IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Łazienka chłopców

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieŁazienka chłopców   Pon Kwi 04 2016, 23:22

Łazienka chłopców

Łazienka to dość przestronne miejsce, które znajduje się w skrzydle chłopców. Ściany wyłożone są drobnymi, granatowymi płytkami ułożonymi w fantazyjną mozaikę, która przypomina rozgwieżdżone niebo; posadzka za to zrobiona jest z białego marmuru. Po lewej stronie od wejścia do łazienki znajduje się rząd kabin prysznicowych z oszronionego szkła, a po prawej – ubikacje, również w kabinach, a także rząd umywalek ozdobionych białym szkliwem craquele z błękitnymi pęknięciami. Nad umywalkami znajdują się trzy krany, dwa z wodą – ciepłą i zimną – oraz środkowy, z którego leci płynne, łatwo pieniące się mydło o zapachu lawendy. Głównym źródłem światła są dwa kryształowe żyrandole, które zawieszono po każdej ze stron pomieszczenia.
Powrót do góry Go down
avatar

watch the world burn

tam, gdzie melodia ulotna

czysta

siedemnaście lat

VIII klasa

ubogi

często zawodzi

pałkarz w Bełtach

PisanieRe: Łazienka chłopców   Sro Cze 15 2016, 13:55

Senne bielmo rozlewa się na zamglonej tęczówce, drży jak w transie, wsuwa się wprost za kurtynę zwieńczonych połamanymi rzęsami powiek, a wszystko to ujęte w ramach pejzażu czerni, namalowanego niewyspaniem. Niby jestem tu obecny, serce wcale nie spowalnia, wyrywa się z klatki piersiowej zbyt szybko. Niby jestem, ale przecież nie ma mnie wcale. Nastąpił rozdział ciała od umysłu, chyba trwam na jawie, lecz w letargu, poruszam się jak zawsze, potykam się - również jak zawsze, przemieszczam arytmicznie, chaotycznie, zdążyłem nawet rozdrapać nieregularną fakturą ściany zasklepioną upływem czasu ranę na odsłoniętym przedramieniu (podczas nocnej wędrówki do świtu koszulka zadarła mi się jakoś tak śmiesznie, jeden rękaw zrolował się i utknął za odstającą od ciała pod dziwnym kątem łopatką).
Wiesz, oczy mam w Twoim ulubionym kolorze (wcale nie przyszło mi z łatwością łamanie sobie języka myśli tym paskudnym przekładańcem sylab, ale odczułem dziwą satysfakcję, gdy potrafiłem już bez chwili namysłu wyrzucić z siebie pentahydrat siarczanu miedzi dwa) - teraz jednak zachodzą mgłą, sam staję się tylko dzieckiem w oparach sennych miraży. Jedna noga po tej stronie świata, druga gdzieś w krainie oniryzmu.
Coś mi się tu nie podoba, coś bym chyba poprawił, tylko gdzie? Tylko co? Szeleszczę strumieniem wody, resztką obgryzionego paznokcia przekłuwam lawendowe bąbelki, opuszkiem palca żłobię w kafelkach, kradnę Twoją rzęsę (i prawo do życzenia), zbłąkaną na linii kości policzkowej, moszczę się niebezpiecznie blisko, przyciągany siłą karykaturalnej grawitacji. Widzisz chyba, że jestem jakiś nieswój? Czy wiesz już, co się ze mną dzieje?
Siadam na mokrej posadzce i zadzieram głowę, aż kręgi mnie bolą od tego wyginania się. Palce prawej dłoni - kciuk oraz wskazujący - formułuję na kształt koła, przystawiam do twarzy, lewe oko zamykam, a potem bezgłośnie liczę, poruszając jedynie ustami i strunami (nie)świadomości. Ile ich się tam mieści, Monx? Owych gwiazd? Ile ich tam jest? Czy czasem nie za dużo? Nie tłoczą się za bardzo, nie tłamszą na niewystarczającej przestrzeni? Nie rejestruję tych myśli - pulsują, znikają, pojawiają się ponownie, gasną na zawsze w mojej głowie. Jedna tylko - najjaśniejsza w całej konstelacji pytań - powraca uporczywie.
- Czy gwiazdy są samotne? - zastanawia mnie to bardzo, wypowiadam na głos dudniącą echem myśl, która zdominowała w tym momencie wszystko inne.
Wiesz, czym różni się się infirmeria od influecji. Musisz wiedzieć, widziałem te słowa zaklęte na stronicach Twojego nieodłącznego atrybutu, gdy wypożyczyłem go tylko na chwilowe nieoddanie. Ale czy jesteś świadomy atomów tęsknoty, które budują nasz (wszech)świat od zarania dziejów? Myślisz, że one - tam w górze, nieśmiertelne - pragną efemerycznego istnienia? Marzą o ucieczce w nicość? O spłonięciu? A może wierzysz w to, że nasze dusze (czy mamy je w ogóle?) wzbijają się hen wysoko, zaczepiają o ciężki płaszcz granatowego firmamentu i trwają tam - już na zawsze, już po śmierci?
Liczy się tylko to pytanie - czy one są samotne? Bardziej niż my? Niż Ty? Nawet niż ja?
To nieważne, że pomyliłem niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni iluzji. Że wydaje mi się, iż wciąż tylko śnię. Że w moim mniemaniu jesteś jedynie złudzeniem optycznym umysłu (dlatego nie przejmuję się wcale przypadkowym, zainicjowanym przeze mnie dotykiem… ani tym, że słyszysz moje myśli).
Chcę wyśnić odpowiedź na swoje pytanie.
Powrót do góry Go down
avatar


Tobolsk, Rosja

błękitna

16 lat

VII klasa

bogaty

Alruana

PisanieRe: Łazienka chłopców   Czw Cze 16 2016, 19:26

Wyśnijcie ją razem.
Wzajemnie wyśnijcie sobie życia, niekończące się opowieści, wyśnijcie alternatywne światy, galaktyki, które ramię w ramię przemierzać będziecie, hucznie okrzykując się królami nieznanego. Wyzbądźcie się na ten czas resztek ograniczeń, stańcie się całym światem, niech kurz swoimi drobinkami osiada wam na harcujących myślach, tworząc nowe konstelacje nazywane waszymi nieziszczonymi koszmarami. Zmieńcie to wszystko w przerysowane do granic możliwości, do rozrywanych w napięciu szwów pacynki, kierowane tylko przez was. Moglibyście tak dużo. Tylko tu i teraz, bez niedyskretnych spojrzeń kolegów wychylających się bezwstydnie zza drzwi niedomkniętych, przeciągających lubieżnie szyje, jak grube, obżarte sensacją koty wietrzące jeszcze odrobinę przyprawionych słoną duchotą rewelacji.
Zabawne są – te koty. Sierść stroszą za każdym razem, gdy powietrze zdaje się być coraz wyraźniej przesiąknięte niepowodzeniem; gdy woda w kranach przestaje lecieć ciurkiem, nie zagłuszając już szeptorozmów, a cichutkie kap, kap, kap echem rozbrzmiewa pod rozgwieżdżonym sufitem; gdy człapanie bosych stóp po mokrej posadzce staje się głośniejsze, wybrzmiewając zniechęcająco coraz bliżej drzwi; gdy urywane oddechy, maskujące pociągnięcia nosem, słowa ulotne palcem po szklanych taflach kreślone, obiecujące wyświechtane frazesy cichną, znikają, rozmywają się pod wpływem skroplonej wody wąwozami niezbadanymi wyznaczające nowe drogi oczekiwania. Podglądał je tak często oczami swoich nierzeczywistych towarzyszy, zbyt gwałtownie, zbyt ciekawsko wyszarpując im z trzewi każdy obraz, każde wrażenie, każde słowo nowo brzmiące notując na ciasno zaciśniętych zwojach umysłu, byleby więcej się zmieściło, byleby obszerniej wszystko zapisać. Szybko jednak grzebał ich głęboko w cmentarzysku pamięci, miejsce robiąc na cuda większe, migoczące kolorami, roztapiające się w palcach jak zbyt długo miętoszony kawałek plasteliny.
Gdy drzwi się otworzyły, serce podeszło mu do gardła. Nie lubił być zaskakiwany, gdy plecami odwrócony był do świata, gdy chował się za sobą, zostawiając niedopowiedzenia na posterunku. One nie potrafiły się witać, nie potrafiły być czujne, zawsze zawodziły, pozostawiając go w niekomfortowej sytuacji. Jak teraz, jak on zostawić musi pływające w prysznicowym brodziku zastygające w osobliwych pozach plastelinowe ciasto. Ile godzin minęło, gdy, siedząc na chłodnych kafelkach, ugniatał je w dłoniach dopóki jego fragmenty nie zasklepiać się zaczęły z liniami papilarnymi, pozbawiając go tożsamości? Ile ziewnięć dzieliło go jeszcze od poranka? Znasz odpowiedź na jego pytania, Ambroise? Chodź, usiądź tu obok, spójrz mu w oczy, poza nie, głęboko w czaszkę zerknij, zatop się w tej otchłani, w słowach, w zagadkach ciekawszych niż skrył w brulionie. Stań się na chwilę wróżbitą, wywróż mu z tej rzęsy rzeczy wielkie, do których go stworzono. Powiedz, powiedz, że też w to wierzysz, tak żarliwie jak on.
- Tylko, jeśli o nich zapomnisz. – Wiesz, to straszne. Zapomnienie. O sobie wzajemnie, o powietrzu, o fotosyntezie, o grawitacji, o niebie, o gwiazdach – za pewnik biorąc, że wszystko to musi być, bo zawsze było. Niezmiennie, od wieków, i trwać powinno w tej samej formie. Zapomnienie prowadzi do nieistnienia, a to pierwszy krok do końca świata. Wszystkich końców świata na raz. Spadają na głowę jeden po drugim, jak książki z nagle zerwanej półki.
Chodźcie stąd szybko, nie pozwólcie sobie zapomnieć. Tu wszak tak łatwo wszystko spuścić wraz z wodą; w dormitorium, w salonie, przy kominku o zapomnienie nieco trudniej. Chodź, Ambroise, to nie miejsce dla was.

Ambroise i Monx z tematu
Powrót do góry Go down
avatar

watch the world burn

tam, gdzie melodia ulotna

czysta

siedemnaście lat

VIII klasa

ubogi

często zawodzi

pałkarz w Bełtach

PisanieRe: Łazienka chłopców   Sob Lis 05 2016, 20:54

: ((((((((((

W tym śnie wszystko jest na opak (niezmiennie mnie to nie dziwi). Koraliki myśli pękają, rozsypują się w mojej głowie, gubię większość z nich. Nie szukam żadnego; znajdujesz je Ty - przez przypadek (wierzysz w przypadkowość zdarzeń? Zgadzasz się z założeniami - kolejne słowo na i z Twojego dzienniczka - indeterminizmu?).
Wiesz, to trochę irytujące. Zdaje się, że również teraz wiesz, jak powinna brzmieć odpowiedź. - To nie może być takie proste - mówię przekornie; ale przecież słyszę, że w Twoim głosie pewność trwa niewzruszona.
Powiedz mi, jak odpowiedź na pytanie, które zawiera w sobie cały wszechświat, może zmieścić się w zlepku kilku głosek? Naprawdę myślisz, że to możliwe, Monx? To właśnie Tobie udało się zakląć ją w nonszalancko wypowiedzianym zdaniu...? Nie jestem pewien, czy to wykonalne, ale… skoro nieskończoność zawiera się w wielokropku, w spłaszczonej, przygniecionej metafizyką ósemce i w wyrazie czternastoliterowym… to... chyba wierzę. Chcę Ci wierzyć.
- Nie zapomnę - składam przysięgę? Wobec Ciebie, wobec otaczających mnie zewsząd gwiazd już nie tak samotnych. - Więc nie boją się samotności... lecz samego zapomnienia? - nie potrzebuję Twojego potwierdzenia; chodzi o samą możliwość zasmakowania tej odpowiedzi. Brzmi mądrze. - To tak jak ja - dodaję chwilę później; mnę Twoją rzęsę, wyginam ją, zginam w pół, rozprostowuję. Zaklinam w ucisku opuszków palców, które przypominają teraz dwa nachodzące na siebie półksiężyce. Jeden w kształcie litery d - zmierzający do pełni kształtów - drugi niczym jego odbicie lustrzane. Naciskam najmocniej, jak tylko potrafię - cienka linia odprysku Twego ciała ginie pod naporem mojego, przytłoczona siłą dwóch satelitów mej dłoni. Dopiero wtedy wypowiadam swoje życzenie. - Nie chcę znowu zostać zapomnianym - to takie łatwe, senne marzenie utkane głosem, w którym próżno szukać ściegu skrępowania, zażenowania.
Jesteś tylko gościem w mojej głowie. Nie możesz mnie przecież oceniać, prawda? Ale wypowiadając te słowa szukam zrozumienia w Twoich oczach (wielkości skurczonych planet).
Czy wymagam od Ciebie, byś stał się strażnikiem mojego snu? Chyba nie. Tylko że sam odnajdujesz się świetnie w tej roli. Dlatego idę za Tobą posłusznie.

idę za Monxem - zt
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Łazienka chłopców   

Powrót do góry Go down
 
Łazienka chłopców
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: