ściany ozdobione szklanymi wstawkami, pod którymi umiejscowiono szerokie, wyłożone śliwkowymi poduchami ławy; piąty segment to wejście, na wprost którego znajduje się niski stolik. Nad nim zawieszony jest nieduży lampion. Altana jest w całości niewidoczna dla mugoli; czarodzieje dostać się mogą do niej jedynie wtedy, gdy w środku nie ma nikogo – w innym wypadku również oni nie potrafią jej znaleźć.
Powrót do góry Go down
Maria Z. Žídek


Rosja

brudna

26 lat

ubogi

gosposia

PisanieRe: Magiczna altana   Pią Sie 05 2016, 21:03

Maria bardzo rzadko opuszczała okolice swojego domostwa. Niewielkie opłaty od Karyn i Grażyn pozwalały na pilniejsze zakupy takie jak oliwa czy krosna. Do Moskwy lub Sankt Petersburga zapuszczała się wyłącznie po coś, czego nie było łatwo zdobyć. Dzisiejszego ranka wysypała wszystkie pieniążki ze słoika na narzutę łóżka przeliczając je siedem razy. Klepaczki kumulowały się o zawrotną sumę czterystu rubli, co biedaka o słabej głowie mogło przywołać o jej zawrotu. Marysia jednak miała łeb na karku i doskonale wiedziała, na co przeznaczyć zebraną kwotę. Dla zasady pomachała kilka razy miotełką, przyszykowała śniadanie dla Jakova, po czym opuściła zameczek zostawiając lakoniczną wiadomość na stole. Pojechałam na zakupy. Droga do Sankt Petersburga trwała niecałe trzy godziny. Wolała stracić trochę czasu niż pieniądze, w jej przypadku liczyła się każda kopiejka. Ubrana skromnie, ale ładnie: w ciemne spodnie, futerkowe kozaczki i bordowy płaszcz pamiętający dziesięć pokoleń wstecz. Pod nim miała na sobie trzy cienkie golfy oraz sweter w łatki. Rozwiana czupryna gęstych, falowanych włosów dawała dodatkową ochronę przed chłodem. Jej chude ciało bardzo często marzło. Pocierając zlodowaciałe dłonie przemierzała wilgotne ulice miasta, nie będąc zadowolona z ruchu jaki panował.
Powrót do góry Go down
Timon Baryshnikov


Archangielsk, Rosja

brudna

18 lat

IX klasa

przeciętny

Panacea, Świtezianka

PisanieRe: Magiczna altana   Sro Sie 10 2016, 16:20

Wyjście do Petersburga było wydarzeniem, na które wszyscy uczniowie czekali z nieukrywaną ekscytacją. Niektórzy nie sypiali po nocach, a inni po prostu odmawiając sobie zjedzenia pożywnego śniadania po prostu rankiem biegli w kierunku wyjści,a chcąc jak najprędzej przynajmniej przez chwilę, poczuć się wolnymi – tzn. poza zimnymi murami Koldovstoretz. Tak też Timon Baryshnikov nie mógł się doczekać. Aczkolwiek śniadania sobie za nic nie mógł odpuścić bo trzeba było mieć siły, aby nie zginąć w pojedynku ze Strzygą. Plany, które stopniowo realizował typu wybranie się, do jednej z najpopularniejszych w tym rejonie księgarni po parę nowo wydanych książek – teraz starannie zapakowanych do torby, przewieszonej przez ramię - szły po jego myśli. Uwielbiał to miejsce.
Chciałby przychodzić tutaj częściej. Ale nie tylko dla rzeczy materialnych. Przecież nie potrzebował ich dużo! Ale dla samej atmosfery, zabiegania tego ruchliwego, kolorowego miasta w którym po zmroku na pewno działy się niestworzone rzeczy! Pamiętał o wymienianych z Marysieńką listach. O tak. Kiedy przechadzał się różnymi uliczkami, czasami zawieszał wzrok na jakiejś kobiecie lub witrynie sklepowej. Jakby to miało sprawić, że ta niepozorna, teoretycznie przeciętna dziewczyna o której ostatnimi czasy nie mógł przestać myśleć, zjawiła się natychmiast przy jego boku. Chociaż widywał ją zazwyczaj z daleka to był pewny, że to właśnie ta niecodzienna uroda zawróciła mu w głowie. Że może nawet jest młodsza o tych kilka miesięcy. Że mogłaby wszystko rzucić, uciec z nim do Akademii, a później... Uśmiechnął się do siebie, drapiąc się po karku kiedy z nadzieją w oczach wypatrywał Wiedźmy. Próbował się z nią umówić właśnie w tym miejscu, a ona po prostu go zbyła nie dając mu jednoznacznej odpowiedzi.
Miejsca nie określili. I to był jego błąd. Błędem było mówienie, że znajdzie ją. Że wypatrzy z daleka, bo takich Strzyg nie było w mieście wiele. Przeliczył się trochę, bo kiedy wszyscy poukrywani byli w grubych materiałowych płaszczach lub skórzanych kurtkach to trudno było mu rozpoznać kogokolwiek. Baryshnikov ubrany był po prostu przeciętnie. Nie wyróżniał się drastycznie w tłumie w czarnych, lekko poszarpanych, a przy tym samodzielnie poprzerabianych spodniach, ani w ciemnobrązowym, raczej 'studenckim' płaszczyku sięgającym mniej więcej do połowy łydek z charakterystycznym rozcięciem z tyłu. Nosił na nogach ciężkie skóropodobne buty, które słychać było szczególnie, kiedy schodziło się po starych drewnianych schodach. A co miał pod spodem? Tajemnica. Chociaż był to tylko zwykły, najzwyklejszy granatowy sweter narzucony na białą koszulę. Westchnął. A później przystanął przy altanie, aby nogi trochę mu odpoczęły. Wygrzebał kieszonkowy zegarek, na którym sprawdził godzinę. Miał jeszcze bardzo dużo czasu. Oby tylko nikt nie zauważył, że nielegalnie wymknął się ze strefy czarodziejskiej, obracając się w świecie mugoli.
Powrót do góry Go down
Maria Z. Žídek


Rosja

brudna

26 lat

ubogi

gosposia

PisanieRe: Magiczna altana   Czw Sie 11 2016, 23:02

Oboje tacy przeciętni więc na pewno już się gdzieś minęli! Marysia na dzisiejszy dzień zapatrywała się całkowicie inaczej. Prawdziwa była z niej wiedźma, bo całej tej pisaniny nie brała zbyt poważnie. Ot miła odskocznia od pastowania uświnionych butów Jakova, rozkoszne urozmaicenie, które wywoływało dobry nastrój gdy za oknem panowała przygnębiająca aura. Jednak jak tu brać na serio listy, które pojawiły się w życiu tak nagle wnosząc do niego tajemnice? Kim był Timon? Czy naprawdę istniał? A może chęć spotkania to jedynie młodzieńczy żart? Marysia nauczyła się już dawno stąpać twardo po ziemi, bujanie w obłokach skończyło się przecież bolesnym upadkiem. Z głowy całkowicie wypadło jej, że dzisiaj to ten dzień w którym Listowny Rozmówca chciał się spotkać. Szła przez miasto nie zwracając uwagi na mijane ją twarze. Była niskiego wzrostu, a zadzieranie do góry takiej czupryny było bardzo męczące! Przystanęła przy jednej z witryn z akcesoriami kuchennymi. Mugolskie wynalazki nie były jej obce. Odwróciła się wiodąc spojrzeniem po okolicy. Czy spojrzała na Timona? Trudno orzec, może ich spojrzenia się spotkały, a może nie. Nie wiedziała jak wygląda. To on miał nad nią tę przewagę. Pochuchała w swoje dłonie, które zdążyły się zaczerwienić od zimna.
Powrót do góry Go down
Timon Baryshnikov


Archangielsk, Rosja

brudna

18 lat

IX klasa

przeciętny

Panacea, Świtezianka

PisanieRe: Magiczna altana   Wto Sie 23 2016, 11:54

Spotkali się spojrzeniami nawet więcej niżeli tylko jeden raz, ale kto by liczył. Baryshnikov w końcu zorientował się, które z dziewcząt najbardziej przypominało niedoszłą oblubienicę, a chociaż w pierwszej chwili chciał pośpiesznym krokiem podejść bliżej postanowił, że nie - mógłby ją przecież wystraszyć. Musiał poczekać na odpowiedniejszy moment. Chociaż twarzy nie miał przesadnie szpetnej. Przyglądał się jej, a kiedy ta mimochodem wracała w kierunku ludzi wzrokiem zawsze udawał zajętego. Zapatrzonego na coś, co nie istniało. Czekał? Może. Schował w końcu dłonie do kieszeni płaszcza. A gdyby tak się odważyć? Wypadało, aby jako mężczyzna - pomińmy, że nadal bardzo młody, podjął radykalne kroki nie każąc Marysieńce czekać. Najwyraźniej nie zapamiętała tego kogoś, kto wtykał nos w nie swoje bramy, a w jakovskie. Starał się, aby wyszło to jak najnaturalniej, dlatego też kierując się mniej więcej tam gdzie dziewczę stało, jakby według ułożonego z góry planu kierował się do jednej z witryn, niespodziewanie przy niej przystanął.
- Wyglądasz na zmarzniętą. Wszystko w porządku? Przepraszam, że cię tak zaczepiam. - Zastanawiał się w międzyczasie nad tym, jak powinien usnuć swoją historię, w której kłamstw miało przeplatać się tyle, że głowa mała. - Też na kogoś czekasz? Powiem ci w sekrecie, że moja dziewczyna strasznie się spóźnia. Jest podobna do ciebie. Ale niższa. Zawsze spina włosy w wysokiego koka. Może rzuciła ci się przypadkiem w oczy? - zagaił. Timon rozglądał się jeszcze z wolna na boki, aby dodać sytuacji wiarygodności, nim nie westchnął ciężko, jakby z wątpliwościami, że się pojawi.
Powrót do góry Go down
Maria Z. Žídek


Rosja

brudna

26 lat

ubogi

gosposia

PisanieRe: Magiczna altana   Sob Sie 27 2016, 00:07

Chuchała i chuchała na te swoje nieszczęsne paluszki nie chcąc, aby poczerniały i odpadły. Jaki z niej będzie miał pożytek bez rączek kochany Jakov? Zaraz wyrzuci za bramę, a i odprawy nie da. Zrobiła zaledwie krok, kiedy miejski zgiełk ucichł na rzecz młodego, męskiego głosu. Zadarła w górę czuprynę obdarzając Timona spojrzeniem swoich jasnych, wielkich oczu. Nie poznawała go, ani tym bardziej nie skojarzyła z listami, bowiem Marysieńki wyobraźnia podpowiadała starszego, wyższego i bardziej umięśnionego gagatka niźli co prawda wysokiego, ale mniej muskularnego chłopięcia w płaszczu.
Uniosły się jej brewki, a usteczka wygięły w uśmiechu.
- Jest po prostu zimno - odpowiedziała, spuszczając wzrok na swoje czerwone palce. Rękawiczki zawsze gubiła, pewnie dlatego, że się z nimi nie lubiła. A dostała rok temu takie ładne od Jakova, pewnie zabrał je jakiemuś dzieciakowi bo były pstrokate i mało poważne.
- Nie widziałam nikogo takiego. Może zapomniała. Albo teraz nas podgląda i będziesz miał niezłą awanturę - rzekła, po czym błysnęła zębami w słodkim uśmiechu. - Długo na nią czekasz? Czasami nie warto.
Žídek była złośliwym stworzeniem, które lubi mieszać ludziom w głowach. A nowo poznany chłopak wydawał się wręcz idealny do takiego nękania i testowania reakcji. Nie wiedziała, skąd się jej wzięła taka poufałość wobec obcego.
Powrót do góry Go down
Timon Baryshnikov


Archangielsk, Rosja

brudna

18 lat

IX klasa

przeciętny

Panacea, Świtezianka

PisanieRe: Magiczna altana   Nie Wrz 04 2016, 18:38

Przytaknął. Rzeczywiście, Marysieńka miała co do pogody rację, chociaż jeszcze chwilę temu nie było tak tragicznie jak teraz kiedy wypowiadała te słowa. Zdawać by się mogło, że to ona przyzwała wszystkie niespokojne wiatry, aby zakłóciły, a może były jedynie pretekstem do nieumyślnego wpadnięcia na siebie. - Schowaj je do kieszeni. Głupiutka. - Wymsknęło mu się, kiedy wpatrywał się razem z nią w poczerwieniałe od chłodu palce. Odruchowo chwycił ją za dłoń, a że kieszenie miał trochę niżej niżeli wszystkie te ozdobne na dziewczęcych płaszczach, mógł bez trudu schować tę pochwyconą we własne palce, aby uchronić przynajmniej jedną przed niechybnym odmrożeniem. Dramatyzował. Odchrząknął, aby nie dać poznać po sobie tego, że to co się przed chwilą wydarzyło nie było do końca planowane. Ale trzymał ją tak przy sobie chwilę, nim nie puścił nawet mimo tego, że mówił jeszcze chwilę o nieistniejącej pannie. - Przynajmniej teraz będzie miała powód do tego, żeby zrobić mi awanturę. Prawda? Wcześniej nie zrobiliśmy niczego złego. - Mruknął. Wzruszył nieco ramionami starając się sprawiać wrażenie nie przejętego tym, że miał przed sobą Marysieńkę – uosobienie cnót wszelakich. Wiedźmę. Dziewuszkę, z którą tyle już listów wymienił. - Trochę. Powiedzmy, że jestem cierpliwy. Myślisz, że nie pozwoliłaby mi się zapędzić w kozi róg? Tutaj. Słyszałem, że takie jak Ona są z pozoru niewinne, a mają za uszami swoje. A Ty? Chowałabyś się pewnie za rogiem. O tamtym. - Wskazał na wspomniany krótkim skinięciem, uśmiechając się przy tym zadziornie. Marysieńka jeszcze nie wiedziała, że trafił swój na swego. Timon miał ochotę podejść ją jak najlepiej umiał. Dawno nie miał okazji, żeby się wykazać. A Ona była dla niego nie lada wyzwaniem. Tajemnicą. Rusałką, która uciekała mu za każdym razem pomiędzy wysokimi trawami.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Magiczna altana   Czw Wrz 08 2016, 20:08

Ach, co też się porobiło! Wystarczyło dać niektórym na chwilę odrobinę swobody, a już się nią zachłysnęli, swoim bezmyślnym postępowaniem sprawiając Mitrypanowi Hyrcukowi nie lada problem. Ze swoim wpadaniem w panikę z byle powodu mógłby stanowić całkiem przyzwoitego kompana Tamary Aristovej, ona na pewno wiedziałaby, co należy w takiej sytuacji jak ta zrobić. Ha! Przede wszystkim wcale by do niej nie dopuściła. Mitrypan słynął jednak z ogromnego serca i jeszcze większego zaufania do młodzieży, na którym właśnie bardzo się przejechał, gdy czarodziejka mapka z lokacją każdego z uczniów zaczęła hałaśliwie alarmować go o dezercji jednego z podopiecznych. I tak oto, wierząc, że nikt inny nie wpadnie na podobny pomysł, co Timon Baryshnikov, pognał na poszukiwania zagubionego ucznia. Właściwie poszukiwania to za dużo powiedziane, położenie młodzieńca miał cały czas przed nosem, jednak dotarcie na miejsce bez zwracania na siebie uwagi wszędobylskich mugoli okazało się nie lada wyzwaniem.
- Timonie Olegovichu, gałganie ty! Zdajesz sobie sprawę z tego, ile zamieszania nam narobiłeś? – zagrzmiał, miał nadzieję, wystarczająco groźnie, podchodząc do chłopca i towarzyszącej mu panienki. – Twoja niesubordynacja już została zgłoszona dyrekcji, a po powrocie do szkoły porozmawiamy z twoimi rodzicami nad przeniesieniem cię do placówki o zaostrzonym rygorze! – Tak to chyba powinno brzmieć. Mitrypan, czerwony na twarzy ze zdenerwowania i wstydu, oddychał ciężko, przybierając surowy wyraz twarzy i licząc, że wystarczająco nastraszył młodzieniaszka, jednocześnie nie zdradzając się z powiązaniem z magią. Jeszcze tego by brakowało, żeby zwalili im się na głowę nienawistni mugole, albo – co gorsza – czatujący na jakiekolwiek potknięcie Raskolnicy. – Pożegnaj się w tej chwili z koleżanką i idziemy. Koniec tego dobrego. Już-już! Z odjazdem czekamy już tylko na ciebie!
Powrót do góry Go down
Maria Z. Žídek


Rosja

brudna

26 lat

ubogi

gosposia

PisanieRe: Magiczna altana   Nie Wrz 18 2016, 04:12

Spotkanie z nieznajomym okazywało się coraz ciekawe dla Marysieńki. Któż to odważyłby się na takie gesty względem obcej, acz uroczej dziewoi? Uśmiechnęła się delikatnie, czerpiąc przyjemność z nikłego ciepła jakie dawały palce chłopca. Czyżby gdzieś tam skrywała się jego dziewczyna? Wiedziała, że nie ale nie pogardziłaby odpowiednim przedstawieniem. Mogła się o tym przekonać tylko wtedy, gdyby zrobiła coś czego serducho obserwatorki by nie wytrzymało. Spojrzała na miejsce o którym mówił wracając do jego twarzy wielkimi oczami, które odzwierciedlały błękit szarawego nieba.
- Takie to na pewno nie dałyby się zapędzić w kozi róg - odpowiedziała. - I może bym się chowała, obserwując wszystko i opracowując bolesną karę. Lubisz być karanym? - Ostatnie zdanie zadała szeptem zmniejszając między nimi odległość. Niestety nie dane było jej usłyszeć odpowiedzi, ponieważ niespodziewanie pojawił się zupełnie obcy mężczyzna, który całą swoją uwagę poświęcił chłopcu. Uniosła brwi spoglądając to na jednego i drugiego. Ktoś tu chyba wkopał biednego Baryshnikova, psując mu nie tylko randkę, ale i cały misterny plan. Czy się gniewała? Na jej twarzy pojawiło się rozbawienie. Tak się bawił najdroższy towarzysz z listów?
- On pójdzie ze mną - zawyrokowała, wypuszczając z rękawa różdżkę, ale na tyle, iż widoczny był jej czubek. Chwyciła Timona pod ramię i ich teleportowała, szykując dla niego niemiłą niespodziankę. Kara. Ukarze go boleśnie.

Maria i Timon z tematu
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Magiczna altana   

Powrót do góry Go down
 
Magiczna altana
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: