IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Komnata Marmurowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieKomnata Marmurowa   Pon Kwi 11 2016, 13:20

Komnata Marmurowa

Komnata Marmurowa jest salą audiencyjną i to tutaj najczęściej oficjalnie spotykają się członkowie Starszyzny, nie licząc zgromadzeń w małym saloniku na Dolnym Belwederze. Sala ma kwadratowy plan, ale przez marmurową, okrągłą mozaikę na posadzce wydaje się mieć zniekształcone wymiary. Przy jednej ze ścian, na dwóch podwyższeniach znajdują się pozłacane fotele Starszyzny, z bordowymi obiciami, na których zasiadają podczas ważniejszych spotkań. Z sufitu zwisa złoty żyrandol, a wysokie okna zazwyczaj zakryte są ciemnymi kotarami z ciężkiego materiału. Ściany, pomalowane na czerwień, ozdobione są portretami byłych, zmarłych już głów rodów.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Komnata Marmurowa   Pią Wrz 30 2016, 19:02

Trwają ostatnie przygotowania do najważniejszego punktu zjazdu: spotkania i narady w istotnych dla całej szlachty kwestiach. Wiadomo już, że zostanie szeroko omówiona sprawa Raskolników. Ta przestępcza grupa ostatnimi czasy nabiera coraz większej śmiałości, stawiając bezczelne żądania. Coś należy z nimi zrobić, zanim zburzą społeczny porządek od lat pielęgnowany przez Radę Czarodziejów. Oprócz tematu wrogów Starszyzny, z całą pewnością zostaną poruszone i inne kwestie. Każdy szlachecki ród prowadzi swoją politykę, bardzo często niezgodną z innymi dynastiami. Ostre dyskusje, intrygi, poszukiwanie sojuszników – to coś, co jest tutaj na porządku dziennym. Jakie niespodzianki czekają uczestników zjazdu w tym roku? To dopiero się okaże. Fotele zajmowane przez przedstawicieli Starszyzny są na razie puste. W Komnacie Marmurowej kręci się niewiele osób, co oznacza, że do rozpoczęcia pozostało jeszcze trochę czasu. Można go wykorzystać na wypicie kolejnej filiżanki herbaty, jak i na naradę z pozostałymi członkami rodziny. Tak, aby być odpowiednio przygotowanym, kiedy Nestorzy już zajmą swe miejsca, zaś szlachetnie urodzeni czarodzieje zgromadzą się w sali i zasiądą na krzesłach.
Powrót do góry Go down
avatar


Ufa, Rosja

błękitna

25

zamożny

zaufaj mi, jestem inżynierem transportu

PisanieRe: Komnata Marmurowa   Sob Paź 01 2016, 17:13

Niebo za oknem tworzy pomarańczowo-szary gradient, chłodny i gorzki, jak plaster grejfruta pobrudzony popiołem. Ohyda, prawda? A gdyby tak jednak nie? Smak zmyje się szybko, tak, jak szybko znikną zabarwione chmury z nieba, wraz z nadejściem wczesnego wieczoru. Szybciej, szybciej. Zaczynajcie już. Zaczynajcie te obrady, aby ulotnić się, gdy większość będzie już na odpowiednich stanowiskach, zgromadzona w dusznych salach, wachlując się i przy okazji sąsiadów potężnymi, drogimi wachlarzami, im większy tym lepszy, im droższe kamienie w koliach tym lepiej, niech każdy widzi, niech każdy wie. Na szyi Marianny kamieni nie ma żadnych, jedynie aksamitka czarna zawiązana na białej szyi. Niewygodne? Nie przeszkadza tak, jak sztywny gorset, który nie pozwala jej usiąść, rozsiąść się na krześle, rozłożyć, zapaść, tak, jak pannie jej pokroju nie wypada. Ale próbuje, z tyłkiem zsuniętym na samą krawędź krzesła, karmazynowa spódnica sukni rozlewa się po podłodze wokół, ale Ira nie zwraca na to przecież żadnej uwagi, to tylko suknia. A podłoga i tak przecież została dokładnie wylizana z okazji tak wielkiego Zjazdu.
Ile można się tak ukrywać, aby nie odbębniać swoich powitań, jedynie, gdyby napatoczył się ktoś tutaj, w Marmurowej, trzeba będzie wstać, uśmiechnąć się szeroko, opowiedzieć co działo się ostatnio. (A dziękuję, wszystko w najlepszym porządku, a u pana?). Oj Ira, myślisz o tych, którzy wejdą tutaj zmuszając cię do zmiany prawie-wygodnej pozycji, a co z tymi, którzy już tu są? Co z tego, że stare chłopy, nie widzisz, jak coś buczą pod grubymi wąsami? Czoła i policzki mają już czerwone, błyszczące jak wypolerowane skórki jabłek, nie za gorąco aby? A niech się uduszą w tych surdutach. Przynajmniej jedna para płuc mniej do kradnięcia cennego na takich zebraniach tlenu. A w drugą stronę? Puste krzesła obok, puste przed tobą. Ależ cię kusi co, aby zdjąć trzewiki i na jednym z nich wyłożyć stopy. Nie to, żeby były niewygodne, ale świadomość, że spędzisz w nich wiele następnych godzin sprawia, że nabierasz już wrażenia, że cię obdzierają. Cholera, Ira, zjebałaś. Ta suknia jest taka długa i gęsta, że nikt nie zauważyłby, gdybyś pod nią miała adidasy albo skórzane sztyblety. Odchylasz głowę do tyłu, aż strzela ci coś cicho w karku, co robisz? Wystawiasz swoje starannie upięte, zakręcone włosy na próbę? Uważaj, bo ci ten pięknie zdobiony grzebień w kształcie koralowca z czerwonych cyrkonii wypadnie. Rozbije się i będzie szkoda, akurat ten element twojego stroju bardzo ci się podoba.
Kierujesz wzrok ku drzwiom? Nie masz po co, dobrze wiesz, że ojciec twój zajęty jest rozmowami z innymi członkami rodów, nie znajdziesz w nim teraz towarzysza.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

26 lat

majętny

pracownik Prikazu Sprawiedliwości i Ochrony Narodowej

PisanieRe: Komnata Marmurowa   Nie Paź 02 2016, 20:09

Był czas zabawy. Był czas beztroskich rozmów w zacisznych kątach Pałacu Sprawiedliwości. Był czas na wymienianie towarzyskich spostrzeżeń i obdarowywanie się wzajemnie przepełnionymi jadem komplementami. Był czas na rodzinne narady i cenne uwagi: o tym wolno wam rozmawiać, tych tematów poruszać nie możecie nawet, gdyby grożono wam salvhaską, do tamtych się nie odzywajcie, nie zerkajcie nawet w ich stronę, za to z tamtymi wymieńcie kilka inteligentnych żartów, niech dobrze was zapamiętają. Był czas, gdy można było odwlekać myślenie o nadciągających wielkimi krokami obowiązkach względem rodziny, Starszyzny i całego magicznego społeczeństwa. Każdy z tych czasów kończy się jednak raptownie w momencie przekroczenia progów Komnaty Marmurowej. Czerwień ścian bezlitośnie przypomina o powinnościach spoczywających na barkach każdego z członków magicznych dynastii. Dla sporej części z nich omawiane w tym miejscu tematy odległe są tak samo bardzo, jak dla najstarszego, żyjącego pokolenia najnowsze wymysły mugolskiego świata. Niemal to zabawne – patrzeć, jak znaczna większość tych wystrojonych od stóp do głów dam wierci się na tych bajecznie wygodnych krzesłach, odliczając kolejne, upływające w żółwim tempie minuty. Może dlatego w Marmurowej, odkąd pamiętam, nigdy nie uświadczyło się widoku choćby najmniejszego zegarka poza tymi kieszonkowymi należącymi do przebywających na obradach mężczyzn. Czas poświęcany na polityczne dysputy nie ma tu znaczenia. To praca ważniejsza od wszystkich, które przychodzi nam wykonywać – zrobiona musi więc być porządnie, bez presji. Jedynym ponagleniem okazuje się być tylko zmieniające swoją barwę niebo. Jeśli już o nim mowa, z rzadka mam okazję obserwować to późnopopołudniowe, swoje biuro w Prikazie Sprawiedliwości i Ochrony Narodowej  zazwyczaj opuszczając w godzinach mocno wieczornych, gdy uliczne latarnie zaczynają nocną zmianę. Może więc dlatego od chwili wejścia do komnaty zbyt wielką uwagę zwracam na rozżarzone niczym węgielki chmury wiszące za oknem na wprost mnie.
W takim miejscu jak to nie wypada publicznie demonstrować każdego drgnienia serca, o czym wreszcie sobie przypominam i z dłońmi splecionymi za plecami ruszam w stronę fantazyjnie udekorowanych miejsc. Tylko nieliczne z nich zostały już zajęte, cała reszta nadal świeci pustkami, czekając na nadejście hordy wybawców ludzkości – opitych i najedzonych do syta, z niedokładnie wytartymi z kącików ust resztkami szampana, plamkami tłuszczu czy drobinkami wykwintnego jedzenia. Nigdy nie należałem do zwolenników poczęstunków przed tak ważnymi wydarzeniami; posiłek w takich wypadkach zawsze jedynie rozleniwiał, co nie przyczyniało się do zadowalających rezultatów spotkań. Wciąż jednak niewiele mam do powiedzenia w sprawach organizacyjnych zjazdów, pod tym względem będąc tylko ich biernym uczestnikiem. Ale co się odwlecze to nie uciecze. Prawda, Marianno? Witam się z tobą krótkim skinieniem głową, zajmując miejsce tuż za tobą. Jak tam twoje dzisiejsze plany na wieczór? Kiedy ostatnio mi o nich opowiadałaś, byłaś niezwykle podekscytowana. W pierwszej chwili dziwi mnie więc twoja obecność tutaj, zaraz potem uznaję jednak, że pięknie to wszystko rozegrałaś.
Powrót do góry Go down
avatar


Ufa, Rosja

błękitna

25

zamożny

zaufaj mi, jestem inżynierem transportu

PisanieRe: Komnata Marmurowa   Pon Paź 03 2016, 10:51

Dimitri, a gdzie jest wasz czas na zabawy? Na wymienianie komplementów wcale nie wypełnionych jadem, choć równie gęstych i zaskakujących. Może nie was, ale gdyby dotarły do uszu niepożądanych na pewno nie małe osłupienie by wywołały. No skuś się i tak już niechybnie najczarniejszą owcą w rodzinie będziesz, nie bądź taki sztywny, przecież nie tylko niebo ci wolno podziwiać. Masz pojęcie jak ją męczy obserwowanie nieba z tego punktu, gdzie siedzieć musi (ba, siedzieć, męczyć się w tym sztywnym gorsecie), kiedy mogłaby zrzucić ciężki materiał sukni i polecieć, wcale nie w świat daleko, ale do siebie, do domu, albo nad morze na chwilę, bogowie, gdziekolwiek, przecież wiesz. Byle nie tu. Zjazdy Szlacheckie nie tylko ją przecież napawały przytłaczającym znudzeniem, ale gdyby zapytać o szczerą opinię większości z tutaj zgromadzonych pewnie odpowiedzieliby podobnie. Ilu tak naprawdę było ludzi, którzy świetnie się bawili na tego typu imprezach tego Ira nie wiedziała, ale już obserwując tych zgromadzonych w Marmurowej mogła stwierdzić, że niewielu. Ją na całe szczęście paradoksalnie w dużej mierze omijały obowiązki rodowe z racji bycia a) kobietą b) drugim z kolei dzieckiem, w dodatku młodszą siostrą. Cała jej rola obejmowała więc uśmiechanie się, kiedy kolejny stary pryk zadowolonym głosem oznajmiał No Aleksandrze, ale ci ta córka wyrosła, panno Marianno urodę na szczęście odziedziczyła pani po świętej pamięci matce. Ach tak, tak, tak, haha na szczęście po ojcu wąsa nie ma, no zaskoczenie. Ale z urodą po mamie to i bujda, tak zawsze każdy tylko mówi, aby powiedzieć coś, cokolwiek. Małe rozmówki, do niczego nie prowadzące, nużące i mdłe, nic dziwnego, że tym razem sobie odpuściłaś Marianno. Ach, skinięcie głową, w odpowiedzi odwracasz się, na tyle na ile ci na to pozwala suknia, przewieszając rękę przez oparcie krzesła, jakbyś musiała się go trzymać, by nie spaść. I pewnie tak trochę jest, co? No nie, panno Marianno, tak się panienki do wrogów rodziny uśmiechać nie powinny, nawet jeśli starają się odrobinę to powstrzymać. I tak widać!
A niech będzie widać.
Ira, jesteś nieodpowiedzialna.
- Kochanie.
Bardzo nieodpowiedzialna, dobrze, że chociaż głos ściszyłaś, coby na nikogo nie sprowadzać problemów, trochę nieładnie tkwiąc w przekonaniu, że ciebie starcia starszyźniane w ogóle nie dotyczą z powodu bo tak. Gdyby cię tato słyszał to od razu byś dostała po głowie. Tak naprawdę nie, ale znowu by się zmartwił Maniu, Maniu, czy ty mi zawsze musisz napętać kłopotów. Za ciężkie masz Maniu nazwisko na taką beztroskę.
- Nudzę się śmiertelnie, zdążyłam już założyć się sama ze sobą, który z obecnych tu dziadów pierwszy zacznie kaszleć duszony przez za ciasne kołnierzyki, chcesz się dołączyć? – Zakłady z Irą nie powinny się chyba nikomu nudzić, wygrana w zasadzie nigdy nie ma znaczenia wielkiego, ale sam przedmiot debaty z pewnością warty uwagi. Nachyla się bardziej, opierając brodę na ramieniu.
- Kuragin przy drzwiach, to mój typ, pracuje u was w Prikazie. Nie masz wrażenia, że zapomniał różdżki? Zdaje się być wyjątkowo nerwowy i bezradny. Na zmianę rozgląda się nerwowo i zawiesza wzrok gdzieś pod sufitem. – Biedny Kurgain w średnim wieku. Nie ma tu jakiegoś krewniaka, który pomógłby mu ją znaleźć? Od biedy Ira by się zaoferowała, gdyby oficjalnie wiedziała, że coś je nie tak, ale jaki to wstyd przyznać się, że zgubiono różdżkę. W dodatku na tak wielkim Zjeździe. Panie Kuragin, większy wstyd będzie jak ktoś ją znajdzie i gdy wszyscy będą na sali uniesie w górę i zapyta Drodzy Państwo, czyja to zguba?
- Hej. – Palec zahaczony do dimowy kołnierzyk, bardzo szybko, by tylko odwrócić jego uwagę od Kuragina, przecież już starczy. - Dlaczego nie brylujesz w towarzystwie? Wszyscy są przecież teraz w balowej. Będziesz miał na to czas potem? – Uśmiecha się słabo przy ostatnim pytaniu, przecież wiesz, że prawidłowa odpowiedź brzmi: nie będziesz miał później czasu dla innych. Prostuje się, by nie być za blisko, ktoś pomyślałby jeszcze, gdyby jednak zerknął tu przypadkiem, że Dolohovom i Aristovom szeptać nie wypada. Druga sprawa to pozycja, która staje się powoli nieznośna. Dimitri, nie mogłeś usiąść przed nią?
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

26 lat

majętny

pracownik Prikazu Sprawiedliwości i Ochrony Narodowej

PisanieRe: Komnata Marmurowa   Pią Paź 07 2016, 15:38

Spośród wszystkich obecnych nie tylko tu, w Komnacie Marmurowej, ale w całym Pałacu Sprawiedliwości, jesteś prawdopodobnie najmniej nieodpowiedzialną osobą, Marianno. Jak czujesz się z tą świadomością? Gdyby w tym momencie nastąpić miał przełom; gdyby filary niezmiennie od tylu wieków podtrzymujące całą ideę Starszyzny w tej chwili zatrzęsły się i zburzyły, pozostawiając każdego z tych dziadów w gęstej chmarze pyłu, by po omacku błądzili w nowej rzeczywistości, żaden nie dałby rady przejść przez ruiny tego, co z taką pasją tworzył, za co skłonny był oddać życie, wyrwać oczy przeciwnikom systemu. Wiesz dlaczego? Bo każdy z nich bałby się, że wyciągnięta dłoń rozpaczliwie szukająca pomocy trafi na rękę odwiecznego wroga. To byłoby nie do zniesienia przecież. Zamiast tworzyć jedność, miast jednoczyć się przeciwko wspólnemu nieprzyjacielowi, pozwalają by wewnętrzne niesnaski doprowadzały do rośnięcia w siłę Raskolników, w szeregach których zapewne trudno o podobne podziały. Roztrząsanie wydarzeń sprzed kilku setek lat, podsycanie wciąż i wciąż ognia nienawiści z nadzieją, że doprowadzi to do końca wszelkich konfliktów – to jest nieodpowiedzialność. Niech oni wszyscy nadal skaczą sobie do gardeł, niech wyszarpują wzajemnie z języków ostatnie słowa. W cieniu tych wielkich potyczek, na które nie sposób nie zwrócić uwagi, od których nie da rady oderwać wzroku – w ich cieniu jesteśmy my, Iro. Myślisz, że ktoś zwróciłby uwagę, gdybyś swoje powitanie wypowiedziała głośniej? Założyłbym się z tobą – nie tylko o to, który z mężczyzn zacznie pierwszy kaszleć – że wzięliby to za kolejny etap ewolucji pogardy na linii Dolohov-Aristov. Bo wiesz, żaden ze mnie pacyfista, wszelkie rozwiązania siłowe, stosowanie przemocy, by zwalczyć przemoc uważam za rozsądne i potrzebne, jednak tylko wówczas, gdy w ręku dzierży się wszystkie sznurki, którymi można pociągać zawieszone na nich marionetki. W innym wypadku historia wciąż zataczałaby koło, a po co, skoro stworzyć można wiele ciekawszych scenariuszy.
- Zawsze, przecież wiesz – odpowiadam nieco zbyt szybko, jakby mechanicznie, wzrokiem nie szukając nawet specjalnie mojego potencjalnego kandydata na zwycięzcę w tej potyczce. Nie miej mi jednak tego za złe, to chyba atmosfera tego miejsca. Niekończący się pośpiech wymuszający na człowieku zwiększanie tempa wszystkiego, czego się chwyci. W innych okolicznościach, kilka komnat dalej, nie miałbym nic przeciwko temu. Tutaj do głosu dochodzi przede wszystkim ta cząstka, której zależy na polityce. Chyba nie jestem ani trochę lepszy od całej tej hołoty zjeżdżającej do Pałacu w imię wyższego dobra. – Wybacz. – Nie dodaję, że się zamyśliłem, to zdążyłaś już zauważyć, w porę przywracając mnie do porządku. Spojrzenie zawieszone na Kuraginie jeszcze chwilę dłużej, a ktoś gotów byłby zwietrzyć zalążek kolejnej sensacji, gdyby jednak postanawiał zwracać uwagę na współtowarzyszy swojej niedoli i nie wystarczylibyśmy mu my.
Wiem. Wiem, że każda licząca się osoba wciąż znajduje się w Balowej. Wiem, że później mój czas zarezerwowany jest na zgoła inne rzeczy. Wiem, że bez zmieniacza czasu nie zdołam upiec dwóch pieczeni na jednym ogniu. Wiem, kiedy przyjemności zamieniają się w obowiązki i z tych ostatnich wreszcie należy zrezygnować, by pozostać człowiekiem. Wiem również, że nie zniósłbym więcej pytających spojrzeń ze strony ciekawskich ciotek, ani ich nieudolnych prób zaganiania w moją stronę zlęknionych owieczek, które ledwie co ukończyły Koldovstoretz i pstro w głowach mają.
- Ira, chyba żartujesz, za miesiąc będzie tu identyczny skład, nadrobię zaległości. Na tę chwilę nie żal mi odmowy skosztowania kolejnego kawałka kremówki, tym razem nie wyszła im najlepiej.  Zakharenko, bez powodzenia, chcieli zagarnąć także sektor gastronomiczny. – Ściszam głos przy ostatniej uwadze, przysuwając krzesło bliżej tego zajmowanego przez Mariannę. Gdzie uciekasz? Dolohovom i Aristovom zdecydowanie nie wypada tak blisko siebie siedzieć; głowa przy głowie, nie musisz już się nawet odwracać. Wystarczy, że zrobisz kwaśną minę. Że ubierzesz się w pogardę. Że dumę narzucisz na ramiona, jak najdroższe futro, to już ta pora. A pozycja wciąż niezadowalająca, co?
Powrót do góry Go down
avatar


Ufa, Rosja

błękitna

25

zamożny

zaufaj mi, jestem inżynierem transportu

PisanieRe: Komnata Marmurowa   Nie Paź 09 2016, 20:29

Kochany. A pamiętasz jak spotkaliśmy się pierwszy raz, pierwszy raz w operze? Siedząc całkiem niedaleko siebie, z salą wcale nie zapełnioną starszyźnianymi latoroślami, które na siłę musiałyby zachwycać się Puccinim, bo tak trzeba. Bo trzeba w napięciu siedzieć, zatrzymywać porywy serca, a najpierw jakoś je wywołać, zainscenizować, trzeba przy bladych twarzach trzymać połyskujące na złoto małe lornetki. Plecy wyprostowane, wzrok utkwiony w scenę, w rozwój wydarzeń. Ale nie mój, bo tak usilnie wbijałam go w błyszczące w półmroku twoje oczy. Krwawe rządy księżniczki Turandot zaganiały sopranem moje myśli prosto w twoją stronę, nie pozwalając odetchnąć pełną piersią, wdychając ciężko powietrze zbyt gęste, bym mogła o świeżym umyśle wrócić do śledzenia wydarzeń pierwszego aktu, czekając tylko na przerwę. Gdy tylko widzowie falami wylewali się przez drzwi, by poczekać na dzwonek oznajmiający rozpoczęcie drugiego aktu moje kroki ginęły na granatowym dywanie, prowadząc prosto do ciebie, w połowie drogi. Zatrzymując się wyciągnęłam dłoń po kieliszek szampana, którego bąbelki musowały jak wszystkie nerwy w moim ciele.
I nie wróciliśmy na drugi akt.
Choć nie można powiedzieć, że byliśmy nieobecni, bo każda aria przeszywała mnie na wskroś wraz z twoimi wilgotnymi oddechami i przyklejonymi do czoła kosmykami.
Nessum dorma obserwowałam już z niezdrowymi wypiekami, które wcale nie wynikały z zachwytu akcją trzeciego aktu.
Co migocze i jest ciepłe jak płomień, nie będąc płomieniem?
Uśmiecham się, chyba wbrew oczekiwaniom, zamiast z kwaśną miną znosić twoją obecność, odwracam się znów. Na chwilę, na moment, na jedno spojrzenie, kiedy wszystko mi się to przypomina, chyba przez podobny zaduch, przez równie ciasny gorset, przez twój niesforny kosmyk włosów. A może, Dima to wcale nie jest ta pora na pogardę ciężką? Tylko zupełnie inna. Może to nasza pora?
Wstaję, rozsuwając dwa krzesła, by dostać się do twojego rzędu. Lubię tak górować nad tobą, choć zupełnie nie o to chodzi teraz, uśmiecham się przez chwilę, mrugnąwszy nawet do ciebie, szkoda, że nie jesteś na kolanach.
- Zmieniłam zdanie. – Jednak nie będziemy tu siedzieć i sprawdzać kto pierwszy zacznie kaszleć, kiedy możemy wiele innych rzeczy robić, ciekawszych. Tyle tu ludzi, tyle tu miejsce.
- Nadrobisz teraz. Za miesiąc będą już mówić zupełnie o czymś innym. – Może trochę o tobie, może trochę o mnie, to oszczędziłoby nam wielu niepotrzebnych spotkań i pytań i przysporzyło wielu innych, nie chcesz się przekonać, jak będzie teraz? Nowe sytuacje zawsze są pociągające.
- Chodź, sprawdźmy, czy wszystkie wypieki są tak pozbawione smaku. – Daj mi dłoń, pocałuj mnie, niech na chwilę te stare dziady zajmą głowę czymś innym niż bezkonstruktywne czekanie. Pocałuj mnie, niech głos Turandot znowu zahuczy w mojej głowie, ale zostaw coś na potem, na potem całą resztę, na później inne akty. Jeszcze kilku ludzi musimy zaskoczyć. A teraz chodźmy.
- Zróbmy trochę zamieszania, nim reszta padnie z nudów.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Komnata Marmurowa   Nie Paź 09 2016, 23:21

Marianna i Dimitri.
Aristov i Dolohova.
Przedstawiciele rodów, które na przestrzeni lat żyły ze sobą w złych stosunkach. Żadne zabiegi dyplomatyczne nie były w stanie załagodzić odwiecznych sporów obu dynastii i zakorzenionych w pamięci starych urazów. Zawarcie pokoju zdawało się być wręcz nieosiągalne, odkąd Dolohovie złączyli się sojuszem z rodem Karamazowów. Aristovowie, zawzięci przeciwnicy Karamazowów, nie zamierzali puścić tej zniewagi płazem potomkom bizantyjskiej księżniczki.
Biorąc pod uwagę gorzką historię ich rodzin, Dimitri i Marianna postąpiliby rozsądniej trzymając się od siebie z daleka. Zachowując pozory do samego końca. Szczególnie, że znajdowali się w Komnacie Marmurowej. W miejscu, gdzie każdy każdego bacznie obserwował. Wykorzystywał zaobserwowane fakty do własnych celów. Pewna młoda dama obecna w Komnacie zdecydowanie należała do bystrych obserwatorów, co więcej doskonale wyczuwała atmosferę panującą podczas spotkań towarzyskich i prowadzonych rozmów. Na szczęście dla Dimitriego i Marianny nie skomentowała głośno ich osobliwej, jak na Dolohovą i Aristova zażyłości. Pozornie kompletnie zaprzątało ją uśmiechanie się do każdego, z kim skrzyżowała spojrzenie, a także ignorowanie warującego u jej boku młodzieńca oraz zakłopotanego z powodu zgubienia czegoś ważnego krewniaka. Końcem końców porzuciła pozory. Przestała udawać, że pojawiła się tutaj zupełnie przypadkowo. Niespodziewanie posłała Dimitriemu zachęcający, prawie że uwodzicielski uśmiech, a następnie skierowała ku niemu kroki.
- Pan Dimitri Nikodemovich Aristov, jak mniemam? - zapytała słodziutkim jak miód głosem, przystając przy krześle na którym siedział mężczyzna - Pan mnie nie zna, ale mój Papa tyle o panu opowiadał, że odnoszę wrażenie, że przyjaźnimy się od lat - zachichotała i wyciągnęła dłoń, na której wypadało złożyć dżentelmeński pocałunek - Aldona Ivanovna Kuragina. Bardzo mi miło.
Na Irę, póki co, nie zwracała większej uwagi. To nic. Nie tylko Ira znalazła się na liście niewidzialnych osób. Młodzian stojący za plecami panny Kuraginy nie został przedstawiony. Musiał być świadomy takiego pominięcia go z rozmysłem przez towarzyszkę, bowiem zrobił ponurą minę. Co z kolei nadało mu wygląd smętnego, zagubionego młokosa, który sam nie wiedział po co tak właściwie pojawił się na zjeździe. Czy Marianna zdoła pokazać zrozumiałej pannicy czym są prawdziwe dobre maniery?
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

26 lat

majętny

pracownik Prikazu Sprawiedliwości i Ochrony Narodowej

PisanieRe: Komnata Marmurowa   Sob Paź 15 2016, 10:36

Gdyby tylko dane było mi znać twoje myśli, Marianno, nie musiałbym teraz głowić się, dokąd wędrujesz we wspomnieniach. Skąd nagle ten wzrok zamglony i szybsze bicie serca, coraz gwałtowniej unoszące twoją pierś, skutecznie odwracając uwagę od faktycznego celu, jaki zagnał nas w te sale wyszukane, ciężkie od z rozmysłem przemilczanych wymownie słów, od kurzu zalegającego grubą warstwą na kryształowych żyrandolach, sypiącego się każdemu na głowy przy co lżejszym podmuchu powietrza, scalając nas z tym miejscem solidniej niż jakiekolwiek przysięgi. Jeśli byś tylko chwilę dłużej pozostała w tym stanie, bez ruchu, z wypiekami zdradziecko wychylającymi spod dyskretnego makijażu, gotów byłbym zaraz cię stąd wynieść, bylebyś nie musiała już dłużej dusić się w tej atmosferze absurdu, z włosami upiętymi równie ciasno co twoja suknia. Matka wielokrotnie powtarzała mi, że dla was, kobiet, podobne bale, zjazdy, przyjęcia dalekie są od przyjemności, za jakie uważane są przez męską część Starszyzny – jeszcze więcej w nich obowiązku i dbania o interesy rodu niż w czymkolwiek innym; że to wy jesteście głównym filarem utrzymującym rodowe interesy tak wysoko, a nie, jak mogłoby się wydawać, prowadzone przez mężczyzn rozmowy w zamkniętych i obłożonych dziesiątkami zaklęć ochronnych komnatach. Odwracasz się jednak nieoczekiwanie i w tym.samym momencie wszelkie obawy znikają, rozsądek zaraz zaczyna rodzić nowe, lecz instynkt samozachowawczy podpowiada, żeby strach zachować na mniej godne okazje.
No, chodź tu, bliżej jeszcze, by każdy obecny w Marmurowej mógł wyraźnie dostrzec, jaką odległość między sobą zachować mogą dwa wrogie sobie rody. Dajmy odpocząć wreszcie spoczywającym na nas, młodych, obowiązkom, niech zajmą się nimi tęższe głowy. Dłoń kładę na twojej talii tuż po tym, jak spojrzeniem napotykam uśmiech jednej z panien, która zaraz kieruje się ku nam z taką pewnością siebie, że porozstawiane krzesła chyba same odsuwają się na boki, byleby nie wejść jej w drogę.
- Z miłą chęcią, kochanie - odpowiadam, wcale nie starając się choćby ściszyć głosu, by wypowiadane słowa nie dotarły do uszu nadchodzącej panienki. Nie należy tak beztrosko przepuścić okazji do zaradzenia na panującą tu nudę. Unoszę wyżej podaną mi dłoń, jedynie owiewając ją ciepłym oddechem; gorące pocałunki kraść powinnaś lepszym partiom. - Ach, tak? Cóż  za szkoda, że przemilczał posiadanie w domu tak uroczego ptaszątka. Jednakże złota klatka służy ci, Ivanovno - dorzucam z mefistofelicznym uśmiechem, bliżej przyciągając ku sobie Irę. - Pozwolą państwo, że przedstawię Mariannę Aleksandrevnę Dolohovą, oddaną przyjaciółkę, niebywale uzdolnioną inżynier i wspaniałą wizjonerkę.
Zapomniałem o czymś, moja droga? Zapewne; chyba jedenie twój ojciec zdołałby wymienić bez chwili zawahania każdą z twoich zalet. Prawie każdą.
Powrót do góry Go down
avatar


Ufa, Rosja

błękitna

25

zamożny

zaufaj mi, jestem inżynierem transportu

PisanieRe: Komnata Marmurowa   Sro Lis 02 2016, 16:08

Aldona Ivanovna Kuragina, biedne, słodkie dziewczę, ty niewłaściwej osobie w drogę weszłaś. Nie, żebym była jakąś femme fatale widzisz, to zupełnie nie o to chodzi, mogę być dziewczyną zwykłą zupełnie i przeciętną, czego mam świadomość, ale ten tutaj u mojego boku swój rozum ma i na piękne oczy nie poleci zupełnie. Błąd. Wszystkie znane mi guziki, które automatycznie włączają zainteresowanie Dimy omijają szerokim łukiem te dziewczęce zagrania, które tu prezentujesz.
Czekam cierpliwie, aż się przedstawisz, smarkulo, wszystkimi imionami, aż wyszczerzysz się po same krańce białych, równych zębów, aż zabrzmi ostatnia fałszywa nuta, odbijając się nieprzyjemnie od twarzy młodzieńca za tobą, wszystkiego tego wysłucham z uprzejmym, miłym wręcz uśmiechem.
Dobroduszna, mój drogi. Zapomniałeś dodać, że jestem dobroduszna. Skłaniam lekko głowę w kierunku dziewczęcia i młodzieńca również, jako jedyna nie ignorując jego obecności, uśmiecham się nawet jeszcze cieplej do niego, żal mi chłopca.
- Biedna ptaszyno, nic się nie martw, zaraz ci pomogę znaleźć papę. To bardzo rozsądne z twojej strony, że w tym tłumie podeszłaś do pierwszej osoby, którą znasz. Bogowie, Dimitri, nie uważasz, że tak młode panienki nie powinny w ogóle pojawiać się na Zjeździe? Przecież to jeszcze dziecko. – Teatr. Teatr, a ja tak świetnie się bawię, intonując wszystko w ten sceniczny sposób, wchodząc w rolę dobrej opiekunki, odsuwam się od Dimy, obejmując dziewczynę w siostrzany sposób ramieniem. To zaskakujące, że żadna z nas nie spłonęła, kolejny dowód, że negatywne relacje pomiędzy rodami to jakieś stare, głupie zatargi, których powodów już nikt nie pamięta. Z drugiej strony trochę szkoda, bo dziewczyna powinna już zacząć się gotować. Może jednak spłonie. Odciągam dziewczę delikatnie, acz stanowczo od miejsca, w którym stoimy, kierując się do wyjścia z sali. Gotowa jestem znaleźć jej tego papę i trochę jeszcze więcej wstydu narobić.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Komnata Marmurowa   Czw Lis 03 2016, 21:09

Aldona Ivanovna Kuragina zatrzepotała rzęsami. Dimitri Nikodemovich okazał się nadzwyczaj uroczym dżentelmenem. Dokładnie takim czarodziejem, jakim opisał go Papa. A będąc istotką młodą, wciąż niezaręczoną ani nie zamężną, bez żadnych skrupułów wykorzystywała swoją młodość, urodę i wolny stan. Urodzony w złotej klatce ptaszek nie może tęsknić za otwartym niebem, gdyż nie wie, jak to jest latać wśród pól i lasów. Od małego zna kraty klatki, traktuje je jako część swojego świata.
Inaczej mówiąc, trzeba cieszyć się z takiej wolności, jaką oferuje zamknięta klatka. Później przychodzi małżeństwo, dzieci i obowiązki. Dimitri i Ira, jako członkowie szlacheckich rodów, także musieli być świadomi tych faktów. Czyż nie?
Ivanovna czuła się bardziej niż gotowa wdać się w flirt z Dimtrim. Nie żeby wierzyła, że zafascynowany nią Aristov  padnie na kolna i poprosi o rękę. Och, z pewnością panienka byłaby wniebowzięta, gdyby coś takiego zdarzyło się właśnie tu i teraz. Panienka Kuragina zarumieniła się leciutko, na moment dając ponieść się tejże romantycznej wizji. Zaraz jednak przypomniała sobie, w jakim celu rozkazano jej odszukać Dimitriego. Ponadto obecność panny Dolohovej, jakby rozpraszała całą tą romantyczną atmosferę. Aldona westchnęła, ale grzecznie dygnęła przed przyjaciółką Aristova.
- Pani Dolohova? - przekrzywiła główkę, jakby zastanawiała się, co też za interes miał Aristov do Dolohovej. Czemu nie trzymał się od niej z daleka. Porzuciła domysły i spekulacje, kiedy panna Marianna postanowiła wyprowadzić ją z sali niczym niesforne dziecko, które przeszkadza dorosłym w rozmowie.
- Jak śmiesz?! - fuknęła, jak rozzłoszczona kotka. Na jej policzkach ponownie wykwitły rumieńce. Tym razem nie z powodu przystojnego szlachcica. Gwałtownie wyrwała rękę z uścisku Marianny i posłała jej wyniosłe spojrzenie - Musisz być strasznie stara, skoro bierzesz mnie za dziecko. Jestem ciekawa, jakich to eliksirów używasz na odmłodzenie cery.  
Obróciła się na pięcie i powróciła do miejsca, w którym pozostał Dimitri.
Podczas krótkiej wędrówki, złość zniknęła z oblicza Aldony. Ponownie stała się grzeczną i opanowaną panienką. Ucieleśnienie słodkości. Cieszysz się, Dimitri?
- Julianie! Dotrzymaj proszę towarzystwa starszej pani Dolohovej - po raz pierwszy od przybycia do sali, odezwała się do swojego kompana. O, tak - nie zamierzała łatwo zapomnieć Irze tego dziecka i młodej panienki. Dolohova mogła być pewna, że teraz Kuragina będzie jej się odwdzięczać pięknym za nadobne.
- Papa nakazał mi przekazać ci wiadomość, Dimitrze. Bez świadków - powiedziała, kładąc nacisk na ostatnie słowa. Ujęła Aristova pod ramię i zupełnie nie przejmując się Irą, pokierowała go do takiego zakątka sali, po którym kręciło się mniej czarodziejów.

[Mini wątek dla Iry:]
Pozostawiony sam na sam z Marianną Julian skłonił się przed nią uprzejmie. Pozwolił sobie na uprzejme złożenie pocałunku na jej dłoni.
- Proszę wybaczyć. Nie zostaliśmy sobie przedstawieni. Julian Kuklev. Malarz i poeta - wymamrotał, chociaż przy malarzu i poecie, ton jego głosu uległ zmianie. Pobrzmiewała w nim pewna duma. Niestety nie sprawiła przy tym, że młodzian stał się pewniejszy siebie. Nadal wyglądał dość markotnie. Nerwowo poprawiał kołnierzyk. Było widać, że rozpaczliwie szuka tematu do rozmowy z panną Dolohovą.
- Interesuje panią poezja? Malarstwo? -   wyrzucił z siebie.


[Mini wątek dla Dimitriego:]
Aldona odciągnęła Dimitriego od Dolohovej tak daleko, jak tylko mogła. Zatrzymali się dopiero przy ścianie na której zawieszono portrety Karamazova, Onegina, Wrońskiego i Aristova. Przy ścianie nikogo nie było... oprócz jednego starszego, drepczącego tam i z powrotem czarodzieja. Pomrukiwał coś pod nosem i potrząsał głową. Wyglądało na to, że na kogoś tu czekał.
- Zachowajmy pozory - szepnęła Aldona przysuwając się bliżej Dimitriego. Perfumowa mieszanka zapachów amarylisu, róży i gorzkiej pomarańczy stała się jeszcze intensywniejsza - Zechcesz opowiedzieć mi coś o swoim szacownym krewnym z portretu, Dimitrze Nikodemovichu? Czym się przysłużył Starszyźnie i czemu ma taką srogą minę? - odezwała się głośno na użytek starszego szlachcica. Chociaż... nie wydawała się wcale zirytowana jego obecnością i tym, że musi jeszcze trochę poczekać z przekazaniem wiadomości Dimitriemu. Wręcz przeciwnie. Cieszyła się, że może dłużej przebywać w towarzystwie Aristova.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

26 lat

majętny

pracownik Prikazu Sprawiedliwości i Ochrony Narodowej

PisanieRe: Komnata Marmurowa   Pon Lis 07 2016, 14:04

Kierowanie się od wieków utartymi stereotypami, spoglądanie jedynie przez pryzmat przypisanych każdemu maksym jest dla nas, wysoko urodzonych, nadzwyczaj krzywdzące. Nie każdy Gárdonyi skory jest do walki, znam paru, którym bliższe są ideały Lazarevów. Nie każdemu Vasilchenko jedynie wolność w głowie, spora część z nich aspiruje do bycia kolejnymi Karamazovami, choć na przestrzeni wieków tyle scysji było między nimi. I w końcu, najwyraźniej, nie w każdym Kuraginie odezwał się jeszcze głos rozsądku i harmonii, którym z definicji powinni być, a którego nie sposób mi doszukać się w Aldonie Ivanovnej. I jak zazwyczaj wzbraniam się od takiego szufladkowania, w tej chwili wiele bym dał, gdyby wdzięcząca się przed nami Kuragina nie odstawała niczym do swoich krewnych. Ta jednak najwyraźniej postanowiła zostać na długo zapamiętaną poprzez brak manier.
Gdy podjęta przez Irę próba odprowadzenia dziewczęcia do ojca spełza na niczym, wzdychając ciężko czekam, aż obie wrócą z powrotem do mnie i wciąż bezimiennego towarzysza Ivanovnej, gotowym nawiązać nić porozumienia z mężczyzną. W tej samej chwili jednak pada jego imię, a za nim dość nieprzyjemny rozkaz będący szpilą zarówno dla Marianny, jak i Juliana, a ostatecznie nawet mnie. Apatycznie wzruszając ramionami i nad głową panienki wywracając oczami, daję się jej odciągnąć na stronę, niekoniecznie zainteresowany tym, co tak ważnego ma mi do przekazania, a co nie powinno dotrzeć do niczyich uszu poza moimi.
- O moim krewniaku możemy porozmawiać za chwilę w poprzednim gronie, twojemu towarzyszowi na pewno spodoba się ta historia. Natomiast nie chciałabyś chyba zawieść Papy, nie przekazując mi odpowiednio szybko jego wiadomości tudzież będąc posądzoną o brak ogłady i odesłaną z kwitkiem – mówię bez ogródek, wzrok raz po raz znacząco przenosząc z Aldony na towarzyszącemu nam jegomościa, uparcie kręcącego się nieopodal. No już, starcze, nie udawaj głuchego, nie próbuj bezkarnie podsłuchiwać cudzych rozmów, w tym wieku na niewiele zda ci się dodatkowa wiedza, jedną nogą już jesteś w alkowie Marzanny. – Idealny przepływ informacji jest jednym z głównych filarów Starszyzny. Na pewno nie masz zamiaru doprowadzić do sabotażu, prawda, Aldono Ivanovno?
Nie szczędzę jej uśmiechów i miłego tonu głosu, zdając sobie sprawę z tego, że niekoniecznie toruję sobie tym drogę do uzyskania od niej jakichkolwiek wiadomości, nawet jeśli miałaby zaraz oznajmić, że nikt jej do mnie nie przesłał, a cała ta farsa jedynie po to, by spędzić w mojej obecności odrobinę więcej czasu.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Komnata Marmurowa   

Powrót do góry Go down
 
Komnata Marmurowa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: