IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Gabinet prof. L. Aristovej

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieGabinet prof. L. Aristovej   Pią Maj 20 2016, 20:16

Gabinet prof. L. Aristovej

Gabinet Lidy znajduje się w miejscu, które wszystkim kojarzy się z jej osobą: w miejscu ciemnym, ciasnym i niechętnie odwiedzanym. Szanowna pani Dyrektor zapewniała, że to z przyczyn organizacyjnych dostał się najstarszej Aristovej gabinet właśnie w tym parszywym miejscu. Też mi coś. Jakby machnięcie różdżką nie wystarczyło na każdą możliwą przyczynę organizacyjną. Tak czy inaczej, Lida lubi ten gabinet. Z dala od sióstr i hałasu, a w środku nawet wprawiła sobie zaklęciem okno z widokiem na jezioro. Wszystko jest jak najbardziej wygodne, Nadzorczyni służą porządne biurko i obity w skórę fotel z wysokim oparciem. Czasami z gabinetu dobiega muzyka odtwarzana na starym gramofonie. Czasami na biurku siedzi kot, który w zasadzie nie należy do Lidy, ale za bardzo przyzwyczaiła się do jego obecności.

Godziny konsultacji: każdy poniedziałek, wtorek i czwartek w godz. 9:00-18:00. Dopuszcza się umawianie spotkań w innym terminie po uprzedniej wiadomości skierowanej przez orła.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

36 lat

bogaty

nadzorca w Koldovstoretz

PisanieRe: Gabinet prof. L. Aristovej   Pią Maj 20 2016, 20:32

Po czym poznać, że Nadzorczyni przebywa aktualnie w Koldovstoretz? Otóż: w korytarzach podziemia roznosi się wychodzący z jej gabinetu śpiew Elli Fitzgerald.
W takt powolnych piosenek o utraconej miłości Lida ćwiczy srogie miny i marudzi z kotem, który nie jest jej; tak ot, zajmuje sobie ostatnie pół godziny przed rutynowym spotkaniem z nowym profesorem.
Co prawda, dyrektor Vankhenko zobowiązana jest przesyłać jej wyczerpujące życiorysy nowo zatrudnianych nauczycieli, ale wytyczne od Starszyzny mówią: pewności nigdy dość, iść, Lidka, zobacz, czy się nadaje.
Przejrzała ten życiorys, ale został jej niedosyt, bo okazał się dość krótki. Nauczyciel przed trzydziestką? Materiał na minus.
Utknęła na pierwszej stronie, usiłowała odcyfrować jego nazwisko. Cholernie skomplikowane, kolejny minus, ale ćwiczyła, przygotowała całkiem akceptowalną wymowę. Pokaże mu, co to profesjonalizm.
Zdeterminowana, by uprzykrzyć mu dzień, z finalną wersją nieprzychylnej miny na twarzy, Lida czeka na profesora Świerszczewskiego.
Tylko obcas buta wystukujący rytm piosenki pod biurkiem zdradza, że jest dzisiaj w dobrym humorze.
Powrót do góry Go down
avatar

Wow.

Moskwa, Rosja

¾

28 lat

przeciętny

nauczyciel botaniki magicznej

PisanieRe: Gabinet prof. L. Aristovej   Nie Maj 22 2016, 13:05

Minęły dwa tygodnie od rozpoczęcia roku szkolnego, a on dopiero udawał się na rozmowę z szanowną panią nadzorczynią - zapewne powinien odbyć tę konwersację tuż po przyjeździe do szkoły, ale panna Aristova z pewnością była zajęta. Nie dziwił się jej, w końcu posiadała takie odpowiedzialne stanowisko, musiała pewnie dopilnować wielu rzeczy. Minął kolejny dzień ostrej nauki, tego dnia zajęcia z młodzieżą prowadził na zewnątrz, korzystając z ostatnich, ciepłych dni. Akurat kwitły begonie, dalie, złocienie i pelargonie, które - o dziwo - również były w programie. Zbliżała się siedemnasta, kiedy próbował odnaleźć drogę do gabinetu Lidy. Pewnie gdyby nie jeden z szanownych nauczycieli, nigdy by tam nie trafił. Komu przyszło do głowy, aby urządzać gabinet kogokolwiek w podziemiach? Z dala od światła, roślin, świeżego powietrza? Czuł się trochę nieswojo, gdy kroczył ciemnym korytarzem coraz niżej i niżej. Był tutaj pierwszy raz. Po krótkich poszukiwaniach właściwych drzwi odnalazł je, na samym końcu. Było tu zimno, ciemno i... tak jakby, ciasno. Łukasz miał wrażenie, że ściany tylko czekają na odpowiedni moment, aby go zmiażdżyć. W końcu znalazł się przed drzwiami - zapukał głośno, dosadnie, po czym, gdy usłyszał szorstkie Proszę wejść, otworzył klamkę i wszedł do środka. Gabinet był malutki, ale dość przytulny. Grała muzyka. Słyszał ją już na korytarzu, ale dopiero teraz była wyraźna - kobieca, smutna melodia, ale, niestety, nie znał wokalistki. Podszedł do biurka i uśmiechnął się szarmancko, strzepując z koszuli niewidzialny pyłek.
- Dzień dobry, chciała mnie pani widzieć - zaczyna rozmowę, nadal się uśmiechając i czekając, aż Aristova pozwoli mu spocząć na krześle naprzeciwko niej. Niby to tylko służbowa rozmowa, sprawdzenie, czy sobie radzi, ale zawsze należało zrobić dobre pierwsze wrażenie. Zerknął z ukosa na kota, który siedział na biurku, a następnie na swoją kieszeń na piersi, z której z ciekawością wychylała łepek Marta. To będzie długa rozmowa.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

36 lat

bogaty

nadzorca w Koldovstoretz

PisanieRe: Gabinet prof. L. Aristovej   Czw Maj 26 2016, 00:04

I oto on, i oto chwila prawdy dla Lidy, lecz w zupełnie innym sensie, niż była przygotowana.
Zwykła z powodzeniem przewidywać wyzwania, od wieku nastoletniego żyła z przekonaniem, że nic już jej nie zaskoczy, bo poznała oba ekstrema: martwy dom versus pełna życia Akademia i trwając tak pośrodku jakoś udawało jej się nigdy nikogo nie rozczarować.
Dwojenie się i trojenie w sprawach urzędowych, wymaganiach dydaktycznych i zachowaniu zdrowego umysłu zostawiały mało czasu na kontakty międzyludzkie. Nawet w szkole miała może dwie-trzy koleżanki, zawsze co najmniej jedną nieodłączną siostrę. Jednego chłopaka. Dziewięć lat i ten jeden wątek, tak krótkotrwały i odległy, że w sformalizowanym umyśle Lidy został zakwalifikowany jako nieznaczący.
Czy to tak dziwne zatem, że Lida nie potrafi sprawnie rozmawiać z mężczyznami? Zawsze stanowili grupę, do której lepiej się nie zbliżać, choćby się chciało, wolni i zdolni w sposób dla niej nieosiągalny.
Zanotować, pomyślała machnięciem różdżki ściszając do zera gramofon, niech w tych cholernych portfoliach zaczną dodawać zdjęcia.
Lida nie rumieniła się nigdy w życiu, więc nie zarumieniła się i teraz. Zaniepokojona nagłym zakłopotaniem pochodzącym z niewiadomego źródła, być może pozwoliła się zdradzić chwili ciszy, która minęła zanim wstała, by przywitać nauczyciela.
- Dzień dobry, profesorze. Lida Aristova. Proszę, proszę siadać.
Wyciągnęła ku niemu dłoń, gotowa zaoferować solidny uścisk, który nie obiecuje taryf ulgowych nawet przystojniejszym twarzom, ale jej uwagę przyciągnęło coś innego.
- Mysz - skonstatowała nieco bezradnie, a kotu zamieszkującemu gabinet drgnął jeden z wąsów.
Boże, co to jednak za dziecko.
Powrót do góry Go down
avatar

Wow.

Moskwa, Rosja

¾

28 lat

przeciętny

nauczyciel botaniki magicznej

PisanieRe: Gabinet prof. L. Aristovej   Pią Maj 27 2016, 00:15

Łukasz uwielbiał kobiety. Brunetki, blondynki, rude. Pewne siebie, nieśmiałe, rozgadane, milczące, namiętne, romantyczne. Wszystkie. Po swoim pierwszym zawodzie miłosnym przestał owijać w bawełnę i od razu przechodził do sedna sprawy, traktując większość tak samo, jako nowy nabytek na kilka dni, po czym znikał. Był mistrzem ucieczek, nikt nie mógł mu tego odmówić. Dlaczego? Sparzył się? Można to tak uznać; o ile sparzeniem się uznamy ucieczkę od niego jedynej kobiety, pierwszej miłości, na której kiedykolwiek mu zależało. W gruncie rzeczy nadal mu zależało - nie spodziewał się spotkać jej tutaj, w Koldovstoretz, ale zdawał sobie sprawę, że wszelkie nadzieje i szanse przepadły pięć lat temu, kiedy widzieli się ostatni raz. To była przeszłość, liczyło się tylko tu i teraz. Teraz patrzył prosto w oczy Lidy, pannie nadzorczyni Akademii. Uśmiechnął się czarująco, podając jej rękę i odwzajemniając uścisk.
- Łukasz Świerszczewski - przedstawił się również, bo tak nakazywała grzeczność, ale dobrze widział akta rozłożone na biurku oraz widniejące na nich jego nazwisko. Prawdopodobnie przedstawiać się nie musiał, no ale. Grzeczność. W końcu zajął miejsce, które wskazała mu Lida, rozsiadł się wygodnie, zaczął kręcić młynka kciukami i utkwił wzrok w Lidzie. Ona powinna zadawać pytania, prawda? Nagle usłyszał jedno słówko, które sprawiło, że zaśmiał się pod nosem. Mysz. - Nazywa się Marta - uzupełnił Łukasz i łypnął niepewnie na kocura, który nadal siedział na biurku. Pogłaskał myszkę czule po łebku, pilnując, aby nie wyślizgnęła mu się przypadkiem z kieszeni. - Coś nie tak? - spytał po chwili, opierając jeden z łokci na oparciu krzesła i przyglądając się z żartobliwą miną kobiecie. Czyżby bała się myszy? Cóż. W takim razie nie wywarłby na niej zbyt dobrego wrażenia.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

36 lat

bogaty

nadzorca w Koldovstoretz

PisanieRe: Gabinet prof. L. Aristovej   Nie Maj 29 2016, 14:06

Wszystko było nie tak.
I to wcale nie z myszą. Gdy się mieszka w ogromnym starym domu, który nie zatrudnia dość służby, by nawet w jadalni stół był odkurzony do kolacji, można przyzwyczaić się do myszy podgryzających nierozkładane od lat obrusy z adamaszku, do pająków zwieszających pod sufitem misternie wyplecione sieci, w które wpadają kłębki lęku. Lęk zakradał się w tym domu do każdego zakamarka, ale nie był to głupi dziewczęcy lęk przed myszami.
Mysz - Marta, Lida poprawiła się w myśli - ma nawet dość uroczy pyszczek.
Ale coś musi być nie tak.
- Jak się panu podoba Akademia po powrocie? - zagadnęła tonem zarezerwowanym na otwieranie służbowej rozmowy: uprzejmy, sztampowy. Zaledwie kilka lat minęło od czasów, w których Świerszczewski latał po korytarzach Koldovstoretz jako uczeń i nadal jak uczeń wygląda. Aż z trudem przechodzi jej przez gardło mówienie mu per pan.
- Będzie pan łaskaw opowiedzieć mi program nauczania dla... piątego roku?
Kontrolne pytanie, zadane, bo może. Szczerze powiedziawszy sama za czasów szkolnych była beznadziejna z botaniki, ale żaden sylabus nie stanowi dla niej tajemnicy.
Dość to idiotyczne, by szesnastolatków uczyć przesadzać pelargonie.
Powrót do góry Go down
avatar

Wow.

Moskwa, Rosja

¾

28 lat

przeciętny

nauczyciel botaniki magicznej

PisanieRe: Gabinet prof. L. Aristovej   Pon Maj 30 2016, 22:34

Widział zmarszczone brwi Lidy, przez co opadły mu nieco ramiona. Ledwie zdążył się przywitać, a już było coś nie tak - był ciekaw, jaką opinię wystawi mu ta surowa kobieta. Élodie go uprzedzała, że Lida uwielbia być oficjalna, a co za tym idzie, czepiała się wszystkiego, co nie było się zgodne z przepisami i regulaminami, ale nigdy nie sądził, że dzięki samemu przedstawieniu się zdoła zepsuć pierwsze wrażenie. Dlatego siedział teraz naprzeciwko Aristovej ze skwaszoną miną, zastanawiając się, jak potoczy się ich rozmowa. Lida nie była wiele starsza od niego, a zachowywała się jak stara panna nieznająca terminów zabawa albo luz. To było widać na pierwszy rzut oka. Oczywiście, Łukasz był nauczycielem i powinien być teraz nieco bardziej odpowiedzialny, ale bez przesady - on nie miał wychowywać, tylko nauczać. Był odpowiedzialny wyłącznie za przekazanie uczniom Akademii wiedzy.
- Trochę się zmieniło, odkąd byłem tutaj ostatni raz - dodał i uśmiechnął się w odpowiedzi ledwo zauważalnie. Nic sobie nie robił z oficjalnego tonu Lidii, mimo że, jeśli polegać na opiniach innych, powinien. - Bardzo podoba mi się wiwarium, miałem okazję prowadzić tam już kilka godzin lekcyjnych. Za moich czasów - naprawdę powiedział to zdanie? - nie było takich udogodnień dla zarówno uczniów, jak i dla nauczycieli. Takie szklarnie i pracownie są wielkim ułatwieniem dla nas wszystkich - stwierdził. Marta wychyliła pyszczek nieco pewniej z jego kieszonki na piersi, przez co zerknął najpierw w jej stronę, a potem w stronę kota, który nie spuszczał wzroku z myszki. - Jak się nazywa? - spytał Łukasz, wskazując gestem na burego kocura. Lustrował zwierzaka wzrokiem, zastanawiając się, czy kot byłby w stanie rzucić się na jego szyję i rozdrapać tętnicę. Tylko po to, żeby schrupać Martę. Ot, abstrakcyjne myślenie nauczyciela botaniki. Przeniósł wzrok na pannę Aristóvnę dopiero, kiedy zadała mu kolejne pytanie. Wyprostował się nieznacznie i ponownie zaczął kręcić młynka kciukami. - Program nauczania dla piątego roku? O ile dobrze pamiętam, ministerstwo udostępniło program i go nigdzie nie ukrywa - zażartował. Wiedział, że Lida musi sprawdzić jego wiedzę, ale badał grunt, na co może sobie pozwolić, a na co nie. - W klasie piątej, kiedy już skończymy omawianie trujących roślin łąkowych, na dobre wchodzimy w świat ziół i zostajemy w nim aż do klasy dziewiątej. W końcu zioła to jedne z najważniejszych roślin na świecie, dzięki nim możemy sporządzać właściwe napary i eliksiry. Bez posiadania podstawowej wiedzy o ziołach, można zrobić wiele niedobrego, dlatego już w klasie piątej poznajemy podstawy - różnorodne właściwości poszczególnych roślin, które leczą gorączkę, a które wspomagają układ nerwowy, albo które posiadają właściwości przeciw artretyczne. Uczymy się również o pielęgnacji rzadkich ziół, o warunkach, w jakich najlepiej się je pielęgnuje. O nawozach. Doniczkach. O wszystkim, co dotyczy roślin, pani profesor - wyjaśnił z uśmiechem, zastanawiając się, czy Lida w ogóle jest jakimś profesorem. - W gruncie rzeczy lekcje botaniki od klasy piątej wzwyż są dla uczniów, którzy wiążą swoją przyszłość z alchemią, eliksirami albo prowadzeniem plantacji zielarskiej. O ile uczniowie w pierwszych czterech latach swojej nauki mają okazję do poznania naprawdę wyjątkowych, rzadkich roślin, o tyle program nauczania z roku na rok robi się, proszę wybaczyć mi szczerość, coraz nudniejszy. Mogłaby pani szepnąć słówko prikazowi od spraw edukacji - powiedział, kiwając lekko głową.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

36 lat

bogaty

nadzorca w Koldovstoretz

PisanieRe: Gabinet prof. L. Aristovej   Pon Maj 30 2016, 23:22

Lida nosi zasady jak drugą skórę - nie sposób wyobrazić sobie jej osoby bez służalczego tonu odczytującego kolejne regulaminy w głowie. Nawet kiedy śpi.
A gdyby przemocą zdjąć tę drugą skórę, to co by zostało? Kości, mięśnie, trzewia - Lida nie bardzo się zna na tym, co człowiek ma w środku (Świerszczewski natomiast pewnie tak, botanika zawsze kojarzyła jej się z maściami i eliskirami; ergo - ze szpitalem), ale zdaje się, że z grubsza wszyscy mogą pochwalić się tym samym: wątrobą, płucami, kością udową.
Bez maniakalnie powtarzanych wszędzie zasad i rutyny, Lida równie dobrze mogłaby być każdą inną osobą. Nawet Elvisem, on też ma wątrobę. Ale Lida nosi eleganckie ubrania, a nie koszule z cekinami i nigdy nie słuchała rock'n'rolla.
Może dlatego sprawia wrażenie o wiele starszej, niż jest, a siedzący po drugiej stronie biurka Łukasz wydaje się tak przeraźliwie młody.
A jednak: za moich czasów. Taki jednoczący element, bo przecież Lida też często to mówi, częściej niż by chciała, zwłaszcza w otoczeniu sióstr, gdzie staje się tą najstarszą, najbardziej zrzędliwą. Osobno nie jest taka, osobno nauczyła się podobać i grzecznie uśmiechać. Proszę, profesorze. Proszę się przekonać, się Lida potrafi się uśmiechać, oto dowód.
Jest pierwszą osobą, która zapytała o kota.
- Nie nazywa się. Mieszkał tu już przed objęciem przeze mnie gabinetu. Swoją drogą, dziwne miejsce sobie wybrał. Ale proszę się nie obawiać, chyba nie ma w zwyczaju łowić myszy.
Może to kot powinien nazwać jakoś ją, skoro był tu pierwszy i gabinet najwyraźniej w równej mierze do niego należy. Pewnie już ją nazwał: Sypiąca Karmę do Miski, albo: Wredna Raszpla.  Kiedy tak o tym opowiada, to nawet interesujące, ile da się wyleczyć roślinami.
Czy chorą głowę też?
- Nie jestem profesorem. - Między potakiwaniami i notatkami skrupulatnie czynionymi na drewnianej podkładce sprostowuje jego grzeczność. - Proszę do mnie mówić... ach, jak tam pan chce.
Nie odważy się powiedzieć jej: cholero wprost, prawda? Zresztą - czemu miałby?
Nie tylko on robi teraz pierwsze wrażenie. Możliwe natomiast, a nawet prawdopodobne, że tylko on zrobił dobre.
Prawie zaśmiała się.
- Mogłabym i proszę mi wierzyć, że zgadzam się. Botanika to nie do końca moja dziedzina, więc nie wychwytuję nudniejszych fragmentów (prawdę mówiąc: wszystko brzmi tak samo nudno), ale program, dajmy na to, teorii magii pozostaje równie wiele do życzenia.
A, niech ma. Jednoczący element. W prikazie i tak doskonale wiedzą, ile Lida narzeka przełożonym o tym, jak anachroniczna jest większość sylabusów. Może dlatego dyrektorka (będąc ich współautorką) tak jej nie cierpi.
Powrót do góry Go down
avatar

Wow.

Moskwa, Rosja

¾

28 lat

przeciętny

nauczyciel botaniki magicznej

PisanieRe: Gabinet prof. L. Aristovej   Nie Cze 05 2016, 20:09

Dopiero teraz dotarł do Łukasza pewien szokujący fakt - wrócił do Akademii, wrócił do zasad, obowiązków, nauki, a przecież przedtem zarzekał się, że nigdy więcej nie skaże się na rutynę, będzie wolnym strzelcem i będzie podróżować po świecie. Na dłuższą metę nadal by podróżował, gdyby wystarczyło mu pieniędzy, które pożyczył od Shoshanny Aristovej - de facto, siostry owej pani nadzorczyni. Nie posiadał rubli na zwrot pożyczki, dlatego z pewną ulgą przyjął do wiadomości fakt, że Shoshanna zaproponowała mu kolejną pożyczkę na tych samych zasadach. Będzie miał nieco więcej czasu na pozbieranie funduszy - wyjazd do Akademii pozbawił go sporej części oszczędności, musiał zakupić kilka szat wyjściowych i podręczników obowiązujących w tym roku. W międzyczasie uśmiechnął się nonszalancko do Lidy, w głębi ducha bijąc się z myślami. Nadal będzie rozliczany ze swojego zachowania, będzie musiał stosować się do regulaminów i pilnować harmonogramu i kanonu szkolnego? Przez głowę przeszła mu myśl, czy aby na pewno nie ściągnął na siebie zbyt wiele? Najpierw powinien znaleźć sobie jakąkolwiek pracę na dłuższy czas. Zdał sobie sprawę, że nigdy przedtem nie pracował gdzieś dłużej niż dwa miesiące. Ciągle zmieniał miejsce pobytu, ciągle poznawał i porzucał znajomych. Dopiero niedawno wynajął mieszkanie w Moskwie, za namową jednej z przyjaciółek. A teraz Łukasz dobrowolnie podpisał umowę na dziesięć miesięcy w starym Koldovstoretz.
- Kot niepolujący na myszy? Jest pani pewna, że to na pewno kot? - zażartował, głaszcząc Martę po łebku, w każdej chwili gotów zareagować. Nie ufał kotom. Kobietom też nie. - W takim razie może przejdziemy na ty? Łukasz - uśmiechnął się znowu i podał jej dłoń, aby ją uścisnęła. Zawiesił rękę nad stosem papierów, które znajdowały się na biurku. Z doświadczenia wiedział, że rozmowa toczyła się lepiej, jeśli przestawało się dbać o tytuły i grzeczności, nawet, jeśli czasem były wskazane. Szkoda, że rozmawiając z panią dyrektor, nie potrafił jej zbajerować. Na niej na pewno nie zrobił dobrego wrażenia, ale tutaj, z Lidą, mógł się jeszcze wybronić. Uśmiechnąć się raz, drugi. Powoli opuszczała go niezręczna atmosfera, przez co wyglądał jeszcze młodziej niż był w rzeczywistości. Zresztą, Lida również nie wyglądała na swój wiek i również nie wyglądała w jego oczach tak strasznie jak pani dyrektor. - Nie wszyscy mają rękę do roślin, to fakt, ale nie porównywałbym tego do teorii magii - stwierdził z uśmiechem. - Lubi pani pelargonie? Akurat kwitną w wiwarium, chętnie je pani pokażę - dodał, odbiegając na chwilę od tematu i rozsiadając się na krześle. Przestał się czuć jak biedny uczeń na dywaniku u dyrektorki, to dobrze.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

36 lat

bogaty

nadzorca w Koldovstoretz

PisanieRe: Gabinet prof. L. Aristovej   Nie Cze 05 2016, 22:15

Życiorys Świerszczewskiego przedstawił jej tę niestałość, tę długą listę raczej dorywczych prac, prac, do których jej pan ojciec wpoił jej jadowitą pogardą, która pewnie jeszcze nieraz zabrzmi jej w głosie podczas ich rozmowy. Może należy mu się odrobina życzliwości, jednak na zupełną pobłażliwość jeszcze nie zasługuje. Nawet jej własne siostry jej nie otrzymują, lecz warto w tym momencie wspomnieć, że własne siostry rzadko należą do ulubionych osób Lidy Aristovej.
Może gdyby wiedziała, że młody profesor zaciągnął się u jej siostry, tej najmłodszej i najgorszej, tej, która bardziej jest jak ojciec niż jak siostra, pewnie z miejsca nabrałaby do niego sympatii, zaoferowała pomoc, kategorycznie zabroniła podpisywania czegokolwiek, co podsunie mu Shoshana. Ale Lida nic nie wie, poczynania Zuzanny sobie, ona sobie.
Skąd te rozważania o najmłodszej Aristovej jednak, skoro ona daleko stąd i wcale nie zamierza wrócić, zasiąść wraz ze starszymi za stołem nauczycielskim. Jest Łukasz i jego chłopięce uśmiechy, których Lida nie naoglądała się dość. W niewzruszoną surowość jakby chciała się wkraść nieformalność. To nie jest przecież łamanie zasad, a może jedynie savoir-vivre'u, na które plucie Lida i tak wzięła sobie przed laty za punkt honoru.
- Dobrze. Lida. - Ponownie podała mu rękę nad stołem i natychmiast pożałowała tej decyzji. Co jeśli opowie komuś o tym spotkaniu? Innym nauczycielom, co gorsza: uczniom? Jej reputacja legnie w gruzach. Nic to jednak, bo Świerszczewski - ach, nie, Łukasz - znów się uśmiecha, nabiera zaraźliwej swobody, która ma swoje miejsce na świeżym powietrzu, a może na moście, po którym przechodzą ludzie, miastowi i turyści i jest się jednym z nich.
Lida niezmiernie lubi swobodę tłumu.
- Wie pan co, on jest okropnie mądry i zdaje się nawet mieć ulubione piosenki. Może powinnam sprawdzić, czy to nie jakiś utajony cień.
Mówi to żartobliwie, ale przecież kto wie. O dziwniejszych historiach się słyszało, a gdy się jest córką Grigorego Aristova, to i dziwniejsze przeżywało. Ciemniejsze i bardziej koszmarne.
- Nie lubię, są pospolite. - Nie było w domu kwiatów. Kiedyś lubiła róże, w czasach marzeń, że ktoś się w niej na umór zakocha i podaruje dwa tuziny. Kiedyś tulipany, bo były wiosenne i lekkie, młode, a ona była wolna naprawdę. A kiedyś lilie, bo pachniały ciężko i gorzko, pogrzebem. Chyba nadal je lubi. - Ale przyznaję, ciekawi mnie samo wiwarium. Możemy tam zajrzeć i kontynuować rozmowę - dodaje Lida, po czym pokazuje Łukaszowi wyjście z gabinetu.

Lida i Łukasz z tematu
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Gabinet prof. L. Aristovej   

Powrót do góry Go down
 
Gabinet prof. L. Aristovej
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: