IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Czerwona Komnata

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
avatar


Petersburg, Rosja

półkrwi

18 lat

VIII klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks, rozgrywający i kapitan w Zmorach

PisanieRe: Czerwona Komnata   Sro Cze 08 2016, 00:27

Czuję, że to takie miejsce, do którego przychodzi się szukać, a przychodzą ci głupi na tyle, żeby nie zorientować się, że najpewniej znajdą coś, owszem, ale to coś spektakularnie rozminie się z ich oczekiwaniami. Jestem z natury optymistą, więc uznaję, że zdarza się do in plus równie często, jak in minus, ale teraz nawet mnie coś każe wątpić, że znajdziemy tutaj coś dobrego. I nie mówię o górach złota ani lekarstwie na raka. Nawet czegoś kalibru mniej więcej mlecznej bułki z rodzynkami bym się nie spodziewał.
Ale idę za Zulą, zdecydowany wytrwać w postanowieniu, że nie zostawię jej z tym samej nawet gdyby chcieli ją ćwiartować i rwać końmi.
Chyba nie widziała mnie jeszcze takiego, zupełnie jak osa, trochę zły, osaczony. Jak zwisanie na miotle sto metrów nad ziemią.
Wszystko tu jest nazbyt. Żyrandole przesadnie pyszne, ich strojność bije po oczach wobec nagich ścian. Ochrona zbyt dyskretna, podświadomie wie się, że za niewłaściwy krok gotowi są wpakować ci nóż w brzuch. Ludzie zbyt atrakcyjni, tak, że to aż nienaturalne.
Staje przed nami ta kobieta, wyższa ode mnie w tych zabójczych butach i-
I wszystko już jest dobrze, jestem bezpieczny, ba, jestem w raju. Gdzie indziej występuje tak nieskazitelne-
Chwileczkę, chwileczkę, cholera jasna. Kiedy nieznajoma zwraca się znowu do Zuli, ja wracam do siebie i nie poznaję - od kiedy to ja tak reaguje na dziewczyny, choćby nie wiem, jak ładne?
Wszyscy tu coś kręcą, a teraz jeszcze stoimy w jakiejś pieprzonej kolejce.
- To on cię tu na przesłuchania zaprasza?
Kątem oka, szeptem, nic otwarcie. Nie widzę blondyna wyraźnie, bardziej wyczuwam jego onieśmielającą obecność i chyba zaczynam rozumieć, o czym Zula pisała w liście.
W tym momencie postanawiam: zorientujemy się, o co, do cholery, chodzi i zwiewamy.
Powrót do góry Go down
avatar


Arbat, Moskwa / Metro D-6

półkrwi

przyłożnik

33

bogaty

Inwestor / Łamacz klątw i uroków / Właściciel Arkadii / Wynalazca / Wróżbita

PisanieRe: Czerwona Komnata   Sro Cze 08 2016, 14:58

Ten blondyn wrócił na swoje miejsce gotowy zmierzyć się z pozostałą częścią nieszczęsnego castingu. Osip był świetny, ale Aleksander potrzebował kogoś młodego i przede wszystkim świeżego. Świeżość w pojmowaniu sztuki była w obecnych czasach na wagę złota. Staruszek miał doświadczenie, które już go ukształtowało. Pragnienia złotowłosego demona szukały elastyczności. Twarzy i ciała potrafiącego zagrać wszystko - od sztuki antycznej po czasy obecne, gdzie dominował humor oraz sarkazm będący solą w oku obecnej sile politycznej. Szukał idealnego budulca, który mógłby zostać ukształtowany według jego preferencji. Scena ponownie ożyła występami par i pojedynczych osób. Była próba baletu, a ktoś inny zdecydował się na recytację angielskiego wiersza. Aleksander zadawał niektórym pytania.
O życie, o rodzinę i o przyszłość. Mirka wszystko spisywała choć przy większej ilości rubryczek malowała kwiatki. W końcu po godzinie przyszedł czas na Zulę i Antona. Lebiediev poprawia się na krześle, sięga po kawę i macha ręką, żeby zaczęli, a nie stali jak te dwa cielaki. Joachim przerywa własne notatki, grzebie w papierach zerkając na scenę.
- To ta dziewczyna z Burleski - oznajmia Mirka pochylając się ku Aleksandrowi z uśmiechem, który zmiękczyłby niejedne męskie kolana. - Ta od chudych pęcin dla, której o mało co nie złamałeś prawa zaklinając mugola przy świadkach. - dodaje widząc, że ten ma problem ze skojarzeniem ognistowłosego karzełka.
Unosi brwi, żeby zaraz je zmarszczyć. Wyłania z odmętów pamięci ten wieczór, gdzie mamił kelnereczkę. Co jej wtedy powiedział? Ach tak. W ostateczności.
- Zejdź. - rzuca. Nie zapraszał Zuli na casting. Właściwie to podarował jej wstęp do Arkadii przez impuls. Stary, acz głupi nawyk, którego nie mógł się pozbyć. Wstaje z krzesełka, niech no tu podejdzie. On też. Teraz zauważa, że nie przyszła sama.
- Zakończcie to, a Wy za mną.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

20 lat

biedny

aktorka w burlesce

PisanieRe: Czerwona Komnata   Sro Cze 08 2016, 20:21

Stojąc w kolejce razem z Antom posyła mu pocieszający, nieśmiały uśmiech, "skup się na mnie" zdaje się mówić "i zapomnij o tym co nas otacza, to tylko kolejne przesłuchanie, jak do Marińskiego, albo gdzieś". Ściska jego dłoń trochę mocniej.
Kiedy w końcu przychodzi na nich czas, powoli wchodzi na scenę i już chce zaczynać mówić, kiedy słyszy jak on krzyczy do nich, jak każe jej zejść, po minie widzi, że to co chce jej powiedzieć nie spodoba się jej z żadnej strony, że to nie znaczy, że wygrali bez przesłuchania, to znaczy że ono nie jest dla nich, a oni zostali oszukani, w sumie Lebiediev nic jej nie obiecywał, po prostu ją tu sprowadził, a ona jak grzeczna marionetka robiła wszystko to czego on od niej oczekiwał.
I co, ma teraz zejść? Po tym jak zabrała ze sobą Antona, który może mieć przez nią problemy, po tym jak przez kilka ostatnich dni ledwo mogła funkcjonować bojąc się tego co może ją czekać w Arkadii, po tym jak przez bitą godzinę ten idiota kazał jej stać w tej jebanej kolejce, o nie, nie, Aleksander miał nierówno pod sufitem jeśli twierdził, że ona od tak opuści tę scenę.
Ta scena jest jej i ona jako samozwańcza królowa urządzi im takie przedstawienie jakiego jeszcze nigdy w życiu nie wiedzieli, na prędko przypomina sobie jedną ze swoich ulubionych scen, po czym dramatycznie wyciąga różdżkę z kieszeni i przez chwilę zdaje się celować nią do zebranej publiczności.
-Nabity- krzyczy na całą salę, tak, że nagle spojrzenia wszystkich skupiają się na jej rudej głowie. To ona jest tu prawdziwą gwiazdą, więc patrzcie na nią jak do was mówi. Nie zważając na Antona, na nic, wchodzi na środek sceny i już nie ma miedzy nimi Zuli Lazarevy. Różdżką celuję do ludzi jakby miała właśnie w dłoni pistolet.
-niechaj krzemień na żelazo pada…- Na te słowa przyciska koniec różdżki do czubka swojej głowy. Jedno słowo, czy to nie jest takie proste, na twarzy maluje jej się lekki przejaw szaleństwa, czy to nadal tylko gra?
-Ból, chwila jedna, ciemno — potem jasność błyśnie.- Mówi, a głos jej się nagle rozjaśnia, przecież to jest takie proste, wystarczy pociągnąć tylko za spust i wszystkie problemu zostaną z tyłu. To naprawdę takie łatwe?
-Lecz jeśli nie zaświeci nic?… i ból przeminie? Jeśli się wszystko z chwilą boleści rozpryśnie? A potem ciemność…- Głos jej drży Kordiana zaczynają łapać wątpliwości, on tak samo jak ona kiedyś na moście zaczyna się obawiać co jest dalej, czy coś tam jeszcze na nich czeka.
Na chwilę milczy, zastanawia się odsuwa różdżkę od głowy i przygląda się jej z każdej strony, parę razy obraca ją w palcach jakby to była tylko zabawka. Po chwili spogląda na publiczność, oczy ma pełne bólu, skąd się w nich tyle go wzięło, gdzie ukrywał się wcześniej, jeszcze przed sekundą go tam nie było, a teraz, wylewa się strumieniami, chciałby ciec po policzkach, ale tego nie robi.
-potem nawet ciemność ginie, Nic — nic — i sobie nawet nie powiem samemu, Że nic nie ma — i Boga nie zapytam, czemu- Już zdaje się, że w tej rozpaczy zaczyna się uspokajać, widać jak gorączkowo myśli jak dłonią przeczesuje rude włosy, zdaje się jakby na chwilę zapomniała o swoim planie.
Nagle widać jak dłoń się jej zatrzymuje w końcu to zrozumiała w końcu wszystko staje się jasne, czemu tak długo musiała nad tym myśleć, czemu objawienie przyszło tak późno.
-Nic nie ma...- W oryginale Kordian pytał się o to, ale ona postanowiła to wykrzyczeć razem ze wszystkimi swoimi frustracjami, ze wszystkim co leżało jej na sumieniu od ostatnich dni od spotkania z bratem, od rozpoczęcia pracy w burlesce od nieudanej próby samobójczej.
-Ha! więc będę zwyciężony, niczem?…- Śmieje się przez chwile, a jest to dźwięk tak przerażający, tak mrożący krew w żyłach, że miśki, które chciały przyjść ją zdjąć ze sceny nagle stają dęba. Po chwili znowu mówi, a głos jej się łamie, a kolana się pod nią uginają. Pokonana, przegrana, klęczy na środku sceny, a po policzkach ciekną jej łzy.- Niczym.- Powtarza szeptem. Powoli cała opada na podłogę, skula się w pozycje embrionalną i czeka na śmierć.
-Śmierć patrzy w oczy moje dwustronnym obliczem, Jak niebo nad głowami i odbite w wodzie… Prawda lub omamienie — lecz wybierać trudno, Gdzie nie można zrozumieć…- Skupia wzrok przed sobą jakby naprawdę widziała tam czyjąś twarz, a ręka z różdżką,  powoli płynie w stronę czoła. W końcu znowu Kordian trzyma siebie samego na muszce. Ostatnie smutne i żałosne spojrzenie w stronę publiczności i wydaje się jakby zaraz miała pociągnąć za spust i skończyć przedstawienie.
-Nie… nie w tym ogrodzie. Znajdę śród lasów łąkę kwietną i odludną.- Mówi po czym powoli, ociężale podnosi się z podłogi, ale nie wstaje, na klęczkach z niewidzącym wzrokiem kieruje się w prost w stronę publiczności.
W tym momencie akt się kończy i jej przedstawienie również. Chowa różdżkę do kieszeni, przecież to tylko zwykły patyk, podnosi się i idzie w stronę Antona jeśli mają ich wyrzucić to najpierw oni zrobią im show. Klepie chłopaka po ramieniu i daje mu znak, że teraz jego kolej, przecież przedstawienie musi trwać.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

półkrwi

18 lat

VIII klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks, rozgrywający i kapitan w Zmorach

PisanieRe: Czerwona Komnata   Sro Cze 08 2016, 21:13

Żadne takie, Zula.
Mógłbym tu zniknąć, oblec swoją twarz maską, dać popis wcale nie gorszy niż ona - wzruszyć zgromadzoną publiczność, rozbawić, nastraszyć: pół życia czekam tylko na okazję. Może nawet zjednałbym sobie jury rodem z filmu Lyncha.
Oto dokładnie, jaki nastrój towarzyszy temu miejscu: niewytłumaczony lęk przed tym, co w ciemności czai się w lesie między drzewami. Nic nie jest tym, czym się wydaje, a na scenę zaraz po Zuli wyjdzie spomiędzy czerwonych kotar mówiący mechanicznym głosem.
Ogniu, krocz ze mną.
Ogniem jest Zula, nie trzeba wiele wyjaśniać. Scenę czyni swoją, mimo obecności Aleksandra wypełniającej każdy kąt, to ona na czas odgrywania swojej sceny rządzi tym miejscem. Ale ja nie przyszedłem tu nic udowodnić.
Po wtóre powiem: nie wiem, po co tu jestem. Ale nogi jakby wrosły mi w podłogę i nie chcę ani iść dalej, brnąć w ten przedziwny układ, który nawet nie zaczął się jeszcze rysować, ani też wyjść z podniesioną głową i bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym.
Może namiastką ucieczki okazałby się suto zastawiony bar; na trzeźwo świat jest nie do zniesienia, a co dopiero jego mniejsze, bardziej wynaturzone wersje, w których zamiast słońca świecą czerwone światła.
Dopiero teraz, tuż pod sceną, mogę przyjrzeć się dokładnie całej przyczynie niezdrowego niepokoju Zuli i, co nie zdarza się zbyt często, przez prawie cały ten czas, kiedy oglądałem sylwetkę właściciela przybytku, on nie zwrócił na mnie uwagi. Coś wtedy we mnie drgnęło, jakiś destruktywny impuls nakazał wejść tam, na sam środek, nic nie powiedzieć, tylko go rozgniewać, tylko zwrócić na siebie uwagę. Ale jeśli tak zrobię, to Zula mi zniknie, jej maleńka figurka przez chwilę zostanie w cieniu, a ja dla Zuli to jestem i po co miałbym zakłócać jej fale.
Nic nie mówię, czekam na atak z obu stron, gotów przeciwstawić się jakiejkolwiek chryi. I kto by pomyślał, że mnie, czołowego wichrzyciela los rzuci kiedyś w miejsce, gdzie niczego nie jestem pewien, a już na pewno nieskory do rzucania się z pięściami.
Powrót do góry Go down
avatar


Arbat, Moskwa / Metro D-6

półkrwi

przyłożnik

33

bogaty

Inwestor / Łamacz klątw i uroków / Właściciel Arkadii / Wynalazca / Wróżbita

PisanieRe: Czerwona Komnata   Sro Cze 08 2016, 23:09

Nie przywykł do nieposłuszeństwa. Na tym świecie zaledwie garstka osób mogła pozwolić sobie na pokrzyżowanie mu planów i wejście w paradę. Zula drażniła lwa. Kapryśnego bożka. Demona. Unosi podbródek, bo czyż Lazareva nie rzuciła mu wyzwania? Prostuje się zakładając ręce na piersi. Nie porusza się, a wszyscy zamarli. Mirka i Joachim wymieniają między sobą spojrzenia spodziewając się wybuchu gniewu swojego przyjaciela, lecz on nie przerywa Zuli. Pozwala jej rozkwitnąć na scenie, pokazać co chciała, czym próbowała go omamić. Śledzi zulowe kroki, ruchy i mimikę twarzy pozostając na zewnątrz nie wzruszony. Jak marmurowa rzeźba greckiego Adonisa. Wszyscy słuchają z zapartym tchem co wykrzykują zaróżowione usteczka, obserwują lica, które z każdym wysiłkiem purpurowieją. Na jednych twarzach pojawia się zachwyt, na innych kiełkuje zazdrość, bo choć jeszcze tego nie wiedzą to czują, że ona jest lepsza. Nawet Mirka, ta pewna siebie rusałka nie zdobywa się na kąśliwą uwagę i gest mający na celu zdyskredytować chude pęciny. Wewnątrz Aleksandra rozpętuje się burza emocji i ekscytacji. Czy to sen? Senna mara, która zaraz się rozproszy dając mu po nosie. Przecież ideały nie istnieją, więc co za istotę miał przed sobą? Co to za stworzenie mamiące tak okrutnie? Robiła dokładnie to czego skrycie pragnął odkąd zamarzył o teatrze. Sam nie mógł zaistnieć na scenach, przeszłość wyciągnęłaby po niego swoje szpony sprowadzając boleśnie na ziemię. Sorokin. Narastało w nim dziwne uczucie, ściskające, niemal duszące, ale w pewnym sensie nadające spokój. Czuł to co Zula. Łzy i śmiech i potęgę słów. Wszystko to toczyło się za błękitną taflą tęczówek Aleksandra, który nie zdradził najmniejszym gestem swoich uczuć. Koniec. Emocje wypełniają Czerwoną Komnatę. Nawet pochowani po kątach ochroniarze wyczuwają te zmiany. Tą moc. Część spojrzeń kieruje się na Antona, który milczy jak zaklęty. Lebiediev na niego nie patrzy. Nadal bada Zulę. Analizuje, a potem zaczyna klaskać. Z wyważeniem, bez tego entuzjazmu jakim raczą widzowie aktorów w teatrach.
- Przyjdź tu.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

20 lat

biedny

aktorka w burlesce

PisanieRe: Czerwona Komnata   Sro Cze 08 2016, 23:50

Ze zdziwieniem spogląda na Antona, ale nic nie mówi, to by było wspaniałe gdyby oboje mogli grać na deskach tego samego teatru, gdyby mogli tworzyć zespół. Mimowolnie Zula rozgląda się dookoła jeszcze raz przyglądając się Arkadii, czy na prawdę była już na takim dnie, że chciała imponować właścicielowi burdelu? Spogląda na Valerieva i siłą woli stara się zmusić go by na nią spojrzał, kiedy wreszcie się to udaje uśmiecha się do niego smutno, przeprasza, że ściągnęła go do tego miejsca, że wymogła na nim przyjście tutaj, a potem przez swoją dumę zostawiła go, tylko dlatego że sama chciała się sprawdzić, zobaczyć na ile ją stać, czy będzie umiała porwać tłumy.
Spogląda na ludzi zebranych wokół sceny na ich twarze tak pełne wszelakich emocji. Posyła im wszystkim swój słynny uśmiech, ten od którego ludziom kolana miękną, a męskie serca przepadają bez pamięci. Lazareva nie potrzebowała rusałczych genów by móc zawrócić płci przeciwnej w głowie.
Już schodzi ze sceny, już pragnie opuścić to miejsce i nigdy do niego nie wrócić, gdy nagle słyszy ten dźwięk. Rozgląda się niepewnie za źródłem oklasków i widzi go. Aleksander Lebiediev stoi i klaszcze od niechcenia, jakby próbował zabić muchę, która chciała usiąść mu na dłoniach. Spogląda na niego wyzywająco, coś się zmieniło od ich ostatniego spotkania, już nic ją do niego nie ciągnie, nawet jego uroda, tak nierealna bardziej odpycha ją od niego niż zachęca do podejścia.
Słyszy jego głos to nie jest prośba to żądanie. Niepewnie spogląda to na właściciela, Antona i grupę ochroniarzy, czas panowania Królowej Zakrzewskiej dobiegał końca, teraz na od nowa stawała się tylko zwykłą dwórką, która musiała spełniać rozkazy, króla, a królem był Aleksander.
Idą powoli, Zula nadal jadąca na oparach swojego małego zwycięstwa idzie dumna i wyprostowana, ale cały czas krok za towarzyszem. Chciałaby się złapać jego koszuli, ale nie może tego zrobić, to walka na przetrzymanie i Zuzu nie ma zamiaru odpaść już w pierwszej walce. Nie okaże słabości, nie przed nim.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

półkrwi

18 lat

VIII klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks, rozgrywający i kapitan w Zmorach

PisanieRe: Czerwona Komnata   Czw Cze 09 2016, 13:56

Ręka Zuli zaciśnięta w piąstkę wewnątrz mojej jest wilgotna od strachu i emocji gry. To most pomiędzy moją Zulą, która ma swoje miejsce na kocu w parku w czasie pikniku, Zulą, która dopiero niedawno opuściła szkołę i nie jest jeszcze zupełnie gotowa na świat poza nią, a tą drugą. Tą, która w burlesce swoim śpiewem uwodzi mężczyzn, chwyta za serca, a swoją butą zatrważa starszych i mądrzejszych.
Kiedy rusza w jego kierunku, prawie chcę ją zatrzymać, chwytam za rękę, spowalniam jej krok. Niech każe się szanować jak należy; jeśli jestem tu po coś, to choćby żeby tego właśnie dopilnować.
Nie cierpię takich gestów na wyrost, niby to żartobliwych, jednocześnie komunikujących pogardę i siedemset cztery inne sygnały. Władczy Aleksander coraz bardziej zasługiwał sobie na wcześniej obiecany raz w pysk.
- Może grzeczniej, co? Nie mówisz do byle tancereczki.
Dosyć, jak sądzę, tego mojego niebytu, czas, bym stał się marnym rycerzykiem, jakiego sobie wybrała. Nie mamy tutaj szans, a im bliżej jesteśmy do celu, tym bardziej się o tym przekonuję.
Cel ów za to sam w sobie z każdym krokiem i z każdym kolejnym promieniem światła odejmującym mu tajemnicy staje się jednocześnie mniej i bardziej imponujący. Gdybym miał, tak jak on, skrojony na miarę garnitur, porcelanową filiżankę pod ręką a wokół zapatrzoną służalczo świtę, stalibyśmy jak równy z równym. Wszystkim bogom dziękuję za te kilka centymetrów przewagi nad nim, jakimi mnie obdarowano. Koniec końców, gdy stoi się z kimś nos w nos, to zawsze działa.
- Czego chcesz od niej?
Powrót do góry Go down
avatar


Arbat, Moskwa / Metro D-6

półkrwi

przyłożnik

33

bogaty

Inwestor / Łamacz klątw i uroków / Właściciel Arkadii / Wynalazca / Wróżbita

PisanieRe: Czerwona Komnata   Czw Cze 09 2016, 20:34

Był u siebie. Mógł wszystko. Wrzucić ich do lochu. Wyrżnąć co do jednego lub skazać na błądzenie po metrze. Czy zdawali sobie sprawę, że znajdowali się na mitycznym poziomie
D-6? Pewnie nie. Rzadziej już karał okazując przemoc. Wolał bardziej wyrafinowane sposoby, ale przecież nie chciał krzywdzić Zuli. Nawet jej żołnierzyka, który orbitował gdzieś w dali. Patrzy na dziewczynę bez najmniejszego wyrazu jakby usiłował wejść w jej umysł. Może właśnie przeszukuje zulową głowę, obdziera z szat pogwałcając intymność.
Zostawiają ich samych na tyle ile pozwalają okoliczności. Joachim segreguje papiery, a Mirka zagania pozostałych do wyjścia obiecując, że zadzwonią. Na chwilę wzrok Aleksandra przenosi się na chłopaka. Swoją butą przypomniał mu pewne miłe chwile. Drapie delikatnie prawą dłoń, gdzie literki zdążyły już prawie zaniknąć. Czy ona też go wspomina? Czy podoba się jej udręka jaką ją obdarzył? Jaka szkoda, że prawdopodobnie tego nie powtórzą.
- Marny z ciebie chłopak skoro pozwoliłeś jej tu przyjść. Ostateczność moja droga, pamiętasz ten warunek?
Czy znała to słowo? Czy wiedziała co się za tym kryło? Co znajdowało się w podziemiach, co siedziało w głowie Lebiedieva? Już nie patrzył na Antona, skupił się na drobnej buźce z zadartym nosem. Kiedy Valeriev odezwał się ponownie, Aleksander pokręcił głową.
- Pytanie brzmi, czego twoja przyjaciółka chce ode mnie. Prawda?
Nic jej nie obiecywał, a może za bardzo omamił wizją rozwiązania problemu? Skusił pokusą obrania innej ścieżki? A może to ona dostrzegła w nim ze swojej sceny ratunek?
Pewnie życzenia należało wypowiadać na głos. Inaczej nigdy się nie spełnią.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

20 lat

biedny

aktorka w burlesce

PisanieRe: Czerwona Komnata   Pią Cze 10 2016, 11:30

Co ją podkusiło, żeby tu przyjechać? Czy była to aura przyłożnika, która nie pozwalała jej myśleć o niczym inny, która zmuszała jej umysł do ciągłego przypominania sobie tych niebieskich oczy, a może czuła, że to tam prowadzi jej los, a następnym przystanek w drodze do jej marzeń jest w Moskwie, u boku Aleksandra, no przynajmniej na jakiś czas, zanim znowu nie pojawi się lepsza propozycja? Wzdycha cicho pod nosem, korzystając z braku uwagi jakim jej towarzysze ją obdarzają. Co ją podkusiło?
Kiedy stoją naprzeciwko siebie, przygląda im się przez chwilę. Dwa tak różne światy. Anton prosty chłopak o równie wielkim marzeniu co jej, o szansie na wielką sławę jeśli tylko uda mu się przebić, równie biedny co ona, ale bogaty w marzenia, a na przeciwko Aleksander, człowiek, który chciałoby się powiedzieć ma wszystko, pieniądze, wygląd i możliwości pozwalające mu władać ludzkimi życiami. Czy to były dwie wizje jej losu? Czy drogi były tylko takie? Liczyć na fart i żyć jak Valeriev, czy spróbować swoich siły w grze Lebiedieva. Czy była w tym momencie jakiś dobry wybór?
-Pamiętam.- Głos ma cichy i spokojny, a jednak jakoś przebija się przez szmer panujący w komnacie. Nie reaguje na wzmiankę o chłopaku, niech sobie Olek myśli co tam mu się podoba.
Przygląda się Aleksandrowi, a jego pytanie na długą chwilę wrzyna się w jej głowę, czego ona chce?
Chce zostać sławna, pozbyć się długu, pragnie by rodzina była z niej dumna, odnaleźć szczęście, grać i śpiewać na najwspanialszych deskach teatralnych świata, a poza tym, zjeść coś dobrego, może pierś kurczaka w miodzie i wypić tyle gorącej czekolady ile się w nią zmieści, wygrzać się w wannie i w końcu nie martwić się czy starczy jej pieniędzy do pierwszego. Czy to na prawdę wygórowane marzenia? Smutno uśmiecha się do Aleksandra, uświadamiając sobie, że nawet gdyby chciała dołączyć do teatrzyku Aleksandra to, to nie jest to takie proste i w żadnym stopniu nie zależy od niej.
-Ja chcę tylko grać, ale od pana nic nie chce. Bo pan nic nie jesteś wstanie dla mnie zrobić, mój los nie należy do mnie, już od tak dawna. Przybyłam tu ciągnięta czymś na co nie miałam wpływu, czymś co nie było zależne ode mnie, nie dawało mi to żyć, ale teraz mogę wrócić do swej wegetacji na nowo.- I tylko ten smutny uśmieszek, kogoś komu ster życia został już dawno odebrany. Łapie Antona za dłoń i zaczyna odchodzić. Nikt się tego nie spodziewał, a może nie, może wszyscy podświadomie wiedzieli, że ta bajka nie może mieć happy endu, że Olek nie weźmie Zuli do swojego nowego teatru, że z kwitkiem wróci do Petersburga i na tym się to wszystko skończy. Lazareva nie chce jednak by to się tak skończyło. Po kilku krokach zatrzymuje się, i odwraca twarz w stronę Aleksandra.
-Jeśli chce pan przejąć władzę nad moim losem, to musi pan rozmawiać nie ze mną, a z właścicielem ... (wpisz dowolne imię) i z Zuzanną Aristov, to oni dzierżą władzę nad mym życiem.- Na odchodne posyła mu jeszcze swój firmowy uśmiech numer pięć, niech wspomina ją dobrze, jako marzenie, które uleciało.


nmn/ zt2
Powrót do góry Go down
avatar


Arbat, Moskwa / Metro D-6

półkrwi

przyłożnik

33

bogaty

Inwestor / Łamacz klątw i uroków / Właściciel Arkadii / Wynalazca / Wróżbita

PisanieRe: Czerwona Komnata   Nie Cze 26 2016, 11:23

Powierzanie mu swojego losu jest jak wrzucenie tłustego królika do zagrody z chartami. Ekscytujące widowisko, ale ostatecznie królik zostaje zagryziony. Przesadzasz Aleksandrze. Jeżeli Zula chciała zrobić na nim wrażenie to się jej udało. Pytanie tylko czy zrobiła to tak jak chciała, bo wszystkie znaki na niebie wskazywały, że wymalowała się w jego oczach jako osoba nie wiedząca czego chce, melodramatyczna, rozszarpywana przez samą siebie od środka. Odnieść można było wrażenie, że to jej kolejna rola, pełna spazmów i boleści, niemalże histeryczna. Obserwował ją bez wyrazu, ale w głowie kłębiło się kilka myśli, które nie przypadłyby jej do gustu. Koniec końców nie zamierzał Zuli i jej towarzysza zatrzymywać. Gestem nakazał ich przepuścić, niech idą z poczuciem porażki. Lebiediev nigdy nie prosił i nie zamierzał.

z.t
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Czerwona Komnata   

Powrót do góry Go down
 
Czerwona Komnata
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3


Skocz do: