IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Stancja Z. Lazarevy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieStancja Z. Lazarevy   Pią Maj 20 2016, 20:18

Stancja Z. Lazarevy

Jest to coś co pozostało po mieszkaniach komunalnych w Petersburgu. Jedno pomieszczenie z kawałkiem czegoś co wygląda jak aneks kuchenny, bez łazienki, żeby się umyć trzeba przejść cały korytarz i modlić się, żeby zostało jeszcze trochę ciepłej wody. Pokój Zuli jest na samej górze kamienicy i wygląda jakby przeszło przez niego tornado, w każdym kątku po dzieciątku jak to się mówi, a tak naprawdę to wszędzie leżą jakieś klamoty, śmieci, ściany są wyklejone zulowymi rysunkami, w jednym kącie leży gitara, która pamięta lepsze czasy, na łóżku leży ukulele. Pokój nie stracił nic ze swoich cennych skarbów tylko dlatego, że Zula obłożyła go zaklęciami, które uniemożliwiają dostanie się do niego osobom, które nie są do tego uprawnione.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

20 lat

biedny

aktorka w burlesce

PisanieRe: Stancja Z. Lazarevy   Sob Cze 04 2016, 15:01

po spotkaniu Aleksandra w burlesce//

Wizytówka leży na stoliku, przykryta tabunem zamazanych kartek. Jest jedynym dowodem na to, że to całe spotkanie jej się nie przyśniło że na prawdę spotkała Aleksandra. Mimowolnie przechodzi ją dreszcz, chce o tym jak najszybciej zapomnieć, ale nie może, gdzieś w jej podświadomości cały czas zostaje wspomnienie tych przerażających oczu.
Zula stara się zapomnieć. Kręci się więc po pokoju, porządkując wszystkie porozrzucane rzeczy, wyciera kurze z gitar, ścieli łóżko, doprowadza swój pokój do stanu względnej użyteczności publicznej. Już można bezpiecznie przedostać się z "kuchni" do "salonu", bez narażania się na nadepnięcie na jeden ze skarbów Lazarevy. Jeszcze chwilę temu cała podłoga była jednym wielki polem minowy pełnym porozrzucanych kartek, kredek, książek, a prócz tego uroczego kamienia w kształcie serduszka, który dostała od któregoś ze szkolnych znajomych, pojedyncza skarpetka albo mała urocza buteleczka po tanim winie. Tak pokój Zuli był pełen takich małych skarbów, od najmłodszych lat dziewczyna należała do osób, które niczego nie potrafiły wyrzucić od najmniejszych pamiątek, bibelotów, aż po wspomnienia i ludzi. Chociaż Ci ostatni zazwyczaj sami ją opuszczali.
W czasie tych porządków zbiera się ogromna kupa brudnych ubrań. Szybko pakuje je do koszyka na pranie, bierze proszek, książkę i idzie do wspólnej łazienki. Z pewną dozą obawy spogląda na pralkę, po czym zerka na kosz ubrań, może nie ma ich w cale tak dużo, może dałoby radę zrobić to ręcznie. Jeszcze jedno spojrzenie na brudne ubrania po czym zrezygnowana podchodzi do pralki. Powoli jakby tresowała jakieś niebezpieczne zwierze podchodzi z wyciągniętą jedną dłonią, na chwilę się zatrzymuje i czeka, aż pralka obwącha jej ręce. Zula nie jest wstanie uwierzyć w to, że pralki nie są zwierzętami, przecież się ruszają i jedzą, ten magiczny biały proszek. Kiedy upewnia się, że maszyna jej nie zaatakuje, otwiera bęben pralki wrzuca ubranie i wsypuje proszek, po czym siada jak najdalej od urządzenia i czeka. Zula już się nauczyła, że zostawienie ubrań bez opieki może się skończyć późniejszym ich brakiem, więc otwiera książkę i zaczyna czytać.
Po godzinie pranie jest już skończone, na odchodne Zula mówi jeszcze "Dobra, grzeczna pralka" po czym wraca do swojego pokoju. Otwiera okno i spogląda niepewnie na dyndające po drugiej stronie szyny, bierze pudełko ze spinaczami, po czym siada na parapecie i zaczyna rozwieszać swoje pranie. Ze smutkiem spogląda na dawniej białą nocną halkę, która przybrała obecnie kolor jasnego różu, jak się to mogło stać. Zastanawia się nie łącząc ze sobą faktu, że winnym takiego stanu rzeczy może być czerwony stanik.
Przerzuca halkę przez drucik i już ma go do niego przypiąć kiedy coś idzie nie tak i malowniczym, powolnym lotem halka spada na ziemię. Nie udaje się jej jednak osiągnąć bezpiecznego gruntu, gdyż na jej drodze pojawia się czyjaś jasna czupryna. Zanim do tego jednak dochodzi Zuli udaje się krzyknąć jeszcze tylko.
-Uwaga!
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

26

zamożny

Saper

PisanieRe: Stancja Z. Lazarevy   Sob Cze 04 2016, 16:17

Zimny prysznic, bogowie, zimny prysznic. O niczym tak bardzo w tym momencie nie marzył jak o tych lodowatych strumieniach spływających po plecach, sprawiając, że tylko więcej w nich zagłębień niż być powinno, kiedy ciało wyginając się automatycznie uciec chce przed chłodem. Vitek jest podwójnym katem, bo po takich morderczych prysznicach lubi użyć świeżego, twardego jeszcze jak z magla ręcznika. Najlepszy sposób na opamiętanie się, żadne tam kąpiele ciepłe (i co jeszcze? posiłki?) i odpoczywanie na sofie. To nie dla niego, chociaż jak każdy, miewa dni zespolenia się z pościelą. To nie dziś. Nawet nie jest tak umordowany, jak mogłoby się zdawać, chociaż wygląda. A może to tylko to światło, a może ta spocona twarz i głowa spuszczona, pod nogi patrzeć należy, zwłaszcza, gdy się jest takim człowiekiem drabiną i z wysokości można by nie dostrzec krawężników, a te są zdradliwe.
Dłoń unosi i zaczesuje włosy do tyłu, oczywiście nie trzymają się tak, jak powinny, chociaż są wilgotne. I za długie, do oczu mu zaczynają wlatywać, a on niczego z tym nie robi, choć powinien. Kto to widział mieć w takiej pracy ograniczoną widoczność! Czemu mu nikt spineczki nie da.
Pić mu się chce, w gardle mu zaschło. Najgorsze są akcje w kopalniach, bo nigdy nie są planowane. Orły przychodzą nagle, takich wypadków się nie odwleka, obojętnie czym akurat jesteś zajęty, trzeba zabrać to, czym akurat dysponujesz.
Zajęty własnymi myślami i pragnieniem nie słyszy ostrzeżenia zupełnie, ale zatrzymuje się, gdy coś jasnego przemyka mu przed twarzą. Pierwsza reakcja to wbrew pozorom spojrzenie w górę, a nie w dół, nigdy nie wiadomo, czy nie spadnie na niego akurat cała sterta innych rzeczy bo stoi w strefie ataku.
Kobietka.
Pamiętajcie dziewczęta, jeśli nie wiecie jak zwrócić na siebie uwagę mężczyzny rzućcie w nim praniem. Skuteczność gwarantowana, bo Vitek już schyla się po materiał, jedną ręką przytrzymując pasek torby, bo nikt nie lubi tego irytującego uczucia, kiedy torba noszona na ramieniu w momencie schylania się uderza nas w kolana i wisi tak niewygodnie.
Uśmiecha się kącikiem ust widząc co go zaatakowało i ach, szkoda haleczki, bo już jest brudna, a świeżo wyprana była. Nie dość, że na ziemię upadła, to jeszcze w Vitkowe ręce brudne. Odwraca się znowu, rejestrując z którego okna dziewczę wygląda i unosi rękę z halką, dając znać, że przyniesie, tylko niech go do bloku wpuści. Wchodzi co dwa schody, bo na pojedyncze za długie ma nogi a i roboty za dużo. No, które to drzwi?
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

20 lat

biedny

aktorka w burlesce

PisanieRe: Stancja Z. Lazarevy   Sob Cze 04 2016, 17:26

Z przerażeniem Zula przygląda się jak jej różowa halka leci, a potem malowniczo opada przed jakimś mężczyzną. Na prawdę ma ochotę krzyczeć, czy na świecie została jeszcze jakaś jedna poniżająca sytuacja, która jej się nie przydarzyła, w której centrum nie znalazła się Lazareva? Zula czeka, to jest ten moment niech się stanie teraz i miejmy je wszystkie już za sobą.
Zażenowana spogląda w jego stronę już chce krzyczeć, że nie trzeba, niech poczeka ona zaraz po to zejdzie, ale już jest za późno, widzi jak idzie w stronę klatki schodowej, jak znika za drzwiami. Zanim Lazareva zdąży schować głowę do środka słyszy jeszcze rozmowę sąsiadek, które między chichotami mówią, coś o tym, że za ich czasów dziewczęta w inny sposób próbowały zwrócić na siebie uwagę chłopców, odsłaniały szyję, albo rozpinały jeden guziczek pod szyją, ale żadnej nie przyszłoby do głowy rzucać w nich bielizną, a przynajmniej nie na tym etapie znajomości. Już ma się ochotę cofnąć, tłumaczyć, że to nie tak że to jedna wielka pomyłka, rezygnuje jednak.
Wzdycha ciężko i idzie w stronę drzwi, otwiera je na oścież i już wygląda za nieznajomym blondynem. Stojąc tak w uchylonych drzwiach i wpatrując się w stronę schodów, w jej głowie zaczyna się rodzić myśl, że zaraz do jej pokoju zajrzy mężczyzna, obcy mężczyzna. Z przerażeniem ogląda się za siebie i niczym małe czerwone alarmy biją jej po oczach niektóre rzeczy. Zapominając o uchylonych drzwiach zagłębia się w swoim pokoju i z prędkością błyskawicy zaczyna chować różne rzeczy. Szybko zbiera wszystkie kubki i chowa je do zlewu, potem kilka pustych, plastikowych butelek ląduje w koszy na śmieci. Już myśli, że wszystko jest gotowe, że może przyjąć w swoich progach tego człowieka kiedy różowy kosz z mokrymi ubraniami rzuca się w jej oczy, na samej górze łachów leżą kolejne ciekawe kwiatki, takie jak bielizna i nie tylko ta zmysłowa i kobieca, ale także zwykłe figi, o których istnieniu mężczyźni wiedzieć nie powinni. Szybko podbiega do parapetu chwyta pod pachę koszyk i z rozpaczą rozgląda się po pokoju, gdzie by to schować no gdzie? W końcu decyduje się na starą szafę ze sklejki, otwiera drzwiczki i prawie na dogniatając to nogą wpycha koszyk do jej wnętrza.
Kiedy wszystko jest już mniej więcej ogarnięte Zula oddycha z ulgą, że udało jej się wyrobić na czas, spogląda na drzwi, a tam stoi "bohater nocnej halki". Lekko czerwona z zakłopotania Zula podchodzi do niego. Z bliska wydaje się dużo wyższy. Lazareva lekko zadziera głowę by móc mu się dobrze przyjrzeć.
-Bardzo dziękuje za pomoc.- Podchodzi do niego trochę bliżej i wyciąga rękę tak by móc odebrać swoją zagubioną własność. Kiedy tak zbliża się do niego zaczyna czuć nieprzyjemny zapach i dodatkowo zauważa grubą warstwę brudu znajdującą się na mężczyźnie, wygląda trochę jakby przeciskał się przez jakiś bardzo wąski tunel.
Przygląda mu się przez chwilę nie wygląda na menela, ani na bezdomnego, jeśli już może być tylko seryjnym mordercą albo gwałcicielem, cóż na martwienie się o takie rzeczy wydaje się być już trochę za późno, zostaje więc tylko podjęcie decyzji. Ale jakiej?
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

26

zamożny

Saper

PisanieRe: Stancja Z. Lazarevy   Sob Cze 04 2016, 18:11

Oj Zula, no co ty się tak stresujesz, to tylko trochę bałaganu, czy myślisz, że zwróci uwagę? W sumie zwróci. Już zwraca, stojąc tak w tych otwartych drzwiach, zagląda spokojnie czekając, aż twoja uwaga na niego się przeniesie. Ale niczego sobie przy tym nie myśli, przecież to tylko kubki, to tylko figi, czy jest coś złego w figach? Nie. Przynajmniej Vitkowi nigdy nie wadziły one u kobiet, rzucone na ziemię i tak wszystkie wyglądają po prostu jak kawałek materiału więc co za różnica. Miota się to małe i krząta, aż się czuje mile połechtany, że to tak dla obcego się stara, co mogłaby zatem zrobić dla znajomego? Można by się przekonać, tylko nie w takim stanie będąc, kiedy wszystko tu wokół niej pachnące a on cóż, wyjęty z kopalni. Z każdym jej krokiem w jego stronę Vitek coraz bardziej głowę schylać musi, bogowie, a cóż to za skrzat. Taka drobna, to nic dziwnego, że to wszystko tak szybko posprzątała, na pewno jest krasnoludkiem. Na podziękowania i trochę na przywitanie kiwa głową.
- W porządku i tak musisz ją przeprać, chociaż zwalczyłem odruch wytarcia twarzy w coś czystego i pachnącego. - Sztywny ręcznik po kąpieli to nie jest, ale zawsze coś. Nie czuje jednak potrzeby wyjaśnienia stanu, w jakim się znajduje, to musiałoby być związane z nużącą opowieścią o dzisiejszej robocie w kopalni, a kto chce tego słuchać? Na pewno nie młode dziewczęta, bo w istocie, Zula, nie pomyliłaś się bardzo, bo wąskich tuneli Vitek napotkał na swojej drodze dzisiaj kilkanaście. Nie wyobrażał sobie bycia górnikiem, zanim po raz pierwszy zszedł pod ziemię czytał przecież Zolę, perspektywa marznięcia i na zmianę omdlewania z gorąca tyle metrów pod ziemią dla kilku kromek chleba nie wydawała mu się zachęcająca. Kiedy pierwszy raz zszedł na dół tylko zwizualizował sobie wszystkie sceny, które czytał w wieku nastoletnim. I ten smród benzyny, wosku i potu oczywiście, który górnikom wręcz wżerał się w skórę, a teraz atakował pachnące płynem do płukania mieszkanie Zuli. Na pewno ma mydło, borze, kobiety mają przecież mydła. Mydło pachnie i myje. Mydła chciał, już nawet nie wody.
Ciężką torbę, która wisiała mu na ramieniu odstawił w końcu na podłogę z głośnym stukiem, kiedy wszystko w środku zderzyło się ze sobą i poprzewracało.
- Wybacz. - Mruknął i uśmiechnął się. Trochę za hałas, trochę za pobrudzoną halkę, trochę za aromat, który wydzielał.
- Możesz mnie w dowodzie wdzięczności poczęstować szklanką wody bo zaraz zdechnę z pragnienia.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

20 lat

biedny

aktorka w burlesce

PisanieRe: Stancja Z. Lazarevy   Sob Cze 04 2016, 18:50

Z ciekawością Zula przygląda się mężczyźnie, bada jego odzienie, twarz, wszystko, tak jak on przed chwilą oceniał jej pokój, tak samo ona teraz przygląda się mu. Zachowuje się prawie jak panieneczka z wyższych sfer, która pierwszy raz spotkała kogoś z gminu, kogoś wykonującego ciężką fizyczną pracę. Scena ta idealnie pasowała by do dziewiętnastowiecznej powieści dla szlachetnych panienek. Dziewczę z dobrego domu upuszcza jedwabną chusteczkę, a prosty człowiek z ludu przynosi ją, zostawiając na niej ślady swych brudnych, zmęczonych ciężką pracą dłoni. Różnic było kilka w tej powieści zamiast chustki była nocna bielizna, a zamiast prostego górnika, człowiek zajmujący się ładunkami wybuchowymi, a panienką z dobrego domu była upadła księżniczka z rodu Lazarevów. Wszystko się zgadzało, albo przynajmniej próbowało zgadzać.
-Bardzo dziękuje, chociaż mam wrażenie, że już i tak nadaje się tylko do śmietnika, jak ją kupowałam była biała.- Przygląda się swojej halce i pozostawionymi na niej ciemnymi śladami, chyba powinna już dawno się jej pozbyć, chociaż kto wie czy wtedy taka sytuacja w ogóle miałaby miejsca.
Widząc jak upuszcza swoją torbę, ma ochotę zaśmiać się, że tajemniczy mężczyzna już zdążył się rozgościć w jej małym mieszkanku. Nie wydaje z siebie jednak żadnego dźwięku tylko uśmiecha się do niego swym słynnym uśmiechem numer pięć i już idzie spełnić jego życzenie.
Podchodzi do aneksu kuchennego, po czym stojąca na palcach otwiera półkę wiszącą nad zlewem i wyjmuje z niej szklankę. Pierwszą lepszą z brzegu, tych dalej i tak by nie dosięgnęła, teraz rozgląda się po kuchni i poszukuje czegoś co nadawałoby się do picia. Niepewnie zagląda do lodówki i ma nadzieje, że ujrzy tam coś więcej poza światłem i udaje się cel zostaje osiągnięty.
-Może być sok?- Spogląda na niego przez ramię i dopiero teraz uświadamia sobie, że on cały czas tam w wejściu stoi.- Rozgość się.- Mówi i przez chwilę wygląda jak te wszystkie przykładne gospodynie w amerykańskich filmach, brakuje jej tylko fartuszka i trwałej.
Nie czekając na odpowiedź nalewa soku/napoju do szklanki i podaje ją mężczyźnie. Cały czas przygląda mu się z ciekawością, zastanawia się w jaki sposób udało mu się uzyskać taką warstwę brudu.
-Jestem Zula, witaj w moich skromnych progach. Może potrzebujesz czegoś jeszcze, na przykład prysznica?- Stara się nie sugerować mu zbyt mocno, że śmierdzi, może tego nie zauważył, chociaż w sumie wątpiła w to, przez chwile przez jej myśl przeszło, czy na kanapie zostanie ślad po jego obecności?
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

26

zamożny

Saper

PisanieRe: Stancja Z. Lazarevy   Nie Cze 05 2016, 00:55

Vitowi tak daleko było do tych ubogich klas robotniczych, do pracowania na dwie zmiany w hucie metalu czy innym tego typu miejscu co Zuli do bycia perfekcyjną panią domu. A szkoda, w takim wydaniu na pewno osiągnęliby sukces zawodowo-towarzyski w pewnych grupach społecznych. Górnicy i hutnicy chętnie wydają swoje wypłaty na tanie piwa w czasie, gdy ich żony w domach wspólnie pieką ciasta i pożyczają sól, to bardzo ważne, aby pożyczać sól.
Biała czy różowa, jaka to różnica? Powstrzymał się od wzruszenia ramionami bo kolor halki nie interesował go zupełnie, ale kobiety chyba miały taką potrzebę dzielenia się ubraniowymi opowiastkami, przekonane, że mężczyźni słuchają, w czasie gdy oni zajęci byli myśleniem o. Czymś innym. Może się jednak tej halki nie pozbywaj, nie wiadomo w jaki inny sposób przywiałoby tutaj takiego pachnącego młodzieńca jakim był Vit.
Stojąc w tych drzwiach obserwuje jak bez słowa, z uśmiechem wykonuje jego prośbę i wspina się na palce, bogowie, jakaż ona jest malutka, w innej sytuacji w sekundzie by się znalazł obok aby odpowiednie naczynie podać, albo jeszcze lepiej, udostępniłby swoje ręce podnosząc ją, za zgodą oczywiście, aby sobie sama mogła wybrać. Na sok nawet głową nie kiwa bo i tak Zula stoi tyłem. I tak mu naleje. Chociaż wolałby wodę, niech będzie i sok, cokolwiek mokrego, czym chata bogata. A ta chyba zbyt bogata nie jest. Mogła mu nalać z kranu, nie pogniewałby się i nie przejmował, że jej akurat wypił ostatnią porcję soku i na następny będzie sobie mogła pozwolić dopiero po wypłacie. Chociaż w takim wypadku by odkupił. Byłby to też dobry pretekst aby pojawić się tutaj ponownie. Przesunął torbę i wszedł już oficjalnie, zamykając drzwi. Przyjął szklankę ze skinieniem głowy i natychmiast przyłożył ją do ust, opróżniając z zawartości niemalże w sekundzie, przy okazji obdarzając pomieszczenie jeszcze jednym, uważnym spojrzeniem. Była czarownicą? Niewiele było tu rzeczy, które mogłyby na to wskazywać, więc Vit w ramach ostrożności założył, że nie jest. W końcu kto, jak nie mugole, mieszkają w takich blokach? Gdyby tylko podała mu swoje nazwisko sprawa wyjaśniłaby się od razu (i pewnie skomplikowała jednocześnie) ale tak… niech sobie myśli, że jest mugolką. Tak będzie przecież zabawniej. Na kanapie się jednak nie rozgościł, nie śmiałby, przecież miał świadomość tego w jakim jest stanie.
- Vit. - Daje sobie chwilę, sekundy zaledwie na zastanowienie, w ciągu których podchodzi do aneksu i płucze szklankę, odkładając ją na suszarkę, w końcu miał się rozgościć.
- Jasne. Gdzie? - Mówi w końcu pewnie, odwracając się do Zuli. No, mała, gdzie ten prysznic masz? Mam nadzieję, że nie rzucasz słów na wiatr, bo Vitek zawsze bierze to, co mu życie daje, a jeżeli pojawiła się przed nim możliwość spłukania tego wszystkiego z siebie prędzej niż przypuszczał, to dlaczego miałby nie skorzystać? Uśmiechnął się szeroko przyglądając się dziewczęciu. No co, chyba nie sądziłaś, że sobie pójdzie po takim zachęceniu?
- Przypadkiem nie robisz jeszcze prania? - Normalnie przeprałby to wszystko i wysuszył prowizorycznie różdżką ale to wiązałoby się z niewygodnymi pytaniami, których należy unikać.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

20 lat

biedny

aktorka w burlesce

PisanieRe: Stancja Z. Lazarevy   Nie Cze 05 2016, 12:59

Absurd, absurd, świat stworzony na oparach absurdu jest najciekawszy, najśmieszniejszy, najpiękniejszy. Taka właśnie irracjonalna i pozbawiona resztek zdrowego rozsądku była rzeczywistość Zuli, która nie widziała większych przeciwności wpuszczeniu do swojego mieszkania obcego mężczyzny, ba nawet zaproponowania mu wzięcia prysznica, brakowało jeszcze, żeby jako przykładna gospodyni wyciągnęła mu znikąd piżamę i pościeliła łóżeczko, bo przecież na pewno był bardzo zmęczony, a co było w tej sytuacji najkomiczniejsze? Chyba to, że najbardziej przejmowała się tym, co powiedzieliby jej rodzice gdyby dowiedzieli się o zaistniałej sytuacji albo gorzej o jej pracy. Olaboga wszystko tylko nie to!
Tak więc pokój Zuli stał się właśnie epicentrum różnych dziwnych, mało logicznych wydarzeń, które w przyszłości zapewne zaowocują jakąś dziwną znajomością, bo jakże by to inaczej się mogło potoczyć. Wielkolud i krasnoludek. Jakie jest prawdopodobieństwo, że kiedy zaatakujesz swoją bielizną przypadkowego człowiek, okaże się on być mężczyzną (pięćdziesiąt procent), przystojnym (no na to już mniej), czarodziejem (jeszcze mniej), a dodatkowo zamiast na ciebie wrzeszczeć i wygrażać Ci od blondynek on przybiegnie, żeby oddać Ci twoją własność (bliskie zero), czy nie jest to jeden wielki dowód na to, że w przypadku Zuleńki wszystkie rzeczy niemożliwe stawały się wręcz pewne?
Woda z kranu? Jak można napoić gościa wodą z kranu, tak się nie godzi, świętej pamięci babcia przewróciłaby się w grobie gdyby się dowiedziała, że jej wnuczka dopuściła się tak wielkiej obrazy majestatu. Przecież gość w dom to Bóg w dom, trzeba go chlebem i solą ugościć, a jak chleba i soli brakuje to przynajmniej chłodnym sokiem, a jak to nawet to sok nie jest, to w ostateczności napój też się nada. Tak więc kierowana swoją pokręconą zulową logiką poczęstowała go piciem, ach gdyby przewidziałaby, że ktoś ją odwiedzi to upiekłaby ciasto, a przynajmniej spróbowałaby. Z Zuli nie byłaby najlepsza pani domu, ciągle by coś gdzieś gubiła, rozsypywała różne rzeczy, przewracała szklane dzbanki, a jej potrawy byłoby w najlepszym przypadku niezjadliwe.
Słysząc imię chłopaka nic nie mówi tylko się uśmiecha, czy ona znała kiedyś jakiegoś Vita? Zastanawia się przez chwilę, ale niczego sobie nie przypomina, pustka, dzwony we wszystkich kościołach milczą jak zaklęte.
Słysząc, że Vit chce skorzystać z ich prysznica, czuje się lekko zdziwiona, to on nie wie, że tak się tylko mówi? Jednak jako prawdziwa aktorka nic nie daje po sobie poznać posyła mu jedynie kolejny uśmiech numer pięć po czym idzie do szafy, przewiduje, że mężczyzna raczej nie ma przy sobie przyborów do mycia, chociaż? Kto wie co ukryte jest w tej tajemniczej torbie.
Powoli otwiera drzwiczki szafki i zanim ta orientuje się, że powinna się właśnie zawalić na Zulę niczym lawina, Lazareva chwyta czysty ręcznik i zamyka ją. Wzdycha z ulgą, udało jej się obyć bez ofiar śmiertelnych.
-Proszę masz ręcznik, łazienka jest na końcu korytarza. Uważaj, zamknij się w kabinie na zasuwkę bo niektórzy sąsiedzi lubią wchodzić bez ostrzeżenia.- Idzie jeszcze do półki z kosmetykami bierze stamtąd mydło i szampon, tani i szczypiący w oczy, ale jakoś trzeba sobie radzić.-Zobaczę co da się z tym zrobić.- Komentuje jego słowa o praniu. Chwilę po nich trybiki w głowę Lazarevy zaskakują.- Pewnie potrzebujesz czegoś na zmianę.- Bardziej stwierdza niż pyta po czym podchodzi do innej półki i zaczyna w niej szperać. Kiedyś lubiła spać w dużych, męskich koszulkach, może coś zostało jej z tamtych czasów? W końcu wynajduje jedną czarną, zwykłą emkę, idealna na sukienkę, a na Vita może być trochę przymała, no cóż jakoś będzie musiał to przeżyć.
-Proszę powinno pasować, chociaż może być trochę małe.- Podaje mu koszulkę i czeka, no raz raz, jak Zula ma Ci wrzucić do prania te ubrania skoro nadal w nich jesteś, szybko, szybko. Dopiero po chwili Zula uświadamia sobie, że może nie powinna patrzeć tak wyczekująco, i że w sumie pranie można zrobić jak już się chłopaczyna umyje. Robi jej się lekko głupio na tę myśl, ale stara się tego po sobie nie pokazać.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

26

zamożny

Saper

PisanieRe: Stancja Z. Lazarevy   Sro Cze 15 2016, 20:20

A co złego jest w absurdzie, przecież na nim świat jest zbudowany, tylko my wszyscy udajemy, że wcale tak nie jest. Wszystko trzeba przykryć, trzeba zakryć, tu podmalować, tam podciąć, schować, ułożyć, na twarz nałożyć i jeszcze przypudrować. Ile rzeczy w życiu byłoby prostszych, gdybyś mogli robić coś po prostu. Jak wziąć prysznic u obcej osoby, gdzie żadna ze stron nie ma złych intencji ani niebotycznych roszczeń.
Zuleńko, u ciebie tyle rzeczy niemożliwych ma miejsce, że powinnaś zastanowić się nad tym ścieleniem pościeli, bo nigdy nic nie wiadomo. A masz taką pościel babciną, gdzie guziki są osobno i kiedy leżą w miseczce wyglądają jak niemieckie dropsy? Byłoby śmiesznie, gdyby ktoś w końcu je kiedyś połknął w odruchu zachłanności.
Babcią i obrazą majestatu się nie przejmuj, Vitek z pewnością zdołałby ją uspokoić, był jednym z tych mężczyzn, którzy pomimo zuchwałego zachowania zmiękczają serca matek, cioć i babć, to chyba dobra cecha? Niebezpieczna, bo potem się martwią. Gdzie ten biedny chłopak pracuje, budynki wysadza, bomby usuwa. Bohater, no prawdziwy bohater. Z umorusaną twarzą.
- Nie przeszkadza mi to. - Odpowiada z uśmiechem, chociaż nie ma ich ponumerowanych tak, jak prawdziwa aktorka, sięgając po ręcznik. Gdyby był kobietą pewnie miałby większy problem z obcymi wchodzącymi pod prysznic, ale w takim wypadku? Płci pięknej tylko sprawi prezent, a mężczyźni wyjdą czym prędzej, udając, że się nic nie stało. Problem rozwiązany. Bierze jeszcze mydło i szampon, kompletnie nie zwracając uwagi na niszową markę, bo czy ma to jakieś znaczenie? Najmniejszego nie. Dla Vita wiele rzeczy przyziemnych, które zaprzątały głowę innych nie miało znaczenia. To nie było złe, ale dobre też nie. Nigdy nie miał w mieszkaniu płynu do naczyń, zapominał kupować papier toaletowy na zapas, piec, po wylanej zupie stał brudny przez trzy tygodnie, bo Vitek nie miał czasu na tego typu rzeczy. Chce już iść i odwróciłby się, gdyby nie to wyczekujące spojrzenie Zuli, którego wcale nie odczytał jako oczekiwanie na ubrania. Może myślała, że jednak podziękuje i stwierdzi, że pójdzie do domu? Niewykluczone, ale zapewne by powiedziała. Nie wyglądała mu na dziewczynę, która bałaby się powiedzieć co sądzi, w końcu wpuściła do mieszkania obcego człowieka bez protestu. Unosi więc Vitek dłoń w podziękowaniu jeszcze za koszulkę i odwraca się, aby odnaleźć łazienkę, co wcale takie trudne nie jest. Słucha się jednak zulowej rady i zamyka drzwi na zasuwkę, odkładając rzeczy na umywalkę, a swoje ubrania, po ściągnięciu, na podłogę. Nawet jeśli do kieszeni wpełzną mu rybiki to zginą szybko w praniu. Biedne rybiki, bogom ducha winne. Nie myje się długo, choć pierwsze kilka sekund poświęcając na przyjemne katowanie się lodowatą wodą, za którą tak tęsknił, a cały kwaśny pot i brud znikają przy pomocy mydła w ujściu brodzika, bogowie, jak dobrze, nareszcie. Szampon we włosy wciera tak, żeby mu jednak do oczu nie poleciał, ale to chyba płyn przebiegły, bo mimo głowy pochylonej do spłukiwania pod odpowiednim kątem coś i tak się dostaje w okolice powiek i zaczyna rzeź. Nie na długo, bo Vit wzroku broni dzielnie i kiedy jest już czysty i pachnący kobiecymi kosmetykami sięga po ręcznik i wyciera się szybko, bo jest mu, jakby nie było, kurewsko zimno, na końcu przepasając ręcznikiem biodra. Świetnie, teraz tylko jakieś dobre, zimne piwo, najlepiej słowackie, ciemne i mógłby tak zostać przez kilka godzin, po prostu odpoczywając. Zabiera swoje rzeczy z podłogi, układając je wcześniej w kostkę, chociaż i tak zaraz pójdą do prania, nie ważne, sięga po mydło i szampon i wsuwa stopy do butów, żeby przejść do mieszkania Zuli, co najchętniej zrobiłby boso, ale wtedy cały proces mycia nie miałby sensu. Przekręca klamkę i wchodzi jak do siebie, chociaż wcale nie zna tej przestrzeni, nie widać tego po nim zupełnie.
- Hej. - Mówi, jakby nie było go jeden dzień, a nie dziesięć minut, chociaż jak się spojrzy, to zupełnie inny człowiek, powitanie nie jest więc takie nieuzasadnione.
- Dziękuję ci, tego mi było trzeba. - Wyciąga w stronę Zuli mydło i szampon, a ubrania odkłada na podłogę, przy sofie, po czym przeczesuje dłońmi włosy, aż kilka strużek cieknie jeszcze po jego karku i plecach, wsiąkając w ręcznik zawiązany na lędźwiach.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

20 lat

biedny

aktorka w burlesce

PisanieRe: Stancja Z. Lazarevy   Sro Cze 15 2016, 21:56

No i tak została sama.
Mieszkanie nagle ucichło, uspokoiło się, a opary absurdu zaczęły wylatywać przez ciągle otwarte okno. Jakby dla upewnienia się, że to wszystko nie jest tylko kolejnym szalonym i fantazyjnym snem Zula szczypie się lekko w rękę. Czuje ból, jednak nie budzi się w swoim łóżku, nadal stoi na środku swojego pokoju i wpatruje się w drzwi, w których nie tak dawno temu zniknął jej gość. Mimo braku efektu obudzenia, w jej rudej główce nadal pojawiają się wątpliwości w prawdziwość tego wszystkiego co się tu wydarzyło, rozgląda się więc dookoła i mimowolnie wzrok jej na trafia na leżącą na podłodze torbę, a jednak to nie sen, chyba, że bardzo mocny. Mimo wszystko widząc torbę trzeba było wierzyć, że wszystko to zdarzyło się na prawdę.
Kim był Vit i dlaczego wyglądał jakby postanowił wyczyścić sobą komin, były to pytania, które teraz kłębiły się w głowie Lazarevy gdzieś pomiędzy kontemplowaniem błękitnego koloru jego oczu.
W końcu po jakiejś minucie rozmyślań w pomieszczeniu słychać ciche westchnięcie i Zula wraca do życia.
Co by tu ze sobą zrobić? Myśli sunąc wzrokiem po pokoju. Nagle jej wzrok natrafia na Grzesia. To brzmi jak plan. Na jej twarzy pojawia się delikatny uśmieszek, po czym dziewczyna podchodzi do ściany, przy której stoi jej gitara, a obok mniejszy futerał z instrumentem skrzypcopodobnym. Z czcią wyjmuje z pokrowca ukulele i przesuwa palcem po czterech strunach, mimowolnie krzywiąc się kiedy do jej uszu dochodzi dźwięk rozstrojonego instrumentu.
Chwilę zajmuje zanim udaje jej się trafić na odpowiednie dźwięki, w końcu jednak udaje jej się znaleźć te cztery proste dźwięki. Co by tu zagrać, myśli płyną swoim nurtem i zanim głowa uświadomi sobie co się dzieje palce zaczynają działać instynktownie. W pomieszczeniu słychać akord a-moll, potem d-moll, powoli wszystko składa się w tak dobrze znaną melodię.
-Ojców dom pożegnał Głupi Jasio, szukać wody życia rad, nie rad, stopy ścisnął swym niedobrym braciom, którzy siłą go wysłali w świat...- Ach jak dawno nie miała chwili dla siebie swoich instrumentów, tylko z nimi w ręce mogła być sobą, nie musiała się zastanawiać nad odpowiedzią, odpowiednią reakcją, z ukulele w ręku zawsze wiedziała co ma nastąpić w następnej chwili, jaka jest następna sekwencja dźwięków.
Przyjemne dźwięki instrumentu powoli wypełniają pomieszczenie, słabym echem unoszą się również po korytarzu, ale kto zwróciłby tam na nie uwagę? Czasami śpiewając tą piosenkę Zula zastanawia się czy nie jest ona trochę o niej, w tym swoim prostym, wręcz dosłownym znaczeniu wydaje się być trochę podobna do jej życia, a przynajmniej takie stwierdzenie nie wymaga dużej ilości nadinterpretacji, tylko takiej maleńkiej, wielkości drobinki kurzu.
Skupiona na odpowiednim biciu i zmienianiu akordów w dobrej chwili Lazareva nie dostrzega momentu, w którym na korytarzu rozchodzą się czyjeś kroki, dopiero lekkie skrzypienie drzwi wybudza ją z jej zamyślenia, sprawia, że gwałtownie wraca na ziemię. Wzrokiem kogoś kto dopiero obudził się z głębokiego snu Białorusinka spogląda na Vita. Jako dobrze wychowana panienka powinna w tej chwili pokryć się purpurowym rumieńcem i schylić z zakłopotaniem twarz, ale to stara Zula. Ta kobieta upadła, w równie niedyskretnych ubraniach musiała się już ludziom pokazywać.
Przez chwilę przygląda się gołej klacie chłopaka, nie chłopca tylko mężczyzny.
-Zajazd Zuli zawsze do usług.- Mówi po czym bierze jego brudne nie najświeższe ubrania i idzie po proszek. Przez chwilę przyglądając się pomieszczeniu decyduje się zabrać ze sobą jeszcze Grzesia.
-Wracamy do łazienki, chyba, że chcesz stracić swoje ubrania.- Zamyka drzwi na klucz i razem z saperem kieruje się do łazienki. Przekraczając próg łazienki zatrzymuje się, grzecznie dyga pralce, po czym powoli z wyciągniętą dłonią podchodzi do urządzenia. Kiedy jest na nowo pewna, że nie zostanie zaatakowana wrzuca ubrania Vita do bębna, sypie proszek, żeby mugolskiemu zwierzątku bardziej smakowało. Zula nie jest wstanie zrozumieć jak to zwierze jest wstanie jeść to świństwo, ona kiedyś spróbowała i fu, smakowało jak mydło, jak można było jeść mydło. Ustawia program, bardziej losowo, aktoreczka nie wie co znaczą poszczególne obrazki dlatego wybiera, którekolwiek w nadziei, że maszyna zrozumie o co jej chodzi.
Kiedy wszystko jest już gotowe, magiczne zwierze jest zajęte, zdzieraniem brudy z odzienia Vita, Zula opiera się o ścianę obok i z ciekawością przygląda się blondynowi, w jej głowie kołacze się wiele pytań, od któregoś w końcu wypadałoby zacząć.
-Kim jesteś?- Pyta, a jej ręce same bez większego udziału mózgu grają jakąś tylko sobie znaną melodię.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

26

zamożny

Saper

PisanieRe: Stancja Z. Lazarevy   Pią Cze 17 2016, 18:13

Ukulele to taki dziwny przedmiot. Zdaniem Vita, za słodki. I to wcale nie w tym pozytywnym znaczeniu, to chyba przez dźwięki i dostępność, ukulele kojarzyło mu się z ulicznymi grajkami o marnych zdolnościach. Zresztą było malutkie, on sam pewnie nie byłby w stanie złapać go dobrze w swoje dłonie, oplatając je swoimi długimi palcami jak węże ofiarę. Jak każdy chłopiec w wieku nastoletnim przeżywał fascynację motywami harcerskimi i co się z tym nieodłącznie wiązało - gitarą oczywiście. Miłość ta jednak długo nie przetrwała, a sam Vitek z nauki gry pamięta tylko jedno bicie. Dół, dół, góra, góra, dół, góra. Ale chwyty sprawiłyby mu już problem, chociaż gdyby mu zależało i przysiadłby na pewno szybko by się nauczył. Miał w końcu niezłą głowę do rzeczy, które wymagały wysokiego poziomu precyzji. A mógł zostać chirurgiem! Ale zjebał. Chociaż wciąż nie jest za późno, doświadczenie poniekąd ma, w rozpruwaniu gumowych żyłek kabli i zszywaniu skóry własnej. Śpiewać też nie potrafił i chyba w ogóle rzadko próbował. Nie miał tej potrzeby wyśpiewania się, ani w ogóle podnoszenia głosu, chyba, że był to szalony zjazd z góry, gdzie jedyne dźwięki, które człowiek potrafi w tym momencie z siebie wydobyć to wooohooo. Chociaż Zulowe zawołania ekscytacji na pewno byłby bardziej dźwięczne niż te Vitkowe.
Szkoda, że Vitek swoim pojawieniem przerwał ten Zulowe uniesienie twórcze, może by się rozkręciła, a tak wszystko zepsuł. Swoim praniem.
Zula, ty uważaj, abyś go w tym zajeździe nie miała częściej na karku, skoro tak zachęcasz. Kiwa głową, chociaż kobieta chyba już tego nie widzi i wraca za nią do łazienki, zamykając drzwi mieszkania za sobą, choć to i tak Zula musi przekręcić kluczyk. Obserwuje z zaskoczeniem cały ten rytuał witania się z pralką i oswajania jej i zaczyna się zastanawiać, czy Zula jest czarownicą, bardzo nieobytą w mugolskim świecie, czy jest po prostu stuknięta. Szczerze powiedziawszy wolałby po stokroć pierwszą opcję, bo użeranie się ze stukniętym dziewczęciem, obojętnie jak uroczym i uczynnym, mogłoby nadwyrężyć jego cierpliwość, a szkoda byłoby wracać do domu w samym ręczniku. Może nie powinien zabierać głosu, w końcu sam nie radził sobie najlepiej w tego typu pracach domowych, a do pralki po prostu wrzucał ubrania i proszek, nie zwracając uwagi na programy. I tak wszystkie ubrania miał w podobnym stanie, zestaw szarych koszulek, dwie podobne pary jeansów, kurtka, sweter. Czego więcej mężczyznom potrzeba? Czapki z daszkiem. Ale tylko na letnie południa. Podchodzi do ściany naprzeciwko Zuli, opierając się o umywalkę i przyglądając jej się w podobny sposób. Kim był? Fantastyczne pytanie, od czego powinien zacząć? Chyba od tego, że nie wie, co odpowiedzieć, nie znając jej oczekiwań. Waży przez chwilę słowa w ustach, zastanawiając się w którą stronę pójść, ale najlepiej będzie chyba zacząć od tych ubrań wirujących w pralce.
- Jeśli pytasz o to… - Wskazuje na mechaniczne ‘zwierzę’-... To właśnie wracałem z pracy. Rozbrajałem ładunek wybuchowy w kopalni.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

20 lat

biedny

aktorka w burlesce

PisanieRe: Stancja Z. Lazarevy   Pią Cze 17 2016, 18:59

Księżniczki Zuli nikt nie uczył jak się robi pranie, nie wiedziała, że istnieje takie urządzenie jak mikrofalówka, lodówka czy odkurzacz. Zderzając się z nimi w trakcie swojego życia wśród mugoli Zula nigdy nie wie jak się zachować. Dla niej maszyna piorąca jest żywym stworzeniem w lodówce mieszka mały duszek, który gdy drzwi się otwierają zapala światło, a telefon to jakieś magiczne słuchawki, które pozwalają przenosić swój głos.
Mugolska rzeczywistość jest fascynująca, przerażająca w swoich niektórych aspektach, ale mimo wszystko bardzo ciekawa. Zula każdego dnia uczy się o niej czegoś nowego, chociaż nie zawsze jej wersja zdarzeń pokrywa się z tą prawdziwą.
Jak się więc dowiedziała, że do pralki trzeba włożyć ubrania, że należy wsypać proszek i wszystko szczelnie zamknąć? Przez jakiś czas przyglądała się sąsiadom, wchodzącym do łazienki z koszami brudnych ubrań, żeby po jakimś czasie wyjść z czystymi i mokrymi. W końcu zżerana przez rosnącą ciekawość, nie wytrzymała i zapytała się jednej z sąsiadek, co to za czary i magia, jaka tajemna siła czyści te wszystkie ubrania. Po chwili konsternacji, po której kobieta uświadomiła sobie, że Lazareva wcale nie żartuje i na prawdę jest szczerze zainteresowana, spokojnie i powoli tłumaczy czarownicy działanie pralki. Zapomina jednak wspomnieć, że jest to tylko maszyna, a nie jakieś udomowione zwierze, cóż psikus.
Zula nie miałaby sprzeciwów gdyby Vit postanowił być częstym gościem w jej skromnych progach. Zawsze byłaby to jakaś żywa istota, z którą można by porozmawiać (pralka mimo starań Zuli jeszcze nie zaczęła jej odpowiadać) albo chociaż wykorzystać do podania czegoś z wyższej półki, zresztą silny mężczyzna w mieszkaniu zawsze się do czegoś przyda. Po za tym ona lubi jak się coś dzieje, jak słyszy wokół siebie czyjeś głosy.
Słysząc odpowiedź na swoje pytanie przez twarz aktoreczki przechodzi cała gama różnych emocji od zaskoczenia pod nazwą "OMatkoBoskoKochana" po "ToMusiByćStrasznieNiebezpieczne", żeby w końcu z jej ust wyszły słowa.
-Niesamowite.- Mimowolnie przestaje brzdąkać i z zachwytem spogląda na Vita. Jego życie musiało być fascynujące całe życie na krawędzi, jeden błąd i już nic nie ma potem. Ta adrenalina.
Już chce mówić, że to musi być niebezpieczne, że pewnie czasami ma cykora, ale powstrzymuje się o ile pierwsza część wypowiedzi zdaje się być oczywista o tyle druga trochę nie miła.
-Skąd pomysł na taki zawód?- Nigdy nie słyszała, żeby ktoś w Koldo po szkole zamierzał rozbrajać bomby, ale może w mugolskim świecie to była bardzo powszechna ścieżka kariery. Mugole są tacy fascynujący.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

26

zamożny

Saper

PisanieRe: Stancja Z. Lazarevy   Sob Cze 18 2016, 12:40

Jego dom nigdy nie przypominał do końca domów innych czarodziei. Matka miała wyraźną słabość do estetyki brytyjskich mieszkań klasy średniej, z odrobiną polotu w postaci zasłon i poszewek na poduszki z droższego materiału. W końcu było ich na to stać. Poza tym wszystko było spokojne, stonowane, pastelowe do tego stopnia, że Vit od razu po wejściu do domu dostawał gorączki. Te miętowe ściany, we delikatne, kwiatowe wzory, bukiety, skromne, niezbyt inwazyjne w porcelanowych wazach ustawione na drewnianych meblach i stoliku do kawy. Kremowe, miękkie kapcie domowo matki na różowo-beżowym dywanie, nawet ona i jej ubrania pasowały do tego mdłego otoczenia. Jego pokój wyglądał podobnie, urządzony dawno temu, nie zmieniał się przez lata bo i po co, skoro Vit większość swojego nastoletniego życia spędzał w Akademii, przyjeżdżając na Słowację tylko latem i tak głównie uciekając w kuszące cztery kąty Ester lub do babci, czy też sąsiada. Gdziekolwiek, byle nie z nimi. Mieszkali jednak na mugolskim osiedlu domków jednorodzinnych, mieli pralkę i lodówkę, mieli nawet kosiarkę, bo musieli wtopić się w tłum, a matce chyba podobała się rola mugolskiej pani domu, w końcu co innego miała do roboty? Była tylko matką. On za to był tylko synem i nigdy nie miał obowiązku prać swoich własnych rzeczy, dopóki się nie wyprowadził. A że wielu ich nie miał to szło sprawnie za pomocą czarów.
Uśmiechnął się widząc cały spektakl emocji rysujący się na jej twarzy, przecież nie była to aż tak spektakularna praca. Po prostu rzadka i niebezpieczna. Ktoś musi. Wzruszył ramionami. Skąd pomysł? Chyba musiałby z odpowiedzią na to pytanie cofnąć się do czasów dzieciństwa.
- Zawsze miałem do tego rękę. A nawet dwie, na szczęście, bo wiele razy różne dziwne rzeczy i substancje wybuchały mi w dłoniach. - Przy okazji raniąc i brudząc innych.
- Czym ty się trudnisz? Poza robieniem prania obcym ludziom i graniem na ukulele?
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

20 lat

biedny

aktorka w burlesce

PisanieRe: Stancja Z. Lazarevy   Sob Cze 18 2016, 17:10

Mugolskie urządzenia gospodarstwa domowego w Wysokiej Fortecy? Gdyby ktoś wpadł na taki szarlatański pomysł pewnie przez tydzień kładłby się spać bez kolacji albo klęczałby na grochu. Po za tym Zula wątpiła by takie urządzenia w ogóle działały na terenie jej rodzinnego domu, duże skupiska magii miały to do siebie, że zakłócały pracę urządzeń elektrycznych, czego doskonałym przykładem były wszystkie szkoły magii świata, gdzie wniesienie czegoś takiego jak walkman było niemożliwe bo zaraz robił puff, ileż dobrego sprzętu Zula zmarnowała w taki sposób. Co do mugoslkich wynalazków to nie tylko te elektroniczne nie miały racji bytu w jej rodzinnym zamku, tyczyło się to również wszystkich rodzajów taśmy klejącej. Pamięta jak kilka lat temu próbowała powiesić na ścianie swojego pokoju plakat jakiegoś boysbandu, ściany musiały być jednak pokryte grubą warstwą magii jeszcze z początków powstania zamku, gdyż nie ważne jaką ilością taśmy klejącej starała się do nich coś przykleić, nic się nie lepiło.
Nie spektakularne? Śpiewanie i machanie tyłkiem w jakiejś podrzędnej Burlesce, można było uznać, za zajęcie nieistotne, a wręcz nie potrzebne, gorszące tylko innych obywateli i sprowadzające na manowce porządnych mężów i ojców. To było nieistotne marnowanie życia, rozbrajanie bomb tak długo jak działało w tą stronę było bardzo przydatne i potrzebne, a przynajmniej tak się Zuli wydawało.
W mugolskich szkołach były zajęcia o wybuchach? Niesamowite, a myślała, że to tylko na ich alchemii wszystkie substancję, które w jakiś sposób wpadały do jej kociołka lubiły zaraz z niego uciekać pod postacią ciemnego, gryzącego dymu albo odlatujących w każdą możliwą stronę odłamków.
- W moich też, ale nigdy nie zastanawiałam się nad tym, żeby rozbrajać ładunki wybuchowe.- A może powinna, był to zawód na pewno posiadający dużo lepszą selekcję naturalną, niż bycie artystą. Przymierać głodem można było przez bardzo długi czas natomiast jeśli ktoś pomylił się przy rozbrajaniu bomby to raczej nie było drugich szans.
-To nic ciekawego, a na pewno nie tak emocjonującym jak ty. Występuje w burlesce.- Jakoś nie przepada za chwaleniem się tym jak zarabia. Nie ma się czym chwalić, gdyby występowała w Marińskim, w Wielkim albo po prostu w jakimkolwiek prawdziwym teatrze to byłoby to co innego. W tym momencie z żadnej strony nie było się czym chwalić.
Czas płynął nieubłaganie i w końcu program w pralce się skończył i ubrania mokra, ale czyste były już gotowe.
Już miała coś tam jeszcze mówić zaprosić Vita na filiżankę, a raczej szklankę herbaty kiedy Lazareva orientuje się, która jest godzina. Co zrobić, co zrobić?
Wracają do jej mieszkania. Zula niczym błyskawica wpada i szybkim ruchem pakuje do torebki wszystkie potrzebne jej do pracy rzeczy.
-Jak chcesz możesz tu zostać aż nie wyschnął Ci ubrania, ja muszę pędzić do pracy, klucz wrzuć do skrzynki pocztowej numer 17.- Mówi jeszcze na odchodne po czym wychodzi. Jakoś nie boi się, że mężczyzna może jej coś ukraść, zacznijmy od tego, że nie ma tam co kraść, wszystkie rzeczy są na skraju wytrzymałości, a jakby szukał pieniędzy to ona chętnie mu w tym pomoże, może razem uda im się coś znaleźć.

nmm
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Stancja Z. Lazarevy   

Powrót do góry Go down
 
Stancja Z. Lazarevy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: