IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Brama Koronna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieBrama Koronna   Pon Kwi 11 2016, 17:47

Brama koronna

Potężna brama będąca jednym z dwóch wrót prowadzących na teren Pałacu Sprawiedliwości poprzez ogród. Jest głównym wejściem (drugie jest ukryte i znane tylko nielicznym członkom rodów), uznawanym powszechnie za jedyne. Wykonana jest z ciężkich, kamiennych i  oszlifowanych bloków, których fasada ozdobiona jest wykutymi w materiale herbami wszystkich piętnastu rodów. Brama, budowana na wzór popularnego w tym czasie Łuku Triumfalnego, zwieńczona jest sporych rozmiarów kopułą pokrytą miedzianą blachą.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Brama Koronna   Pią Wrz 30 2016, 19:19

Zaciszną okolicę wypełnia turkot kół i stukot końskich kopyt o bruk. Ciągnięte przez dwójkę, bądź czwórkę koni powozy przejeżdżają przez Bramę Koronną. Na pierwszy rzut oka widać, że są to powozy najwyższej klasy; z pięknie zdobionymi dyszlami, kołami klameczkami czy ornamentami. Staranie namalowany na drzwiczkach każdego powozu rodowy herb potwierdza to, czego można się już domyślić. Do Pałacu Sprawiedliwości zjeżdża się crème de la crème czarodziejskiej społeczności. Gdy kolejne powozy zatrzymują się przed monumentalnym budynkiem, przyozdobione herbem drzwiczki otwierają się i ze środka wychodzą przedstawiciele poszczególnych rodów. Tu nie ma miejsca na zaniedbanie. Każdy szlachcic prezentuje doskonały ubiór i maniery, okazując pełen szacunek głowie swojej rodziny. Same głowy stoją dumne i wyprostowane przy swych krewniakach. Tegoroczny zjazd szlachecki dopiero się rozpoczyna, a już trwają psychologiczne zagrywki. Dolohov pozornie grzecznie wita się z Kuraginem; Aristova przechadza się tam i z powrotem, owiewając każdego, obok kogo przejdzie zapachem drogich perfum; Drăculeșcu wymownie spogląda na Karamazova. Wszyscy wejdą za chwilę do środka, chroniąc się przed jesiennymi chłodami. Wpierw jednak ktoś jeszcze powie coś do sąsiada, ktoś uśmiechnie się fałszywie, ktoś od niechcenia wypomni komuś faux pas na spotkaniu towarzyskim, rzucając pogardliwe spojrzenia przedstawicielom wrogiego rodu. Właśnie po to organizowano zjazdy szlacheckie. Dla zademonstrowania wyższości, umocnienia wieloletnich sojuszy i ugrania czegoś w politycznych gierkach.


Ostatnio zmieniony przez Weles dnia Wto Paź 11 2016, 18:04, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Brama Koronna   Pią Paź 07 2016, 20:55

Anna nie zmrużyła oka przez całą noc. Nie wystarczyło, że jej sąsiad-flejtuch urządził sobie imprezę i to zupełnie innego rodzaju niż ta, na którą zmierzała właśnie panna (niedługo jeszcze) Lefèvre. W głowie jeszcze głośniej niż muzyka dobiegająca zza ściany dudniły jej cztery słowa, których nie spodziewała się widzieć na eleganckim arkuszu papeterii z emblematem rodziny Wrońskich.
Będę na ciebie czekał.
Brzmi trochę jak z kryminału i niejeden znajomy polecałby Annie na pewno trzymać się z dala od kogoś, kto tak zapowiada ich następne spotkanie. Jakby czyhał na coś więcej niż jej stan cywilny i nie miała wrócić ze zjazdu szlacheckiego w jednym kawałku. To, swoją drogą, nie jest aż tak nieprawdopodobne jak mogłoby się wydawać.
Nabiera to już znamion złego smaku, jeśli zjazd zakończy się bez co najmniej jednego skandalu, a z roku na rok jest ich jeśli nie coraz więcej co coraz bardziej szokujące. Anna, zaciskając kurczowo ręce na zatrzasku małej torebki, zastanawiała się, ile czasu zajmie matronom i głupawym pannicom rozszarpanie jej i Constantina na strzępy, zapowiadało się bowiem, że to on będzie atrakcją wieczoru. Tajemniczo zaginiony, wracał teraz po dwuletniej nieobecności: znaczyło to tylko, że suchej nitki na nim nie zostawią i jeszcze przed kolacją będzie musiał zmienić frak na nieobrzygany ludzką wścibskością.
Anna, owszem, należała z przymusu do kilku z gron plotkarskich, lecz jej udział w rozmowie zwykle ograniczał się do potakiwania, ewentualnie wtrącania niezobowiązujących uwag o stroju czy też wymowie obgadywanej osoby. Życie prywatne, myśląc niejako, że każde jest nudne jak jej, zostawiała reszcie.
Z powozu noszącego dumnie symbole dynastii Lazarevów, z którą Anna była bezpośrednio spokrewniona, wysiadała na trzęsących się nogach, ale we wspaniałej sukni.
Małym podarkiem z Algierii okazała się kreacja znanego projektanta z ciężkiego materiału w kolorze ciemnego granatu. Anna musiała przyznać Constantinowi, że dokonał dobrego wyboru. Gdy poczuła pod palcami materiał, jeszcze przed odwinięciem z cienkiego papieru ogarnął ją strach, że rzecz na pewno jest czerwona i niepodobna będzie w niej wyjść nie zmieniwszy wcześniej koloru tkaniny albo włosów. Obyło się jednak bez podobnego dramatu i po niewielkim zwężeniu dokonanym z pomocą kochanej Dobrawy, Anna prezentowała się już dobrze.
Przywitała się z gośćmi stojącymi najbliżej, nie mając nawet miejsca ani okazji, by się rozejrzeć. W końcu przybył następny szlachcic i uwaga skupiona dotychczas na Annie osłabła. Dopiero wtedy miała okazję spojrzeć w kierunku drzwi.
A jednak. Czeka.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Brama Koronna   Wto Paź 11 2016, 14:37

Czarodzieje ze starych rodów lubią przyciągać do siebie uwagę otoczenia. Chwalić się pięknym strojem, prestiżowym stanowiskiem, jakie przyszło im piastować w Ministerstwie albo luksusową willą położoną gdzieś w urokliwych okolicach Petersburga. Patrzcie i podziwiacie nas mówią ich pełne dumy spojrzenia. Jak to zwykle w życiu bywa, istnieją pewne wyjątki od reguły. Nie każdy szlachcic dobrowolnie uczestniczy w targu próżności. Nie każdy przechwala się na prawo i lewo swoimi osiągnięciami. Wśród wysoko urodzonych znajdują się i takie osoby, którym nie zależy na byciu w centrum zainteresowanie. W każdym razie, nie zawsze i nie wszędzie. Czy to oznacza, że są skromni? Niekoniecznie. Bardziej prawdopodobne wydaje się, że doskonale znają oni swoją wartość, cenią własne umiejętności i nie muszą dowartościowywać się poprzez uczestnictwo w targu próżności. Takich to jednostek powinni najbardziej obawiać się wrogowie Starszyzny, na przykład niesławni Raskolnicy. Jak to powiadają: małe pieski zapalczywie ujadają, a duże psy dotkliwie kąsają.
W szlacheckiej społeczności istnieją nawet wyjątki od wyjątków. Czarodzieje wzbudzający swoim sposobem bycia zainteresowanie w towarzystwie i jednocześnie zdolni do szybkiego wycofania się w cień. Cieszą się opinią zupełnie nieobliczalnych. Ciężko zorientować się, kiedy odgrywają wybraną przez siebie rolę, a kiedy są autentyczni. Co jest jedynie częścią ich gry, a co prawdziwym obliczem. Pod pewnymi względami są groźniejsi od cichych psów.
Anna, jako krewna rodziny Lazarevów ma jako takie pojęcie o zasadach i regułach panujących w szlacheckiej społeczności. Zgadza się? Język nie stanie jej kołkiem, podczas rozmowy z ważnymi członkami dynastii. Ale... Czy starczył jej doświadczenia, by nie ulec złudzeniu i nie popełnić błędu w wyrachowanej grze prowadzonej przez arystokrację? Gdzie ceną za pomyłkę są plotki i złośliwe komentarze.
Gdy tak stoi i czeka na swojego Constantino, czuje, że ktoś lub coś wpada na nią od tyłu. Uderza w nią na tyle mocno, że przez sekundę grozi jej utrata równowagi. Stanowczy chwyt pod łokieć chroni ją przed upadkiem i kompromitacją przed resztą szlachty.
- Moje najszczersze przeprosiny! - śmieje się głośno młody mężczyzna, odwracając do siebie  pannę Lefèvre - Nie chciałem pani potrącić, ale stała pani tak nieruchomo, że zacząłem się bać, iż przemieniono panią w posąg. - nieznajomy przybliża twarz. Teraz Anna może wyczuć w jego oddechu zapach alkoholu. Niezbyt intensywny zapach, jednak nie ulega wątpliwości, że szlachcic co nieco wypił przed przyjazdem do Pałacu. Nie na tyle, żeby upić się, ale wystarczająco, aby poprawić sobie nastrój. A może zawsze jest taki wesoły, zaś trunek tylko uwidocznia u niego tę cechę?
Jeśli Anna przyjrzy się mu, spostrzeże, że należy on do tych przystojnych mężczyzn. Arystokratyczne rysy  i jasna cera dodatkowo podkreślają jego urodę. Ciemne włosy związane w luźny kucyk opadają na długi kubrak w karmazynowym kolorze. Kubrak zdobi złoty haft i skrzą się na nim cekiny. Bransolety na nadgarstkach brzęczą cicho, kiedy szlachcic wypuszcza Annę z uścisku. Co zamierzasz zrobić, Anno?
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Brama Koronna   Sro Paź 12 2016, 18:09

Ha, dobre sobie. Oni mieliby nie być próżni? A co innego mają robić w życiu? Anna dobrze zna wiele z tych strojnych kobiet, zna ich zwyczaje i jest świadoma, że większość z nich wybrała rolę ozdoby domu, nie wybierając dla siebie zawodu. Ba, kiedy ktoś podejmie odmienną decyzję, zdarza się, że spotyka go otwarta krytyka. Annie udało się jakoś jej uniknąć, być może z racji braku rosyjskiego nazwiska: obca arystokracja może się z nimi bawić, pić z nimi i plotkować, ale podział zawsze pozostanie, traktuje się ją z dystansem, a dziwactwa, które nie uszłyby na sucho następcom Nestorów im wybacza się szybciej, widząc w nich coś, z czego w wolnej chwili można trochę się pośmiać.
Anny rola zatem jest, póki co, dość komfortowa – ewentualne potknięcia szybko przyćmią inne afery, a celowo wplatany w niektóre słowa zachodni akcent zrobi wrażenie na tych bardziej głupawych z matron i młodych dam. W końcu francuski od wieków był w Rosji językiem elit i nawet jeśli zachce ci się nagle obrzucić kogoś mięsem z ojczystym języku to znajdą się tacy, co nie zrozumieją i jeszcze przyklasną.
Kiedy ktoś ją potrącił, zachwiała się, na nierównym bruku dziedzińca przed pałacem trudno było zachować równowagę. Wysokim obcasem jednego z bucików godnych Kopciuszka nadepnęła na rąbek sukni i usłyszała nad wyraz złowróżbny dźwięk przedzieranego materiału. Byłaby upadła na twarz, gdyby ów zamaszysty jegomość nie przytrzymał jej za ramię. Nieco brutalnie, jak się zdawało, ale skutecznie.
Nie chcąc wzbudzać zamieszania Anna uśmiechnęła się lekko, ni to wymuszenie ni zachęcająco i korzystając z oparcia, stanęła prosto, odsuwając się jednocześnie nieco w bok, na wypadek gdyby ktoś zauważył i postanowił stanąć w jej obronie.
Nie potrzebowała żadnej interwencji, zdarzało jej się znosić zupełnie nachalne towarzystwo bardziej jeszcze wstawionych modnisiów. Ten tutaj był wystrojony w niemal bardziej świecące wdzianko niż ona, ale, co prawda, nie można mu było odmówić urody.
- Nie, nie, nie ma za co przepraszać. – no, pięknie. Udało jej się nie skrzywić, kiedy wyczuła alkohol i ostatecznie potwierdziło się jej przypuszczenie. Świetnie się zaczyna, nawet wcześniej niż ostatnio. Uważała to za co najmniej interesujące, że w tym jednym dniu, kiedy wszyscy szaleją na punkcie manier, etykiet i układów i są gotowi w geście świętego oburzenia zasłaniać usta dłonią na widok Aristova gawędzącego o pogodzie z Oneginem, uchlać się do nieprzytomności i zataczać nie było aż takim znowu przewinieniem.
- Przepraszam, być może rzeczywiście zawadzam nieco, ale czekam tu na narzeczonego; nie chcę, by musiał mnie szukać w tłumie gości, sam pan rozumie.
Nawet dobrze się złożyło, że wrócił, choćby dlatego, że może się przydać w tej jednej sytuacji. Anna rozejrzała się za nim dyskretnie, mając nadzieję, że jak nie on to chociaż inna okoliczność ocali ją od przypadkowego towarzysza.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

27 lat

zamożny

magizoolog

PisanieRe: Brama Koronna   Czw Paź 20 2016, 20:59

Constantino dał słowo honoru. Nie zamierza uciekać, skoro wrócił do rodzinnego domu. Zaraz po spotkaniu z Anną udał się do Kaliningradu, by zobaczyć się z Gaią i Lwem. Syn marnotrawny powrócił. Oto on, w całej swojej postaci, choć wszyscy myśleli, że nic z niego nie pozostało. Był płacz i lament. Krzyk i złość. Uśmiechy przez łzy. Ale wszystko ostatecznie dobrze się skończyło. Wciąż jednak są niekończące się pytania, na które Constantino stara się odpowiadać, choć nie zawsze zna na nie odpowiedzi. Czuje się tym przytłoczony, nie wyobrażał sobie, że to wszystko będzie tak wyglądało, ale musi to znieść, skoro już ostatecznie zdecydował się przeprowadzić wać,do Rosji i porzucić swoje szaleńcze i tak odmienne życie w Algierii. Trochę obawia się dzisiejszego dnia, gdyż doskonale wie, że będzie sensacją wieczoru, dlatego też chce mieć przy sobie Annę. Ciężko mu się do tego przyznać, jednocześnie nie wyobrażając sobie scenariusza, w którym Lefèvre mogłaby zwyczajnie nie przyjść. Po ich ostatnim spotkaniu nie jest jednak do końca pewny, czy udało mu się ją choć odrobinę udobruchać. To nie jest łatwa dla niego sprawa, ale Constantino nie ma zbyt wiele czasu. Być może dlatego tak mu zależy.
Wroński nie spóźnił się, lecz w tym tłumie rozentuzjazmowanych szlachciców ma problem, by ją wypatrzyć. Mija kilka minut zanim udaje mu się wypatrzyć jej rude włosy i granatową sukienkę, którą wysłał jej zaledwie kilka dni temu. A jednak – pojawiła się. Uśmiecha się na samą myśl z zadowoleniem na twarzy, jednocześnie poprawiając swoją elegancką muszkę i czarny frak, by czym prędzej do niej podejść. Spostrzega przy niej jakiegoś mężczyznę, którego nie zna, co nieszczególnie mu się podoba, lecz nie zamierza tego okazywać. Gdy jest już wystarczająco blisko, decyduje się przerwać im rozmowę, wymownie obejmując swoją narzeczoną w pasie. Dość już tych pogawędek, Anno.
- Już cię znalazłem, najdroższa – mówi poważnym głosem Constantino, który znienacka pojawił się przy Bramie Koronnej. Zaraz po tym uśmiecha się na jej widok. – Wybaczy pan, ale pozwolę sobie porwać moją ukochaną – dodaje od razu, jednocześnie odciągając Annę na bok. Cieszy się, że zdecydowała się towarzyszyć mu podczas tak ważnego wieczoru jak ten, dlatego też nie kryje swojego zadowolenia. – Nie lubię prawić komplementów, ale muszę ci powiedzieć, że wyglądasz dziś olśniewająco – komentuje szczerze i z zachwytem Wroński, lustrując ją jeszcze raz dość uważnym wzrokiem.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Brama Koronna   Czw Paź 20 2016, 22:23

Nie było tak źle. Nawiany dżentelmen tylko odrobinę się chwiał, poza tym mówiąc raczej składnie i plując przy tym przez zęby zaskakująco rzadko. Rozbawiona jego manierą Anna używała wątpliwej rozrywki dopóty dopóki nie znalazł się ktoś inny do zaprzątnięcia uwagi jegomościa.
Ach, ci Wrońscy. Zawsze kradną przedstawienie. Jak nie zjawiskowa Dobrawa, to Constantino. Też niezły, ale powiedzmy sobie szczerze: nie lśnił tak jak towarzyszący Annie... baletmistrz? Szlachciców nie dotyczą przecież ograniczenia stereotypu. Nawet gdyby chciał na łyżwach figurowo jeździć, nikt by się nie zdziwił. Jeszcze lodowisko by kupili.
Przedstawienie. Akt pierwszy. Zakochani narzeczeni, stęsknieni i do tego wszystko, co można sobie wymarzyć do obrazka. Nawet frytki do tego, czemu nie. Są przecież dość bogaci na zachodnie przekąski, a Wroński jeszcze do tego światowy. Annę nawet całkiem ciekawiło, co takiego u licha on w zasadzie wyrabiał w tej Algierii.
Anna pożegnała baletmistrza, ostatni raz obejrzała sobie lśniące wdzianko i - chcąc, nie chcąc - podążyła za narzeczonym gdzieś dalej. Tak czy siak wokół było dużo ludzi. Dyskretnie za sprawą długiej sukni nadepnęła mu na stopę.
- Nie ponosi cię czasem, amancie od siedmiu boleści?
Jego zachowanie było podejrzanie znajome - przypominało szopki odstawiane przed jego zniknięciem - ale na plus należało zapisać, że chociaż nie garował jeszcze. Nie zdziwiłaby się, gdyby tym razem to ona, od tych wszystkich zaczepek i szumów przyciszonych głosów, które będą się za nimi wlec skończyła wieczór w stanie wskazującym nadmierne spożycie.
Zignorowała komplement Wrońskiego. Powiedzieć dziewczynie, że ładnie wygląda podczas zjazdu szlacheckiego to tak jakby powiedzieć, że na Boże Narodzenie pada śnieg. Albo że jest jasno, kiedy świeci słońce - inna wersja rzeczywistości jest zwyczajnie nie do przyjęcia.
Lepiej chyba poza tym zostawić wdzięczenie się dla nieznajomych.
- Krzywo masz tę muszkę.
Poprawiła, oczywiście. Bo musi być ładny obrazek. Swoją drogą, mało zdjęć robili. Może tym razem udało się pijawkom wleźć do środka, w końcu lepsze światło.
- Może na wypadek napaści plotkarek, powinniśmy ustalić spójną wersję wydarzeń. Dlaczego wyjechałeś. Dlaczego wróciłeś. Coś ty zrobił z tą muszką, dawno miałeś sobie kupić taką na guzik.
Nie przystoi, ale praktyczna. Jak ich dzisiejszy układ.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

27 lat

zamożny

magizoolog

PisanieRe: Brama Koronna   Pią Paź 21 2016, 12:49

- Nie jestem żadnym amantem, Anno – oburza się Constantino niczym małe dziecko, zupełnie nie rozumiejąc dlaczego właśnie tak go nazwała. Przecież powinna być mu wdzięczna za to, że powiedział jej komplement, choć zazwyczaj tego nie robi. Wroński był całkowicie szczery, nie okłamał jej, stara się jak tylko może, a ta wyłącznie go neguje na każdym kroku. Zdecydowanie chciałby mieć to wszystko dawno za sobą, ale – jak widać po wcześniejszej sytuacji – nie da się. Ma nadzieję, że uda mu się przeżyć dzisiejszy wieczór w całości i nie ugnie się pod tą niebezpieczną lawiną pytań, która czeka na niego za progiem Pałacu Sprawiedliwości. Już czuje na sobie te obce, pożądliwe spojrzenia zgromadzonych w pobliżu szlachcianek, jednak łudzi się, że tak szybko nie został jeszcze zdemaskowany. – Amantem od siedmiu boleści był tamten chłoptaś. – Niezadowolony wskazuje na niego wzrokiem.
- Jest dobrze – dodaje z niemałym niesmakiem w głosie, gdyż bardzo nie lubi jak ktoś próbuje go poprawiać. A Anna niemal zawsze miała w zwyczaju to robić. Constantino dobrze pamięta podobne sytuacje sprzed paru lat, ale teraz tylko postanawia ugryźć się w język, wzdychając dość znacząco pod nosem. Intensywnie myśli przez moment o tej wspólnej wersji wydarzeń, lecz ostatecznie nie jest przekonany do żadnej z nich. – Myślę, że możemy sprzedać im jakąś tragiczną, ckliwą historią jak zostałem porwany i przetrzymywany w Algierii, po czym po dwóch latach udało mi się wydostać stamtąd i wrócić do Rosji. No nie wiem, a ty masz jakieś sensowne propozycje? – zapytuje Constantino, uważnie spoglądając na Annę, która po raz kolejny poprawia jego muszkę. – Dobrze, kupię. Chyba prawda nie będzie najlepszym wyjściem w tym przypadku…? – pyta dość niepewnym głosem.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Brama Koronna   Sob Paź 22 2016, 01:10

No pewnie, oczywiście. Jaki tam z niego amant, jest tylko wystrojony, wypachniony, władczy z komiczną przesadą i w ogóle całe szczęście jej i reszty świata zależy wyłącznie od niego.
Pustelnik normalnie. Asceta z czystym sercem.
- Był dość grzeczny. – a tam, co ma do stracenia. Wciąż przekonana, że to nie ona tutaj musi się starać, żeby wszystko dobrze poszło (albo chociaż nawet kulejąc poszło odrobinę do przodu), wytykała Constantinowi co tylko szło i zajmowała ją ta rozrywka do momentu pierwszej konfrontacji.
Ciotka Adela nie zadawała niebezpiecznych pytań nigdy. Zadowalało ją, by zapamiętać jej imię i pochwalić kolejną fantazyjną broszkę z pokaźnej kolekcji. Obcałowała im policzki, łamaną francuszczyzną powiedziała coś do Anny i odfrunęła niesiona przypływem tęsknoty do swojego siostrzeńca Artyoma.
Annę zmroziło, gotowa nawet zaserwować jej niedorzeczne kłamstwo o porwaniu. Z ręką zaciśniętą jak imadło na ramieniu Wrońskiego ze słabnącym uśmiechem wypatrywała kolejnych znajomych. W końcu nie dostrzegła bezpośredniego zagrożenia (ani też, gwoli ścisłości, pożądliwych spojrzeń rzekomo spoczywających na osobie jej narzeczonego, ale o tym nie wspomniała) i przechadzając się między powozami wyperswadowała mu znaczące wady pomysłu, który zaproponował.
- Nawet uchlani w to nie uwierzą, z daleka zalatuje pisaniną tego tam Avdonina od beznadziejnych kryminałów. Powiemy, że… Zachorowałeś i lekarz skierował cię do eksperta; terapia się wydłużyła, ale wracasz cały i zdrowy. Albo pracowałeś tam nad… no, nad tym, nad czym pracujesz i chciałeś wszystkich zaskoczyć dokonaniami. Poczułeś zew szlaku, cokolwiek. Najważniejsze, żeby zapewniać, że ja i twoi rodzice wiedzieliśmy o wszystkim. - A żeby powiedzieć prawdę musiałabym ją najpierw znać. - dodała po chwili.
W końcu zanim ulotnił się za jej namową po tej absurdalnej niezapowiedzianej wizycie, zdobył się zaledwie na ujawnienie miejsca pobytu. Na wyjaśnienia swoich motywacji i zajęć, a także przyczyn powrotu nie starczyło ani czasu ani dociekliwości Anny.
Teraz, gdy trochę czasu już minęło, a on nadal odmawiał zniknąć ponownie, może byłaby skłonna się prawdą zainteresować.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Brama Koronna   Sob Paź 22 2016, 23:33

Kobieta z klasą potrafi zachować się w każdej sytuacji. Nawet wówczas, kiedy rozdziera się materiał sukienki. Kiedy nagabują ją wstawieni szlachcie. Nawet wtedy, gdy wali się i pali cały świat; gdy stare plotkary młócą językami. Prawdziwa dama z uśmiechem godnym carycy rosyjskiego imperium przyjmie każdą niedogodność. Czyż nie tak, Anno? Taka powinna być dama według wzorca wychowania, który nadal praktykuje się w szanowanych czarodziejskich rodzinach. Cudzoziemskie pochodzenie na dobrą sprawę może stać się tarczą odbijająca nieżyczliwe słowa i barwne spekulacje, ale na jak długo pozostanie niezawodna? Szlacheckie środowisko czasami zdobywa się na odrobinę wyrozumiałości, jednak ta szlachecka wyrozumiałość topi się szybciej niż blok lodu wystawiony na słońce. Jedna, dwie gafy mogą zostać wybaczone, ta trzecia już niekoniecznie. Wszakoż, arystokracja chlubi się swoimi nienagannymi manierami i zachowaniem. Kto nagminnie łamie przyjęte zasady, zostaje uznany za czarną owcę, dziwadło.
- W takim razie, życzę pani, żeby narzeczony przynajmniej nie spóźnił się do ołtarza - młody szlachcic kłania się dwornie przed panienką Lefèvre.
Ledwie wypowiada życzenia, a pojawia się narzeczony Anny we własnej osobie. Nieznajomy nic nie odpowiada na słowa Constantino. Nie robi żadnych problemów, tylko pozwala mu odciągnąć Annę na bok. Za to bardzo uważnie przygląda się narzeczeńskiej parze. W szczególności pan Wroński wzbudza jego zainteresowanie. Ciekawość wreszcie skłania go do podążenia za narzeczeństwem.
Czy zajęci sobą Anna i Constatnino, dostrzegają, że idzie za nimi ktoś, kto z każdym krokiem coraz lepiej słyszy ich dyskusję? Bądź, co bądź szlachcic porusza się pewnie, niemalże bezgłośnie. Pijaństwo jakby ulatuje z niego w przeciągu sekund.
-  Ach, zdziwi się pani w co skłonna jest wierzyć pijana szlachta. Przy hojnie polewanej wódce, uzna za najprawdziwszą prawdę nawet historyjkę o odrodzeniu Szalonej Wiedźmy - radośnie wpada Annie w słowo jej niedawny rozmówca - Może dopomogę wymyślić bajeczkę o wyjazdach i powrotach narzeczonego? - puszcza oczko do wspomnianego narzeczonego - Ale najpierw zajmijmy się najważniejszą rzeczą. Fiksirat - pod wpływem zaklęcia niefortunne rozdarcie na sukni Anny znika bez śladu. Nie ma za co dziękować. Dama w zniszczonej sukni to zniewaga dla znamienitego towarzystwa. Zaraz zaczęliby plotkować, zaś Ania zaliczyłaby gafę  - No więc, z kim mam przyjemność?   - odzywa się po chwili, chowając za pazuchę wcześniej wyciągniętą różdżkę - Chyba, że ten pan życzy sobie, aby zwracać się do niego pan Narzeczony? Albo Amant? Bo przebywając w Algierii zdążył zapomnieć, że podchodząc do kogoś, wypada się wpierw przedstawić, a dopiero potem samolubnie zagarniać dla siebie damę? - wbija wzrok w Constantino.
Szlachcic przez cały czas utrzymuje żartobliwy ton głosu, nadal czuć od niego alkohol. Zupełnie przeczy to zaczajonej w jego oczach chłodnej kalkulacji.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

27 lat

zamożny

magizoolog

PisanieRe: Brama Koronna   Nie Paź 30 2016, 16:35

- Już nie przesadzajmy, że Avdonin jest taki beznadziejny – oponuje momentalnie, spoglądając uważnym wzrokiem na Annę. Chociaż nie jest wybitnym pisarzem współczesnym, to jego książki czyta się przyjemnie, zwłaszcza do snu, gdy chce się poczuć odrobinę adrenaliny i zastrzyk emocji. Constantino zastanawia się dość intensywnie nad pomysłem Anny. Nie wydaje mu się to złym rozwiązaniem; śmiałby nawet powiedzieć, że jej idea jest po prostu wiarygodna. Mógłby nawet w nią uwierzyć, gdyby był osobą postronną, lecz niespodziewanie dociera do niego, że przecież jest chory i pracował nad wymarłymi gatunkami zwierząt, więc niekoniecznie byłoby to aż tak dużym kłamstwem. – Możemy tak zrobić. Co więcej, nawet spróbować to połączyć w jedną całość, by dodać więcej dramaturgii – dodaje po chwili namysłu, uśmiechając się delikatnie, choć wcale nie jest mu do śmiechu. W końcu wkrótce będzie zmuszony wszystko wyznać Annie, a to nie takie proste dla Constantino.
- Proszę darować sobie te rady, których nie potrzebujemy. Poradzimy sobie sami – odgryza się Wroński z wyraźnym niezadowoleniem w głosie, wyraźnie czując od niego zapach alkoholu. Zdecydowanie nie zamierza słuchać podpitego szlachcica, który ledwo trzyma się na nogach, zwłaszcza że jeszcze przed chwilą kręcił się wokół Anny, co nieszczególnie mu się spodobało. Zresztą znowu nieoczekiwanie pojawił się w ich pobliżu, co lepsze – naprawiając jeszcze sukienkę Lefèvre. Lepiej niech schowa tę różdżkę, bo nigdy nie wiadomo, co zaraz przez przypadek może z nią zrobić. – Podobnie mógłbym powiedzieć o panu i zarzucić brak ogłady, skoro raczył nam wtrącić się w rozmowę. Nikt też nie prosił, by zajmował pan czas Annie, która na mnie oczekiwała. Niemniej jednak widać, że alkohol z ludźmi robi swoje – dodaje Constantino, starając się jednocześnie być dla mężczyzny choć trochę kulturalny. Najchętniej załatwiłby to inaczej. – Może udamy się już do środka? – zwraca się do narzeczonej.

Anna i Constantino z tematu
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Brama Koronna   

Powrót do góry Go down
 
Brama Koronna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: