IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Tamara Aristova

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

31 lat

zamożny

nauczycielka białej magii słowiańskiej / zaklinaczka

PisanieTamara Aristova   Czw Kwi 21 2016, 00:02


Меня зовут
Tamara Grigorevna Aristova

DATA URODZENIA
02.10.1965
NAZWISKO MATKI
Vasilchenko
WIEK POSTACI
31
MIEJSCE ZAMIESZKANIA
Petersburg, Rosja
STATUS KRWI
Błękitna
STAN MAJĄTKOWY
Bogaty
ZAWÓD
Nauczycielka białej magii
KORGORUSZ
Mysz


ALCHEMIA: 8
FAUNA I FLORA: 8
LECZNICTWO: 8
MAGIA KREATYWNA: 14
MAGIA ZAKAZANA: 7
OKULTYZM: 19
SIŁA FIZYCZNA: 8
TRANSFIGURACJA: 8
WIEDZA MAGICZNA: 21
ZAKLĘCIA I UROKI: 24
SZCZĘŚCIE: 6
TALENT: 6



Kołdra jest ciężka, pierze już stare, przygniata chude ciało dziewczynki jak kamienna płyta nagrobna, a ona leży i pacierz odmawia w myślach, tylko dłonie pod tą kołdrą złożyła, jak w grobie, przecież za zimno jest, żeby coś poza nosem wystawiać poza pościel, póki jeszcze może leżeć. Ma jeszcze parę minut, zanim dziewczynki zostaną obudzone. Siódma rano, poranna gimnastyka, basen, garderoba, sprawdzanie, czy nic im się w głowie nie zagnieździło, robienie warkoczy jest czasochłonne, bo każda powinna mieć perfekcyjne, aby się na uroczystym śniadaniu z ojcem nienagannie prezentować. Siedzieć prosto, łokcie poza stołem, używać odpowiednich widelca i nożyka poprawnie, aby sobie ten pasztet z gęsi pokroić. Grigorij obserwuje. Kawałek na sztućcu do ust też musi odpowiednią drogę odbyć, to nie może być niechlujne, wszystko dopracowane, dziewczynki chodzą jak w zegarku, wypracowały sobie kamienną twarz, kiedy kopią się pod stołem, ryzykując karę. A kary są o wiele za surowe do czynów, które dziewczynki popełnią. Tamara kiedyś mając lat osiem klęczała na grochu dwie godziny, za krzywo napisane literki w zeszycie.
Ojciec całymi dniami siedzi zamknięty i widują się tylko na posiłkach, jeśli masz inny warkocz przy obiedzie, na pewno zauważy. Będzie wiedział, że szarpałyście się z siostrą za włosy.

Olga ma gorączkę i czuje się źle, a służba nie pozwala Tamarze wejść do środka, bo jeszcze się zarazi. A panienka Tamara to się przecież zarazków boi panicznie. Szybkim krokiem idzie więc do kapliczki, uważając, aby nie skręcić sobie dziecięcej kostki, w tych letnich pantoflach ślizgając się po brukowanych chodniku. W kapliczce zawsze jest czysto i spokojnie, a Tamara modli się tak gorliwie, że wypieki ma na twarzy i potem boi się przez sekundę, że też się jakąś straszną chorobą zaraziła, ale szybko się karci w duchu, bo jeśli taka wola boska jest, to ona przyjąć ją musi. Przejdzie z siostrą przez to piekło, byleby nie bolało za bardzo. Czy Olga już zdrowa? Jeszcze nie.
To znaczy, że modlitwy do Ojca nie dotarły jeszcze. Do nieba długo lecą.
Modlitwy wysyła regularnie, przez całe swoje życie.
Kiedy wstaje z pozycji klęczącej, z klęcznika zdejmuje chusteczkę, z wyszytymi w rogu inicjałami. Nie można pobrudzić kolanek. Kapliczkę zamyka i przemyka pod ścianą budynku, nie za blisko filarów, aby się nie uderzyć. Po schodach wchodząc kładzie rękę w białej rękawiczce na poręczy. Tamara zawsze trzyma się poręczy, bo można spaść, można potknąć się i wypaść, przewrócić, tyle rzeczy złych na schodach może się zdarzyć. Jeden zdradliwy krok i już w białych rajstopach z grubego materiału pojawi się nieelegancka dziura, a turkusowa suknia, bardzo skromna, bardzo prosta może się pobrudzić. I tak cały czas. Pod suknią halka biała, jak ich dziewictwo, na głowie beret, najczęściej w kolorze pastelowym, nic krzykliwego, nic wyzywającego, na szyjach golfy, rzadziej dekolty, które nie obejmują nawet fragmentów obojczyków. Ale to nic, przecież to nic, Tamara jest skromna z natury, wszystko w narzucanym im ubiorze jej odpowiada. Tak właśnie. Przecież innego ubioru nie zna.

Tamara doskonale pamięta twarz każdej z sióstr, tego wieczoru. Wryło jej się to w pamięć jak oblicza świętych z ikon, a nawet lepiej, jakby widziała je w powiększeniu. Za to twarzy ojca nie pamięta, bo trauma wymazała ją i widok jego ciała wielką gumką. Co może zrobić sześć dziewczynek w wieku dojrzewania? Ano sporo. Może na przykład obronić się przed mężczyzną opętanym, któremu zdarzyło się być ich ojcem. Tata swoje siły przecenił, natomiast demon przebrzydły, które sobie jego ciało przywłaszczył, Grigorievnych nie docenił. Nie miały magii, nie miały wiedzy, nie miały ustalonej linii obrony ani czasu do działania. Decyzja padła spontanicznie i Tamara nie pamięta, kto ją podjął : albo my albo on. A jeśli on, to pewnie padnie i więcej ludzi, tak to sobie potem tłumaczyła, zagłuszając echa grzechu i dobijającą się do myśli świadomość, że zabijając Grigorija Aristova wcale nie pozbyły się trwale tego, co w nim siedziało. Ale obroniły siebie nawzajem. Skąpane w szkarłacie, rozczochrane jak nigdy, w dłoniach dzierżąc narzędzia zbrodni, których nie dotykały nigdy, bo i po co pannom wazony kryształowe i żelazka. W ciemności błyskały białka gałek oczny i opary z oddechów urywanych unosiły się w powietrzu, Tamara pamięta, jakie odrętwiałe miała ciało, jak nie mogła opanować drżenia warg i prawie zaniosłaby się szlochem głuchym, gdyby tylko była w stanie zrobić cokolwiek. Ale nie mogła nawet spojrzeć na ojcowskie truchło leżące u stóp szóstki niewdzięcznej. A potem padła decyzja kolejna, tak abstrakcyjna, że wydała się w tym momencie najbardziej logicznym rozwiązaniem.
Ogolić ojcu głowę, będziemy go udawać, dopóki najstarsza nie osiągnie wieku pełnoletniego.

Tym razem to Tamara podjęła decyzję. I za każdym razem, kiedy widziała przeobrażanie się siostry w ojca, po wypiciu wielosokowego wywaru, utwierdzała się w przekonaniu, że to najlepsze, co może zrobić. Myślała, że te trzy lata, które jej samej zostały do osiągnięcia pełnoletności będą najdziwniejszymi, jakie miała okazję przeżyć. Myślały też, że uwalniając się spod ojcowskiej ciężkiej ręki zapomną o dyscyplinie. Nic bardziej mylnego. Jego duch towarzyszył im na każdym kroku, począwszy od niezamkniętych spraw, w których starały się udzielać aby utrzymać pozory, skończywszy na czyszczeniu spinek do mankietów. Wciąż siedziały prosto przy wspólnych śniadaniach. Wciąż układały warkocze. Zmieniło się tak niewiele, jakby wciąż z nimi był. A Tamara bała się jeszcze bardziej. Bała się gniewu bożego, bała się, że prawda wyjdzie na jaw, bała się o Olgę, o resztę sióstr, bała się o siebie, o swoje oceny, o pytania obcych, o bezsenne noce, o ubrudzone rajstopki, przecież wtedy tyle wirusów panoszyło się wokół. Minął rok, a nikt się nie zorientował, co świetnie obrazowało stosunek reszty rodziny do Grigorija. Wszyscy się go obawiali, trzymając się na dystans, nie znając go za dobrze. Małomówny i surowy, z pozoru tak łatwo było wejść w tą rolę. Kiedy oficjalnie zostały półsierotami wciąż niewiele się zmieniło. Wciąż plotły warkocze. Mamy na pogrzebie nie było, przecież nie mogła. To był jedyny moment, kiedy Tamara pozwoliła sobie o niej pomyśleć. Zanim zrobiła to ponownie minęło parę lat. Pakowała walizkę w pośpiechu i mama przyszła jej na myśl, ze względu na cygańskie korzenie. Tamara nigdy wcześniej nie wrzucała rzeczy do kuferka w biegu.

Monaster św. Marii Magdaleny w Liwnach przyjął Tamarę jako posłusznicę na dwa lata postulatu, później trzy nowicjatu, cały czas na celowniku, zbyt gorliwa była w tym milczącym się modleniu, współsiostry czuły przecież, że coś ukrywa, a schimniszki nie mogą niczego ukrywać. Tamarze język się plątał, gdy ją wypytywano o rodzinę, schylała głowę i choć przyzwyczajona była do rygoru, to na porannej mszy oczy jej się zamykały. Na kolanach szorowała drucianą szczotkę posadzkę, każdego dnia, ciągle to samo, nie mając czasu dla siebie ani trochę, nie mając tak naprawdę czasu dla Boga. Każdy jej list filtrowano, każdy list, który przychodził do niej otwierano. Nie mogło być tam słowa o magii. Odcięta od świata, który tak dobrze znała, Tamara starała się najdrobniejszymi gestami łączyć się ze swoją przeszłością. Pod szarym welonem włosy układała w najidealniejszy warkocz, specjalnie wstając dwadzieścia minut wcześniej, godzina czwarta minut czterdzieści. Podczas posiłków i tak obserwowane przez Matkę Przełożoną musiały wszystkie siedzieć prosto. Coraz dalej od Boga, coraz dalej od magii, coraz bliżej obłędu, Tamara zatapiała się w świecie swoich traum i lęków, z uporem maniaka powtarzając sobie, że musi chronić ludzi przed demonami.
Nie zdążyła złożyć ślubów, chociaż imię i monaster już wybrany, kiedy złapano ją gdy zaklinała Ikony jakąś czarnomagiczną inkantacją. Herezja! Co to za okrutna kpina ze strony posłusznicy, odprawiać zakazane praktyki w zakonie i to przed samymi ślubami! Wyrzucono ją bez grosza na bruk, tuszując sprawę w okręgu, bo Tamara nie mogła nawet obdarować ich wyjaśnieniem. Że magia istnieje. Że nie robiła niczego złego. Że chciała tylko tym modlitwom pomóc. Że widziała śmierć i demony na własne oczy, a Bóg nie interweniował wtedy, bo za słabej była wiary. Teraz wierzyła, że może o wiele więcej, współpracować razem z Panem, ale było już za późno, bo bramy zakonne były dla niej zamknięte, a różdżka złamana na pół.

Po niemalże sześciu latach wróciła do domu mając ze sobą tylko pościel upchniętą w kufrze, rajstopy i kilka par majtek na zmianę. W pokoju, jak w celi, zamknęła się na parę miesięcy, nie studiując ksiąg, nie praktykując magii, bo różdżki nowej nie miała, nie jedząc wiele, szukając w głowie choć małej wskazówki od swojego Pana.
Wskazówkę dostała od jednej z sióstr, która pewnego dnia wraz z kompletem świeżych ręczników przyniosła do samotni Tamary broszurę z uczelni wyższej. Przecież zawsze była taką dobrą uczennicą, dlaczego nie mogłaby kształcić się dalej, tutaj, w magicznym świecie, pomimo tego, że wśród mugoli, jako siostra mogłaby przecież kształcić się na uniwersytecie, choć w grę wchodziła tylko teologia. Poszła. A broszura, wyblakła już, tkwi na dnie szafy wraz z opakowaniem po drugiej różdżce, którą kupiła tego samego dnia.
Po paru latach wróciła do pisania ikon, których przeznaczenie się nie zmieniło, tak, jak Tamary obsesja na punkcie przypadłości Olgi, Boga, wypadków nieszczęśliwych oraz tego, co stało się z ich ojcem. Wszystkie modły i prośby i szczęście zaklinała w tych niewielkich deseczkach, rozprowadzając je po całym kraju, nierzadko wśród ludzi podobnym jej, którzy, choć nie wyznawali wiary prawosławnej, będąc czarodziejami, panicznie bali się przejść pod drabiną, bądź mijać w pracy duchy, które stanowiły integralną część świata magii. Zdarzali się i tacy, którzy nierzadko przeznaczenia ikon nie chcieli zdradzić, przyprawiając Tamarę o dreszcze, która później całe noce nie spała, bojąc się, że komuś właśnie, przez jej zaklęcie, dzieje się krzywda straszna. Ale to odbiłoby się na niej, prawda? To wszystko by się odbiło. Gdyby robiła coś złego Bóg pokarałby ją od razu. Przecież była z nim w tak bliskiej relacji.

Od trzech lat stara się o stanowisko nauczyciela Okultyzmu, od trzech lat jest ono jej odmawiane przy użyciu solidnych argumentów, z którymi nie sposób się kłócić. Naucza więc swojej Białej Magii, wzdrygając się, kiedy papierowa kulka przeleci przez całą klasę, poprawiając dziennik na biurku, aby leżał równo, podczas przerw odczekując zawsze taką samą ilość czasu, zanim herbata osiągnie temperaturę, która nie poparzy jej podniebienia. Kładzie się spać zawsze o tej samej porze, uprzednio pół godziny niemalże na kolanach odmawiając pacierz, rano wstaje o siódmej, poranna gimnastyka, basen, garderoba, włosy już za krótkie ma, aby zaplatać je w ciasny koszyczek, chociaż małe, siostrzane warkocze splecione, tak odcięte i schowane ma razem z broszurką i pudełkiem. Małe pamiątki Tamary, a wszystko w kufrze, z którym wyruszyła do i wróciła z zakonu.

Powrót do góry Go down

PisanieRe: Tamara Aristova   Pią Kwi 22 2016, 22:27

Здравствуйте!

Niesamowita karta, niesamowita historia, niesamowita bohaterka.  I ileż w tym wszystkim smutku, siły i wiary – niezachwianej wiary w Boga, który za każdy, najdrobniejszy nawet występek, skory jest ukarać Tamarę z całą mocą swojego gniewu. Tyle, że gniew ten, pomimo przewrotnych perypetii, wciąż nie nadszedł – chyba, że za wymierzoną Tamarze karę uznać te ciągle odmowy objęcia wymarzonego stanowiska. Może jednak zła passa wreszcie dobiegnie końca? Nieszczęścia chodzą po ludziach, a ona coś o tym wie.

Bonusy za kartę postaci

Po krótkim namyśle postanawiam przyznać Ci:
+ 2 punkty do alchemii
+ 2 punkty do lecznictwa
+ 5 punktów do okultyzmu
+ 3 punkty do szczęścia

W drobnym upominku otrzymujesz ode mnie satynową opończę z sierścią almy – wyjątkowo przydatna narzutka dla kogoś, kto drży o swoje życie. Dzięki właściwościom almiej sierści, opończa chroni tego, kto ją nosi, od wszelkich możliwych urazów z zewnątrz, a dodatkowo, w momencie, gdy życiu może zagrażać poważne niebezpieczeństwo, staje się cięższa i zauważalnie chłodniejsza. Niech jednak Weles strzeże Cię przed narzucaniem jej własnej interpretacji zagrożenia, wówczas ciężko będzie Ci się odzienia z ramion pozbyć.

Na zakończenie

Stworzona przez Ciebie karta postaci została zaakceptowana, w związku z czym otrzymujesz na start 800 punktów fabularnych do wykorzystania w punkcie Mistrza Gry. Możesz już bez przeszkód zacząć rozgrywkę na forum, lecz przed rozpoczęciem fabularnych przygód Twojej postaci prosimy o skrupulatne uzupełnienie pól w profilu. Warto również wnikliwie zapoznać się z tematami zamieszczonymi w dziale fabularnym. W razie jakichkolwiek wątpliwości, problemów lub sugestii odnośnie rozwoju naszej magicznej społeczności, zachęcamy do kontaktowania się z administracją forum. Życzymy wielu ciekawych rozgrywek w grze i przyjemnego spędzania z nami czasu!
Powrót do góry Go down
 
Tamara Aristova
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: