IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Patriarsze Prudy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisaniePatriarsze Prudy   Nie Kwi 10 2016, 17:32

Patriarsze Prudy

Miejsce wypoczynku wszystkich zabieganych mieszkańców Moskwy. Zazwyczaj cichy skwer z pokaźnych rozmiarów stawem po środku często oblegają turyści pragnący ujrzeć miejsce akcji osławionej powieści „Mistrz i Małgorzata”. Częściej jednak stanowi cel spacerów, do których zachęcają schludne alejki. Uważne oko dostrzec może rozstawione w tym miejscu odlane z brązu płaskorzeźby przedstawiające sceny z bajek Ivana Krylova. Pomnik autora, o którym niewielu wie, że był charłakiem, również znajduje się wśród tutejszej zieleni.
Powrót do góry Go down
avatar


tu i tam

czysta

26 lat

ubogi

pielęgniarka

PisanieRe: Patriarsze Prudy   Nie Maj 29 2016, 03:42

Najciemniej jest tuż przed wschodem słońca.
Zostało jeszcze kilka godzin, mrok przegrywający ze światłami nie śpiącego miasta. Która godzina? Druga? Trzecia? Nie wiem. Zegarek zostawiłam w domu wraz z całą pamięcią, dzisiaj jestem człowiekiem bez imienia. Zagubioną dziewczynką w wielkim mieście, w jednej kieszeni zapałki, w drugiej trochę drobnych. Wyszłam z domu potańczyć. Zapomnieć się na godzin sześć, może siedem, zanim przyjdzie mi czas zmyć z twarzy kolorowo dziwaczne wzory fluorescencyjnej farby. Uwiązać włosy w warkocz. Włożyć biały kitel.
Ten kitel wcale nie uwiera aż tak bardzo. Prawie w ogóle.
Może dlatego wędruje po nocnym mieście szukając - chyba sama nie wiem czego. Nie ma tu zbyt wielu miejsc z muzyką głośną by wędrować przez całą noc. A zdarzały mi się i takie. Wędrówki z miejsca na miejsce. Dużo śmiechu. Taniec w fontannie. Przyjaciele przez jedną noc - wtedy jedna noc była wiecznością, to wszystko co mieliśmy. Tak łatwo i wygodnie żyć tylko dla jednej nocy, jakby jutra nie było.
A potem, kiedy w końcu nadejdzie, po prostu odejść. Podnieść się z materaca, włożyć na siebie pozostałość wieczoru i pójść swoją drogą. Bez żalu, może z lekkim wstydem, słońce ujawnia przecież cały brud, wszystko co wcześniej chowało się w mroku.
Zdarzało mi się też tracić poczucie czasu poddając się muzyce na kilka godzin. Po prostu tańczyć. Nie myśleć. Nie czuć. Nie pamiętać. Sama pośród tłumu, tego dzisiaj szukałam. Samotności. Tak przynajmniej myślałam wychodząc z mieszkania, teraz już sama nie wiem. Krążę od uliczki do uliczki kierowana ni to przeczuciem, ni dziwnym uściskiem w żołądku. Czy to niepokój? Sama nie wiem, nigdzie nie mogę zagrzać miejsca. Nie w tym klubie z głośną muzyką, nie przy podrzędnej budce z paskudnym jedzeniem. Rosja dzisiaj wygląda jak młodsza siostra zachodnich krain. Ledwo wyrośnięta, z maleńkimi stópkami tonącymi w ogromnych szpilkach starszej siostry. Obwiązana dookoła szyi wężem boa z piórek, znalezionym gdzieś na dnie szafy, przecież wyszedł z mody dekadę temu. Karykaturalnie umalowana, zbyt jaskrawo, zbyt pstrokato, próbująca podbić noc - bez skutku. Dookoła mnie tyle młodych ludzi, próbujących też uciec i zapomnieć, udających, że na drugie imię mają kapitalizm - jak ich bracia zza wszystkich murów.
Duszno na każdej z tych potańcówek.
Wyszłam z kolejnej, nie wiem czy znajdę dzisiaj więcej, znowu wędruje po uliczkach. Połowa września, noce robią się nieprzyjemnie zimne. Doczekam do świtu, taki mam plan, wdrapać się na jeden z wyższych budynków i obejrzeć jak jesienne słońce ociepla wszystkie szare budynki. Wielką płytę, małą płytę, zaniedbane kamienice. Otulone mgłą, ogrzane pierwszymi promieniami słońca. Może dlatego gubię się w zaułkach, czekam. A może - szukam. Ciebie?
Wierzysz w przypadek? Przypadek to podobno nieznajomość przyczyn. Dzisiaj nie znamy przyczyny? Bo i proszę, wychodzę z jednej uliczki w drugą, z wąskiej i ciemnej do szerszej i obskurniejszej, skręcam w prawo, w lewo, wchodzę w czystą alejkę. Mijam staw - a ty idziesz z drugiej strony.
Spotkajmy się w połowie.
Co cię sprowadziło do Moskwy o tej porze, nie wiem. Misja? Uratowałeś dzisiaj czyjeś życie? - Lubisz tańczyć? - pytam bez żadnych wstępów, jakby nasze spotkanie było całkowicie zwyczajne, jakbyśmy spotykali się tak nieomal każdego dnia, w środku nocy, w nieznanym miejscu.
Możemy częściej?
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

¾

35 lat

bogaty

uzdrowiciel szkolny

PisanieRe: Patriarsze Prudy   Nie Maj 29 2016, 14:57

Nie lubię, przyznam się bez bicia, wiary w instytucję przypadku. Chciałbym, by wszystko było można sprowadzić do związku przyczyna - skutek. Tego uczą w szkołach, a potem nic się tak nie dzieje i wychodzi na to, że i tak nic nie wiem.
Gdyby spojrzeć na to z nieco szerszej perspektywy, to nie z chorobą lekarz walczy, a z przypadkiem właśnie. Choroba to tak jakby podzbiór w tym wszystkim, co obejmuje sobą to przepastne słowo.
Przypadek.
Przypadkiem się stało, że wracając z akcji wszedłem na Prudy. Bo wracam z akcji, zgadłaś. Trzy przypadki zatrucia, jedno podejrzenie groszopryszczki. Tak sobie myślę, że gdyby chory wszedł teraz między tłum zgromadzony tu o tak dziwnej porze, nawet by go nie zauważono, tyle tu kolorów i bijącego po oczach kiczu.
Nikt nie chce patrzeć na brzydotę i odwróci wzrok nawet od ropiejących fioletowych bąbli, choćby miały przenieść się na niego. Z kichnięciem, chwilowym dotykiem. Przypadkiem.
Nie pasuję tu, nie w płaszczu narzuconym na szare byle co pachnące jeszcze dezynfektykiem.
Ot, po prostu blisko stąd do domu. Starego domu, w którym mieszkała kompletna rodzina Lavrinenków. Matka sama już nie chce w nim mieszkać, więc mieszka w nim teraz ktoś inny.
Ale nie chcę sobie odmawiać.
A wtedy jesteś ty i ja wciąż nie chcę sobie odmawiać.
Nie spodziewam się cię tu zobaczyć, bo nie spodziewam się niczego. Albo wszystkiego. Albo wciąż ciebie widzieć.
- Lubię.
Mało kto się po mnie tego spodziewa, sam z siebie zrobiłem takiego... nawet nie wiem, kogo. Ale chyba nie lubi się ludzi, co nie lubią tańczyć.
Powrót do góry Go down
avatar


tu i tam

czysta

26 lat

ubogi

pielęgniarka

PisanieRe: Patriarsze Prudy   Nie Maj 29 2016, 17:00

Zabawne, nie wiedziałam nawet, że pochodzisz z Moskwy.
Wielu rzeczy jeszcze o tobie nie wiem. Czy dorastałeś w towarzystwie zwierząt, a jeśli tak to jak wabił się twój pupil. Nie wiem kiedy zatańczyłeś podczas pierwszy i kim była zarumieniona dziewczyna stąpająca obok ciebie. Nie wiedziałam nawet czy lubisz tańczyć.
Proszę, krok milowy.
Albo po prostu krok - jak teraz. Ty naprzeciw, zbliżasz się powoli, krok za krokiem. Ja też. Już nieco lżejszym niż trzydzieści minut temu. Witaj, chcę powiedzieć na twój widok, czy nie sądzisz, że to piękna noc? Spokojna, mimo całego zamieszania dookoła. Cicha, chociaż na ulicach dużo ludzi zanoszących się śmiechem. Jeszcze trzy, może cztery godziny do świtu. Tyle możliwości. Możemy tańczyć, możemy obserwować tańczących ludzi - albo poszukać. Odpowiednio wysokiego budynku.
Czy z balkonu twojego rodzinnego domu dobrze było widać miasto?
Nie czujesz żalu, że ktoś inny stąpa po znanych ci posadzkach? Miejscu twoich pierwszych kroków? I czy to w ogóle jest ważne, cztery ściany, czy w ich przypadku pokoleniowość jest istotna? Czy to element istotny, jak fundament, bez którego nie da wnieść się prawdziwego Domu?
Ja uciekłam z miejsca w którym stawiałam pierwsze kroki. Odcięłam wszelkie więzy łączące mnie z tym miejsce. A mimo to wciąż zdarza mi się tęsknić do niewielu miejsc z którymi łączą mnie jedynie słodkie wspomnienia. Kuchnia na przykład, przyjemny zakątek za piecem gdzie można było czytać książki. Altanka u końcu ogrodu, lekko spróchniała i zarośnięta. I las.
Nie jest jednak tak, że pamięć wszystko wygładza? Świadomość braku możliwości powrotu w dane miejsce czyni je od razu znacznie słodszym. Altanka pewnie całkowicie zbutwiała, stary piec zastąpiła nowoczesna kuchnia. Tylko las się nie zmienił - ale te zawsze pozostają niezmienne.
- Chodź, znajdźmy miejsce - wyciągam w twoim kierunku dłoń. Możemy pójść za ludźmi i znaleźć modną potańcówkę, możemy też odejść trochę w cień i kiwać się w przód-tył do własnego rytmu.
Muszę cię ostrzeć, uwielbiam tańczyć, choć w parze nie idzie mi to zbyt dobrze.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

¾

35 lat

bogaty

uzdrowiciel szkolny

PisanieRe: Patriarsze Prudy   Nie Maj 29 2016, 18:58

Wolę takie domy, w których ciągle jest głośno i ciepło. I dużo jest kotów - koty wyczuwają dobre domy. Jasne i dobre do czytania książek za piecem. Piec kaflowy to trochę takie serce domu, razem z kuchennym stołem z ciężkiego drewna, który chętnie przyjmie między swoje deski plamy od wina i kompotu albo odparzenia od gorącego garnka.
W moim domu piec był ozdobą, a drewniany stół zawsze przykryty. Nikt nie gotował, po południu przychodziła pani i lepiła pierogi, albo zwijała gołąbki. Brała za to małe pieniądze a przed wyjściem zawsze wychodziła na balkon zapalić.
Z balkonu widać rzekę, słychać samochody mknące po Twerskiej. Nie lubię oddychać miastem, więc mama obsadziła balkon pelargoniami. Słodkie lenistwo, uroczy to był obrazek: pobladły student, rozłożone podręczniki i atlasy, a wokół nieskazitelne pelargonie.
Może i mi smutno czasami, że już nie będzie powrotu na tamten balkon. Do tamtych czasów, powrót tamtego Mikhaila, który chłonął wiedzę i odpoczywał wystukując polonezy Ogińskiego na starym fortepianie.
Dobrze, że lasy pozostają niezmienne, może tam przypomną się rzeczy.
Nie lubię zostawać, ale lubię pamiętać. Pamięć jest łaskawsza od czasu.
Nie wiem, czy jeszcze pamiętam kroki. Ale i tak chyba nie będziemy tańczyć żadnych walczyków.
Podaję ci rękę i śmieję się. Śmieję się, bo pasuje, chociaż długo mówiłem sobie, że za żadne skarby pasować nie będzie.
Chodźmy za ludźmi, zgubmy się. Dawno już się nie zgubiłem. Chodźmy za ludźmi, wypada byśmy czasem nimi byli.
Nie czas teraz na lasy i wspomnienia o domu, którego nie było. Jest hałas i tłum i życie szybsze od nas.
Powrót do góry Go down
avatar


tu i tam

czysta

26 lat

ubogi

pielęgniarka

PisanieRe: Patriarsze Prudy   Nie Maj 29 2016, 19:57

Śmiejesz się.
Lubię dźwięk twojego śmiechu - postanawiam właśnie, że śmiać od dzisiaj będziesz się znacznie częściej. Opowiem ci kilka historii lekkich i przyjemnych, wręcz zabawnych.
Jak ta sprzed dwóch dni. Kiedy znalazłam swojego pierwszego, siwego włosa. Przez chwilę myślałam, że ubrudziłam się farbą i myśl to była, przyznam, niedorzeczna, nie trzymałam w ręku pędzla od czasów dziecięcych. Potem byłam gotowa go wyrwać, taka oznaka starzenia się ciała, pierwszy siwy włos. I kiedy już miałam pociągnąć z całych sił (coś magicznego jest we włosach, potrafią wypadać garściami, a kiedy chcesz jednego się pozbyć to nagle zdaje się nie do ruszenia) uświadomiłam sobie, że to walka której nie wygram. Z czasem pojawi się kolejny i kolejny, aż wszystkie włosy pokryją się srebrem, twarz otuli pajęczyna zmarszczek. Skóra przestanie być tak miękka. Powieki zaczną ciążyć - aż zasnę snem z którego już się nie obudzę.
Historia miała być wesoła.
Ale jest dla mnie coś kojącego w poczuciu upływającego czasu - może to właśnie ten niepamięci cud? A może brak przypadku. Skoro ma być jedynie nieznajomością przyczyn to właśnie czas odkryje je wszystkie. I tylko czas, tak myślę, daje okazję zrewidować błędne założenia.
Jak to o niepasujących dłoniach.
A przecież pasują doskonale, obydwie zimne, zaciskam palce. Pasuje też wspólne wędrowanie uliczkami - widzisz, teraz wyglądają zupełnie inaczej. Może dlatego, że wędrujemy za tłumem szukając, pewnie podobnie jak oni, miejsca. A może dlatego, że razem. Do morza jednak daleko, podobnie jak lasów i domu. Oddalamy się też od twojego, tak myślę, nie wiem przecież gdzie dokładnie stoi. Zbliżamy się za to do miejsc z muzyką głośną i głośniejszą, hej, wejdźmy. Niech pochłoną nas kolory - mnie z twarzą pokrytą wzorami, ciebie w szarości. I tańczmy. Nie walczyka, tych kroków nie znam w ogóle. Co pierwsze przyjdzie do głowy, możemy się obracać. Obróćmy raz, drugi, trzeci. Czwarty. Świat wiruje - z nim wszystkie kolory. Mogę rozbawić cię po raz kolejny dziwnie ruszając dłońmi, ty pokaż kilka kroków rock&rolla wyniesionego z czasów szkolnych - ja zaniosę się śmiechem. Sprawdzę czy druga dłoń też pasuje - tak - i czy zostało w nas jeszcze trochę wigoru na energiczne pląsy.
I robi się gorąco, możemy wyjść, zgubmy się w kolejnej uliczce. Podzielmy jedzeniem z przypadkowo znalezionej budki, znajdźmy zagubiony pomnik i piękną, wciąż kwitnącą, rabatkę doskonale zdając sobie sprawę, że zapomnimy tę drogę.
Nie planujmy. To niespodzianka.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

¾

35 lat

bogaty

uzdrowiciel szkolny

PisanieRe: Patriarsze Prudy   Nie Maj 29 2016, 21:02

Słaby jestem w tę grę w niespodzianki. Może to dlatego, że zawsze, jak mnie przed jakąś postawiono, to ona była niedobra.
Napastników jest więcej niż obliczaliśmy.
Wybuchł gdzieś pożar, trzeba przenieść rannych.
Krwotok jednak był i nie ma ratunku.
I tak wyszło, że w tym tłumie gotów jestem na najgorsze: nogi depczące moje znoszone buty mogą być nogami zbiegów więziennych, słowa, które krzyczę ci do ucha jak mi się przypomni mogą zostać podsłuchane i wykorzystane przeciw nam.
Stała czujność, uczyli na milicyjnym szkoleniu.
Ręka, która przypadkowo trąca moje ramię może trzymać nóż, być zwinięta w pięść. Krzywda na nas czeka, nie daj się zwieść błyskającym światłom.
Tylko twoje ręce znam. Nad głową, we włosach, w moich rękach. Oby te ręce nigdy nie rwały włosów, nawet tych siwych.
Nigdy się ich nie bałem, widzisz. Mój ojciec do siedemdziesiątki nie miał na głowie ani jednego, a włosy to akurat mam po nim - takie zwyczajne, ciemne, rozwiane. Ojciec nie nosił brody.
Faktycznie, niezbyt wesoła to historia.
Ale to nie ma znaczenia, urok miejsc takich jak to polega właśnie na tym, że nic się nie słyszy, historię docierają po trochu, wszystko się przeinacza. Zamiast sobą jest się parą rąk i parą nóg i twarzą, minami poza kontrolą, pokrzykiwaniem i krótkimi oddechami.
Zawsze byłem tylko sobą i trochę to już nudne, jeśli mam być szczery.
W kolejnych błyskach, w kolejnym klubie, wśród nowych ludzi, z podłogą pod stopami wibrującą od innego rytmu; w chwili ciszy - dotykam twojej twarzy. Twarzy - nietwarzy, bo przecież to nie ty. To plamy koloru, nieposkromiona siła życia wyszła spod wszystkiego, co czyni je twoim i jest po prostu siłą, siłą prącą do przodu bez oglądania się na boki.
Ja też mam takie życie w sobie, ale pomaluj mi twarz, bo się wstydzę.
Zobacz tylko, dorosły mężczyzna, a się wstydzi. Może zapobiegawczo powinienem wypić na odwagę, albo po prostu się odezwać.
Ale nie wiem; nie wiem, co powiedzieć wobec tego życia, ono wszak i tak nie słucha.
Może jednak weźmiesz pędzel do ręki? Nie z siwą farbą, zapomnij o starości, jesteś taka młoda.
Weź kolorowe, czerwone, niebieskie i żółte.
Powrót do góry Go down
avatar


tu i tam

czysta

26 lat

ubogi

pielęgniarka

PisanieRe: Patriarsze Prudy   Nie Maj 29 2016, 22:08

A co jeśli dzisiejszej nocy nic nam nie grozi?
Nie musisz szukać w tłumie zaginionych noży. Niespodziewanych napastników. Oczekiwać najgorszego.
Tak zawsze jest z niespodziankami, prawda? Dlatego się ich nie lubi, nigdy nie są przyjemne. Nieznane - zawsze. A czy tego nie boimy się najbardziej? Nieznanego.
Dlatego kiedyś pomyślałam, że kiedy otoczę się tylko i wyłącznie tym co obce - nie będę bać się już niczego. Nic nie będzie mogło mnie zaskoczyć, będę przygotowana na wszystko, nie wiedząc niczego.
Zdziwiłam się bardzo kiedy okazało się, że to zupełnie nie działa w ten sposób.
Odłóżmy to teraz na bok. Strachy, lęki i niepokoje. Za jasna jest noc, żadne dziwo spod łóżka nie wyjdzie. Pożar nie wybuchnie, krwotok da się opanować. Dzisiaj niespodzianki będą tylko przyjemne.
I nie musimy nic mówić - sama nie znajduję dobrych słów na tę okazję. To nie miejsce na opowiadanie historii, nawet tych wesołych (w których i tak znajdzie się odrobina goryczy). To nie miejsce na wracanie do przeszłości, na wspomnienie białych włosów mojej mamy. To nie moment by pamiętać kolor oczu mojego brata - ale za to zapamiętać twój, dokładnie. Czy zdarzyło się nam stać tak blisko siebie? Nie pracując przy tym nad paskudnie złamaną nogą, odgradzając się od siebie i świata białymi kitlami?
Te wszystkie kolory na mojej twarzy to żadna maska. Może prędzej - kamuflaż. Odwrócenie uwagi od faktu, że stoję przed tobą w pełnej krasie, bez żadnych murów i oporów, strachów, watpliwości, codziennej ostrożności. Uprzejmości znad drożdżowego placka, sztywnych reguł szpitalnego gabinetu. Może i charakterystyczny zapach środków dezynfekujących już wżarł się w naszą skórę, ale dookoła nas króluje życie. Nie choroba.
Dwieście dwadzieścia wolt kiedy dotykasz mojej twarzy.
Twarzy - nie kolorowych rysunków.
Czujesz napięcie mięśni pod skórą? Uśmiecham się. Nie śmieję - uśmiecham, może też z lekkim zawstydzeniem? Nieśmiałością młodego dziewczęcia. To takie dziwne w miejscu głośnym i kolorowym, nieśmiałość, kiedy za barem leje się płynna odwaga. Ale chyba jej nie potrzebuję, tak myślę, ona otumania zmysły. A ja chcę - nawet jeśli zabija to nieco spontaniczności - zapamiętać każdy z momentów.
Jak ten teraz.
Drży mi nieco ręka, troszeczkę, kiedy ściągam nieco farby ze swojego policzka by i na twojej twarzy pojawiły się kolory. Nie wiem co dzisiaj wybrałam, czy to był niebieski czy zielony, pewnie dodałam trochę różu, on zawsze miło się mieni w klubowym świetle.
A potem jeszcze gładzę twoją brodę, nie mogłam oprzeć się pokusie.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

¾

35 lat

bogaty

uzdrowiciel szkolny

PisanieRe: Patriarsze Prudy   Wto Maj 31 2016, 13:28

Odwaga, mówią, to najłaskawsze jak dotąd określenie na zwykłą głupotę.
Ostrożność też nigdy nie cieszyła się wielką popularnością.
Pomiędzy czujnością a paranoją zbyt chętnie stawia się ostatnio znak równości.
A potem ludzie kończą z nożami w plecach, z kulką w brzuchu albo wybebeszeni gdzieś w przydrożnym rowie. I świat się wali wszem i wobec.
Bawił mnie kiedyś koniec świata. Pamiętasz z książek, jak ludzie, gdy kończył się wiek dziewiętnasty, w każdym elemencie otoczenia upatrywali znaków końca wszechrzeczy: nastąpi katastrofa, przyjdzie lód, ogień, woda, wiatr. Ogarnął ich fatalizm i stąd te wszystkie ładne wiersze.
Ludzie nie boją się mówić, gdy tylko nie ma już nic do stracenia.
Teraz kończy się wiek dwudziesty. Jeszcze tylko cztery lata i zmienią się wszystkie cyfry w kalendarzu. Niewielu może o sobie powiedzieć, że pamięta taki moment, powinien uchodzić za przełomowy.
Ale już nie skończy się świat. Przez te sto lat urośliśmy dużo, nabraliśmy bezczelności. Gatunek przechodzi nastoletni kryzys, okres buntu i świat skończy się wtedy, kiedy my zadecydujemy.
W tego sylwestra, sylwestra za trzy i pół roku, będę niedaleko od czterdziestki, a ty daleko od domu. Światła będą migać jak dziś, tylko inna muzyka będzie nam grała do tańca.
Tańczysz w sylwestry? Lubisz, gdy coś się kończy?
Odwracam się. Zbyt jawni jesteśmy, zbyt pogodzeni z tym, co chce się stać, zbyt otwarci na to, gdzie zabierze nas ten zadymiony, śmierdzący potem klub.
Mało dobrego przychodzi z otwartych rzeczy. Z otwartych okien tylko przeciąg i zapalenie ucha, z otwartych złamań tylko poprzerywane naczynia i pół roku w gipsie.
Pamiętasz, jak cię uczyli: zanim skończysz, wszystko pozamykaj.
- Chodźmy stąd. - trzeba jakoś złamać tę komitywę zbudowaną bez słów.
Lepiej mi z tą plamą na twarzy, choć idiotycznie wygląda. To tak jakby można było w końcu fizycznie zobaczyć zmiany, jakie we mnie zaprowadzasz. Wybacz, że staram się ich nie pokazać. Oduczyłem się.
Wróćmy nad staw. Nikogo tam nie ma, może prócz śpiących kaczek i samobójców. Może znajdzie się czarujący Woland z oczami jak moje i zacznie cię nagabywać, byś mu została Małgorzatą.
Powrót do góry Go down
avatar


tu i tam

czysta

26 lat

ubogi

pielęgniarka

PisanieRe: Patriarsze Prudy   Wto Maj 31 2016, 21:46

Odwagę podobno łatwo pomylić z bezmyślnością.
Nie czuje się przesadnie odważna. Bezmyślna, nie mnie oceniać, ale na pewno nie odważna. Wolę przemykać cieniem, bocznymi uliczkami, chować się w niedopowiedzeniach. Czasem myślę, że cała jestem zbudowana z niedopowiedzeń. Zdań urwanych w połowie, niewypowiedzianych słów.
Łatwiej zachować większość dla siebie. Milczeć, płynąć z prądem… Wypowiadanie rzeczy nadaje im więcej realności. Trzeba uporządkować wszystko w głowie, zbudować zdanie, ułożyć słowa w odpowiedniej kolejności. Wymaga dużo odwagi wypowiedzenie ich na głos. Chyba, że mówi się bezmyślnie, wszystko co tylko przyjdzie na język, wypluwa kolejne dźwięki.
My tacy nie jesteśmy. Wolimy ciszę.
A jednak - trafiliśmy do głośnego, dusznego klubu. Z czasem ciężko się w takich oddycha, prawda? Nawet jeśli zabawa jest przednia, tańce udane, a kolory na twarzy mienią się w ostrym świetle. Jest wiele przyjemnych miejsc które moglibyśmy odwiedzić, bliższych i dalszych. Łąki, lasy - te niezmienione - plaże. Pomyśl o błękitnej, czystej, ciepłej wodzie. Dnie białym od kamieni, piasku miękkim i czystym. Pomyśl o śladach stóp, o zachodzie słońca, o ciepłym wietrze pieszczącym słoną od wody skórę. O świeżych owocach kupionych za kilka groszy od sprzedawcy, o ich słodkim soku klejącym palce. Może to jest zaleta młodości, zaleta wolności, wizyty w miejscach jak te. Rozwiane włosy. I taniec.
Tańczyć przecież można wszędzie.
Nie myślę o tym co będzie za cztery lata. Owszem, zmienią się wszystkie daty, ale żyję na tym świecie wystarczająco długo by wiedzieć, że nie zmienią się ludzie. Nie wszyscy.
Ale może ja? Chociaż trochę?
Kalendarzowy koniec roku nie robi na mnie większego wrażenia, nie obchodzę go z wielkim hukiem. Tym bardziej, że jest ich tyle. Inny dzień tutaj, inny na wschodzie - może gdybym dobrze poszukała, każdego miesiąca obchodziłabym inny koniec roku.
Może jednak data przełomowa powinna być motywacją. Trzy lata i trochę miesięcy, to sporo czasu na zmiany. Dokonanie… czegoś.
Nie do końca wiem jednak czego.
I nie, nie lubię zakończeń. Może dlatego tak często uciekam, wtedy nie trzeba się żegnać.
- W porządku - zgadzam się, bo chociaż temperatura wzrosła o kilka stopni w górę, to noc wcale się nie kończy. Nad stawem będzie przyjemnie chłodno - Głośna muzyka zaczyna przeszkadzać po pewnym czasie - dodaję, po chwili milczenia.
Sama nie wiem czy więcej drzwi zostawiłam otwartych, czy też wszystkie zamykam z hukiem. Na dobre.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

¾

35 lat

bogaty

uzdrowiciel szkolny

PisanieRe: Patriarsze Prudy   Pią Cze 03 2016, 16:32

Rzadko bywam nad morzem. Kojarzy mi się z wakacjami we wspaniałych kurortach ogrodzonych wysoką siatką z drutem kolczastym, pierwszorzędna ochrona dla turystów, którym nawet w obliczu wojny i represji za niewygórowaną cenę należy się pięć dni świętego spokoju, nigdy nierozpakowana do końca walizka i oparzenia od upartego leżenia w pełnym słońcu przez osiem bitych godzin dziennie.
Nigdy nie lubiłem ośmiogodzinnych rytmów. Osiem godzin pracy, osiem snu, a pomiędzy nimi - osiem narzekania.
- To chyba nie muzyka. Wszystko to już chyba jest nie dla mnie.
Nie wiem, nie wiem, jak się wytłumaczyć. Taki nieprzystający byłem (jestem?) do twojej swobody, moje ruchy niezdarne wobec nieprzemyślanej młodości. Pewnie tam w środku byli jacyś uczniowie, może nas rozpoznali, pokazywali palcami.
Powiedzą o nas to, czego my sami nie mówimy. Bo masz rację, że wolimy ciszę.
I wiatr, który się zrywa, szarpie liście i kacze pióra.
Jestem zmęczony, po ludzku zmęczony. Zamykam oczy i mimowolnie zastanawiam się, czy dzisiaj dzieje się naprawdę, jeśli w ogóle jest tu z nami coś takiego jak "dzisiaj", coś, co da się zamknąć w granice.
Za rogiem, może pięć minut spaceru stąd jest schronisko. Za godzinę otwierają, możemy wypić tam herbatę.
Potem wrócimy do szkoły, chyba po raz pierwszy razem. Nie będzie odpowiadania na niezręczne pytania, nie będzie kontrowania uśmieszków - wszyscy będą jeszcze spać.
Jesteśmy świadkami snu i trochę też jego ofiarą.
Powrót do góry Go down
avatar


tu i tam

czysta

26 lat

ubogi

pielęgniarka

PisanieRe: Patriarsze Prudy   Pią Cze 03 2016, 18:24

Byłam na takich wakacjach. Raz. Kiedy byłam dziewczynką, może sześcioletnią. Mysie warkoczyki i kolorowy kostium kąpielowy, z falbanką. Pamiętam rzędy identycznych leżaków na szarej plaży, zimne fale i gorącą kukurydzę. I pamiętam śmiech. Kiedy na swoich pulchnych nóżkach wbiegałam we wpienione morze. Pewnie brudne, ale na to dzieci nie zwracają uwagi.
To naprawdę dobre wspomnienie.
O widzisz, a jednak znalazłam radośniejszą historię.
Wiem, że ty dorastałeś w towarzystwie innej muzyki. Fortepianowej - u mnie w domu było cicho, pewnie dlatego tak bardzo podoba mi się hałas. Blokuje myśli. Dlatego tak bardzo podoba mi się równy i może nawet nieco monotonny rytm, nie pozwala zgubić kroków. I może dlatego tak bardzo lubię zmęczenie po wyjściu z podobnie głośnego miejsca.
A potem osiem godzin głębokiego snu. Nie zmąconego snami, wspomnieniami, nadziejami. Po prostu pustka.
- Wszystko? - upewniam się jeszcze. Czy wszystko - czy tylko muzyka, którą nie masz za muzykę i taniec, i głośne miejsce pełne ludzi młodszych od nas? Nie musisz się obawiać plotek, nawet jeśli pośród tłumu znaleźli się nasi uczniowie, zapewne żadne z nich nie przyszło szukać pośród twarzy kadry profesorskiej. Byli zajęci swoim życiem. Swoją młodością. Szukali innych dłoni pasujących do nich, może innych ust. Pamiętasz swoje ucieczki ze szkoły? Z pierwszą dziewczyną, jestem przekonana, że za czasów szkolnych miałeś swoją damę serca. Pasuje mi do ciebie nastoletnia nonszalancja i bukiety świeżo zerwanych stokrotek. Jeśli chcesz możesz opowiedzieć mi co teraz u niej, jestem pewna, że wiesz - i, że rozstaliście się bez żalu, w przyjaźni, bo niezależnie od tego co wierzymy mając naście lat, pierwsze miłości nie wytrzymują próby czasu.
Wiele miłości nie wytrzymuje próby czasu.
I widzisz, teraz myślę o tym sylwestrze przełomu wieków, wiesz co jest zabawne? Skończę wtedy równo trzydzieści lat, kolejna wielka data. Wielkie trzy zero. Pamiętasz może rozmowy z dormitoriów, kim będziesz za pięć, dziesięć lat? Dla moich koleżanek trzydzieści zawsze było momentem końca świata. Końcem poszukiwań. Albo znajdzie się to, czego się szukało, albo życie zostało zmarnowane, nie ma innej możliwości.
Kolejna rzecz, która nie wytrzymuje próby czasu. Nastoletnia wizja świata.
Jestem przekonana, że za dziesięć lat powiem to samo o tej aktualnej. A za pięćdziesiąt okaże się, że nie ma jednej właściwej.
Jest po prostu nieskończona ilość zgubień i zagubień. Oraz nadzieja, że chociaż raz uda się zgubić w ten właściwy sposób. Z tym właściwym człowiekiem?
Bo chyba, tak myślę, człowiek obok jest potrzebny. Przynajmniej mnie.
- Możesz zasnąć jeśli chcesz - nawet tutaj - Popilnuję cię - nikt nie ukradnie portfela, nikt nie zakłóci spokojnego snu.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

¾

35 lat

bogaty

uzdrowiciel szkolny

PisanieRe: Patriarsze Prudy   Nie Cze 05 2016, 21:28

- Sam nie wiem, czy wszystko. Te farby to nawet mi się podobają.
Taki już jestem: niewyspany, niezdecydowany. Analityczny tylko wtedy, gdy trzeba postawić diagnozę. Taki pośpiech beztroski nie przystoi komuś, kto cały czas z przyzwyczajenia, z wymagań, jakie sam sobie stawia myśli chłodno i porusza się szybko, bez zatrzymania, a jednak w sposób zorganizowany, żadne drgnienie nie jest nieplanowane.
Dlatego uciekłem stamtąd i najchętniej uciekłbym teraz od ciebie.
Ciebie nie umiem zaplanować, przypomina mi się przy tobie ta niepewność szkolnych lat, kiedy wszystko robiło się na oślep, bo wszystko przysłaniały wielkie marzenia.
Pamiętam tamte rozmowy, tak. I ten obezwładniający strach, bo trzydzieści to wtedy i dla mnie była granica. Nie miałem tak źle jak ty, od mężczyzn nie wymaga się, by aż tak zaciekle ścigali się z czasem. Nie słyszy się, by nam ktoś wytykał, że jesteśmy stare kawalery, albo byśmy uważali na zmarszczki. Ja bałem się słabości ciała, że w wieku trzydziestu lat będę chromał i się ślinił, albo co gorsza: tych sił, co mi zostaną nie będzie na co spożytkować.
Nie liczyłem swoich sił jako siedemnastolatek, więc nie wiem, skąd wzięło mi się to oszczędzanie, te chwile paniki w środku nocy, gdy budziło mnie chrapanie arystokratycznego współlokatora.
Nigdy nie lubiłem spędzać nocy w zamknięciu, ale nie uciekałem też zbyt często; nie byłem zbyt odważny, a już zwłaszcza nie do dziewczyn. Miałem wiele dam serca, ale żadną na długo, a chyba tylko dwie usłyszały ode mnie jąkające się wyznanie.
Nauczyłem się już odpowiednich słów, ale tej specyficznej odwagi jeszcze mam za mało.
I bez słów też potrafię już coś wyznać. Na przykład teraz, posłuchaj, jak się śmieję.
- Raczej powinno być odwrotnie: kto by mnie chciał ukraść, kiedy ty siedzisz obok?
To zawsze ja na siebie brałem rolę obrońcy, ochroniarza, opiekuna. Najspokojniejszy się czuję podczas dyżuru nocnego, gdy wszyscy śpią, a ja chodzę od łóżka do łóżka, czasem przy którymś przysiądę i wiem, że życie tej jednej osoby w tym danym momencie idzie w dobrą stronę i kiedy wróci do swoich nieszczęść, to chociaż będzie w lepszym zdrowiu. To bardzo proste.
Powrót do góry Go down
avatar


tu i tam

czysta

26 lat

ubogi

pielęgniarka

PisanieRe: Patriarsze Prudy   Wto Cze 07 2016, 22:58

- Pasują do ciebie.
Wiem, że pewnie myślisz inaczej. Jesteś na to zbyt zabiegany, zbyt poważny, to już nie są zabawy dla ciebie. Twoje życie płynie ułożonym rytmem, zdaje się być zaplanowane, chociaż zdarza ci się zapomnieć o tym, że brakuje suszonych ziół.
Ale o tym pamiętam ja. W końcu od tego mnie masz.
Nigdy nie miałam przesadnie wielkich marzeń. Będę kolejnym ministrem magii, słyszało się na korytarzach, będę wielkim kompozytorem, piosenkarką, gwiazdą teatralną. Wielkie marzenia. Ja - raczej nie miałam żadnych.
Nawet nie wiem czy teraz mam. Wielkie marzenia. Cecha młodości, tak mówią, marzyć. Planować dla ciebie przyszłość pełną sukcesów, skrytkę w banku wypełnioną złotem i kilka antyków w ogromnym domu. Z ogrodem. Podobno z każdą kolejną porażką odpada jedno marzenie. Najpierw piękny ogród - nikt nie ma czasu na zajmowanie się ogrodem. Potem dom zmienia się w przestronne mieszkanie. Potem w wygodne mieszkanie, z balkonem. Skrytka wypełniona złotem zmienia się w więcej złota niż ma sąsiad spod jedynki, ten co się chwali zawsze złotymi łańcuchami na szyi. Bycie gwiazdą rocka to fantazja, realizowana tylko pod prysznicem. I może kiedy włącza się radio, mruczy się pod nosem, że przecież śpiewa lepiej. Te dzisiejsze czasy, pewnie rodzice wykupili wytwórnię.
Z czasem pojawia się tylko coraz więcej zgorzknienia. Z każdym kolejnym niespełnionym wielkim marzeniem.
Może dlatego ich nie mam - bo żalu już we mnie wystarczająco, bo nie chcę się zbędnie obciążać wielkimi planami. Kiedy nie ma się planu, w każdym momencie można zmienić. Kierunek. Cel. Pracę, miejsce zamieszkania. Ciągły ruch.
Nie wiem. Wciąż ciężko mi powiedzieć czy będę potrafiła się zatrzymać. Powoli zwalniam, popatrz, to już drugi rok kiedy pracujemy obok siebie. Najczęściej w ciszy. Czasami tylko znikam w wolny weekend ogrzać się w południowym słońcu, tutaj często tak zimno. Zwalniam, ale przede mną wciąż wiele pracy.
Mam wątpliwości czy potrafię. Nie mam czy warto.
- Nikt - teraz ja się śmieję. Rycerze zazwyczaj wojowali mieczem, ty medycyną. Opada ci głowa, powieki robią się ciężkie, a mimo to chcesz mnie pilnować. To miłe uczucie, grzeje gdzieś w okolicy klatki piersiowej, nie jest mi już tak zimno - Muszę zadbać byś wreszcie odpoczął - chociaż chwilę.
Prosta umowa - ty będziesz dbać o cały świat. Ja o ciebie.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

¾

35 lat

bogaty

uzdrowiciel szkolny

PisanieRe: Patriarsze Prudy   Wto Cze 07 2016, 23:34

Gdyby zapytać mnie: po co jesteś, najpierw zmieszałbym się, bo ludzie najpierw badają grunt, wyczuwają najbardziej grząskie miejsca; takie, w których zapadnięcie ujawni niezamierzone działania, niespodziewane odczucia. Wtedy pod pozorem plotki chcą demaskować, poczuć się jak szpieg, James Bond, przystojny z pięknym samochodem i szybką kobietą (albo odwrotnie, co kto lubi), przed takim nikt i nic się nie ukryje, taki nie jest stworzony do spędzania popołudni na kanapie przed telewizorem z puszką piwa.
Potem powiedziałbym: żeby wprawiać mnie w osłupienie. Takie prywatne cuda, kiedy myślę, że widziałem już wszystko, że to tylko kolejny dzień w pracy albo tylko kolejny obiad, porcja paliwa, by utrzymać sprawność ciała i umysłu.
Jesteś po to, żeby zabierać mi z dni to okropne tylko.
- Może w takim razie je zatrzymam. Jak sądzisz, dyrektorce też się spodobają? Na pewno za młodu był z niej niezły harpagan.
Albo po to, bym miał komu mówić takie rzeczy, kogo spotykać przypadkiem w środku nocy, bym miał jakiś śmiech dla siebie. Twój jest bardzo ładny, trochę zachrypnięty, jakbyś nie była do niego przyzwyczajona.
Jeśli chcesz, tak ci się odwdzięczę: będę tu, możesz o mnie wesprzeć rusztowania nowych nawyków.
- Nie mogę tak zasnąć na ławce, wezmą mnie za kloszarda z tą brodą. - nie wiem, czy wzruszony jestem, czy bardziej rozbawiony twoją deklaracją. Tak bardzo abstrakcyjne wydaje mi się w swojej zatwardziałej dorosłości, bym w ogóle jeszcze nadawał się na przedmiot opieki, a cóż dopiero opieki zapewnionej twoją ręką. Gdybyś ty jedna była sanitariuszką na wojnie, armie przebierałyby w ochotnikach. Wojna to, wbrew pozorom, bardzo dobry czas na marzenia, nie sądzisz?
- Chodź, napijemy się herbaty, zimno już.
I świta. Kaczki na stawie niedługo się obudzą, nieliczne wróble już śpiewają. Nie ma w świtach poezji, jest tylko zmęczenie.
Póki jeszcze nikt nie widzi, daj rękę.
Powrót do góry Go down
avatar


tu i tam

czysta

26 lat

ubogi

pielęgniarka

PisanieRe: Patriarsze Prudy   Sro Cze 08 2016, 00:25

Zastanawiam się czy wszystko musi odpowiadać na pytanie - po co? Czy czasami nie wystarczy odpowiedź - tak jest. I kropka.
Bez większych przyczyn. Rzeczy po prostu się dzieją.
Gdybym wierzyła w determinizm, a raczej nie wierzę, uznałabym, że wszystko jest częścią większego planu. To ten przypadek będący jedynie nieznajomością przyczyn, przeznaczenie. Nasze dzisiejsze spotkanie, wspólna praca, tak miało być - i nie ma co z tym walczyć, nie ma powodów by się nie zgadzać, nawet pytać po co i dlaczego. Tak jest. I już.
Ale nie wierzę w determinizm. Nie wierzę w wielkie plany bogów, ani pomniejsze kosmicznych energii, nie wierzę nawet w tę platońską przypowieść o ludziach przedzielonych na pół, spędzających życie na poszukiwaniu tej drugiej połówki by stać się całością.
Myślę nawet, że to bardzo niebezpieczne myślenie. Pokładanie w drugim człowieku całej odpowiedzialności za własną osobę. Będzie ze mną dobrze tylko kiedy będziesz obok, tylko dzięki tobie jestem cała, to zgubne myślenie.
Nie oczekuję od ciebie, że rozwiejesz wszelkie smutki swoimi bajkami na dobranoc. I chociaż nieustannie zadaje ci pytania nie liczę, że odpowiesz na każde z nich, rozwiejesz wszystkie wątpliwości. Czuje się bezpieczniej w twoim towarzystwie, nie znaczy to jednak, że musisz mnie nieustannie chronić. To znacznie prostsze.
Kiedy cię nie widzę - tęsknię. Tak myślę, czuję w żołądku specyficzny ucisk. Jestem niespokojna. Zdarza się, że rozdrażniona. I niecierpliwa. Można pomyśleć, że twój pracoholizm działa na moją korzyść, zawsze wiem gdzie cię znaleźć. Przy tobie jest mi znacznie cieplej. Od środka. Pewnie to odpowiedziałabym gdyby spytać - po co jestem obok ciebie. I jeszcze - bo chcę. Nie muszę - chcę.
I chcę też dbać byś codziennie zjadł porządny obiad.
- Jestem przekonana, że gdybyśmy dobrze poszukali, znaleźlibyśmy ją w tłumie tańczących - nie jestem zbyt śmiała z użyciem liczby mnogiej? - Gdyby nie ta farba pewnie by tak było - i zbyt buńczuczna drocząc się teraz, na tej ławce, bladym świtem?
Wojna to pewnie doskonały czas na marzenia - rzadko mają okazję spowszechnieć, umierając młodo.
Kiwam głową, podając ci dłoń. Napijmy się jeszcze herbaty zanim przyjdzie nam zmyć z twarzy farbę i włożyć nieskazitelnie biały kitel.
Sala pewnie oślepi mnie dzisiaj swoją sterylnością.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

¾

35 lat

bogaty

uzdrowiciel szkolny

PisanieRe: Patriarsze Prudy   Sro Cze 08 2016, 00:49

Szpital, który pozostaje sterylnie biały nie spełni dobrze swojej funkcji. Bez krwi przeciekającej przez bandaże, śliny spływającej z kącika ust, łez wylewanych nad świeżo posłanymi łóżkami na intensywnej terapii. Można nauczyć się opowiadać historie jedynie za pomocą płynów ustrojowych, można wszystko zamknąć w ciało. I tak jest łatwiej, bo trudno byłoby mi wierzyć w większe plany, we wspaniałe kosmologie, gdy od lat umiem już tylko od przypadku do przypadku, od całości do całości, w każdym człowieku cały wszechświat, który trzeba naprawić.
Dobrze, że nie wierzysz w taki determinizm. Skończyłby się rozczarowaniem, sama wiesz, jak trudno przywrócić równowagę w jednym człowieku, co więc tu mówić o przywracaniu jej między miliardami?
To jedna z najlepszych cech ludzi, ich liczebność. Przychodzą i odchodzą i coraz ich więcej, a nikt nie zrobi wszystkiego. Nie warto zamykać całego swojego świata w jednej osobie, odkładać życie na później, wciskać na pilocie "stop", gdy jest się osobno.
Pilot nie działa i nigdy nie działał, a człowiek - zależy jak na to spojrzeć - to tylko ułomny mechanizm, w środku lepki i nieprzyjemny, nic dziwnego, że łatwo się psuje.
- I pomyśleć, że obawiałem się spotkania któregoś z uczniów...
Nie przejmuj się, moja droga, liczba mnoga jest bezpieczna. A przecież nie byłoby mnie tu bez ciebie, opadłbym pewnie na łóżko i i tak nie mógł zasnąć przez długie godziny.
Masz zimne ręce, przyspieszam kroku i szybciej docieramy do schroniska. Nikogo jeszcze nie ma, tylko starsza pani rozsypuje kawę do dzbanków.
- Poprosimy dwie herbaty.
Takie to proste, wspaniałe. Pani uśmiecha się do nas, podaje parujące kubki, mówi na ciebie gołąbeczko, czy jakoś podobnie, cicho, pewnie tylko do siebie, oczarowana twoją młodością.
Chodź, usiądziemy przy oknie, popatrzymy, jak miasto się budzi. Nie czujesz się od razu lepiej?
- Dostałem niedawno zaproszenie. Chcą rozbudować w Hotynce jeden z oddziałów, będzie jakieś wydarzenie charytatywne, bodajże maskarada, jakiś bal.
Bez wstępu, mówię cicho, z wieloma przerwami. Muszę tam pójść, w końcu prawie zostałem ordynatorem ratunkowego, tuż przed złożeniem rezygnacji.
- Może pójdziesz ze mną? Proszę.
Inaczej nie umiem, niż prosto. Nie po nieprzespanej nocy, w rodzinnym mieście, przy herbacie w schronisku, na którą przychodzą chorzy i bezdomni.
Powrót do góry Go down
avatar


tu i tam

czysta

26 lat

ubogi

pielęgniarka

PisanieRe: Patriarsze Prudy   Sro Cze 08 2016, 01:33

Nie jestem aż taka młoda, wiesz o tym, prawda?
Owszem, to nie są czasy naszych rodziców - wtedy panna w moim wieku byłaby już na straconej pozycji starej panny. A może to naszych dziadków? Dwadzieścia sześc lat, moja matka w tym wieku była już mężatką ze stażem dłuższym niż mógłbyś przypuszczać.
Podobno jestem do niej podobna. Albo bardziej - do niej z czasów młodości. Może dlatego tyle we mnie życia, może chcę je trochę przeżyć za dwoje. Nie widziałam jej już od tylu lat. Są takie dni kiedy bardzo bym chciała. To pragnienie całkiem naturalne, tak myślę, objąć własną matkę.
Podobno dotyk matki leczy lepiej niż jakikolwiek uzdrowiciel. Chociaż może to śmieszna wiara.
Ludzi rzeczywiście jest na świecie tak wielu - a tak niewielu, kiedy przychodzi do ostatecznych rozrachunków, ma znaczenie. Ojciec, matka, jak to w rodzinie. Rodzeństwo, jeśli się poszczęści. Najsłodsza przyjaciółka z lat dziecięcych, ta która ma już dwójkę dzieci, a mimo to zawsze znajdzie chwilę by odpisać na list. Mentor, każdy w swoim życiu trafi na jakiegoś, i ten chłopak, który zamiast zachować miłosny liścik pisany całą noc, najpierw go zgniótł, a potem obśmiał przed kolegami. I ta jedna dziewczyna, której ze złości podstawiło się nogę w piątej klasie.
Pamiętasz imię każdego człowieka któremu uratowałeś życie? Bo, takie mam wrażenie, że pamiętasz każdego któremu się nie udało pomóc.
Sale szpitalne nigdy nie bywają sterylne czyste, pamiętam to z tych kilkunastu tygodni spędzonych w Hotynce. Naszą pewnie wysprzątano przez noc porządnie, umyto podłogi i zmieniono pościel. W ciągu dnia przyjdzie jednak uczeń z rozciętą dłonią i zakrwawi kawałek podłogi, inny ropą zabrudzi poduszki, trzeci zaślini mi rękaw białego kitla w sposób nie do końca dla mnie zrozumiały. Czystość ustąpi miejsca rutynie dnia codziennego, to dobrze znany już rytm dnia i nocy. Właściwie naoliwiony mechanizm działa bez zarzutu.
Ogrzewam dłonie o kubek ciepłej herbaty, podoba mi się to niepozorne miejsce, do którego na codzień przychodzą chorzy i bezdomni. Starsza pani, jej przyjemny głos, gołąbeczka i to trzeszczące radyjko, grające wpadający w ucho kawałek. Z zaciekawieniem słucham jak mówisz o balu, nie słyszałam wcześniej o podobnym wydarzeniu, ale nie ma w tym nic dziwnego. Za to twoja prośba - propozycja - zbija mnie nieco z tropu, nie spodziewałam się. Po prostu. Tam będą ludzie - ludzie których znasz - Maskarada? Nigdy nie byłam na żadnej maskaradzie. Balu w sensie, wystawnym. Charytatywnym. Na maskaradzie tak, na ulicy, w Wenecji, trafiłam tam w sam środek karnawału, przez większość czasu pracowałam, ale raz udało mi się wziąć wolny wieczór, miałam nawet maskę, było całkiem magicznie… - chyba nigdy nie usłyszałeś bym wypowiedziała na raz aż tyle słów, jestem tak zaskoczona, że wygłaszam cały swój ciąg myślowy, proszę, zrzućmy to na krab nieprzespanej nocy. Upijam herbatę bo zaschło mi w gardle - po chwili milczenia zdaje sobie sprawę, że chociaż wylał się z moich ust niekontrolowany potok słownictwa, nie było w nim odpowiedzi - Bardzo chętnie - i przygryzam dolną wargę na wypadek, gdyby znowu na usta cisnęły mi się słowa o nikłej treści.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

¾

35 lat

bogaty

uzdrowiciel szkolny

PisanieRe: Patriarsze Prudy   Czw Cze 09 2016, 22:10

Coś się z nami dzieje i nie nam osądzać: dobrego czy niedobrego. Po sposobie, w jaki spogląda na nas starsza pani widać, że choć widzi nas po raz pierwszy, to ona wie, że to coś dobrego. Z biegiem lat my pewnie też nauczymy się tak rozpoznawać zawiązujące się nieśmiałości. To trochę zabawne, bo za starzy na to jesteśmy.
Ty nie jesteś taka młoda jak zawsze będzie mi się wydawało, a ja nie jestem tak dobry, jakbym tego chciał i jakim pewnie mnie widzisz. Zapomnienie jest dla mnie błogosławieństwem, jedynym sposobem na pójście dalej do przodu, a pierwsze lata pracy, pierwsze beznadziejne przypadki, pierwsze stwierdzone zgony - to moje najgorsze wspomnienia i nie ma sposobu na przygotowanie się na ewentualność nieodratowania pacjenta.
Nie mnie nadawać ludziom znaczenie: robię tylko dla nich wszystko, co się da, ale koniec końców trzeba ich sobie zostawić. Poza tym, chcąc poświęcać choć jedną myśl dziennie każdemu, kto przewinął się przez izbę przyjęć, ja sam bym się już dawno wśród nich zagubił, ci prawdziwi bohaterowie, co jeszcze nie leżą na cmentarzach tak mają.
A ja nie jestem gotów zniknąć, zbyt wiele pracy poświęciłem, by odróżnić się od wygodnickiej rodziny, przypodobać młodym paniczykom, pozbierać wszystkie elementy układanki tworzącej Mikhaila Lavrinenkę i nawet jeśli ta układanka okaże się niezdarnym patchworkiem, mam już do niej zbyt duży sentyment, by teraz nicować. Mogę doszyć kawałek, jeśli masz gdzieś w swoim kufrze zbędny kawałek materiału. Muślin by ci pasował.
- Wenecja brzmi wspaniale. Opowiesz mi przy obiedzie?
Skoro tak dobrze zaczęliśmy ten dzień, to równie dobrze, możemy w połowie wrócić do siebie, usiąść razem i poudawać, że nadal jesteśmy tu, nad herbatką. Wtedy, na maskaradzie też możemy poudawać, wszyscy inni będą to robić. Pomieszam trochę światy, rozwinę przed tobą swój patchwork. Nie myślałem, szczerze mówiąc, że się zgodzisz.
- Muszę już iść, pozdawać raporty przed szkołą.
Wstajemy, z przyzwyczajenia odnoszę kubki na ladę. Za oknami ruch rozpoczął się na dobre, ale zanim dołączymy do spieszących się do obowiązków ludzi, wstępuje we mnie odwaga.
W drzwiach zatrzymuję cię na chwilę i w podzięce za to przypadkowe spotkanie przykładam usta do skroni.
- Do zobaczenia.

z/t
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Patriarsze Prudy   

Powrót do góry Go down
 
Patriarsze Prudy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: