IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Stoisko bukinistów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieStoisko bukinistów   Pią Kwi 01 2016, 03:51

Stoisko bukinistów

Stoisko bukinistów to nic innego jak coraz popularniejsza forma handlu w postaci ulicznego antykwariatu, na którym można znaleźć starodruki, książki naukowe z wszystkich dziedzin, mapy, pocztówki, grafiki, stare czasopisma, plakaty oraz książki w obcych językach. Jednym słowem – jest tam niemal wszystko, czego dusza zapragnie, nie wspominając już o schowanych przez właścicieli unikatach przeznaczonych wyłącznie dla stałych klientów. Ich największe, strategiczne skupisko znajduje się zaraz przy najsłynniejszym targu w całym Petersburgu, gdzie bez wątpienia rozkwita magiczny handel. W pobliżu bukinistów często można spotkać także ulicznych artystów, którzy niecodziennymi talentami próbują zarobić chociażby kilka rubli czy kopiejek na życie.
Powrót do góry Go down
avatar


trochę Belgrad, trochę reszta świata

brudna

26 lat

przeciętny

zielarka

PisanieRe: Stoisko bukinistów   Nie Lis 13 2016, 17:59

Lubię zatrzymywać się tu w drodze do pracy. Zapach książek jest tak intensywny, że przyćmiewa każdy inny. Nie czuć aromatów docierających z pobliskich restauracji, gubi się w nich woń świeżych kwiatów, codziennie, punkt szósta rano, przywożonych do znajdującej się naprzeciwko kwiaciarni. Nawet zazwyczaj intensywny zapach gorących ciasteczek korzennych sprzedawanych na straganach niknie wśród stęchłego, pożółkłego od starości papieru. Kucając jak najbliżej rozstawionych na uliczce książek, by nie przeszkadzać w swobodnym przepływie ludzkiej masy za moimi plecami, zwykle, gdy starcza mi czasu – a często tak jest, rzadko kiedy rankiem mam ochotę zostawać w mieszaniu dłużej niż to potrzebne – sięgam po pierwszą lepszą z brzegu lub tę wyglądająca najbardziej wiekowo, w której boję się dotykać stron, bo papier jest tak cienki, wytarty od wielokrotnego wertowania kartek, że niemal rozpada się w palcach. I choć zawsze chcę zapoznać się jedynie z kilkoma pierwszymi zdaniami, by mieć pewność, że ten przypadkowy zakup nie okaże się strzałem w kolano, nigdy nie potrafię skończyć na pierwszym rozdziale, częstokroć niestosownie pochłonięta opowiadaną historią, o czymkolwiek by nie była, przy drugim lub trzecim orientuję się, że od kilku minut powinnam znajdować się w aptece, służąc porannym klientom swoją wiedzą. Rzucając na wyblakłe okładki należną sumę, z książką wetkniętą pod pachę, gnam co sił kilkadziesiąt metrów dalej, przepraszając czekające już przed drzwiami osoby za kolejne spóźnienie, solennie obiecując poprawę – i przy kolejnym razie znów je zawodząc – i z nerwowo drżącą ręką próbując kluczykiem trafić w zamek, by prędko wpuścić klientelę do lokalu, by duszący zapach ziołowej mieszanki na moment zwalił każdego z nóg, jeszcze przez chwilę każąc im sterczeć na zewnątrz, a mi dając tych parę cennych chwil na pospieszne przygotowanie siebie i swojego stanowiska pracy.
Dziś nie muszę się spieszyć, dziś skończyłam wcześniej, opiekując się sklepem zaledwie przez cztery godziny, wychodząc z niego z zadaniem ważniejszym niż wykładanie towaru na półki, niż przemieszywanie ziół w ogromnych koszach przed apteką, niż męczące napinanie mięśni twarzy, by uśmiech nie schodził z niej choćby na chwilę. Podróże do najodleglejszych zakątków Europy i świata, by zdobyć kilka świeżych liści popiołowej gruszy czy równikowej odmiany goryczki wiosennej, to jedyne, dla czego podjęłam się i wciąż trwam w tej pracy. Rozłożone przede mną atlasy Turcji zaczynają nieprzyjemnie mienić mi się w oczach, jeden lepszy od drugiego, każdy ostatecznie taki sam, choć wszystkie różnią się wielkością, dokładnością map, dodatkowymi informacjami i dziesiątkami innych, nie wiem po co potrzebnych mi informacji. Raz po raz podciągając poły płaszcza pod siebie, by nie zostały zdeptane przez rozgadanych, rozkojarzonych przechodniów, brodę opieram na kolanach, wpatrując się nieprzytomnie w rozłożone przede mną okładki. Może nie powinnam korzystać w ogóle z map. Może wypadałoby powysyłać pocztówki.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

27 lat

przeciętny

weterynarz

PisanieRe: Stoisko bukinistów   Pią Lis 18 2016, 22:06

Rubel warknął. Choć w pobliżu kota ani śladu, nawet o szczura trudno. Pies szedł grzecznie przy nodze bez smyczy, wystarczyło, byś szturchnął go lekko.
- Stary dureń. - mruczysz z niezadowoleniem; zauważyłeś, że zsunął sobie bandaż z nogi, przegryzł mały węzełek, który zawiązałeś z tyłu, żeby nie mógł go dosięgnąć. Znowu. Przykucnąłeś na ziemi, przechodnie trącali cię kolanami, buty spieszących w swoje strony ludzi deptały twój płaszcz. Masz już lepszy, trochę szkoda płaszcza.
- Nie wolno, Rubel, bo się nie zagoi. - pouczasz psisko powoli, przedzierając bandaż na końcu i wiążąc na nowo. Musi wystarczyć do końca spaceru. A sądząc po entuzjazmie, z jakim Rubel obwąchuje każdy próg, spacer jeszcze potrwa.
Stary szelma. W domu po schodach trzeba go nosić, ale jeśli jest szansa na wizytę u rzeźnika po kiełbaskę, pierwszy jest do wędrówki.
Na razie minęliście tylko piekarnię i jednemu z was dostało się pożywienie. Słodka bułka z rodzynkami i butelka mleka. W sam raz na śniadanie, chociaż pora być może już nieodpowiednia.
Rubel cierpiał, bo spałeś za długo. Siku się chciało staruszkowi i na nic tłumaczenie, że na noc cię wezwali do kliniki, bo przy operacji jednego teriera była potrzebna pomoc.
Miał pękniętą kość biodrową, chciałbyś tak mieć pękniętą kość biodrową? Nic nie pomogły nawet psychologiczne podejścia - póki Rubel potrzeby nie załatwił, był śmiertelnie obrażony. Nie chciał nawet czekać, aż nasypiesz pokarmu do misek, ale i to na nim wymogłeś.
Ma już duże doświadczenie z tobą, połowa tych jego fochów jest z nudów, to udowodnione.
Rubel warknął znowu i oddalił się nieco od ciebie.
Cmoknąłeś na niego raz. Szliście dalej. Cmoknąłeś drugi. Ale Rubel został już w tyle, przy tym stoisku z książkami, które nigdy cię specjalnie nie interesowało. Parę lat temu właściciel jednego pytał, czy nie masz może dojść do dobrych antykwariuszy, czy nie chciałbyś polatać z kilkoma sprawami, załatwić kilku interesów.
Miałeś, najwidoczniej zbyt dużo spraw na głowie.
- Rubel, noga. Uspokój się. - dwa razy musiałeś powtórzyć, by wrócił do ciebie. Spojrzał na ciebie, jak gdybyś miał być dumny z jego znaleziska, które obchodził ostrożnie, powarkując.
Kobiety przykucniętej przed jakimś atlasem.
- Przepraszam panią najmocniej. Pani chyba brzydko mu pachnie.
Ty nie wyczułeś od niej nic, ale ty jesteś nauczony tylko wyczuwać alkohol. Nie wiesz, jak to inaczej powiedzieć, nie umiesz grzecznie rozmawiać. Mówi się: pani pachnie jak tuberozy. To nastraja.
Niedługo na straganach będą pomarańcze. Mandarynki. Będzie pachniało goździkami, Rubel będzie prychał. Takie francuskie się zrobiło na starość to twoje psisko, do perfumerii go zabierz a nie do rzeźnika.
Powrót do góry Go down
avatar


trochę Belgrad, trochę reszta świata

brudna

26 lat

przeciętny

zielarka

PisanieRe: Stoisko bukinistów   Nie Lis 20 2016, 22:12

Krótki film o przemijaniu wtłoczony w prostokątny kartonik ze starannością nie jednemu zapierającą dech w piersi drga mi w dłoniach, podczas próby uchwycenia w jednym momencie każdego znajdującego się w kadrze elementu. Zapętlony obraz przelatującego nad Carskim Siołem gołębia, znikających w interesującym mnie ujęciu ludzi, chmur raz po raz pojawiających się w tym samym miejscu, w którym były przed trzema sekundami – wszystko to, i jeszcze więcej, mogłoby doprowadzić do szaleństwa od zbyt długiego wpatrywania się w nieskończoność powtarzający się widok. Mi głowa puchnie jedynie od wspomnień, gdy myśli wypełniają się urywkami przeszłości pełnej barwnych widokówek trójwymiarowych, których wysyp nastąpił kilka lat temu w Belgradzie i w które koniecznie chciałam się zaopatrzyć, by dać ujście ekstatycznej fali chciejstwa odwiedzającej mnie raz na jakiś czas. Odkładam pocztówki na miejsce, byle dalej, byle nie nęciły mnie swoim widokiem, odrywając od spraw istotnych, i już wracać mam do ponownego wertowania atlasów, gdy tuż obok dochodzi mnie gardłowe warczenie. I czuję jak z rąk odpływają wszelkie siły, jakby napór powietrza stał się nieoczekiwanie zbyt silny, bym mogła utrzymać je prosto wyciągnięte (nawet złożenie ich na kolanach niczego nie daje, opadać chciałyby bardziej, dalej, głębiej w ziemię wniknąć).
Mówiono mi kiedyś, że w momencie, gdy istnieje możliwość bycia zaatakowanym przez psa, należy kucnąć, dłonie spleść na karku i ręce kurczowo przycisnąć do tułowia. To podobno uchronić ma przed poważnymi ranami, jakie mógłby czworonóg zadać. Nigdy w to nie wierzyłam, nigdy nie przyszło mi do głowy, by zastosować się do takich rad – w tym momencie też nie jestem w stanie zmusić dłoni do wykonania jakiegokolwiek ruchu – przekonana, że pies, jeśli tylko by chciał, nie miałby trudności z zaznajomieniem się ze smakiem mojej szyi. Tkwiąc tak w bezruchu, liczę jedynie, że właściciel prędko przywoła pupila do porządku; że w razie potrzeby na zapełnionej ulicy znajdzie się choćby jeden śmiałek, któremu niestraszne byłoby odciągnięcie ode mnie pełnego pasji stworzenia.
Ostatnim, czego się spodziewałam, było usłyszane właśnie stwierdzenie. Usprawiedliwianie kogokolwiek – szczególnie zwierząt, mimo że zasługują na sympatię dużo większą niż ludzie – w taki sposób było zwyczajnie niewłaściwe, żeby nie powiedzieć – popierdolone. I może to to zaskoczenie, może chęć sprawdzenia, kto ma na tyle wyobraźni, by w podobny sposób dobierać słowa, a może adrenalina pompująca mi w mięśnie siłę, by mechanicznie odwrócić głowę w stronę, skąd dobiegał głos.
- Słucham? – Reakcja obronna, przyzwyczajenie, z którym ciężko mi zerwać, nieraz tak denerwujące jedną i druga stronę, a jednak powtarzane za każdym razem jak mantra, jak zaklęcie mogące cofnąć czas lub sprawić, że sytuacja przeminie sama. Co nie następuje nigdy, tym razem również, dodaję więc pospiesznie. – Nie przepada za kotami czy drażnią go któreś zioła? – Jedno z dwóch, innej możliwości nie ma. Z rzadka używam perfum, staram się unikać intensywnie aromatyzowanych specyfików, wszystko to nikłoby prędko pod mocnym zapachem ziół wnikającym we włókna tkanin, plączącym się we włosach, zatapiającym głęboko w skórze.
Podnoszę się ostrożnie z kucek, poznając tę twarz, nie potrafiąc jednak dopasować jej do konkretnej osoby.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

27 lat

przeciętny

weterynarz

PisanieRe: Stoisko bukinistów   Pon Lis 21 2016, 18:35

- Proszę się nie bać, on już jest jak dziadkowie na ławeczce w parku. Ciągle coś im przeszkadza i wymachują parasolkami, ale nikt nie dostaje po głowie.
Dopiero kiedy poświęciłeś mu swoją bułkę z rodzynkami, Rubel uznał, że pani nie pachnie wcale tak podejrzanie i jak tylko zajął się przeżuwaniem, może byłby nawet w stanie podać jej łapę.
Dziwi cię nieco, że się przestraszyła. Przecież to tylko marudny staruszek, a jego jedyną bronią po tylu latach życia jest już tylko niebywały talent do kładzenia się w każdym możliwym przejściu albo innym wąskim miejscu o znaczeniu strategicznym.
Nie umiałbyś już chyba spojrzeć na zwierzę jak na obcego, przestraszyć się jak kiedyś szczekającego psa. Albo że kot, który akurat wymknął się zza śmietnika akurat ciebie zaraz zadrapie i będzie z tego nieszczęście. A być może powinieneś, nie tylko małe pieski ci przyprowadzają. Wołali cię do zoo ostatnio, potrzebny był ktoś, kto starym lwom drzazgi powyciąga.
A co ciebie złego może spotkać?
Nikt nie zajdzie cię od tyłu i nie przytknie noża między łopatkami. Z kwiaciarni, którą widzisz kątem oka nie wyskoczy nagle szalony hodowca nasturcji, ani nie wyleci rój pszczół.
Nie masz się czego bać. Tobie, jak widać po brzydko pachnącej pani, same dobre rzeczy się zdarzają.
- Jedno i drugie. Tak już zdziwaczał. – chociaż koty gonił od małego. Achilles uchował się w twoim domu bezpieczny tylko dlatego, że nie waha się używać na nikim pazurów. Ciebie nie dotyczy żaden wyjątek w tej kwestii, choć obiecywałeś mu już kilkakrotnie, że absolutnie nie zamierasz zdzierać z niego jego starej kociej skóry.
- To się zgadza, psy nie bardzo lubią alchemików. Szczególnie tojad i niecierpki je drażnią, ale Rubel jest szczególnie wybredny. – wymknął ci się uśmiech, kiedy tak przyglądałeś się kobiecie w płaszczu. I zdaje ci się, że czujesz jakby geranium.
Stąd się pewnie przyjęło, że to koty mają większe powinowactwo do sił magicznych; zwykle składniki eliksirów przyciągają je również, ale w zupełnie inny sposób. Hycle wabili kiedyś bezpańskie koty pękami ziół.
Koty, zioła, stare księgi… coś młoda na wiedźmę. I krzywego nosa też zabrakło.
Powinieneś już iść, kupić sobie drugą bułkę, skoro ta pierwsza padła już ofiarą chytrego psa. A do tego masz jeszcze ochotę na kawę. Z mlekiem i słodką, kawę dla popierdółki.
Ale nie idziesz, nie kupisz sobie tej kawy i to wcale nie dlatego, że jeszcze parę dni do wypłaty; była kilka dni temu i jesteś jak na razie wręcz bogaczem w porównaniu do ostatnich dni października. Czyżby cię zainteresowały atlasy? Wybrałbyś się gdzieś dalej, za morze, kiedy tu zacznie padać śnieg? Gdzieś, gdzie twoja ciemna skóra lepiej by pasowała, a ładne dziewczyny nie pachną geranium? Pięknie to brzmi. A może to tylko Rubel musi po prostu sobie odpocząć, przysiadł przecież właśnie i medytuje nad wydłubanymi pieczołowicie rodzynkami, przesuwa je nosem i tylko smutno się patrzy, kiedy ktoś jedną nadepnie.
Powrót do góry Go down
avatar


trochę Belgrad, trochę reszta świata

brudna

26 lat

przeciętny

zielarka

PisanieRe: Stoisko bukinistów   Wto Lis 22 2016, 23:07

Wiele razy udzielano mi rad i poleceń – proszę usiąść, proszę nie patrzeć, proszę się nie bać, proszę się odsunąć, proszę zostawić to mi – i wiele razy nie chciałam lub nie mogłam się do nich zastosować. W niektórych przypadkach wychodziło mi to na dobre, w innych wysoką cenę musiałam płacić za swoją przekorę, głupotę i brak umiejętności zachowania zimnej krwi. Po każdym takim przypadku zastanawiałam się, w czym tkwi problem. Czy to tak zwane zrządzenia losu, jedynie mój upór, niewłaściwy dobór słów, brak przekonania o ich prawdziwości czy w ogóle brak chęci przekonania mnie do wykonania zasłyszanej prośby. W twoim głosie jest jednak coś – chyba pewność, której dawno nie słyszałam u nikogo – co niemal natychmiast każe mi porzucić ten irracjonalny strach wobec zwierzęcia, spojrzeć na kręcącego się nam pod nogami psa i, z uśmiechem wyginając usta w podkówkę, krótko skinąć głową.
- Postaram się. – Na dowód prawdomówności podnoszę w górę dwa palce, jak do harcerskiej przysięgi, szybko jednak dłonie chowam do kieszeni. Zawsze trudno znaleźć mi dla nich zajęcie i po stokroć powinnam dziękować bogom (czy może zwyczajnie – projektantom?) za stworzenie czegoś tak wygodnego. – Po prostu… Wystraszył mnie, dawno nie miałam kontaktu z psami.
W pewnym sensie to kłamstwo. Niemal codziennie, wychodząc rankiem do pracy, mijam się na klatce schodowej z Vanką, energicznym jamnikiem, który każdemu próbuje udowodnić, że schody nie stanowią dla niego jakiegokolwiek wyzwania (do czasu, gdy od wspinania się po nich nie siądzie mu kręgosłup). Tyle, że Vanka nie szczeka, nie warczy, nawet piszczeć zdarza mu się niebywale rzadko, bo i okazji ku temu często nie ma. Większe psy to zupełnie inna bajka. Ostatni, z jakim na dłużej miałam do czynienia, został w Belgradzie. Cała reszta nie ma znaczenia – jak nieustannie mijani przechodnie, dopóki na któregoś się nie wpadnie, są jedynie jednorakimi mirażami na tle burego miasta.
Zerkam znów na Rubla, chwilę później postanawiając wrócić do poprzedniej pozycji, kucając powoli przy psinie. Wciąż był odrobinę poruszony, większą uwagę poświęcając jednakże przeżuwanemu kawałkowi bułki i mijającym nas parom butów.
- Zaryzykowałabym. Mogę? Nie ugryzie mnie? – pytam, nim wyciągam ku zwierzęciu rękę, głowę zadzierając ku górze, nim nie uzyskam odpowiedzi. I jeszcze wolniej niż kucałam zanurzam palce w już nie tak miękkiej sierści, to zaciskając, to rozluźniając je, nie nachalnie, nie długo. Tych parę sekund starcza, dłonie znowu mam przy sobie. – Dobrze byłoby mieć w tobie druha, Rubel. Ale nie będę cię zabierała twojemu panu.
Nie jestem zresztą pewna, czy bym chciała.
Jedną z niegdyś odrzuconych rad było przygarnięcie psa. Dużego, głośnego; takiego, który wyglądałby groźnie i w razie czego mógł mnie ochronić. Wiele hałasu o nic. Nie zdarza się, by ktokolwiek za mną gwizdał, by odrywał się od dźwigania spoczywającego na barkach ciężaru kamienicy, nachalnie służąc mi swoim towarzystwem; nie zdarza się, bym często poznawała petersburskie ulice, gdy we władanie bierze je Chors – na bezsenne noce posiadam zgoła odmienne lekarstwo.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

27 lat

przeciętny

weterynarz

PisanieRe: Stoisko bukinistów   Czw Lis 24 2016, 22:19

Rodzynki poniosły klęskę w starciu o uwagę psa. Zamiast tego, kontent z siedzenia przy twojej nodze, zajmował się obserwacją przysiadających na krawężniku gołębi. Albo wodzeniem nosem za zwietrzonym w podmuchu wiatru zapachem; choć pozornie tkwił w miejscu, rozpraszała go co rusz inna rzecz – spacer, który dla ciebie nierzadko jest utrapieniem, dla niego jest jak wyprawa Kolumba na zachód. Ciekawe, jakby się czuł, gdybyś zabrał go na inną ulicę, gdzieś, gdzie jest więcej ludzi, jeżdżą rowery i samochody, roztaczają się inne zapachy. Czy przechodząc koło nieznanej budki z kanapkami on czuje się tak, jak ta dziewczyna, kiedy wpatruje się w strony atlasów.
Śmieszy cię ta dziewczyna. Tak jak śmieszy szczeniak nieufny wobec miski z jedzeniem, do której najpierw trzeba włożyć łapę, napluć i jeszcze obszczekać na szczęście zanim przystąpi się do jedzenia. Zapewne, jak zwykle, mylisz się. Albo za chwilę zauważysz coś innego i na tej podstawie zbudujesz sobie nowy obraz.
W popularnym przekonaniu, że zwierzęta i ich właściciele upodabniają się z czasem do siebie, musi przecież być choć trochę prawdy. Ciebie też łatwo rozproszyć, odciągnąć. Z tym że Rubel pewnie jest od ciebie odważniejszy – w końcu został z tobą tyle lat. Tylko z sobą samym dłużej wytrzymałeś chyba.
- Rubel jest dżentelmenem, kobiet nie gryzie. Śmiało. – chwalisz się wychowaniem setera, bo swoim przecież nie możesz. Albo przynajmniej nie powinieneś, często słyszysz, że nie powinieneś różnych rzeczy.
Pies najpierw obwąchał rękę kobiety i z początku kręcił nieco nosem, ale w końcu dał się skusić przyjemności podrapania za uchem. Ty w tym czasie zacząłeś się zastanawiać, czemu w zasadzie Rubel ją zaczepił, skoro teraz nie przeszkadzała mu w ogóle.
Może zwyczajnie stwarzał sobie okazję do przebywania w towarzystwie młodych kobiet, by móc się potem do nich bezkarnie przymilać i zaskarbiać ich sympatię. Nader często zdarza się, że to jemu dostaje się większość przychylności, a ty musisz się zadowalać kilkoma słowami i stukotem obcasów na chodniku, gdy odchodzą, kiedy już pozwolisz im pogłaskać Rubla po starym łbie.
Upodabniacie się przecież do siebie.
- To miłe, co pani mówi, ale obawiam się, że mogę zaoferować nas tylko w komplecie. – Rubel to twój najlepszy kompan. Zresztą nadając mu takie imię, jakbyś zaklinał trochę los: skoro on tak lgnie do ciebie, może i wszystkie rubelki tego świata będą się dobrze czuć u ciebie? Byś chciał, Kola. Byś chciał. – Nie przeżyje beze mnie, a tym bardziej ja bez niego, rozumie pani.
To nie to, co z kotami, którym w każdej chwili może się odwidzieć mieszkanie z tobą i tyleś go widział przez najbliższy miesiąc; Achilles często wybiera się na podobne tułaczki, a wraca i tak naburmuszony, że jeszcze mleko nienalane. Psa, nawet gdybyś wyrzucił, zbił, skrzyczał, nie pozbędziesz się tak łatwo. Jeśli zdarzy ci się wyjechać, Rubel uparty prawie nic nie je. A jak on ci się zgubił parę lat temu, przeprowadzałeś się do kumpla, gdzie zwolnił się tańszy pokój, do późnej nocy włóczyłeś się po ulicach i przeszedłeś w tym czasie chyba trzy zawały.
Nie możesz chyba, poza tym, tak zupełnie niczego nie mieć na stałe.
Powrót do góry Go down
avatar


trochę Belgrad, trochę reszta świata

brudna

26 lat

przeciętny

zielarka

PisanieRe: Stoisko bukinistów   Nie Gru 04 2016, 20:41

Mogłabym – powinnam? – roześmiać się na tę wzmiankę o dżentelmenie, bo w końcu tak nieczęsto mam do czynienia ze zwierzętami z dobrymi manierami, lecz wargi drżą mi tylko nieznacznie (nie wypada w końcu puścić mimo uszu tak błyskotliwej uwagi). Nie w porę uświadamiam sobie, jak rzadko do tej pory miałam okazję do zetknięcia się z dobrymi manierami u mężczyzn. Może nie szukałam dostatecznie dobrze, może nie chciałam znaleźć tego, który swoją postawą posłużyłby za wzór właściwego zachowania, może niegdyś jakikolwiek przejaw dobrych chęci wobec mnie czy moich koleżanek postanawiałam brać za wyżyny ogłady, dopiero z czasem dowiadując się, że stanowiły jedynie dolną granicę chamstwa.
Z rękoma złożonymi na kolanach, spuszczam głowę, wpatrując się chwilę w poczerwieniałe z zimna dłonie, wzrok zaraz jednak znowu przenosząc na mężczyznę. Z uśmiechem, starając się, by sięgnął oczu. Pozorowanie wesołości weszło mi już w krew, jako jedna z najlepszych linii obrony przed gradem niewygodnych pytań i jeszcze mniej komfortowych odpowiedzi. Ludzie jedynie z pozoru interesują się tym, czy „wszystko w porządku”, byleby nie wyjść na dupków, jednocześnie jak ognia bojąc się usłyszeć skrywaną za czającym się w oczach smutkiem historię. Mało kto ma ochotę brać w opiekę dorosłego człowieka, swoją tarczę odpowiedzialności rozciągając co najwyżej na zwierzęcych kompanów. Ty może taki nie jesteś, nie wiem. Pewność mam jedynie co do tego, że podobne spotkania nie powinny kończyć się wywlekaniem na światło dzienne historii, od których w tak przyjemny dzień nie chce się brudzić dłoni i języka.
- Och. Naturalnie, że bym was nie rozdzieliła! Nie jestem bez serca – zapewniam, pozwalając sobie na jeszcze jedno prędkie podrapanie Rubla za uszami. Szybko reflektuję się, jak aluzyjnie mogły zabrzmieć moje słowa, dodaję więc nieco zmieszana. – Co nie znaczy, że w ciemno przygarnęłabym was obu. Choć takim towarzystwem trudno byłoby pogardzić.
Tego ostatniego nie mogę być pewna – jakkolwiek pies wydaje się być w porządku, tak człowiek jest stworzeniem szalenie nieprzewidywalnym. Chciałabym mieć odwagę, by stwierdzić, że nic złego nie mogłoby mnie spotkać z ludzkiej ręki; że dzięki świadomości dobra i zła nie ma możliwości, ażeby ktokolwiek umyślnie pragnął wyrządzić mi (komukolwiek) krzywdę. Chciałabym mieć odwagę, by wierzyć, że człowiek jest dobry. To nie to miejsce i nie ten czas. Nieodpowiedni ludzie.
Wstając, sięgam po trzy atlasy, które wcześniej przeglądałam. Wszystkie układam sobie na rękach najstaranniej jak mogę, okładki kierując w twoją stronę.
- Skoro już udało mi się zabrać panu nieco czasu, może mogłabym liczyć na jeszcze chwilę i drobną pomoc? O ile to nie problem! Nie jestem pewna, który byłby… Najlepszy? – To zapewne niewłaściwe słowo, nie jestem jednak w stanie znaleźć lepszego. Każdy z atlasów na swój sposób jest najlepszy – wszystko zależy od celu podróży i tego, co chce się osiągnąć.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

27 lat

przeciętny

weterynarz

PisanieRe: Stoisko bukinistów   Sro Gru 07 2016, 23:21

No, to przyznaj się, jak to jest? Przygarniasz przecież zwierzęta jak leci, nawet gołębia na parapecie sobie przywłaszczyłeś. Nikomu nie chciałeś pozwolić, by zajął się twoim małym rodzeństwem choć na chwilę, ilekroć tylko skupiłeś na nich swoją płochą uwagę. A teraz? Po co wystajesz tu przy tych atlasach i starych książkach, na które żal ci pieniędzy? Dałbyś się w ogóle przygarnąć? Niespecjalnie ci zależy, jak się zdaje, by tak definitywnie należeć do kogoś.
- To chyba pochlebstwo na wyrost. - co ty, Kola, taki skromny się zrobiłeś? Chyba ten przymrozek trochę ci na głowę zaszkodził. Albo słodzisz pannie, jakbyś liczył, że kolejną bułkę z rodzynkami kupicie sobie razem i skonsumujecie przy kawie w jej nieprzyjemnie Rublowi pachnącym lokum.
Bo gdyby tak ktoś ci chciał gotować, o, to już inna sprawa, na takie patrzy się już przychylniej.
Zabrać ci czas? Nie szkodzi, ani trochę. Chodzisz i wymachujesz nim we wszystkie strony, licząc, że ktoś zajmie ci go choć trochę. Wyjątki być może dotyczą tego, który poświęcasz na sen, ale i od tej zasady w sprzyjających warunkach zdarzało ci się robić odstępstwa.
Nie do twarzy ci z podkrążonymi oczami, choć łatwiej wtedy uwierzyć w to, co właśnie chcesz powiedzieć pani z atlasami.
- Nie bardzo się na tym znam. - podnosisz rękę w obronnym geście, gotów uciekać zanim przyjdzie ci zmierzyć się z własną niewiedzą. Pamiętasz te nazwy, pamiętasz przywożone z zagranicy pamiątki, papierosy i słodycze, pamiętasz kubańskie samochody. To wystarczy. - Zwykle podróżuję bez mapy. - Jak kot. - Jak kot, własnymi drogami.
To takie niedorosłe, żeby nie powiedzieć: głupie, tak gubić się całymi dniami w nowym miejscu, sam przyznajesz, że to przez upór, a nie pragnienie przygody. Chociaż robi ci się tu trochę ciasno. Powoli, jeszcze nie zmęczyłeś się tym porządkiem, ale kto wie, gdzie zastanie cię rok dziewięćdziesiąty siódmy.
- Pani się gdzieś wybiera? Na koniec świata?
To może byśmy tak razem? Kiedyś mówiłeś tak dziewczynom, a jednej czy dwóm kupiłeś nawet bilet na pociąg. Do Nowosybirska, bo na tyle ci starczyło. A koniec końców nie pojechałeś i tak, bo Rubel złapał jakieś choróbsko.
Ale może by ci chociaż opowiedziała, kiedy wróci, czy warto na ten koniec świata jechać.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Stoisko bukinistów   

Powrót do góry Go down
 
Stoisko bukinistów
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: