IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Pub Matrioszka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

PisaniePub Matrioszka   Wto Kwi 05 2016, 20:53

Pub Matrioszka

To miejsce zaskakująco ciche i odosobnione, jak na tego typu lokal w samym centrum Petersburga. Ile ludzi by nie weszło do środka – wydaje się być niemal zawsze pustym, a wszystko to przez osobne pokoje dla gości, które zapewniają obecnym chwilę prywatności i atmosferę intymności. Lokal jest pełen słodkich tajemnic, zamkniętych drzwi, dyskretnej obsługi kelnerskiej i najlepszego wina czerwonego sprowadzanego z całego świata, jednak prym wiodą te okraszone słynnym, gruzińskim nazwiskiem Janashvili. W oddzielnych pomieszczeniach stoją skórzane kanapy, długie niskie stoły, a z sufitów zwisają żeliwne żyrandole ćmiąc migotliwym blaskiem zapachowych świec.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Czarcie włócznie, Odrodzenie

PisanieRe: Pub Matrioszka   Czw Kwi 14 2016, 17:58

Nie puściłbym go samego. Nigdzie. Nigdy.
Może jestem trochę nadopiekuńczy, nie kwestionuję takiej możliwości. Nauczono mnie, aby przyznawać się do swoich słabości i przekuwania ich w swoją zbroję. Stawania się niezniszczalnym. Mimo tak cudownej polityki nie potrafiłem chociażby dopuścić do siebie myśli, że Snowid także może być moją słabością. Czułym, delikatnym punktem, w który ktoś mógłby zechcieć uderzyć, aby mnie zranić. Miałem przecież bolesną wręcz świadomość, że mój brat, o ironio starszy o te kilka miesięcy, jest chory. Rozumiałem, ale nie mogłem się z tym pogodzić i nie pogodziłem do tej pory. Czułem jednak pełną odpowiedzialność za jego kruchą osobę, zwłaszcza, że obraz duszącego się na szkolnym korytarzu chłopca od czasu do czasu pojawiał się w moich snach. Być może nie powinienem przekreślać Sviety tylko na podstawie swoich domysłów, ale miałem wrażenie, że odrzuciła go, bo nie chciała takiej słabości. Nigdy z nią o tym nie rozmawiałem i zresztą nie za bardzo zamierzałem. Skoro go zostawiła to wziąłem Snowa dla siebie i nie miałem ochoty się dzielić.
Dlatego teraz stałem się trochę jego prywatnym cieniem i to ze mną, a nie z nią, przemierza ulice Petersburga w poszukiwaniu rzeczy potrzebnych do szkoły. Wakacje, wyjątkowo czteromiesięczny, chyliły się ku końcowi, bezlitośnie przybliżając nas do rozpoczęcia nowego, ale zarazem ostatniego roku w Akademii. Nawet nie zauważyłem, kiedy te wszystkie dni przeciekły mi przez palcami doprowadzając do tego dnia. Tak wiele zmieniło się od momentu pierwszego przekroczenia progu Koldovstoretz, że wydawało się to jeszcze bardziej odrealnione.
Cieszyłem się więc na tę drobną przerwę z nużącym maratonie po sklepach. Matrioszka stanowiła przyjemny kontrast dla świata zatłoczonych ulic, który to nareszcie zostawiliśmy za sobą. Odwiedzałem to miejsce chyba przy okazji każdej wizyty w mieście, więc pojawienie się tutaj było przyjemnym powrotem do znajomych kątów. Zajęliśmy we dwóch miejsce przy stole odosobnionym od innych, chociaż chyba każde sprawiało tutaj takie wrażenie. Z przyjemnością zapadłem się w miękką skórkę. Naprawdę nienawidzę zakupów.
- Zjemy coś? - pytam, spoglądając kątem oka na Snowida, chociaż wydać się mogło, że całą moją uwagę pochłania rozciąganie pleców i chłonięciem ulgi z odciążenia nóg.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Pub Matrioszka   Czw Kwi 14 2016, 18:37

Samotność, miła odmiana, przynajmniej dla mnie. Oczywiście, nie chodzi mi o to, że jestem duszą towarzystwa, którą wiecznie otacza tłumek ludzi, nie, skądże. Miałem na myśli to, że mogłem spędzić te wyjątkowo długie wakacje samemu. Co w moim języku znaczyło, iż był ze mną Kasjan. Nic dziwnego. Czasami dziwną wydaje mi się myśl, że potrafiłem żyć bez niego. Często przyłapywałem się na korzystaniu z formy my. Nie, nie miałem jakiegoś nietypowego schorzenia, przynajmniej nie umysłu. Dobrze zdaję sobie sprawę z naszej odrębności, z różnic jakie nas dzielą. Ale my... Kiedy ostatni raz spędzałem czas w pojedynkę? Jedliśmy razem, uczyliśmy się, kładliśmy się o tej samej porze, wstawaliśmy niemal równocześnie. Rzecz jasna miało na to wpływ nierzadkie nocowanie w tym samym pokoju. Kto by tam winił nas za braterską więź? Ojciec się cieszył, że ktoś przebił się przez moją szczelną zbroję. Macocha była zadowolona, że dzięki mnie jej syn nie czuje się tym innym, nie pasującym do naszego gniazda. Ciekawe. Gdyby tylko wiedzieli jaka jest prawda.
Kiedy tylko wspomniałem o zakupach, wiadomym było, że przejdziemy się na nie razem. Mogliśmy to zlecić komuś, ale po co? Wybycie z żywiołowej posiadłości było dla mnie przyjemnym doświadczeniem. Nie lubiłem z tym przesadzać, ale od czasu do czasu przerwanie monotonii jest czymś dobrym. Więc wybraliśmy się, ja i mój cień, my. Niby nic wielkiego, ale jakoś nie potrafiłem powstrzymać mocniejszego kołatania serca. Może to przez mój pomysł, którym jeszcze nie miałem okazji podzielić się z nim. Pośpiech to nie moja domena. Każde słowo było starannie wyważone, jakby Rodzenice przydzieliły mi ograniczony zapas tego skarbu. Nie paplaliśmy, cieszyliśmy się ciszą. Wystarczyło jedno moje skinienie, aby Karamazov zrozumiał, o co mi chodziło. Delikatny gest, naprężenie mięśni, a przedmiot po który chciałem sięgnąć lądował w moich rękach. Wiem, że przesadzał, ale nie miałem serca zabronić mu takich działań. Zresztą, podobały mi się, więc czemu miałby narzekać, dla zasady? Nie, nie sądzę.
Nie znałem miasta, dlatego pozwalałem, aby to Kasjan mnie prowadził. Uniosłem nieco brwi, kiedy znaleźliśmy się przed tym lokalem, o jakże interesującej nazwie. Wnętrze posiadało nutkę magii, tak niespodziewanej w miejscu takim jak pub. Nie żebym był ekspertem od takich przybytków. Usiadłem, czekałem. Nie musiałem robić tego długo. Wyjaśnienie szybko się pojawiło. W ogóle nie zwracałem uwagi na poczynania mojego towarzysza. Rozglądałem się za to po pokoju, w którym się znajdowaliśmy. Dziwne miejsce, w pozytywnym znaczeniu tego słowa.
- Chętnie - odpowiedziałem mu, gdy skończyłem przyglądać się skórzanej kanapie, na której siedzieliśmy. - Polecisz mi coś?
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Czarcie włócznie, Odrodzenie

PisanieRe: Pub Matrioszka   Czw Kwi 14 2016, 21:36

Łatwo było mi zapomnieć, że moja wrona nie jest zbytnio podróżniczym ptakiem. Podczas gdy ja swobodnie przemieszczałem się pomiędzy domem rodzinnym, rezydencją wujostwa, aktualnym miejscem zamieszkania i Akademią, on głównie skazany był na siedzenie w pokoju. Niefortunny splot genów skazał go na wieczne unikanie męczących podróży, stałość. Chociaż sam nie przepadam za zmianami to lubię zwiedzać, odkrywać nowe miejsca. Petersburg pokochałem od swojej pierwszej wizyty w tym miejscu. Zarówno po tej magicznej, jak i zupełnie zwyczajnej stronie. Co poniekąd dziwi trochę mnie samego biorąc pod uwagę fakt, że obecność mugoli wzbudza we mnie, delikatnie mówiąc, odrazę. Miasto jednak jest tak niezwykłe, że po prostu nie potrafię czuć odrazy do czegoś niewzniesionego magicznymi rękoma.
Chociaż nie lubię zakupów to cieszyło mnie, że Snowid chce (to wcale nie tak, że był na mnie skazany!) iść na nie ze mną, w to wyjątkowe miejsce. Oczywiście wyczuliło to moje uśpione instynkty, z którymi wciąż nie byłem do końca zbytnio oswojony. Ta potrzeba wzmożonej uwagi, potrzeby dbania o niego aż nadto była mi obca w stosunku do kogokolwiek innego. Żaden inny człowiek nie budził we mnie takich emocji. Wydawałoby się logicznym porozmawiać z nim o tym wprost, ale wiedziałem, że tylko spróbuj mi to wyperswadować. Uprze się, aby udowodnić mi jak to wszystko jest w porządku. Czysta walka z wiatrakami, a ja nie mam zamiaru zostać wmanewrowany w rolę Don Kichota.
Ciekawskie rozglądanie się Snowida po wnętrzu biorę za dobrą monetę. Chcę, żeby spodobało mu się miejsce, które uwielbiam. Sam nie wiem dlaczego, po prostu tak. Pukam delikatnie placami w blat stołu czekając aż jego uwaga ponownie skupi się na mnie. Jednak to drobne pytanie zbija mnie z tropu. Nie jestem jakiś wykwintnym smakoszem, po prostu lubię dobrze zjeść. Mam jakiś gust w kwestii smaku, ale nazwy potraw zawsze pozostają dla mnie jakąś tajemnicą.
- Może wino? - pytam, przypominając sobie nazwę tutejszego specjału. Zaraz jednak uświadamiam sobie, że nie jest to przecież jedzenie. Siłą woli opanowuję się przed mało eleganckim uderzeniem się dłonią w czoło. - Pierogi ruskie - rzucam nagle oświecony, przypominając sobie, dlaczego tak kocham Matrioszkę.


Ostatnio zmieniony przez Kasjan Karamazov dnia Pią Kwi 15 2016, 18:56, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Pub Matrioszka   Pią Kwi 15 2016, 08:32

Zauważyłem jego reakcję. W odpowiedzi udawałem jednak, że tak nie było. Czy to takie dziwne, że sięgam po jego opinię? Nigdy tu nie byłem. Moja natura powstrzymywała mnie przed skakaniem w nieznane wody. Zwykła niestrawność staje się nieznośną przeszkodą. Wieczna słabość, do której przez te wszystkie lata świetnie się przyzwyczaiłem, niezwykle potęgowała wszelkie, szkodliwe doznania. Nie ma to jak torsie z dodatkiem niemożności oddychania. Pewnie dlatego kucharki zawsze się trzęsły, kiedy poprosiłem je o coś niecodziennego. Przynajmniej te szkolne tak nie robiły.
Wino? Nie moją winą było, że jakakolwiek wzmianka na temat alkoholu, która wydobywa się z jego ust, powoduje u mnie reakcję łańcuchową. Rozpędzony umysł rusza w samowolną podróż ku przeszłości. Od razu wspominam tamtą noc, tę pierwszą, gdzie mocny trunek też miał swój udział. Jak na zawołanie, moje polika przybrały żywszych kolorów. Coś na pograniczu dojrzałej truskawki, a gotowej do zerwania rzodkiewki. Już tyle razy to robiły, nawet nie muszę przyglądać się sobie w lustrze, aby to stwierdzić. Ach, gdyby nie ta moja blada skóra. Dobrze wiem, że zauważy tę reakcję. Czy zwróci uwagę? Nie, pewnie nie. Przecież nietrudno się domyślić, dlaczego tak się stało. Przynajmniej ja tak sądziłem.
Uśmiechnąłem się mimowolnie, gdy usłyszałem, co takiego mi zaproponował. Ciekawe, czy zdaje sobie sprawę ze swojej wtopy. Naprawdę, żeby ktoś taki jak Kasjan ujawnił własną słabość. A przecież tak się przed tym bronił. Czyli nawet lis nie potrafi oprzeć się wpływom wron, a przynajmniej tej jednej, małej. Mnie. Od wielu lat wbijam mu do głowy mój język. Czyżby w końcu moje wysiłki się opłaciły?
- Wiesz, że to polska nazwa? - rzucam jakby od niechcenia, nie mogłem się oprzeć przed użyciem mojego ojczystego języka. Ot, taki nawyk. Przecież wiem, że go zna. Nie ma sensu udawać, że jest inaczej.
Kiedy to mówiłem, znów spoglądałem na coś innego niż mój towarzysz. Nie chciałem, żeby zobaczył w moich oczach iskierki radości z wygranej. Nie musiał wiedzieć, jak bardzo uradowała mnie ta jego mała wpadka. Odwróciłem się do niego po chwili, dopiero jak nieco się uspokoiłem. Dziwne, ile radości potrafi mi sprawić coś tak niewielkiego.
- Dobrze, niech będzie. - powiedziałem, dopiero teraz bowiem zdałem sobie sprawę, że nie odpowiedziałem na jego propozycję. - Bez wina. - dodałem zbyt szybko, kiedy moja uwaga przestała skupiać się na tej trywialnej wpadce. Wiedział? Tak. Nawet jeżeli było inaczej, to nie miałem odwagi o to spytać. Nie pierwszy raz zresztą.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Czarcie włócznie, Odrodzenie

PisanieRe: Pub Matrioszka   Pią Kwi 15 2016, 19:44

Wyjątkowo w tej chwili mój umysł był wolny od wszelkich podtekstów i drugich den. Zbytnio skupiłem się na wypadnięciu jak najlepiej, a nie na zwykłego ignoranta, który po tylu pobytach w tym miejscu nawet nie zna dobrze karty. Chciałem wypaść na zorientowanego, takiego, jakim powinien być każdy Karamazov. Dlatego dopiero dorodny rumieniec na bladym zazwyczaj licu Snowida sprawia, że mój umysł w ułamku sekundy uruchamia wszystkie zębate kółeczka, które ze zgrzytem odnajdują właściwe wspomnienie. Niemożliwe jak to zwykłe wino może wywołać niekontrolowaną lawinę wspomnień, bardzo przyjemnych wspomnień. Uśmiecham się łobuzersko do niego pokazując, że wiem o czym sobie myśli. W innych okolicznościach musnąłbym jego policzek palcami i podrażnił się z jego wstydliwością pytając, co też wywołuje taką uroczą barwę jego policzków. Jednak obojętnie w jak skrytym miejscu byliśmy to zawsze potrzebowałem chwilę czasu, żeby nabrać pewności. Tym bardziej, że chcę wybębnić wkrótce coś o wiele lepszego od zwykłego muśnięcia.
Z tej kontemplacji wyrywa mnie głos Snowida. Dziwnie zmieniony. Dopiero po chwili uświadamiam sobie, że dla odmiany przemówił po polsku. Po mimo tych kilku lat nauki tego języka w Akademii nie oswoiłem się z nim jeszcze. Brzmi dziwnie podobnie do mojej ojczystej mowy, ale z drugiej strony sprawia jakieś dziwne, obce wrażenie. Często przy jego słuchaniu towarzyszy mi dziwne uczucie, które poznałem, kiedy na początku znalazłem się w domu Wrońskich. Totalne wyobcowanie, nieumiejętność zrozumienia całych zdań, a nawet poszczególnych słów. Niekończące się, żywiołowe potoki nieznajomych wyrazów wyrobiły we mnie silną potrzebę buntu. Nie chcieli mówić do mnie po rosyjsku? Tym bardziej nie mam zamiaru uczyć się ich szeleszczącego języka. Zapewne, gdyby nie wpływ mojej małej wrony nigdy nie wybrałbym polskiego do nauki.
- Myślałem, że się ucieszysz, że go użyłem - opowiadam samemu także tocząc wzrokiem po pomieszczeniu. Drobne kłamstewko nikomu nie zaszkodzi, chociaż nie mam pewności, że nie wychwyci on tej drobnej nutki nieprawdziwości. Skoro ja wychwyciłem tryumf w jego postawie to on zapewne wykryje fałsz w moim głosie.
Kiwam twierdząco głową słysząc jego zgodę, a szybko dodane słowa sprawiają, że uśmiecham się po raz kolejny. Jest dla mnie ciężkim do wyobrażenia sobie jak można być aż tak wstydliwym jak Wroński. Dlatego też tym bardziej nie mogę się powstrzymać przed wbiciem mu drobnej szpileczki. Ot tak, dla smaczku.
- Ja też nie potrzebuję wina, wolę mieć ostry obraz - rzucam moim koślawym polskim spoglądając na niego kątem oka, aby nie opuścić żadnego drobnego gestu, gdy zareaguje.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Pub Matrioszka   Pią Kwi 15 2016, 22:01

Dobrze wiem, co on już sobie wymyśla w tej swojej ruskiej główce. Oczywiście, jak na Karamazova przystało, nie jest to nic dobrego. Pewnie coś... zbereźnego.  Ten jego bezczelny uśmieszek, tak dobrze mi znany. Zwiastun kłopotów albo czegoś zdecydowanie bardziej krępującego. Odruchowo wręcz odpędziłem tę myśl. Nie potrafiłem sobie z tym inaczej radzić, nie dopóki nie byłem przyciśnięty do ściany. Teraz? Wystarczyło, że pomyślałem o czymś o wiele odpowiedniejszym do sytuacji, w jakiej się znajdowałem. Chociażby prawdziwy cel naszej małej wycieczki. Przecież nie wybrałem się aż do Petersburga, aby kupić nowe podręczniki czy przybory do pisania.  Ciekawiło mnie, jak długo zajmie Kasjanowi zdanie sobie z tego sprawy. Rzecz jasna, drugi powód też nie był tym głównym. Moją małą tajemnice, o której nie potrafiłem mu teraz powiedzieć, również mogłem zorganizować na odległość. Wystarczyłby jeden list wysłany do odpowiedniego miejsca. Ach, tak, nie znałem go. Więc w takim przypadku musiałbym zwrócić się do ojca. Nie, nie do niego. Ktoś ze służby. W każdym razie, znalazłby się sposób, gdybym tylko zechciał o takim pomyśleć w spokojnych warunkach. Teraz nie mogłem się skupić, nie kiedy jego hipnotyzujący wzrok wbity jest we mnie. To był prawdziwy powód mojego błyskotliwego pomysłu, który zrodził się znikąd. Po prostu chciałem spędzić z nim trochę czasu poza dobrze znanymi murami naszego gniazda. Wiem, że sam się nie przyzna do swoich zamiłowań podróżniczych. Przedłużające się lato skutecznie mu je uniemożliwiło. W końcu cały czas był uwiązany do mnie. Niby z własnej woli, ale nie zmienia to mojego samopoczucia.
Włos mi na głowie się zjeżył, gdy usłyszałem jego odpowiedź. Naprawdę? Czy on zawsze musi wyjść na swoje, jego na wierzchu? Nawet kiedy dobrze wie, że postępuje z moją wolą to ubiera to tak, żeby wydawało się, iż to on zdecydowała. Niby to co innego. Przyłapałem go przecież na niewielkiej słabostce, naleciałości, z której pewnie nie zdawał sobie zupełnie sprawy. Waleczna krew przodków burzyła się w moich żyłach, i to z obu stron. Buńczuczność Wrońskich, duma Zakharenków, iście wybuchowa mieszanka. Szkoda, że nie potrafiłem tego wykorzystać. Jedynie delikatny grymas, tyle. Nic więcej. Przecież nie powiem mu, nie powinieneś kłamać, nie okłamywać mnie. Mimo że chciałem, słowa tego typu więzły mi w gardle, nie przeciskały się dalej. Symbolicznie przełknąłem ślinę, jakbym chciał wepchnąć niewypowiedziane zdanie z powrotem, skąd by ono się nie wzięło.
- Zawsze - nie skłamałem, nie ważne było to, czy używam mojego języka świadomie czy z przypadku. Przemyślane lub nie, sprawiało mi to radość.
Chyba sam się o to prosiłem, prawda? Wiedziałem, co nadciąga. Po raz kolejny zdradził go przebiegły wyraz twarz. Nie z przypadku w jego herbie znajduje się lis. Ten słodki, chociaż podstępny drań. Zdawałem sobie sprawę, ale nie znaczy to, że byłem gotów na konfrontację z jego słowami. Buraki, tak, to dobre porównanie. Dosłownie poczułem jak moja burzliwa krew popędziła do niedawno uspokojonych policzków. Pożałowałem, że nie znajduję się teraz w moim pokoju. Tam przynajmniej mógłbym się rzucić na łóżko, zakopać w kołdrze, ukryć przed tym świdrującym wzrokiem. Teraz? Nie miałem nic. Więc rzuciłem się na niski stolik, z ledwością wyhamowując przed zderzenie. Skrzyżowałem ręce, następnie zrobiłem z nich prowizoryczną poduszkę. O wiele lepiej. Wino z dodatkiem ostrości mogło oznaczać tylko jedno. Aż strach pomyśleć, że byłem w stanie to rozszyfrować.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Czarcie włócznie, Odrodzenie

PisanieRe: Pub Matrioszka   Pią Kwi 15 2016, 23:50

Być może na początku czułem się w domu Wrońskich niczym pisklę kukułki. Porzucone w obcym gnieździe, chociaż w tym przypadku matka znajdowała się tu ze mną. Mimo tego czułem się w tym miejscu nieswojo, oderwany od dobrze znanej rzeczywistości. W rodzinnym domu nie było tłoczno ani głośno. Wielką przestrzeń zajmowali nie licząc mnie rodzice oraz służba. Nigdy nie miałem wrażenia, że jestem samotny, warunki były tam dla mnie idealne. W nowym domu czułem się przytłoczony nadmierną obecnością wszystkich, nie byłem przyzwyczajony do obcowania z taką ilością osób, która w dodatku porozumiewała się w zupełnie niezrozumiałym dla mnie języku. Chyba nikt nie odnalazłby się w takich okolicznościach. Nie da się jednak żyć w opozycji do wszystkiego i wszystkich bez jakiegoś uszczerbku. Niby w domu spędza się tylko wakacje i święta, ale zawsze. Dlatego nie przyznałem tego, ale cieszyłem się, że znalazłem ze Snowidem wspólny język. Okazał się jedyną osobą, która bezinteresownie do mnie przylgnęła, pozwalając mi jakoś się odnaleźć w tym wszystkim. Więc nie czułem się ani trochę obciążony tą znajomością, wtedy czy teraz, kiedy nasze relacje uległy delikatnym zmianom. Zjawiłem się z nim w Petersburgu skoro chciał tu przybyć, co nie mogę ukryć, było dla mnie zaskoczeniem, ale gdyby nie chciał nigdzie się ruszać z domu również nie narzekałbym. Czułem się przy nim dobrze w każdych okolicznościach, a kawałek świata, przynajmniej Rosji, już widziałem. Nie spieszy mi się.
Widzę, że wygrałem, gdy jego twarz ściąga ten dobrze mi znany grymas. Stosunkowo często udaje mi się go u niego wywołać, mniej lub bardziej specjalnie. Staram się nie nadużywać możliwości bezproblemowego drażnienia z moją wroną, ale często po prostu nie może być inaczej. Jest idealną osobą, tak łatwo daje mi się sprowokować, że nie mogę się powstrzymać. Chociaż z drugiej strony, gdyby próbowałby zrobić mu to ktoś inny to zapewne nie ręczyłbym za siebie. Tym razem jedynie kiwam lekko głową i już się nie odzywam, aby nie nadszarpnąć delikatnej struny. Mimo wszystko różnice kulturowe zawsze między nami pozostają. Jestem Rosjaninem i to ta część mnie, z której jestem naprawdę dumny.
Jednak kiedy w iście obronnym geście Snowid wybiera bliskie spotkanie ze stolikiem nie jestem w stanie się opanować. Wybucham radosnym śmiechem, który zapewne odbija się od ścian pubu i niesie po całym pomieszczeniu. Naprawdę nie mogę się powstrzymać, moim ciałem wstrząsają drgawki wesołości, zginam się nawet lekko w pół. Kładę dłoń na jego plecach i klepię lekko. Dopiero po chwili uspokajam się na tyle, żeby pochylić w jego stronę, aby oprzeć czoło na jego ramieniu.
- No już - mówię, chociaż ton wciąż mam pełen wesołości. - Starczy. Troszkę przesadziłem, przepraszam. Już nie będę. Chodź zjemy pierogi i ruszymy w dalszy podbój Petersburga. - Mam wrażenie, że Wroński ma jakiś plan, a ja chcę się dowiedzieć, co to jest.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Pub Matrioszka   Sob Kwi 16 2016, 14:10

Miałem ochotę zapaść się pod ziemię, a zwłaszcza gdy usłyszałem, jego gromki śmiech. Dobrze wiem, że uwielbiał znęcać się nade mną w ten sposób. Nigdy nie mogłem zrozumieć, co jest w tym tak zabawne, co sprawia mu tyle radości. Wystarczyło jedynie się przyzwyczaić, a ból spowodowany celnie wymierzonymi słowami całkowicie zniknął. Obecnie pozostało jedynie rozdrażnienie, delikatne, ponieważ nie potrafiłem długo chować urazy, przynajmniej wobec Kasjana. Ach, tak. Jeszcze ten wstyd oraz zmiana odcienia mojej skóry, szczególnie na twarzy i uszach. Tego nie potrafiłem się zupełnie pozbyć. Chociaż dobrze wiedziałem, czego powinienem się spodziewać, kiedy on otwierał swoje usta tuż po tym, jak pokazywał mi swój przebiegły uśmieszek. Nie byłem wstanie powstrzymać swojej reakcji. Zawsze, za każdym razem udawało mu się. Nawet w tych naszych... niezwykłych chwilach.
Zadrżałem pod wpływem jego dotyku. Przecież to tylko przyjacielskie klepnięcie po plecach. Czego ja się obawiałem? Nawet Kasjan nie był na tyle nierozważny, aby przekroczyć naszą braterską relację. Nie w takim miejscu. Odruch, po raz kolejny. Rzecz, z którą w ogóle sobie nie dawałem rady. Słowa były tylko słowami, można interpretować je na różny sposób. Znając odpowiedni kontekst byłem w stanie odczytać odpowiednią wiadomość. Lecz tej cienkiej granicy nie przekroczy, przynajmniej taką miałem nadzieję.
Fałszywy alarm. Zbliżył się jeszcze bardziej, ale nic więcej. Kolejny sposób na drażnienie się z moją osobą. Może nieświadomie, ale czy on kiedykolwiek robi coś, wcześniej tego nie przemyślawszy? Ten dziwny moment, gdy zadajesz sobie pytanie, na które dobrze znasz odpowiedź. Praktycznie nie. Wpadki mu się nie zdarzały, ot, proste prawo naszego małego wszechświata. Zawsze istnieją wyjątki od zasady, prawda? Przy tym też tak było. W końcu nawet jak nie pomyśli, to i tak się do tego nie przyzna. A ja go do tego nie zmuszę. Kolejna, niezachwiana reguła rządząca naszym życiem.
- Obiecujesz? - wypowiedź pełna naiwności.
Po raz kolejny znałem odpowiedź, a mimo to potrzebowałem werbalnego potwierdzenia. Przypieczętowania niepisanej umowy, którą zaraz złamie. Nie mógł mnie oszukać, znałem go na tyle dobrze, że nie posiadałem złudzeń co do jego Już nie będę. Wystarczy, że poczekam, a wypowiedziane słowa wyblakną. Ile razy jeszcze zmienię kolor? Och, przecież to dopiero początek. Taki nasz mały rytuał. Lis zaczepia, a wrona kracze.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Czarcie włócznie, Odrodzenie

PisanieRe: Pub Matrioszka   Sob Kwi 16 2016, 18:18

Bez przesady.
Nie jestem dziwną odmianą sadysty, która czerpie radość z zawstydzania kogoś do granic możliwości. Lubię się z nim podrażnić, sprawić, że zarumieni się niczym dzierlatki ze stron starych harlekinów czy odwróci wzrok nie mogąc na mnie patrzyć, ale przecież się nad nim nie pastwię. Chyba powiedziałby mi, gdyby mu to nie pasowało, prawda? Właśnie, to zasiało we mnie dziwne ziarno niepewności, którego widocznie wcześniej nie zauważałem. Snowid był nieśmiały, nie można tego ukryć, ale czy w kontaktach ze mną też tak było? Niemożliwe żeby wstydził się powiedzieć coś mi. Przecież znaliśmy się jak nikt inny. Wyczuliło to wszystkie moje zmysły, gdy odsuwałem czoło od jego ramienia. Czy to też uznał za coś z podtekstem? Oparłem się o niego wyrażając swoje rozbawienie, ale przede wszystkim zareagowałem naturalnie na drzemiącą we mnie potrzebę fizycznego kontaktu. Po prostu, chciałem go dotknąć, sam do końca nie wiem dlaczego. Wcześniej nie czułem czegoś takiego w stosunku do nikogo. Jak gdybym teraz musiał upewniać się, że jest on prawdziwy, że siedzi tu obok nie zniknie jak senna mara tuż po przebudzeniu.
Kiedy w końcu się prostujemy, a moje spojrzenie trafia na jego to pytanie uderza we mnie z całą powagą. Chciałem trochę jeszcze go po prowokować, ale widzę, że tym razem nie jest na to czas ani miejsce. Po raz pierwszy postanawiam dotrzymać danego w tej sprawie słowa i przestać być pobudzonym młodzikiem. Wbrew pozorom zaraz mam dziewiętnaście lat, już tylko rok dzieli mnie od opuszczenia zacnych murów Akademii. Skoro chce, żebym obiecał i wytrwał w tym to tak będzie.
- Obiecuję - mówię, kiwając jeszcze głową dla podkreślenia moich słów. Odsuwam się trochę od niego na skórzanej sofie i posyłam blady uśmiech, a potem odwracam się w stronę przybyłego do nas kelnera. Odmawiam przyjęcia kart od razu zamawiając dwie porcje pierogów oraz coś do picia, po czym mężczyzna znika tak szybko jak się pojawił. Znów skupiam swoją uwagę na Snowidzie, ale tym razem moja twarz wyraża zwykłe uprzejme zainteresowanie. Wyraz, który wpajany jest wszystkim szlachcicom od dziecka.
- Czego jeszcze potrzebujesz z Petersburga? - pytam, aby dać upust swojej narastającej ciekawości. Nie chcę go znów zawstydzić intensywnym spojrzeniem, więc skupiam się na ułożeniu stopy lewej nogi na prawym kolanie w wygodnej pozycji.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Pub Matrioszka   Nie Kwi 17 2016, 13:29

Kasjan nie mógł zobaczyć mojego uśmiechu, który był niemą odpowiedzią na jego zapewnienie. Przecież dalej skrywałem twarz w ochronnej otoczce rąk. Podniosłem się z mojej bezpiecznej pozycji. Dobrze zdawałem sobie sprawę z tego, jak niepoważnie musiałem się prezentować. Nic nie poradzę, taki już mój dziecinny odruch. Schować się, bo przecież to załatwia wszystkie moje problemy. Niby jak miały do mnie dotrzeć, jak nie będą mogły mnie znaleźć? Jednakże teraz nie była pora na tak nieodpowiednie zachowanie. W końcu znajdowałem się poza domem, bezpiecznym pokojem. Jeszcze tego by brakowało, żeby ktoś mnie rozpoznał. Och, nic by tak nie rozzłościło ojca, jak plotki roznoszone na mój temat. Przy tylu przekupkach w domu, znaczy się moich ciotkach, zapewne szybko by dotarły do niego takie wiadomości. Albo jeszcze lepiej! Nie ma to jak dobry artykuł w Awosce. Informacja dnia, syn słynnej gwiazdy quidditcha zasłabł w pubie, czyżby rodzice go nie karmili? Tak, tak, przewrażliwienie.
Nie przysłuchiwałem się zamówieniu, skupiony byłem jedynie na jego twarzy, na niezbyt szczerym wyrazie. Czyżbym go uraził? Poczuł się zmuszony, przecie nie chciałem wywierać na nim nacisku! Może już planował jakby tu wrócić do naszej gry. Ach, taki mętlik w głowie, że aż zaczynało mi się w niej kręcić. Do tego jeszcze to zwiększenie dystansu. Może znów doszukuję się podstępów tam, gdzie ich po prostu nie było. Nie odpowiedziałem mu od razu. Za bardzo skupiałem się na mych rozmyślaniach. Dopiero po chwili wróciłem myślami do naszej rozmowy.
- Ach, chcę się do czegoś przytulić - rzuciłem jak gdyby nigdy nic, zwykła odpowiedź na zwyczajne pytanie. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, jak mogło do zabrzmieć. Dlatego też aż podskoczyłem, kiedy zorientowałem się, co powiedziałem. - Chodziło mi o zwierzaka... - dodałem cicho, kręcąc młynki złączonymi kciukami. - Że kupić... - wpatrywałem się usilnie w ruch palców, a ich ruch przyspieszył, jakby miał zamiar wskrzesić nimi iskrę.  
Tylko czekałem, aż postanowi wyśmiać mój niepoważny pomysł. Zezłościć się nie zezłości, chociaż wyciągnąłem go taki kawał drogi dla tak błahego powodu.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Czarcie włócznie, Odrodzenie

PisanieRe: Pub Matrioszka   Nie Kwi 17 2016, 15:43

Czułem na sobie ciężar jego spojrzenia. Zawsze go czułem. Miałem wrażenie, że od dnia, kiedy znalazłem go wtedy niemogącego zaczerpnąć tchu na korytarzu, jestem w stanie znaleźć go wszędzie. Po prostu, nawet w największym tłumie uczniów czy gdybyśmy rozdzielili się na wiecznie pełnych ulicach Petersburga. Kiedy na mnie patrzył wypalało to we mnie piętno, zachęcało do natychmiastowego odwrócenia wzroku, odszukania go. Instynktownie za nim podążałem, prowadzony czymś, czego do końca sam nie umiałem zdefiniować.
Tym razem się temu nie poddałem. Spojrzałem na Snowida dopiero, kiedy byłem na to gotowy, nie wcześniej. Na mojej twarzy malowało się subtelne zainteresowanie, dokładnie takie samo, jakie można było usłyszeć w moich słowach. Nie wiedziałem jak to odczytał. Mogłem się jedynie domyślać, insynuować. Zapewne gdybym wpadł na to, jakimi drogami hasają jego myśli ukróciłby te śmieszne dywagacje. Do niczego mnie nie zmusił, jestem Karamazov, nikt na mnie nie wpłynie, nie zmieni, jeśli sam nie będę chciał. To jedna z tych niewielu rzeczy, które zdołał wpoić mi ojciec przed swoim odejściem. Zresztą później wuj tylko potwierdzał te kwestie, utwierdzając w moim coraz to starszym umyśle szacunek i dumę z nazwiska, jakie przyszło mi nosić. Zachowywałem się tak, bo chciałem mu udowodnić, że może na mnie polegać. Przyjaźniliśmy się już tyle czasu, a ja wciąż nie miałem pewności, jakie ma o mnie zdanie, dlatego chciałem, żeby było ono jak najlepsze. Jednak nie w moim guście było wewnętrzne dywagowanie i zadręczanie się wątpliwym scenariuszami. Nie rozpracowywałem w głowie, co myśli Wroński. Skupiałem się na tym, co robił i mówił.
Zdziwiło mnie to niewątpliwie. Brwi uniosły się lekko, nie do końca rozumiejąc. Przecież od czasu do czasu lądował w moich ramionach, nie widziałem, żeby narzekał. Pozostawiłem to jednak bez komentarza, cierpliwie czekając na wytłumaczenie, bo wiedziałem, że każda rzucona uwaga ponownie sprowokuje szkarłat do pojawienia się na jego twarzy. Nie oponowałem, gdy drobny uśmiech wkradł się na moje usta po kolejnych słowach przyjaciela. Zwierzątko. Zazwyczaj uczniowie pierwszych klas przybywają do szkoły z wesołym stworzonkiem pod pachą, a starsi poświęcali im coraz to mniej uwagi, często zostawiając je już w domu na pastwie biednych rodziców. Tymczasem on postanowił je mieć teraz, jak zwykle wszystko na odwrót. Pozwoliłem otaczającej na ciszy utrzymać się chwilę dłużej jak zaczarowany przyglądając się wirującym palcom Snowida. Jeszcze chwila, a wypadną mu ze stawów od tej zawrotnej prędkości.
- Zwierzątko - mówię na głos, ale jakby do siebie, smakując brzmienie tego słowa w swoich ustach. - Masz już orła, ale do niego rzeczywiście nie da się przytulić. Więc jakie byś chciał? - pytam, tym razem z prawdziwym zainteresowaniem.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Pub Matrioszka   Nie Kwi 17 2016, 16:36

Jakoś nie miałem ochoty na podniesienie mojego wzroku. Nie chciałem zobaczyć jego reakcji, w ogóle, przecież ruch moich palców był o wiele ciekawszy. To nie tak, że po raz kolejny uciekałem. Jedynie wpatrywanie się w tak interesujące części ciała było o wiele mniejszym wyzwaniem, niż zmierzenie się z nieznanym. Osądzi mnie, wyśmieje czy zrobi zaskoczoną minę? Tyle możliwości, a nie miałem bladego pojęcia, co może wybrać. Niby jak można zareagować na takie wyznanie? Do tego rzucił je bądź co bądź dorosły mężczyzna.
Spojrzałem na niego dopiero gdy pierwsze słowo padło z jego ust. Nie była to niekontrolowana salwa śmiechy, a jak już wspomniałem, pojedynczy wyraz. Nie potrafiłem odgadnąć tego, co kryło się za tym wieloznacznym uśmieszkiem. Jawnej drwiny za tym nie dostrzegałem. Oczywiście nie miałem wystarczającej odwagi, żeby spytać go o to. Teraz zajęło mnie coś innego. Kolejne zdanie, w którym czaiła się ta znajoma nuta, zainteresowanie. Coś z czym nie spotykałem się zazwyczaj. Rzecz, która przyciągnęła mnie do Kasjana. To właśnie to, tak niewiele, ale jaką moc posiadało. Niby co ciekawego miał do powiedzenia ktoś taki, jak ja? Porażka życiowa, produkt złej mieszanki krwi, źle dobrane proporcje. W końcu moja siostra bliźniaczka wzięła się z tego samego źródła, a byliśmy zupełnie inni. Nic. Tak niewielu chciało mnie słuchać, a po śmierci matki liczba tych osób drastycznie zmalała. Zabawne, tylko tyle wystarczyło, aby podbił moje serce.
Jeszcze raz, zapewne nie ostatni dzisiejszego dnia, moje poliki zabarwiły się krasnym kolorem. To jedno zdanie przywołało tak wiele wstydliwych wspomnień. Radogost, mój orzeł, który zapomniał chyba, kto miał odgrywać rolę właściciela, a kto pupila. Faktem było, że nie mogłem się do niego przytulić. Wiem o tym dobrze, przecież próbowałem. Powiedzmy, iż nie skończyło się to dla mnie najlepiej. Wydawałoby się, że to ptak mógłby być zagrożony w takiej sytuacji. Nic bardziej mylnego, jak się okazało. Z powrotem skupiłem swoją uwagę na teraźniejszości. Na pytanie powinno się odpowiedzieć, a nie błąkać się myślami po minionych, wstydliwych wspomnieniach. Szkoda, że nie znałem odpowiedzi.
- Puchate - powiedziałem śmiertelnie poważnym głosem, spoglądając mu przy tym prosto w oczy. Tak, tylko tyle udało mi się na razie ustalić. Przynajmniej jakiś konkret, prawda?
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Czarcie włócznie, Odrodzenie

PisanieRe: Pub Matrioszka   Nie Kwi 17 2016, 17:11

Ta jego wstydliwość to doprawdy ciekawe zjawisko. Sądziłem, że wraz z rozwojem naszej znajomości zerwę, a przynajmniej rozsunę tę rozgraniczającą nas kurtynę. Chciałem mieć do niego wolny dostęp. Wychodziłem z założenia, że przyjaźń, której nigdy wcześniej co prawda nie doświadczyłem, tworzy między dwojgiem ludzi czystą, niczym niezagrodzoną przestrzeń porozumienia. Bez sekretów, bez niedomówień. Tymczasem okazało się, że to wcale nie jest taki prosty twór jak sobie wygodnie założyłem. Przyjaźń ze Snowidem była nie tyle trudna, co skomplikowana. Nasze charaktery się zderzały, ścierały, często tworząc utrudnienia na naszej drodze do siebie. W dodatku, kiedy nasza relacja przeszła na nowy poziom wiele uległo zmianie, ale nie jego nieśmiałość względem mnie. Wciąż z łatwością mogłem wprawić go w zakłopotanie, przyprawić o rumieńce zlepkiem dobrze dobranych słów. Często zdarzało mi się to nawet przypadkowo, bo jego umysł wyłapywał szybciej rzeczy, które mi nie przeszły wtedy na myśl.
Dlatego, kiedy unosi na mnie wzrok mogę uznać to za spory sukces. To znaczy, że nie popełniłem żadnego błędu, moja reakcja okazała się całkiem poprawna, bo nie mam jeszcze pewności, czy dobra. Chyba nie, skoro nagle jego twarz zalała się, znowu, krwistym rumieńcem. To nie mogła być moja wina, naprawdę nie mogła. Przecież nie powiedziałem nic złego, prawda? Wspomniałem jedynie o orle, bez żadnego, nawet najdrobniejszego podtekstu. Mój mózg pracował na zwiększonych obrotach próbując odnaleźć rzecz, którą zrobiłem źle. Mimika, gest? Wykazałem zainteresowanie i to go zawstydziło? Moje skupienie na jego osobie? Nie byłem do końca pewny, ale i tak opuściłem wzrok ponownie na swój but. Potem dziękowałem sobie za to w duchu, bo gdy padła jego odpowiedź, a patrzyłbym mu w oczy to parsknąłbym niekontrolowanym śmiechem. Natomiast skupiany na delikatnych ściegach na moich włoskich butach miałem okazji totalnej kontroli nad swoimi odruchami. Puszyste? Czy on wiedział, co ze mną wyprawiał? Na jakie próby wystawiał moją obietnicę? Kaszlnąłem tylko, zakrywając dłonią usta, aby pozbyć się kotłującego we mnie rozbawienia. Inaczej mój głos byłby przepełniony zbytnią wesołością, którą mógłby źle odebrać. Naprawdę, pierwszy i ostatni raz obiecałem mu coś taki absurdalnego. Po chwili zebrania się w sobie unoszę na niego swój wzrok, ale nie koncentruję się na nim, patrząc bardziej obok jego głowy, aby dać mu tę strefę komfortu.
- Masz na myśli jakiś konkretny gatunek? - pytam, starając się przy tym być maksymalnie precyzyjnym, aby nie uzyskać przypadkiem kolejnej takiej odpowiedzi jak przed chwilą. Inaczej naprawdę już nie powstrzymam wybuchu wesołości. Snowid, co ty mi robisz.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Pub Matrioszka   Nie Kwi 17 2016, 22:55

Wrona, dokładnie to chodziło mi po głowie. Dziwiłem się, że sam od razu nie pomyślał o tym. Przecież potrafiłem ją nawet na bieliźnie wyhaftować i to nie tylko swojej. Jednak nie mogłem jej kupić. Miałem już orła, przez którego moje doświadczenie z ptakami było dość traumatyczne. Zresztą, co mi po zwierzaku, który musiałby przebywać w wolierze albo w klatce. Nie, nie chciałem skazać biednego stworzenia na taki los. Nawet jeżeli klatka miałaby być wykonana w całości ze złota. Życie zbyt podobne mojemu... Dlatego też miałem mętlik w głowie. Nie mogłem wybrać tego co chciałem. Więc niby jaką decyzję powinienem podjąć? Kierować się czystym przypadkiem i skończyć z jakimś smędem, który pogryzie wszystkich moich współlokatorów, broniąc dostępu do mojego łóżka. Już widzę Kasjana, który potulnie pogodziłby się z takim obrotem spraw. Pewnie następnego dnia mój najnowszy pupil skończyłby po drugiej stronie Kaukazu, ot, zgubił się. Dobrze zdawałem sobie sprawę z tego, że zwierzak nie tylko musi spodobać się mi, ale też zaakceptować go będzie musiał mój odwieczny towarzysz. W końcu nie chcę, aby nieświadome zagrożenia stworzenie skończyło jako przypadkowa ofiara nieudanego eksperymentu. Ciekawe, czy to się przydarzyło moim namolnym kuzynom.
Nie do końca rozumiał, dlaczego unikał mojego spojrzenia mi w oczy. Dopiero po chwili zaczął patrzeć w moim kierunku, ale nie dałem się zwieść. Jest różnica między patrzeniem się na kogoś, a w jego stronę. Czyżby nie wiedział? Ktoś kto od zawsze unikał ludzkiego wzroku zauważa takie rzeczy. Kimś takim byłem właśnie ja.
- Nie wiem - odpowiedziałem niepewnym głosem, chociaż starałem się wymyślić to zanim mu o tym powiedziałem, to dalej niczego nie postanowiłem.
Na szczęście z opresji wybawił mnie kelner, który pojawił się znikąd. Trzymał dwie tace, jedną z parującymi pierogami, a na drugiej znajdowały się dwie, wysokie szklanki wypełnione bliżej niezidentyfikowaną cieczą. Nie skupiałem się zbytnio, kiedy Kasjan składał zamówienie. Nie specjalnie mnie zdziwiło to, że zamówił mój ulubiony sok jabłkowy ze świeżymi listkami mięty. Niczego innego się po nim nie spodziewałem. Chociaż cydr ze słodkich jabłek, doprawiony miodem rzepakowym... Nie, nie, pokręciłem zdecydowanie głową, odganiając od siebie niechciane myśli. Szybko zabrałem się za jedzenie, zyskując tym samym kolejne, cenne minuty na odnalezienie odpowiedzi. Nie chciałem, by okazało się, że wyciągnąłem go na darmo, narobiłem mu kłopotu, z którego nic nie wynikało. Jednak tak trudno było się skupić, kiedy mój język wystawiony był na tak niesamowite doznania. Przynajmniej to nie okazało się nieprawdą, pierogi były świetne.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Czarcie włócznie, Odrodzenie

PisanieRe: Pub Matrioszka   Pon Kwi 18 2016, 17:44

Wcale mnie to specjalnie nie zdziwiło. Snowid już taki był, jak gdyby odsunięty od wszystkiego, ale zarazem spokojniejszy, nieprzejmujący się nadmiernie wszystkim, przynajmniej takie wrażenie sprawiał z zewnątrz. Jego zachowanie było przyjemną odmianą dla mnie ode mnie samego. Brzmi to trochę śmiesznie, ale właśnie tak było. Dzięki niemu nabierałem potrzebnego mi dystansu, odsunąłem się trochę od tego pulsującego strumienia spraw codziennych. Spoglądanie z boku czasem naprawdę dużo dawało. Więc fakt, że wie tylko, że chce się do czegoś przytulić to w jego przypadku całkiem sporo. Tak samo nasza podróż do Petersburga, przecież można to uznać za prawie spontaniczny wypad!
Uśmiecham się lekko w odpowiedzi, bo nic nie zdążyłem odpowiedzieć nim pojawił się między nami kelner. Parujący talerz pyszności skupia moją uwagę i tym samym pozwala Snowidowi zagarnąć trochę czasu. Wydaje mi się, że wolałaby mieć gotową odpowiedź na moje pytanie. Mam nadzieję, że nie czuje się znów zawstydzony. Przecież nie miałem takiego zamiaru! Doprawdy, bycie przykładnym jest jednak męczące, nagle człowieka nachodzi tyle pytań apropo swojego zachowania, które normalnie nie przeszłyby mi przez myśl. To wcale nie tak, że na co dzień jestem totalnie pozbawionym emocji gburem, naprawdę. No może trochę, ale nigdy w stosunku do niego. Nie umiałbym.
Jedzenie upływa nam w ciszy, jak dla mnie całkiem komfortowej. Kątem oka spoglądam na siedzącego obok przyjaciela, zastanawiając się czy zauważył, co też zamówiłem do picia. Nie chciałem wyjść na nadmiernie potrzebującego uwagi, więc przemilczałem tę kwestię, ale naprawdę zastanawiało mnie jak to odbierał. Miał niestety nieprzenikniony wyraz twarzy, widocznie był zbyt zajęty jedzeniem, aby zwrócić na to uwagę. Sam też skupiłem się na swoim talerzu, dopóki nie opróżniłem go do końca. Dopiero wtedy odchyliłem się do tyłu na miękkie oparcie, przy okazji łapiąc swoją szklankę soku. Nadszedł czas na przerwanie martwej ciszy.
- Może pójdziemy w odpowiednie miejsce i po prostu się rozejrzymy? - spytałem spoglądając na niego z uwagą. - Przecież nie musimy kupować od razu. - Bezwiednie zastosowałem liczbę mnogą, bo jakby ta sprawa dotyczyła nas obu. Poniekąd miałem nawet rację.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Pub Matrioszka   Pon Kwi 18 2016, 22:46

Tak, to było coś, czego po prostu potrzebowałem. Nieskomplikowana czynność, jaką było jedzenie, pozwoliła mi na oczyszczenie zaśmieconego chaotycznymi myślami umysłu. Nie musiałem skupiać się na niczym, moje ciało reagowało odruchowo. Powolnym, wręcz ociężałym tempem, pochłaniałem zawartość talerza. Nic nie rozpraszało mojej uwagi, nie miałem potrzeby sprawdzania tego, co właśnie robił Kasjan, przecież wiedziałem. Jadł. Bardzo możliwe było to, że rzucał mi ukradkowe albo nawet dość jawne spojrzenia. Jeżeli to robił, to miałem idealną wymówkę, żeby tym się nie przejąć. Nigdzie mi się nie spieszyło, miałem czas, aby zmierzyć się z nieuchronną potrzebą podjęcia decyzji. Co jak zwykle przyjdzie mi z trudem. Czemu tak się działo? Przecież gdy sprawa dotyczyła by sztuki, czy to wzoru, który pragnąłbym wyhaftować czy rzeźby, którą chciałbym wykonać, nigdy, ale to nigdy nie miałem problemów ze zdecydowaniem się. Zawsze miałem pewność, a moja buńczuczne dziedzictwo płynące w mych żyłach jedynie upewniało mnie w słuszności wybranej opcji. gdy dochodziło do spraw dotyczących pozostałych aspektów życia... Jak za dotknięciem zręcznej ręki czarownicy, traciłem tę całą pewność. Dlaczego tak się działo? Nie mam bladego pojęcia.
Jak wspomniałem, nie śpieszyłem się. Nigdy nie miałem takiego zwyczaju. Nie pamiętam już, kiedy to nauczyłem się podchodzić do wszystkiego z tą dużą rezerwą. Jakby życie nie przelewało się przez moje palce, a czas nie gnał nieubłaganie. Może któregoś dnia pożałuję, zacznę przeklinać tę moją opieszałość. Dziś? Zapewne nie znajdę czasu na zajęcie się takimi rozmyśleniami. Może za rok albo dwa. Ciekaw byłe, czy go to denerwowało. Te moje ślimacze ruchy, wieczne poczucie, że świat na mnie poczeka, bo przecież jakby mogło być inaczej? Dobrze wiedziałem, iż Kasjan skończył swój posiłek. Jak zwykle w gorącej wodzie kompany, nie potrafiący cieszyć się chwilą, przynajmniej nie tego rodzaju. Niezwykłą w swej zwyczajności. Dla innych mógłby to być najnormalniejszy w świecie wyjazd na zakupy oraz dobry obiad. Dla mnie? Niecodzienne przeżycie, taka moja mała przygoda. Nie odpowiedziałem mu, nie od razu. To chyba oczywiste dlaczego, przecież maniery zabraniały mi mówienia z pełnymi ustami. Jednak lata przeznaczone na naukę nie poszły na marne. Zapewne to odruch wpojony przez starą guwernantkę, która miała w zwyczaju uderzać drewnianą linijką tuż obok moich palców, co skutkowało głośnym trzaskiem. Wydawała przy tym to straszne cmoknięcie, niezadowolona z faktu, że nie mogła uderzyć mnie. Co jak co, ale nawet ta stara, bezwzględna baba nie odważyła się na taki czyn. Chociaż wiele osób liczyło, że puszczą jej nerwy i dopuści się rękoczynu. Przynajmniej tak szeptały te stare harpie, które zwykły się nazywać moimi ciotkami.
Przemilczałem ten jego falstart, w końcu nie powinienem się teraz odezwać. Naprawdę, nie mógł poczekać? Z lekkim zrezygnowaniem przemieszany z rozbawieniem pokręciłem głowa. Że też jeszcze się nie nauczył. Dopiero kiedy skończyłem przeżuwać ostatni kęs, spojrzałem na zniecierpliwionego towarzysza. Dziwne, potrafił wytrzymać długie godziny bez rozmowy ze mną, gdy siedzieliśmy zamknięci w moim pokoju, a teraz nie mógł się obejść kilku minut bez odpowiedzi? Pewność siebie zaczynała się ze mnie ulatniać. Niewidzialna bariera postawiona przez minioną sytuację zaczynała znikać, a rozszalałe myśli uderzać do głowy. Zanim jednak do tego doszło, chwyciłem go za przedramię, ledwo unikając odruchowego uchwycenia dłoni.
- Chodź - powiedziałem nagląco, tonem, który nie znosi sprzeciwu. Tak, upartość, nietypowa jak na mnie pewność moich słów. A to wszystko dzięki zwyczajnemu posiłkowi, a może raczej odgonieniu niekończących się przemyśleń, przy pomocy monotonnej czynności. Najwidoczniej jednolite ruchy nożem oraz widelcem niczym się nie różniły od uderzeń dłutem. - Chodź! - rzuciłem jeszcze raz, zdając się na jego łaskę. Przecież nawet jeżeli zacząłbym go szarpać, to i tak nie zmusiłbym go do ruszenia za mną. Mimo tego, że dobrze zdawałem sobie z tego sprawę, nie puściłem jego ręki. Miałem pomysł, który chciałem zrealizować. Nie miałem w zwyczaju ignorować swojego natchnienia, jakiekolwiek by ono nie było. Szarpnąłem jeszcze raz, trzeci już. Nie patrzyłem wstecz, kierując swe kroki do wyjścia, a Kasjan podążał za mną. Wiem, że chciałby zadać kolejne pytania lub uzyskać odpowiedź na poprzednie. Nie dostanie ich, przynajmniej nie w tym momencie.

zt x2
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

36 lat

bogaty

nadzorca w Koldovstoretz

PisanieRe: Pub Matrioszka   Sro Maj 18 2016, 21:40

Lida najchętniej byłaby teraz w innym miejscu. Gdzieś, gdzie nikt nie wie, jak ma na nazwisko, ani ile ma lat. Gdzieś, gdzie pasowałby nieład jej włosów i skórzana kurtka pachnąca dymem. W słabo oświetlonym miejscu z podejrzanymi typami siedzącymi w kącie. Gdzieś gdzie nie dziwiłby widok samotnej kobiety z papierosem w ustach i dwoma pustymi kieliszkami na stoliku przed sobą.
Tamara miałaby ją teraz widzieć: po całym dniu na nogach, bez obiadu, z twarzą szarą od zmęczenia. Jak nic, przeżegnałaby się i odesłała Lidę do łóżka z termoforem i kanapkami z pasztetem. O papierosach już nie wspominając, jak ona tak może psuć własne zdrowie, przecież jest tak kruche, kiedy ostatnio była na kontrolnych badaniach.
Nie, nie na spanikowana siostra była jej teraz potrzebna. Wysłała orła do Olgi z krótkim liścikiem, zaproszeniem na drinka. Była bardzo zmęczona i jeszcze bardziej zmartwiona po przypadkowym spotkaniu z Shoshaną w Hotynce, potrzebowała nieco niewymuszonej ciszy, znacznie więcej alkoholu i jakiegoś oglądu na to, jak zaczął się rok szkolny.
- Jeszcze jedno. - poprosiła kelnera, leniwie wertując głupawe pisemka oferowane samotnym klientom "Matrioszki":
Jak stracić osiem kilogramów w dwa tygodnie? Najnowsze trendy w modzie - stań się najmodniejszą czarownicą w towarzystwie! "Zaczarowana Wołga": hit dekady czy ostatnia szmira?
Lida bardzo, bardzo dawno nie była w kinie.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

błękitna

medium

32 lata

bogaty

nauczycielka teorii magii

PisanieRe: Pub Matrioszka   Sro Maj 18 2016, 23:40

Orzeł, znowu list. Męczyły ją nawet tak mało inwazyjne metody podtrzymywania kontaktów, jak korespondencja. Nie nauczył ją nikt kurtuazyjnych zagrywek, potrafiła albo być szczera albo złośliwa, co najczęściej na jedno wychodziło, więc milczała. Inni różnie sobie ją interpretowali - wyniosłość, tępotę, chorobę psychiczną, potem przypominali sobie o rodowym nazwisku, a więc werdykt brzmiał protekcjonalna suka. Nikt nie podejrzewał mieszanki zmęczenia z lękiem, że się nie uwolni od tych ludzi, z którym zaryzykuje kontakt. Akademia ją oswajała, uczniowie stanowili dobre pole doświadczalne. A jednak list od Lidy ją ucieszył, potrzebowała wyjść.
Po wejściu do pubu dostrzegła siostrę od razu. Dostrzegała zmęczenie, pewne oznaki były podobne, gdy odprowadzała w dorosłość po kolei każdą z nich. Może dlatego Olga zostawiła wszystko za sobą po szkole. Uciekła, Zuzanna nie raz jej to wypominała. Jak było - trochę nie chciała się dokładać ze swoimi problemami do reszty, a trochę miała dość tego teatrzyku. Proszę, a obie skończyły podobnie wymięte, szare, choć ona starła się maskować, bo Tamara zaraz przybiegnie z maścią końską, amolem czy inną kamforą. Dalej więc codziennie pływała, tylko o ile młodsza zatrzymywała się na środku basenu, to Ola dostosowała na całej długości dno basenu na poziomie kilku metrów. Rzucanie się na głęboką wodą było ich siostrzanym stylu.
- Dla mnie również - dodała za Lidą. Cokolwiek piła starsza było dobre dla niej.
- Szkoda czasu na Awoskę. Za czytanie tego na moich zajęciach zadaje karny esej o podwójnej długości.
Olga się nie przywitała, po prostu opiera się o bar obok siostry. Rzadko nie trzymała swoich schematów, przy niej nie musiała.


Ostatnio zmieniony przez Olga Aristova dnia Pią Maj 20 2016, 00:56, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

36 lat

bogaty

nadzorca w Koldovstoretz

PisanieRe: Pub Matrioszka   Czw Maj 19 2016, 01:05

Lida w życiu się nie dziwiła. Może raz, kiedy zderzyła się ze szkolną rzeczywistością jako dziesięcioletnie dziecko. Zdziwiła się, jak może być. Szybko wybito jej to jednak z głowy, jak nie apodyktyczny ojciec to wygłup kolejnej siostry utrzymywał ją w sztywnych ryzach obowiązku.
Chcąc powiedzieć o Lidzie jedną, jedyną rzecz, można poprzestać na tym: zawsze sobie radzi, szybko i sprawnie, bez zastanowienia, bez uśmiechu powątpiewania.
Uśmiech jej nie pasuje, nigdy nie pasował. Matka zawsze powtarzała jej: uśmiechnij się Lideńko, jesteś taka śliczna, uśmiechnij się. Ale ona się nie uśmiechała i twarz, która faktycznie mogła być najładniejszą spośród wszystkich córek stała się zwyczajna, niesympatyczna.
Aristovny nie potrafią się śmiać, bawić, przymilać. Olga przez całe trzydzieści dwa lata nie zdążyła spodobać się komuś. Lida próbowała ciężej, bo wie, że mruka nikt nie zatrudni na wysokie stanowisko, wredoty nikt nawet przez chwilę nie posłucha.
- Ale to takie zabawne, posłuchaj tylko: medycy nie mogą wyjść z podziwu nad metodą opracowaną przez gospodynię domową z Archangielska, najnowsza rewolucyjna dieta fasolowa czyni cuda!
Lida nie lubi otaczać się bzdurą, ale uraczyć się nią przy winie po ciężkim dniu to inna sprawa. Nawet zaśmiała się trochę.
- Może jesteś po prostu zbyt surowa dla dzieciaków, Olga. - nigdy nie uda jej się wytrzebić tego matczynego tonu. - Założę się, że żaden inny nauczyciel tak ich nie maltretuje. A skądś przecież muszą się nauczyć, jak żyć.
One uczyły się w domu i Akademii; nic więcej. Ani książki, ani filmu, ani tym bardziej kolorowej gazety, i co? I jak na tym wyszły?
Dwie szare stare panny pijące wino w czwartek wieczór w prawie pustym pubie.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

błękitna

medium

32 lata

bogaty

nauczycielka teorii magii

PisanieRe: Pub Matrioszka   Pią Maj 20 2016, 01:27

Prawda, Olga nigdy nikomu się nie przymilała. Właściwie była, jak ta góra wysoka, stroma, trudna do zdobycia. Nawet jeśli komuś powstała straceńcza myśl, żeby podjąć się tego trudu albo, Welesie ześlij każdemu takiemu biedakowi choć kopiejkę rozsądku, że to był jej sposób kokietowania. Jednak szybko się przekonywali, że nic więcej na szczycie nie ma, skalisty kawałek bez spektakularnych widoków. A Lida wybrała trudną drogę w świecie, którym wszystko chowało się pod ładną powierzchnią. Zresztą Olga miała swoją ulotną dziedzinę.
- Hodowcom fasoli zdecydowanie czyni cuda - skwitowała z krzywym uśmiechem.
Skinęła krótko, gdy dostała kieliszek. Wino przynajmniej nie było tak obrzydliwie słodkie, jak na rozpoczęciu roku.
- Nigdy nie dorównam w surowości im samym między sobą. - Widziała ile energii tracą na te tarcia. Starała się im pomóc, na swój sposób, ale jednak. W końcu, gdy się czegoś podjęła, to nie po to, żeby zawalić.
- Zapominasz Vankhenko za swoich najlepszych profesorskich czasów i Tamarze w zaprowadzaniu martwej ciszy na zajęciach również nie dorównam. Poza tym strategia nowych nauczycieli dla mnie pozostaje zagadką. Podejrzewam, że Rada już przebiera nogami, żeby już wiedzieć czy są oni odpowiedni. - Starszyzna wszędzie musiała sprawdzić, wiedzieć, skontrolować. Lida miała okazję do wpływu na wszechobecną radę.
- Masz rację, skądś muszą wiedzieć, jak je sobie popsuć.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

36 lat

bogaty

nadzorca w Koldovstoretz

PisanieRe: Pub Matrioszka   Pią Maj 20 2016, 14:53

Lida nie wybrała trudnej drogi, po prostu ją na niej postawiono i ogrodzono drutem kolczastym. Chcąc jednak przyrównać charakter do butów, zaopatrzono ją też w porządną skórzaną parę traperów: nie przemakają, nie zostawiają odcisków. Na początku, jak każda nierozchodzona para, napiły się krwi, Lida szła powoli i utykała. Teraz zbliża się do półmetku, a każdy krok lżejszy, coraz mniej czuć, że buty takie nieładne i ciężkie, że widoki wzdłuż drogi marne, bo widać tylko ogrodzenie i pustkę za nim.
- Jakbym mogła zapomnieć, nawet mnie wciskała szlabany, stara krowa.
Vankhenko nie znosiła Lidy szczerze, bo Lida była najlepsza z jej przedmiotu, nie było do czego się przyczepić. Długo zwlekała z przyjęciem jej do legendarnego Uroborosa, ale upór i pracowitość Lidy, wyniesiona z domu karność nie pozwoliły jej zignorować kandydatury Aristovny.
- Rada ciągle przebiera za czymś nogami, jak to banda staruchów ze słabującym pęcherzem. Za parę dni wniosę się z powrotem do Akademii i przypilnuję tych nowych. Starych zresztą też, a zwłaszcza Tamary: najchętniej zaczynała by zajęcia od modlitwy, trzeba jej to wyperswadować.
Akademia była pochwałą umysłu, królestwem faktów i rzetelnej wiedzy dostępnej empirycznym dowodom. Nie ma w niej miejsca na fanatyczne dyrdymały trzeciej siostry.
Jeśli idzie o wino, to nie smak jest naprawdę istotny, a ilość. Lida nie ma się przed kim chować: nie musi sączyć go powoli z przymkniętymi oczyma, trzymając kieliszek za łodyżkę.
- Co tam się wyrabia najlepszego? Jeśli mam wchodzić w bałagan, wolę zawczasu wiedzieć, jaką miotłę zabrać.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

błękitna

medium

32 lata

bogaty

nauczycielka teorii magii

PisanieRe: Pub Matrioszka   Sro Maj 25 2016, 11:25

Prawda, żadna z nich nic sobie nie wybrała. Długo wiele decyzji było podejmowane ponad nimi, zaczynając o porze wstawania i skromnych ubrań, a na długich godzinach nauki wszystkiego, co arystokratki powinny znać. Wszystko pod surowym okiem opiekunów i nieprzychylną obecnością ojca. Potem, gdy to wszystko zniknęło nagle, bez ostrzeżenia, ile lat jeszcze wchodziły w schemat. Czy którakolwiek coś wybrała dla siebie? Lida, czy jej się podobało? Zuzanna poszła rodową ścieżką. One dwie, cóż schowały się w Akademii, wiecznie w jakiś układzie.
- Tamarę zawsze będzie wkładana między tych specyficznych nauczycieli, jak stary Cwiet i jego wstawki między monotonnymi wywodami o historii rodów, że należało im się jak psu micha lub piachu nasypali. - Bardziej zastanawiało kto i komu nasypali, tyle pytań bez odpowiedzi.
Olga spojrzała na swoje wino, starych też ma pilnować, ją również? Zawsze gdzieś kontrola.
- Nowi są - przerwała na chwilę - onieśmieleni. Będą się koncentrować na uczniach, żeby ich zjednać. To dopiero początek na bałagan poczekamy chwilę.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

36 lat

bogaty

nadzorca w Koldovstoretz

PisanieRe: Pub Matrioszka   Pią Maj 27 2016, 00:41

Z wieloma rzeczami tak jest, że w miarę dorastania łatwo jest udawać, że się je zapomniało i że jest się wysoko ponad nimi. Pierwszym świadomym i naprawdę znaczącym wyborem było dla Lidy właśnie by udawać, nie obnosić się ze swoją przeszłością rodem z thrillera, nie prosić nigdy o pomoc, nigdy nie powoływać się na ojca, nie polegać na pokoleniach przodków. Szanować nazwisko mniej więcej tak jak się szanuje święte obrazki, nic poza tym.
(I tak patrzą na nią krzywo, parę lat temu posłyszała na korytarzu Akademii, jakoby miała swoim siostrom załatwiać miłe niewymagające posady, chociaż młodsze Aristovny nie nadają się na nauczycielki. Lida woli uważać, że autorem komentarza był zawistny uczeń, którego Olga zasłużenie oblała z teorii magii.)
- Przecież zasłużenie. - Lida będzie bronić sióstr jak lwica, ale tylko przed obcymi. We własnym gronie od lat przeważa zmęczenie i surowość.
Uciekłaby od sióstr gdyby choć jeszcze jeden rok mogła spędzić z dala od nich, gdyby tak była trzy lata starsza od Olgi. Może by wystarczyło.
- Jej metody nie należą do konwencjonalnych, a obie wiemy, że czasem wyraża się dziwaczniej nawet od Cwieta.
Na słowa Olgi aż opróżniła kieliszek. Świetnie. Kolejni przyjaciele uczniów, wybawiciele uciśnionych.
- I pewnie jeszcze pozwolą sobie mówić po imieniu. Co to się porobiło, Oleńka, od czasów, kiedy my byłyśmy w szkole?
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

błękitna

medium

32 lata

bogaty

nauczycielka teorii magii

PisanieRe: Pub Matrioszka   Sro Cze 15 2016, 23:58

Zdążyła się sparzyć na dokonywaniu autonomicznych decyzji. Właściwe sama się nie sparzyła, tylko kogoś innego, obcego. Jej opiekun ze stażu w milicji przypłacił to zdrowiem. Hotynka, terapia, rekonwalescencja - wszystko było żadnym wysiłkiem w obliczu pójścia na oddział. Nie poszła, to nic by nie dało. Nie po tym, co usłyszała, że nawet jeśli sytuacja się uspokoi, nawet jeśli może być przydatna, to zawsze będzie arystokratyczną panienką, która za wszystko wyłga się rublami. Skoro tak, to została Aristowną, aż bokiem wyszło to nestorowi. Z przekory poszła tam, gdzie wiodła ją krew. Olga w końcu świadomie weszła na tę drogę, na której pewnie widziałby ją ojciec, ale nie dla przewagi nad ludźmi. Ludzie ją męczyli.
- Zgodzę się, że zapracowała sobie. Jednak obie wiemy, jak taka dziwaczność napędza opinie. Zresztą dziwaczność czy już jesteśmy wystarczająco bogate na ekscentryczność? - uśmiechnęła się złośliwie.
Nie miała złudzeń, że krążyły opinie, że zarówno ona, jak i Tamara się nie nadają do Akademii. Nie bardziej, niż reszta, bo gdyby był ktoś lepszy, zostałyby zastąpione. Jakby przeżyła to młodsza siostra, Ola nie była pewna. Ona sama pewnie byłaby niewzruszona. Kamienny posąg, emocje szkodzą, na żołądek szkodzą.
- O zgrozo, to całkiem możliwe. Jestem przekonana, że słyszałam o profesorze Łukaszu i Cyrylku - prychnęła.
- Podejrzewam, że wycofanie drewnianej, na ćwierć cala grubej linijki w kwestii dyscypliny wszystko popsuło. - Słowa skwitowała krótkim śmiechem, widać, że wypity kieliszek trochę ją rozluźnił. Po prawdzie w ich czasach szkolnych kar cielesnych nie było już, w domu rodzinnym inna sprawa.
- Dojdą do stawiania granic albo że nauczanie nie jest ich powołaniem. - Sami lub z pomocą zewnątrz, uczynnych nie brakowało.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Pub Matrioszka   

Powrót do góry Go down
 
Pub Matrioszka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next


Skocz do: