IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Margita Gorki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar


Petersburg, Rosja

nieznana

20 lat

biedny

PisanieMargita Gorki   Pon Lip 11 2016, 15:02

Меня зовут
Margita Gorki



DATA URODZENIA: 07.07.1976 / NAZWISKO MATKI: Gorki / WIEK: 20 lat
MIEJSCE ZAMIESZKANIA: Petersburg, Rosja / STATUS KRWI: nieznana
STAN MAJĄTKOWY: biedny / ZAWÓD: twórca lamp / KORGORUSZ: brak


ALCHEMIA: 5 / FAUNA I FLORA: 7 / LECZNICTWO: 6 / MAGIA KREATYWNA: 23
MAGIA ZAKAZANA: 0 / OKULTYZM: 5 / SIŁA: 10 / TRANSFIGURACJA: 13
WIEDZA MAGICZNA: 15 / ZAKLĘCIA I UROKI: 15 / SZCZĘŚCIE: 6 / TALENT: 5


Pamiętam ułożone symetrycznie patyczki po lodach, leżące równo jeden, obok drugiego, dokładnie wyczyszczone, wylizane, do ostatniej kropli słodkiego, czerwonego syropu, który został z zamrożonego walca. Gdyby przytknąć nos do któregoś z tych patyczków, uważając, aby go nie poruszyć nawet na milimetr, wciąż można poczuć zapach poślinionego drewienka, echo wiśniowego syropu. Wiśniowy, jak ślad na języku, jak popękane wargi, nie wiadomo, czy umazane zakrzepłą już krwią, czy tymi lodami. Wiśniowe jak drogie tapety na ściana, przecięte srebrnym jak blizny akcentem. Wiśniowe jak ślady na kolanach, poprzecierane od klęczenia na dywanie i przesuwania się co parę centymetrów, orania bladą, naciągniętą skórą. Wiśniowe jak pokryte świeżą krwią szkliwo na zębach, paznokcie wbite w swędzące dziąsła, zamrożone widelce, zostawione specjalnie na takie okazje, aby zamiast paznokci wbijać w mięso zimne ząbki sztućca.
Otwarte drzwi, otwarte okno, skupiona na patyczkach nie zwróciłam uwagi, że jak diabeł kochankę przywołałam do pomieszczenia przeciąg. Jedna z donic ląduje na podłodze, niszcząc symetryczną harmonię, rozsypując ziemię i drobne, nienadające się już do niczego korzenie. Zieleń i czerń, zapach stęchlizny kontrastują ze słodyczą i czerwienią, przywodząc mi na myśl zaognione zadrapania na twarzy, powstałe od ostrej kory jednego z tych starych drzew w ogrodzie. Unoszę dłoń do policzków zastanawiając się jakie to uczucie, ale zawodzenie odwraca moją uwagę od rozbitej donicy. Prawie czuję się niezręcznie, ale nie przez to, że jestem świadkiem tej agonii, ale dlatego, że ten szloch przeraźliwie głośny wcale nie pasuje do wzoru na podłodze.
Muszę się wycofać, przemykam pod ścianą, po ciemku, dobrze znając każdy zakamarek, skradając się cicho, po wielkim domu, na skróty, na sam dół, do kuchni, gdzie powinnam była być cały ten czas, pilnując, aby te widelce miały odpowiednio niską temperaturę. Stoję nad kamiennym zlewem, czekając aż wzejdzie słońce, aż pierwsze promienie pojawią się na wyczyszczonej dokładniej małej szybce, w oknie, przedzielonym dużą ilością krat, w oknie, które pozwala nam spoglądać na świat z perspektywy sługi leżącego u stóp pana. Kiedy tylko pierwsza plama światła pada na moją tęczówkę, sprawiając, że wyglądam jak ślepiec, odwracam się i z głębi jednej z szuflad wyciągam mały kalendarzyk. Jeszcze tylko 27 dni do powrotu do szkoły. Potem tylko kolejne trzysta do powrotu do domu. Potem jeszcze tylko niespełna pięćset. A potem całe życie. Czego tak strasznie nie chcę, o czym tak bardzo marzę leżąc w łóżku nocą, obserwując śpiące sylwetki szkolnych koleżanek, o krwi brudnej jak moja, gdzie za ścianą, w sypialni obok, śpią panienki z dobrych rodów, a między nimi ona, moje rówieśnicze przekleństwo, która nigdy nie przyzna się, choć wszyscy wiedzą i tak, że mieszkam w jej domu od dziecka, że pomimo dzielących nas pięter słyszę jej ohydny głos, który wszyscy tak chwalą, bo rodowe panienki przecież wszystkie potrafią śpiewać. Na każdym kroku mierzę się ze spojrzeniami jej przyjaciółek, ale niczym więcej. Przecież wszyscy wiedzą, że służba zawsze wie za dużo, a sieroty są nielojalne. Nie mają poczucia wspólnoty. Tak właśnie. Margita jest tego świetnym przykładem. Dokładnie. Margita z nikim się nie przyjaźni (przecież nie zasługuję, przecież tak niewiele znaczę), Margita nikomu się nie zwierza (przecież nie mam komu, ani z czego. Jakie problemy może mieć służba?), Margita nikomu nie pozwala się dotykać (a kto chciałby? Przecież na pewno, na pewno mam wszy). Ale kogo ja chciałabym? Nikogo. Chciałabym obserwować jak pani domu dławi się ością, a potem wszystkie te, które zdołała ukryć układa w równych rzędach na podłodze swojej sypialni. Chciałabym nakryć pana domu pieprzącego brutalnie swoją kochankę pod pergolą, w ogrodzie. Liście szeleściłyby przy jej twarzy, a drewniane kratki trzeszczałyby, poruszane z całym zadaszeniem, z każdym pchnięciem i zaciskających się na nich bladych, poranionych dłoniach kobiety. Rany podobne tym, które ma na dłoniach żona pana domu, ale zdobyte w zupełnie innych warunkach, przez zupełnie inny rodzaj agresji. Skryta za jednym z drzew dotykam wewnętrznej części swojej dłoni, ale nie czuję przecież nic. W końcu przemykam, niezauważona, znowu zwyciężyłam, nie pozostawiając po sobie żadnych śladów, wracam do domu, w końcu już przychodzi pora kolacji. Tej uroczystej, która wypadła dzień po moim dniu imienia, ale ten przecież nie był istotny nigdy. Na uroczystej kolacji podajemy dania na srebrnych tacach i półmiskach, uważając, aby nie ubrudzić pudrowych rękawiczek, ani prostych, choć wcale nie nieeleganckich, różowych szat. Czarna wstążka zawiązana pod szyją drażni moją skórę, więc odchodząc od stołu, gdy ustawiłam na nim już kieliszki, obracam głową na boki i w górę, próbując choć na chwilę ten fragment skóry wyswobodzić spod niewygodnie wykończonego materiału. Łapię wzrok jednego z paniczów, stojącego w drzwiach, obserwującego mnie w sposób, jaki mi się nie podoba. Ma to chyba po ojcu, ten zwierzęcy wyraz twarzy, źrenice rozszerzone do tego stopnia, że niemalże zakrywają całe tęczówki, karmelowe, jak ta warstwa cukru, która stygnie teraz na stoliku, bo nie mogę sięgnąć po nią na czas, gdy on zagradza mi drogę.
Margit, będziesz słuchać mojego koncertu skrzypcowego?
No Margit, będziesz? Będę. Oczywiście, że będę. Muszę tu stać, wraz z resztą służby. Omijam panicza i wracam do swoich obowiązków, bo prawie robi mi się niedobrze na myśl, jaką jest pizdą. Mógłby zrobić ze mną o wiele gorsze rzeczy, niż jego ojciec ze swoją faworytką i nikt nie podniósłby głosu, przecież tak niewiele znaczę. W zamian za to chce posilić swoją romantyczną duszę mną w roli słuchaczki. Nawet się nie skupiam. Myśląc o moim kalendarzu zamkniętym w szufladzie, w kuchni. O tym, że po kolacji będziemy sprzątać aż do rana i wtedy, skoro świt, znów skreślę kolejny dzień.
Ten nawyk zostanie. Zostanie, gdy opuszczę ten dom, krótko przed skończeniem szkoły, z groźbą, że nigdzie już nie znajdę zatrudnienia, że tam byłam chociaż tłem, a sama jestem przecież niczym. Szukam stołu z szufladami, który mogłabym wstawić do kuchni, aby schować w nim swoje kalendarze i zużyte ołówki. Do drugiej szuflady włożę teczkę i ustawię stół tam, gdzie nie będzie przeszkadzał, gdzie nie będzie kusił żadnego z potencjalnych współlokatorów. Na stole postawię lampę, jedną z wielu, jedną z tych, w które wtłoczę magię, na tyle, na ile pozwalają mi umiejętności. Nie można jej dotykać, tak, jak żadnej z moich rzeczy, jak żadnego z moich wspomnień i moich widelców. Mam dwa. Jeden z nich, kupiony na mugolskim dworcu, służy wyłącznie do nabierania makaronu. Drugi, srebrny, z wygrawerowanym herbem rodu na rączce, zabrany na pamiątkę z domu, w którym spędziłam tyle lat. Tyle lat na pilnowaniu, aby ten widelec był odpowiednio zimny, aby zadawał dziąsłom odpowiednie rany, niszcząc i kojąc jednocześnie.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Margita Gorki   Pon Lip 11 2016, 22:40

Здравствуйте!

Czytając Twoją kartę czułam smak wiśni wymieszany z metaliczną domieszką krwi w ustach i w pokoju nagle zapachniało ziemią. Jak Ty to robisz? Niezwykła Gita, która z tła dała radę stać się samodzielnym elementem tej układanki zwanej życiem. To pewne, że zdoła zrobić jeszcze więcej. Udowodnij im, że się mylili. Wszystkim.

Bonusy za kartę postaci

Po krótkim namyśle postanawiam przyznać Ci:
+ 5 punktów do magii kreatywnej, bo pierwiastka twórczego Ci nie brakuje;
+ 5 punktów do szczęścia, należy Ci się.

Skoro masz już dwa widelce to w prezencie chcę Ci dać nóż. Wykonany z czystego srebra, drobny, przypomina bardziej sztylet niż ostrze, którym kroi się pomidory. Na rączce wygrawerowana jest litera G. Zapewne to jakiś inicjał po starym właścicielu, który zgubił go na ulicach Petersburga. Kto jednak zabroni ci udawać, że oznacza to Gorki? Nóż nigdy się nie stępi, a wszelkie śladyznikają z ostrza już po kilku sekundach. Używaj go mądrze.

Na zakończenie

Stworzona przez Ciebie karta postaci została zaakceptowana, w związku z czym otrzymujesz na start 800 punktów fabularnych do wykorzystania w punkcie Mistrza Gry. Możesz już bez przeszkód zacząć rozgrywkę na forum, lecz przed rozpoczęciem fabularnych przygód Twojej postaci prosimy o skrupulatne uzupełnienie pól w profilu. Warto również wnikliwie zapoznać się z tematami zamieszczonymi w dziale fabularnym. W razie jakichkolwiek wątpliwości, problemów lub sugestii odnośnie rozwoju naszej magicznej społeczności, zachęcamy do kontaktowania się z administracją forum. Życzymy wielu ciekawych rozgrywek w grze i przyjemnego spędzania z nami czasu!
Powrót do góry Go down
 
Margita Gorki
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: