IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Lali Janashvili

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

24

przeciętny

choreograf

PisanieLali Janashvili   Pią Cze 10 2016, 02:16

Меня зовут
Lali Janashvili



DATA URODZENIA: 13 listopada 1972 / NAZWISKO MATKI: Lazareva / WIEK: 24
MIEJSCE ZAMIESZKANIA: Petersburg / STATUS KRWI: błękitna
STAN MAJĄTKOWY: przeciętny / ZAWÓD: choreografka / KORGORUSZ: łabędź


ALCHEMIA: 5 / FAUNA I FLORA: 15 / LECZNICTWO: 8 / MAGIA KREATYWNA: 15
MAGIA ZAKAZANA: 0 / OKULTYZM: 5 / SIŁA: 6 / TRANSFIGURACJA: 5
WIEDZA MAGICZNA: 8 / ZAKLĘCIA I UROKI: 12 / SZCZĘŚCIE: 1 / TALENT: 30


L i s t y    n i e w y s ł a n e

By Gis and by Saint Charity,
Alack, and fie for shame!
Young men will do't if they come to't
By Cock, they are to blame.
Quoth she, 'Before you tumbled me,
You promis'd me to wed.'
He answers:
'So would I 'a' done, by yonder sun,
An thou hadst not come to my bed.'

Drogi, najdroższy papo,
Zawsze mówiłeś, że jesteśmy nierozerwalnie związani z silami natury. Krążą w naszych żyłach, ogrzewają ciało, pchają do przodu.
Budzimy się wraz ze wschodem słońca, zwalniamy kiedy zachodzi. Pełnia księżyca dodaje nam sił, wtedy świętujemy, tańczymy pod niebem tysięcy gwiazd.
Drogi papo, tęsknię. Do pól jęczmieniu, zielonych kłosów między palcami, do maków gdzieniegdzie odznaczających się na tle zieleni. Tęsknię do sadu, do kwiatów wiosny i owoców późnego lata, do poobdzieranych kolan i białej sukienki ubrudzonej świeżym sokiem. W wielkim mieście nie ma wolnej przestrzeni, nigdy nie myślałam, że w wielkim mieście przyjdzie mi żyć. Ale matka zawsze powtarzała - twoje miejsce tam, gdzie mąż twój. Jeden z wielu obowiązków żony, stać tuż obok, dbać o domowe ognisko.
Mieszkanie jest ładne, przestronne. Przez pierwsze tygodnie kupowałam cięte kwiaty do wazonów, ale to nie to samo - może kolejnego lata zasadzę swoje, na balkonie. Mamy balkon, wychodzi na smutne podwórko, nie bawią się na nim żadne dzieci, nie rośnie trawa. Tylko błoto.
Rozpakowałam wszystkie kufry, ustawiam rodzinne zdjęcia na kominku. Tak, mamy kominek, chociaż nie wiem czy został użyty chociaż raz przez ostatnie sto lat. Poprzedni właściciele uczulili nas by z niego nie korzystali, to podobno niebezpieczne. Nie będę ryzykować. Namawiam mamę byście przyjechali w odwiedziny - jestem przekonana, że spodobałaby się jej kuchnia, jest naprawdę wspaniale wyposażona - ale mówi, że to zbyt wielki problem. Nie znosisz najlepiej podróży. Dlatego ja odwiedzę was - już na święta. Nie wyobrażam sobie spędzić ich gdziekolwiek indziej.
To jeszcze tylko trzy miesiące, szybko miną.
Mam swoje zajęcia. Nie chwaliłam ci się jeszcze tato, ale sztuka do której tworzyłam choreografię okazała się sukcesem. Niedługo rozpoczynamy próby do następnej, nigdy nie sądziłam, że będę czuć się dobrze w dusznych salach teatralnych. Są niczym w porównaniu z przepychem Opery, może dlatego tak łatwo się w nich odnaleźć. Chociaż Soso ciągle zaprasza, nie wybraliśmy się jeszcze na żaden balet - minęło już trochę czasu ale chyba jeszcze nie jestem gotowa. Dobrze mi w tym dusznym teatrze, naprawdę, mam nawet swoją małą kanciapę. Nazywa się szumnie gabinetem, ale jestem przekonana, że przed moim przybyciem była zwykłym schowkiem na miotły - nie narzekam, jest bardzo przytulna. I udało mi się znaleźć miękką pufę, mam na czym oprzeć nogę gdy drętwieje.
Tutaj częściej drętwieje, częściej rwie i boli. Nic dziwnego, klimat znacznie wilgotniejszy niż w domu.
Są nawet chwile w ciągu dnia, papo, kiedy nie myślę o morzu łąk i błękitnym niebie, kiedy nie tęsknię. Ale potem wychodzę na ruchliwą ulicę pełną nieznanych mi ludzi i czuje się taka malutka pośród tłumu. Wiesz co mówią o samotności, najdotkliwiej doświadcza się jej wśród ludzi obcych.
Ale radzimy sobie z nią jakoś, Soso i ja. Nie musisz się martwić Papo. Powoli zadomowię się i tutaj, to dopiero cztery miesiące. I pomyśl, mogę odwiedzić wszystkie ulubione zakątki z czasów szkolnych, zrobię to, zobaczysz. Tylko znajdę czas.
I odwagę.
Janashvili nie zdradzają.
[’96, Zgubiony w trakcie sprzątania]

There's rosemary, that's for remembrance. Pray you, love, remember. And there is pansies, that's for thoughts.


Tatusiu,
To już za trzy godziny.
Pogoda udała się nam wspaniale, na niebie nie ma ani jednej chmurki. Noga nie doskwiera mi w ogóle, już od kilku dni nie bolała, możemy mieć pewność, że nie będzie padać. Sukienka mamy pasuje doskonale, wystarczyły tylko cztery miesiące przeróbek. Lia uplotła wianek z polnych kwiatów, Marina zaplotła warkocz. Natela zadbała by niczego nie zabrakło w kuchni, a Rusiko i Eliso pięknie ozdobiły stoły. To dziwne uczucie, świadomość, że za kilka godzin zostawię je razem z matką. Przecież nie jestem najstarsza, nie powinno być na odwrót? To ja powinnam pleść wianki i warkocze, ozdabiać stoły kwiatami i dbać by nie zabrakło wina. A potem zostać z wami, tobą, mamą, tutaj - w domu.
Dobrze, że wciąż będziemy blisko.
Przynajmniej mam taką nadzieję tato - Soso jest marzycielem. Ma wielkie plany, chce rozwinąć rodzinny interes, rozwinąć winnicę, handlować w Petersburgu. I przenieść się tam, przynajmniej na jakiś czas.
Żartuje, że na starość wrócimy do Gruzji.
Boje się, że tymi żartami, jeszcze niepewny, maskuje swoje plany.
Ale to, tatusiu, podobno najszczęśliwszy dzień mojego życia. Ten jeden z niewielu, który w całości zapamiętam do końca. Przynajmniej tak powtarza mama i ciotka, i babcia, i wszystkie kobiety dookoła - mam się nie smucić, niczym nie przejmować. A ja nie mogę przestać płakać.
To głupie, wiem tato. Na pewno się opanuję, potrzebuje tylko chwili. Dlatego usiadłam by napisać list.
Chciałabym żebyś mógł zaprowadzić mnie dzisiaj do ołtarza. Kiedy byłam małą dziewczynką tak wyobrażałam sobie ten dzień. Ja i ty, ramię w ramie. Nasz wspólny taniec, pamiętasz, ćwiczyliśmy go tyle razy. Ale jestem już dorosłą kobietą - wychodzę dzisiaj za mąż! - i wiem, że marzenia się nie spełniają, nie te wydumane, że trzeba śnić skromniej. Dlatego mam mniejsze życzenie. Żebyś się dzisiaj uśmiechnął, chociaż raz. Może kiedy będę szła do ołtarza, nie spuszczę cię z oczu ani na minutę. Albo kiedy wszyscy będą tańczyć?
Wujaszek Beso zaproponował, że odtańczy ze mną ten ojcowski obowiązek, ale grzecznie odmówiłam. Jest kochany, ale to nie będzie to samo.

Tato. Czy ja dobrze robię?
[’94, Przypadkowo wyrzucony z kwiatami po weselu.]

There's fennel for you, and columbines. There's rue for you, and here's some for me. We may call it herb of grace o' Sundays. O, you must wear your rue with a difference!


Najdroższy ojczulku,
Lato udało nam się tego roku wyjątkowo, nie sądzisz? Już dawno nie mieliśmy takich plonów. Niedługo zaczną dojrzewać jabłka, spadają już pierwsze liście muśnięte żółcią i pomarańczem. Jeszcze kilka dni i trawy też zaczną ciemnieć, już teraz spalone letnim słońcem. Czas żniw minął, leniuchujemy na stogach siana, patrząc w niebo.
Jest niebiańsko.
Mama uważa, że niepotrzebnie siedzę w domu, że stać mnie na tak wiele i mogłabym dostać pracę nawet w Moskwie, ale obydwoje dobrze wiemy, że mówi tak tylko po to by sprawić mi przyjemność. Nateli nie udziela podobnych pogadanek motywujących - może dlatego, że przejęła większość jej obowiązków i teraz może zajmować się głównie tobą? Ale przecież i ja przyjechałam odciążyć ich barki. Nauczyłam się piec doskonały chleb przez ostatni rok.
I w ogóle nie brakuje mi szkoły.
No, może trochę, złapałeś mnie. Brakuje mi beztroski. Czasów kiedy największym problemem było wypracowanie z języka i zadanie z transfiguracji. Największym zauroczeniem nowy profesor alchemii. Brakuje mi trochę szkolnych murów. Pamiętam dobrze swój pierwszy dzień - wydawały się takie zimne, obce, w ogóle nie przypominające domu. Z czasem stały się tym drugim. To zabawne, będąc w szkole tęskniłam za Gruzją, będąc w domu - za Koldovstoretz. Cud, że nie popadłam w obłęd.
Kiedy się jest młodym, tak myślę, zawsze wydaje się, że niebo jest bardziej niebieskie tam gdzie nas nie ma.
Teraz jestem pewna, że nie ma czystszego nieba niż to nad Tbilisi.
Nie chcę już szukać szczęścia gdziekolwiek indziej niż na naszym skrawku ziemi - mogę tu nawet zostać, już na dobre, z tobą i mamą. Nigdzie nie będzie mi lepiej.
A Natela - Natela powinna wyjść za mąż. Widzisz, kuzyn Soso odwiedza nas coraz częściej (chociaż, doprawdy, nie rozumiem czemu nazywamy go kuzynem skoro pokrewieństwo jest aż tak odległe). Mama narzeka, że pewnie dogląda swojej ziemi, ale ja nie myślę, że chodzi tylko o kwestię dziedziczenia majątku. Pomyśl, czy to nie byłoby cudowne gdyby on i Natela przypadli sobie do gustu? Co prawda, nie wydaje się nim zbyt zachwycona, ale przecież nie każdy związek ma łatwe początki.
Czasami trzeba czekać.
Jak na ciebie.
Zawsze zastanawiam się czemu nazywają to śpiączką - przecież wcale nie wydajesz się spać. Masz otwarte oczy i kiedy dzień jest lepszy wodzisz wzrokiem za dźwiękiem. Uśmiechasz się kiedy opowiadam ci swoje drewniane żarty! I mruczysz, gdy coś ci się niepodoba. Mama mówi, że mruczenie wyraża aprobatę, ale ja jestem przekonana, że mruczysz z niezadowoleniem za każdym razem gdy podsuwa ci tę paskudną potrawkę z królika. Nigdy jej nie lubiłeś i jestem przekonana, że akurat upadek z konia nie zmienił niczego w tym temacie.
Pochwalę ci się, że i z moją nogą jest lepiej. Przestałam utykać. Nie drętwieje już tak bardzo jak jeszcze miesiąc temu, maści rzeczywiście pomagają. Chociaż przyznam ci, że stopa dalej wygląda okropnie.
Mama uważa, że powrót do domu i melancholia to nie oznaka życiowej mądrości, a, jak sama to nazwała - traumą po wypadku. Nie mówiłam ci jeszcze papo, ale to już pewne, nie wrócę do baletu.
Noga, pomimo starań medyków, nie zrosła się najlepiej. Jedno ze ścięgien, z tego co zrozumiałam, zostało pomiędzy zrastającymi się kawałkami kości, nigdy nie odzyskam pełnej sprawności.
Pamiętasz - to ty jako pierwszy zabrałeś mnie na balet. Tej mroźnej zimy kiedy zatrzymaliśmy się w Moskwie, miałam wtedy ile? Trzy, cztery lata? Zabrałeś mnie na Śpiącą Królewnę Czajkowskiego i już nigdy nie przestałam śnić o balecie. Nie chciałam słyszeć o czymkolwiek innym, a kiedy kupiliście mi moje pierwsze baleriny, nie ściągałam ich przez miesiąc, nie rozstawałam się z nimi ani na krok, zabierałam je nawet do łóżka. Był miłością mojego życia przez tyle lat, przez jego zdecydowaną większość.
Wiesz dobrze papo, że spadł na drugą pozycję miesiące przed wypadkiem.
Są dni kiedy wcale nie chcę wstawać z łóżka - ale mama ma już tyle zmartwień. Z tobą, z domem, gospodarstwem, winnicą, nie chcę jej dokładać kolejnych. Może - może tak miało być. Może wcale nie była mi pisana kariera, może byłam zbyt butna, zbyt pewna siebie. Miałam talent za pewnik, przekonanie, że mogę być najlepszą primabaleriną swojego pokolenia, że z Bolszojskim Baletem objadę cały świat. Gdzie do świata ja, dziewczyna z wioski spod Tbilisi? Co z tego, że z błękitną krwią, daleko mi do światowych arystokratek.
A może - może to kara, że chciałam mieć wszystko, nie potrafiłam wybrać. Chciałam karierę. Podróże. I… i zawsze myślałam, że możemy podróżować razem. Ja i. I on. To pewnie byłoby zbyt wielkie szczęście jak na jednego człowieka, byłam zbyt zachłanna.
Zostałam z niczym. By nauczyć się pokory.
Wciąż mi nie wychodzi tatku - ta pokora. Przecież tak wiele dzieje się dookoła mnie, a ja piszę, że nie mam nic. A mam ciebie. Mamę. Natelę, Lię, Marinę, Rusiko i Eliso. Nasz dom, nasze pola, łąki, winnicę. Tyle pięknych, tyle czystych rzeczy.
To najlepsze powody by wstać rano z łóżka. Nawet kiedy boli.
[’92, Zostawiony w altance, porwany przez wiatr, przemoknięty.]

There's a daisy. I would give you some violets, but they wither'd all when my father died. They say he made a good end. For bonny sweet Robin is all my joy.


Tato,
Dlaczego nie poprosił żebym została?
Ni raz. Nigdy.
Przecież miałam cały plan. Cały. W czerwcu nabór do teatru Bolszoj. Dostanę się do zespołu, na początek. Albo, jeśli się uda, od razy na pozycję Koryfejki. Zamieszkamy razem w Moskwie, tam nikt nie będzie patrzył krzywym wzrokiem, każdy zajęty własnymi sprawami. Za pierwsze zarobione pieniądze kupię kamerę, bo wierzę tato, że będzie robił piękne filmy. Tylko trzeba dać mu szansę. Ja z czasem awansuję na solistkę i zaczniemy jeździć po świecie, a potem już pójdzie szybko - trzy lata, tak myślę, trzy lata zajmie mi objęcie stanowiska Primabaleriny. I to nie zwykłej - Assoluty.
Moje nazwisko wymieniać będą obok Isadory Duncan.
W tym czasie napisze scenariusz swojego pierwszego filmu, jestem tego pewna. Nikt z taką wrażliwością nie potrafi przejrzeć drugiego człowieka, zrozumieć drugiego człowieka. Och papo, jestem pewna, że będzie potrafił uchwycić to, co nieuchwytne, oddać cały wachlarz subtelnych emocji. Nawet jeśli nie filmem, to książką, jego talent nie może się zmarnować.
Czasem papo, tylko nie mów tego nikomu, myślę, że ma go znacznie więcej niż ja.
A kiedy przejdę na emeryturę papo, to wrócimy do Gruzji. Kupimy kawałek ziemi, osiądziemy na stałe. Ja zajmę się domem, gospodarstwem i hodowlą winorośli, on będzie rozwijał się dalej - papo, ja naprawdę myślę, że lata podróży a potem spokojny, szczęśliwy dom, prawdziwa przystań dobrze mu zrobią, otworzą głowę, pozwolą na wyzbycie się wszelkich wątpliwości i lęków. I nikt, papo, nikt nie nazwie tego mezaliansem.
Wiem, że pragniesz dla mnie tego co najlepsze - a on jest najlepszy dla mnie, on, żaden Aristov, żaden Bregovič, on. Masz aż sześć córek, któraś musi się zbuntować i napsuć nieco krwi - zobaczysz papo, nie pożałujesz, będziesz z nas dumny, obydwojga.
Taki mam plan.
Taki miałam plan.
Ale on nie poprosił bym została. Nie słuchał kiedy zaczynałam mówić. Odszedł.
Och papo, jak mogłam być tak głupia?
Mam wrażenie, że każdy atom mojego ciała rozpadł się na tysiąc kawałków, a ja nie wiem jak zebrać je w całość. Jednocześnie mam ochotę go błagać, przeklinać i modlić się do bogów by cofnęli czas. Bym nigdy nie podeszła do smutnego chłopca z poezją pytając czy mogę usiąść obok. Ale jego oczy były tak smutne tato, tak smutne, było mi wstyd, że tak wiele czasu zajęło mi ich zauważenie. Z każdą kolejną rozmową, każdym wierszem był coraz bliższy - nawet nie zauważyłam kiedy stał się częścią mnie. I za pewnik, nawet nie pytając, przyjęłam, że tak już zostanie. A on nie poprosił. Nie poprosił bym została - tato. Nie poprosił.
Może powinnam głośniej mówić, że jest całym moim światem?
Nie poprosił.
Jak mogłam być tak głupia tato?
Tato.
[’91, Spalony.]

And will he not come again?
And will he not come again?
No, no, he is dead;
Go to thy deathbed;
He never will come again.
His beard was as white as snow,
All flaxen was his poll.
He is gone, he is gone,
And we cast away moan.
God 'a'mercy on his soul!
And of all Christian souls, I pray God. God b' wi' you.
[exit].

Powrót do góry Go down

PisanieRe: Lali Janashvili   Sob Cze 11 2016, 13:34

Здравствуйте!

Życie dostarcza Lali co dzień tylu emocji, tylu wrażeń, często tak szalenie skrajnych, że to niemal dziwne, że jeszcze nie wybuchła od ich nadmiaru, wszak to wydawałoby się normalne, gdy los nieustannie rzuca jej pod nogi kłody, z którymi trudno sobie poradzić. Mimo to miłość, wiara i nadzieja trzymają ją w twardej skorupce, która na szczęście nie chce pęknąć. Aż strach pomyśleć, na co wówczas musielibyśmy się przygotować.

Bonusy za kartę postaci

Po krótkim namyśle postanawiam przyznać Ci:
+ 4 punkty do sprawności fizycznej,
+ 3 punkty do lecznictwa,
+ 3 punkty do wiedzy magicznej.

Jako drobny upominek, otrzymujesz ode mnie trzy drewniane zawieszki w kształcie kiści winogron wykonane z drewna limbowego. Znalazłaś je przypadkiem podczas pobytu w rodzinnym domu i bez wahania postanowiłaś wziąć ze sobą. Od tamtej pory stanowią nie tylko wspaniałą ozdobę Twojego mieszkania, nieustannie przypominając o rodzinnych stronach, ale również dzięki niezwykłym właściwościom tego drewna sprawiają, że nigdy nie brakuje Ci kreatywności w każdym podejmowanym przez Ciebie działaniu i rzadko kto zwraca uwagę na Twoją lichą wiedzę z niektórych dziedzin.

Na zakończenie

Stworzona przez Ciebie karta postaci została zaakceptowana, w związku z czym otrzymujesz na start 800 punktów fabularnych do wykorzystania w punkcie Mistrza Gry. Możesz już bez przeszkód zacząć rozgrywkę na forum, lecz przed rozpoczęciem fabularnych przygód Twojej postaci prosimy o skrupulatne uzupełnienie pól w profilu. Warto również wnikliwie zapoznać się z tematami zamieszczonymi w dziale fabularnym. W razie jakichkolwiek wątpliwości, problemów lub sugestii odnośnie rozwoju naszej magicznej społeczności, zachęcamy do kontaktowania się z administracją forum. Życzymy wielu ciekawych rozgrywek w grze i przyjemnego spędzania z nami czasu!
Powrót do góry Go down
 
Lali Janashvili
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: