IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Sala do szermierki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieSala do szermierki   Wto Kwi 05 2016, 17:36

Sala do szermierki

Średniej wielkości, dobrze oświetlona sala z jedną ścianą wyłożoną lustrami aż do samego sufitu, wytartym drewnianym parkietem i modelami średniowiecznych rycerzy, do których można przytwierdzić szermiercze igły. To właśnie tutaj odbywają się wszystkie zajęcia z fechtunku magicznego, choć niejednokrotnie są także przeprowadzane na świeżym powietrzu – zwłaszcza w cieplejsze dni. Za jednym z luster znajduje się niewielki schowek, o którym wie każdy z chłopców, gdyż schowane są w nim przyrządy do walki i niezbędne ochraniacze. Ściany w pomieszczeniu niedawno zostały odmalowane na biało, co tylko odświeżyło i rozjaśniło wnętrze sali.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Czarcie włócznie, Odrodzenie

PisanieRe: Sala do szermierki   Czw Cze 16 2016, 15:44

To tylko kukła, Kasjan. Tylko kukła, spójrz.
Tak dobrze znany głos rozbija się w mojej głowie, rezonuje, wżera się w każdą komórkę każąc skupić się na nim. Nagle nie jestem tam, gdzie ciało. Wspomnienia zabierają mnie w podróż, daleko w przeszłość, gdzieś dawno temu. Mały chłopiec stoi pośrodku dużej sali treningowej, odziany w dopasowany strój do szermierki. W dłoni dzierży floret, ale jego sylwetka nie przypomina tej, którą przyjmuje się do walki. Jest zlękniony, plecy ma przygarbione, oczy pełne niepokoju. Jednak ktoś ściska jego wolną dłoń swoją, o wiele większą od jego. To zazwyczaj surowy człowiek, zimny i niebezpieczny tak, jak jego nazwisko, które nosi. Coś się zmienia w jego postawie, gdy ma do czynienia z synem. Tylko z nim, nawet żona nie wyzwala w nim tej strony, chociaż naprawdę ją kocha. Przyglądam się im obojgu z perspektywy, ale jednocześnie mam wrażenie, że patrzę na to oczyma tego chłopca. Widzę to, co on. Kukłę. Sporo większą od niego, nie ma twarzy, jest cała biała, przypomina trochę ducha albo jakiś manekin. Czuję jak chłopak przełyka ślinę, a serce bije mu w piersi. Głośno. Chyba ten mężczyzna też to słyszy. Wtedy obraca syna w swoją stronę i kuca, aby zrównać się z nim poziomem. Jego głos jest pewny, niezachwiany, ale nie brzmi surowo. Przebija się w nim ciepło.
To tylko kukła, Kasjan. Tylko kukła, spójrz.
I znów jestem w Akademii, w sali do szermierki w męskim skrzydle sypialnianym. Siedzę na podłodze, nawet nie zauważyłem, kiedy nogi się pode mną ugięły. Rozglądam się dookoła, a w lustrzanej ścianie widzę odbicie przestraszonego Karamazova. Jestem sam, jedynie lustra są milczącym świadkiem mojej porażki. Wzdycham sam do siebie. Tutaj mogę przyznać się sobie jak bardzo tęsknię za ojcem. Być może gdyby nie jego śmierć sprawy ze Snowidem nie potoczyłyby się takim torem, ale nie zmienia to ani trochę faktu, że okropnie mi go brakuje. Powinien tu być. To on powinien uczyć mnie arkanów magii przeciwnej do białej, tej, która wpisana jest w nasz ród. Tymczasem nie ma go tu. Irytacja rośnie we mnie niczym podstępna fala. Wiedziony impulsem rzucam floretem przez całą długość sali. Głuchy dźwięk upadku wraca do mnie echem. Sam też upadam, niedosłownie, bo kładę jedynie plecy na drewnianym parkiecie, rozciągam się płasko, jak gdyby to mnie ugodzono zaklęciem. Przecieram twarz dłońmi. Powinienem niedługo wracać, okupuję salę od godziny i muszę się uczyć na ten test z historii powszechnej. Już prawie chcę się podnieść, gdy drzwi otwierają się z cichym skrzypnięciem.
- Zaraz będzie wolne - wołam podnosząc się do siadu. Nie wiem, kto wchodzi, bo siedzę tyłem do drzwi. Mam nadzieję, że nie będzie marudny i ta mi chwilę na zebranie się do kupy. O ile jest ze mnie, co zbierać.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

błękitna

cień

18 lat

IX klasa

przeciętny

Bobaki, Odrodzenie

PisanieRe: Sala do szermierki   Pią Lip 15 2016, 01:08

Saveli, broszka, nie broszka, musisz się nauczyć to kontrolować, tak czy inaczej. Znowu zapomnisz o tej głupiej broszce i znowu zamienisz się w bezbronnego królika, i co wtedy? Ktoś zrobi z ciebie zupę, Saveli. Zupy królika jest bardzo smaczne. Najpyszniejsze. O tej godzinie jedyne miejsce, w którym można zyskać chwilę samotności to sala do szermierki. Zawsze można byłoby iść do toalet, gdyby nie duchy zboczeńcy. Nie słyszałem o nich wcześniej, aż tu nagle, pewnego pięknego ranka, jakaś głowa wyszła z węża w kabinie prysznicowej. Czy tylko ja mam takiego pecha? Zmierzam więc do sali do szermierki, trochę zbyt szybko, trochę zbyt nerwowo, trochę zbyt kurczowo trzymając się mojej złotej broszki. Ale nie mogę sobie pozwolić na kolejny fuck up, jak już muszę się ukrywać, to muszę to robić dobrze. Żadnego nagłego zmieniania się w króliki. Cholera. Sala jest chyba zajęta, zbliżając się, słyszę jakieś głuche uderzenie, jakby ktoś sfrustrowany rzucił swoim floretem.

Właśnie. Idę do sali do szermierki i nie mam ze sobą floretu. Ty mądry jesteś, Saveli? Najwyżej powiem, że chciałem ćwiczyć szermierkę magiczną. Ale do tego przecież służy inna sala. No to łypniesz wtedy wzrokiem, powiesz odpierdolcie się ode mnie i uciekną w popłochu. No, tylko że moja postura jest tak bardzo groźna, że co najwyżej parskną śmiechem. O boże, coś wymyślę, czy mogę już przestać prowadzić dialog z samym sobą? Dziękuję.
Łapię więc za klamkę i powoli otwieram drzwi.
- Zaraz będzie wolne - ktoś od razu się odzywa, ale już zdążyłem wtoczyć się do sali. Rozglądam się po sali i mój wzrok trafia na Kasjana Karamazova. Chłopak, zdaje się, z tego samego roku, ale nie zamieniliśmy więcej niż parę słów. Wysoki brunet, klasycznej urody, nie do końca w moim typie, ale oczy to  ma nieziemskie.

Wysoki brunet, klasycznej urody? Salevi, czy ty możesz myśleć o jakimś mężczyźnie, nie patrząc przez pryzmat jego wyglądu? Chłopak siedzi na podłodze zmarkotniały, a ty się zastanawiasz, czy jest w twoim typie.
- Cześć, Kasjan, tak? - zaczynam. - Nazywam się Saveli, jesteśmy na tym samym roku, nie wiem, czy pamiętasz. Zamieniliśmy chyba parę słów.
Uśmiecham się lekko, stojąc w miejscu, nie za bardzo wiedząc, co w tej sytuacji zrobić.
- Mogę poczekać na zewnątrz, jeśli potrzebujesz chwili.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Czarcie włócznie, Odrodzenie

PisanieRe: Sala do szermierki   Sro Lip 20 2016, 18:26

Chyba podświadomie chciałem, żeby ktoś przyszedł. Żeby ktoś mnie odnalazł i spytał, co mnie trapi. Myślę, że to chyba nie miał być przypadkowy ktoś. Potrzebuję już tylko jednej osoby, jestem od niej uzależniony. To właściciel jedynego głosu na świecie, który wpływa na mnie po prostu kojąco. Na mój nieustanny gniew, który kipi gdzieś tam pod skorupą, blisko powierzchni, zdecydowanie za blisko. Chciałem, żeby to nie czyjś denerwujący pisk oznajmił mi, że poczeka. Chciałem, żeby powiedział, że to nawet lepiej, że jest zajęte. Jednak w życiu rzadko, kiedy dostaje się to, czego się chce. Zresztą wydaje mi się, że wyczerpałem już swój limit szczęścia na ten rok. Nie słyszę nawet okej i subtelnego dźwięku zamykanych z powrotem drzwi. Powstrzymuję się przed teatralnym westchnięciem komentującym jego nieumiejętność odczytywania mowy ciała. Zna moje imię, świetnie. Ja jego nie i specjalnie nie ubolewam nad tą niewiedzą. Niestety ten wydaje się czuć zobowiązany do uzupełnienia moich braków.
Unoszę więc spojrzenie z porysowanej posadzki na lustro, aby zobaczyć, kim jest ten cały Saveli, który sądzi nawet, że kiedyś rozmawialiśmy. Jest przeciętnie wysoki, trochę chudy jak na pierwszy rzut oka. Przyglądam mu się krótką chwilę, a jakieś trybiki w moim umyśle przekręcają się powoli. Próbuję połączyć wątki, bo mimo wszystko to imię w połączeniu z twarzą wydaje mi się znajome. Saveli, Saveli. Hm, Sorokin? Możliwe. Ojciec zdążył mnie nauczyć, że są pewne rody o błękitnej krwi, z którymi warto utrzymywać dobre stosunki. Sorokinowie to właśnie jeden z nich. Czyli wychodzi na to, że muszę być miły. Ojciec nie wybaczyłby mi, gdybym pohańbił nasze nazwisko z powodu humorów.
- Kojarzę - odpowiadam, starając się brzmieć neutralnie. - Nie, w porządku, już się zbieram. - Zgrabnie dźwigam się z ziemi, żeby nie wyglądać jak ta ofiara. Ponownie spuszczam wzrok na podłogę, aby namierzyć porzuconą szablę. Nie czuję się najlepiej w towarzystwie kogoś obcego po nagłej chwili słabości. Staram się utrzymywać swój wizerunek nienaruszony, bo wiem, że słabość łatwo jest wykorzystać. Co prawda ten chłopak nie wydaje się być kimś takim to i tak wewnętrznie czuję potrzebę bycia ostrożnym. Podnoszę floret z ziemi i spoglądam na niego.
- Też należysz do Odrodzenia, prawda? - rzucam, przerywając niezręczną ciszę, gdy odsuwam lustro, za którym znajduje się schowek. Odkładam broń i zabieram się do zdejmowania ochraniaczy. Nagle wydaje mi się, że jest ich jakoś cholernie dużo.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

błękitna

cień

18 lat

IX klasa

przeciętny

Bobaki, Odrodzenie

PisanieRe: Sala do szermierki   Pon Lip 25 2016, 23:44

Patrzę ze zgrozą jak chłopak podnosi floret. Mam nadzieję, że nie wyzwie mnie do pojedynku, nie zapyta się gdzie mój floret i co ja tu do cholery robię. Ufff, chowa go. Jest dobrze. Spokój, Saveli.
- Tak. Mało kogo tu obchodzi historia, prawda? - zagaduję. Brodo merlina, brzmisz jakbyś miał pięćdziesiąt lat. Ta młodzież nie to co my, kiedyś! - Chodzi mi o to... - szukam słów - chodzi mi to, że jeśli nie znamy dobrze historii, będziemy tylko popełniać błędy naszych rodziców.
Bawię się swoimi włosami, uśmiechając się niezręcznie.
- Wybacz, za dużo gadam. - Przyglądam mu się, starając się ogarnąć, czy mnie zbywa, czy może zachęca do interakcji. Nigdy nie byłem dobry w rozpoznawaniu ludzkich intencji. Gdy ktoś zachęca do zbliżenia się, staję się defensywny. Kiedy ktoś chce mnie skrzywdzić, staję się ufny. Jako Cień powinienem być w tym dobry. Powinienem wiedzieć, jak się ukrywać, bronić, chronić moją tożsamość. Nie potrafię.
- Hej, jeśli już tu jesteśmy... - drapię się po głowie. - Mógłbyś mnie nauczyć szermierki? Nigdy tego nie robiłem, a wygląda na dobrą zabawę.
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

czysta

17 lat

VIII klasa

zamożny

PisanieRe: Sala do szermierki   Sob Lis 05 2016, 14:51

Przy podwieczorku dziobem w zupie wylądował mu przed nosem orzeł. Bure ptaszysko o błędnym spojrzeniu z niemal pretensją zgubiło swoją przesyłkę, po czym trzepiąc skrzydłami odfrunęło zabierając ze sobą Twardowski apetyt. Nie to, żeby lubił krem z dyni, nie przepadał za jedzeniem w ogóle i choć przyjmowanie płynów było wygodniejsze niż męczenie się z przeżuwaniem to i tak był niesamowity kłopot.
W zdobionej kopercie znajdował się list z najszczerszymi gratulacjami i czek na dwadzieścia tysięcy rubli. Gdyby był do tego zdolny drgnęło by mu pewnie serce, lub chociaż powieka, suma była przecież nie lada gratką. Fakt faktem jednak zamożność w rodzinie Twardowskich nigdy nie była istotną domeną, pieniądze przychodziły i znikały w jednostajnym rytmie; prawdą było, że z czasem, po latach, gotówka nie była już ważna. Przydatna - owszem, ale niezbędna?
Z czekiem w dłoni, wpatrując się w migoczące złotym tuszem, kaligrafowane napisy skierował się w stronę skrzydła chłopców, a tam do sali, w której ostatnio rzadko ktokolwiek bywał.
Szermierka.
To nawet uspokajające, że pewne tradycje pozostawały w kulturze na dłużej. Uczył się fechtunku już kilkukrotnie, w kilku różnych miejscach, lubił fakt, że Koldovstorec umożliwiał młodzieży pielęgnowanie zwyczajów ojców. Szermierka od setek lat była środkiem rozwiązywania wszelkich sporów, dlaczego by więc nie rozwiązać własnych zmagań w pojedynku. Ze sobą.
Przeszedł wzdłuż luster odsłaniając to, skrywające za sobą mizerny schowek. Zawsze miał słabość do ostrych narzędzi, zawsze lubił broń białą. Sięgnąwszy po jedną z turniejowych szabli uśmiechnął się do siebie, palcami drugiej dłoni wprawnie składając czek w cztery i wsuwając w kieszeń spodni. Wyważone, wysokiej jakości półkilogramowe narzędzie zabawy, pojedynków. Powinni zaopatrzyć ich w prawdziwą broń, wtedy mogły by mieć sens. Trójkątna klinga, głęboki kosz osłaniający dłoń, gibka klinga zakończona puntą.
Wyszedłszy ze schowka zamachnął się nią kilkukrotnie, z wizgiem przecinając powietrze.
Powrót do góry Go down
avatar


Kijów, Ukraina

błękitna

19 lat

IX klasa

bogaty

Werniks

PisanieRe: Sala do szermierki   Sob Lis 05 2016, 15:44

Och mój, och mój. Ileż to tych rubli, zupełnie Ci nie potrzebnych, wylądowało w twojej ładnie pocerowanej sakiewce, Twardowski? Może nie zupełnie, bo tylko na czeku, ale przecież wartość się liczy. Dla Leonida na pewno. Co z tego, że rodzinne pieniądze, co z tego, że wcale nie pochodzi z rodziny, której się nie przelewa, czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Nie przecież. A jakoś tą kwaśną minę z jego buzi zetrzeć trzeba. Humoru nie poprawia mu nic, więc nic dziwnego, że chodzi, dusząc w sobie fochy, na nikogo nie patrząc, z rzadka rzucając tylko ukradkowe spojrzenia, aby skontrolować otoczenie, przecież musi być na czasie. Już, już, gumowe ucho, już nagle zapomniał, że obrażony jest na cały świat, już odwraca się do jakichś dziewcząt, bo jedna drugiej mówiła, że akurat za Twardowskim przechodziła i przeczytała (wścibskie krowy), że jakaś loteria, że jakaś wygrana, ale ręki nie da uciąć, bo nie chciała się narażać.
Lola oczami wywraca i bierze kęs swojego truskawkowego ciasta, ostatni, oblizując palce z gęstego, słodkiego syropu.
Na domiar złego musi sam, SAM odnieść talerz, z którego korzystał, bo od paru dni ma problemy ze swoimi magicznymi zdolnościami. Lola, to chyba kara boska, za ten niebezpiecznie wysoki poziom zniewieściałości, który osiągnąłeś. Sygnety i pierścionki to już na każdym z twoich palców pojawiają się w dni powszednie, a nie od święta. Co sobie wynagradzasz, divo? Pewnie powiesz, że nic, że po prostu jesteś tego wart.
Zmyj ze siebie ten zły nastrój, albo przynajmniej wpraw się tą kąpielą w lepszy, bo zupełnie ta czająca się w końcówkach włosów złość z ciebie nie spłynie. Nie za dużo zapachów, nie za ciężkie, o tyle tylko, by zachęcić, do podejścia bliżej, przecież się znasz na tym, królowo, jak nikt. Pomaluj rzęsy, jak zawsze, choć dziś powieki jeszcze możesz ozdobić złotą, kocią kreską. I ten puder z drobinkami złota, będziesz się świecić jak kryształowa gwiazda wyrzeźbiona z lodu w Pałacu Sprawiedliwości, z okazji Nowego Roku. Chociaż u ciebie okazja o wiele skromniejsza. Jeszcze tylko te usteczka muśniesz, poprawisz te czarne fale, które ci spływają ciężko i pięknie na proste plecy. Taki wypielęgnowany, w zwiewnym, długim kimonie we wzory z gałkami ocznymi wyszywanymi złotą nicią suniesz przez chłopięce komnaty, żeby w końcu trafić do sali szermierki. Prawie się krzywisz, walka to nie twoja mocna strona, ale przecież nikt ci Lolku nie każe tutaj się bić, kochaniutki. Drzwi otwierasz, wchodząc i stając nonszalancko, przecież, że nie przy ścianie, nie będzie Leonid Vasilchenko ścian podpierał. No Twardowski, pokaż no, że warto było się tak stroić dla ciebie. Na twarzy teatralnie zachęcający uśmiech.
- Jak dobry jesteś w operowaniu szpadą?
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

czysta

17 lat

VIII klasa

zamożny

PisanieRe: Sala do szermierki   Pon Lis 07 2016, 17:59

Lubisz pieniądze, co księżniczko? Brzęczące monety, migoczące kamienie, kuszące perskie oka puszczane przez Twój czarujący brokat, którym lśnisz cały jak złotooki bazyliszek. Twardowskiemu nie umykasz wcale, ani teraz ani nigdy wcześniej, on po prostu uwielbia rzeczy piękne; nawet nie w tej prostej piękna definicji, ale te które swojego piękna są świadome. Jak kolorowe ptaki, jak błyskające łuskami ryby w wodzie, jak cyganie z ich taneczną muzyką i szalonymi iskrami w oczach. Przecież Ty jesteś tym wszystkim wszystkim jednocześnie, a i ponad to wszystko jesteś jeszcze kimś więcej. Leonidem.
Odwraca się więc powoli w Twoim kierunku, łącząc pięty pod kątem prostym.
- Ukłon francuski. - posyła cicho w powietrze, jak wstążkę, dwa słowa potwierdzające jego jakąś tam znajomość szermierki. Szabla skierowana w dół, trochę do tyłu, by łukiem wycelować prosto w twarz nowo przybyłej gwiazdy salonu, unosi gardę do twarzy nie spuszczając z Ciebie spojrzenia po czym łagodnym cięciem opuszcza broń jakby strzepywał z niej ostatnie krople przyzwoitości. A spojrzenie ma lepkie, tłuste, na trwałe przytwierdzone do tańczących po Twojej skórze błysków świateł. Pięknie dziś wyglądasz, wszystko w Tobie migocze. Mógłby każdy ten cekin złoty z każdym milimetrem Twojej skóry nieskazitelnej zebrać, kawałek po kawałku, zbudować najdostojniejszego z golemów o długich palcach i falowanych, czarnych włosach.
Wypad, krok i zamach.
- Skąd mam tę przyjemność, Lola, spędzić dziś tę chwilę w Twoim towarzystwie. - uśmiecha się, a tam za zębami niemal trzepocze rozwidlony gadzi język kiedy niby przypadkiem, a jednak całkiem świadomie obchodzi powoli majestat Twojej postaci krokiem miękkim i wielce interesownym.
To dla mnie, dla mnie dziś jesteś taka piękna, Lolu? Co byś chciała ode mnie księżniczko, co Ci mogę dziś dać.
Jest w was jakieś prześmiewcze podobieństwo, nawet ilość pierścionków macie niemal identyczną, włosy gęste i godne pozazdroszczenia, spojrzenia wyniosłe choć jedno dumne a drugie raczej podejrzliwe. Wyglądalibyście pięknie tańcząc tango.
Powrót do góry Go down
avatar


Kijów, Ukraina

błękitna

19 lat

IX klasa

bogaty

Werniks

PisanieRe: Sala do szermierki   Wto Lis 15 2016, 15:42

Pieniądze? Oczywiście. I te monety złote i te wszystkie rzeczy piękne, które mógłby sobie za nie kupić. A jeszcze lepiej, gdyby ktoś mógł mu kupić, obdarować go falą prezentów i jeszcze sypnąć złotem, niech konfetti lecą, prosto, na twoje półprzymknięte powieki.
Krzyżujesz ręce na klatce piersiowej i prawie byś mógł skinąć głową z uznaniem, czy wzruszyć lekko ramionami, gdybyś tylko miał o szermierce jakiekolwiek pojęcie, albo chęć zaprezentowania się z jeszcze lepszej strony, ale po co, skoro i tak piękny już jesteś jak tysiąc dolarów.
Ale niech się popisuje ten Twardowski, niech się zaprezentuje, co byś wiedział kochany, że warto tak było się starać i kto wie, kto wie, może jeszcze będziecie koleżkami.
(śmiechu warte, przecież ty się nie koleżkujesz.)
Ciebie tylko podziwiać można. A ten tutaj już sobie nieźle radzi, okrążając cię jak eksponat. Ruszasz przed siebie, kierując się ku stojącym wzdłuż jednej ze ścian zbrojom rycerskim, obserwując kolejne przytwierdzone do nich igły.
- Który scenariusz ci bardziej odpowiada? Mógłbym przechadzać się jak teraz, przesunąć dłonią po jednej z kling... – Co też robi, zmieniając całkowicie swoją pozycję, unosząc drugą rękę teatralnie kładąc sobie na klatce piersiowej.
- Och, nigdy nie miałem okazji nauczyć się nawet podstaw szermierki. Niewinna mina, aby cię zachęcić do gry. – Bardzo ładnie Lolu, gdybyś się tylko nie zdradził, że to wszystko byłoby szopką może by się Miron nabrał. W końcu podobno nie ma w  tobie niczego naturalnego. Nawet odruchów. Bo któż inny o zdrowych zmysłach pchałby się prosto do paszczy lwa?
Dosyć już. Zabiera dłoń z żelastwa, wracając do Twardowskiego, w  przeciwieństwie do niego podchodząc od razu bardzo blisko.
- Albo. Mógłbym ci powiedzieć wprost, że przyszedłem cię uwieść, bo usłyszałem brzęk monet. – Leonidzie, czy to aby bezpieczne, tak obnażać się od razu z zamiarami, wwiercając się spojrzeniem w oczy kolegi (och, przysięgasz, widzisz, jak ciemnieją w ten zwierzęcy sposób), jeszcze bezczelnie rękę unosząc, aby dłoń na moment na mironowej szyi zakleszczyć, bardzo ryzykownie sobie pogrywasz księżniczko. Nie dlatego, że może ci się za to dostać, ale skąd możesz wiedzieć, czy Miron lubi być podduszany. Jeszcze się obrazi i co? Be. Nieładnie. Zabieraj tą wypielęgnowaną rękę. Zabiera. Nie omieszkając przy tym przesunąć dłonią po klatce piersiowej Mirona, jak jakaś pierdolona księżniczka Disneya.
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

czysta

17 lat

VIII klasa

zamożny

PisanieRe: Sala do szermierki   Wto Lis 15 2016, 16:49

Brawa dla was, koleżkowie bez koleżków, za te starania przypodobania, za to robienie wspaniałego wrażenia, przecież żaden z was nie potrafi mieć nic wspólnego z resztą ludzi. Różnica w tym, że Ty nie chcesz, a on, och on bardzo. Tak jak Ty wszystko to co świeci i piękni się, tak on wszystko to, co w palcach rośnie, co krew ma w żyłach, czemu serce bije, wszystko to, co spogląda tak różnie, czemu źrenice rozszerzają się, płatki nosa drżą. On tak bardzo pragnie jak i Ty. Tak samo.
Obserwuje Cię w tym Twoim ruchu miękkim, z gracją kotki w rui maszerujesz już przez salę, przecież widzi, że te zbroje wcale nie dlatego interesują Cię, bo są zbrojami. Wypolerowane napierśniki tak wspaniale odbijają skrzące się złotem spojrzenia. Kąciki ust drgają mu lekko.
Leonidzie. Coś ty najlepszego na siebie sprowadził.
Królu Złoty, nawet nie wiesz.
Nic nie mówi, zastyga w tym bezruchu jak jedna z tych figur na korytarzach, tylko jakaś bardziej szkaradna, nie te marmurowe adonisy, jak gargulce z szeroko rozpostartymi skrzydłami i paszczami pełnymi kłów. Przygląda się, dobrze widzisz jaki jest zainteresowany, w ręce zacząłby klaskać na tę twoją scenkę, gwizdać radośnie, o bis prosić, czego więcej mógłby sobie zażyczyć w ten wieczór jak nie Ciebie. Jesteś doskonały w tej śmiałości, tym lepkim samouwielbieniu, aż brwi unosi na to "albo", czując jak mu napięcie w zaciśniętych na szabli palcach drży.
Zaciskasz więc swą długopalcą dłoń boginki na tej zimnej, bladej szyi wystającej sztywno znad kołnierza. Ani drgnął, choć klatka piersiowa zdawała się unosić i opadać w jednostajnym rytmie, niewzruszona całym zajściem.
Tak na niego działasz, że niemal zapomniał swojej życiowej roli.
Na całe szczęście trwa to tylko chwile, jakieś głupie myśli Cię odwodzą od dalszych posunięć, tylko szczerość na talerzu, choć piękna i kusząca to on jednak woli show. Chwyta więc ten Twój nadgarstek mięciutki i piękniutki, przecież go do tego tak bardzo zapraszasz, a szabla odrzucona lekkim gestem, wybija o podłogę brzęczący okrzyk oburzenia. Wolnym ramieniem obejmuje leonidowy pas, poza bishounena z odzysku, zakleszczając Cie w tej zimnej pułapce. Podszedłeś blisko, czemu nie bliżej.
- Lubię Twoje gry. - mówi z odległości tych kilku centymetrów- Ale bardziej ciekawi mnie, jak chcesz mnie uwieść.
Powrót do góry Go down
avatar


Kijów, Ukraina

błękitna

19 lat

IX klasa

bogaty

Werniks

PisanieRe: Sala do szermierki   Wto Lis 15 2016, 20:18

Miron, Miron, jak ty się powstrzymać nie możesz. Ale nie ma się co dziwić, kto byłby w stanie zachować spokój w takiej sytuacji? (Zapewne wielu, ale to nie o to chodzi przecież).
Opcji było kilka, istniało przecież prawdopodobieństwo, że dasz mu w pysk, tak mocno, aż upadnie jak niekochana żona na posadzkę, a włosy zasłonią mu twarz, zaczerwienioną od odbitych na niej sygnetów. Mógłby też zostać opluty, czy zwyczajnie zwyzywany, w najlżejszym (wcale nie lepszym) wypadku po prostu zignorowany, ale ty byś mu tego nie zrobił, prawda? Skąd, za bardzo ciekaw jesteś jak to się wszystko potoczyć może, ile tych warstw złota na sobie ma, ile z nich jest w stanie zrzucić naraz.
Ale Leonid czuł, że z tobą to nie pójdzie tak brzydko, że zainteresujesz się nim na pewno, w końcu nie raz, nie dwa złapał twoje spojrzenie, na korytarzu, w saloniku chłopców, mijając się w drzwiach, zawsze się odwdzięczał tym drobnym uśmiechem, który z powodzeniem można by uznać za ironiczny, choć nie był taki wcale.
Królu? Chyba Królowo. Myślisz, że bycie królem go zadowala? Czy ty widziałeś, Mironie kiedyś w czym chodzą królowie a w czym królowe? Ha, właśnie. Leonid nie byłby w stanie odmówić sobie tych warstw haleczek, chociaż lubi szaty zwiewne. Potrzebuje tej pełnej swobody ruchu, aby móc ciałem operować tak, by innych doprowadzać do pasji. Nie ważne jak, ważne, że mówią.
Z zadowoleniem wychwytuje wszystkie te drobne gesty, unoszące się brwi, spojrzenie, które się po nim prześlizguje w sposób, w jakim mu wielce schlebia (oczywiście, przecież wygląda bajecznie).
Pławisz się tym, co, Leonidzie? Gdybyś mógł wrzuciłbyś każde z tych drobnych wspomnień do wielkiej wanny, w formie kul musujących, zanurzając się później w gorącej, pachnącej kąpieli ciesząc się dobrym nastrojem.
Bardzo dobrze, bliżej, jeszcze bliżej, obyście się już nigdy nie odczepili od siebie, ku waszemu przekleństwu, zarośli potem kolczastymi pnączami. I co, Mironie? Nie byłby to piękny posąg? O wiele lepszy niż te pseudo dzieła na korytarzach Akademii. Ba, lepsze nawet niż te, znajdujące się w muzeach.
Zaskoczyłeś go, tą zachłannością, tym, jak szybko się (p)oddałeś. Otwiera więc usta zabawnie zadowolony, wyduszając w końcu z siebie Oohoho, które przeradza się w krótki śmiech. Nie odbierze ci tej przyjemności przebywania tak blisko, zwłaszcza, że i jemu szalenie się to podoba. Odchyla głowę do tyłu, pozwalając włosom w całości spłynąć na plecy, żeby odsłonić szyję. Leonidzie, cudowną byłbyś Esmeraldą w filmowej wersji Dzwonnika.
- Cóż, skoro te ciągnące się w nieskończoność pierwsze etapy podchodów mamy za sobą, możemy zacząć się bawić. – Nużące zaloty, podchodzenie blisko, ale nie za blisko, przypadkowe trącanie, spojrzenia i rumieńce, ile można, Leonida przestało to bawić dawno. To mu bardzo odpowiadało. I kontrast, pomiędzy karnacją obojga, tak doskonale widoczny, kiedy Leonid schyla swoją piękną głowę lalki, zahaczając zębami o jeden z mironowych palców, zaciśniętych na nadgarstku. Traktuje go gorącym oddechem i wilgotnym językiem, wkładając do ust, aby zdjąć znajdujący się na nim sygnet, z którym w zębach podnosi głowę. Mógłby go założyć na swój palec, ale to byłoby nudne, co? Poza tym nie jest złodziejaszkiem, na każdą nagrodę woli sobie zasłużyć.
Możesz sobie odebrać swoją własność, Mironie. Nie używając rąk.
Na wypadek gdyby ci to jednak przyszło do głowy, Leonid kieruje twoją drugą rękę za swoje plecy, by tam przytrzymać je swoimi. Czas start.
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

czysta

17 lat

VIII klasa

zamożny

PisanieRe: Sala do szermierki   Sro Lis 16 2016, 10:28

Miał ochotę zaśmiać się wesoło, jesteś jak papużka, jak zwierzątko o lśniącym futerku i koralikowych oczach, takie prawdziwe, którego nigdy nie miał. Od zawsze, na zawsze zakochany w ludziach miłością tak fałszywą i straceńczą, że bluźnierstwem jest to nazywać uczuciem. Uwielbiał taneczne ruchy, uwielbiał wesołe głosy, dusze tak barwne, ciała takie piękne, usta pełne, palce długie i delikatne. Tylko nie w komplecie.
Czarne fale wyperfumowanych włosów opadły na plecy łaskocząc końcówkami wierzch jego dłoni, ochoczo więc chwycił pasma w palce nawijając je chciwie na dłoń, takie miękkie! Czy w tym filmie byłby Twoim garbatym dzwonnikiem, ku któremu wyciągałabyś swoje obwieszone złotymi bransoletami dłonie, czy raczej z chorej miłości, jak Frollo, spaliłby Cię na stosie, wiedźmo.
Szkoda strasznie, że tak na bok odrzucasz te całą maskaradę związaną z zalotami, te były przepiękne, trzepoczące rzęsy, ukradkowe uśmiechy, rumieńce wpełzające na policzki jak połówki jabłek, kochał jabłka miłością dozgonną (o ironio). Przekrzywia głowę w zainteresowaniu, patrząc jak rozklejasz usta tym swoim ohohaniem, brzmisz ładnie, gdyby cię zamknąć w jednej ze szklanych waz w podziemiach dworu, mógłbyś tym pięknym głosem dniami i nocami zawodzić mu do snu kołysanki. Pewnie znacznie częściej pojawiał by się w dziadkowej piwnicy gdyby takie arie mu umilały czas, a teraz? Kazimierz trzymał w nich starych wrogów i praczkę, starą pomarszczoną babę z którą lubił ucinać pogawędki nad rzeką. Z dwieście lat temu.
Cmoka cicho na Twoje stwierdzenie, nie chce tracić zalotów, ale co zrobić, znów usta rozchylasz, oddech wilgotny i ciepły na tej sinej skórze, dostarczasz mu bodźców tak ciekawych, że z inteligencją krowy w stodole przygląda się jak język mokry, niczym robak, złodziejaszek wciska się między palce, patrzy jak zęby zamykasz na jednym z nich, jak powoli zsuwasz z niego srebrny pierścień z zielonym kamieniem, który w momencie, kiedy opuszcza mironową dłoń zmienia kolor na czarny. Dopiero kiedy obie dłonie zamykasz mu w uścisku, a wzrok jego skupia się na tm czarnym oczku, całe to przedstawienie blednie znienacka, rozmyte falą bólu.
Zielony awenturyn - stabilizacja układu nerwowego, powiązanie synaps i ujednolicenie transportu jonów włóknami bezrdzennymi.
Zielony awenturyn, jeden z czterech w rodzinie, czernieje między różanymi ustami Leonida Vasilchenko.
Znasz to uczucie, kiedy zbyt długo leżysz w jakiejś leniwej pozycji i przestajesz czuć cokolwiek w swojej nodze poniżej kolana? Na początku jest śmiesznie, jakby nie należała do Ciebie, zimna i bezwładna. Potem zaczyna mrowić, by na końcu eksplodować setką tysięcy szpilek w same jądra neuronów. nagle, wyrywa gwałtownie ręce z Twojego uścisku i wcale przyjemnie chwyta oba policzki obejmując dłonią brodę by palcami drugiej ręki wyrwać spomiędzy zębów pierścień.
Wetknąwszy go znów na palec w jakimś takim zrywie szaleństwa, bo jakim prawem go ranisz, kto Ci pozwolił ból mu sprawiać, a przecież to jego wina bo sam się zagapił bo Ci pozwolił, bo sam tego chciał, jak maniak chwyta tę łabędzią szyję. Masz doskonałą szyję, jego dłonie mieszczą się na niej idealnie.
Pochyla się, napiera, popycha w kierunku lustra z tymi powiekami drżącymi i pierścieniem powoli nabierającym na powrót zielonego koloru.
Powrót do góry Go down
avatar


Kijów, Ukraina

błękitna

19 lat

IX klasa

bogaty

Werniks

PisanieRe: Sala do szermierki   Sro Lis 16 2016, 13:12

Szkoda go tak w wielkiej, szklanej wazie zamknąć w ciemnej piwnicy, przecież on musi błyszczeć, wśród ludzi, nawet gdyby miał gwiazdą tylko dla ciebie być to zamknięty uschnie jak te syreny pozostawione na Karaibach, bez możliwości ucieczki, a szkoda byłoby patrzeć, jak się ta gwiazda wypala.
(dla kogo szkoda, dla tego szkoda, niejeden fortunę by dał, żeby patrzeć jak marnieje)
(bogowie, jakiż piękny byłby to widok)
Lepiej gdzieś indziej go zamknij. Zmuś do podpisania paskudnego paktu, niech ci czas umila na każdej płaszczyźnie.
Spal go na stosie, ogarnięty obsesją na jego punkcie, pozwól mu uciec, raz, dwa, za każdym razem z pasją żądając powiedz, że za mną tęskniłeś. Nie będzie w stanie się bronić, a przynajmniej nie jest obecnie, z niewiadomych przyczyn pozbawiony swojej magicznej mocy może tylko udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Na wypadek, gdyby go ktoś kiedyś zapytał co u niego. A nie pyta nikt. Za bardzo jest tu niedoceniany, za bardzo tęskni, żeby opuścić już szkolne mury i pokazać się światu w całej okazałości.
Ciekawe, czy gdyby wiedział o Mironie całą gorzką prawdę to i tak pchałby się zapatrzony w te sygnety? Pewnie tak. Oczywiście, to zmieniłoby spojrzenie na sytuację, ale czy tak nie byłoby pikantniej? Zwłaszcza, że naiwny myślałby, że będzie przecież dla Twardowskiego wyjątkowy. Lolu, Lolu, ty dla nikogo nie będziesz w takim stopniu wyjątkowy, w jaki jesteś sam dla siebie. Ludzie są ślepi, prawda? Tak, jak ty teraz, bo zmiany koloru oczka z sygnetu nie zauważasz wcale. Bo i jak, skoro sobie do paszczy nie zajrzysz, a za bardzo zaskoczony jesteś tym mironowym gestem gwałtownym, tym razem nieprzyjemnie i wcale ci nie jest do śmiechu. Skąd mogłeś wiedzieć ile znaczą, przecież chciałeś się tylko ładnie pobawić. Zaciskasz usta, z automatu oddychając ciężej, obserwując mironową twarz, która zupełnie wydaje ci się niepodobna do tej, do której przywykłeś, nabierając jakichś gadzich rysów.
Tego się nie spodziewałeś co? Zawsze ci się zdawało, że taki Twardowski sporo ma do wielu spraw dystansu, a tu proszę, co za furiat. Wariat.
Przymykasz powieki w momencie zderzenia z lustrem, ale nie dlatego, że było to w jakiś sposób bolesne, tylko ze względu na ten dźwięk, ten cholerny dźwięk, którego nienawidzisz. Zawsze cię to irytowało, gdy ktoś głośno zamknie okno, gdy trzaśnie szklanymi drzwiami i powierzchnie szyb i luster wydają falą ten trwający dwie sekundy dźwięk, który doprowadza cię do szału.
No i co, Lolu, warto było się tak starać?
No tak, jeszcze nie skończyliście.
Na dobrą sprawę to dopiero zaczynacie, co?
Z trudem przełykasz ślinę, brodę unosząc wyżej, wlepiając w te ciemne, rozszerzone źrenice. Masz kilka wyjść, wiesz, Leonidzie, mógłbyś na przykład zagrać przestraszoną księżniczkę, prosząc o uwolnienie, nie omieszkając zaznaczyć, że cię rani (co na pewno odniosłoby odwrotny skutek, przecież sam siebie byś w takiej sytuacji nie puścił), albo obrazić się i spróbować walką się wyswobodzić. Śmiechu warte.
Albo mógłbyś po prostu być sobą. I tak łatwo sobie Mirona nie odpuścić.
Mina ci łagodnieje, oblizujesz te pełne usteczka, wyciągając dłonie, by mironowe biodra ku swoim przyciągnąć.
- Dlaczego się tak denerwujesz Mironie? Nie zrobię ci krzywdy o ile sam nie będziesz tego chciał. – Leonidzie prawdziwy z ciebie dyplomata, aż dziw, że ci nikt jeszcze nie wręczył dyplomu z comic sansem.
Nie jest jednak idiotą, żeby nie rozumieć, że te sygnety muszą mieć dla niego wyjątkową wartość, przecież sam nie chciałby, aby ktoś się dobierał do jego atlasu.
Twardowski, taki porywczy jesteś, przyznaj się, czego ci brak? Tak kochasz te marne człowieczki, może tobie po ludzku czułości brak? Co ci tam w tej głowie siedzi? Jakie masz słabości? Leonid może kopać, dopóki do skarbu nie dotrze. Albo dopóki nie znudzi was to obu.
Dłonią wędruje do jednej z tych rąk, wciąż na jego szyi zaciśniętych, aby ująć ją i nie spuszczając wzroku z Mirona ucałować jego nadgarstek.
Twardowski, no proszę, jak tu się na taką słodycz dąsać.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Sala do szermierki   

Powrót do góry Go down
 
Sala do szermierki
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: