IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Drewniane klatki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieDrewniane klatki   Pon Kwi 04 2016, 21:05

Drewniane klatki

Wielopoziomowe, poustawiane w kilka rzędów klatki, w których znajdują się liczne, puchate jaroszki. Zwykle zajmują się nimi bożątka, karmiąc je świeżymi warzywami, wymieniając wodę i dorzucając im świeżego sianka. Czasami obowiązek ten spada na młodszych członków Bobaków lub uczniów, którzy dopiero rozpoczynają naukę zoologii magicznej. Hoduje się je na obiekty wykorzystywane na lekcjach transfiguracji. Osoby związane z ich opieką często otrzymują rogi z tych stworzeń, bowiem mają zwyczaj zrzucać je, kiedy dorastają.
Powrót do góry Go down
avatar


Płowdiw, Bułgaria

nieznana

18 lat

IX klasa

przeciętny

Piromanci

PisanieRe: Drewniane klatki   Pią Maj 06 2016, 00:31

Lubiłam błądzić po Koldovstoretzie, odnajdując coraz to nowsze kryjówki i miejsca, które mogłyby mi posłużyć za schowki różnych, niekoniecznie mile widzianych przedmiotów. Dzisiaj moje nieco cięższe od szkolnych buty poniosły mnie za bramy Akademii. Było nadal całkiem ciepło więc postanowiłam z tego skorzystać. Gdybym tylko mogła to zafarbowałabym włosy na niebiesko i przy muzyce lawirowałabym wśród promieni słonecznych na zielonych terenach, ciesząc się każdym świeżym powiewem wolności, która kawałek po kawałku była mi wydzierana przez władzę. Szkolną. Magiczną. A nawet mugolską, której przedstawicielem był między innymi mój ojczym. W bluzie, z którą się praktycznie nie rozstawałam przez ostatnie dwa dni, spoczywała kusząca paczka, którą udało mi się przemycić. Jednego udało mi się wypalić po cichu w drodze do drewnianych klatek, gdzie spoczywały jaroszki. Jako młodsza uczennica Koldovstoretza uwielbiałam je i sentyment pozostał. Przypominały mi zresztą Ditę. Moją drogą, słodką Ditę, która zniknęła pod koniec zeszłego roku szkolnego podczas wycieczki do magicznej stolicy. Na samą myśl miałam ochotę coś rozwalić, zacząć krzyczeć i obwiniać ludzi, że nic sobie z tego nie robili. Nie powinnam, wiem. To nie byłoby mądre, również zdaję sobie z tego sprawę. Ale nic innego nie przychodziło mi do głowy. Czułam się bezsilna, a to niesamowicie mnie wkurzało.
Kiedy dotarłam na miejsce, usiadłam przed rzędami klatek, obserwując uważnie stworzenia, które uderzały swoimi rogami o kraty. Zapewne z nudów. Nie dziwię się im.
- Przechlapane, nie? - odezwałam się do nich ze współczuciem, wcale nie oczekując odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
avatar

Moskwa, Rosja

brudna

13 lat

III klasa

bogaty

PisanieRe: Drewniane klatki   Sro Maj 18 2016, 20:20

- Wujek Cyril chciał tworzyć petycję do Pani Dyrektor, by je wypuścić i zamiast na nich trenować transfigurację na jakichś przedmiotach. Jednak obawia się, że może nie zdobyć poparcia wśród grona uczniowskiego. - Gdzieś za plecami Vasilijki rozlega się cichy, jeszcze wysoki dziecięcy głos, już niedługo i go dopadnie mutacja i zacznie skrzeczeć. Dlaczego jednak nie dało się zrobić czegoś, by te zmiany przechodziły w ciągu jednego dnia, czemu trzeba było przez kilkanaście miesięcy, a nawet dwa lata mieć z głosu istną sieczkę? To było niesprawiedliwe i to z każdej otaczającej go strony.
W stronę Maksimović szedł chłopiec umorusany błotem i z rozdartymi spodniami, koszula, którą miał na sobie była na niego już trochę za mała, ale nic o tym nie powiedział ojcu. Sammy nie lubi sprawiać problemów, więc rzadko mówi, gdy go coś boli, albo czegoś potrzebuje, ma wtedy wrażenie, że swoją sytuacją sprawia komuś kłopot, dlatego nie powiedział jeszcze Aleksandrowi, że skończył mu się kałamarz, a mundurek robi się trochę za mały, Lebiediev jest przecież zajęty i nie można mu zawracać głowy takimi błahymi sprawami.
Po chwili Sammy orientuje się, że słowa dziewczyny chyba nie były do niego, peszy się lekko tak, że całe uszy robią mu się nagle czerwone. Odwraca głowę w bok i ma nadzieję, że jego nowa towarzyszka nic nie zauważy.
- Przepraszam, nie mówiłaś tego do mnie, już się nie będę odzywać. - Siada nieopodal i z plecaka wyjmuje książkę Kompendium sztuczek magicznych i ty możesz zostać czarodziejem. Otwiera w miejscu, w którym skończył i zaczyna czytać. Podstawową umiejętnością magika jest uwierzenie w kłamstwo...
Powrót do góry Go down
avatar


Płowdiw, Bułgaria

nieznana

18 lat

IX klasa

przeciętny

Piromanci

PisanieRe: Drewniane klatki   Czw Maj 19 2016, 01:10

Chłopiec miał rację, nie mówiłam do niego, mówiłam do tych stworzeń, które i tak nie mogły mi odpowiedzieć. Dlatego kiedy ktoś się odezwał za moimi plecami, początkowo nie wiedziałam jak zareagować, bo w końcu to mógł być każdy, nawet jeśli głos był tak cienki i dziecinny. Niespiesznie zwracam się w tę stronę, nie mając zamiaru podnieść się z ziemi. Nie przeszkadzał mi brudny tyłek, albo potencjalne przeziębienie, no już bez przesady.
- Wujek Cyril? - pytam nieco głupio, zupełnie nie kojarząc o co temu małemu chodzi i kim jest ten tajemniczy ktoś, o którym właśnie mówi. Transfiguracja kojarzyła mi się głównie z jednym; z moim jakże ulubionym nauczycielem, który chyba najchętniej zamknąłby mnie na zawsze w Sali Wstydu. Był taki zabawny, to trzeba było przyznać. Nie zdobędzie prędzej poparcia profesora Ilyasova, odpowiedziałam w myślach, ale jedynie co zrobiłam to kiwnęłam głową. Przyglądam się w końcu dokładniej chłopcu, który stoi przede mną w brudnych, niedopasowanych ciuchach. W tym widoku jest coś niezwykle ckliwego i w sumie nie mogę powiedzieć, że przecież mnie to całkowicie nie rusza, bo to nie byłaby prawda. I nie trzeba się zbytnio tutaj wgłębiać w rozumienie tej definicji. Nie pytam się też, nie dociekam, nie staram się jeszcze bardziej go zawstydzać, już wystarczy, że jego uszy stają się czerwone. Opieram głowę o swoją dłoń i ciemne kosmyki muskają mi skórę, a podkreślone kredką oczy wpatrują się w chłopaka.
- Nie musisz milczeć, masz prawo się odzywać, kiedy tylko chcesz. Przecież ci nie zabronię - mruczę po minucie ciszy, patrząc się ponownie w stronę klatek. Kreślę jakieś bazgroły za pomocą mojego buta i następnie czytam tytuł książki, którą wyciągnął. Dawno w sumie niczego nie czytałam. Wieje wietrzyk, ja sobie tak myślę i w sumie to postanawiam przerwać ciszę. A niech będzie. Nic się nie stanie. - Ciekawe chociaż?
Powrót do góry Go down
avatar

Moskwa, Rosja

brudna

13 lat

III klasa

bogaty

PisanieRe: Drewniane klatki   Czw Maj 19 2016, 12:37

Słysząc zapytanie dziewczyny tylko kiwnął głową. Przecież powiedział, że wujek Cyril, nie widząc sensu w dalszym drążeniu tematu, wrócił do książki. Jakoś nie przyszło mu do głowy, że starsza koleżanka może nie wiedzieć, kogo ma na myśli mówiąc właśnie o Kuraginie. To że znał nowego nauczyciela już od kilku lat nie oznaczało, że wszyscy są do niego podobni. W sumie w Koldovstoretz wszyscy wydawali się być od niego tak bardzo różni, jacyś tacy chłodni i nieprzystępni, a może tylko dla niego tacy byli? Dla konfidenta, przybyłego z drugiej strony żelaznej kurtyny.
Na odpowiedź dziewczyny zaśmiał się tylko cicho i uśmiechnął się do niej promiennie, gdyby wiedziała ile osób ma kompletnie odmienne zdanie, zaczynając od twórców powiedzenia, że dzieci i ryby głosu nie mają, a kończąc na stereotypach o wolności słowa w Rosji. Od utonięcia między słowami ratuje go głos dziewczyny, lekko zdziwiony spogląda na nią, ale szybko ukrywa je.
- Bardzo, tutaj na przykład opowiadają o tym, jak zaczynał wielki Houdini. Mówią jak ćwiczył, żeby zostać mistrzem ucieczki. Dalej jest też trochę o tym, jak odwrócić uwagę widza, żeby nie zauważył sztuczki, jest też o sztuczce z przecinaniem asystenta na pół, ale tej mama mi nie pozwala próbować. - Kiedy opowiada o magii, nie tej prawdziwej, ale tej jego kuglarskiej magii, magii dla mugolów, oczy całe mu się świecą, nabierają wtedy jakiegoś nowego odcienia błękitu. Sammy nawet nie zauważa, jest zbyt mały, kiedy podświadomie swoim byciem przyłożnikiem, podjudza trochę emocje ciemnowłosej dziewczyny, która sama trochę bardziej fascynuje się tym mugolskim odpowiednikiem czarów.
Powrót do góry Go down
avatar


Płowdiw, Bułgaria

nieznana

18 lat

IX klasa

przeciętny

Piromanci

PisanieRe: Drewniane klatki   Sob Maj 21 2016, 05:39

Dużo może być wujków Cyrilów, równie dobrze mógłby być to jakiś starszy uczeń, który był dobry dla tego małego i stał się członkiem jego rodziny. Nie trzeba było do tego żadnych więzi krwi. Chłopiec nie wiedział, ja również nie wiedziałam i należało się jakoś z tym pogodzić. Nie dość, że w Koldovstoretz była mieszanina krajów to jeszcze kultur i krwi, a o charakterach to już nawet nie warto wspominać. Nie wszyscy byli tacy chłodni i niedostępni niczym totemy starych bóstw, które są umieszczone w różnych miejscach świata; niekoniecznie tutaj. Ale pewnie i tutaj się coś znajdzie. W końcu korzenie były tu bardzo ważne, nie żebym jakoś bardzo się w to wgłębiała; moje trzecie oko było najpewniej zaćmione, a dłoni nie układałam do modlitwy.  Zamrugałam krótko na jego uśmiech, ale w sumie to również i ja się do niego uśmiechnęłam. Wydawał się tak samo zagubiony, tak samo inny jak ja. Nie szłam za tłumem, nie chłonęłam ich wszystkich zachowań. Stereotypy niestety były nieodzowną częścią ludzi, ale przecież to nie stoi na przeszkodzie by próbować z nimi walczyć. Nie utonął więc między słowami, bo zdążyłam w jego stronę wyciągnąć dłoń. Czasem mi się zdarza. Nie znam Houdini'ego, nie wiem o co konkretnie chodzi, mimo że świat niemagiczny jest mi dość bliski, więc słucham. Przyswajam nowe informacje, zapamiętuje, bo może kiedyś się przydadzą. Na wzmiankę o sztuczce z przecinaniem na pół, unoszę jedną brew do góry.
- To można tak? To znaczy, chodzi mi o to, czy rzeczywiście jest to możliwe bez użycia magii? - Bo przecież przy pomocy magii na pewno można, ale to byłoby w zupełnie innej książce niż w tej, którą czytał chłopiec. Przyglądam się z zaciekawieniem tej dziecięcej, niewinnej pasji, uśmiecham się nawet i odrywam od swojej codzienności, by poznać nieco inny kawałek tego świata, w którym przecież przyszło mi żyć.
Powrót do góry Go down
avatar

Moskwa, Rosja

brudna

13 lat

III klasa

bogaty

PisanieRe: Drewniane klatki   Sob Maj 21 2016, 14:06

Kiedy większość uczniów Akademii żyła z magią już od najmłodszych lat, on dorastał czując w sobie jakąś pustkę, czegoś mu w tym życiu brakowało. Wtedy to właśnie pierwszy raz zobaczył, jak ktoś na bulwarze robi sztuczki karciane. Podszedł i z zainteresowaniem do jakiego skłonne są tylko małe dzieci, patrzył jak tajemniczy jegomość w czarnym fraku i z cylindrem wyciąga królika z kapelusza, a z powietrza wyczarowuje małego żółtego ptaszka. Wtedy Sammy pierwszy raz w życiu miał wrażenie, że odnalazł swój brakujący kawałek układanki. Nie był to jednak substytut dobry na długo, ale na szczęście na niedługo potem w jego życiu zaczynała się pojawiać ta prawdziwa magia, która na równi z kuglarskimi sztuczkami i nauką zawładnęła jego życiem.
Słysząc pytanie dziewczyny śmieje się z tego głośno, ale nie jest to śmiech z kpiną czy w jakikolwiek sposób ubliżający Vasiliji, nie, to dźwięk tak czysty i przyjemny dla ucha, że dziewczyna ma ochotę śmiać się z nim. To śmiech rodzica, któremu dziecko powiedziało coś, co w świecie dorosłych wydaje się być oczywiste, a dla małego dziecka jest krokiem milowym i czymś niesamowitym.
- Nie, nie można, patrz, to jest w tej książce. - Na chwilę przerywa, by znaleźć odpowiedni fragment. - Na tę sztuczkę są dwa sposoby. Pierwszy... - Pokazuje palcem odpowiedni akapit tekstu. - To sztuczne nogi, ale ten jest problematyczny, na przykład w momencie, w którym magik zaczyna łaskotać swoją asystentkę, więc raczej rzadko się go używa. Drugim sposobem pudło, które jest tak zbudowane, że ma kilka przegród i dwie asystentki, jedną, którą widzimy jak wchodzi i drugą ukrytą już w pudle, która gra nogi tej pierwszej. Jak byłem mały próbowałem zrobić tę sztuczkę z kotem, ale mama mi nie pozwoliła. - Przez chwilę na jego twarzy widać cień smutku, ale szybko znika i już na nowo Sammy się śmieje, jakby nigdy nic się nie stało. - Patrz, a tu opisują całą sztuczkę z królikiem.
Powrót do góry Go down
avatar


Płowdiw, Bułgaria

nieznana

18 lat

IX klasa

przeciętny

Piromanci

PisanieRe: Drewniane klatki   Sob Cze 04 2016, 22:01

Pustka, chyba każdy choć raz w życiu doświadczył tego uczucia, wiesz? Pustka. Bezkresna, przychodząca nagle, opanowująca każdą pojedynczą myśl, a wśród niej jesteś ty. Taki mały punkt, który wyróżnia się na tle czerni - tej czerni, która powstaje w wyniku braku światła.
Grałam w karty, widziałam jak ktoś kiedyś w Bułgarii wróżył za pomocą kart, ale to było tak dawno, że ledwo coś pamiętałam. To chyba nie było nawet w moim mieście, wtedy byłam z Nią i ruszyłyśmy w poszukiwaniu przygód. Tak jak przystało na prawdziwych piratów. Pojęcie magii było mi znane tylko w bajkach, które tak namiętnie czytali mi rodzice swego czasu, później to zniknęło wraz z okrutnym zderzeniem się z rzeczywistością. Najwyraźniej już tak musiało być. A potem... potem pojawiła się ta prawdziwa magia, która objawiała się poprzez drobne, uznawane za dziwactwa, rzeczy. Ten chłopiec naprawdę miło i przyjemnie się śmiał, nie odczuwałam nawet potrzeby, żeby to przerwać. To płynęło. Ten śmiech, te zapachy roślin i nawet dźwięki stworzeń, które znajdywały się w klatkach. Jedna całość. Może i ja powinnam się zaśmiać? Dać sobie chwilę na utonięcie w tej zwyczajnej symfonii?
Może teraz to ja byłam dzieckiem, a on rodzicem? Świat już dużo rzeczy widział. Marszczę czoło i słucham, czekając na rozwiązanie tej zagadki. Przyglądam się pokazywanym fragmentom, chłonę literki zapewne cudacznie mrużąc oczy i bezdźwięcznie powtarzam niektóre frazy.
- Ach... to w taki sposób... yhym... - zastanawiam się nad tym i przejeżdżam dłonią po swoich krótkich, ciemnych włosach. Na wzmiankę o tym, że chciał spróbować z kotem, a mama mu nie pozwoliła uśmiechnęłam się rozbawiona. Z tego dzieciaka to było naprawdę ciekawskie stworzenie! Nie musiałam się nawet pytać jakiej jest krwi, to było widać i nie było w tym nic złego. Absolutnie nie. O sztuczce z królikiem co nieco słyszałam, chyba nawet Dita mi coś wspominała. Kiedyś. - Próbowałeś ją zrobić?
Powrót do góry Go down
avatar

Moskwa, Rosja

brudna

13 lat

III klasa

bogaty

PisanieRe: Drewniane klatki   Nie Cze 05 2016, 11:24

Sammy,czy byłeś kiedyś w pustce, czy czułeś, że już nigdy nie będzie dobrze, że to już koniec? Pewnie czułeś, ale nie byłeś tego świadomy, twoje pojmowanie tego stanu skończyło się na wykrzyczeniu światu niesprawiedliwości, na stwierdzeniu, że jest ci po prostu źle. Zostań w tym mniemaniu jak najdłużej, nie dorastaj, dorastanie to nic fajnego, to konieczność podejmowania trudnych decyzji, trzeba być odpowiedzialnym i mądrym. Zostań dzieckiem, czasem będziesz musiał pójść wcześnie spać albo zjeść swoją porcję brokułów, ale uwierz, w szczegółowym zestawieniu wszystkich zalet i wad bycie dzieckiem zawsze wygrywa. Bierz przykład z Piotrusia.
Siedząc tak i przyglądając się książce, Sol mimowolnie podciąga za krótkie rękawy. Robi to już od tak długiego czasu, że już nawet nie zauważa tego. Z jednej strony ma już dosyć tego ciągłego rośnięcia objawiającego się w wiecznie za małym mundurku albo przyciasnych butach. Mimo wszystko, gdyby się go ktoś zapytał, czy chciałby już przestać, to zacznie się bronić rękami i nogami byle tylko do tego nie doszło. Co to za mężczyzna posiadający metr pięćdziesiąt cztery? Chociaż Sammy miał wrażenie, że od początku tej rozmowy na pewno urósł już o jakieś pół centymetra. Jeśli nadal będzie tak szybko rosnąć to niedługo zacznie uderzać głową o sufity, wszystko tylko nie to.
- Tą z królikiem, tak, ale nie miałem królika, więc ćwiczyłem na pluszakach siostry... Bo ja przecież ich nie mam, jestem już za duży na pluszowe misie. - Szybko zaczyna się tłumaczyć, no bo przecież gdzie taki duży i dorosły młody człowiek miałby takie rzeczy, Ania to jeszcze może, jest dziewczyną, ale on, no nie wypada.
Powrót do góry Go down
avatar


Płowdiw, Bułgaria

nieznana

18 lat

IX klasa

przeciętny

Piromanci

PisanieRe: Drewniane klatki   Nie Cze 12 2016, 21:18

Niesprawiedliwości było, jest i będzie sporo na tym świecie, ale my możemy starać się coś zmienić. Każdy na swój sposób. Czasem jednak się czuje, że  to nie ma sensu, przypomina to tę cholerną walkę z wiatrakami, swoiste syzyfowe prace, gdy Syzyf wciąż bierze ten ciężki kamień i próbuje go wtoczyć na górę. To nigdy nie będzie miało końca. Ale mimo wszystko próbujemy i chyba o to w tym chodzi, prawda? Tak przynajmniej mi się wydawało. Dorośli od początku nas uczyli, że krzyk jest czymś niewłaściwym, że nie wypada nam krzyczeć, a nawet jakbyśmy chcieli... to czy jest takie miejsce, gdzie się to uda? No może ewentualnie otwarte tereny. Tereny, na których nie spotka się nikogo, gdzie nikt cię nie złapie i nie powie, że masz grzecznie wracać tam skąd przybyłeś - w tym przypadku byłaby to Akademia. Patrzę na siebie, rozważam tę swoją osobę i nieraz czuję potrzebę zaśmiania się z tego paradoksu. Mój duch, moja dusza jest mieszaniną sprzeczności, pesymizmu z optymizmem bym tak to ujęła. Trzeba jednak przeć do domu, trzeba zniszczyć nieidealny system. Też jestem Piotrusiem Panem i walczę właśnie o swoją Nibylandię.
Dziwię się, że nosi za krótkie rzeczy, ja na przykład nie lubiłam jak ubrania mnie tak ograniczały, ale może ten mały to lubił? Skąd mogłam wiedzieć jaka jest tego przyczyna? Chowam dłoń do tyłu w nierówno przyciętych włosach. Ciągle ich dotykam, to chyba musi być jakiś fetysz.
- Oczywiście, że tak - zgadzam się z nim, kiwając ze zrozumieniem głową, choć cień uśmiechu błąka mi się na twarzy. W końcu miałam do czynienia z prawdziwym twardzielem i nie mogłam w to wątpić. Trochę zaschło mi w gardle, więc przełykam szybciej ślinę. - I jak? Udało ci się z tymi pluszakami?
Powrót do góry Go down
avatar

Moskwa, Rosja

brudna

13 lat

III klasa

bogaty

PisanieRe: Drewniane klatki   Nie Cze 12 2016, 21:51

Czy to tylko mu się wydaje, czy atmosfera pomimo pozornej beztroski zrobiła się jakaś taka ciężka i nieprzyjemna? Nie można było się smucić, bo wtedy świat wygra. Bo wiecie, Sammy od jakiegoś czasu układał w swojej jasnej główce teorię na temat działania wszechświata, on z góry jest zaprogramowany na to, żeby się w nim nic nie układało tak jak powinno, a wszystkie miłe i przyjemne wydarzenia były powstawiane tu i ówdzie tak tylko dla zmyłki. To wujek Cyril pomagał mu w tworzeniu fundamentów tej filozofii życiowej. Wróćmy jednak do przerwanego meritum, skoro świat miał nas w d... pupie i usilnie rzucał nam pod nogi kłody, to powinniśmy się mu sprzeciwić i zrobić coś, żeby się odbić; w tym momencie wujek, zbladł stwierdził, że nie tego chciał nauczyć młodego Sola i poszedł rozmawiać o czymś z ojcem chłopca, a Sammy myślał dalej i szukał sposobu na walkę z zasmucającym wszystkich wszechświatem. No bo nie można się przecież tak ciągle smucić.
- Oczywiście, Ani się bardzo podobało, a bo nie powiedziałem, Ania to moja przybrana siostra. - Uśmiecha się do tej myśli, chociaż w środku stwierdza, że w rodzinie Aleksandra to on bardziej przypomina podrzucone i chyba nie do końca chciane dziecko. Na chwilę milknie i Sammy zastanawia się nad tą myślą, po czym na powrót narzuca na twarz beztroski uśmiech i wraca do rozmowy.
Już otwiera książkę na innej stronie, już chciałby coś Vasilijce pokazać, ale słyszy głośne burczenie swojego brzucha. Czyżby był to jasny znak, że czas poszukać czegoś do jedzenia? Wszakże nie samą magią żyje człowiek.
- Przykro mi, ale muszę cię opuścić, mój brzuch mówi, że nadszedł czas na obiad. Mam nadzieję, że następnym razem uda mi się ci pokazać kilka sztuczek magicznych. - Uśmiecha się jeszcze do dziewczyny na pożegnanie, po czym rusza w stronę zamku, ciekawe, co dobrego uda mu się znaleźć do jedzenia?

Samuel z tematu
Powrót do góry Go down
avatar


Płowdiw, Bułgaria

nieznana

18 lat

IX klasa

przeciętny

Piromanci

PisanieRe: Drewniane klatki   Sro Cze 15 2016, 16:40

Może, może tak po prostu jest skonstruowany ten świat by z łatwych, beztroskich tematów wkraczać na te dość przygnębiające? A może to zwyczajnie moja wina? Nie... nie chciałam tego dopuścić do siebie, po prostu. Wolałam myśleć, że może tak to właśnie działa. Nikt mi nie układał filozoficznego pojęcia tego, co mnie otaczało - to po prostu samo przychodziło. Wieczny smutek? Oczywiście, że nie tak powinno to wyglądać, najlepiej przyjąć, że ma się ten świat gdzieś tak jak on ma nas głęboko w dupo-pupie. Kiwam głową, nie komentuję, bo przecież nic nie wiem i niby, co miałabym w takiej sytuacji odpowiedzieć? Właśnie. Czasem nawet mi udawało się utrzymać język za zębami. I również słyszę te burczenie i chcę coś zaproponować, ale wstrzymuję się. To nawet lepiej, bo chłopiec ma plany.  
- W porządku, również mam taką nadzieję - mówię po chwili zastanowienia, posyłam mu krótki uśmiech i patrzę jak odchodzi, stwierdzając, że to dobry czas na to, żeby się na chwilę położyć i zdrzemnąć. Kiedy się podnoszę, robi się ciemno i już wiem, że lepiej iść do środka zanim się ktoś przyczepi. W sumie to mam to gdzieś, ale nie chcę znowu słuchać kazania od Serhiiego.  Jedno na dwa dni mi wystarczy.

Vasilija z tematu
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Drewniane klatki   

Powrót do góry Go down
 
Drewniane klatki
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: