IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Ruslan Borisov

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar


mobilne

nieznana

35 lat

przeciętny

handlarz marzeniami

PisanieRuslan Borisov   Nie Maj 08 2016, 20:32

Меня зовут
Ruslan Borisov



DATA URODZENIA: 5 luty / NAZWISKO MATKI: Yakovleva / WIEK: 35 lat
MIEJSCE ZAMIESZKANIA: mobilne / STATUS KRWI: poniekąd czysta
STAN MAJĄTKOWY: przeciętny / ZAWÓD: sprzedawca / KORGORUSZ: sęp płowy


ALCHEMIA: 11 / FAUNA I FLORA: 12 / LECZNICTWO: 10 / MAGIA KREATYWNA: 8
MAGIA ZAKAZANA: 14 / OKULTYZM: 40 / SIŁA: 12 / TRANSFIGURACJA: 9
WIEDZA MAGICZNA: 20 / ZAKLĘCIA I UROKI: 19 / SZCZĘŚCIE: 0 / TALENT: 0

Bones

PRZED ŚWITEM

Najpierw, na sam pierw był chłopcem. W normalnej rodzinie, ojciec był milicjantem co w pewien sposób definiowało rutynę jego życia. Nie narzekałna brak troski czy uwagi ze strony rodziców, ojciec zawsze skupiał się na nim. Wymagał wiele ale nagradzał szczodrze. Miał dobre wyniki w szkole i był raczej lubianym nastolatkiem, by nie być nieskromnym i nie powiedzieć, że należał do tych popularnych chłopaków. Nigdy nie stronił od towarzystwa.
Boris, młodszy brat, kochany całym sercem, którego każdy sukces Ruslan odczuwał jak swój, pęczniejąc z dumy. Od kiedy młody dostał się do Zmor, siedział zawsze w pierwszym rzędzie drąc się niemiłosiernie w zagrzewających okrzykach. Namówił ojca na kupno nowej miotły, chciał wspierać go w tej pasji. Mimo to coś nie wyszło. Stopień rywalizacji między nimi stawał się za wysoki do zignorowania. Rus krążył wogół tego tematu jak sęp po pustyni, niestety wzmagało to jedynie napięcia, aż do dnia kryzysu.
Nie spodziewał się zamachu ze strony własnego brata. Widział gniew w jego oczach. Widział ogień, którego obraz na zawsze zapisał się w jego pamięci. To tamtej nocy, gdy Borys niemal pozbawił go życia, postanowił zniknąć z domu. Dać bratu przestrzeń, której ten potrzebował bardziej niż starszego rodzeństwa. Ze złamanym sercem zmienił tożsamość, zniknął wśród ludzi, pomiędzy którymi nikt nie szukałby syna znanego milicjanta.
Zszedł na złą drogę.
* * *
Czym jest czas w oczach istot, których on nie dotyczy. Których nigdy nie dotyczył. Jak docenić piękno przemijania, ulotność chwil, jeśli jest ich sto tysięcy, każdej jednej, jak w balladzie słuchanej w kółko aż do obrzydzenia, każdej nuty brzmienie znane już na wylot. Mógł nucić czystą symfonię energii, kopiując jej brzęczenie, zawieszony pomiędzy tu i tam, siam i nigdziebądź. Był w końcu tylko energią, niematerialnym bytem o którym wielu już zapomniało. Minęło tyle chwil, tyle lat, dziesięcioleci, odkąd ostatni raz stąpał kopytami po czyjejś drodze, któż umiałby ocenić ile? Dryfował między liniami życia szturchając je ze śmiechem, paląc, rwąc i zabawiając się kosztem wszystkiego, co istniało po materialnej stronie rzeczywistości. Zazdrosny chorobliwie o wszystko, o tę nieuchwytną ulotność, o czar chwil pryskających jak bańki mydlane, o to życie, które można stracić tak łatwo. Znudzony do granic wytrzymałości, do obrzydzenia, a później, och znudzony jeszcze bardziej. Do życzenia śmierci, do ostatecznego załamania i narodzin jak feniks z popiołów.

I usłyszał głos, łkający, łamiący się, słyszał słowa w języku, który został dawno zapomniany, koślawa składnia kaleczyła jego wrażliwe uszy, bełkotliwa wymowa drażniła czułe zmysły. Otworzył złote oczy spoglądając na palący się pod nim krąg magiczny, podniósł wzrok by spojrzeć w bladą, przerażoną i zdesperowaną twarz na wprost niego. Nie ma się już po co obawiać tego, co przerażało Cię do tej pory - wyciągnął więc dłonie w stronę tej twarzy, by zerwać z niej skórę, wydrapać oczy, uszy wciąż krwawiły mu od tego bluźnierstwa, a gniew wewnątrz gorzał nienasyconym okrucieństwem.
- "Pomóż mi." - załkała dusza.
Skulił się. Wieczność w niebycie za chwilę radości z wypatroszenia czarodzieja, czy pomoc. Po to przecież istniał, po to magia tchnęła w niego życie, a wiara i skwapliwe miłowanie dawały mu siłę. Odsłonił więc zęby w uśmiechu, najgorszym, jaki mógłbyś zobaczyć, ujmując tę buzię słodką, swojego wybawiciela, Przyzywającego, gładząc pół-materialnymi opuszkami palców ludzką skórę, której chłód palił go przyjemnie. Jak inaczej przypomnieć sobie, co to znaczy być żywym, jeśli nie wrócić do życia.
Pomóż mi, tak, po to tu jestem, po to zawsze tu jestem. By pomagać. Tobie. Sobie. Pomoc to pojęcie względne.

POCZĄTEK

Ruslan Borisov. Nowa tożsamość. Nie łatwo jest wciąż być nikim, jednak odbierając te fałszywe dokumenty smutny uśmiech pojawił się na jego twarzy. Mały ukłon w stronę brata. Wiele lat obserwował go z ukrycia. Widział, jak ukończył szkołę, wspina się po szczeblach kariery. Wciąż był jednak jego małym Borysem. To straszne, jak los z nas drwi, jak zmienia kolej rzeczy tak, by poplątać wszystko to, cośmy chcieli wyprostować. Jako Клещеви́на wszedł własnemu bratu w paradę i umykał przednim, przed sprawiedliwością, jak cień, ten zły, nieznany truciciel na ulicach starego miasta. Przyjął nową tożsamość by uciec, a zarazem dać się złapać. Jakie to nielogiczne, jednak czy ktokolwiek działa logicznie w obliczu mierzenia się z braterską miłością?
Stał w ciasnej uliczce za Burym Wilkiem szukając w kieszeniach dawno kupionej paczki fajek, kiedy zaklęcie ugodziło go między łopatki. Poczuł w ustach smak krwi i ogromny żal, że nie spojrzał oprawcy w oczy.
* * *
Trudno było zmieścić mu się w tym ciele. Tak ograniczone, tak nieruchliwe, jednowymiarowe. Z zewnątrz ludzie wydawali się być znacznie ciekawsi i bogatsi w niezwykłości, niż z dosłownego wewnątrz. Zginął w wypadku, ugodzony okrutną klątwą w samo serce, które eksplodowało wywołując rozległe obrażenia wewnętrzne. Najpierw umarł - później się wykrwawił. Brudne to ciało, ciepłe jeszcze, lepkie od osoki, nikt nie zdążył go znaleźć nim wziął go sobie za naczynie. Świąd palonej skóry naznaczył jego pierś okrągłą pieczęcią zamknięcia. Był. Och.
Był, nareszcie.
Włożył rękę do kieszeni płaszcza i wydobył zeń bezlitośnie pomiętą paczkę papierosów oraz portfel. Używki. Jakie to banalne. Wtykając jednego w usta rozchylił palcami skórzane klapki portmonetki przyglądając się dokumentom wewnątrz. Umazany krwią dokument tożsamości nazywał go Ruslanem. Borysowiczem. Pod spodem znajdowały się też trzy inne paszporty, jednak ten jeden wydał mu się najbardziej na miejscu. Uśmiechnąwszy się niecnie, można rzec diabelnie, sprawdził zawartość innych kieszeni, znajdując różdżkę, klucze do mieszkania, kilka złotych monet, adres zapisany niechlujnie na skrawku pergaminu i stare zdjęcie jakichś chłopców o twarzach umorusanych pyłem.
Panie Ruslan, będzie mi szalenie miło kontynuować pana wycieczkę przez życie. Nie jest pan młody, a ciało ma pan cholernie niewygodne, myślę jednak, że się nie zmarnuje. Polecam serdecznie spędzić miło swoją wieczność gdziekolwiek przyjdzie panu się z nią zmierzyć, bo ja, Iskrzycki, do świata duchów raczej się nie wybieram.

NOWE ŻYCIE

Poznawał ludzi. Te ohydne bestie pragnące pławić się w dobrobycie i luksusie. Z zachwytem włączał się w ich życie, podsycając pragnienia, pogłębiając rozpustę, karmiąc moralną zgniliznę. Nie ma sukcesów bez ciężkiej pracy i wyrzeczeń, tak też zdobył swoich najbliższych przyjaciół - o ile o przyjaźni w jego wypadku może być mowa. Ludzie, których arzył ogromnym uwielbieniem choć niezupełnie otwarcie. Najlepsi, najgorsi, najbardziej szaleni. Skrajności, które dodawały szarym dniom kolorytu. Kolekcjoner.

Pojawił się w końcu i sklepik. To tu to tam, z wszystkimi rupieciami, które tak zawzięcie kolekcjonował. Miał zawsze tę samą potłuczoną porcelanową lalkę, zasuszonego, zdechłego kota z wciąż piękną, rudą kokardą wokół szyi, miał kilka zaręczynowych pierścionków, pozytywkę, która już dawno nie grała melodii, a pomiędzy nimi bezbożną ilość najróżniejszych przedmiotów magicznych. Obłożonych zaklęciami, klątwami, śmiertelnie niebezpiecznych i mogących doprowadzić do szaleńczej miłości. Miał to wszystko, w tym samym starym kufrze z którym wszędzie podróżował, w tych samych gablotkach, które ustawiał w każdym lokaliku, w każdym mieście w dokładnie tej samej heksagonalnej formie. Jego mały sklepik, sklepik z marzeniami.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Ruslan Borisov   Sro Maj 11 2016, 16:39

Здравствуйте!

Trudno ugryźć tę kartę, skoro nawet nie jesteś człowiekiem. Trochę się nad tym głowiłam i ostatecznie postanowiłam rozpatrzyć ją jako postać specjalną, a nie czarodzieja, w związku z czym:

Bonusy za kartę postaci

Dostajesz ode mnie w prezencie geniusza z okultyzmu.

Na zakończenie

Stworzona przez Ciebie karta postaci została zaakceptowana, w związku z czym otrzymujesz na start 800 punktów fabularnych do wykorzystania w punkcie Mistrza Gry. Możesz już bez przeszkód zacząć rozgrywkę na forum, lecz przed rozpoczęciem fabularnych przygód Twojej postaci prosimy o skrupulatne uzupełnienie pól w profilu. Warto również wnikliwie zapoznać się z tematami zamieszczonymi w dziale fabularnym. W razie jakichkolwiek wątpliwości, problemów lub sugestii odnośnie rozwoju naszej magicznej społeczności, zachęcamy do kontaktowania się z administracją forum. Życzymy wielu ciekawych rozgrywek w grze i przyjemnego spędzania z nami czasu!
Powrót do góry Go down
 
Ruslan Borisov
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: