IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Lodziarnia Moroz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

PisanieLodziarnia Moroz   Pią Kwi 01 2016, 03:49

Lodziarnia Moroz

Lodziarnia Moroz od lat jest centrum spotkań magicznej braci – nie od dziś wiadomo, że Rosjanie lody jedzą nawet podczas zimy. Równie wybuchowej mieszanki nie sposób spotkać jednak nigdzie indziej, a ognistą atmosferę ostudzić może tylko smak wyśmienitych lodowych deserów, serwowanych przez wnuczkę legendarnej już niemal damy, Ninę. Wiele lat temu pracowała nad recepturą znakomitego deseru, jednak zaginęła bez wieści, pozostawiając po sobie jedynie przepis, z którego do dziś korzystają jej potomkowie. Ci, którym zdarzyło się niegdyś przechodzić obok lodziarni Moroz po zmroku zaklinają się, iż duch kobiety wciąż pojawia się w jej zaciszu, starając się wypracować przepis, mający stać się jej przepustką na tamten świat.
Powrót do góry Go down
avatar


brak stałego zam.

błękitna

33 lata

przeciętny

łowca niebezpiecznych stworzeń, US

PisanieRe: Lodziarnia Moroz   Pią Maj 20 2016, 14:09

/Po strzydze i szpitalu

Godzina piąta czterdzieści parę, nie mógł zmrużyć oka. Przewracając się na nie ten bok co trzeba, syknął przeklinając cztery strony świata. Wczorajszego dnia żadna pielęgniarka nie dokończyła pracy rozpoczętej przez Shoshanę. Nie dał nawet ku temu okazji, kiedy jak obrażona dziewczynka skierował się do wyjścia z Hotynki.
Z wynajętej sutereny wyszedł po szóstej, obtoczony w czyste bandaże, schludnie ubrany. Miał coś do załatwienia na mieście, sprawy o których nawet nie warto wspominać. Do godziny dwudziestej powinien wymeldować się ze swojego tymczasowego mieszkania. Chciał się przenieść gdzie indziej, nadal zastanawiając się czy nie zaszyć się u któregoś ze znajomych.
O siedemnastej miał się spotkać z siostrą. Tą, o której wspominała mu przy każdej, dziwnie częstej okazji, Aristova. Było ich sześć, pamiętał każdą z nich jak przez mgłę. W czasach szkolnych był z Lidą w jednym stowarzyszeniu. Podczas pracy w ministerstwie współpracowali ze sobą. Nie było między tą dwójką żadnych niepokojów, jednak ta najmłodsza…
Do Moroz chodzili kiedy dziewczynki były młodsze. Iskra zawsze się uśmiechała, przyciągała wzrok piegami na nosie, wesołym, dziecinnym głosikiem, Zula zaś zdawało się, spokojniejsza, wyglądała na obrażoną, że ją ktokolwiek wyrywa z codziennych zajęć i proponuje lody. Choć obie miały na głowie burzę rudych włosów, różniły się od siebie w niemal skrajny sposób.
- Czekam na kogoś, dziękuję. – uśmiechnął się do kelnerki, która przed chwilą powitała go kilkoma uprzejmymi słowami. Zerknął na tarczę zegarka, starał się zmazać z twarzy minę srającego kota. Zza rozpiętej koszuli wyglądał wyraźnie bandaż. Było gorąco, lato nie chciało jeszcze odejść.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

20 lat

biedny

aktorka w burlesce

PisanieRe: Lodziarnia Moroz   Pią Maj 20 2016, 16:46

Przez całą noc Zula nie jest wstanie zmrużyć oka, wizja spotkania z bratem napawa ją niepokojem. Czuje się przerażona, gdyż gdzieś podświadomie spodziewa się dlaczego właśnie teraz chce się z nią spotkać, dowiedział się, ale od kogo? Przecież prawie nikt nie wie tylko Lola, Anton, Zosja i tyle, nikomu więcej nie powiedziała. Kto mógł ją wydać, komu by na tym zależało? Przez chwilę stara się sobie wmówić, że brat się po prostu stęsknił i przez przypadek trafił do Petersburga, nagle zainteresował się tym jak radzi sobie jego młodsza siostra, ten mały wyrzutek jakże idealnej rodziny Lazarevów. Ach los kocha takie przypadki, a Zula od zawsze wiedziała, że nic nie dzieje się przez przypadek, tak jak spotkanie z Shoshaną Aristov nie było przypadkowe tak samo przybycie brata tutaj niosło za sobą coś więcej.
Więc Zula nie śpi, czasami na chwilę udaje jej się zapaść w coś na kształt snu, ale wystarczy jeden głośniejszy dźwięk i na nowo wybudza się. Koło szóstej już wie, że nie zaśnie i nie ma nawet sensu próbować, wstaje i zaczyna się kręcić po swoim pokoju, szukając sobie zajęcia, ale nic jej nie wychodzi, w końcu decyduje się na powtórzeniu scenariuszy na jutrzejszy casting.
Czas płynie jednak nieubłaganie i w końcu przychodzi godzina szesnasta. Zula ubiera się w swoją najlepszą spódnicę, ładną bluzkę, maluje się delikatnie, ten makijaż tak bardzo różni się od tego do pracy, po spotkaniu będzie musiała znowu się malować. Strój na dzisiejszy występ zostawiła w pracy, żeby przypadkiem Skander go jakoś dzisiaj nie zobaczył. Wychodzi i najszybciej jak się da dociera do lodziarni, nigdy nie przypuszczała, że można się tu dostać tak szybko.
Już tak dawno nie była w magicznej części Petersburga, zwykle trzyma się od niej z daleka, żeby przypadkiem nie spotkać kogoś znajomego tym razem, sama wchodzi jakoby w paszczę lwa.
Brata zauważa zanim jeszcze na dobre uda jej się wejść do lodziarni, szybko na twarz nakłada swój najpiękniejszy uśmiech, jedno spojrzenie w stronę witryny by upewnić się, że wygląda realistycznie i wchodzi.
-Skander tak bardzo się cieszę... Co Ci się stało?- Z przerażeniem spogląda na wystający spod koszuli bandaż.
Cel na dziś zbywać wszystkie tematy dotyczące pracy.
Powrót do góry Go down
avatar


brak stałego zam.

błękitna

33 lata

przeciętny

łowca niebezpiecznych stworzeń, US

PisanieRe: Lodziarnia Moroz   Sob Maj 21 2016, 01:13

Lola, Anton i Zosja, choć byli pokaźną gromadką, musieli trzymać konkretnie gęby na kłódkę. Ze wszystkich możliwości dowiedział się u źródła. A owo źródło pogrywało sobie na nosie Skandara w najlepsze. Ten nowy, brudny, parający się parszywą pracą Lazarev, nie lubił kiedy ktoś bez ustanku stroi obie z niego i z jego rodziny żarty.
Teoretycznie łatwiej było się najpierw spotkać z Iskrą. Nigdzie by mu nie uciekła, chociaż żadnej z sióstr o to nie podejrzewał. Problem tkwił jednak w czym innym. Musiałby się podleczyć, poczekać parę dni, bo wizyta w Kolvodstoretz równała się spotkaniu z Tatianą. Na to w tym momencie nie był gotów. Wszystko wskazywało, że uzyska odpowiedź na nurtujące go pytania już podczas rozmowy z Zulą. Doskonale wiedział kiedy obie z sióstr chcą coś ukryć. Jedna z nich starała się od zawsze udawać kogoś, kim nie jest.
Przerysowywała obraz rzeczywistości. Czasem zastanawiał się co takiego siedzi w głowie Zuli. Przeistaczała szczegóły tworząc z nich perspektywę własnego świata. Takiego, w którym ona jedna pozostawała w niełasce złych, a nawet okropnych ludzi, jakimi można było określić rodzinę, dawnych znajomych. Tych przychylnych domowym kręgom. Nie ona jedyna przeciwstawiła się ustalonym prawom. Reguły można naginać, ale nie karykaturować.
Powietrze świsnęło, kiedy brał głębszy oddech. Ile razy jeszcze będzie przekręcać jego imię? Z niemrawym uśmiechem przyczepionym do równie ekspresyjnie namalowanej twarzy, usiłował się podnieść.
- Usiądź, proszę… - urwał. No tak, oczywiście, wstać chciał, ale efektem końcowym tego usiłowania było zaledwie kiwnięcie głową. – Ostatnio miałem niemiłe spotkanie z… wierzeniami ludowymi. – tłumaczył pokrętnie, co mogło znaczyć tyle, że nie chciał o tym gadać. Rozmowa z Shoshaną wystarczająco określiła jego aktualny humor.
- Zula, czy ty się wpakowałaś w jakieś kłopoty? – rzucił prosto z mostu. I tak by się dowiedział. Zawsze się dowiadywał, cokolwiek by się nie działo.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

20 lat

biedny

aktorka w burlesce

PisanieRe: Lodziarnia Moroz   Sob Maj 21 2016, 12:40

Udawać kogoś kim nie jest?
W takim razie, kim jesteś Zulo?
Nie jesteś odpowiedzialna i mądra jak twoje rodzeństwo, jesteś taką małą aberracją, której się wybacza. Nic nie szkodzi, że dostałaś tylko dwa, ważne, że się starałaś. Rozdarłaś nową parę rajstop, nie martw się, to nie problem. Zbiłaś ulubiony flakon mamy, nic się nie stało, jedno zaklęcie i znowu będzie cały. Tak ty jesteś tą, której wiecznie trzeba coś wybaczać, na tyle naiwną, żeby sądzić, że jeśli sto razy coś ci się nie udało to znaczy, że za sto pierwszym na pewno wszystko się zmieni i tym razem będzie dobrze, na tyle głupiutką by okłamać wszystkich i wierzyć, że prawda nigdy się nie wyda. Oj głupiutka Zuleńka, prawda zawsze wyjdzie na wierzch, nie pojawiło się jeszcze takie na świecie kłamstwo, żeby się ktoś prawy nie domyślił.
Skandar twierdzi, że zna swoją siostrę, że wie kiedy ta chce coś przed nim ukryć, uważa, że cała jej osobowość to tylko jedna wielka gra pod publikę, farsa. Nie wie on jednak, że Zula szczerze i całym swym czarnym serduszkiem wierzy w odgrywaną przez siebie przedstawienie. Już nie pamięta czasów kiedy była inna, zawsze przecież była Zulą.
Siada naprzeciwko brata, sztywno, tak jak nakazuje dobre wychowanie. Plecy ma proste, na twarzy ten uśmiech, który kiedyś skradnie serca milionów. Na chwilę jednak go traci widząc rany brata, już chce ciągnąć dowiedzieć się co się stało, bo mimo wszystko kocha go, a przynajmniej tak stara się sobie wmówić. Zula jest dobra we wmawianiu sobie różnych rzeczy.
Słysząc pytanie, na jedną chwilę rusza brwiami, jakby była zdziwiona tym pytaniem, jakby zastanawiała się co jej brat ma na myśli, bo przecież Zula nic nie wie. Ma hiper nudą pracę w Ministerstwie i właśnie z niej wróciła. Prawda?
Gdzieś z tyłu swojej głowy zastanawia się jak powinna postąpić. Z jej bratem jest jak z kobietą jeśli się o coś pyta to na sto procent już zna poprawną odpowiedź, a jedynie chce znaleźć powód by się na ciebie wydrzeć. Przez ułamek sekundy Lazareva zastanawia się czy powiedzieć prawdę czy starać się ciągnąć swoją bajeczkę, druga opcja ma ten minus, że skoro on już i tak zna prawdę to granie z nim w Głupiego Jasia może mieć tragiczne konsekwencje.
W końcu decyduje się na jedną opcję.
-Nie nazwałabym tego kłopotami, ot normalne życie.- Bo przecież życie z długiem to też życie, jak to mówią one też są dla ludzi, wszystko jest dla ludzi, a co do pracy to przecież żadna praca nie hańbi mówili rodzice, więc jej też. Ona przecież tam tylko śpiewa i tańczy, nic zdrożnego, a fakt, że strój w odkrywa więcej niż zakrywa to po prostu taki uniform, jedni pracują pod krawatem, a inni w gorsecie.
Powrót do góry Go down
avatar


brak stałego zam.

błękitna

33 lata

przeciętny

łowca niebezpiecznych stworzeń, US

PisanieRe: Lodziarnia Moroz   Sob Maj 21 2016, 14:14

Mieli między sobą trzynastoletni odstęp doświadczeń, którego Zula nie mogłaby tak po prostu przeskoczyć. Mimo, że poszli różnymi ścieżkami, mieli jednaką podstawę. Zaczynali w dobrej rodzinie. Mieli perspektywy, jakich nikt sobie nie wymarzył. Skandar miał swoje dojścia. Znajomości, dzięki którym mógł wiedzieć co się dzieje w różnych zakątkach świata. Na tym polegał ich atut. Tych Lazarevów, którym zależy na pozostawieniu tradycji taką jaka była.
- Opowiedz mi o tych kłopotach. - uniósł brwi przechylając się do przodu. Pokusił się nawet o uśmiech przez ból, który dawał o sobie znać z każdym ruchem. Za parę dni dyskomfort powinien minąć. Tymczasem wypadałoby zakupić magiczne środki do smarowania niezagojonych ran.
- Kupię nam lody, ty sobie przemyśl... - urwał jakby chciał coś dodać. - Zaraz wracam. - mruknął i powoli wstał, trzymając się oburącz blatu. Podszedł do sprzedawcy i zamówił smakołyki dla siebie i siostry. Zjawił się po chwili, jego lody co parę sekund mieniły się innym kolorem.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

20 lat

biedny

aktorka w burlesce

PisanieRe: Lodziarnia Moroz   Sob Maj 21 2016, 15:23

Przyznanie się do posiadania kłopotów już było dużym krokiem, kolejnym było wypowiedzenie ich na głos. Na to jeszcze nie było czasu ani miejsca, a przynajmniej miała taką nadzieję.
Przyjaciel jej kiedyś powiedział, że wypowiedzenie swoich bólów, sprawia, że się trochę zmniejszają że stają się łatwiejsze do przeżycia. Zula nie do końca wierzyła w te słowa. Przecież nawet jeśli wykrzyczy całemu światu o swojej głupocie to jej skutki nie zniknął, nadal pozostanie z długiem i niespełnionymi marzeniami, jedyne co dostanie to te wszystkie puste, martwe słowa, typu wszystko będzie dobrze, jakoś się ułoży. Zula nienawidzi ich, ich i tego współczucia, z którym się mieszają, dlatego prawie nikt nie wie, a Ci co się dowiedzieli w większości przypadków dowiedzieli się niechcący. Bycie kobietą upadłą nie jest powodem do dumy, a tej akurat Lazareva ma zbyt dużo by wystawić ją na pośmiewisko wśród bliskich.
Słysząc więc słowa brata i widząc ten jego pożal się Boże uśmiech, Zula nie jest przekonana czy chce go wtajemniczać, to jej problemy i ona sobie z nimi poradzić choćby miała się zniżyć i upokorzyć jeszcze bardziej, sama wpakowała się w ten problem i sama się z niego wydostanie. Kiedy ta myśl przechodzi jej przez głowę uświadamia sobie dlaczego jej brat się tu pojawił, dlaczego tak nagle zainteresował się poczynaniami drugiej siostry. On nie chce, żeby skalała honor rodziny.
Tu go ma, to nie o żadne dobro ukochanej siostrzyczki chodzi, tylko o tę cholerną grę pozorów, w której wszyscy żyją, o to, żeby się nikt nie dowiedział.
Kiedy odchodzi od stolika sama ma ochotę zniknąć, wyjść, wrócić do domu, albo pracy i udawać, że to spotkanie nigdy nie miało miejsca. Nie decyduje się jednak na to, skoro postanowiła, że tu przyjdzie to wysłucha wszystkiego co Skandar ma jej do powiedzenia i przyjmie to z podniesioną głową. Weźmie odpowiedzialność za to co zrobiła.
Kiedy wraca z lodami nieśmiało sięga po swoją porcję. Nakłada sobie małą porcję na łyżeczkę i powoli delektuje się ich smakiem, jak dawno nie jadła lodów, obecnie ją na nie nie stać. Na krótką chwilę zapomina o czekającej ją rozmowie, są tylko lody i wspomnienie dzieciństwa, znowu ma tylko pięć lat i brata, który na prośbę matki zabrał ją do lodziarni, mimo iż sama zarzekała się, że jest już wystarczająco duża, żeby pójść sama.
-Dobre.- To, że nie uciekła nie znaczy, że sama ma zamiar wpakować się w paszcze lwa.
Powrót do góry Go down
avatar


brak stałego zam.

błękitna

33 lata

przeciętny

łowca niebezpiecznych stworzeń, US

PisanieRe: Lodziarnia Moroz   Nie Maj 22 2016, 00:36

Pożal się Boże uśmiech nie miał podszycia emocjonalnego, jeśli… jeśli nie liczyć emocji związanych z ubiciem strzygi, która zanim dała się nadziać na zaklęcie, zrobiła sobie z niego miotłę idealną wręcz do podszycia leśnego. Chciała sobie potworzyca posprzątać leśne podwórko. Ktoś z przeoraną na wskroś klatką piersiową i ledwo wyleczonym ramieniem miał prawo do jakichkolwiek grymasów niezadowolenia. Mijali się więc w interpretacji, bujali we własnych myślach spotykając gdzieś pośrodku bez ustalenia wspólnych racji. Zabawne, że zawsze jak wracał do środowisk miejskich musiał się spotykać z jakimiś problemami. Ludzkie tragedie, problemy natury różnorakiej. Tam gdzie urbanizacja występowała z mniejszym natężeniem odnajdywał co prawda te same tragedie i problemy, jednak dzielił je na kategorie. Zlecenie, trop, wykonanie zadania.
Tu, w Lodziarni Moroz, nie wszystko było takie łatwe. Zadowolony, że porcja ananasowych lodów zmienia kolor, zatopił łyżeczkę w zimnej gęstwinie i skosztował nowego smaku. Śmietanka. Lody stały się białe jak majowy bez.
- Pewnie, że dobre. – uśmiechnął się, tym razem przyjemnie. Ze swego rodzaju ulgą w głosie. Spojrzał na siostrę znad kolejnego kęsa, ale ani trochę nie spoważniał. – Wiem. – rzucił nie wiadomo na co wracając do grzebania w swojej porcji lodów. – Wiem, że jest coś na rzeczy, ale boli mnie to, siostro, że nie chcesz powiedzieć. Spotkałem się ostatnio – opuścił wzrok na talerz – z pewną kobietą, która chyba wie o tobie więcej niż ja. Kazała cię pozdrowić. Coś za często na nią wpadam.
Dopiero pod koniec zdecydował się podnieść oczy na Zulę. Przyjrzał jej się lepiej. Nie tylko temu jak wygląda, ale też drobnym szczegółom. Nie widzieli się kawał czasu. Powinien napisać, że pojawi się na terenach Rosji, jednak milczał. Nie tak miały się potoczyć wydarzenia.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

20 lat

biedny

aktorka w burlesce

PisanieRe: Lodziarnia Moroz   Nie Maj 22 2016, 13:12

Kolejna łyżka to nowy smak, który rozpływa się jej ustach, odganiając nieprzyjemne myśli jeszcze dalej za horyzont świadomości. Już nie ma zagwozdek, nie ma długu, teatru w depozycie, nie ma problemów, które w większości sama sobie wymyśla, bo kobieta piękna, to kobieta zmartwiona. Znowu ma pięć lat, to dobry wiek, w sumie jak każdy inny w dzieciństwie.
On wie, ale co wie, przecież to nie ona zbiła tamten flakon to na pewno była guwernantka, Zula przecież widziała. Już chce na głos zaprzeczać kiedy na nowo powraca do niej, że przecież ma dwadzieścia lat nie pięć i nic nie zbiła tylko weksel podpisała. W patrząc na to z tej strony to chyba jednak wolała coś zniszczyć, byłaby za to mniejsza kara.
Kobietą, jaką? Kto mógłby mu o tym powiedzieć? Zosja, nie przecież coś by jej wczoraj powiedziała, skoro więc nie była to Panna Sokolova to kto? Kto jeszcze wiedział o wszystkim... Czyżby Aristov, ale ona przecież tylko dała jej pieniądze i tę szarlatańską umowę, czemu miałaby się dalej interesować, no tak chce być pewna, że odzyska swoje pieniądze. Wzdycha cicho i smętnie, czyli nikt nie wierzy, że Zula jest wstanie sama odpracować swój dług, nikt nie wierzy w jej talent, zdolności. Uśmiech na chwilę blednie, a oczy stają się tak bardzo smutne, nikt w nią nie wierzy.
-Każdy z nas ma sekrety, o których woli nikomu nie mówić, które powinny zostać ukryte.- Odpowiada smutno mieszając łyżeczką w swoim pucharze lodów, wzrok ma opuszczony, nie chce patrzeć na twarz brata na jego zawód, bo na pewno zaraz się tam pojawi, po raz kolejny Zula zawiodła ich wszystkich.
Powrót do góry Go down
avatar


brak stałego zam.

błękitna

33 lata

przeciętny

łowca niebezpiecznych stworzeń, US

PisanieRe: Lodziarnia Moroz   Sro Maj 25 2016, 01:20

W jednej chwili wyobraził sobie, że podnosi na nią rękę. Zdrowo zdziela Zulę po głowie, odganiając te nadal nieokrzesane myśli. Zaraz w chwili następnej, zdawał sobie sprawę, że nawet nagły akt przemocy w niczym nie pomoże. Od czubków palców, aż po samą małżowinę, zagotowała się w Skandarze niecierpliwa krew.
- No tak, jesteśmy wszyscy tacy kurwatajemniczy. – Aż łyżeczka spadła mu talerzyk, do lodów, które nie bacząc na oburzenie konsumenta, ochoto zmieniały kolor. Z rodzeństwem bywało tak, że potrafili jednym słowem doprowadzić do szewskiej pasji. Tyle, że podobne byle-gadania były marnotrawstwem mięśni szczęki.
- Kruczoczarne włosy, jasna karnacja. Ubiera się na czarno i biało… Jak na moje oko, zdecydowanie za szczupła.Ale za to całkiem ładnie pachnie. Nie spuszczając siostry z oczu, z jaką niezakrytą przestrogą, sięgnął po łyżeczkę i skosztował – tym razem truskawkowych lodów.
- To chyba jedna z tych Aristovych, sióstr? – Miał w planach rozmowę z Lidą. Nie tylko to. Nie chciał zostać ponownie zaskoczonym. Szczególnie przez tę rodzinę. Od śmierci żony sytuacja Skandara odmalowywała się w różnych barwach.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

20 lat

biedny

aktorka w burlesce

PisanieRe: Lodziarnia Moroz   Sro Maj 25 2016, 20:56

Słysząc jak Skander zaczyna się niecierpliwić, w jego głosie słychać, że jest wściekły że jego cierpliwość do młodszej siostry dobiega końca. Mimowolnie, dłoń Lazarevy, bo czy chce czy nie chce to jest jej nazwisko, zaciska się mocniej na metalowej łyżeczce, porcja lodów zamiera w połowie drogi do ust. Zula kurczy się w sobie, z twarzy odpływa jej krew, a oczy wyglądają jakby zaraz miała się rozpłakać. Jednak Zula nie płacze, już nie płacze.
Skurczona, maleńka Zula siedzi na krześle i czeka. W zasadzie nie wie na co czeka. Oprócz rosnącej w niej rozpaczy, zaczyna się też budzić wściekłość. Zula zaczyna mieć dosyć, siebie i swoich głupich poczynań, ma dosyć Skandera, który nagle wrócił z podróży, kurwa, i nagle myśli sobie, że może grać brata roku.
Zula odkłada łyżkę do pucharka lodów, prawą ręką sięga po serwetkę, którą wyciera sobie kąciki ust i wstaje. Przez chwilę ma ochotę wyjść bez słowa, zignorować całą wypowiedź brata, ale czuje jak teraz w niej burzy się krew i już po chwili o spokojnym wyjściu nie ma mowy, w oczach Zuli widać wściekłość, ale głos ma zimny i pozbawiony emocji.
-Nie mam Ci nic do powiedzenia, nie czuję Ci się dłużna żadnych odpowiedzi. Nie odzywasz się do mnie, a potem nagle pojawiasz się w moim życiu jak gdyby nigdy nic i śmiesz mieć do mnie jakieś pretensję. Wiesz co bracie? Pierdol się i zostaw mnie w spokoju, podróżuj sobie, walcz sobie z tymi swoimi potworami, a mnie i moje życie zostaw w spokoju.- Zula odsuwa miejsce i idzie w stronę wyjścia, ma dość bycia popychadłem, tego, że wszyscy dookoła najlepiej wiedzą co jest dla nie dobre. Walcie się wszyscy, zostawcie sobie te dobre rady na później, a Zuli dajcie święty spokój.
Powrót do góry Go down
avatar


brak stałego zam.

błękitna

33 lata

przeciętny

łowca niebezpiecznych stworzeń, US

PisanieRe: Lodziarnia Moroz   Pon Cze 06 2016, 00:33

Nie w ten sposób chciał to rozegrać. W ogóle nie chciał tego rozgrywać. Miał w pierwszej chwili nadzieję, że obejdzie się bez wysiłku, że Zula sama mu powie. Zacisnął więc wolną dłoń w pięść, jakby miał ją za chwilę uderzyć z dudniącym odgłosem w blat stołu. Nie patrzył na nią kiedy odchodziła zwracając na siebie uwagę. Kilka par oczu podniosło się na rudowłosą dziewczynę znajdując szybko winowajcę chwilowego wzburzenia. Nikt się chyba nie spodziewał rodzinnej kłótni, nie w lodziarni.
Szorstka skóra pięści spotkała się w istocie z drewnem stolika, obyło się bez większych emocji i straw wzbijającego się w powietrze deseru, gdzieś w alternatywnej rzeczywistości. Skandar wcale się nie unosił, nie był zły. Zula, znała brata na tyle dobrze, żeby uruchomić w sobie mechanizm obronny. Spokój i pozorna stagnacja była gorsza od gwałtownego gniewu.
- Nie tak nas matka uczyła... - mruknął sam do siebie, jeszcze siedząc na tyłku przy swoich topniejących w oczach lodach. Miały się zaraz zamienić w kolorową kałużę. Kiedy wstawał od stołu, przybrały akurat barwę szkarłatu.
Wybornie.
Pewnie była już gdzieś niedaleko. Szlag by to, łupało go w boku jak cholera. Rozglądał się za siostrą, mogąc ją przecież bez trudu wyłapać nawet w największym tłumie. Płomienna burza pośród szarości chodnikowej świty.
- Nie o to mi chodziło. - powiedział głośniej kiedy nie zwracając wczesniej na siebie uwagi, podszedł na odległość nie większą niż kilka kroków. - I nie lubię jak przy mnie klniesz... - odezwał się, starszy, psiakrew brat.
- Przyjąłem zlecenie na strzygę i prawie zginąłem, możesz dać mi cholerne pięć minut rozmowy i posłuchać co mam do powiedzenia? - Nie dało się nie zauważyć, że podkoszulek, w którym przyszedł, przesiąknął nieznacznie krwią.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

20 lat

biedny

aktorka w burlesce

PisanieRe: Lodziarnia Moroz   Pon Cze 06 2016, 00:53

Szybkim krokiem brnie do przodu, z włosów strzelają jej błyskawice, a cichy tupot obcasów niknie gdzieś w tłumie gapiów. Mruczy też pod nosem coraz to gorsze przekleństwa zasłyszane w barze, ma dość. Wie, że nie jest idealna, że popełnia błędy, ale nie chce by wytykał jej je ktoś kto sam nie jest lepszy, przykładny brat się, kurwa, nagle znalazł. W końcu z tego naburmuszenia nie zauważa dziury w chodniku, w której utyka jej obcas.
-Pięknie, jeszcze ty cholero przeciwko mnie.- Krzyczy w stronę buta zwracając na siebie jeszcze większą uwagę. Z trudem powstrzymuje się by nie warknąć czegoś na przechodzących obok gapiów pięknie, no po prostu pięknie i jeszcze tamten umierający się przy fatygował. Zapraszam wszyscy chodźcie i sobie popatrzcie, może Zula powinna zacząć sprzedawać na to bilety, od razu dług jej trochę zmaleje nawet jak będzie je rozdawać po jednego rubla. Świat według Lazarevów, to jest przyszłościowy serial.
-To o co?- Wyrzuca z siebie trochę za głośno. Wyjmuje nogę z buta po czym kuca obok i próbuje wyciągnąć obcas z dziury. Co za skończony idiota wybierał tą kostkę brukową.- Szybko, nie mam czasu na długie kazanie. Ja też wielu rzeczy nie lubię i jakoś muszę z nimi żyć, to podobno jest stały element przedstawienia zwanego życie.- Jeśli tego wieczoru jakiś imbecyl postanowi ją klepnąć w tyłek to straci rękę i niech się cieszy, że tylko to.
-Słucham- bierze głęboki oddech i stara się uspokoić, spogląda na brata, widząc krew na jego podkoszulku przez chwilę stara się tego nie widzieć, udawać, że wszystko jest w porządku, jesteś na niego zła pamiętasz. Nie wytrzymuje jednak długo w tym postanowieniu i podchodzi do brata ofiarując mu swoje małe ramię. Po czym kieruje się w stronę najbliższej ławki.
Powrót do góry Go down
avatar


brak stałego zam.

błękitna

33 lata

przeciętny

łowca niebezpiecznych stworzeń, US

PisanieRe: Lodziarnia Moroz   Pon Cze 06 2016, 01:05

W innych okolicznościach pewnie by jej pomógł, ale aktualnie mogło się to skończyć niemiło zarówno dla Skandara jak i Zuli. Zamiast komentarza na temat chodnika, który zatrzymał siostrę przed dalszą dezercją, przyglądał się dalszym zmaganiom.
- Idę ci ja na strzygę, ona mnie harata, zleceniodawca mnie świstoklikiem ze swoją żoną do Hotynki teleportuje, a jak odzyskałem przytomność to widzę Aristovą, która mi grzebie w ramieniu... - przynajmniej był konkretny. Tym razem. Chciała, to ma. - Nie byłoby w tym wszystkim nic dziwnego gdyby po raz kolejny o tobie nie wspomniała. Myślisz, że mi się uśmiecha łazić po mieście ledwo pozszywany? - sapnął. Wyglądał jakby właśnie wyszedł z gardła jakiegoś potwora morskiego, u którego spędził całą zeszłą zimę. Może nawet śmierdział rybą, nigdy nie wiadomo z łowcami.
- Może się mylę, ale to mi wygląda na przejaw rodzinnej troski, szczególnie po tym jak zareagowałaś sądzę, że byle sprawa to to nie jest. - mówił już coraz spokojniej. Przed chwilą się jakby gdzieś spieszył z wyjaśnieniami.
- I chyba nie muszę ci przypominać, że miałem już problemy z Aristovami. - Zula zachowywała się po części tak jakby cały świat się wokół niej kręcił. Skandar miał wrażenie, że ma teraz głęboko w poważaniu co się dzieje z nim czy Iskrą. Wszyscy byli jednak hipokrytami.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

20 lat

biedny

aktorka w burlesce

PisanieRe: Lodziarnia Moroz   Pon Cze 06 2016, 01:39

Słucha go, w ciszy nie przerywa, chce mieć to już za sobą. Kiedy skończył Zula patrzy się w stronę jego twarzy, ale nie patrzy się na niego, patrzy się gdzieś dalej. Chyba nie bardzo ma wybór skoro już i tak dowiedział się od Aristovej tyle, czy jest sens kłamać.
Wzdycha ciężko po czym na chwilę ogniskuje swoje spojrzenie na jego zmęczonej twarzy, walka ze strzygą musiała nim nieźle trzepnąć, ale niech się nie jojczy nad sobą, sam sobie wybrał taki zawód. Zdolny Skandar mógł być kim chce, więc nie ma sensu mu współczuć kilku ran, nawet jeśli wyglądają tak tragicznie.
-Czyli w naszej rodzinie troska ogranicza się tylko do tych złych momentów, wtedy nagle się pojawia i każdy Lazarev staje się bohaterem. Podpowiem Ci, że ja też umiem pisać, wiem, że to szokujące, ale jakbyś częściej interesował się co u mnie słychać to nie musiał byś teraz biegać z tymi bandażami. No tak, ale ja nigdy nie należałam do waszego koło wzajemnej adoracji.- Wiedziała, że jej starszy brat i młodsza siostra zawsze mieli ze sobą lepszy kontakt. Ona nie pasowała do ich świata, dlatego odcinając się od rodziny sama postanowiła znaleźć swoją drogę, jednak jak się okazało, nie jest to takie proste.
-Nie mam problemu z Aristovami, tylko z jedną, która...- Na chwilę przerywa i z twarzy brata przenosi spojrzenie na czubki swoich butów. Znowu czuje się jakby miała pięć lat i przez swoje roztrzepanie zrobiła coś złego.- Mam dług, zadowolony, świecie czy w końcu jesteś szczęśliwy.
W sumie to miała w poważaniu, oni sobie zawsze radzili byli względnie odpowiedzialni i nigdy nie wpadli by na tak durny, spontaniczny pomysł kupienia budynku na teatr, a potem nie próbowali by się zabić, żeby w końcu skończyć jako śpiewaczka w kabarecie, nie oni nigdy nie wpadliby na tak durny pomysł.
Powrót do góry Go down
avatar


brak stałego zam.

błękitna

33 lata

przeciętny

łowca niebezpiecznych stworzeń, US

PisanieRe: Lodziarnia Moroz   Pon Cze 06 2016, 02:10

Przemilczał to. W myślach opadły mu ręce, już jej coś mówił, już łamał przed chwilą przypomnianą zasadę. Nie otworzył jadaczki wiedząc jak się to skończy. Mógł tylko gromić wzrokiem. Niezbyt to istotne.
- Wybacz, jakoś w przerwach między polowaniem na wilkołaki i użeraniem się ze starym systemem tego cholernego państwa, jakoś nie miałem wiele czasu. - Winny. I to cholernie winny. Pisał. Do obu. Ale rzadko. Najwyraźniej miał błędne na temat ich "sytuacji" informacje.
Zula, Zula...
- Jak wysoki jest ten dług? - Psiakrew, pewnie zalega z zapłatą. - Mieliście umowę słowną czy spisaną? - Uruchomił się Skandar z dawnych lat. Nic nie ginie. Poza potworami.

/Krótko z telefonu
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

20 lat

biedny

aktorka w burlesce

PisanieRe: Lodziarnia Moroz   Pon Cze 06 2016, 11:00

Wiedziała, że też mogła wykazać się inicjatywą i napisać pierwsza, swoją apatię tłumaczyła sobie jednak brakiem funduszów na zakup ptaka, a ciągłe wynajmowanie orłów pocztowych było zbyt drogie by móc być skuteczne na dłuższą metę. To życie, tu nie można sobie od tak wypożyczyć orła jak w Koldo, cała masa papierkowej roboty i ograniczony zasięg przelotu był kłopotliwy kiedy chciałoby się znaleźć człowieka pokroju Skandara, który równie dobrze mógł być tu albo w pięćdziesięciu innych miejscach.
-Czy mógłbyś się trochę ściszyć, szczególnie gdy mówisz o poglądach politycznych.- Kątem oka rozgląda się dookoła, ale wcześniejszy tłumek się rozszedł, a obecni przechodni zdają się nie być zainteresowani parą czarodziei.
Ostatni list od kochanego brata, kiedy to było, a chyba na święta, a może nie, pamięć szwankuje chociaż może powinna sobie takie życzy skrzętnie notować w pamiętniczku. "Najlepszy brat pod słońcem przypomniał sobie o Zuli, napisał list i spytał się co słychać, ach jaki wspaniały. Na odpowiedź czekam już tylko pół roku, ale to nadal wspaniały brat."
-Zaciągnęłam pół miliona, ale z tego co zrozumiałam mam oddać połowę, no ale naliczają się odsetki, które na bieżąco udaje mi się spłacić no i po kawałeczku długu. Pisemna, z krwią i tą całą szopką jak do cyrografu, co w zasadzie wydaje się być logiczne w tym momencie.- No to teraz czeka na burę, chociaż nie to nie w krwi Lazarevów on będzie na nią patrzeć tym wzrokiem pod tytułem "zawiodłaś nas wszystkich", Zula nigdy nie była pewna, który rodzaj kary jest gorszy. Osobiście wolała chyba krzyczeni, wtedy w pewnym momencie sama mogłaby zacząć krzyczeć i obie strony rozładowałyby się trochę, a taki spokój to tylko budzi w człowieku poczucie winy.
Powrót do góry Go down
avatar


brak stałego zam.

błękitna

33 lata

przeciętny

łowca niebezpiecznych stworzeń, US

PisanieRe: Lodziarnia Moroz   Wto Cze 07 2016, 00:18

- Podpisałaś... co? - Chyba go uszy myliły, a wzrok odbierał inne niż niepokój sygnały. Oby go myliły! Oby odbierał na innych falach, bo nie dowierzał temu co usłyszał z ust siostry.
- Czym się podpisałaś? - jeszcze to do niego nie docierało. Po nitce do kłębka, jak mawiają. Właśnie znalazł nitkę, za którą będzie ciągnął, ale nigdy jej nie urwie.
- KRWIĄ?! - wrzasnął. Jako zawodowy Janusz powinien krzyknąć raczej NA ILE?!, prawdziwy Lazarev miał w nosie pieniądze (nie, nawet w nosie ich nie mieli). Coś zgoła innego było ciekawsze od pieniędzy.
Z tego wszystkiego aż się zaczął kręcić, aż chodzić począł w tę i z powrotem. Zatrzymał się spoglądając na jednego z przechodniów, wreszcie zogniskował wzrok na Zuli.
- Czemu połowę, mówiła czemu połowę? Psiakrew.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

20 lat

biedny

aktorka w burlesce

PisanieRe: Lodziarnia Moroz   Wto Cze 07 2016, 01:00

Czyli jednak nie będzie spojrzenia pod tytułem zawiodłaś nas wszystkich i czujemy się przygnębieni twoim zachowaniem. Nie będzie wyrzutów sumienia i gry na emocjach, wzdycha z ulgą, nie może się jednak długo tym nacieszyć bo już za chwilę widzi jak jej kochany braciszek zaczyna odstawiać cyrk na środku ulicy. Rozgląda się na boki i dostrzega jak coraz więcej gapiów niby przypadkowo zatrzymuje się w ich okolicy chcąc podsłuchać, pocieszyć się tym, że są ludzie, którzy mają gorzej.
Słucha go, chociaż najchętniej wyłączyłaby się na chwilę i zaczęła w myślach śpiewać jakąś wyliczankę, mając nadzieję, że kiedy Skandar się wykrzyczy to przejdzie mu i będą się mogli w spokoju rozejść. Jednak nie robi tego, choćby nie wiem jak chciała nie jest już dzieckiem i nie może się tak zachowywać, skoro zrobiła coś głupiego, to musi ponieść wszystkie konsekwencje tego czynu, a do nich należało również wysłuchanie krzyków Skandara.
-Połowę, bo oprócz pieniędzy chce przysługę. Uprzedzając twoje pytanie, nie, nie wiem jaką.- Stara się wyglądać dumnie, a przynajmniej sprawiać wrażenie, że rozumie swoją głupotę i wyciągnęła z niej już poprawne wnioski. Przyglądając się bratu w myślach błaga by nagle nie zmienił tematu na to na co potrzebowała pół bańki, ani to w jaki sposób stara się spłacić swój dług.
Rozgląda się na boki w poszukiwaniu jakiegoś zegarka, powoli powinna się zbierać bo zaraz spóźni się do pracy.
Powrót do góry Go down
avatar


brak stałego zam.

błękitna

33 lata

przeciętny

łowca niebezpiecznych stworzeń, US

PisanieRe: Lodziarnia Moroz   Wto Cze 07 2016, 23:14

- Czekaj, czekaj, czekaj... - wystawił rękę tak, żeby Zulę zatrzymać. Nie żeby się w tym momencie gdziekolwiek wybierała. To on był bardziej skory do tego, żeby gdzieś wymaszerować. Przez chwilę jakby zapomniał, że go strzyga zharatała, że w powinien jeszcze dać sobie siana z ekscesami maści wszelakiej.
- Podsumowują... podpisałaś. Cyrograf. - mówił biorąc oddech po każdym słowie. - C y r o g r a f. - powtórzył, żeby siebie upewnić, a potem złapał się za brodę. - Ile ci zostało do spłacenia? - zapytał po chwili ciszy. Gdyby to była kreskówka, z przepracowania mózgu, aż by mu para z uszu wylatywała. Trybiki pracowały, zaczął od pytania, bądź co bądź, ekonomicznie przydatnego. Ale ta przysługa... psiakrew.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

20 lat

biedny

aktorka w burlesce

PisanieRe: Lodziarnia Moroz   Wto Cze 07 2016, 23:39

Widząc jak trybiki w głowie Skandara poruszają się z zawrotną prędkością, Zula czuje potrzebę szybkiego opuszczenia tej ulicy. Jej brat powoli dochodził do tego co było oczywiste, że ten cały weksel nie był taki zwyczajny jakby się mogło wydawać. Cóż i tak była dumna z brata jej dojście do tego co podpisała zajęło trochę więcej czasu i było dużo większą terapią szokową.
Z przestraszonym wyrazem twarzy spogląda na brata, który uniemożliwia jej ucieczkę, do w tym momencie dużo bezpieczniejszej burleski. Oj każdy nawet najbardziej nawalony klient był mniejszym zagrożeniem dla życia i zdrowia Lazarevy niż jej zdenerwowany brat. Pamiętacie on walczy z magicznymi potworami, denerwowanie go nie było najmądrzejszą rzeczą pod słońcem, a Zuleńce udało się to zrobić dzisiaj już dwa razy. Brawo Kwiatuszku, następnym razem wejdź do klatki z głodnym lwem i zacznij go miziać po grzywie, na pewno będzie to dużo mądrzejsze niż doprowadzanie braciszka do szewskiej pasji.
Nic nie mówi, wie, że cokolwiek powie w tej chwili, będzie tak bardzo głupie, że jedynie pogorszy jej sytuację. Więc tylko milczy i opuszcza swoją głowę coraz niżej, no tak i tyle pozostało z dumnej postawy i brania odpowiedzialności za swoje czyny. W tym momencie tylko jego dłoń powstrzymywała ją przed ukryciem się w jakiejś małej, ciasnej norce.
-Jakieś dwieście trzydzieści tysięcy, ale przynajmniej płacę raty na czas.- Szybko dodaje, naiwnie sądząc, że to może chociaż trochę naprawić jej sytuację, naiwna.
Powrót do góry Go down
avatar


brak stałego zam.

błękitna

33 lata

przeciętny

łowca niebezpiecznych stworzeń, US

PisanieRe: Lodziarnia Moroz   Czw Cze 09 2016, 01:03

- Dwieście trzydzieści tysięcy... - No nie mam tyle, no nie mam! Pewnie o tym pomyślał od razu kiedy padła suma. Aż go zmroziło. Nie było mowy, żeby ona to na czas oddała. Do tego ta przysługa. Zapomniał od razu co mu powiedziała Zula jeszcze chwilę przedtem. Słyszał o takich przysługach. Ciągnęły się za człowiekiem aż do śmierci, która następowała razem z kradzieżą duszy. O ile wcześniej się jej nie pozbyto w najczarniejszy ze sposobów.
- Chodź ze mną Zula... Chodź. - Podszedł do niej. Położył dłoń na jej ciele, owinął jej talię jakby nie chciał znowu, żeby mu gdzieś uciekła. Patrzył przed siebie. Na zaciekawionych, lecz nadal spłoszonych widokiem jego oczu, przechodniów. Musieli swój żywot na nowo wprawić w ruch. Pociągnął za łańcuch. Znów działa.
- A na co były ci te pieniądze potrzebne? - zapytał uspokajając gonitwę myśli. To, że spłaca dług w ratach i jeszcze dobrze jej z tego... Pięćset tysięcy rubli. Na wszystkich bogów!
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

20 lat

biedny

aktorka w burlesce

PisanieRe: Lodziarnia Moroz   Czw Cze 09 2016, 14:50

Od całej tej sytuacji zaczęła ją głowa boleć. Jakiś mistyczny punkt w jej głowie nagle zaczął sprawiać jej ból, tak jakby to całe zamieszanie obudziło w jakiegoś wstrętnego chochlika, który teraz ze wszystkich swoich sił postanowił pokazać Zuli, że on tam jest i już się od niego nie uwolni. Odruchowo kładzie dłoń na czole jakby to mogło zmniejszyć nieprzyjemne kołatanie w głowie, nic się jednak nie dzieje tylko jej brat zaczyna się jakby poruszać w innym układzie. Jak na kogoś zranionego był nad wyraz żywy i żwawy, kto by pomyślał.
Zbolałym spojrzeniem zielonych oczu śledzi jego kroki brata. Czyżby planował wydeptać w tym chodniku dziurę? Może się to nie spodobać miejscowej społeczności.
Kiedy jej brat nagle budzi się ze swojego letargu i zaczyna ją ciągnąć w jakąś tylko sobie znaną stronę w głowie Zuli zapala się czerwona lampka.
-Puść mnie. Jestem zajęta nie mogę z tobą iść.- Stara się nie krzyczeć, ale już nie może cała ta sytuacja ją denerwuje i wyprowadza z równowagi. Prawda miło by było gdyby cały problem z długiem mogła zrzucić na kogoś innego, ale było to nie możliwe, a skoro tak to musi iść do pracy, musi po raz kolejny upaść tylko po to by w przyszłości mieć się szansę w końcu kiedyś podnieść.
-Na marzenie. Możemy wrócić do tej rozmowy innym razem? Śpieszę się.
Powrót do góry Go down
avatar


brak stałego zam.

błękitna

33 lata

przeciętny

łowca niebezpiecznych stworzeń, US

PisanieRe: Lodziarnia Moroz   Sob Cze 11 2016, 19:45

Niczego się nie spodziewał, choć powinien być na wszystko przygotowany. Reakcja siostry była dla niego czymś nowym, jakby odepchnęła go od dziecinnej kołyski, którą pilnował dwadzieścia lat temu. Cofnął się o krok, oglądał ją, od stóp aż po czubek głowy wlepiając w Zulę swoje niewiedzące, wzburzone oczy. Żadnych zapewnień? Żadnych groźnych słów prosto z ust szanownego, doświadczonego w ciężkich i beznadziejnych sprawach brata? Opuszczając rękę do boku, płynąc razem z poprzednim odruchem, cofnął się o kolejny krok, ażeby się w końcu zatrzymać.
- Nie mogę ci niczego zabraniać, prawda? - Pytanie było retoryczne. Retorycznie wlepiał w nią błękitne oczy. Myślał, że się co do niej głęboko myli.
- Nie zostawię tak tego, wiesz... - uciął choć zdawało się, ze zaraz, szybko coś doda. Jakieś dziecko obok nich przewróciło się i zaczęło płakać. Siedzący na ławce ludzie spoglądali jeszcze podejrzliwie, ale nie reagowali wścibsko na krótką, rodzinną sprzeczkę.
- Idź. Nie zatrzymam cię. - Schylił głowę, uniósł rękę jak na pożegnanie, w błazeńskim trochę stylu. - Idź. - Podniósł wzrok i jeszcze moment zaczekał na to co Zula zrobi. Stał jeszcze chwilę kiedy od niego odeszła i ruszył w swoją stronę.

ZT
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

33 lata

bogaty

właścicielka Czarnego Łabędzia (ros. чёрный лебедь)

PisanieRe: Lodziarnia Moroz   Sro Wrz 21 2016, 18:50

Zachody słońca to jeden z najpiękniejszych cudów przyrody. Widywane codziennie, a mimo to zawsze w innej postaci, o innej kolorystyce czy kształcie. Jeszcze piękniejszym było robienie zdjęć magicznym aparatem fotograficznym - chociaż Viera takowego nie posiadała, to jednak uwielbiała zdjęcia zachodów i wschodów słońca. Zwłaszcza, że te należały do dzieł wykonanych przez jednych z najbardziej cierpliwych rąk. Wszak sam proces zachodzenia słońca nie trwał kilka minut. To właśnie podczas jednego z tych zachodów Viera wyrwała się z pracy w swojej Restauracji, by pospacerować po magicznym Sankt Petersburgu. Od zawsze uważała, że dzielnica Niedźwiedzi Ryk jest ciekawsza od Eufrozymy Wielkiej, gdzie znajdowały się - przynajmniej wedle oka Panny Bregović - wyłącznie polityczne instytucje przeplatane restauracjami czy pubami, w których pojawiali się tak właściwie wyłącznie pracownicy Ministerstwa i ich interesanci. Mało było takich osób, które nie wykonywały swych obowiązków w sposób mechaniczny i to właśnie ich Eva ceniła najbardziej. Nie ma nic gorszego w życiu od braku myślenia. Niektórzy po prostu nie myślą. Tak już mają. W każdym razie, nie było nic dziwnego w tym, że nogi poniosły ją aż do tej mniej reprezentatywnej części Petersburga. Viera lubiła spacerować. Może wydawało się to czynnością wykonywaną wyłącznie przez osoby starsze, ale dla tych, którzy lubili obserwować te drobne zmiany zachodzące w budownictwie czy zachowaniu różnych osób, nie było w tym niczego starczego. Szczególnie zaś dla Viery; możliwość obserwowania zmian to największy dar jaki dały ludziom oczy. I ona z tego korzystała.
Znudzenie. Irytacja. Pośpiech. Zaciekawienie. Gniew. Zrezygnowanie. Te i inne uczucia mogła zaobserwować u stojących Viera, która właśnie dołączyła do kolejki w Lodziarni Moroz. Miała czas i chęć, by zjeść jakiś deser lodowy, wyłączyć się z tego gwaru i poobserwować ludzi… Tak, to było do niej podobne.


Ostatnio zmieniony przez Viera Bregović dnia Sro Wrz 21 2016, 20:32, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Lodziarnia Moroz   

Powrót do góry Go down
 
Lodziarnia Moroz
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next


Skocz do: