IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Oranżeria

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieOranżeria   Wto Kwi 05 2016, 17:37

Oranżeria

Ukryta pod szklaną kopułą lokacja, do której prowadzą wyjątkowo kręte schody schowane za tajemniczym schowkiem w sali baletowej. Podłoga wyłożona jest parkietem, a ramy pomiędzy szklanymi elementami kopuły pomalowane są na turkusowo. Wszędzie stoją wielkie donice z fantazyjnymi, egzotycznymi roślinami oraz kanapy z miękkimi poduchami w niebieskie fiołki. Znajdują się tutaj również spore, półokrągłe wiklinowe fotele-huśtawki, nieprzytwierdzone jednak niczym do sufitu, przez co lewitują swobodnie w powietrzu.
Powrót do góry Go down
avatar


Bytom, Polska

brudna

18

IX klasa

przeciętny

PisanieRe: Oranżeria   Sob Maj 07 2016, 11:58

Podobno mężczyźni wychodząc spod prysznica zostawiają na łazienkowej podłodze całe bajoro. Dlaczego, po co? Nie widzą, co robią? Przecież wystarczy jeszcze w brodziku wytrzeć się dokładnie ręcznikiem bądź po wyjściu, kiedy już nachlapie się ogromną ilością wody na raz, sięgnąć po szmatę / mopa / coś podobnego i posprzątać po sobie. Dominika nie rozumiała takiego zachowania wcale, a znała je dobrze z domu rodzinnego (nie musząc na szczęście znosić podobnych niespodzianek w Akademii) i zastanawiała się, czy samce w ten sposób manifestują fakt, że w końcu wzięli kąpiel. W całej Akademii na każdym kroku można było natknąć się na obecność męskich (haha!) feromonów, tylko nie w komnatach dziewcząt, w szczególności w ulubionej Oranżerii, która pozostała nienaruszona chyba od momentu powstania, była czysta, dziewicza i pachnąca. Nawet jeśli, tak, jak teraz, była zaśmiecana przez nasiona lądujące na podłodze, rzucane przez Dominikę tak, aby trafiły w czubek głowy siedzącej nieopodal nad lekcjami koleżanki. Najpierw po prostu usiadła na jednym z lewitujących foteli, ale kiedy zauważyła przy jednej z donic opakowanie z nasionkami, od razu poczęstowała się garścią i urządziła sobie zawody. Za czubek głowy dostaje 2 punkty. Za inne miejsca 1. Jeśli uda jej się trafić w ucho mogłaby sobie policzyć całe 5 punktów! Dlatego Tsisiu, z łaski swojej, zepnij włosy.
Fotele był na tyle głębokie i obszerne, że długie nogi Dominiki mogły zwisać swobodnie, kolejny powód, aby lubić to miejsce najbardziej z całego zamku, nigdy nie należała do osób, dziewcząt, które mogły machać nóżkami w powietrzu siedząc na ławeczkach, na płotach czy w tramwajach. Zawsze była za wysoka na takie rozrywki.
Powrót do góry Go down
avatar


Płowdiw, Bułgaria

nieznana

18 lat

IX klasa

przeciętny

Piromanci

PisanieRe: Oranżeria   Sob Maj 07 2016, 15:33

Ach ci mężczyźni! Aż chciałoby się rzec, ale nie rzeknę tak z prostego powodu. Lubiłam ich. Byli świetnymi towarzyszami do wszelkich rozrób i nie lubili zbędnego, za przeproszeniem, pieprzenia jak to w zwyczaju miały kobiety. Nie mówię, że wszystkie takie były czy też byłyśmy. I to też nie tak, że uznawałam wyższość jednej płci na drugą, ale po prostu wiedziałam, że osobnicy płci męskiej są mniej skomplikowani - a przynajmniej są tacy zazwyczaj i szybciej powiedzą, co leży im na sercu czy też na wątrobie. Dziewczyny, za którymi przepadałam można było policzyć na palcach jednej ręki, bo jednak większość żyła godnymi pożałowania sprawami w Koldovstoretzie. Albo zachowała się jakby kij im gdzieś utkwił. A to o mnie mówią, że jestem niemoralna. Pytalski pewnie kwestią niemoralności byłby zainteresowany. Co do kąpieli, sama nieraz zachowałam się jak facet, zostawiając po sobie kałużę w łazience. Czy więc i mnie można uznać za mężczyznę? Totalnie to czuję. Mam metaforyczne jaja i najprawdziwsze cycki. Gdybym powiedziała to na głos i gdzieś w pobliżu byłaby Dita właśnie oberwałabym w głowę, ale zapewne śmiałaby się. Wyciągnęłam pergamin, postanawiając zapisać kolejne miejsce do którego zabłądziłam i to - o bogowie lasu - w skrzydle dziewcząt. Zazwyczaj wolałam inne, bardziej interesujące miejsca, no ale oranżeria chyba nie była najgorsza. Szczerze to nie pamiętam, dawno mnie tutaj nie było. Potargałam swoje, jakże nudne, ciemne włosy, rozglądając się po pomieszczeniu do którego trafiłam za pomocą schodów. Gwizdnęłam cicho, zauważając te wszystkie rośliny - zupełnie wyleciało mi z głowy, że się tutaj znajdują. Zrobiłam kilka kroków do przodu, przyglądając się im z zastanowieniem, po czym mignęło mi gdzieś spadające nasiono. Czyżby ktoś postanowił zasadzić kwiaty? Może lepiej było nie wnikać, ale co mi tam. Przyciągnęłam do siebie jeden z lewitujących foteli i ułożyłam na nim wygodnie swój zgrabny tyłek a następnie poruszyłam meblem by uniósł się nieco wyżej i pomknęłam, jak się okazało, do Dominiki.
- No cześć. Myślisz, że uda ci się wyhodować pewne lecznicze zioło zwane marihuaną? - Spytałam konspiracyjnym szeptem, patrząc gdzie zmierzają kolejne ziarna. Rozłożyłam się wygodnie na fotelu, obserwując obiekt, który wypatrzyła sobie Zawada.

Powrót do góry Go down
avatar

Tibilisi, Gruzja

błękitna

17

VIII klasa

przeciętny

uczennica

Odrodzenie, Panacea

PisanieRe: Oranżeria   Nie Maj 08 2016, 00:13

Obiektem, na swoje nieszczęście zidentyfikowanym, była Tsisia. I była ewidentnie przedstawicielką płci żeńskiej, nie kobietą przecież, pomimo starań arystokratycznych metod wychowawczych, dalej dzieciakiem. Z usztywniającym kijem i zajmującą się bzdurami, całkiem możliwe.
Oranżeria wydawała się tak dobrym pomysłem, nie była na szczycie popularności odwiedzań. Do tego ciepło i zielono, prawie jak w domu. Niestety tylko prawie. Nie miała czasu zastanawiania się czego jej w Akademii brakuje, za dużo już miała do zrobienia. Zajęcia na Panacei ruszyły od razu na najwyższych obrotach. Już teraz miała do przerobienia rozdział o leczeniu kupałki. Język, jakim był napisany podręcznik, był nieznośnie toporny, może to przez wzgląd na poruszany temat. Do tego jeszcze jedno opracowanie i atlas anatomiczny. Wszystkim tym Tsisia oflankowała się i robiła notatki. Ignorowała obecność innych dziewczyn. Tutaj było to łatwiejsze, niż w salonie głównym, gdzie uczennice szczebiotały, jak sikorki czy inne równie irytujące ptaki. I zdecydowanie lepsze, niż siedzenie w pokoju, bo cały czas miała wrażenie przeszkadza Tunder.
Tsisia skulona jak paragraf w końcu usłyszała następne ciche puknięcie czegoś niewątpliwie małego o jej fotel. Spojrzała w dół na porzucone nasionka i przejechała dłonią po włosach. Tak natrafiła na kolejne łupinki. Przetrzepała włosy, przednia rozrywka i wyśmienita zabawa jej kosztem. Jak zazwyczaj. Doskonale Janashvili.
Dziewczyna zjechała w dół siedziska, tak aby oparcie maksymalnie ją przysłaniało. Charakter pisma jej notatek na tym ucierpi, ale na Welesa - miała za plecami dwie wiedźmy, tu tylko stos mógłby pomóc.
Powrót do góry Go down
avatar


Bytom, Polska

brudna

18

IX klasa

przeciętny

PisanieRe: Oranżeria   Nie Maj 08 2016, 20:29

Za każdym razem gdy Dominika widziała na podłodze łazienki ogromną kałużę miała ochotę zbić wszystkie kafelki na ścianach wyobrażając sobie, że rozbija je twarzami koleżanek winnych temu bałaganowi. Nie była pedantką nigdy, to nie o to chodzi, ale kto chciałby wchodząc do pomieszczenia natknąć się stopą w skarpetce na morką posadzkę? Nikt. Vasilija mogła sobie więc zaskarbić tyle sympatii Dominiki ile chciała, ale za kałuże i tak dostałaby od niej po głowie. To chyba zalety relacji pozytywnych wśród wyrzutków, że po wyszarpaniu na szmaty i tak wszystko jest w porządku.
Kiedy zauważyła koleżankę kiwnęła głową, nie ruszając się z miejsca, kontynuując swoją zabawę.
- Co ty, po co mi marihuana. Mało to halucynogennych specyfików w magicznym świecie? Poza tym, ja nie wiem jak żyzną glebą jest Janashvili. Oceny ma dobre. - Wzrusza ramionami. Nigdy nie czuła potrzeby częstowania się nielegalnymi w świecie mugoli używkami, znała o wiele lepsze sposoby na przeniesienie do świata semirealnego swoich wyobrażeń i chętnie je testowała. Otworzyła dłoń i przyjrzała się garści nasionek, po czym odnalazła wzrokiem miejsce, z którego je wzięła.
- Poza tym, z nasion eee fiskusa nic narkotycznego ci nie wyrośnie. - Taka prawda. Wyprostowała się jednak na chwilę, aby sięgnąć po saszetkę i podać ją Vasiliji, a nuż coś ją zainteresuje. Albo zechce w grę pograć.
- Czubek głowy 2 punkty, inne miejsce 1, za ucho liczę sobie 5, już mam 13 punktów, które potem wymienię na satysfakcję. - Szepnęła i znowu ułożyła się wygodnie, na wpół leżąco w fotelu.
Powrót do góry Go down
avatar


Płowdiw, Bułgaria

nieznana

18 lat

IX klasa

przeciętny

Piromanci

PisanieRe: Oranżeria   Pon Maj 09 2016, 21:10

Nie uważałam się za osobę wredną, chociaż, nie ukrywałam tego, że zdarzało mi się drażnić różne dziewczęcia i różnych chłopców, którzy najczęściej mieli zapięte koszule pod samą szyję. Pytalskiego z jego jabłkiem nie liczyłam, bo on był jednym przypadkiem na tysiąc. Nie zajmowały mnie powtórzenia, lekcje ani nic w tym rodzaju - zbyt pochłaniało mnie życie w jego najprostszej postaci, gdy świeciło słońce lub padał deszcz. Byłam całkiem prostym organizmem. Tak przynajmniej sądziłam. Tundere i Tsisie czy jak się tam zwały te wszystkie kwiatuszki, ptaszki, księżniczki i poczwarki, nie interesowały mnie ani nie ciekawiły. Patrzyłam na nie z oddali, ale bez zazdrości ani przejęcia. Po prostu sobie były, tkwiąc w swoich zameczkach zbudowanych ze szkła. Ze stosów robiłam ogniska, dostarczały one mnóstwo zabawy a tym przecież między innymi żyłam. Kałuże w łazienkach zaś można było rozetrzeć stopami i przy okazji umyć podłogę - ależ ze mnie była praktyczna dziewczyna! Dominika mogła więc sobie bić mnie ile tylko chciała po głowie - dopóki była to ona i nie robiła tego za mocno, nie oddałabym jej, choć wszelkie przepychanki i bijatyki sprawiały, że czułam się jeszcze żywsza niż zazwyczaj. Jakkolwiek absurdalnie może to brzmieć. Jeśli pewnego dnia nasza znajomość wejdzie na wyższy poziom, nauczę ją nawet specjalnego przywitania, którego używałam ja i Serhii, i kiedyś paru innych chłopaków. Z nimi mogłam być wulgarna do granic możliwości, pokazywać mugolskie sposoby na utrzymanie się na miotle, która czasami kojarzyła mi się z deskorolką.
Rozbawiona pomachałam chwilę swoimi długimi dolnymi kończynami i wyszczerzyłam się do Zawady.
- Wśród tych wszystkim panienek i paniczów mugolskie specyfiki szybciej przejdą. Poza tym... moja wiedza jest dość skąpa w tej dziedzinie. Ja jedynie kupuję - mruknęłam w odpowiedzi, przyglądając się roślinom, które się tutaj znajdowały. - Nie podlałaś ani nic w tym rodzaju, więc nie licz na jakieś wybitne rezultaty.
Wzruszyłam ramionami na informację, że z tych nasion i tak nic nie będzie i z zastanowieniem spojrzałam na saszetkę, którą podała mi Dominika. Długo mi to jednak nie zajęło, bo kilka minut później zanurzyłam dłoń w nasionach i wzięłam całą garść.
- Z nudów czy też ta towarzyszka ci jakoś dała się odczuć? - Spytałam rozbawiona, jedne nasionko posyłając w stronę najbliższej donicy. - Dobra. Wchodzę to. Może mały zakład?
Po czym rzuciłam dwa ziarna na dół - jedno wylądowało na czubku głowy, drugie nieco niżej.



Powrót do góry Go down
avatar

Tibilisi, Gruzja

błękitna

17

VIII klasa

przeciętny

uczennica

Odrodzenie, Panacea

PisanieRe: Oranżeria   Wto Maj 10 2016, 01:07

Powinna mieć tutaj samotną wieżę. Z definicji, z samej istoty rzeczy, to miejsce powinno być izolowane i trudne do zdobycia. Coś poszła bardzo nie tak skoro ją sięgały prozaiczne nasionka. Żeby to chociaż był to jałowiec lub lulek, rośliny przydatne, a nie taki nic sobą nie wnoszący fikus.
Cóż z tego, ze majeranek i wyciąg dyptamowy zahamować może objawy choroby, a łuska rybiego króla jest potrzebna do wywaru leczącego kupałkę. Nic to, kiedy dalej była pod ostrzałem.
Przeczesała palcami włosy, oczywiście zaraz się naelektryzowały. Starannie notatki włożyła między strony czytanego rozdziału, a ołówek powędrował w atlas anatomiczny. Wszystko razem złożone, skończyło z powrotem na kolanach Gruzinki. Mogła wyjść i szukać jeszcze większego okopu. Nie tracić energii, jednak na razie nie musiała jej tak oszczędzać na żmudne zajęcia. Rok szkolny dopiero się rozkręcał, więc zacznijmy go małym werblem i spróbujmy konfrontacji.
- Przestaniecie w końcu? - zapytała się, gdy zmusiła swój fotel by skierował się w stronę Maksimovic i Zawady.
- Nasiona coś wam zrobiły? - Bo to, że Tsisia, to wiadome. Wystarczyło, że była. Większości wystarczało.
Powrót do góry Go down
avatar


Bytom, Polska

brudna

18

IX klasa

przeciętny

PisanieRe: Oranżeria   Czw Maj 12 2016, 11:56

A na co jej podlewać i sadzić, skoro to tylko zabawa? Zbijanie czasu, zbijanie bąków, dzień jak każdy inny, tak boleśnie wcale nie różniący się znacznie od mugolskiej rzeczywistości. Sen, śniadanie, odrabianie lekcji, siedzenie, leżenie, czytanie, spacerowanie, jak lwy na wybiegu w zoo, czekające, aż je ktoś uwolni, patrzące tylko na ten świat za barierką, do którego tak tęsknią, a w którym wcale by sobie nie poradziły. Istnieje taki zarzut, że uczelnie w niewystarczający sposób przygotowują swoich studentów do dalszego funkcjonowania w świecie, odbita piłeczka ciągnie za sobą wstęgę z napisem studenci się wcale nie starają. Podobno najlepiej zacząć karierę pod koniec szkoły średniej, czyli mniej więcej na etapie, w którym znajdowała się Dominika. Skupiała się na karierze? Nie, przecież była niezdecydowana, a na rzucaniu nasionami fiskusa nie zarobi na pewno.
Wzruszyła ramionami, bo Tsisia to jest właściwie nie zrobiła nic, poza tym, że była właśnie. To chyba ta jej cecha, za którą jest ogólnie nielubiana, chociaż dziewczę poza wypełnianiem obowiązków szkolnych nie robiło niczego niewłaściwego, co mogłoby rozjuszyć szkolnych kolegów. Taka chyba już jej rola, bycie małą pacynką. No i teraz, to przez nią nawet nie zdążyła się założyć z Vasiliją, bo się w końcu odezwała. Trochę jej to zajęło, ale przynajmniej wyeksponowała wcześniej niedostępne punkty twarzy, w które można było celować.
- Mała wyluzuj, to tylko fiskus.
Powrót do góry Go down
avatar


Płowdiw, Bułgaria

nieznana

18 lat

IX klasa

przeciętny

Piromanci

PisanieRe: Oranżeria   Czw Maj 12 2016, 19:15

Wieżę niczym dla księżniczki, a czy byłaś taką księżniczką, Tsisiu? Ja w to wątpiłam, ale to dlatego, że nie uznawałam tych baśniowych postaci, a co najważniejsze, nie utożsamiałam się z nimi.
Coś może rzeczywiście poszło nie tak, że sięgały ją ziarna, ale moim zdaniem to była po prostu magia. Rzucało się nasiona i one... bam! Trafiały tam, gdzie chciały, a że głowa dziewczyny przypominała ziemię to tym bardziej się nie dziwiłam, że tak dobrze szło to Dominice i teraz przy okazji mnie. Dziwiło mnie zaś szczerze, że nie reagowała, że zwyczajnie była jak nieruchoma rzeźba tam na dole i czekała aż się nam znudzi. Ale jak mogło mi się znudzić coś, co dopiero zaczynałam robić? Nie widziałam nic złego w takiej zabawie. Po prostu, był to jeden z niezmiennych elementów mego życia, a uczenie mnie nie zadowalało. Nie wciągało. Nie sprawiało, że przez plecy przebiegał mi ten upragniony dreszcz emocji. Może rzeczywiście byliśmy takimi lwami, które są uwięzione w klatce. Jednak przecież lwom nie zabroni się ryczeć. I nam też nie powinno, nawet jeśli tak bardzo chcą zakleić nam pyski jakimś zaklęciem. Kariera! Ach, no przecież. Ale ja robię karierę, manifestując zwyczajnie siebie i moje zapotrzebowanie na bunt, nawet jeśli nie jest on jakoś zbyt głośny, żeby nie skończyło się na jednym występku, po którym zniknę i wszyscy ponownie dadzą się grzecznie prowadzić po wybiegu. Dzisiaj rzucanie nasion, jutro odpalanie fajerwerków na szkolnym korytarzu, a pojutrze cały świat! Czy coś w ten deseń. Bierność była straszna. I to, że nie zdążyłyśmy się założyć z Dominiką. Zmarszczyłam z uwagą czoło i nieco przekrzywiłam się do przodu - ale tak by nie wypaść z lewitującego fotela - by lepiej dostrzec twarz dziewczęcia.
- Nie widzę argumentu, żeby przestać. Zapewne powiesz, że nie ma również argumentu, żebyśmy rzucały dalej, więc... - uderzyła się palcem wskazującym w czoło. - Jesteśmy na zero. Jako że chcę, żeby nasiona nie dusiły się w tym worku, bo wtedy na pewno nie wyrosną, będę rzucała dalej.
Wyciągnęłam jedno ziarno i rzuciłam na dół, przyglądając się jak łagodnie spada na czoło Janashvili a potem osuwa się na dół i zatrzymuje na jej nosie.
- Ile? - Pytanie kieruję w stronę Zawady. To było naprawdę ważne.
Cel zniknął, no i cóż wypadało zrobić? Raczej nic, jedynie może się pożegnać w końcu zabawa bez obiektu nie mogła trwać. Pożegnałam się z Dominiką, układając wcześniej kilka ziaren w buntowniczą twarz na moim fotelu i pozwoliłam by ten pofrunął nią daleko. Bardzo daleko.
Zniknęłam, salutując leniwie w stronę Zawady.
[z/t]


Ostatnio zmieniony przez Vasilija Maksimović dnia Sro Maj 25 2016, 21:49, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar

Tibilisi, Gruzja

błękitna

17

VIII klasa

przeciętny

uczennica

Odrodzenie, Panacea

PisanieRe: Oranżeria   Czw Maj 12 2016, 23:14

Rzekomemu księżniczkowemu statusowi Janashvili przeczyło wiele - poczynając od stanu jej dłoni, a zatrzymując się na słabych finansach rodowych. Nie wspominając, że nigdy nie uważała się za kogoś takiego, błękitna krew ani nie wystarczyła, ani nie była wyczynem. Wręcz przeciwnie, przeszkadzało to pochodzenie. Zazdrościła tamtym dwóm ich wolności, nikt im nie stawiał wymagań. Chcą mogą być mierne, przeciętne lub doskonałe. Chcą zająć się czymś mniej lub bardziej przystającym młodej damie, proszę bardzo. Tsisia tak uparcie dążyła do uzdrowicielstwa, nie dlatego, że ludziom potrzebna jest pomoc. Może jest, ale czy zasługiwali na wkładany w nich wysiłek? Ciche, niby tłumione myśli w jej głowie mówiły nie. Ona ładnie je ignorowała, jak kpiące uśmiechy na korytarzach, świadomość, że jej koledzy zagadują do niej, bo potrzebują prac lub notatek. Nie dokładaj sobie przykrości, Tsisiu.
Dlatego uczyła się, w wakacje brała wolontariaty w szpitalu, w przyszłe planowała całe w ten sposób spędzić.
- Fikus - poprawiła Dominikę.
Mrugnęła, gdy kolejne nasionko ją trafiło. Powoli zrzuciła je z nosa. Stłumiła chęć otrząśnięcia się, jak koń.
- Rozrzucane tym bardziej nie wyrosną - skwitowała. Jutro po nich śladu nie będzie, gdy bożątka zajmą się uprzątaniem oranżerii.
- Podstawowym argumentem jest, że jestem człowiekiem, a nie zabawką - chciała dodać zabawką rozwydrzonego dziecka, bachora nawet, ale nie potrafiła. Jeszcze, nigdy, co za różnica. Poprawiła książki na kolanach i strzepnęła z nich kolejne łupiny. Po chwili Tsisia podnosi pytające spojrzenie, nie potrafi się powstrzymać, spełnia się w roli głupiutkiej gąski. Ile czasu, zanim się odezwała? Zakład czy w ogóle zareaguje. Nie wpadła, że mogły zrobić sobie zawody.
Zresztą w końcu jakiś bóg się zlitował nad tą owcą i oświecił, że trwoni czas, który może spożytkować lepiej. Przynajmniej potem nie będzie sobie wyrzucać, że nie dostała się na staż, bo się w ósmej klasie nie uczyła. Tsisia nie dość, że ofiara, to jeszcze paranoiczka, więc bierze książki i podnosi się. Nie potrafi się nie pożegnać, więc rzuca tylko "no to cześć" i znika z oranżerii. Niech te nasionka rzucają sobie w inny cel.
/zt
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Oranżeria   

Powrót do góry Go down
 
Oranżeria
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: