IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Vit HALÍČEK

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

26

zamożny

Saper

PisanieVit HALÍČEK   Wto Maj 31 2016, 20:39

Меня зовут
Vit Halíček



DATA URODZENIA: 9.02.1971, Bratysława / NAZWISKO MATKI: Hrabal / WIEK: 25
MIEJSCE ZAMIESZKANIA: Petersburg / Bratysława / STATUS KRWI: czysta
STAN MAJĄTKOWY: zamożny / ZAWÓD: saper / KORGORUSZ: hiena


ALCHEMIA: 11 / FAUNA I FLORA: 7 / LECZNICTWO: 8 / MAGIA KREATYWNA: 11
MAGIA ZAKAZANA: 9 / OKULTYZM: 8 / SIŁA: 10 / TRANSFIGURACJA: 8
WIEDZA MAGICZNA: 13 / ZAKLĘCIA I UROKI: 12 / SZCZĘŚCIE: 6 / TALENT: 9


Tuż przed świtem noc jest najciemniejsza. Gwiazdy naraz gasną, każdy dźwięk cichnie, na kilkanaście długich minut nie zostaje nic poza tobą i nieprzeniknioną ciemnością. Czujesz jedynie nasilające się zapachy benzyny i bzu, kurz wierci cię w nosie, wszystko wzywa do szybszego działania. Do odwrócenia się na pięcie, do biegu, do zagryzania warg do krwi, do wypluwania wraz z wrzaskiem płuc, ale ty jesteś spokojny. To tylko kolejna robota, nic więcej, już nikt nie nazywa cię żółtodziobem, zbyt daleko zaszedłeś, zbyt wielki talent pokazałeś. Za dużo kaprysu rozszarpuje ci serce. Zwłaszcza teraz, gdy tylko jego uderzenia dzielą to miejsce od…?

Wybuchy. Pamiętasz swój pierwszy? Roztrzaskujący się na ziemi talerzyk, pękający na urodzinach balon, mieniące się kolorami fajerwerki w ostatnią noc w roku. On pamięta. Pierwsze i każde kolejne, wcale nie gorsze od poprzednich, w każdym mógł znaleźć coś spektakularnego, każdy go uwodził, swoją muzyką, kiedy inni odruchowo zatykali uszy i cofali się, choć tak daleko było od źródła huku, on nachylał się do przodu, w błyszczących oczach odbijały się spektakle , z którymi chciał związać się na całe życie. Poparzone dłonie odkupywał szlabanami, zatapiając nos w lekturach, które pochłaniały go na całe noce, później spiesząc się, aby do Ester wysłać list ze spostrzeżeniami. Tych obowiązkowych książek szkolnych nie czytał nigdy, bazując na streszczeniach i wiedzy kolegów, chociaż tych miał wielu z żadnym nigdy nie był zżyty. Tak, jak z współpracownikami, choć wszyscy tu nazywają się rodziną. A dla Vitka, dla którego pojęcie rodzina nigdy nie znaczyło wiele obecnie nie ma to również większej wartości, to praca, a to ludzie, niestety, czasami niezbędni. Jak teraz. Wszystko na miejscu, wszystko już włączone? Nasłuchuje, ale nie musi długo, wyłapując w ciszy dźwięk nakręconych mechanizmów. Ten dźwięk też kocha, do tego stopnia, że mógłby usiąść tutaj i słuchać, słuchać bez końca, jak brzmi przestrzeń w napięciu zastanawiając się, czy to już jej ostatnie tchnienie. Gorąco i duszo, kręcone kosmyki przyklejają się do czoła, pot spływa do oczu, niezatrzymany nawet przez gęste brwi. Woda. Woda byłaby zbawieniem. Ale jakie to ma znaczeni w obliczu tego, co nadchodzi? Kiedy wychodzisz na powierzchnię brzdękanie znika, pojawia się cisza rześka jak świt i ten niepasujący zapach bzu. Docierając do bazy kiwasz głową w prawo i w lewo, no, panowie, puszczamy ten lokal z dymem.



Biedronki. Setki, tysiące biedronek wyścieła ulice, po których jeszcze wczoraj szusowałeś na rowerze – dziś nie ma gdzie postawić nogi, wszędzie tylko malutkie, jaskrawoczerwone pancerzyki. Nieruchome, brzydkie, upstrzone zbyt dużą ilością kropek. Kawałek dalej, przy zakręcie, słyszysz krzyki dziecka, ktoś komuś nieudolnie próbuje wytłumaczyć zaistniałą sytuację – w końcu takie rzeczy nie dzieją się przypadkiem, to kara boska. Ester mówiła ci kiedyś o podobnej sytuacji, pamiętasz? Pamiętasz, takich historii nie da rady zapomnieć. Nie, gdy opowiadane są w takich miejscach, jak to opuszczone muzeum, gdzie ze ścian straszą zbezczeszczone portrety wielkich magów, gdzie złote ramy, jedna wisząca przy drugiej, składające się na mozaikę stworzoną przez szalonego kustosza, przemycają historie jedynie potęgujące to osobliwe uczucie rodzące się tuż pod sercem.

Ester. Jej kowbojskie buty, znakomite, bursztynowe trunki, blond włosy upięte niedbale nad niezbyt urodziwą, ale niesamowicie uroczą buzią. Długie nogi wyciągnięte na sofie, oczy wpatrzone w trzaskający w kominku ogień. Na nocnym stoliku leży książka, jedna z wielu, z pokaźnej biblioteczki, biblioteczek, przecież jedną ma w gabinecie, jedną w salonie i jeszcze jedną w sypialni. Vit wie, bo choć nigdy nie powinien był się tam znaleźć raz zawędrował tam w drodze z łazienki, z czystej, chłopięcej ciekawości, w ogóle się z tym nie kryjąc. Nie potrafił nigdy i dalej nie może zrozumieć jakim idiotą trzeba być, aby się z taką kobietą rozwieść. Chociaż częściej zadawał sobie pytanie co jego ojciec zrobił wcześniej, że zdołał zaobrączkować taką Ester. Bo że z matką dobrze mu poszło to się nie dziwił. Byli siebie warci. Tak bardzo go nie interesowali. Jak te martwe biedronki. Które tak łatwo rozdeptać, które wydają charakterystyczne chrupnięcie z każdym krokiem jego sporego rozmiarów buta. Doskonale rozumie stan, w jakim to miejsce się znajduje. Doskonale rozumie uczucie, które towarzyszy oglądaniu tej destrukcji. Wyobraża sobie dźwięki towarzyszące rozdzieraniu płócien portretów, roztrzaskujące się kryształowe wazony, przewracane stoliki i trzepot tysięcy owadzich skrzydełek. Ktokolwiek zdobył się na tę symfonię musiał być strasznym egoistą, że dziełem podzielił się z ludzkością dopiero po skończeniu całego spektaklu.



To chyba była jesień, może późne lato, poranne mgły wypełzają spod ziemi jak węże, oplatając pobliskie drzewa. Wtedy siedziałeś z nosem przy szybie, oglądając ten spektakl, który serwowała ci przyroda, ignorując nawoływania matki. Miałeś dość kolejnej jajecznicy z pomidorami, jej głosu miałeś dość i tego jej szczebiotania do ojca, i jego nieogolonej twarzy. W pokoju było wygodniej. Teraz też jest, gdy wymięta pościel odgradza cię od reszty świata. Może jednak wypadałoby wstać i wreszcie ją zmienić? Może zasunąć firany, zamknąć okno, wywiesić pranie, pozmywać tę stertę naczyń w kuchni? Może wyjść, mimo wszystko. Sprawdzić co u sąsiada zna przeciwka. Może to tylko kolejny etap snu, przeskakiwanie z jednej rzeczywistości do drugiej, bardziej realnej, mniej znośnej. Może. Albo po prostu zmyj wreszcie wspomnienia ostatniego wieczora, wyglądasz jak gówno.

W więzieniu też codziennie podają na śniadanie jajecznicę? Na miejscu ojca dawno by się porzygał, zresztą robił to i tak, ilekroć próbowano go latem nakarmić, dopóki się nie wyprowadził. Pierworodny i jedyny, ukochany, nos po tatusiu, oczy po mamusi, włosy po dziadku, takie blond, kręcone. Wysoki też po ojcu, Honza przecież już w wieku nastoletnim był człowiekiem-patyczakiem. Vitkowi bose stopy wystają poza ramy łóżka, brudne od kurzu, który przykleił się do nich z podłogi. W ustach sucho, język przykleił się do podniebienia, aż mu niedobrze. Pełny pęcherz daje o sobie boleśnie znać, ale on tylko odwraca się na bok dając sobie jeszcze parę minut w pościeli. Kurwa, tym razem przesadził. Przekrwione gałki oczne bolą go z każdym mrugnięciem i kiedy w końcu wstaje z zamiarem wzięcia lodowatego prysznica ma ochotę wrzeszczeć, jak nie wrzeszczał nigdy dotąd, nie będąc nawet pewnym, czy jest zdolny do wydobycia z siebie takich głośnych dźwięków. W dupie ma sąsiada. W dupie ma śmierdzącą już pościel. W końcu wychodzi z domu i tak, zabierając ze sobą jedynie rower. I nigdy już nie wraca. Matce wysyła pocztówki i sowy o najkrótszej możliwej treści, przecież ileż można rozpisywać się o tym, jak mu się mieszka na nowym mieszkaniu? Dobrze się mieszka. Wystarczy.



Powrót do góry Go down

PisanieRe: Vit HALÍČEK   Sro Cze 01 2016, 18:30

Здравствуйте!

Ty niebezpieczny człowiek jesteś, Vitek, a te wybuchy to akurat ostatnie, co Cię niebezpiecznym robi. Za dużo w sobie gniewu masz, za dużo wszystkich emocji, które tylko częściowo znajdują ujście w tym, co robisz. Aż mam ochotę potrząsnąć Tobą, jak kulą śnieżną, żeby sprawdzić, ile czasu minie do wybuchu Ciebie. Chodź, pokaż mi to, bo to będzie niezapomniany spektakl.

Bonusy za kartę postaci

Po krótkim namyśle postanawiam przyznać Ci:
+ 4 punkty do magii zakazanej
+ 4 punkty do talentu
+ 3 punkty do okultyzmu

W Twoim zawodzie precyzja i czas są niezwykle istotne. Co jednak, kiedy przez przypadek zabraknie któregoś z nich? Reakcja musi być błyskawiczna, tak jak działanie tych pięciu niewielkich kapsułek, które ode mnie dostajesz. Prezent ten to nie byle jaka gratka dla ludzi preferujących pełen niebezpieczeństwa styl życia – Łzy Żywii, jak nazywany jest ten artefakt, to połyskliwa, czarna substancja o konsystencji plasteliny. Wystarczy, że przed rzuceniem jej w stronę bomby, przelejesz w kulkę tyle gromadzonych w sobie emocji ile zdołasz – wówczas, po zetknięciu z zagrażającym Ci przedmiotem, substancja pochłonie go całego, stając się nic niewartą kuleczką.

Na zakończenie

Stworzona przez Ciebie karta postaci została zaakceptowana, w związku z czym otrzymujesz na start 800 punktów fabularnych do wykorzystania w punkcie Mistrza Gry. Możesz już bez przeszkód zacząć rozgrywkę na forum, lecz przed rozpoczęciem fabularnych przygód Twojej postaci prosimy o skrupulatne uzupełnienie pól w profilu. Warto również wnikliwie zapoznać się z tematami zamieszczonymi w dziale fabularnym. W razie jakichkolwiek wątpliwości, problemów lub sugestii odnośnie rozwoju naszej magicznej społeczności, zachęcamy do kontaktowania się z administracją forum. Życzymy wielu ciekawych rozgrywek w grze i przyjemnego spędzania z nami czasu!
Powrót do góry Go down
 
Vit HALÍČEK
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: