IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Salon Główny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieSalon Główny   Wto Kwi 05 2016, 16:47

Salon Główny

Salon to niezwykle przestronne pomieszczenie umieszczone w końcowej części skrzydła chłopców. Ściany pokryte są bordowymi tapetami z ornamentami roślinnymi, które poprzecinano czarnymi pilastrami ozdobionymi złotym, delikatnym reliefem. Ciągnie się on aż do sufitowego sklepienia kolebkowego w odcieniu ciemnego brązu, na którym uwiecznione zostały metodą fresku sceny walk z dzikimi zwierzętami magicznymi. W salonie znajdują się głównie sofy, długie szezlongi i stoliki, mające sprzyjać zarówno odpoczynkowi, jak i pracy. Wszystkie meble za to są wykonane z lakierowanego drewna, a ich obicia mają ciemny odcień. W wazonach zawsze są świeże kwiaty, a ogromne obrazy, zdobiące w złotych ramach ściany, przedstawiają najważniejszych mężczyzn zasłużonych Akademii Koldovstoretz.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Salon Główny   Wto Maj 10 2016, 15:52

Wiesz mamo, salon główny jest taki ciemny. Za nic nie przypomina tego w naszym domu. Nie wiem, dlaczego utarło się, że mężczyźni powinni być otoczeni przez ciemne kolory. Mają nas zahartować? W jaki sposób? Co ma nam to dać? Zostały mi już niecała dwa lata do końca szkoły i myślę, że się tego nie dowiem. Mimo to lubię to miejsce, ku własnemu zaskoczeniu. Nie od początku. Wcześniej było za małe, za ciasne, za ciemne, za duszne, za obce. Ale oswoiłem się z nim, chociaż z tym lękiem sobie poradziłem. Nie do końca wiem, dlaczego. Przecież zawsze jest tu dużo innych chłopców, kotłujemy się na tej małej przestrzeni, ocieramy się o siebie przechodząc. Jednak czasem to miejsce pustoszej. Zostaję tylko ja i sklepienie nade mną. Jest niezwykłe. Potrafię godzinami wpatrywać się w ten fresk, myśleć o nim, o wszystkim i o niczym. Przypomina mi historie, jakie opowiadała mi kiedyś siostra. Być może właśnie to jest klucz do tej zagadki. Wspomnienia, które mnie wypełniają, a które mogę skojarzyć z jakimś przedmiotem, miejscem i dzięki temu oswoić się z nim.
Dlatego to miejsce wybieram zamiast głośnej sali balowej. Zmywam się zaraz po przemówieniu pani dyrektor. Uszczknąłem zaledwie odrobinę z wypełnionych po brzegi półmisków. Moje kiszki są chyba dziś skręcone w supły, jak zresztą po każdym powrocie do szkoły. Sam nie wiem, dlaczego tak działają, ale dawno przestałem się sprzeczać ze swoją naturą. Ukryłem się więc w opustoszałym póki co salonie, na miękkim szezlongu, trochę na uboczu. Podobno takie kozetki stoją w gabinetach psychologów. Może moje postoje pod tym bogato zdobionym sufitem to pewna forma seansu psychologicznego? Może rzeczywiście nie jestem do końca normalny?
Nie myślę jednak o tym teraz, jestem teraz myślami daleko. Sam chyba nie jestem pewien gdzie, ale dzięki temu zapominam na chwilę o wszystkim. O tym, że gniotę moją czerwoną szatę wyjściową i o tym, że niespodziewanie czyjeś kroki zaraz zagłuszą moją ciszę.
Powrót do góry Go down
avatar


Kijów, Ukraina

błękitna

wieszczy

17 lat

VIII klasa

bogaty

Alrauna

PisanieRe: Salon Główny   Wto Maj 31 2016, 16:42

Rozpoczęcie roku szkolnego – nic szczególnego, nie jestem już przecież podekscytowanym pierwszoroczniakiem, który cieszy się z powodu pójścia do Koldovstoretz. Miło jednak jest zobaczyć przy uroczystym obiedzie tyle znajomych twarzy, których nie widzi się na co dzień podczas okresu letniego. To, przynajmniej moim zdaniem, chyba największy plus szkoły. W końcu czy jest coś gorszego od ograniczenia swobody? Nas, Vasilchenko, uczą od najmłodszych lat, że umiłowanie wolności jest najważniejsze, a tutaj, w Akademii, jest pełno absurdalnych zasad, których musimy przestrzegać i nie wolno nam ich łamać. Ale to niemożliwe, szczególnie dla tak niespokojnej duszy jak moja. Nie da się ukryć, nierzadko zdarza mi się wpadać w kłopoty. Kilka dni temu nawet obiecałem Beso (chyba nie po raz pierwszy, tak myślę), że w tym roku postaram się trochę opanować, choć nie mam pojęcia, na ile mi się to uda. Zostały nam przecież jeszcze dwa lata nauki w Koldovstoretz, a ja już myślę trochę o tym, co zrobić, by szkoła nas na zawsze zapamiętała. Tak, mnie i Beso. Nawet jeśli się jeszcze na to oficjalnie nie pisze.
Zauważyłem, że Sikvdili zwinął się z sali balowej wyjątkowo szybko i niemal ukradkiem – gdzie indziej więc mógłby być o tej porze, jak nie w naszym dormitorium. Znam go przecież od najmłodszych lat; czasem nawet odnoszę wrażenie, że znacznie lepiej niż siebie. Gdy już odkryłem jego miejsce pobytu, niepostrzeżenie zakradam się do salonu, zauważając Beso – wyciągniętego na długim szezlongu, lekko nieobecnego, nawet rzekłbym, że przysypiającego. Nie mogła mi się dzisiaj natrafić lepsza okazja, by go przestraszyć.
- Minus dziesięć punktów za łamanie regulaminu szkolnego! – krzyczę w niebogłosy, naśladując głos mojej ulubionej Alisy Karamazovej, która w tym roku dostała się do Komitetu Dyscyplinarnego. Widzę, jak Beso nagle podskakuje z przerażeniem, a ja tylko śmieję się głośno, po chwili rzucając się na fotel obok. – Co tak szybko stamtąd poszedłeś? – pytam bez zastanowienia, poprawiając poduszkę pod plecami.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Salon Główny   Czw Cze 09 2016, 12:14

Nie wiem dokładnie, gdzie jest ten cały mój świat. Pewnie wszędzie i nigdzie. Prawdopodobnie dlatego tak łatwo mi do niego odpłynąć, zniknąć po prostu, jeśli mam na to ochotę. Często jestem sam, więc nie muszę przejmować się innymi, ale z drugiej strony nie jestem przecież samotny. Mam siostrę, mam przyjaciela. To oni utrzymują mnie na powierzchni, powstrzymują przed tym ostatecznym oderwaniem, niebezpiecznym zachwianiem i przekroczeniem tej granicy normalności. Chociaż czasem mam wrażenie, że taki Milan to wcale normalny nie jest. To jak bardzo pakuje się w kłopoty i nie trzyma się wszelkich zasad jest o wiele bardziej widoczne niż u mnie. Jednak jemu nie sprawia to problemu, cechuje go beztroska, której mi brakuje.
Cechuje go także głupota i nieskończona chęć do podnoszenia mi ciśnienia. Spodziewałem się, że w końcu dziś porozmawiamy, ale nie wiedziałem, kiedy dokładnie to nastąpi. W porównaniu do mnie Vasilchenko jest niezwykle towarzyski i radosny, ma to przecież we krwi. Zakładałem, że trochę mu zajmie przywitanie się z tymi wszystkimi ludźmi. Tym bardziej się go nie spodziewałem. Nic więc dziwnego, że o mało nie uniosłem się nad szezlongiem ze strachu.
- Milo! - wołam, czując jak serce o mało nie wyskakuje mi z piersi, ale nie mogę powstrzymać uśmiechu, który wypełza mi na usta. Powinienem się już przyzwyczaić, a mimo to nabieram się za każdym razem stanowiącą. - Jesteś okropny - mruczę pod nosem, raczej dla zasady niż po to, żeby rzeczywiście go skarcić. Podwijam nogi, pewnie pobrudzę butami szezlong, ale jakoś się tym nie przejmuję. W Salonie Głównym chłopców chyba nigdy nie panuje porządek. Nie mamy przecież swojego odpowiednika Karamazovej, który to krzyczałby na nas za każde przewinienie.
- Nie byłem głodny - odpowiadam wymijająco spoglądając jeszcze raz tęsknie w stronę sufitu. Jeszcze trochę czasu zajmie mi przyzwyczajenie się do szkolnej rzeczywistości. Obojętnie, który to jest rok, czy pierwszy, czy ósmy, za każdym razem jest tak samo. Potrzebuję chwili albo dwóch na przystosowanie się do nowego otoczenia. Muszę to odchorować niczym kwiat wyjęty z ziemi i wsadzony do doniczki. - A ty? Myślałem, że jeszcze trochę ci tam zejdzie. - Mierzę Milana czujnym spojrzeniem. Czyżby coś się stało? A może po prostu się za mną stęsknił? Uśmiecham się pod nosem na tę irracjonalną myśl.
Powrót do góry Go down
avatar


Kijów, Ukraina

błękitna

wieszczy

17 lat

VIII klasa

bogaty

Alrauna

PisanieRe: Salon Główny   Nie Cze 26 2016, 21:19

Mój świat jest dokładnie taki, jak widzisz. Nic nie jest udawane, wszystko jest naprawdę. Feeria cygańskich barw, wieloletnie ideały i pieśni o wolności towarzyszą mi niemal na każdym kroku. Do tego mam cudowną rodzinę, która jest dla mnie najważniejsza, a ty jesteś jej członkiem, drogi Beso. Trzymamy się przecież tak blisko już od wielu lat i szczerze chciałbym, aby pozostało tak na zawsze. Jesteś częścią mnie, widzę cię tylko obok siebie, ramię w ramię, tylko po tej samej stronie barykady – nigdy naprzeciw. Nie czuj się więc samotny, wcale nie powinieneś tak o tym wszystkim myśleć. Pamiętasz ten moment, w którym zaczęliśmy się tak naprawdę przyjaźnić? To był pierwszy rok naszej nauki w Koldovstoretz, gdy Ivan Dolohov, największy idiota jakiego znam, chciał cię zbić na kwaśne jabłko, a ja się za tobą wstawiłem. Od tamtej pory już zawsze to robiłem, zmieniło się tylko tyle, że teraz jesteśmy trochę starsi i mamy dłuższe włosy niż niegdyś. Choć nie da się ukryć, przez te kilka lat intensywnej przyjaźni spotkało nas wiele przygód – zwłaszcza z moją tendencją do pakowania się w kłopoty. Ale co jak co, to ty zawsze potrafiłeś mnie z nich wyciągnąć, mimo że czasem też zdarzało ci się oberwać.
- Jestem. – Mów mi więcej, nie mam nic na swoją obronę, więc wzruszam tylko szerokimi ramionami i uśmiecham się kącikami ust. Gdy tylko słyszę jego słowa, przewracam ostentacyjnie oczami. – Co roku to samo. Wystarczy. – Rozpoczęcie szkoły też potrafi być wyczerpujące, mimo że miło jest znów zobaczyć niektóre twarze w jednym miejscu. Potem może już nie być takich okazji, gdy w końcu zostaniemy absolwentami Koldovstoretz, rozejdziemy się w swoją stronę i zajmiemy się realizacją naszych marzeń. Czy my, Beso, też tak zrobimy? Wierzę jednak, że przetrwamy każde życiowe perturbacje.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Salon Główny   Nie Lip 10 2016, 15:33

Cały Milan. Niewymuszona pewność siebie na każdym kroku życia. Nie mam pojęcia jak to robi. Skąd czerpie ten niekończący się entuzjazm i nieustanną radość z życia. Prawdopodobnie to kwestia płynącej w jego żyłach krwi. Nie zdziwiłbym się, gdyby jego serce biło w rytm jakiejś radosnej, cygańskiej przytupajki. To w sumie trochę dziwne, że się przyjaźnimy. Ciężko znaleźć dwie, bardziej różniące się od siebie osoby. Jeśli coś nas łączy to można powiedzieć, że podobno długość włosów, bo kolor ich jest już zupełnie inny. Nie przeszkadza nam to jednak. Co więcej, wydaje się, że te wszystkie kontrasty wręcz nam pomagają. Zawsze mamy, o czym porozmawiać, bo jakimś cudem przy Milo potrafię się otworzyć, umiem powiedzieć więcej niż zwyczajowe dwa słowa. Nie wiem jak to robi, nie ogarniam swoim małym rozumiem tego całego mechanizmu, ale to nie istotne. Najważniejsze, że idziemy razem do przodu, że pomagamy sobie nawzajem. Obym tylko jakoś w połowie tej drogi nie dostał zawału, gdy mój przyjaciel znów postanowi zrobić coś niezwykle głupiego. Wywracam jedynie oczyma na jego odpowiedź. Tak samo jak on w mojej odpowiedzi. Śmieszne, jak czasem potrafimy być podobni. Uśmiecham się mimo wszystko, znów.
- Nie udawaj - odpowiadam nagle tonem zupełnie poważnym. Patrzę prosto na niego. - Na pewno przyszedłeś szybciej, bo się za mną stęskniłeś. - I moja idealna maska znika w jednej chwili. Usta z prostej linii wyginają się w łagodny łuk, a w oczach skrzy się czyste rozbawienie. Nie jestem żartownisiem, strojenie sobie zabawach słownych czy czegoś w tym rodzaju nie jest moją domeną, ale przebywanie przez tyle czasu w jego towarzystwie sprawia, że nawet coś z tego przechodzi na mnie.
- A tak na poważnie to wszystko w porządku? - pytam na wszelki wypadek, dla pewności. Chcę, żeby wiedział, że zawsze może na mnie polegać. Może wyglądam na kruchego i delikatnego, ale potrafię znieść naprawdę wiele. A dla prawdziwego przyjaciela mogę znieść wszystko.
Powrót do góry Go down
avatar


Kijów, Ukraina

błękitna

wieszczy

17 lat

VIII klasa

bogaty

Alrauna

PisanieRe: Salon Główny   Nie Lip 17 2016, 21:32

Sam siebie czasem zadziwiam – tłumaczę sobie wtedy, że to wszystko kwestia krwi, która we mnie płynie. My, Cyganie, przez lata wiele cierpieliśmy, niektórzy mówią nawet o martyrologii narodu romskiego, choć bardziej ironicznie niż ze współczuciem, ale mimo tego potrafiliśmy spojrzeć na życie z zupełnie innej perspektywy. Ostatnio wiele się zmieniło, ale też nie wszędzie – spójrz choćby na mugolskich Romów, którzy są szczęśliwi i potrafią tacy być, mimo nędzy i biedy nieustannie towarzyszącej im na każdym kroku. Nie każdy z nas może zmienić swoje życie – nasze przeznaczenie jest zapisane przecież w gwiazdach, nie oznacza to jednak tego, że nie można spróbować być zwyczajnie szczęśliwym i doceniać małe rzeczy. To bez wątpienia kwestia odpowiedniego nastawienia, którą od dawna staram się wypracować u Beso. Staram się mu pomóc, jak tylko mogę, na wielu płaszczyznach. To przecież nie jest tak, że tylko głupoty mam w głowie i jestem skrajnie nieodpowiedzialny.
- Za moim Beso? – mówię pieszczotliwie i śmieję się głośno, aż skrzą mi się radośnie oczy. – Oczywiście, że się stęskniłem! – Mimo żartobliwego tonu głosu i pozytywnego wydźwięku, trochę prawdy w tym było. W czasie roku szkolnego spędzaliśmy ze sobą o wiele więcej czasu niż w letnie wakacje, choć i tak Beso dość często bywał w Kijowie, a ja u niego w Ambrolauri. Lubię tam przyjeżdżać, zwłaszcza gdy mam ochotę odpocząć od świata. W malutkiej Gruzji soczystej zieleni i zapierających dech w piersiach gór jest pod dostatkiem. I wina, cudownego wina. – W porządku, choć jestem trochę zmęczony. To chyba przez to, że zaraz zaczynają się zajęcia – narzekam, mimo że raczej nie mam w zwyczaju tego robić. – Zapomniałem, Beso. znalazłem ostatnio coś u mnie na strychu. Idziemy do pokoju?
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Salon Główny   Nie Lip 24 2016, 19:44

To nie tak. Nie jestem przecież pesymistą, który widzi cały świat tylko w ciemnych barwach. Przecież nie chodzę przezornie podwójnie ostrożny, nie uciekam przed czarnymi kotami i nie panikuję, gdy coś się zbije. Po prostu staram się być ostrożny. Nie rzucam się w spienione fale losu na chybił trafił, bo może się okazać, że nie wypłynę na powierzchnię. Mama zawsze mi powtarza, że na samym początku mam być sobą, a dopiero potem patrzyć na innych. Dlatego rozumiem podejście do życia Milo, ale nie umiem żyć tak jak on. Chociaż ja też słyszę muzykę to jest to jej inny rodzaj i objawia się to w inny sposób. Nie każe mi ona gnać na złamie karku, ale przecież lubię czuć na skórze szalejący wiatr, ciepłe promienie słońca, wolność czeszącą mi włosy. Optymista to w stosunku do mojej osoby za duże słowo, ale lubię oglądać świat w ciepłych barwach. Lubię myśleć sobie, że mimo wszystko będzie dobrze, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Nie mogę zaprzeczać, że w dużej mierze zawdzięczam to swojemu przyjacielowi, który swoją obecnością stopniowo coś we mnie zmienia. Jestem niczym skała, którą on nieustannie oblewa swoją kipiącą radością życia, więc nie mam nic do gadania - muszę coś z tego uszczknąć.
Parskam śmiechem słysząc jego pieszczotliwe określenie. Znamy się już tak długo, że niedługo zaczniemy ćwierkać niczym stare, dobre małżeństwo. Może więc w sumie dobrze, że przez te przydługie wakacje nie spędzaliśmy całego czasu razem.
- Spróbowałbyś nie - odpowiadam sztucznie surowym tonem, ale nadal się uśmiecham. Wiem, że gdyby nie on to moja aklimatyzacja w szkole zawsze trwałaby dłużej. Tymczasem z Milanem nie da się nudzić, nie da się cały czas myśleć i bez końca rozdrapywać wspomnień. Trzeba być cały czas w ruchu, żeby za nim nadążyć. Szczerze mówiąc to nie narzekam na tę odmianę.
- A może dlatego, że nie potrafisz usiedzieć w miejscu? - sugeruję z rozbawieniem, ale nie drążę tematu. - Było tam jeszcze coś, czego nie zbadaliśmy? Pokazuj? - Zeskakuję z szezlonga, aby podążyć za nim. Im bardziej się rozproszę tym mniej będę myślał o domu.

zt x2
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

błękitna

cień

18 lat

IX klasa

przeciętny

Bobaki, Odrodzenie

PisanieRe: Salon Główny   Wto Sie 02 2016, 23:26

Czemu się na to, do cholery, zgodziłem? Udzielać korepetycji jednemu z uczniów? Pewnie wyjdę na jakiegoś okropnego kujona, on nie będzie chciał mnie kompletnie słuchać, uczniowie będą plotkować o tym, że jestem pupilkiem nauczycieli, a od samych nauczycieli dostanę co najwyżej parę dodatkowych punktów na koniec. Owszem, chcę, potrafię i uwielbiam przekazywać innym wiedzę - mało jest tak istotnych rzeczy jak wiedza, a do samej wiedzy powinien być jak najszerszy dostęp - ale to naprawdę nie był dobry pomysł. Niepotrzebnie się wychylam. Czemu się na to, Saveli, zgodziłeś?
Wkraczam do salonu głównego i od razu rozumiem - bo zawsze fascynował mnie ten konkretny chłopak. Sasza Karamazov. Normalnie nie kręcą mnie bad boye, ale Sasza był zabójczym połączeniem tajemnicy, mroku, urody i niesamowitych historii, które go otaczały.
Prawda jest taka, cholera Twoja Saveli mać, że chciałeś się poczuć jak nastolatka z amerykańskich filmów młodzieżowych, która sprowadza złego chłopaka, ubranego w skórę i uzbrojonego w papierosy, motor i nastawienie skończonego dupka na dobrą drogę. Czy coś w tym stylu. A może po prostu byłem w nim zauroczony i tyle, cała historia, nada.
Przy okazji mogę się jako nauczyciel, którym trochę chciałem zostać, inspirować kolejne pokolenia, uczyć szacunku dla nauki i krytycznego podejścia do świata, walczyć z zabobonami wpajanymi w młodych czarodziejów. A przynajmniej tak sobie całą tą sprawę tłumaczę.
Idąc w jego kierunku czułem się idiotycznie. No ale nic, słowo się rzekło. Zrobimy z ciebie ludzi, Saszo Karamazov. Wyciągam do niego rękę i wymuszam uśmiech, sprawiający wrażenie pewnego, przy okazji starając się nie gapić w jego oczy, fascynujące oczy wieszcza, a może po prostu bardzo przystojne oczy.
Jesteś cliché, Saveli, a ty byś chciał być poważnie traktowany.
- Nie wiem, czy byłeś poinformowany, ale będę ci udzielał korepetycji do egzaminów - moja ręka wisi w powietrzu, oczekując na uścisk. - To nie moja decyzja, ale część nauczycieli boi się, że oblejesz. - Tłumaczę moje najście.
- Nazywam się Saveli i do egzaminów jestem twój. - Mówię i staram się, żeby to zdania zabrzmiało jak żart, a nie dwuznaczna propozycja.


Ostatnio zmieniony przez Saveli Sorokin dnia Czw Sie 04 2016, 11:24, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

półkrwi

wieszczy

18

VIII klasa

majętny

PisanieRe: Salon Główny   Czw Sie 04 2016, 00:53

W życiu bywają takie dni, kiedy dziwne, niespodziewane rzeczy dzieją się dookoła nas. Sashy przytrafiły się one nie raz, z czego wiele z nich do dziś chowa w swojej pamięci. Kiedy jako dziecko ukradł na mugolskim targu jabłko, a kiedy został na tym przyłapany, z uśmiechem otrzymał drugie. Kiedy po raz pierwszy odkrył, że jego senny koszmar sprzed kilku miesięcy okazał się spełnić w rzeczywistości. Kiedy zahipnotyzowały go oczy małej Tundry i do dziś nie jest w stanie pozbyć się ich obrazu w głowie.
Sasha jednak nie spodziewał się, że kiedykolwiek Saveli-gej-Sorokin zjawi się przed jego osobą, wyciągając rękę i oświadczając, że ma być jego korepetytorem. Naprawdę. Naprawdę?
Sasha stoi osłupiały, patrzy wprost na Savelia, nawet powieką nie mrugnie. Wygląda jak kamienna rzeźba. Martwa i pusta, za to jaka piękna. Ma ochotę rozejrzeć się dookoła, czy przypadkiem ktoś nie przypatruje się ich rozmowie. Wtedy jednak mogłoby się wydać, że się tym przejmuje - a przecież Sasha niczym się nie przejmuje. Na pewno nie tym, co ludzie o nim myślą i mówią. A mówią dużo, o tym jak uwodzi młode panny i je porzuca po jednej nocy, o tym jak jakim jest bękartem i demonem wcielonym. Nikt jednak do tej pory nie mówił, że młody Karamazov jest homoseksualistą - i choć w zasadzie też miałby to głęboko w miejscu, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę, to bardzo sobie nie życzy, by potem ta plotka odstraszała od niego naiwne niewiasty.
W końcu jednak trzeba się odezwać, toteż Sasha prostuje się, patrzy krzywo na dłoń Savelia i spogląda mu w oczy. Nieprzyjemnie i chłodno, ale jaki piękny jest ten chłód.
- Nie wydaje mi się - mówi krótko, surowo, zaciskając szczękę i patrząc na chłopaka przed sobą. Co ci się nie wydaje Sasha? Że byłeś poinformowany, czy uczeń przed tobą to na pewno Saveli, czy może jest twój? Twój. Sasha swoimi brzydkimi myślami chwilę zastanawia się nad tym sformułowaniem, jak bardzo jego jest Savieli i jak mógłby to wykorzystać. Jakoś pomija wzmiankę o egzaminach.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

błękitna

cień

18 lat

IX klasa

przeciętny

Bobaki, Odrodzenie

PisanieRe: Salon Główny   Czw Sie 04 2016, 12:29

Krzyżuję ręce na mojej piersi i patrzę na chłopaka z ukosa. Część mnie chce rzucić to wszystko w diabły, przecież nie dam się pomiatać temu chłopakowi, który może i ma seksowny zarost, przeszywające na wskroś, hipnotyzujące oczy, głos wprawiający w zniewalające drżenie cały Salon Główny i ciało, które sprawiało wrażenie wykutego w marmurze. Druga część mnie chce potraktować sytuację jako wyzwanie, spróbować okiełznać władczy temperament Karamazova i zbliżyć się do niego (zbliżyć? okiełznać? Niezły dobór słownictwa, Saveli). Udowodnić, że nie jest władcą każdej sytuacji, jak mu się wydaje.
Jest jeszcze trzecia część mnie. Trzecia część chce się całkowicie poddać tej jego władzy. Jeszcze nie wie jak, ale bardzo chce.
Biorę długi, głęboki wdech i robię małe kółko wokół własnej osi, próbując opanować moje galopujące myśli, galopujące na czarnym koniu wprost w czarną przepaść. Pewnie wyglądam idiotycznie. No bo przecież jestem idiotą.
- Posłuchaj, mi też się nie podoba cała ta sytuacja - próbujesz okłamać siebie, czy jego, Saveli? - ale już nie mogę się wycofać. Jeśli nie zdasz tych egzaminów, będę współwinny. - Przecież to bzdury. Mogę uciec od niego w każdej chwili. Nikt nie będzie miał do ciebie pretensji, woli się uganiać za sukienki, zamiast przykładać do nauki, jego sprawa. Ale nie mogę się ruszyć. Nogi mam jak z waty, jak to się mówi w takich sytuacjach.
Z nagromadzenia ambiwalentnych uczuć, jakie w tej chwili odczuwam, zaczyna wibrować moja złota broszka. Jeszcze by tego brakowało, żebym się teraz zamienił w zwierzątko. Ale trochę byś był chciał być jego zwierzyną łowną, co nie, Saveli?
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

półkrwi

wieszczy

18

VIII klasa

majętny

PisanieRe: Salon Główny   Pią Sie 05 2016, 02:25

Saveli plącze się i plącze w swoich myślach i zeznaniach, a Sasha stoi jak wryty, ucieka gdzieś myślami, zaraz wraca, ale Sorokin z tym swoim zachowaniem wciąż go rozprasza.
Karamazov patrzy na niego jak na idiotę, sam zapewne na takiego wyglądając. W końcu po tej chaotycznie długiej krótkiej chwili, unosi brew i rzuca chłopakowi chłodne, lodowate spojrzenie.
- Dlaczego miałoby mnie to obchodzić? - wyrzuca z siebie powoli, z miną jakby właśnie zdeptał jakiegoś bardzo obrzydliwego robaka i nie wiedział, jak się go pozbyć ze swojego buta. Kto wie, co bardziej go odrzucało - myśl, że Sorokin ma mu udzielać korepetycji, czy sam fakt, że ktoś mu w tej nauce ma pomagać. W rzeczywistości Sashę odpychała zarówno myśl o współpracy z jakimkolwiek innym człowiekiem, ani w ogóle, żywym bytem, jak i dodatkowa nauka do zajęć, z których nie zamierzał mieć wybitnych wyników. Zresztą, czy Sasha potrzebuje pomocy? Oczywiście, że nie. Po prostu za cholerę mu się nie chce i ciepłym moczem zlewa wszystko, co mu nie przypasuje. Planował wziąć się pod koniec roku do roboty i pozdawać wszystko celująco - jak zawsze, gdy znalazło się w nim choć trochę zaangażowania. Ale skoro tak stawiają sprawę nauczyciele to - O NIE! Nie ma takiej opcji! Chcą robić z Sashy idiotę? To niech mają za swoje, idioty chcą to idioty dostaną!
- Mam swoje arcyważne sprawy do załatwienia, które nie powinny cię w żaden sposób interesować - wtrącił i wskazał na niego dłonią, w której obracał papierosa. Założył go za ucho i rozparł się nieco, starając się zachowywać, jak na prawdziwego Sashę przystało.
- Więc załatw swoje problemy z kimś innym, bo mnie to szczerze gówno obchodzi. Jasne?
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

błękitna

cień

18 lat

IX klasa

przeciętny

Bobaki, Odrodzenie

PisanieRe: Salon Główny   Sob Sie 06 2016, 01:48

Saveli, będąc naocznym świadkiem tego, jakim Sasha potrafił być ogromnym bucem, ignorantem i samolubem, prawie traci całe naiwne zauroczenie, które do niego czuł. Prawie. Bo Sashy przecież pasował ten sposób bycia, jak nikomu innemu, coś, co z reguły Saveliego odpychało, w tym wypadku działało na chłopaka jak magnes. Gdyby był dziewczyną, już dawno dołączyłby do wianiuszka wykorzystanych przez Karamazova panienek. I nie żałowałby ani minuty.
Saveli oczywiście nie potrafił wytłumaczyć swojej obsesji, ale zdawała się po prostu mieć sens, wpisać się w pewien klasyczny dyskurs nastoletniej miłości, Karamazov był mężczyzną klasycznej, greckiej niemal urody, obiektywnie piękny, powszechnie pociągający, co w jakiś pokręcony sposób dla Saveliego legimitymizowało jego homoseksualizm. Tak, to było to, mógł poczuć się jak normalny nastolatek (czy może bardziej nastolatka), zafiksowany na punkcie niedostępnego bad boya.
Co nie zmieniało faktu, że Karamazov nie tylko był niedostępny, ale także grał idiotę, albo po prostu nim był.
- Arcyważne sprawy? - Saveli nie ukrywa pogardliwego uśmiezzku, który choć raz zastąpił otępiałe rozmarzenie, które zdominowało wyraz jego twarzy. - Czy tobie się wydaje, że w tydzień nauczysz się transfiguracji? Ty w ogóle chodziłeś na zajęcia?
Saveli z zaskoczenia chwyta papierosa znad ucha Karamazova, całkiem niespodziewanie czując przeszywający go dreszcz, gdy jego palce muskają najmniejszy fragment ciała Sashy. Kładzie papierosa na dłoni, jego usta szepczą Subekto i bez większego wysiłku zamienia papierosa w malutkiego, papierowego motyla.
- Strelana - wymawia następnie i motyl, z trudem, bo z trudem, ale zaczyna trzepotać swoimi małymi, papierowymi skrzydełkami, unosząc się w górę.
Kolejne zaklęcie, i motyl staje się małym, papierowym kwiatkiem, który powoli opada z powrotem na dłoń czarodzieja.
-  Pokaż, że chociaż znasz podstawy.
Saveli po chwili zdaje sobie sprawę, że po prostu chce młodemu Karamazovi zaimponować. To nie jest pokaz umiejętności, ale desperacji. Saveli mocno się rumieni, czując, że się tylko wygłupia.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

półkrwi

wieszczy

18

VIII klasa

majętny

PisanieRe: Salon Główny   Nie Sie 07 2016, 20:58

Wyjątkowo idiotycznie musi wyglądać Sasha, z delikatnie rozdziawionymi, skrzywionymi ustami, nastroszonymi brwiami i oczami, które wyrażały jednocześnie zdziwienie i szczerą nienawiść.
Co ten gość właściwie od niego chce? Zakochał się podlotek i próbuje zatrzymać go przy sobie za wszelką cenę? Czy faktycznie ktoś kazał mu pomagać Sashy w nauce, a jego desperacja i kujoństwo nie pozwala mu odpuścić?
Początkowo uważał tą sytuację za dość zabawną, jednak z każdą chwilą narasta w nim irytacja. Jest na tyle wzburzony, że po raz pierwszy od dawna, ciężko mu dobrać właściwe słowa.
- Przepraszam, kim dla siebie jesteśmy, że cię interesuje, czy chodzę na zajęcia czy nie? - pyta powoli przez zaciśnięte zęby, starając się utrzymać chłodny ton głosu. Jak na Sashę - niedaleko mu do tego, żeby wybuchnąć. Obecność i zachowanie Savielego jest na tyle rozpraszające, że przejęty Sasha nie zdąża zareagować na ruch chłopaka i kradzież papierosa. Jak osłupiały patrzy, gdy wykonuje zaklęcie, jednak nie z powodu bycia pod wrażeniem jego umiejętności. O nie, w żadnym wypadku. Po prostu ze wszystkich sił stara się trzymać emocje na wodzy i nie rzucić na chłopaka, dusząc go przy ścianie. Nie byłoby to wcale takie trudne. A jaka by to była rozkosz.
Chowa jednak w sobie tę chęć, tak samo jak zbluzgania go przy wszystkich uczniach. Podejrzewa, że niektórzy z nich obserwują to ich małe przedstawienie. Zresztą, nic dziwnego, Sasha raczej był obiektem, za którym ludzie się rozglądali szepcząc między sobą obelgi i plotki, ale nic ponadto. Nigdy nie wdawał się w dyskusje z ludźmi, chyba, że była to jego kuzynka A tutaj proszę, jaki dialog!
Sasha śmieje się pod nosem, gdy słyszy polecenie Savelia.
- Żartujesz, prawda? - pyta, wciąż chichocząc. Chwilowo zapomina nawet o kradzieży papierosa.
- Nie muszę ci niczego pokazywać. Zresztą, nie mam ochoty - mówi i obdarowuje chłopaka pięknym uśmiechem, po czym odwraca się do niego plecami, gotów ruszyć korytarzem tam, gdzie zmierzał wcześniej. Ma nadzieję, że chłopak nie będzie go więcej zaczepiał.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

błękitna

cień

18 lat

IX klasa

przeciętny

Bobaki, Odrodzenie

PisanieRe: Salon Główny   Nie Sie 07 2016, 23:12

Saveli stoi jak wryty, kompletnie zdruzgotany. Bierze głęboki oddech, a później i kolejny i kolejny, gapiąc się na odchodzącego bezceremonialne chłopaka. Był wściekły na siebie, upokorzony, pokonany. Tylko że Sasha nadal go pociągał. Czuje... podziw do jego stanowczości, indywidualności, manipulacji i opanowania. Cały dygocze, oczy napełniają mu się łzami, ale i tak nie może oderwać wzroku od jego idealnego uśmiechu i oddalającej się teraz sylwetki.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że przecież Sasha ma rację. Absolutnie nic ich nie łączy, jego niezdrowy pociąg nie ma żadnych podstaw, nie są nawet na tym samym roku. Oczywiście, że jest skończonym dupkiem; nie przyjmuje pomocy, o której Saveli jest przekonany, że potrzebuje, jest ostentacyjnie nieprzyjemny, prawdopodobnie nie ma w sobie za grosz empatii.
Ale jest w nim siła, która sprawia, że Saveli czuje się jak pod wpływem okrutnego zaklęcia.
Odbiło mi, prawda? Czuję coś bardzo niezdrowego, coś co powinienem teraz zakończyć i już więcej do tego nie wracać. Ale...
Ale Saveli nie potrafi odpuścić, nigdy mu to za bardzo nie wychodziło, tak jak wtedy, gdy wysyłał walentynki chłopakowi z sąsiedztwa, który podbił mu oko w bójce, więc wychodzi z Sali, ale ani myśli żartować, wychodzi z bardzo konkretnym planem, który prawdopodobnie zakończy się bardzo paskudnie.
Ponieważ Saveli jest też wściekły, bo gdyby był dziewczyną, jego zauroczenie nie byłoby takie absurdalne i beznadziejne, bo gdyby był dziewczyną nie musiałby uciekać wzrokiem od przystojnych chłopaków, gdyby był dziewczyną nie dostałby w twarz za próbę flirtu, nie byłoby desperacji, ukrywania się i wstydu.
Ale przecież Saveli jest cieniem. Nie oglądając się już za siebie, zamyka drzwi do Salonu Głównego.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Salon Główny   

Powrót do góry Go down
 
Salon Główny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: