IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Klasa nr 204

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

PisanieKlasa nr 204   Pon Kwi 04 2016, 23:01

Klasa nr 204

Dziesięć długich ław ustawiono na wprost prostego, niewielkiego biurka profesora, równolegle do okien, dzięki czemu pod drugą ścianą znajduje się dość miejsca, by móc swobodnie się przemieszczać i jednocześnie mieć dostęp do książek znajdujących się w kredensach. Mimo wszystko jest to dość niefortunnie ułożenie, bo podczas nudniejszych wykładów, uczniowie z niemałą przyjemnością wyglądają przez duże okna, bardziej interesując się tym, co dzieje się na błoniach i nawet postać profesora nie jest w stanie przywołać młodych adeptów magii do porządku.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

32 lata

przeciętny

nauczyciel geografii świata

PisanieRe: Klasa nr 204   Pon Maj 09 2016, 17:34

Więc tak na wstępie zanim zacznę posta lekcyjnego ustalam pewne założenia, po moim poście macie 24h na odpisanie, pojawienie się na lekcji, (chyba, że wszystkie zdeklarowane osoby odpiszą szybciej to i ja zareaguje uprzednio wcześnie), oprócz osób, które uprzedziły mnie o swojej obecności zapraszam oczywiście wszystkich innych chętnych zasada jest ta sama. Następny mój post będzie jutro o godzinie osiemnastej i tak przez siedem dni ( w założeniu bo to się jeszcze może zmienić.)
Osoby, które nie zdążą z jakiś powodów napisać swojego posta do jutra do 18, niech przychodzą później, spóźnienie to nie koniec świata.
No dobra to chyba tyle, jak coś wymyślę jeszcze to wam napiszę, ze wszystkimi pytaniami zapraszam na pw. //

Cyril przyszedł wcześniej do sali lekcyjnej. Jego pierwsze zajęcia z młodzieżą, ta wizja z każdą minutą napawała go coraz większym przerażeniem, a co jeśli zrobi coś głupiego, potknie się, albo rzuci jakimś tekstem w stylu Bratysława leży w Norwegii.  Na tą myśl szybko spojrzał na rozwiniętą mapę Europy, dobrze, Bratysławy nie ma w Skandynawii. Ciche westchnięcie ulgi, po czym jeszcze jedno niepewne spojrzenie w przypadku gdyby ta okropna mapa starała się zrobić z niego durnia. Kiedy w końcu po chwili walki na spojrzenia, ze starym płótnem doszli do obopólnego porozumienia wrócił do przygotowywania sali. Powoli rozłożył po atlasie nie jedną parę, przez chwilę zastanawiał się czy nie lepiej było by dać każdemu jego własny, po chwili jednak zrezygnował, nie wiedział ile osób postanowi pojawić się na jego zajęciach i nie chciał, żeby potem okazało się, że dla kogoś nie wystarczyło.
Kiedy skończył rozkładać atlasy, magicznie rozwiesił jeszcze kilka map, szybkim zaklęciem przyzwał swój magiczny globus i czekał. Niepewne spojrzenie w stronę zegara. Czemu znowu przyszedł za wcześnie, teraz będzie tu siedział.
Wzdycha ciężko po czym bierze podręcznik do ręki. Spokojnie otwiera go na pierwszej stronie i zaczyna czytać. Człowiek a środowisko naturalne. Zaczyna się dobrze. Przechodzi mu przez myśl i po czym przerzuca na następną stronę.
Pan Kuragin może przysiąc, że zamknął oczy tylko na jedną krótką sekundę, a w zasadzie on ich wcale nie zamykał tylko mrugnął, na pewno to było tylko krótkie mrugnięcie, więc jakim sposobem jego lekcja miała się zacząć już za pięć minut. Stres, który na czas krótkiej drzemki odpłynął gdzieś po za obręby świadomości nauczyciela teraz wrócił ze zdwojoną siłą. Mimowolnie Kuragin przygryzł lekko wargę po czym czekał. Czas płynął powoli, czy tylko on miał wrażenie, że ta minuta trwała godzinę, a może i dzień, nie to na pewno był rok.
Czując, że nie wysiedzi jeszcze tych kilku minut Geograf podnosi się i szybko zaczyna kroczyć wzdłuż tablicy, zapominając na nowo o całym świecie, aż do czasu.
Powrót do góry Go down
avatar


Budapeszt, Węgry

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Panacea, Werniks

PisanieRe: Klasa nr 204   Pon Maj 09 2016, 18:03

Naturalnie Ula musiała pojawić się na lekcji swojego kuzyna, specjalnie dla niego zapisała się na lekcje geografii, które przecież wcale nie wiązały się aż tak bezpośrednio z tym kim chciała być po szkole. Z drugiej strony zielarstwo jest połączone w dość szeroki sposób z geografią, więc nic nie straci przychodząc na zajęcia. Ma jednak wrażenie, że przez to, że uczęszcza do Panacei, jest już miliony lat świetlnych poza tym co jest wymagane na zajęciach. Ich profesor był przecież wspaniały. Ale Uliana wierzy w swojego kuzyna, profesora jak ma teraz go nazywać. Postanowiła zachowywać się absolutnie poważnie i nie chichotać z tyłu sali, nie wywalić z CYRYLKU nie robić nic okropnego, wszak była poważną damą.
Wchodzi do klasy jako któraś z kolei. Dyga przed profesorem z lekkim uśmiechem i idzie do ławki. Odszukuje spojrzeniem znajomych, wybór pada na Alisę. Była względnie bezpieczną partnerką, bo wiedziała wiele. No a pomimo to, przecież nie będzie jej na lekcji geografii prawiła kazań, żeby sobie Walewskiego odpuściła i się skupiła na Aristovie. Więc Alisa, niech będzie Alisa. Nie pomyśli przynajmniej, że Ula się na nią obraziła, chociaż od felernego spotkania z Livią w salonie nie zamieniły zbyt wielu zdań. Może po prostu Ula jej unikała, a może nie miały szansy się widzieć.
Sama Uliana wygląda jeszcze na nieco nieogarniętą. Spogląda niemrawo po innych twarzach, szukając tej jednej, która mogłaby poprawić jej humor. Ale Andrieja nie ma.
- Jak tam, gotowa do lekcji? - zagaduje koleżankę a później wyciąga z torebki jakiś zeszyt. Tym razem wcale nie ozdobiony serduszkami, a przecież tak wyglądały wszystkie jej zeszyty od dwóch lat.
Powrót do góry Go down
avatar

Trust is like a paper. Once it is crumpled it can not be perfect... again.

Kazań, Rosja

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Klasa nr 204   Pon Maj 09 2016, 18:16

Zawsze była punktualna. Tego dnia nie mogło być inaczej - wstała jeszcze przed Slavą, która jeszcze smacznie drzemała, kiedy Alisza brała poranny prysznic i suszyła swoje jasnoblond kosmyki ręcznikiem. Prędko ubrała się, pilnując, aby nie rozedrzeć swoich nowych, cienkich rajstop, co często jej się to zdarzało, a następnie udała się na śniadanie do jadalni. Wypiła kawę z mlekiem, zjadła tosta z dżemem, a nawet zrobiła kilka zdjęć nowemu nauczycielowi, prawdopodobnie temu od botaniki. Planowała iść od razu do klasy dwieście cztery, gdzie miała się odbyć ich pierwsza lekcja geografii w tym roku, ale - korzystając z tego, że ów sala i skrzydło dziewcząt znajdowało się na tym samym piętrze - wstąpiła na chwilę do sypialni, aby nasypać Kliszy garstkę pestek z dyni na parapet, gdyby tego dnia nie mogła znaleźć dla niej czasu. W końcu skierowała swoje kroki ku klasie numer dwieście cztery. Była pierwsza. Cóż, nie powinna się dziwić, pewnie Slava i jej pozostałe współlokatorki dopiero zakładały na siebie pośpiesznie mundurek. - Dzień dobry - powiedziała bardzo grzecznie Aliszka, pocierając swoją srebrną odznakę Komitetu Dyscyplinarnego i uśmiechając się do nowego profesora. Odrzuciła jasny warkocz na plecy i zajęła miejsce w drugiej ławce, tuż pod oknem. Ot, bezpieczne miejsce. Nie za blisko, nie za daleko. Wyjęła notes, kałamarz, pióro, nawet różdżkę ułożyła na krańcu ławki, choć wątpiła w jej użytek na lekcjach geografii. Rozejrzała się dookoła - wszędzie było mnóstwo map, atlasów, globusów. A profesor Kuragin w dalszych ciągu krążył z jednego krańca tablicy na drugi. Przez chwilę Alisza planowała porozmawiać z profesorem, spytać, jak udały mu się Kołowianki i czy pamięta ją z feralnego spotkania przy zagrodzie, ale darowała sobie tę gadkę-szmatkę w momencie, gdy w klasie masowo zaczęli pojawiać się uczniowie, prowadzając stłumione rozmowy. Nagle wśród nich rozpoznała Ulę - Alisza pomachała jej, po czym uśmiechnęła się leciutko, gdy Gardonyi zajęła miejsce obok niej. - Zawsze jestem gotowa - odparła w odpowiedzi na pytanie koleżanki, wzruszając ramionami. - Twój kuzyn wydaje się być zestresowany - zauważyła po chwili trafnie, gryząc powolutku końcówkę gęsiego pióra.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Klasa nr 204   Pon Maj 09 2016, 21:26

Geografia. Tak wiele od niej zależy. To właśnie ona uczy, gdzie leżą odpowiednie gleby do uprawy winogron, jaki klimat jest najlepszy do uprawy winogron czy jakie miasto jest stolicą Gruzji. Wiedza, którą zdobywa się na tym przedmiocie jest niezwykle praktyczna i pożyteczna, więc właśnie to zadecydowało o moim wyborze. Lubię, gdy coś przydaje się w życiu, chociaż moje usposobienie może świadczyć o czymś zupełnie odwrotnym. Jednak jak w innym razie mógłbym interesować się magią uzdrawiania? Czy zielarstwem? Wszystko to miało swoje korzenie w byciu praktycznym i możliwości widzenia efektów swojej pracy. Tak samo jak z grą na gitarze. Od razu po uderzeniu strun można było usłyszeć, jaki dźwięk wydają.
A teraz mamy nowego nauczyciela. Nienawidzę takich sytuacji, nienawidzę zmian ugruntowanych przyzwyczajeń, stanów rzeczy, które wybijają człowieka z rytmu, stawiają go w obliczu nieznanego, każą na nowo się przyzwyczajać. Jednak to wciąż geografia, wciąż ten sam przedmiot, który przecież lubię. Nie bez powodu go wziąłem, nie potrafiłbym uczyć się czegoś, czego nie lubię. Robię to co prawda z tymi obowiązkami, ale to naturalnie zupełnie inna bajka. Trochę się stresuję, trochę nawet bardzo, przed tym nowym doświadczeniem, ale próbuję oszukiwać się, że tak nie jest. Mówię sobie, Beso, spokojnie, nic się nie stanie. Myślę o mamie, o jej uspokajającym głosie, włosach podobnych do moich. Tych, w których można bezpiecznie ukryć twarz, gdy rzeczywistość nie jest taka, jak być powinna. Milan nie chodzi ze mną na geografię, ale dam sobie radę, dam radę.
Pocieszającym jest, że nie tylko ja widocznie czuję się zdenerwowany. Po profesorze Kuraginie krążącym pod tablicą również można poznać, że się stresuje. Podnosi mnie to na duchu. Czyli on też jest człowiekiem, nie kolejnym spiętym nadczłowiekiem. Miotam szybko spojrzeniem po sali. Odnajduję Ulianę, do której uśmiecham się blado, to i tak dużo jak na stan, w którym się znajduję. Szybko znajduję miejsce tuż za nią i jej koleżanką. Tuż koło okna, aby świat był blisko mnie, a uczucie stłamszenia daleko. Teraz jest geografia, mogę udawać, że nie jestem w szkole tylko tam daleko, o czym będzie mowa.
Powrót do góry Go down
avatar


Pierdiełkino/Belgrad

błękitna

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Czarcie Włócznie, Świtezianka

PisanieRe: Klasa nr 204   Pon Maj 09 2016, 22:48

Dzisiejszy dzień... Dzisiejszy dzień zapowiadał się interesująco. Wieczorem udało mi się namówić Zhu Zhu i pozostałe lokatorki do zagrania w pizdgonga co skończyło się  małymi stratami - połamane palce, rozbite lustro w toaletce, rozsypana ziemia z donicy i ogromne siniaki. Ostatecznie  do końca semestru będę sprzątała sypialnię. Ech. Zhu Zhu jest moją drugą matką. Podziwiam ją za cierpliwość jaką wkłada w uczenie mnie cerowania skarpetek albo jak pilnuje, żebym oddawała wypracowania na czas. Jak to mama nie aprobuje mojego hajdukowego życia, ale zawsze opatruje moje rany dzięki czemu nie ryzykuję szlabanów. Nie do końca ufam szkolnej służbie zdrowa węsząc spisek z władzami Akademii. Rano ponownie usztywniała moje palce, bo przez noc zdążyłam się wyplątać z bandaży. Tym razem zastosowała nową maść i pewnie gdyby nie była moją mamuśką to nie pozwoliłabym jej na robienie ze mnie doświadczalnego pufka. Jak na razie nie dostałam wysypu pryszczy ani nie wyrosła mi trzecia ręka. Po śniadaniu rozeszłyśmy się w różne strony, mnie czekała nudna alchemia z której Andriej zgodził się dawać mi korepetycje. Reszta planu również nie zachwycała, aż przyszła pora na geografię. Nie mam pojęcia gdzie byłam kiedy zapisywałam się na te zajęcia. W drodze na trzecie piętro spotkałam Walewskiego, najwyraźniej mu się poprawiło po ostatnim laniu kijami. Wyrabia się chłopak, ale przed nim daleka droga. Muszę popytać Dragana czy zna jakieś lepsze metody wbijania zasad fechtunku dla leworęcznych. Kiedy byliśmy już prawie przy klasie spotkałam swojego wroga i nie była to Pućka, bo Pućkę lubię ale ta ruda parszywica, nie mogłam przejść obojętnie. Nie mogę znieść jej widoku odkąd zauważyłam ją z Siergiejem. Moim Sierożą! Mimo upomnień Andrieja wdałam się w pyskówkę i raz, dwa po chwili miałam w dłoni jej rude kłaki. Tą wrzawę na pewno było słuchać w klasie jak nie całym korytarzu. Biedny Andriej. Dał mi swoją haftowaną chusteczkę, abym tamowała nią krew z nosa. Przez ranne palce ucierpiała moja kordynacja, ale nie zapowiadało się na złamanie. Jeszcze dopadnę tą rudę sabakę i dam popalić. Mogą mnie nawet za to zawiesić w prawach adepta. Chcę jeszcze jej dowalić, ale Andriej mnie powstrzymuje i mówi, że się spóźnię na zajęcia. Protestuję gdy chce leczyć nos. Kochaniutki, Bregovicie nie marnują magii na byle otarcia. Mówię mu to, a potem poprawiam włosy i szatę. Żegnam się z Walewskim i wchodzę do klasy z przytkniętą do nosa niebieską chusteczką. W połowie była już czerwona.
- Dziń doby - witam się stłumiony głosem tuląc do siebie wolną ręką skórzaną torbę w której miałam potrzebne przybory i książki. Przelotnie zerkam na swoich kolegów i koleżanki siadając na pierwszym lepszym miejscu. W takich sytuacjach nie potrafiłam skupiać się na twarzach, dopiero gdy siedzę mogę kontemplować i plotkować z samą sobą na temat pućkowej spódniczki czy długości kija jaki dzisiaj połknęła Karamazova. Uśmiechnęłam się do Beso, zdając sobie sprawę, że mam przed sobą ponętne włoski Pućki. Oj.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

32 lata

przeciętny

nauczyciel geografii świata

PisanieRe: Klasa nr 204   Wto Maj 10 2016, 18:00

Nagle gdzieś na skraju świadomości Cyril słyszy jakieś głosy. Przez chwilę ma ochotę odrzucić je w tył swojej głowy i wrócić do bezcelowego krążenia przed tablicą. Chciałby móc to zrobić, jednak nie może, powoli wynurza się ze swojego zamyślenia i z szokiem spogląda na klasę, na te wszystkie wpatrzone w niego z ciekawością oczy. Czy mu się tylko wydaje, czy oni wszyscy czekają, aż zrobi coś głupiego. Lekko potrząsa głową, chce odrzucić zbędne myśli.
-Dzień dobry... Nazywam się Cyril Kuragin i jak wszyscy mam nadzieje wiecie będę waszym nowym nauczycielem Geografii.- Mówiąc te słowa wymuszonego wstępu, wzrokiem sunie po uczniach, którzy z mniejszym lub większym zainteresowaniem wpatrują się w jego osobę. Gdyby miał jakiś wybór pewnie powiedziałby zaraz, że pomylił salę, szkoły i w ogóle rzeczywistość i on tu tak samo jak oni trafił przez czysty zbieg okoliczności. Wie jednak, że nie może tego zrobić więc ciężko wzdycha po czym jeszcze raz przesuwa wzrokiem po zgromadzonych osobach. Szczerze mówiąc miał nadzieje, że przyjdzie ich trochę mniej, ale cóż powinien się cieszyć, że tyle osób chce się uczyć wiedzy o świecie.
-Jeśli ktoś właśnie uświadomił sobie, że pomylił klasy to ma teraz chwilę na przeniesienie się do wzywającego go miejsca we wszechświecie, a jeśli nie ma tu żadnych zabłąkanych dusz to chciałbym zacząć od wyjaśnienia sobie podstawowych zasad naszej wspólnej egzystencji na tych zajęciach.- Mówi, a w trakcie tej czynności zauważa, że trzęsą mu się ręce. Chcąc to ukryć szybko podchodzi do biurka, przez sekundę zastanawia się czyby nie usiąść, szybko jednak odrzuca tę opcję, bierze podręcznik do ręki i w ten sposób stara się ukryć zakłopotanie.
-Więc tak do zaliczenia tego przedmiotu konieczne będzie zdanie jednego sprawdzianu na ocenę pozytywną plus przygotowanie ustnej prezentacji na temat państwa z którego się pochodzi, w przypadku dużej ilości osób z jednego regionu będzie robić prezentację w grupie lub szczegółowa tylko o rodzinnym mieście. Wiem, że mamy tu w Akademii osoby różnych narodowości, więc dobrze wam zrobi jeśli będziecie mieli okazję z bliska poznać kultury i historię różnych państw.- Robi przerwę, kolejne spojrzenie na klasę. W uczniach udaje mu się wypatrzeć twarz Uli. Przez ułamek sekundy stara się odnaleźć w jej twarzy jakieś potwierdzenie czy dobrze mu idzie, czy może powinien już wyskoczyć przez okno. Nie ma jednak czasu na czekanie na jej reakcję i przesuwa wzrokiem dalej dziewczyna siedząca obok jego kuzynki wydaje mu się być znajoma, nie zastanawia się jednak skąd ją zna i wzrokiem już sunie dalej.
-No dobrze to skoro już ustaliliśmy mniej więcej na czym będzie polegać zaliczenie mojego przedmiotu czy macie może jakieś pytania.- Znowu krąży wzrokiem po sali. Nagle zauważa pannę Bregović i jej zakrwawioną chusteczkę przyłożoną do nosa.
-Czy wszystko w porządku? Może powinna panienka pójść do Oddziału Medycznego.- Mówi nie do końca pewny jak powinien się zachować z wielką nadzieją, że sam nie będzie musiał udzielać jej pomocy. Ze swoimi zdolnościami medycznymi jedyne na co go stać to pogorszenie obecnego stanu pacjentki.

//na odpis macie 25 godzin, następny post jutro o 19
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

brudna

18 lat

IX klasa

przeciętny

Panacea, Świtezianka

PisanieRe: Klasa nr 204   Wto Maj 10 2016, 23:21

Zazwyczaj zjawiał się na zajęciach punktualnie, ale tym razem coś udaremniło mu pojawienie się w sali na czas. Chociaż nie należał do grona prymusów, którzy wyczekiwali przybycia nauczyciela dziesięć minut przed rozpoczęciem, koczując przed drzwiami - ostatnimi czasy, zależało mu na tym, żeby w ostatnim roku podnieść swoją w gruncie rzeczy, niską frekwencję. W poprzednim, niestety nie mógł pochwalić się wybitymi osiągnięciami. A chociaż w kontaktach z rówieśnikami był dość wygadany, to w konfrontacji z nauczycielami pytającymi o rzeczy niemożliwe – radził sobie dość kiepsko, nie raz snując bujdy na resorach. Byleby tylko załapać do dzienniczka ocenę w miarę pozytywną. Spóźnił się. Zapukał. Raz. Dwa. Trzy. A później pociągnięciem klamki wszedł do pomieszczenia, rozglądając się od razu w pośpiechu po zebranych, aby upewnić się, że przyszedł do dobrej klasy. - Witam. - Znajome twarze zapewniły go w tym przekonaniu. Chociaż miał pewne wątpliwości. Szczególnie po spotkaniu się twarzą w twarz z nauczycielem który, co tu dużo mówić okazał się być tym dziwakiem, snującym się z nieszczęśliwą miną w dniu Kołowianków. - Przepraszam za spóźnienie. - Wydukał z siebie, w miarę opanowania spokojnie. Jak gdyby pomiędzy nimi nic przedtem poważniejszego się nie stało. Modlił się w duchu o to, żeby zapomniał. Wspomniany wyglądał mu na raczej wiecznie zabieganego. Może w tym całym splocie rozmaitych zdarzeń zapomniał o Baryshnikovie, Alisie i kuzynie dziewczęcia, Nikolaiu który nie potrafił wychować swojej kuny na ludzi. Zwierzęta. Chciał w pierwszej chwili ruszyć w stronę niedawno dręczonej jasnowłosej, ale kierując się głosem zdrowego rozsądku wybrał ławeczkę nieco oddaloną przy której nie siedział w tym momencie nikt. Timonie, Timonie - Ty mały ziemniaku losu. Wyciągnął na ławkę, z niewielkiej torby, notes zaopatrzony w pergaminowe kartki. A także kałamarz. Do kompletu z klasycznym, ptasim piórem którego szczerze nienawidził. Regularnie robił nimi na sprawdzianach kleksy, o notesie nie wspominając. Schowałby nos w książce, gdyby tylko miał ze sobą jakąś właśnie tego dnia. A tak, musiał zadowolić się udawaniem, że po prostu nie istniał. Wtapiał się, gdzieś tam w tło kiedy wypatrywał wszystkich znajdujących się w klasie. Siedział w środkowym rzędzie, mniej więcej w połowie. Ale bardziej na tyłach klasy. Utkwił spojrzenie w Beso, który jak zawsze wyróżniał się, spośród innych chłopców. Chyba tylko on miał tak śmiesznie puszyste włosy. Przywodził mu na myśl wyczesanego niestarannie pudla. Albo przynajmniej pieska salonowego. Taki Cocker Spaniel. Z naciskiem na to pierwsze słowo. Zdecydowanie tak. Westchnąwszy, wsparł mimochodem dłoń o policzek przechodząc kolejno od każdej osoby, którą miał w zasięgu wzroku.
Powrót do góry Go down
avatar

Trust is like a paper. Once it is crumpled it can not be perfect... again.

Kazań, Rosja

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Klasa nr 204   Wto Maj 10 2016, 23:50

Alisza nadal gryzła gęsie pióro, które zakupiła w Petersburgu wraz z Saszą, kiedy profesor Kuragin stanął na środku klasy i rozpoczął swój monolog. Słuchała z zaciekawieniem, notując nawet w notesie wzmiankę o warunkach zaliczenia geografii w tym roku, co było pewną odmianą po poprzednim nauczycielu - staruszek wymagał jedynie obecności na swoich dodatkowych zajęciach, uznając, że niepotrzebne testy i referaty będą stresować młodzież. Po chwili w jej notesie można było dostrzec drobne notatki pisane cyrylicą zajmujące całą stronę, które zawierały nie tylko słowa profesora, ale również jej własne spostrzeżenia. Bystrym oczętom Karamazovej nie umknęło zdenerwowanie Cyrila, dlatego leciutkim uśmiechem starała się dodać mu odwagi; oczywiście, o ile spostrzegłby twarzyczkę Aliszy wśród kilkunastu innych. Wydawał się być zapatrzony w Uleńkę, ale nikt nie powinien się dziwić - tylko ją znał w tej klasie, ona była jego podporą. Zwłaszcza w takim stresie. Uniosła rękę do góry w momencie, gdy geograf spytał uczniów o pytania, i - nie czekając, aż ją wywoła - zaczęła mówić. - Czy w tym roku również są przewidziane wycieczki krajoznawcze? - spytała, prostując się i odrzucając do tyłu swój jaśniutki warkocz, ciągle trzymając w dłoni pióro i w każdej chwili będąc gotową zanotować kolejne ważne elementy rozmowy w swoim notesie. Wiecznie przygotowana, skrupulatna Aliszka. Nagle otworzyły się drzwi - to niewątpliwie jakiś spóźnialski. Odwróciła głowę, pragnąc obdarzyć niepunktualnego jegomościa karcącym spojrzeniem, ale gdy spostrzegła, że w klasie znalazł się nie kto inny, tylko Timon - spłonęła rumieńcem i utkwiła wzrok w profesorze, czekając na jego odpowiedź. Na wzmiankę o Livii i jej krwawiącym nosie nie zareagowała. Jej sprawa, co sobą reprezentuje - w przypadku Bregović była to tylko i wyłącznie ujma na honorze rodu.
Powrót do góry Go down
avatar


Budapeszt, Węgry

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Panacea, Werniks

PisanieRe: Klasa nr 204   Wto Maj 10 2016, 23:51

Uliana słabo uśmiecha się w odpowiedzi na radosne obwieszczenie Alisy. No tak, przecież koleżanka jest okazem doskonałości. Taka sama była zawsze Uliana, energiczna i mocno zaintersowana tym, by pokazać jak wspaniałą jest uczennicą. Na lekcji kuzyna nie zamierza się opieprzać, to kolejny powód dlaczego usiadła z kimś kto będzie pilnował, by nie rozkojarzyła się zanadto.
Do klasy wszedł Beso, a usta Uli mimowolnie unoszą swe kąciki ku górze. Beso był niesamowicie uroczym chłopcem, który tworzył wspaniałą muzykę. Pewnie teraz miłe dźwięki wydawane przez jego instrument zaprowadzilyby Ulianę do łez, lecz w zeszłym roku potrafiła siedzieć zahipnotyzowana, aż Andriej czasami się z niej śmiał, że gdyby miała powiedziec co kocha bardziej - jego, czy gitarę Beso, to by nie umiała odpowiedzieć. Coś jednak było magicznego w tej muzyce, co nastrajalo Ulianę tak, że kiedy spotykała się później z Andrzejem, to odrazu miała melancholijny nastrój i kierowała ich rozmowy na tematy tak abstrakcyjne jak nazywanie ich wspólnych dzieci. Ona nazwałaby syna Stanisławem, a córkę Olgą. Andrzej zaś mówił, że Olga to zbyt rosyjskie imię jak na dziecko węgiersko-polskie i pytał o najdziwniejsze imiona, które Ula poznala na węgrzech. Gyöngyvirág, czyli konwalia, to zdecydowanie to, które zdziwiło Ulę*. No i nie wie, czy chciałaby nazwać córkę tak kwiatkowo, przy okazji skazując ją na to, że nie będzie kochala tych wspaniałych kwiatów. Ula na chwilę odwraca się do kolegi i posyła mu uśmiech, on jednak już spogląda za okno, jakby chciał stąd jak najprędzej wyjść.
Cyryl mówi typowe dla nauczyciela rzeczy, Alisa już notuje wszystko w głowie, Ula się prawie rozkojarza, aż wchodzi do sali Livia Bregovic. Cokolwiek ta dziewczyna chce tu robić, Ula się tylko modli, żeby nie wpadła na pomysł siadania w jej pobliżu. Niestety Livia kieruje się w najbardziej bliskie z bliskich posiedzenie, bo tuż za plecami Garodnyi. Jeszcze kiedy mija ławkę Uli, ta unosi spojrzenie i odkrywa kilka zaskakujących faktów. Po pierwsze: Livia chyba krwawi, po drugie: krwawi w chusteczkę Andrieja. Skąd Ula wie czyja chusteczka to ta błękitna? Bo taką samą podarowała Walewskiemu rok temu, wcześniej pół roku wyszywała na niej swoje inicjały. A on dał tę chusteczkę Livii żeby sobie nią wytarła nos? Zapłonęła w Ulianie jakaś niezdrowa zazdrość, ale przedewszystkim także złość. Ale jeszcze jedna rzecz nie dawała jej spokoju. Czy ten głos, który zabrzmiał w jej uszach tuż przed pojawieniem się krwawiącej na sali, to nie był dłos Andrzeja? Spogląda w stronę drzwi, ale są zamknięte.
To wszystko sprawia, że nie zadała stosu pytań jak zawsze, kiedy ktoś pyta, czy jest pytanie. Zamiast tego siedzi nabuzowana. Myśli jej w ekspresowym tempie przemierzają galaktykę. Tak, więc Livia ma chusteczkę Andrieja i co z tego? Ma jego chusteczkę, którą dała mu Ula, no bo pewnie miał tylko ją przy sobie. Więc nie wyrzucił jej, jest dobrze. Ale dał ją Livii. Dlaczego dał ją Livii, czy on nie wie, że to nie wypada? A może chciał żeby Ula zobaczyła to, może chciał ją zranić? Dziewczyna doszukuje się wszystkiego w tej zakrwawionej chustce i zanim myśli już reaguje na slowa nauczyciela.
-To ja może odprowadzę Livię do lecznicy, bo to rzeczywiście chyba nie jest dobry pomysł, żeby siedziała tu z nosem rozwalonym - i odwraca się, żeby spojrzeć na Livię. NO PRZECIEŻ to jest ta chustka! Uliana wpatruje się nie w dziewczynę, ale w kawałek materiału i jest tak przerażona, że to zaraz jej trzeba będzie robić reanimacje.


*hahahah polecam, super te imiona wegierskie sa tu
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Klasa nr 204   Sro Maj 11 2016, 01:21

Na lekcji pojawiła się i Katiuszka. Katiuszka to była mała dziewuszka, która ledwie co skończyła ostatnio pierwszą klasę. Ha, lekcja mieszana, dla wszystkich to przecież była, prawda? To i dla niej miejsce się znalazło. Poprawiła sobie swoje mysie warkoczyki i zajęła miejsce w jednej z ławek. W jednej z pierwszych, ażeby dobrze widzieć tablicę i mapy. Nie czuła się najlepiej, w brzuszku jej się trochę przewracało po dzisiejszym śniadaniu. Może to przez to, że zmieszała ogórka kiszonego z majonezem i pomidorem? Zapisywała skrupulatnie słowa profesora Kuragina (czy on nie był zbyt młody na taki tytuł?), a z każdym kolejnym ruchem pióra zieleniała na twarzy coraz bardziej.

K6, rzuca JEDNA osoba:
1,6- Katiuszka pisała, pisała... aż w końcu puściła przed siebie solidnego pawia.
3,4- Dziewczynka skupiła się na mapach. Czuła się jednak bardzo słabo i zemdlała! A mamusia mówiła, żeby uważać z jedzeniem, bo zaszkodzić może.
2,5- Tak się złożyło, że siedzisz za Katiuszką. Dziewczynka męcząc się z brzuszkiem... puściła siarczystego bąka cichacza.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Klasa nr 204   Sro Maj 11 2016, 13:53

Nie umiem zbytnio wchodzić w koligacje z ludźmi. Najbliższy jest mi Milan, siostra, to ludzie, na których się opiera. To konstelacja, układ słoneczny, w którym się kręcę, w którym czuję się najbezpieczniej, najlepiej. Chociaż oswoiłem się już dawno z chodzeniem na lekcje i egzystowaniem w tłumie nieznanych mi ludzi. Jestem posągiem, jestem rzeźbą, przeszkodą, którą omijają. Cieniem. Nic nie jest mi groźne. Na tyle, że potrafię się uśmiechnąć, minimalnie, ale zawsze, do Uli, która odpowiada mi takim samym wyrazem. To miłe, krzepiące. Sprawia, że czuję się odrobinę lepiej, gdy zajmuję swoje miejsce za nią. Nie przyglądam się jednak jej, ani jej towarzyszce, bo mam zawsze powtarzała, że nie przystoi się tak perfidnie gapić. Przyglądam się więc światu za oknem.
Nie długo, bo wchodzi ktoś jeszcze. Jedna z niewielu osób, którą mógłbym posądzić o przyjście zakrwawionym na pierwszą lekcję z nowym nauczycielem. Nie ma to jak dobre, pierwsze wrażenie. Przyglądam się jej jak idzie między rzędami ławek, nie wiem czy specjalnie czy nie, ale koniec końców ląduje obok mnie. Pomógłbym jej, ale nie wiem czy profesor pozwala na użycie magii podczas jego lekcji ani czy nie zrobiłbym jej większej krzywdy. Tylko Milo pozwala mi na sobie eksperymentować. To chyba prawdziwa przyjaźń czy jakoś tak.
- Trafiłaś na kogoś równego sobie? - pytam cicho, bez wyrzutu, całkowicie neutralnie, chociaż w mojej głowie maluje się obraz mojego własnego nosa po spotkaniu z jej pięścią. Ała. Zaraz potem skupiam uwagę na profesorze, który przerywa szmer rozmów. Słucham więc go uważnie. Nawet mi się podoba, myślę, chyba go polubię. Tylko potem mówi o tym zaliczeniu i wszystkie plany idą w niwecz. Prezentacje ustne, dlaczego ustne, dlaczego nie pisemne? Nie ma gorszej formy zaliczania przedmiotu niż występ przed całą grupą. To okropne. Mam nadzieję, że nikt więcej na sali nie jest z Gruzji. Nie chcę pracować z nikim obcym. Chcę sam, wolę sam.
Zaraz robi się małe zamieszanie, odrywa mnie od niechcianych myśli. Do klasy wparowuje Timon, Timon spóźnialski. Spoglądam na niego przelotem, ale nie bardziej niż każdy. Nie bardziej niż on, kiedy siada w końcu i patrzy się na mnie. Czuję, bo gdy ktoś kumuluje na mnie swoją uwagę to każdy jeden włosek na moim karku unosi się do góry. Znam to uczucie aż za dobrze.
Potem profesor zwraca na tamującą krwotok Livię, a potem Ula zabiera moją szansę na ucieczkę z tego miejsca. Wolałabym iść do pielęgniarki, mógłbym się dowiedzieć czegoś ciekawego. Jak zatrzymać krwotok, gdy Milo znów oberwie. Nie odzywam się jednak, głupio mi to proponować, nie zrobię tego Ulianie. Wzdycham tylko cicho, może Livia wybierz mnie sama. Toczę wzrokiem po klasie przede mną, widzę małą dziewczynkę, trochę za małą. Nie pasuje tutaj, chyba jest jej niedobrze. Inaczej niedobrze niż mi. Zaczynam się niepokoić, co może się stać.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Klasa nr 204   Sro Maj 11 2016, 13:53

The member 'Beso Sikvdili' has done the following action : Kostki


'k6' : 3
Powrót do góry Go down
avatar


Pierdiełkino/Belgrad

błękitna

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Czarcie Włócznie, Świtezianka

PisanieRe: Klasa nr 204   Sro Maj 11 2016, 14:43

Staram się normalnie funkcjonować jakby nigdy nic, bo to przecież lekcja a nie obiad w Sali Balowej, ale wszystko co pełza mi świadkiem, że krwawienie nie chce ustąpić. Przyciskam poranionymi palcami chusteczką z materiału od Andrieja, ale to chyba za mało. Na słowa Beso posyłam mu spojrzenie mówiące, że oszalał. No, ale nie wiedział czyje włosy mam w kieszeni. Gdyby nie lekcja i Andrzej to rudy małpiszon czołgałby się teraz do pielęgniarki. Chyba pierwszy raz targały mną takie emocje, że nie mogłam wysiedzieć na miejscu ani nie docierały do mnie żadne słowa nowego nauczyciela. Zainteresowanie paniami przede mną też nie było za wysokie, gdyby nie nos to kopałabym ich krzesła udając, że to Beso. Ledwo rejestruje przychodzących uczniów. Podrywam głowę kiedy czuję na sobie spojrzenia innych. Czemu się na mnie gapicie!?
- Co? A ne dzikuje. - odpieram tym samym przytłumionym głosem - Ni teba. Zaraz samo przedzie.
Wszyscy tak panikują jakbym co najmniej krwawiła ze wszystkich możliwych otworów, a to tylko nos. Zadławiłam się własną krwią kiedy do pomocy zgłasza się Ula. Zaraz chyba umrę. To chyba jakiś senny koszmarek i będę się całowała z Pućką. Inaczej to się nie może skończyć.
- Nie no na pawde - macham ręką, ale dotąd niebieska chustka zabarwiła się cała szkarłatem. To mnie przekonało. - No doba - wstałam ostrożnie poddając się tej godzącej w moją dumę kawalkadzie i za zgodą profesora wychodzę z Ulianą z klasy. W drzwiach mijamy małą dziewczynkę, którą prawie trącam łokciem bo idzie jakoś tak nieskładnie. Dziwię się co taki karzeł robi na lekcji geografii, ale zaraz Uliana sprowadza mnie na ziemię.

z.t Livia, Ula (?)
Powrót do góry Go down
avatar


Wilno, Litwa

brudna

19 lat

IX klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks

PisanieRe: Klasa nr 204   Sro Maj 11 2016, 17:53

Andriej, Andriej. Wraz z włosami stracił głowę bo dopiero po powrocie do sypialni zorientował się, że ma zajęcia, a właściwie to geografię na którą nie przypominał sobie, żeby się zapisywał. To było tak durne! Jeszcze niecałe dziesięć minut temu rozdzielał walczące ze sobą dziewczyny i wciskał Livię do klasy, kiedy zaraz sam musi tam pójść. Za dużo myślał o Ulianie. O tym jak jest dzisiaj ubrana, z kim rozmawia, czy spotyka się z Yurim, jakimi gestami go obdarza... Pospiesznie zebrał swoje rzeczy wrzucając do torby trochę na oślep co popadnie i prawdopodobnie Timon znajdzie tam coś swojego, ale musiał lecieć zanim dostanie upomnienie lub co gorsza szlaban. Kto tam wie tych nowych nauczycieli. Tu uśmieszek i gadka o miłości, a potem wieczory w kozie i błagania o ocenę dopuszczającą do egzaminu. W lustrze poprawił swoją nową fryzurę, która po agresywnym strzyżeniu wyglądała w końcu po ludzku. Kiedy Uliana i Livia oddalały się od klasy, Andriej z drugiej strony korytarza drałował starając się za bardzo nie dyszeć. Wszedł do klasy chwilę przed tym jak mała dziewczynka zemdlała. Zdążył tylko rzucić przywitanie w stronę profesora i usiąść z Timonem. Na nic innego nie było czasu bo rozpętało się piekło.


Ostatnio zmieniony przez Andriej Walewski dnia Czw Maj 12 2016, 01:36, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

32 lata

przeciętny

nauczyciel geografii świata

PisanieRe: Klasa nr 204   Sro Maj 11 2016, 19:01

Lekcja, wczoraj kiedy kładł się spać zastanawiał się co może pójść nie tak. W czasie okrężnej drogi tutaj zastanawiał się co się spierdzieli. Nawet krążąc pod tablicą, w jego głowie kłębiło się irracjonalne przeczucie, że lada chwila wszystko się spieprzy, że przed mrugnięciem oka wszystko będzie w porządku lekcja będzie szła jak trzeba, wszystko będzie działać, a w chwili, której na ułamek sekundy jego oczy będą zamknięte przez klasę przejdzie tornado zmian. Jak widać jeśli się o czymś na okrągło myśli to tak się dzieje, morał z tego taki, że lepiej nie myśleć, ech gdyby tylko ktoś powiedział o tym Kuraginowi dwa dni wcześniej. Nie uprzedzajmy jednak faktów i wróćmy do tych ostatnich chwil ciszy przed burzą.
W czasie jednej z przerw na oddech Cyril zauważył jak do jego klasy wchodzi spóźniony uczeń. Przez chwilę przyglądał mu się bez większego przekonania kiedy już po chwili przypomniał go sobie z dnia Kołowianek. W głębi siebie uśmiechnął się lekko z pobłażaniem do wspomnienia chłopaka po czym wrócił do mówienia. Kiedy skończył i nastała chwila ciszy na pytania, dostał to o co poprosił pytanie, od blondynki siedzącej obok Uli. Spojrzał na nią, ją też zaczynał kojarzyć to drugi element tego śmiesznego tandemu z magicznego odpustu.
-W planach mam kilka wycieczek. Przecież geografia polega na poznawaniu różnych miejsc, a nie da się tego zrobić w oparciu o same fakty. Jak macie uwierzyć, że w jakimś miejscu jest źle jeśli na własnej skórze nie poczujecie tego, po za tym podróże kształcą. Jeśli będzie na to czas i część z was zostanie z nami do końca następnego semestru to w ramach ostatnich zajęć przed końcem roku opowiem wam trochę o moich podróżach po świecie. Wracając jednak do pytania, jeśli uda mi się zdobyć zgodę dyrekcji i waszych rodziców to jak najbardziej odbędą się zajęcia w terenie.- Skończył swoją wypowiedź i potem wszystko zaczęło się psuć.
Kiedy Ula zaproponowała, że zaprowadzi swoją koleżankę do oddziału medycznego westchnął lekko z ulgą. Przynajmniej jeden problem sam się rozwiązał, już miał w myślach otwierać szampana kiedy jego nieme okrzyki radości przerwało wejście kolejnej osoby do sali.
Spojrzał na Andrieja, który wszedł do klasy spóźniony.
-Niech koledzy przekażą panu informacje dotyczące zaliczenia...- Nie zdążył dokończyć wypowiedzi bo się zaczęło. Nagle usłyszał jak coś ciężkiego upada na ławkę. Z lekkim przerażeniem, Cyril rozgląda się dookoła by odnaleźć źródło hałasu, a jest nim jakieś małe dziecko siedzące w pierwszej ławce. Czy ono oddycha? Twarz Cyrila, nagle robi się bledsza o trzy odcienie, nogi się lekko pod nim uginają i już sam ma zacząć mdleć gdy z pomocą przychodzi mu tablica służąca swoim oparciem.
Czemu cały świat się na niego uwziął. Najpierw jedna z rozciachanym nosem, teraz trup, co on takiego zrobił w poprzednim życiu.
Spokojnie Cyrilku, spokojnie oddychaj, grunt to oddychanie wszystko będzie dobrze.
Powtarza sobie w myślach po czym z wielkim trudem zbiera się do jakiejś względnej kupy. Przesuwa wzrokiem po sali i widzi, że koleżanka Uli ma odznakę. Spogląda w jej stronę z błagalny spojrzeniem, mając nadzieję, że łapią kontakt.
-Proszę, żeby zrobiła panienka listę obecności, dopisała do niej pannę Gárdonyi i pannę z rozwalonym nosem i czekajcie tu na mnie w ciszy i spokoju, odniosę to biedne dziecko pod opiekę medyków i zaraz do was wracam. Proszę o spokój.- Powtarza jeszcze raz bardziej do siebie niż do swoich uczniów po czym wyjmuje różdżkę i mrucząc pod nosem zaklęcie kieruje koniec różdżki w stronę kolejnego trupa. Ciało dziecka delikatnie podnosi się do góry i wychodzą z klasy.
-Wspaniały pierwszy dzień pracy panie Kuragin. - Mówi do siebie jeszcze na korytarzu.


//proszę nie opuszczać sali kolejny post w tym chaosie jutro o 19
Powrót do góry Go down
avatar

Trust is like a paper. Once it is crumpled it can not be perfect... again.

Kazań, Rosja

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Klasa nr 204   Sro Maj 11 2016, 23:15

Aliszka utkwiła nos w swoim notesie i nie unosiła głowy, dopóki nie otrzymała odpowiedzi od Cyryla na temat wycieczek - uśmiechnęła się do niego leciutko i kiwała głową w odpowiednich momentach, przytakując i dając mu znać, że rozumie i docenia jego starania. Oczęta jej zabłysły na wieść o opowieściach dotyczących podróży nauczyciela. Interesowało ją wszystko, co dotyczyło nowych miejsc, uwielbiała też historie, których nie mogłaby poznać w żadnym innym miejscu - również chciałaby podróżować, zdobywać świat, a za jakiś czas sama opowiadać o swoich przeżyciach, ale wiedziała, że to niemożliwe. Nie, dopóki żyje jej ojciec. Kiedy profesor Kuragin skończył już mówić, kiwnęła głową ostatni raz i nie powiedziała ani słowa więcej, utkwiwszy wzrok w swoim notesie. Czuła się nieco nieswojo z myślą, że gdzieś tam z tyłu siedzi Timon. Ciągle poprawiała nerwowo swój warkocz, nie mogąc się zdecydować, czy lepiej wygląda z przodu czy z tyłu, zaczęła bazgrać piórem zamoczonym w atramencie po nieskazitelnych zwykle marginesach. Szkicowała niezbyt umiejętnie wianek z wrzosów i niezapominajek, podobny do tego, który uplotła w ostatni dzień sierpnia - nagle na jeden z kwiatków spadł olbrzymi kleks, ponieważ Alisza drgnęła i utkwiła pełen niedowierzania wzrok w Ulianie. Czy Gardonyi naprawdę sama z siebie zaproponowała, że zabierze Livię do punktu medycznego? Naprawdę? Początkowo chciała odbiec ją od tego pomysłu, w końcu Bargović mogła zrobić krzywdę samej Uli albo ochlapać ją krwią, przecież była nieobliczalna, ale powstrzymała się. Nie powinna się wtrącać między je dwie - to nie była sprawa Aliszki, i mimo że często miała problemy z niewtykaniem nosa w nie swoje sprawy, tym razem odpuściła, poprzestając na życzeniu Uli  powodzenia, kiedy wstawała z krzesła. Powróciła do swojego bazgrania po marginesie - w międzyczasie w klasie pojawiali się spóźnieni uczniowie, a Cyril próbował zapanować nad bałaganem. Nie bardzo mu to wychodziło. Alisza westchnęła po chwili, widząc olbrzymiego kleksa na swoim rysunku. Odłożyła pióro - nie miała zamiaru kończyć rysunku. Z taką plamą, nawet najmniejszą, nie było już sensu. Uniosła głowę, kiedy profesor zaczął do niej mówić. Słuchała go z otwartą buzią, nie bardzo rozumiejąc, co się dzieje dookoła niej - dopiero po chwili spostrzegła omdlałą dziewczynkę leżącą na ławce i Cyryla próbującego wynieść ją z klasy do medyka. Kiwnęła niepewnie głową, a kiedy tylko wyszedł, wyrwała kartkę z notesu i zaczęła spisywać listę obecności. Niektórych znała, niektórych nie. Odwróciła się i położyła kartkę na ławce z tyłu, przy której siedział Beso. - Przypomnisz mi swoje nazwisko? - powiedziała miło, uśmiechając się do niego i zapisując nazwisko Timona tuż pod nazwiskiem Uli. Nagle jej wzrok padł na kolegę, z którym siedział Baryshnikov - zmarszczyła brwi. - Jesteś nowy? - spytała go, wychylając się nieznacznie i posyłając mu zaciekawione spojrzenie. Pod nazwiskiem Timona dopisała Livię, po czym zerknęła na Beso, oczekując od niego odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

brudna

18 lat

IX klasa

przeciętny

Panacea, Świtezianka

PisanieRe: Klasa nr 204   Czw Maj 12 2016, 00:37

Walewski, Walewski – to właśnie o nim pomyślał Baryshnikov. Zjawił się w progu sali. Widywali się prawie każdej nocy, w tym samym pokoju. Niestety, mieli także nieocenioną okazję do oglądania swoich wytarmoszonych czterech liter każdego poranka – za nic w świecie nie oddałby niezapomnianych chwil wpatrywania się, w prawie martwą twarz śpiącego kolei Andrieja. Rozumieli się. Osobiście dogadywał się z nim o wiele lepiej, niżeli z Jurkiem który niejednokrotnie na myśl przywodził mu tylko rozszczekanego, małego psiaka o nieskalanym zarostem licu. Powiedział ten, który sam regularnie dbał o to, żeby nie zapuścić brody. Zdarzało mu się próbować, ale w tym wieku nie miał dużych predyspozycji do tego, aby wyglądać jak trzydziestoletni podstarzały drwal w kraciastej koszuli, który różdżką piłował drzewa w pobliskim lesie – zamiast klasycznie. Karamzova chowała przed nim swoje pąsowiejące lica, na wspomnienie których czuł się dumny, niczym paw. Męskie ego, czasami dawało o sobie dobitnie znać. Spędzał naprawdę dużo czasu w towarzystwie dziewczyn – z nimi dogadywał się naprawdę dobrze, ale to nie sprawiło, że w pełni wyzbył się, wszystkich męskich aspektów które cichutko się kotłowały. - Moglibyśmy na pierwszą wycieczkę wybrać góry. Rozbicie się w okolicy jakiegoś jeziora też nie byłoby złe. Namioty. Ogniska. - Wtrącił. A przede wszystkim kąpiele, przy świetle księżyca. Uśmiechnął się, na myśl o ostatnim kiedy niepewnie machał dłonią w stronę Alisy. Oczywiście, że to właśnie ją próbowałby na takie zerwanie się, kiedy nauczyciel by zasnął nakusić. I to nie dlatego, że miał ochotę przyglądać się jej w ciemnościach. Liczyło się tutaj to, że po prostu razem złamaliby regulamin. Zrobiliby coś zakazanego. Zerknął kątem oka na Andrieja. Zastanawiał się, czy on także by ten pomysł podłapał. Słyszał, że miał na oku taką jedną dziewczynę, ale nigdy nie wgłębiał się w temat mocniej nie chcąc wyjść na ciekawskiego. Rozejrzał się. Krwawiące nosy, mdlejące dziewczynki. A do tego wszystkiego nauczyciel, który zostawił ich wszystkich pod opieką jednej z uczennic.  Nie wiedział jak powinien na  taki rozgardiasz zareagować. Udawał, że w tym momencie mrugał. Szturchnął Andrieja. - Mówiłem Ci, żebyś przestał wklepywać sobie w twarz te przeciwzmarszczkowe kremy. Znowu się znajdziesz w pierwszej klasie. Andrieju. Pięknisz się tak dla tej Twojej lubej? - Wyszeptał, aby nikt nieupoważniony ich w tym momencie nie słyszał. Kulturalnie czaił się z tą rozmową, jakoby czajnik.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Klasa nr 204   Czw Maj 12 2016, 11:10

I wyszły. Poszły sobie, a niestety nie zabrały mnie ze sobą, byłem skazany na dalsze siedzenie w ławce, w zamknięciu. Nie przeszkadzało mi to, co prawda jakoś strasznie, ale zawsze wolałbym wyjść, ruszać się niż siedzieć w miejscu. Odprowadzam je wzrokiem, w sam raz, żeby ujrzeć jak dziewczynka z pierwszego rzędu mdleje. Nie czuję przerażenia, bardziej ciekawość. Co, jak i dlaczego. Zaraz potem drzwi otwierają się ponownie, co za ruch. Profesor będzie miał niezapomniany pierwszy dzień w pracy.
Widocznie nie tylko ja się spóźniam. Na szczęście. Dziś wyjątkowo przyszedłem punktualnie, ale nie mam pewności, czy zdarzy się to następnym razem. Poduszka to bardzo wygodna rzecz, zwłaszcza, gdy myśli są naprawdę daleko. Tyle dobrego z towarzystwa Antona i Milana, że jeśli się postarają potrafią być naprawdę głośno. Na tyle, żeby mnie obudzić, a to już nie lada wyczyn.
Jednak z nowoprzybyłego uwaga wszystkich skupia się na omdlałej dziewczynce. Teraz widzę, że nie pasuje do naszej grupy. Nie wygląda na piątoklasistkę. Jest taka malutka, taka drobna. Nie mogła się tu pojawić specjalnie, na pewno nie. To niemożliwe. Wydaje się przelewać przez ręce profesora, znikać. Zaraz potem znika razem z panem Kuraginem.
Zostajemy sami. Nie lubię tego. Klasa rozbestwia się, niczym fala płynie jak chce, robi co chce. Najczęściej jest to chaos. Niby została wyznaczona dziewczyna, która ma nad nami panować, w dodatku należy do komitetu, ale nie chce mi się wierzyć, że jej się uda. A potem się do mnie odzywa. Nazwisko. Nie powinno mnie to dziwić, że go nie pamięta, mało kto pamięta, przecież jestem rzeźbą, cieniem, nie ma mnie. Poprawiam włosy, zakładam za ucho i spoglądam na nią. Podobno to nie ładnie mówić do kogoś nie patrząc na niego.
- Beso Sikvdili - przedstawiam się cicho, modląc, żeby zrozumiała mój akcent za pierwszym razem. Proszę, nie każ mi tego powtarzać.
Powrót do góry Go down
avatar


Wilno, Litwa

brudna

19 lat

IX klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks

PisanieRe: Klasa nr 204   Czw Maj 12 2016, 17:52

Andrzej nie ogarniał. Nerwowy nauczyciel, omdlenia, brak Livii i Uliany, a na dodatek pozostawiono ich samych sobie. Może znowu się pomylił, wcale nie miał geografii i wziął plan zajęć Timona. Bardzo prawdopodobne. Mieli w sypialni mały bałagan, jak to chłopcy. Karzełki i inne bożątka nie wyrabiały się ze sprzątaniem. Zmierzwił swoje nowe włosy zapominając, że teraz to rączka się w czuprynie nie zaplącze. Co za ulga. Wzrok Andrzeja pada na siedzącego obok Timona. Co tu się dzieje? Zdawało się mówić jego spojrzenie. Baryshinkov pomóż koledze. Słysząc co mówi dotyka swoich policzków, jakby chcąc sprawdzić czy nadal pozostają gładziutkie. Miła odmiana po ciemnych krzaciorach. Bardzo dobrze wiedział ile go kosztuje ta codzienna pielęgnacja! Nie wypadało chodzić z brodą w której można schować drugie śniadanie.
- Której? - pyta skromnie z tym swoim nowym uśmiechem. A potem odzywa się Karamazova i w odpowiedź musi wnieść wiele wysiłku, aby zabrzmieć całkiem neutralnie. W końcu im dwojgu niewiele było trzeba do kłótni. A to źle powieszony plakat, a to nie taka kotara. Kto na litościwego Jerzego rozróżni pudrowy róż od bladego różu?
- Andriej Walewski, Aliso.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

32 lata

przeciętny

nauczyciel geografii świata

PisanieRe: Klasa nr 204   Czw Maj 12 2016, 19:07

Cyril nie zważając na cały świat szybko wbiegł do Oddziału Medycznego. Swoje małe truchełko położył na pierwszym lepszym z brzegu łóżku. Już miał biec dalej po jakąś pomoc kiedy któryś z medyków podszedł do niego i zaczął zajmować się małą pacjentką. Cyril szybko wziął kilka głębszych oddechów, rzucił, że przyjdzie dowiedzieć  się co się stało temu brzdącowi w czasie przerwy i szybko ruszył z powrotem do sali.
Dopiero w drodze powrotnej kiedy to o mało nie zabił się na zakręcie, zauważył, że w Oddziale Magicznym nie było jego dwóch uczennic. Czyżby Uliana i ta druga upozorowały to wszystko, żeby uciec z jego lekcji? Nie, to nie możliwe, stara się sobie wmówić Kuragin i znowu o mało nie wchodzi w jakąś ścianę. Jak on tylko dorwie te dwie małe, to popamiętają szlabany u szalonego ekologa. Do końca roku szkolnego będą segregować śmiecie w Koldovstretz, a bliżej wakacji pielić grządki i sadzić drzewa, a on dopilnuje, żeby w okolicy było jak najwięcej krwiożerczych komarów.
W końcu wbiega zdyszany do klasy, spogląda na względny spokój, który udało się utrzymać Alisie, w myślach zapamiętuje, że powinien ją gdzieś pochwalić, jak się do wie gdzie to na pewno to zrobi.
Zmęczony, zdyszany i z podniesionym ciśnieniem Kuragin opada na swoje krzesło, po wcześniejszej bladej twarzy nie został świat, teraz ma rumieńce na całych policzkach.
-Jeśli tak będzie wyglądać każda lekcja, to ja się wypisuje, to nie na moje nerwy.- Mówi do siebie cicho po czym spogląda na uczniach, którzy mu się ustali.
-Nie ma sensu zaczynać lekcji, którą zaplanowałem, więc jeśli macie jakieś pytania to chętnie na nie odpowiem.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

brudna

18 lat

IX klasa

przeciętny

Panacea, Świtezianka

PisanieRe: Klasa nr 204   Czw Maj 12 2016, 21:03

Zastanawiał się nad tym, jak miała na imię. Niestety ze wszystkimi tymi dziewczynami, o których Andriej zawsze zapalczywie opowiadał –  naprawdę nie był w stanie dojść tego szalonego, żeby nie powiedzieć, że popieprzonego do drugiego kwadratu podniesionego do trzeciej potęgi dnia pełnego niecodziennych zdarzeń, do ładu. Zamyślił się. Spoważniał. Wsłuchiwał się, w międzyczasie w wypowiadane przez Beso nazwisko. Zazwyczaj Timonowi plątał się na nim język, kiedy próbował na osobności, a nie jedynie niepewnie we własnych myślach wypowiedzieć słynne Sikvdili.
- Chodzi mi o tę, która miała wszystkie zęby na miejscu. - Rzucił. Przypomniała mu się historia o dziewczynie, bez wspomnianego zęba na przedzie na myśl której parsknął. Opamiętał się, kątem oka dopatrując przyjaciółki z komitetu. Wierzył w to, że pamiętała także o zapisaniu jego nazwiska dlatego nie wychylał się. O dziwo nie przypominał o tym, że nadal znajdywał się tutaj. W tym samym miejscu co ona. - Co myślicie o tym nowym nauczycielu? Aliso. Pamiętasz? Widzieliśmy się z nim na Kołowiankach. - Zauważył. Wyrwało mu się, a chwilę później w sali zjawił się nauczyciel, który najprawdopodobniej, o ile nie podsłuchiwał pod drzwiami – nie usłyszał Timonowego wywodu na swój temat. Obserwował go. Trochę ze względu na nie możność znalezienia lepszego zajęcia, a trochę, aby mu dopiec nachalnym spojrzeniem na każdy, skrywający się mankament fryzury, ubioru. A nawet wypowiedzi. Wychodził z założenia, że takiemu to łatwo byłoby zrobić na złość. Spojrzał wymownie na Walewskiego. Ciekawe, czy chodziły mu czasem po głowie podobne pomysły, na widok takich świeżaków w Koldovstoretz.
- Pierwszy raz uczy Pan w szkole? - Mruknął. Zauważył, że nikt nie kwapił się jeszcze z rzucaniem niewybrednymi pytaniami w stronę mężczyzny. - Ile ma Pan lat? - Starał się nakręcić karuzelę niena... ciekawości, którą mogliby wykazać się pozostali rówieśnicy. Trącił Walewskiego nogą, próbując w ten nieudolny sposób zasugerować mu, że też mógłby udawać aktywnego na zajęciach wprowadzających. Wstępniaki zawsze były takie emocjonujące, jak patrzenie jak szybko schnie farba.
Powrót do góry Go down
avatar

Trust is like a paper. Once it is crumpled it can not be perfect... again.

Kazań, Rosja

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Klasa nr 204   Pią Maj 13 2016, 01:09

Starannie zapisała nazwisko Beso na kartce, wahając się, czy Sikvdili zapisuje się przez w czy przez v. Ostatecznie postawiła na tę pierwszą wersję, mając nadzieję, że nie popełniła żadnego błędu. Uśmiechnęła się na koniec do Beso, przysłuchując się cichej rozmowie Timona i jego tajemniczego kolegi. Nagle Timon powiedział coś, co sprawiło, że Alisza zastygła na swoim krzesełku, a na kartce pojawił się atramentowy kleks na nazwisku Livii. Andrieju. Imię odbijało się w jej głowie echem, kiedy zapisywała na kartce resztę towarzystwa znajdującego się w klasie. Ula i Livia w dalszym ciągu nie wracały - powoli zaczynała się martwić. Może Bregović faktycznie zrobiła coś złego jej koleżance? Trafiły do punktu medycznego, czy może Livia wyprowadziła Uleńkę z zamku i wepchnęła do Rusałczego Jeziora? W końcu skupiła swoją uwagę na uczniu siedzącym obok Baryshnikova. Uśmiechnęła się do niego leciutko, ale zaraz potem jej uśmiech zastąpiło zaskoczenie. Andriej? Walewski? On? Chodził na geografię? Ale... co się stało z jego brodą? Patrzyła na niego z osłupieniem, blednąc na twarzy. Jak mogła go nie poznać? Najlepszy przyjaciel jej przyjaciela i wróg jednocześnie. Czy może jednak wróg to za duże słowo? Ciągle zastanawiało ją, co łączy Andrieja, Ulę i Livię - Livia na pewno wiedziała coś, czego wiedzieć nie powinna. - Wyglądasz trochę inaczej - burknęła pod nosem, pisząc starannie Andriej Walewski na samym końcu listy. Zignorowała też wzmiankę Timona dotyczącą namiotów i ognisk - wątpiła, czy geograf zdobędzie pozwolenie na organizację noclegu poza Akademią. Wycieczki w ramach zajęć geografii skupiały się na badaniu skał, gleb i rozpoznawaniu drzew. Była już na kilku z poprzednim profesorem i właśnie w ten sposób przebiegały wszystkie. - Tak, pamiętam - rzuciła jeszcze do Timona, odrzucając na plecy swój warkocz i odwracając się na krześle. Siedziała przodem do tablicy, z nosem w notesie, nie mając odwagi odwrócić się do tyłu i spojrzeć w oczy Timonowi, który tak jawnie zdradzał ją z Andriejem. Cóż - sama chciałaby siedzieć na miejscu Walewskiego. W końcu do klasy wrócił Cyryl. Aliszka współczuła mu z całego serduszka - pierwszy dzień jego pracy na pewno utkwi mu w pamięci na długo. Podała mu z leciutkim uśmiechem listę, licząc na to, że teraz skupią się na lekcji - nic z tego. Profesor Kuragin zrezygnował z wprowadzenia do jakiegokolwiek tematu, dając wolną rękę swoim uczniom. - Dlaczego został pan nauczycielem? - spytała, gdy tylko Timon skończył mówić. Interesowało ją to - Cyril nie wyglądał na duszę towarzystwa, a ktoś, kto wybiera pracę z młodzieżą, powinien w jakimkolwiek stopniu lubić znajdować się w centrum zainteresowania.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Klasa nr 204   Pią Maj 13 2016, 17:59

Nie pyta. To dobrze. Nie muszę nic dodawać. Uśmiecha się do mnie, ale ja nie umiem odwzajemnić tego wyrazu. Kąciki moich ust pozostają nieczułe na wszelkie emocje. Nieśmiałość trzyma je sztywno w ryzach, w prostej linii. Pozwalam jeszcze włosom opaść na twarz, ukryć mnie jeszcze bardziej. Jesteśmy sami w klasie, czy mogłoby być gorzej? Nastąpi to okropne rozprzężenie. W dodatku Livia sobie poszła i nie mogę udawać, że jestem z kimś. Jestem sam. Źle się czuję. Chciałbym stąd wyjść, okno mi nie wystarcza. Wzdycham, ale tylko w środku, wbijam wzrok w szybę, w świat za nim.
A potem wraca profesor. Cieszy mnie to. Przenoszę na niego wzrok. Nie przepadam za towarzystwem ludzi, ale dyskretne obserwowanie ich z dystansu jest ciekawą rzeczą. Próbuję w myślach oszacować ile ma lat, czy zmarszczki to naturalna kolej rzeczy, a może martwi się wszystkim za bardzo? Nie zdziwiłoby mnie to. Wygląda na takiego. Zatroskanego. Wiecznie zmartwionego. Zmęczonego. Znaczy zmęczonego tylko teraz. Widocznie nie szczędził kroku, żeby wrócić z powrotem. To miłe.
Ale jak to nie ma sensu? Co to ma znaczyć? Jakie pytania? Nie przyszedłem tutaj przeprowadzać wywiadu środowiskowego. Chciałem się uczyć. Jeśli nie mogę to, po co tutaj siedzieć? Równie dobrze mogę być już na dworze, a nie tutaj. Niestety lawina pytań już ruszyła. Nie słucham ich za bardzo, nie chcę. W mojej głowie rozbija się tylko jedno. Czy mogę już iść?
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

32 lata

przeciętny

nauczyciel geografii świata

PisanieRe: Klasa nr 204   Pią Maj 13 2016, 19:01

Cyril przygląda się swoim nowym podopiecznym. W czasie swojego trzydziestojednoletniego życia pod swoją pieczą miał jedynie chmarę młodszego rodzeństwa i kuzynów, trzy psy i złotą rybkę, czy opieka nad uczniami będzie trudniejsza? Miał nadzieje, że nie, ale jak pokazywała mu smutna rzeczywistość chyba słono się pomylił, może jednak powinien zastanowić się ze dwa razy zanim postanowił zabrać się za edukacje, chociaż w założeniu miał to być szczytny cel, uczyć młodzież. Skoro sam nie miał mocy do chronienia planety to może rękami swoich uczniów uda mu się chociaż trochę uratować sytuację przyszłych pokoleń. Teraz jednak zaczyna wątpić, uświadamia sobie, że jedyne co uda mu się zrobić w ramach swoich zajęć to zmniejszenie liczebności uczniów.
Słysząc pytania, wzdycha ciężko. Tak się kończy kiedy człowiek nie sprecyzuje na jaki temat chce usłyszeć pytania. Musi zapamiętać, żeby na przyszłość precyzować to o co mu chodzi.
-Miałem na dzieje na pytanie związane z przedmiotem albo sposobem zaliczenia, ale cóż słowo się rzekło.- Mówi tym swoim wolnym, smutnym głosem.
-To moja pierwsza praca w dziedzinie edukacji. W październiku skończę trzydzieści dwa. Przez przypadek. Szkoła szukała kogoś kto zastąpiłby profesora Nofelovicha, a ja można powiedzieć przypadkowo napatoczyłem się z moim CV. No dobrze. Skoro więc nikt nie ma żadnych pytań dotyczących ściśle naszej wspólnej koegzystencji to uznajmy, że jest to dobry moment na zakończenie naszego pierwszego spotkania. Poproszę o pozostawienie listy obecności na pierwszej ławce i możecie się już zbierać. Mam nadzieję, że następną lekcję uda się poprowadzić bez niespodziewanych zwrotów akcji. Do widzenia państwu.
Zbiera swoje rzeczy, odbiera listę obecności od Alisy i opuszcza klasę kierując się do Oddziału Medycznego by dowiedzieć się co dzieje się z jego uczennicami, idąc w tamtą stronę zauważa coś bardzo ciekawego, na jego lekcje chodzi nijaki Andriej Walewski, czyżby? Dalszą część trasy pokonuję rozmyślając czy przypadkiem nie spotkał jednego z twórców jego obecnych problemów.

nmm
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Klasa nr 204   

Powrót do góry Go down
 
Klasa nr 204
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next


Skocz do: