IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Kapliczka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieKapliczka   Pią Kwi 01 2016, 10:56

Kapliczka

Mówi się, że wiekowa kaplica jest tak stara jak samo miasto, gdyż rzekomo powstała jako jedna z pierwszych budowli w Petersburgu. Została wybudowana z ciemnego kamienia w kształcie wieży, a jej czubek zwieńczono kopułą o cebulastym kształcie. Ozdabiają ją niezwykle malownicze, wykonane z ogromną dbałością o detale witraże, a postacie przedstawione na nich często się poruszają i wywołują nieprzyjemne uczucie strachu wśród niektórych czarodziejów, dlatego też mało kto tutaj jeszcze przechodzi. W środku zaznać można srogość tego miejsca, chłód bijący od kamiennych, nieco wilgotnych ścian i czarnej, marmurowej podłodze. Na szczycie wieży znajduje się niewielkie okno, skąd można wyjrzeć na Newę i część miasta.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg

brudna

28 lat

zamożny

fałszerz

PisanieRe: Kapliczka   Czw Lip 07 2016, 23:20

Nie przeszkadzać. Nie. Prze. Kurwa. Szka. Dzać. Komunikat w swoim przekazie prosty, jak budowa cepa, nawet pierwotniaki nie miałyby problemu z jego zrozumieniem. Gdybyś tylko podał go do ogólnej wiadomości. Ale sam sobie jesteś winien, postanowiłeś siedzieć tu cicho, prawie jak mysz pod miotłą, za jedynych kompanów mając snujące się jak widma postacie w witrażach. Na pomoc z ich strony nigdy nie można liczyć, musiałeś to wiedzieć, widzisz przecież, że to szuje takie jak ty – nie przekupisz ich niczym, niczego wszak nie potrzebują poza dogorywaniem w spokoju, którego na pewno nie jesteś w stanie im dać. Widziały i słyszały więcej, niż pomieścić zdołałaby cała biblioteka narodowa, nawet magicznie rozbudowana; same w sobie stanowiły skarbiec, przez który niejedni wytoczyliby wojnę całemu światu, byleby tylko pozostał w ich rękach. Gdyby tylko zdawali sobie sprawę z jego istnienia. Nie zdawali, ignoranci. Nie chcesz jednak ryzykować możliwości stracenia takiego łupu w chwili, kiedy ktoś obudzi się z letargu i wraz z całym światem postanowi zmieść z ziemi również witrażowe istoty, by posiadana przez nie wiedza nie dotarła do żadnych innych uszu.
Do twoich nie dotarło w porę szuranie zza drzwi kaplicy. Nie usprawiedliwiaj się niewyostrzonymi zmysłami, w twoim fachu wyczulonym należy być zawsze, na wszystko; nigdy nie popadać w otępienie, nie zatracać się na tyle, by wyłączyć niepotrzebne umiejętności. To prowadzi do sytuacji takich, jak ta, kiedy w pospiechu, jak amator, rzucasz czar niewidzialności na rozstawiony po kątach pomieszczenia sprzęt, z samego siebie próbując zrobić jednego z wielu chłystków, którzy dla zabawy, dla udowodnienia sobie i swojej bandzie odwagi, całe noce spędzają na sraniu w gacie w miejscach takich jak to. Z coraz szerzej otwierającymi się wierzejami, czujesz jak do środka wpada chłodne, jesienne powietrze, wydmuchując wszelkie szanse na dokończenie roboty w przeciągu kolejnych kilku godzin. Już rano mógłbyś rozesłać wici, szukając potencjalnego nabywcy – na pewno wśród nowobogackich znalazłoby się kilka łosi łasych na podobne cuda. Jeszcze jeden lodowaty podmuch strzela cię w twarz, ostatecznie przypieczętowując koniec zabawy na dziś. Było tak blisko, tak, kurwa, blisko. Czujesz się, jakbyś doszedł za wcześnie, zjebując wszystko na całej linii. Jej zapach, docierający do ciebie z ostatnim wietrznym tchnieniem tuż przed zamknięciem drzwi, uświadamia ci, że czuć powinieneś się jeszcze gorzej, zapomniawszy o wysłanej jej kilka dni temu rycinie przedstawiającej jeden z witraży. Przecież potrzebowałeś jej p o m o c y.
Powrót do góry Go down
avatar


Asuan, Egipt / Petersburg, Rosja

błękitna

26 lat

bogaty

paser, taksydermista

PisanieRe: Kapliczka   Czw Lip 28 2016, 17:13

Umut, co ci się ostatnio śniło? Nie udawaj, że nie pamiętasz, nigdy tego nie robisz. W towarzystwie zwykłaś przecież opowiadać barwne historie, których bohaterką byłaś w trakcie snu. Nie mów mi, że kłamałaś. Wiem, że nie. Ale to, co mówiłaś gościom było prawdą tylko w połowie. A co jest półprawdą, nie jest wcale faktem. Ktoś mógłby chcieć się spierać, może ty sama, zaprzeczyć, że nie miewasz koszmarów nigdy, a historie przekazujesz bez zmian, to jednak kłamstwo, przepiękne kłamstwo, ozdobione twoim czarem i urodą. Umut Ra niczego się nie boi. Niczego, poza tym, co ją dręczy. A co może dręczyć pannę Surhet-u? Bogowie, nic! Nic przecież. Tak wspaniale sobie radzi. Widział to ktoś, aby tę kobietę coś kiedykolwiek zatrzymało? Powstrzymało? Przeraziło? Nie. Nigdy. Twarda jest jak skała i serce ma z kamienia, zimne i szorstkie. Skórę twardą, napiętą, gładką, naoliwioną, przyprószoną wonią, choć cała zdaje się być łatwa do złamania, przez swoją anorektyczną posturę. Nikt jednak nie ma wątpliwości, że żadne zaburzenia odżywiania nie wchodzą tu w grę, taka uroda, proszę pana, taka uroda.
Taka uroda, w jej oczach ogień płonie nieprzerwanie, wypalając dziury, czarne dziury źrenic głębokie i ciemne jak doły, do których wrzuca się nieboszczyków w ciężkich trumnach. Zmarli nigdy nie byli jej ulubionym tematem, zimni i nieruchomi, z sączącymi się płynami z oczu i ust. Trudno było jej pojąć te nekrofascynacje, nawiązywanie kontaktu z duchami, odwiedzanie kościołów, katakumb i kapliczek, zapalanie świec na ołtarzach. Chociaż sama w domu miała świec mnóstwo, które kochała, to nigdy nie czuła potrzeby wysyłania modlitw wraz z dymem i wypowiadania szeptem urojeń, mając nadzieję, że się spełnią. Wróciła całkiem niedawno, parę dni temu zaledwie, opalona bardziej niż zwykle, podkreślając turkusową szatą karmelowy odcień skóry, wkraczając tą słodyczą już w kolor bardzo mlecznej czekolady. Lubisz mleczną czekoladę? Umut za nią nie przepadała. Należała do tych osób, dla których ulubiona czekolada musi być gorzka i zawierać papryczkę chili. Albo chili bez czekolady, tak byłoby nawet lepiej.
Buty ślizgają jej się na bruku, więc przekroczenie progu kapliczki przyjmuje z cieniem ulgi, choć i dla niej jest tu za zimno. Pomimo, że zawsze bucha od niej pustynny gorąc rozpalonych ramion i policzków. Warstwy jej szat powiewają wraz z zamknięciem ciężkich drzwi, a rozpuszczone włosy opadają na plecy. Zapach wilgotnego powietrza od razu miesza się z jej ciepłą, korzenną wonią, walcząc o należyte miejsce w atmosferze.
Rohan, w co ty się tutaj bawisz? W co się bawisz z nią. Umut nie lubi takich podchodów, zbliżając się rozkłada ręce, w oczywistym geście, co masz mi do powiedzenia, czego chcesz. No powiedz, wytłumacz, dlaczego musiała się fatygować, choć wolałaby teraz być w zupełnie innym miejscu.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg

brudna

28 lat

zamożny

fałszerz

PisanieRe: Kapliczka   Sro Sie 03 2016, 21:04

Żałujesz chociaż trochę, że nie posiadasz przy sobie zmieniacza czasu? Że nigdy nie pomyślałeś, by swoje zdolności wykorzystać do tego, aby stworzyć coś, co nie będzie fałszywką, lecz w pełni sprawnym urządzeniem, nie rozsypującym się w dłoniach już po kilku godzinach od nabycia? Mógłbyś zrobić coś dla siebie, wyjść poza ramy, w które cię wrzucono i których trzymasz się teraz tak kurczowo, bo to jedyne, co znasz, co nie jest ci obce, co nazwać możesz swoim. A tobie w głowie ostatnio tylko praca daleka od przyjemności. Mając chwilę wolnego czasu – jak teraz – szukasz tylko nowej roboty, bylebyś ręce miał w co włożyć, bo nie wystarczają ci koronkowe halki Petry, w których po ciemku plączą ci się palce ani burza jasnych loków Grushy; za mało masz Anyi, Svetlan i Katyushek, choć w każdej mógłbyś się codziennie zatracać, czas gubić bez wyrzutów sumienia, bo nieustannie robiłbyś bardzo ważne rzeczy. Nie udawaj, że zapomniałeś, nie szukaj teraz wymówek, nie błądź dłońmi po kieszeniach – nie znajdziesz tam klepsydry zamkniętej w metalowych okręgach, która nie wyrzuciłaby cię w niebyt. By ratować swoją dupę, by wyjść z twarzą z tego szamba, wyjmujesz wreszcie ręce z kieszeni, witając Umut środkowym palcem i mrucząc pod nosem zaklęcie ujawniające. Dobra mina do złej gry. Mało komu wychodzi to tak dobrze, jak tobie.
- Co tak szybko? Nie masz jeszcze czegoś do załatwienia? – pytasz z przekąsem, okrążając ją wolnym krokiem. Niesamowita sprawa, nawet pomimo ziąbu królującego na zewnątrz, potrafiła przytargać tu ze sobą całe pokłady gorąca.
Czujesz już, jak zaczyna robić ci się duszno? Może od jej perfum, może od tej karmelowej skóry. Przez ułamek sekundy głowę zaprząta ci jedna, natarczywa myśl: czy w zgięciach stawów, między palcami, pod kolanami, w łokciach, tuż pod brodą widać jaśniejszy odcień skóry, nie pożarty przez słońce? Czy oddała mu się cała, bez reszty, z pasją, jakby nie istniało nic poza nią i tarczą słońca, którą wreszcie sobie zawłaszczyła? Prawie kusisz się, by chwycić ją za gardło, głowę odchylając mocno w tył, by pod zaciśniętymi palcami czuć gwałtownie przełykaną ślinę, wąskimi kanalikami wciągane powietrze, ostatecznie nie podchodzisz jednak nawet po to, by wyjaśnić, po co ją ściągnąłeś. Przecież widzi. Zataczasz ręką półokrąg, po kolei wskazując na tkwiące ponad waszymi głowami witraże, na rozchybotane schody prowadzące na podniszczony balkon, szczerzący do was zęby pękniętej balustrady.
- Potrzebuję ich świadomości. – Brzmisz, jakbyś prosił o kilogram jabłek, nie o niemożliwe. Potrzebujesz dostać się do ich wnętrza, wyciągnąć choć kilka nic nie znaczących pasm historii, które na stałe wplecione mają w te kolorowe szybki. Wnętrza to jej działka.
Powrót do góry Go down
avatar


Asuan, Egipt / Petersburg, Rosja

błękitna

26 lat

bogaty

paser, taksydermista

PisanieRe: Kapliczka   Czw Sie 04 2016, 12:59

Ty, Rohan, cały jesteś jak taka fałszywka. Nie w pełni sprawny, nie nadający się do trwałego użytku,w szczególności w dłoniach Umut. Nie lubiła bubli tak, jak nie lubiła ciebie, zresztą trudno jej się dziwić. Ale nie potrzeba sympatii, aby z kimś współpracować, prawda? Prawda? Gówno prawda. Takich jak on mogłaby mieć na pęczki, przecież nie był wyjątkowy w tym, co robił. Tak, jak ona zresztą, ale Rohan, następną taką Umut znajdziesz bardzo daleko, nie wolisz swojej fury pieniędzy przeznaczyć na coś innego? Tym środkowym palcem to sobie dupy nie uratujesz, możesz co najwyżej sprawić sobie tym przyjemność, ale korzyści z tego nie będzie żadnych.
Odwraca wzrok na to wszystko, wbijając go wymownie w brzydką ścianę ozdobioną kurzem i pamięcią. Chłopiec. Chłopiec w ciele mężczyzny, jak oni wszyscy, wybrzydzają, wypluwają, opryskliwi, niewyprasowani. Okrążaj sobie ją, okrążaj jak planety słońce, ona taka trochę jest, co? Wielu niezbędna do życia i zbyt gorąca, by się do niej zbliżyć. Poparzyłbyś sobie te blade palce, gdybyś tylko spróbował zrealizować swoje chłopięce chwilomarzenia, już o to by zadbała, żebyś ich już nigdzie nigdy nie wkładał.
Podchodzi do starej, drewnianej katedry, wspinając się na nią, siadając na blacie zakłada nogę na nogę, a materiał sukni ślizga się po gładkiej skórze, odsłaniając te karmelowe nogi zbyt bezwstydnie, jak na to miejsce. Góruje teraz jak bogini, tak, jak powinna, akurat, gdybyś klęknął przed nią miałbyś jej stopy na poziomie twarzy, idealnie do pocałunku wiernego. Może by ci wybaczyła wszystkie grzechy, musiałaby się dobrze zastanowić. Ale niekoniecznie ma ochotę zastanawiać się nad twoją osobą. Przecież ma jeszcze tyle rzeczy do załatwienia. Tyle rzeczy, ale cholera, akurat zjawiła się tu. Niech cię szlag, Umut, następnym razem lepiej zafunduj sobie dłuższą kąpiel, kilkugodzinną, bo po tej już dawno zdążyły wyschnąć ci włosy. Z małego, zdobionego lusterkami woreczka-torebeczki wyciąga papierosa i odpala, nie kwapiąc się, by poczęstować Rohana, oczywiście. Kto by go poczęstował? Ja nie.
Daje sobie czas, kilka zaciągnięć spokojnych, w trakcie których najpierw obserwuje wnętrze, potem  jego, mrużąc oczy, kiedy dym oplata jej rzęsy.
-I? – Podstawą współpracy jest dobra komunikacja, a im brakowało od samego początku pozytywnych aspektów relacji. Zresztą. Ciężko wymagać pomocy od kogoś do kogo się ma takie podejście, be, be, be, brzydko Rohan, nieładnie. Niedobry chłopiec. Odpowiedź czaiła jej się już za migdałkami, ale przecież nie wyleje mu tutaj wiadra rozwiązań, przecież nie o to chodzi, a już na pewno nie w tym przypadku. Prędzej mu z nerwów stanie, niż Umut pójdzie mu na ustępstwa.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg

brudna

28 lat

zamożny

fałszerz

PisanieRe: Kapliczka   Pią Sie 05 2016, 18:13

Tak, Rohan, Umut ma co do ciebie rację. Cały jesteś jak fałszywka. Niewiele już w tobie czegokolwiek prawdziwego zostało – ciało tylko sztuczne nie jest jeszcze. Kurwica cię bierze, gdy słyszysz o coraz częstszych przypadkach „zadowolonych klientów” tego szarlatana tworzącego z ludzi hybrydy, monstra nie z tego świata, nie z jakiegokolwiek. Może zazdrosny jesteś, co? Że jemu idzie lepiej od ciebie? Że taką furorę wzbudził swoimi praktykami i nikogo lepszego od siebie w swoim fachu nie ma? Bo ciebie, owszem, zastąpić może pierwszy lepszy chłystek. Wielu jest takich, jak ty – których ambicje większe są od rzeczywistych możliwości, którzy wybić chcą się ponad resztę, udowodnić wszystkim wokół swoje umiejętności. Możesz mówić, że do wszystkiego doszedłeś sam, możesz się tym chełpić, wiesz jednak, że nie robisz niczego odkrywczego. Nie tworzysz nowego, nie stajesz się częścią świata, uzupełniasz tylko jego wybrakowane elementy, podmieniasz te, na których żal byłoby dojrzeć jakikolwiek ślad erozji. Nie próbuj się wybielać, zbyt głęboko wszedłeś w iluzję, by teraz ktokolwiek uwierzył w twoje szlachetne zamiary. Pod tą zawsze krótko przystrzyżoną szczeciną pełno jest kosmatych myśli, niespiesznie wypełzających z każdym słowem, wraz ze spojrzeniami, plączącymi się wokół kostek nóg, ciągnących za przeguby ku czynom przeczącym człowieczeństwu. Mógłbyś poskromić je choć na chwilę, przy niej, by nieco przyjemniej było, by wyzierające z was toksyczne opary podczas pracy nie przyćmiewały wam jasności myślenia.
Moglibyście się tak w kotka i myszkę do usranej śmierci bawić, systematycznie, co jakiś czas zmieniając strony, hardo wzajemnie pokazując, że nerwy macie ze stali, że nie jesteście w stanie wyprowadzić się z równowagi, chociaż granice cierpliwości trzeszczą złowrogo, zwiastując rychłe nadejście spektakularnej klęski. Jak dzieci. Oboje. Za grosz rozsądku, za grosz powagi. Ugiąłbyś przed nią kark, mimo wszystko pokazał, że masz jaja i kończysz z tą grą, która ciągnie się za wami jak smród już tyle czasu. Z każdym spotkaniem mniej ochoty masz na odpieprzanie tego teatrzyku nienawiści. Zdaje się, że zapomniałeś nawet od czego się zaczęło – od czegoś musiało. Lubisz przecież początki, nie pozwoliłbyś na wrzucenie się w oko cyklonu, nie mogąc obserwować, jak powstaje. Na Umut też byś jeszcze trochę popatrzył, gdyby tak cię nie wkurwiała swoim byciem. I tak jesteś górą, wiesz że ją zainteresowałeś, w innym przypadku nie trwoniłaby na ciebie cennego czasu, nie rozumiesz jedynie, po co próbuje zgrywać niezaciekawioną.
Jak przyszłaś się nudzić to wypierdalaj, laleczko.
Nie mówisz nic, wzruszając sztywno ramionami. Splatając dłonie na karku, kucasz przed przygotowanymi witrażami. Mają wszystko, absolutnie wszystko poza duszą. Pozornie żywe, jak ty. Pomyśl – myśl! – czego tobie brakuje, by żyć; czym zapełniłbyś swoją skorupkę, jak. Wyciąganie wspomnień z ludzi było proste, bo można się o cokolwiek zaczepić. (Czyżby?) Wyciąganie wspomnień z trupów też nie należy do najtrudniejszych, a nic już nie różni ich od kolorowych szkiełek. Wszystko to atomy. Już wiesz, gdzie popełniłeś błąd? Kiwasz na nią palcem.
Powrót do góry Go down
avatar


Asuan, Egipt / Petersburg, Rosja

błękitna

26 lat

bogaty

paser, taksydermista

PisanieRe: Kapliczka   Sro Sie 10 2016, 22:59

Chyba żartujesz, fałszywko. Ten szarlatan? Umut jest wielką zwolenniczką jego prac. Na odległość, aby pozostawić wzajemny szacunek twórców, odpowiedni dystans, ale chętnie by się zbliżyła, aby wszystkiego tego spróbować i przestudiować, zresztą, niewykluczone, że wkrótce po prostu wyjdzie z domu i przespaceruje się spokojnie, aby nieprzypadkowo spotkać cudownego szarlatana. Byłbyś wtedy zazdrosny? Jego prace doceniłaby bardziej. Bo pewnie nie serwowałby jej niedokończonych bubli. Mówiąc o domu, kiedy ją odwiedzisz? Nie mów, że nie wolałbyś się poprzekomarzać na pięknie zdobionych dywanach, racząc się najlepszymi azjatyckimi trunkami, zamiast marznąć tu i wraz z oddechami wyrzucać z siebie opary utajonego gniewu. Dajże jej skończyć tego papierosa, niecierpliwy. Myślisz, że przyjęła taką pozę? Skąd, durniu. Przecież znasz ją nie od wczoraj, powinieneś wiedzieć, że jej zainteresowanie szybko upływa, jeśli nie podtrzymuje się rozrywki. Wiesz, jak to jest, świece nie są wieczne, jej zapał też czasem gaśnie. A może nie? Może po prostu lokuje go gdzieś indziej. Możesz być pewien, że jeśli będzie się nudzić to w istocie wypierdoli. Tego chcesz? Szukać potem pomocy po kątach? To niewygodne, daj spokój, Rohan. Nie odpierdalaj szamba. Siedź cierpliwie, kucaj raczej, spieszy ci się? Jeśli tak to szkoda, trzeba było się zastanowić co z tymi fantami zrobić wcześniej. Umut nawet gdy się spieszy to na wszystko ma czas. A wcale nie oszukuje. Przynajmniej na tej płaszczyźnie, jakby nie patrzeć cała jej praca to oszukiwanie. Fałszerze. Tylko ona się ładniej nazywa. Dopala w końcu i schodzi z katedry, kiedy ostatnie kłęby dymu wzbijają się w powietrze, przygniatając niedopałek obcasem. Wiesz, miała w głowie już całą wiązankę, którą chciała ci zaserwować, litania o tym, jakim wrzodem na dupie jesteś i wołasz ją tutaj aby pokazać gównorobotę, ale po co? Po co. Przecież się chłopak stara. Powiedział, a co mu chodzi, a nie wymruczał. To nic, że wcześniej przywitał cię w tak ordynarny sposób. W swoim czasie jeszcze tego pożałuje.
Przechodzi obok rozłożonych witraży, dłonią zahaczając o rohanowe ramię, tak, jak zawsze robi idąc obok muru, obok krzewów czy posągów, ważnych gości na przyjęciach, muskając ich opuszkami swoich karmelowych palców. W końcu na drugim ramieniu przysiada ostrożnie, aby się gnojek nie przewrócił, szkoda byłoby się potłuc, albo te witraże stłuc. Chociaż wcale ciężka nie jest, gorzej z nim. Ile ważysz? Pewnie swoje. Mężczyźni muszą dużo papać, dużo mięska i ziemniaczków. Z koperkiem. I innymi ziołami, zagranicznymi przyprawami, które pachną orientem.
Włosy spływają jej falą, kiedy nachyla się powoli aby spojrzeć na te biedne, martwe dzieła, a obcas stuka głucho, gdy przesuwa nogę, aby założyć na nią drugą, świecić kolanami w półmroku, denerwować stare postacie na reszcie szklanych wizerunków. Przygląda się każdemu fragmentowi z osobna, każdej z płytek poświęcając tyle uwagi, chociaż nie musi, chociaż już od paru minut wie, w jaką stronę powinien z nimi pójść, ale co z tego, kiedy chce je obejrzeć, to obejrzy. W końcu jest Umut. I ma na wszystko czas.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg

brudna

28 lat

zamożny

fałszerz

PisanieRe: Kapliczka   Pią Sie 12 2016, 20:42

Aha, no jasne. Pozwól się traktować jak stołek. Pozwól się otumaniać tym zapachem, tym widokiem, tym dotykiem. Pozwól z siebie kukiełkę zrobić, uprzedmiotowić. By cię można było z kąta w kąt przestawiać, gdy tylko zaczniesz zawadzać. A zaczniesz – jej na pewno, w dodatku całkiem niedługo. Już to przecież czujesz. Wierci się niespokojnie, delikatnym materiałem ledwie okrywającym jej ciało drażniąc cię, bawiąc się w torreadora, któremu przyszło zmierzyć się z wyjątkowo upartym bykiem. Ty jednak najlepiej zdajesz sobie sprawę z tego, że na każdego w końcu znaleźć można haka i odnosisz niepokojące wrażenie, że Umut na ciebie ma ich nawet kilka. Jak każdy. Za kołnierzem nie chowasz niczego, grając jedynie w otwarte karty. Pozwalasz każdemu czytać z siebie jak z otwartej księgi, mając nadzieję, że może sam się o sobie czegoś dowiesz, do czego faktycznie jesteś zdolny, a co za twoim przyzwoleniem przylgnęło do ciebie jak druga skóra.
Karmelowe zawodzenie. Ziemia niepoznana. Ziemia porzucona. Dłoń wsuwasz jej między uda, przytrzymując mocniej, by zachować równowagę, szkoda byłoby tych witraży przecież, choć nowe mógłbyś stworzyć w mgnieniu oka, za plecami znów słysząc jej niezadowolone sapnięcia, te niewyartykułowane, wiszące między wami jak ciężkie zasłony tyrady o odjebywaniu maniany, o kolejnym chłamie wychodzącym spod twych rąk, o lepszych od ciebie, o zajmowaniu miejsca perłom wspaniałym, których jeszcze nikt nie wyciągnął na powierzchnię, bo twoje ego przygniata chroniące ich muszle. Coraz cieplej, coraz wyżej, kciukiem zataczając półokręgi na tym boskim dziele, swoim dotykiem profanując je w najwulgarniejszy z możliwych sposobów, próbujesz dociec, ile w umutowym zachowaniu jest troski. Jak bardzo, próbując wepchnąć cię w jądro ziemi, zatopić w magmie, chce jednocześnie jak trofeum postawić cię na najwyższej półce, wcale przecież nie gnębiąc, lecz stworzyć doskonałość, ideał do którego dążyć powinni wszyscy inni.
Może za dużo sobie wyobrażasz, zbyt wiele byś od niej chciał.
Może to przez nią wciąż zapominasz, że nie wszystko, co pozostaje niewzruszone, zastygłe w czasie jak marmurowe rzeźby, jest równie martwe w środku. Może gdybyś jej serce umieścił w witrażach, faktycznie stałyby się jedynie pięknie wyglądającym, kolorowym szkłem, nie chcesz jednak psuć sobie dotychczasowej pracy. Podnosisz się ostrożnie, uwalniając spod jej ciężaru.
- Skoro tak ci wygodnie, posiedź jeszcze albo poleż – mówisz, niedbale ręką wskazując na znajdującą się pod ścianą drewnianą ławę. Pewnie wygodniejszą niż twój bark, w końcu mniej koścista jest, bardziej stabilna i nie gadająca. Pochylając się nad jednym z kufrów, wyciągasz z niego kilka identycznie wyglądających flakoników, które starannie umieszczasz w wewnętrznej kieszeni kurtki, by tak wyposażonym zacząć wspinać się na wyższą kondygnację kapliczki. Mógłbyś się w międzyczasie na Umut obejrzeć, nie ignorować tak ostentacyjnie.
Powrót do góry Go down
avatar


Asuan, Egipt / Petersburg, Rosja

błękitna

26 lat

bogaty

paser, taksydermista

PisanieRe: Kapliczka   Pią Sie 12 2016, 22:41

W egipskich świątyniach jest ciemno. Tak ciemno, że bez odpowiedniego źródła światła nie widać dobrze umieszczonych na ścianach malowideł, a tym daleko jest do witraży. Przy mocnych zaklęciach tracą swój urok, najlepiej wyglądając w półmroku zwykłej pochodni. Wtedy nie widać ich dokładnie, wzrok nie jest w stanie wychwytywać szczegółów przy tak słabym świetle. Zamazują się kontury, w kątach obrazy zaczynają wirować, zmieniać położenie, linie stają się giętkie, tańcząc z każdą nanosekundą coraz śmielej, nim zwrócimy ku nim swój wzrok. Wtedy stają się nieruchome. Potrafisz pochwalić się tym samym? Czaić się gdzieś na granicy czyjegoś pola widzenia, w razie potrzeby stać się nieruchomym elementem? Przestawianie cię z kąta w kąt nie byłoby wcale takie opłakane w skutkach, co? Teraz wcale nie jesteś nieruchomy. Jak chcesz zachować równowagę i jednocześnie wypuszczać jak żmiję, tą rękę, płynnymi ruchami? Nie poparz się, im głębiej tym goręcej, wiesz, a ty przecież znasz tylko jej powierzchnię. Powierzchowność. Biały jesteś jak sypki cukier, ulotny. Nie to, co karmel. Rozsypujesz się, wnikasz w szpary w kamiennej posadzce, nie przyciągasz jej uwagi tak, jak powinieneś. Może za mało profanacji jest w tym geście? Za mało wulgaryzmu. Może za słaby jest, nie taki, jakiego by się po tobie spodziewała. Nie myślałeś aby zostać konserwatorem? Oni też do dzieł podchodzą z taką delikatnością.
Wstaje, siłą rzeczy, prostuje długie nogi i w końcu spogląda na ciebie, gnojku, chociaż widać po oczach, że wcale jej tu nie ma, jeszcze nie wróciła, te słowa docierają do niej z sekundowym opóźnieniem, gdy mgła wokół jej źrenic opada. Na twarz wpełza jej uśmiech, chociaż wcale nie jest słodki czy dziewczęcy, to grymas, choć w jej wykonaniu wcale nie wygląda źle. Przecież nigdy nie wygląda źle. Rozbawiłeś ją tą uwagą. Za mało cięta była, coś tak złagodniał. Zgłodniał. Uciekasz wzrokiem, dlaczego? Nie jest ci już potrzebna, czy chcesz zademonstrować jej co potrafisz? Proces twórczy, artysta w uniesieniu. Warto, ale może nie teraz. Odwraca głowę, jeszcze raz spoglądając z góry na witraże. Wyciągnęłaby dłoń, aby ich dotknąć, musnąć, oczywiście, to jakiś jej mały-duży nawyk, ale żal jej dotykać ich takich… leżących. Bezradnych, czekających na wyrok. Powinny dumnie prezentować się w pionie, zmuszać odwiedzających do zadzierania głów. No, Rohan, zrób coś z tym.
- Mam takiego człowieka, ale pracuje teraz nad innym zleceniem. Przyjdź we wtorek. – Przyjdź we wtorek. We wtorek będzie cały dzień. Zorganizuje człowieka, jest trochę niestabilny, ale to świetne medium. Tylko czasami ciężko się rozeznać czy sobie coś uroił czy coś gnębi go naprawdę.
Obchodzi biedne szklane sieroty, leżące na zimnej posadzce. Zimno tutaj jest, pora na nią. Zresztą chyba jej już niczego nie pokażesz co mogłoby ją zatrzymać? Przechodzi między ławami, gdyby przejście było węższe mogłaby biodrami zahaczyć o każdą z ram, tak nimi kołysze, zamiast tego wyciąga lewą rękę, pozwalając swojej dłoni otrzeć się o oparcie każdej z ław, nim nie dotrze do drzwi, prawie wywracając oczami na samą myśl, że musi wyjść znowu na to zimno. Nie wołaj jej już w takie miejsca, zdecydowanie bardziej woli zacisze własnej willi.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg

brudna

28 lat

zamożny

fałszerz

PisanieRe: Kapliczka   Nie Wrz 04 2016, 16:33

Może. Może faktycznie powinieneś zostać kimś innym, może to nie miejsce, nie czas, nie zawód dla ciebie. Może tak bardzo pragnąłeś sfingować rzeczywistość, tak bardzo siebie samego oszukać, że poszedłeś po linii najmniejszego oporu licząc na profity z bycia kanciarzem. Daleko ci jednak do idealnego odgrywania wilka w owczej skórze, skoro, choć może sam nabierasz się na własne sztuczki, cała reszta nie jest już tak przekonana o twoich fantastycznych umiejętnościach. Może powinieneś przejąć fuchę bannika, dużo łatwiej przyszłoby ci wówczas mydlenie ludziom oczu. Ale nie. Tobie marzy się cały świat. Ty chcesz tylko bogactw, których jednak nigdy nie będziesz miał w posiadaniu. Fałszywy Robin Hoodzie, zabierający biednym i rozdający bogatym, plebsowi rzucający na pocieszenie to, czego nawet szczury by nie ruszyły. Paskudne masz wnętrze, może dlatego bogowie tak lubią z ciebie szydzić. A może tylko sam siebie znów próbujesz zwodzić – i wszystkich innych wokół – pozwalając myśleć, że to, co spod twych rąk wychodzi, czym każdego tak uprzejmie karmisz, to pospolite, kalekie fałszywki. Tak bardzo wstydzisz się – boisz? – własnych umiejętności, że umniejszasz je, jak tylko możesz, całemu światu grając na nosie.
Co właściwie zamierzasz osiągnąć, Rohan? Czego chcesz?
Doprowadzić do wrzenia ją? Siebie? Sprawdzić, czy ziemia może pęknąć na pół? Czy huk, jaki spowoduje twój upadek sprawi, że w górze księżyc roztrzaska się na tysiące kawałeczków? Nie bądź nierozsądny, poskładaj już swoje zabawki, dostałeś wreszcie to, na co dziś miałeś ochotę, choć pomoc ta jest dość nijaka, za późna. Gdybyś nie był dorosłym mężczyzną, pozwoliłbyś wewnętrznemu dziecku skakać i wrzeszczeć, by zwrócić na siebie uwagę tych, którzy mogą więcej. Tyle, że Umut więcej wcale nie może, wyżej jedynie zadziera głowę, ego bardziej ma nadmuchane, nad wszystkim co robi patronuje jej Ra, co wzbudzać ma powszechny szacunek i strach. Daleko jej jednak do bogów, daleko do boginek. Nawet to tej jebanej Starszyzny, choć pewnie i z nimi kręci na boku. Trochę jak ty, choć dużo mniej elastyczny jesteś, nie rozciągasz się tak fantastycznie jak ośmiornica, każdą macką łapiąca za to, co może wydać jej się warte uwagi. Choć oczy masz dookoła głowy, ostatecznie wzrok skupiasz na jednym tylko punkcie. Dlatego też słyszysz jedynie, jak drzwi kaplicy zatrzaskują się za nią i nie wiesz, cholernego pojęcia nie masz, ile jadu było w tym zaproszeniu, ile słodyczy w nie wplotła, czy wszystkiego było po równo, neutralizując się, czy może, korzystając z tej łaskawie otrzymanej szansy, nie wejdziesz wprost w misternie zaplanowaną zasadzkę. W jaskini lwa przecież nic innego nie mogłoby na ciebie czekać, co? Pierdolenie, nie rób z siebie nie wiadomo kogo. Płotką jesteś, każdy mógłby cię zmieść z powierzchni ziemi pstrykając jedynie palcami, bo żadnych pleców za sobą nie masz. Więc sprzątnij wreszcie te szkła, nic tu po tobie. Dziś wystarczająco wiele zrobiłeś. Reszta po wtorku.

zt x2
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Kapliczka   

Powrót do góry Go down
 
Kapliczka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: