IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Café Scheherazade

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
avatar


Kazań, Rosja

błękitna

16 lat

VII klasa

zamożny

PisanieRe: Café Scheherazade   Nie Kwi 17 2016, 22:10

Czekający na zamówienie czarodziej nie dostrzegł nawet gdy ktoś do niego podszedł, nie wspominając nawet o spoczywającym na nim wzroku pełnym niepewności. Gdy jasnowłosa dziewczyna przysunęła się do stolika, szybko podniósł wzrok z lekko uchylonymi ustami. Nie było to spowodowane podziwianiem sylwetki Heleny, chociaż po chwili na pewno w takowe się przerodziło, a szokiem i strachem. Zmieniając kąt patrzenia, Nikolai schował też w dłoniach swój gwizdek. Na jego twarzy zaczęły malować się też rumieńce.
- Jestem... Nikolai... Nikolai Vankeev... - powiedział stłumionym głosem odwracając wzrok na swoje dłonie. Dostrzegł przy tym, że rozmówczyni (o ile można by to tak nazwać) wyciągnęła do niego rękę. Nie czuł się z tym pewnie, ale wyciągnął też w jej stronę swoją, ściskając ją lekko i zabierając ręce ze stolika. Nerwowym wzrokiem spojrzał też, czy aby na pewno jego latte nie jest już w drodze. Nie czuł się do końca komfortowo już samą obecnością w pobliżu aż tylu, hałaśliwych osób, a teraz jeszcze ta dziewczyna. No ładna była, ale on się bał...
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

PisanieRe: Café Scheherazade   Nie Kwi 17 2016, 22:48

Elena umilkła na moment, słysząc nazwisko Nikolaia. Obarczyła go przenikliwym spojrzeniem zielonych oczu. Vankeev... Och bogowie, nawet kiedy próbuje być zwyczajnie miła, robi coś przeciw rodowi. Czy niemożliwością jest zachować równowagę? Dostać i wolność i rodzinę? Utopiła konsternację w szklance soku i chyba tylko fakt, że była pod wpływem procentów, powstrzymał ją od ucieczki. W końcu i tak zaraz zrobi się nieprzyjemnie. O, chłopak już speszony... Westchnęła ciężko.
- Hej, wyluzuj, jestem Wrońska, ale nie dziobię, serio. Wrony to wbrew pozorom bardzo miłe ptaki są. I bardzo mądre. - Wyrzuciła z siebie, nawet nie ogarniając, że pierdoli od rzeczy. - Ale jeśli ty też siedzisz w tych starych sporach i całym głównie, rodem z XIX w. to po prostu powiedz, że mam spadać na drzewo. - Te ptasie porównania zaczynały rozbić się dziwne, ale ona tak tylko teraz, serio. Normalnie jest bardziej ogarnięta.
Umilkła, doszukując się w ciemnych oczach Nikolaia jakiejś niechęci, ale typ był jak mały szczeniak. W rzeczy samej jego ślepia, urocza buzia i ogół przywodziły jej na myśl szczeniaka. I to nie byle jakiego... Kiedyś, w Petersburgu trafiła na ulicy na karton pełen małych piesków. Pośród nich był właśnie on, najdrobniejszy, czarny, zahukany, ze słodko oklapniętymi uszkami. Wszystkie te maleństwa plakały niczym dzieci, a Helena nie mogła ich tak po prostu zostawić. Jej znajomym przybyło wtedy pupili. Ale teraz te wspomnienie ożyło dzięki Niko i Elena poczuła nieodpartą potrzebę zapewnienia chłopakowi bezpieczeństwa, dodania otuchy, rozweselenia. Nazwieecie to matczynym instynktem, ale ja jedynie dobrocią. Zwykłą, prostą dobrocią i uczuciem więzi z tym Szczeniaczkiem.


Powrót do góry Go down
avatar


Kazań, Rosja

błękitna

16 lat

VII klasa

zamożny

PisanieRe: Café Scheherazade   Nie Kwi 17 2016, 23:08

Lekko podenerwowany chłopak całkowicie nie zwrócił uwagi na nazwisko dziewczyny. Myślał, że zdenerwowała się na niego z powodu jego nerwów (czemu pijesz? bo żona mnie rzuciła. a czemu cię rzuciła? bo piję), ale okazało się to znacznie bardziej skomplikowane. Od czasu jak wychowuje się u wujostwa, ma wmawiane, a raczej ktoś próbuje mu wmówić, że niektóre dynastie są gorsze od innych. On jednak nadal tkwi w wychowaniu rodziców, opierającym się o Lazarevową neutralność, którą w pełni popiera.
- Lubię wrony i inne zwierzęta, ale nie mam nic do twojego rodu. Do żadnego nic nie mam... - dodał mniej pewnym tonem. To ptasie porównanie w sumie lekko go ożywiło i wyzwoliło iskierkę zaciekawienia dziewczyną - Jestem lekko... Jestem zestresowany, nic więcej - jego głos na powrót zrobił się jakby wymuszony, speszony.
Jakby się dłużej zastanowić, to porównanie Nikolaia do szczeniaka wcale nie jest błędem czy kłamstwem. Należy jednak zaznaczyć, że byłby szczeniakiem dużego psa, np. owczarka. Nieświadomy swej wielkości i siły, ale nadal skory do zabawy. A może to jednak głupie porównanie...
- Zmęczona? - spytał odwracając chwilowo twarz do gromady młodych klientów kawiarni.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

PisanieRe: Café Scheherazade   Pon Kwi 18 2016, 00:22

Więc nie miała się o co martwić, czyż nie? No chyba, że o to, iż jej rodzinkę lub rodzinkę Niko wkurzy ich bratanie się. Ale na tę chwilę była w zbyt dobrym humorze, by się tym przejmować. Lada dzień miała wrócić na boisko, na zajęcia z zoologi, do świata wolnego od rodzicielskich oczu. Na twarz jasnowłosej wstąpił leniwy, koci uśmiech.
- Stresuję cię? Weź głęboki oddech... -  Poradziła rozbawiona, racząc się swoim sokiem. -  I zrób to, co ją zawsze robię, kiedy z kimś gadam i czuję się niepewnie. Wyobraź sobie, że ten ktoś jest jakimś zwierzęciem. Na przykład zawsze wyobrażałam sobie swoją matkę, jako ujadającego pudla z wymyślną wstążką na głowie. To pomaga...  Skoro lubisz zwierzęta, to może tobie też pomoże? - Zasugerowała, przez momencik mając wątpliwości, czy nie wyjdzie na idiotkę. W końcu w towarzystwie zwykle nie mówiła takich rzeczy. To były wyznania zarezerwowane dla Stalina i jego kocich, nazbyt burkliwych odpowiedzi.
Przeczesała palcami włosy i wbiła wzrok w szklankę malinowego napoju, który był już na wykończeniu. Dopiła go, oblizując usta, by zakosztować choć odrobinę więcej słodyczy. Dopiero słysząc pytanie, uniosła wzrok znów na chłopaka.
- Hmmm... Nie, właściwe to chętnie bym zatańczyła. -  Sugestia, nieme pytanie, mógł odmówić. Zresztą obsługa postawiła przed nim jego zamówienie, więc Elena nie miała wątpliwości, że wolałby wypić w spokoju kawę, niż brykać z nią na parkiecie.
- Bez urazy, ale nie wyglądasz na imprezowego typa, Niko. Co więc skłoniło cię, do pakowania się w ten burdel? - Przeciągnęła się, jak kotka, niezbyt elegancko układając nogi na wolnym krześle. Również zerknęła na moment na resztę lokalu, jednak nie mogła stąd dostrzec baru i Stiopy. Jej kuzynka też gdzieś przepadła.
Powrót do góry Go down
avatar


Kazań, Rosja

błękitna

16 lat

VII klasa

zamożny

PisanieRe: Café Scheherazade   Pon Kwi 18 2016, 07:21

Gdy dziewczyna spytała, czy to ona go stresuje, chciał momentalnie zaprzeczyć, jednak ta zaczęła już radzić. To wyglądało mu trochę na tamtą dziewczynę z geografii... To znaczy, fizycznie widział wiele różnic, które przez te dwa czy trzy lata raczej by się aż tak nie rozwinęły, lecz zachowaniem Elena bardzo tamtą przypominała. Była otwarta, żartobliwa i roztaczała aurę opieki. Jedno zwierzę kiedyś powiedziało, że on tak zachowuje w zagrodzie, gdy jest sam z pupilami. Z ludźmi jednak Nikolai czuje się nieswojo, niepewnie.
Słysząc zakończenie stosunkowo niekonwencjonalnej rady, Vankeev próbował wyobrazić sobie, że Elena jest jakimś zwierzęciem. Nie wychodziło mu to jednak, bo nie znał jej na tyle dobrze by utożsamić ją z konkretnym gatunkiem, dodatkowo stawiając zwierzęta wyżej w hierarchii wartości.
- Kiedyś skorzystam z rady - powiedział, gdy stawiano przed nim zamówienie.
Uśmiechnął się do kelnerki [czy może jednak kelnera] w ramach podziękowania i zbliżył usta do długiej słomki. Gdy pociągnął pierwszy łyk, usłyszał sugestię jasnowłosej i lekko zakrztusił się. Uderzył się w pierś i z krzywym uśmiechem spojrzał w stronę tłumu. Jego oczy jasno mówiły: "Tylko nie to, błagam". Powrócił na chwilę do napoju, teraz już spokojnie, a Elena dalej kontynuowała rozmowę - przynajmniej nie musiał się martwić o swoje antygadulstwo.
- Nie wiem... Wszystkie zoologiczne były zamknięte, nie miałem ochoty na siedzenie w książkach, a to był pierwszy punkt jaki dostrzegłem. Z resztą, chciało mi się pić. Tak myślę - odpowiedział spokojnym głosem, wybijającym się przez mgłę zamyślenia spowijającą jego twarz - A ty pewnie zobaczyłaś takiego podpieracza ścian jak ja i przyszłaś go zmienić? Wyglądasz na imprezowiczkę...
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

PisanieRe: Café Scheherazade   Pon Kwi 18 2016, 19:23

Jeśli to prawda, miło będzie go kiedyś spotkać wśród zwierząt. Może na spotkaniu Bobaków? A może zwyczajnie wpadną na siebie, w końcu po sześciu latach w końcu muszą, skoro oboje starają się przebywać jak najbliżej natury. Nawet Elena potrzebuje czasem odpoczynku od ludzi.
Tak, jak zdążyła się domyślić Wrońska, Niko nie był zainteresowany tańcem. W pewnych sprawach łatwo go było rozgryźć i to była właśnie jedna z nich. No i jak wspaniale się dopasowywali, na zasadzie przeciwieństw. Elena mogła ciągnąć rozmowę, zwłaszcza po kilku kieliszkach, a Niko wzbudzał w niej pewneypozytywne cechy, o których istnieniu zapominała w towarzystwie swoich krewnych. A przecież spędziła z nimi ostatnie miesiące...
-Cóż... Nie określiłabym tak siebie, ale kocham tańczyć i chyba po prostu staram się wykorzystać każdą okazję ku temu, by trochę pobrykać. W domu już tak bardzo do imprez mnie nie ciągnie, zapewniam. - Skrzywiła się malowniczo, jakby połknęła coś niedobrego. Jednym z ciekawszych elementów imprez Wrońskich, były kłótnie rodzinne. A jak ojciec bił się w te wakacje z wujkiem na szable... Miło było widzieć, jak dostaje po dupie.
- Nie zamierzam cię zmieniać, bo niby po co? - Wzruszyła ramionami, uśmiechając się do słów piosenki, a nawet wystukując palcami jej rytm ma blacie stolika. Gust muzyczny wydał jej się mocno znajomy. Zito, czy to ty?
Powrót do góry Go down
avatar


Kazań, Rosja

błękitna

16 lat

VII klasa

zamożny

PisanieRe: Café Scheherazade   Pon Kwi 18 2016, 20:17

Elena faktycznie zachowywała się [i wyglądała też] jak typowe przeciwieństwo Nikolaia. Może to dobry znak? Kto wie, bo ja na pewno nie. Chłopak słysząc pytanie zwieńczające poprzedniego posta oraz widząc ruch palców dziewczyny na stole poczuł się dziwnie. Z jednej strony, zadał nieprzemyślane, niemiłe pytanie. Z drugiej natomiast, odmówił zaproszeniu do tańca. Dwa błędy w ciągu kilkudziesięciu sekund, mogące zaważyć o jego znajomości. Źleeee.
- Większość tak do tej pory robiła... - szepnął przytykając wargi do słomki. Już ponad połowa jego kawy zniknęła - Niedługo będę musiał iść jeszcze odebrać pewną delikatną "paczkę".
Vankeev powiedział to zerkając na leżący na stoliku gwizdek. W jego głosie wyczuć się dało dziecięcą radość. Prawdopodobnie to kolejna łatwa do rozgryzienia kwestia jego sprawy - paczka to bowiem to zamówiony z dalekich stron soból syberyjski. Miał go odebrać wczoraj, jednak transportujący go mag musiał zmienić trasę podróży. Ciekawe, czy Wrońska będzie próbowała się czegoś o tym dowiedzieć, albo zechce towarzyszyć Nikolaiowi...
- Ale mam jeszcze trochę czasu...
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

PisanieRe: Café Scheherazade   Pon Kwi 18 2016, 21:01

Oj nie przesadzajmy z tym wyglądem. Elena była estetyką, a skoro potrafiła docenić jego szczenięce oczy i wyobrazić sobie chudą, drobną sylwetkę na obrazie jakiegoś modernistycznego artysty, koniecznie w otoczeniu zieleni, natury, drzew, być może na jakiejś gałęzi, grającego na harmonijce lub pogwizdującego, to chyba Nikolai był uosobieniem jedynego w swoim rodzaju piękna. Jak każdy człowiek, zresztą...
W głowie Heleny, powoli rodziły się wersy wiersza. I chodź słaba z niej była pisarka, to przelewanie myśli na papier, sprawiało jej wielką frajdę.
I doszukuję się w twoim wzroku przebłysków radości,
Bo strach i samotność zbyt często w nich gości...

Powtórzyła w duchu, niezbyt zadowolona - czegoś jej brakowało.
- Delikatną paczkę? - Zapytała zainteresowana, uśmiechając się kątem ust. - Chcesz wysadzić szkołę? Czy może babcia przysłała ci twoją kolekcję porcelany? - No teraz to już mu nie odpuści i będzie drążyć temat. A może to smocze jajo? Bogowie, jak ona kochała smoki... Ile by dała, aby zobaczyć takiego łuskowatego gada na żywo...

Powrót do góry Go down
avatar


Kazań, Rosja

błękitna

16 lat

VII klasa

zamożny

PisanieRe: Café Scheherazade   Pon Kwi 18 2016, 21:28

Autor tego posta pozwoli sobie przemilczeć niezwykle obszerny i kontrowersyjny temat dotyczący poezji, gdyż sam ją lubi i tworzy dość nieregularnie, lecz nie chwali się nią nigdzie poza szkołą.
Słysząc lekko prześmiewcze pytania Heleny Nikolai uśmiechnął się pod nosem lekko podnosząc na nią wzrok. Spodziewał się reakcji, bo sam chciał ją wywołać. Co w niego wstąpiło? Zawsze stronił od ludzi, a ta kobieta nie przeszkadzała mu aż tak bardzo... W zasadzie rzekłbym nawet że już nie przeszkadzała wcale. Autor - ty na pewno dobrze napisałeś charakter Nikolaia?!
- Jestem słaby z eliksirów, a na dobrą bombę mnie nie stać... Jednej babci kompletnie nie znam, a druga... nie żyje od kilku lat. Więc to też nie to - dodał lekko przytłumiony, jakby głośnym szeptem. Chciał jeszcze chwilę pociągnąć tą ciekawość, więc nie powiedział od razu co to za transport - Chcesz jeszcze czegoś się napić, Elena? - dodał jakby odchodząc od tematu, a raczej lekko drocząc się w jego zmianę.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

PisanieRe: Café Scheherazade   Wto Kwi 19 2016, 00:32

Dla Eleny poezja była dość osobistym wyrażeniem emocji, a jej twórczość zawsze lądowała między grubymi okladkami starego notesu. DIewczyna wracała do starych wierszy, przemyśleń, by przypomnieć sobie ludzi z przeszłości, uczucia jakie towarzyszyły jej w ważnych momentach jej życia lub zwyczajnie te piękne, ulotne chwile natchnienia, przepełnione błogim szczęściem. A sama autorka pisała, ale teraz tylko interpretuje, bo szkoła zdusiła w niej kreatywność i chęć do tworzenia.
Dziewczyna przyglądała się przez moment swoim znajomym, kolegom, koleżankom, którzy bawili się w najlepsze, zapominając o całym świecie. Upijali się, tańcowali, chwytali szczęście za ogon i desperacko się go trzymali, bowiem wszyscy podświadomie wiedzą, że po nim zawsze przychodzi smutek, rozpacz, gorsze dni (kobiety to nazywają okresem). Przygryzła dolną wargę, ni to zamyślona, ni to rozbawiona zachowaniem Nikolaia. Czyżby udało jej się go trochę ożywić? Spojrzała na chłopaka, przekrzywiając lekko główkę.
- Poproszę sok malinowy, jeśli to nie problem. - Dobrze wiedziała, o co mu chodzi i z angielską cierpliwością grała w tę grę - przez chwilę. - Jeśli to nic szalenie osobistego, to mógłbyś mi zdradzić ten sekret. Właściwie... - Zawahała się, jeszcze raz analizując osobę młodego Vankeeva. Praktycznie nic o nim nie wiedziała. Dopiero go poznała i choć wydawał się w porządku, Wrońska nie była pewna, czy może mu zaufać. Jednak postanowiła zaryzykować, mając nadzieję, że chłopak to doceni i nie kopnie jej w cztery litery. - ...możemy wymienić się sekretami. - Puściła do niego oczko, wcześniej nachylając się ku niemu, jakby już zaczynała mówić o rzeczach, nie mogących zostać usłyszanymi przez osoby trzecie.


Powrót do góry Go down
avatar


Kazań, Rosja

błękitna

16 lat

VII klasa

zamożny

PisanieRe: Café Scheherazade   Wto Kwi 19 2016, 07:11

Co jak co, każdy chwyta szczęście w panicznej pogoni. Próbuje przyczepić się do niego na jak najdłużej, urwać największy możliwy kawałek. To jedno z praw życia - a życie to bardzo słaba gra. Gra w nią tyle miliardów ludzi, nikt nie zna zasad, nikt nie wie jak osiągnąć zwycięstwo. Czy poprzez pochwycenie szczęścia? Przez poszukiwanie celu? Pomoc innym? Śmierć? Nikt, tak jak i ja, nie wie.
Odpowiedź Eleny wydała mu się lekko niespotykana - nie spodziewał się, że przyjmie ofertę postawienia jej napoju, a "sok" jakoś nie pasował mu do niej. Nadal przyczepiał do niej metkę imprezowiczki, a takie osoby zazwyczaj piją bardziej wystrzałowe rzeczy. Oczywiście zanim udało mu się wstać i skierować do kasy, by złożyć kolejne zamówienie, Wrońska w tajemniczym stylu kontynuowała wypowiedź. Słuchał jej, ale nie był pewny jak zareagować. On też nie znał Eleny, była czystą kartą.
- Nie wiem jakie możesz mieć sekrety, ale nie musisz mi nic zdradzać. Moja paczka to nic nadzwyczajnego - zamówiłem z daleka zwierzątko... - powiedział zadowolony z siebie, lecz w sposób spokojny. Gdy już to oświadczył wstał od stolika i poszedł złożyć zamówienie: sok malinowy i jagodowy. Była to forma ucieczki od sekretu dziewczyny. Bał się, że zbyt mocno go on z nią zwiąże. Nie chciał takiej relacji, nie był gotowy. Może jakby zaproponowała to po kilku spotkaniach... ale nie przy pierwszym. Gdy wrócił uśmiechnął się i spojrzał na imprezę - Duża ta impreza. Spasiba, że pozwoliłaś mi o niej lekko zapomnieć, Eleno. Wypiję z tobą i będę szedł.
Powrót do góry Go down
avatar


Połock, Białoruś

błękitna

18 lat

IX klasa

przeciętny

PisanieRe: Café Scheherazade   Wto Kwi 19 2016, 15:39

Utrzymanie równowagi nie było trudne, gdy poruszasz się w normalnym tempie i naturalnym ruchem. Lazareva jednak, próbując tańczyć, była raczej niczym maszerujący na dwóch nogach piesek, podskakujący w ułomnych próbach ustania w pionie. Tracąc z rąk pewny uchwyt Vasilchenka otworzyła szeroko swoje zielone oczyska w wyrazie niedowierzania i niepewności, jednak z gracją lwa morskiego na brzegu kry obróciła się w imitacji piruetu, rozglądając się równocześnie za jakimś ratunkiem.
Jakimkolwiek, na bogów!
Całe szczęście wybawieniem był sam Zito, chwytając ją pod ramie i prowadząc na bezpieczny grunt.
- Wino! - uśmiechnęła się z wyraźną ulgą, gdyż obawiała się, że po kolejnej porcji wódki mogłaby zacząć wzrokiem szukać Stiopy, albo - co gorsza - próbować poderwać któregoś z cygańskich mistrzów tańca, jak to się zdarzyło dwa lata temu na balu zimowym, kiedy ostatnim razem ktoś usiłował ją upić.
Nic niestety nie wiedziała o życiu, a tym bardziej o alkoholu jakim było zdradzieckie winko serwowane w Szecherezadzie. Chwyciła więc kieliszek z uśmiechem i wdzięcznością, słysząc jak zespół po raz kolejny zmienił repertuar na coś znacznie spokojniejszego i niemal romantycznego.
- Ja zaproponuję za spotkanie. I koniec wakacji - uniosła kieliszek - Oby drzewa, na nasze trumny rosły jak najdłużej.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Czarcie Włócznie, Świtezianka

PisanieRe: Café Scheherazade   Wto Kwi 19 2016, 22:58

Dopiero, gdy Iskra wpadła w ramiona swego nauczyciela tańca, Svieta pozwoliła sobie spuścić z niej czujny wzrok. Obdarzyła Antona szerokim uśmiechem, który w tych warunkach był jedyną formą powitania na jaką była gotowa się wysilić - nie zamierzała podejmować z góry skazanych na porażkę prób przekrzyczenia kolejnego głośnego numeru. Pozwoliła za to przemówić muzyce. Krótka spódnica furkotała wokół jej nóg, gdy wirowała w kolejnych szalonych obrotach, pokrzykując razem z tłumem. Na jej policzkach szybko wykwitły wściekle czerwone rumieńce, a po kolejnych kilku chwilach dzikich pląsów zaczęła powoli tracić oddech. Zdecydowanie nie była w formie, cóż za wstyd!
Poddała się dopiero wtedy, gdy dostrzegła kątem oka, że Zito i Iskra schodzą z parkietu. Podążyła za nimi, z pewną ulgą wydostając się z tłumu tańczących - dalej od parkietu łatwiej było złapać oddech. Jej pierś falowała szybko, a na ustach widniał szeroki, pełen radości uśmiech. Zamierzała wrócić na parkiet, gdy tylko zwilży gardło czymś mocniejszym i przestanie jej brakować tchu. Oparła się o bar obok Iskry, wciąż niezdolna do wykrztuszenia słowa. Ujęła w palce kieliszek, kiwając przy tym głową do Vasilchenka, który zamówił dla nich trunek.
- Absolutnie. - przytaknęła, stukając uniesionym kieliszkiem w pozostałe. - I oby nie zanudzili nas w Akademii. - dodała od siebie, a potem w dwóch długich łykach wypiła całe wino. Otarła kącik ust, potrząsnęła jasnymi włosami i była gotowa, by wrócić do tańca.
- Panowie, pięknie was proszę - miejcie oko na moją miłą. - mrugnęła do nich porozumiewawczo, a potem cmoknęła Iskierkę w piegowaty policzek. - Wrócę do was za kilka minut. - dodała, a potem zniknęła wśród ludzi. Przeciskała się przez tłum z typowym dla siebie wdziękiem, rozdając wokół uśmiechy i klepiąc po ramionach napotkanych znajomych. Mina zrzedła jej dopiero, gdy przez przypadek szturchnęła ramieniem... Twardowskiego. Przeprosiny utknęły jej w gardle, a uśmiech zniknął zastąpiony dziwnym grymasem łączącym w sobie niepokój i złość.
- Miron. - powiedziała tylko i trudno było orzec czy to powitanie czy ponure stwierdzenie faktu. Naprawdę nie chciała go widzieć...
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

czysta

17 lat

VIII klasa

zamożny

PisanieRe: Café Scheherazade   Wto Kwi 19 2016, 23:32

Kręcił się chwilę bez większego ładu po lokalu, pomiędzy ludźmi, którzy byli mu mniej lub bardziej obojętni w różnych aspektach obojętności, do kilkorga się uśmiechnął- szczególnie urzekających cyganów robiących wiele zamieszania, za co szczerze ich podziwiał i notując w głowie na przyszłość kogo należy sprowokować by mieć wystarczająco duży chaos wokół siebie, odwrócił się w stronę baru i postanowił sprawdzić czy mają w menu jabłka.
Pech, zrządzenie losu, czy cokolwiek innego w co lubisz wierzyć, a co Miron ma dość głęboko w poważaniu skrzyżował jego drogę z drogą Svetlany Wrońskiej, która wpadła na niego z całym swym tanecznym impetem.
Odruchowo, choć dość powoli, chwycił jej ramię na wypadek, gdyby miała zaliczyć upadek i choć bardzo lubił widzieć ją w pozycji horyzontalnej - nie była to najlepsza ku temu okazja, ani warunki, ani on sam się w takowej pozycji nie znajdował obecnie.
Pozbawiona wyrazu twarz przyglądała się spokojnie, jak szeroki uśmiech tuż pod rumianymi policzkami spływa z jej ust, a w oczach pojawia się ten znajomy chłód. No dalej piękna, przecież wiem co tam jeszcze możesz w oczach chować poza dezaprobatą i niechęcią. Pamiętasz, jak kiedyś tańczyliśmy w ogrodzie Twojej posiadłości? Przelazłem przez płot jak bury kot, żeby się zakraść sekretnie do Twojego ogródka. Tego z kwiatami i tego pod kwiecistymi majtkami. Nie udawaj, że nie pamiętasz, tańczyliśmy aż traciłaś oddech, zupełnie jak dziś.
- Svetlana. - odpowiedział, z nieco kpiącym, acz dość uprzejmym uśmiechem na jedyne słowo jakie zdołała z siebie wydusić- To chyba zwierzęcy magnetyzm - dodał zachęcająco, z lekkim rozbawieniem, czując, że igra z nią zwyczajnie jak okropny stary człowiek z charakternym dzieckiem. Wiedział, że Wrońska nie życzyła sobie teraz niczego innego bardziej, niż tego by się serdecznie od niej odwalił i chyba dlatego, z niemałą uciechą, prowokował ją dalej.
- Mógłbym usmażyć jajko na Twojej twarzy. - wcale nie krzyczał, gdyż orkiestra zdecydowała się tym razem zagrać coś odrobinę spokojniejszego, nie puszczając więc jej ramienia objął ją w pasie, po czym jednym ruchem wprawił w lekki piruet.
Zatańczymy?
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

półkrwi

18 lat

VIII klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks, rozgrywający i kapitan w Zmorach

PisanieRe: Café Scheherazade   Sro Kwi 20 2016, 00:25

I tak to można się bawić. Nawet trochę mniej żal zrobiło mi się odchodzącego lata, bo coraz cieplej robiło się od tego wywijania, coraz trudniej myśleć o czymkolwiek innym niż tu i teraz. Szczególnie, że ledwo się spostrzegłem, a już przepiękny Kalashnikov dobiegł końca, a nasza jeszcze piękniejsza zgraja znalazła się u upragnionego źródła.
Z niejaką dumą obserwuję Vasilchenkę, jak cyrkluje wokół swej niepełnoletności. W sumie, to ja mógłbym zamówić, mam w końcu tę osiemnastkę, świat stoi przede mną otworem. Ale ja uważam, że wiek akurat nie ma nic do tego i gdybym jako pięciolatek poczłapał do jakiejś speluny i poprosił o flaszkę, to by mi ją dali.
Duma dumą, ale na widok Iskierki uradowanej alkoholem to serce mi mało nie pękło! Tyle lat się już staram sprowadzić ją na bardziej zabawową drogę życia, a była to droga przez mękę. Zdawało mi się już nawet, że nic z tego, ale chyba jest jeszcze nadzieja.
Z tym, że nie na sukces Iskierki w balecie ani w ogóle na żadnej innej potańcówce, nie jeśli Zito ma być jej nauczycielem. On na pewno nikomu tego nie powiedział, ale na ostatni bal zimowy to ja go uczyłem tańczyć walca, przysięgam.
Zaraz to zresztą zaprezentuję, ale są sprawy ważne i ważniejsze. Jak na przykład niezmiernie trafne toasty zaproponowane przez towarzyszące nam dziewczyny. Nic nie pozostaje mi do dopowiedzenia, a zresztą w każdym toaście liczy się to, żeby wypić, a nie powiedzieć. Tak też zrobiłem. A wino było jak zawsze wyborne.
Ale zaraz, zaraz. Ja oczywiście gotów jestem mieć na Iskrę oko, dwoje nawet w miarę możliwości, jak od lat mi się zdarzało. Jednemu łomot, drugiemu, aż się odechciało panienkę wyzywać. No i jak tak miałem to oko na Iskrę, to ulotniła się moja partnerka, a nawet bezlitośnie mnie jej pozbawiono.
A wszyscy wiemy jak jest w życiu – jak się nie ma, to się kradnie. Nie co popadnie, tylko największy taneczny antytalent, jaki widziały moje oczęta.
- Chodź, Iskierko, pokażemy im jak się tańczy. – śmiało wyciągam do niej obie ręce. Ze mną nie pójdzie? Wszystko już chyba razem przeszliśmy, a ja nie mogę przecież odpuścić tańca z wielką damą na ostatniej imprezie tego lata.
- A ty – zwracam się jeszcze do Zita z miną co najmniej proroka – ucz i się patrz. Czy tam odwrotnie. I zamów następne, bądź tak miły.
Patrzcie zresztą wszyscy, jacy my to piękni i młodzi. Proste plecy, lśniące uśmiechy. Normalnie prosto z Tańca z Gwiazdami. Nie licząc potknięć i wybuchów śmiechu.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Czarcie Włócznie, Świtezianka

PisanieRe: Café Scheherazade   Sro Kwi 20 2016, 10:42

Jedno spojrzenie na niego wystarczyło, by w jej głowie zapanował całkowity chaos. Nie mogła sobie poradzić ze sprzecznością własnych uczuć. Bo oczywiście pamiętała, że kiedyś miała dla niego słodkie uśmiechy i czułe pocałunki. Pamiętała jak przeczesywał jej palcami włosy i jak zakradł się do ogrodu przy posiadłości Wrońskich. Ale jednocześnie nie mogła zapomnieć o niezliczonych łzach i o kłótniach, którym blisko było (zwłaszcza z jej strony) do karczemnych awantur. Nie mogła zapomnieć tego jak bardzo była tym wszystkim zmęczona. Dlatego powiedziała, że to koniec i przegoniła go ze swojego życia. Oczywiście nie na długo... Tak to widać jest jak zaczniesz oswajać dzikiego kota.
Jej usta wykrzywił kolejny niemiły grymas, gdy usłyszała jego słowa. Irytowało ją samo brzmienie jego głosu, bo jak zawsze był tak kurewsko opanowany, gdy ona już teraz zaczynała się gotować ze złości. Nigdy nie umiała zapanować nad swoimi emocjami tak dobrze jak on i od kiedy go poznała czuła się przez to słabsza. Łatwiejsza do odczytania, do przejrzenia. A on? Pieprzona enigma. Dlaczego to musiało być tak cholernie pociągające? Nie odpowiedziała nic, bo zwyczajnie nie mogła znaleźć słów. Prychnęła tylko cicho pod nosem, by w ten sposób wyrazić gdzie ma jego przypuszczenia.
Zaraz potem znalazła się w jego ramionach i przez sekundę czuła jakby wszystko było jak dawniej. Minęły ponad dwa miesiące od ich ostatniego spotkania, ale jej ciało zdawało się nie pamiętać tego czasu, bo doskonale wpasowało się w jego ramiona. Posłusznie zawirowała w piruecie, jak zawsze wdzięczna w tańcu niczym rusałka. Potem zbliżyła się do niego, z drwiącym uśmieszkiem na ustach, szczęśliwa, że swoją uszczypliwą uwagą przypomniał jej, że nie powinna go już kochać w żaden sposób. Przez chwilę niemal o tym zapomniała i była to bardzo, ale to bardzo niedobra wróżba na nadchodzący rok szkolny. Oparła mu dłoń na ramieniu, usta zbliżyła do jego ucha i zaśmiała się cicho.
- No patrz, akurat masz dwa do rozbicia. - mruknęła, jednocześnie w dość oczywistej groźbie zbliżając kolano do newralgicznego punktu męskiego ciała. Znał ją dość dobrze, by wiedzieć, że nie miała w zwyczaju rzucać gróźb bez pokrycia. Nigdy nie wzbraniała się przed koniecznym użyciem przemocy. - Nie drażnij się ze mną, Miron. Nie lubię tego. - dodała w ramach ostrzeżenia i odsunęła się od niego nieznacznie. Nie wyrwała się jednak z objęcia jego ramion całkowicie. Przecież chciał tańczyć.
Powrót do góry Go down
avatar


Kijów, Ukraina

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

Alruana, Świtezianka

PisanieRe: Café Scheherazade   Sro Kwi 20 2016, 17:12

Jedyne co mu zostało to porządnie westchnąć i znów wyciągnąć tamburyno. Po upragnionym wypiciu toastu, na który naturalnie, wzniośle wzniósł kieliszek, Anton porwał jedną z towarzyszek, w prawdzie to jedyną jaka została! To oznaczało, że Zito został sam, a on sam i impreza, to zwyczajne oksymorony! Pobudzony do tańca naturalnie nie skończył, ba jeszcze bardziej się rozkręcił, płacąc za kolejne trunki, które zamówił u barmana dla Antona i Iskry, bo przecież wiadomo, że jak się mówi, że się zaraz wróci, to się wcale tak szybko nie wraca! Stąd Svietlana była już na straconej pozycji, partnerowała jakiemuś ciemnowłosemu paniczowi, którego Zito z daleka nie mógł rozpoznać, poza tym, on tu przyszedł się bawić, a nie obczajać ludzi! Zapłacił za kolejne napoje wyskokowe dla Iskry i Antona, oczywiście nie martwiąc się, że ktokolwiek cokolwiek im do kieliszków wleje, w końcu cygan, oni się nie boją!
Wyciągnął zza pazuchy tamburyno i wypił kolejny kieliszek, wspaniałego wina, które rozgrzewało nie tylko jego gardło, ale również serce. Widzieć tylu rówieśników, którzy po prostu się bawią, jest pięknym widokiem dla każdego cygana, aż chce się żyć i nawet łezka się kręci w oku!
Naturalnie Zito nie oddał się temu niecodziennemu widokowi, ponieważ już kierował się w stronę sceny. Jego olśnienie nie było czymś nienormalnym, można rzec, impreza jak impreza, a na żadnej imprezie, na której jest on, nie może zabraknąć wspaniałego Csárdás'a!
Słysząc końcówkę spokojniejszego utworu, złapał się za akordeon, który jeden z członków orkiestry odstawił i zaproponował swój pomysł gitarzyście i szefowi całego muzycznego zgromadzenia.
Drogie Panie, Drogie Pany, w końcu jest i czas na tany! Po dorwaniu krzesła Zito zaczął grać, pozwalając palcom rozwijać melodię, która sama w sobie urzekała. Zmiany dynamiczne, synkopy, a już samo metrum pobudzało na tyle, by choć na chwilę zanurzyć się w muzyce tak uwielbianej przez cyganerię. Zaraz po wolnym fragmencie utworu; Iassan, był czas ruszyć z kopyta, a wszystko to przez pojawienie się szybkiej części - Friss!
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

czysta

17 lat

VIII klasa

zamożny

PisanieRe: Café Scheherazade   Sro Kwi 20 2016, 19:15

Nigdy do siebie nie pasowali, wiedzieli to oboje. Koleżanki wystarczająco często powtarzały jej, że to zły pomysł - szczególnie drewniana księżniczka Lazareva. Mimo to bycie z nią było weselsze i ciekawsze niż bycie bez niej, może to właśnie te sceny zazdrości, łzy w oczach i ciągła niepewność jutra jaką w niej prowokował ekscytowała go tak bardzo. Boże byłpo prostu chorym gnojem, któremu sprawiała przyjemność zabawianie się nią. A może, tylko może, nic z powyższych? Svetlana miała okazję dotknąć tej części duszy Mirona, któej nikt nigdy nie dotykał i bardzo prawdopodobnym było, że to właśnie zniszczyło ich przezabawny - z jego punktu widzenia - związek. Są bowiem rzeczy po które sięgać się nie powinno, które należy zostawić niepoznanymi, niedotykalnymi, niechcianymi.
A kto inny jak nie on miał władzę, by tym rzeczom nadawać metki 'do wzięcia' i 'nigdy'? Ego Twardowskiego było niemal tak pokaźne jak jego...
- Ty sprośna suczko. - objął ją ciaśniej po kolejnym piruecie- Chcesz moich jajek na twarzy? To da się załatwić. - niby usta wyginały się w półuśmiechu, jednak jak każdy przedstawiciel płci męskiej w obawie przed swoimi rodowymi skarbami zaraz odepchnął ją w kolejnej imitacji zaplanowanego układu, zmuszając jednocześnie do zgrabnego półobrotu. Zawsze poruszała się tak zgrabnie.
Przyglądał się jej z ciekawością, jakby obserwowanie co się z nią dzieje było rozrywką godną królów.
- Wporządku. - odpowiedział na jej groźbę, choć nawet nie spróbował ukryć łagodnego półuśmiechu na twarzy. Nie było w nim nic łagodnego. Ani wesołego. Wiedziała dobrze co to za uśmiech, sprzedawał go zawsze wtedy, kiedy podejmowała złą decyzję i nigdy nie próbował jej od tych decyzji odwieść. Po prostu uśmiechał się uprzejmie.
Odsunął się lekko i uniósłszy dłoń pozwolił jej palcom powoli wysunąć się z jego chwytu.
- Myślę, że kłamiesz. - mrugnął do niej i odwrócił się, by odejść między uczniów.


z/t
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Café Scheherazade   Sro Kwi 20 2016, 19:42

Zabawa trwała i trwała, a z tak znakomitymi tancerzami trwać mogłaby i kilka dni - jak wiadomym było, cygańskie imprezy nie kończyły się po północy. Dlatego też pewnie ostatni goście opuścili lokal dawno po świcie, ciesząc się, chichocząc, bądź wspierając w niemocy swych kolegów, którzy przedobrzyli z libańskim winem.
Wszyscy wiedzieli bowiem, że to już jutro - a w tym wypadku dziś - odbędą się Kołowianki i wypadałoby znajdować się w, przynajmniej stabilnej, kondycji.

Wszystkich obecnych na potańcówce prosimy o zakończenie swoich wątków w związku z otwarciem pierwszego fabularnego eventu.
Zapraszamy do zgłoszeń w temacie:
Wydarzenie
a następnie do działu:
kołowianki
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

36 lat

bogaty

nadzorca w Koldovstoretz

PisanieRe: Café Scheherazade   Sob Wrz 17 2016, 22:33

Lida nie pasowała do miejsca, w którym Shoshana zarządziła ich spotkanie w tak ewidentny sposób, że zwykle szeroko uśmiechnięta kelnerka jeszcze podczas przyjmowania zamówienia wpatrywała się w kobietę tak, jak gdyby miała nieprzepartą ochotę wyprowadzić ją z błędu, który ta niewątpliwie musiała popełnić.
Marszcząc nos na intensywny, ciężki zapach panujący w całej bajecznie kolorowej kawiarni, Lida poprosiła o kawę i lampkę wina. Owszem, wystrój nie do końca odpowiadał jej gustom, ale wspaniały, słodki wręcz do przesady, smak libańskiego wina zapewniał Scheherezade renomę, której nie mogła odmówić.
Wino było mocne, jak należało się spodziewać, ciepłe i zostawiało w ustach posmak fig i śliwek. Koniecznie powinna kupić sobie przed wyjściem butelkę do domu. Wobec nadchodzącej wizytacji ministra w szkole każdy środek o delikatnych właściwościach otępiających był mile widziany.
Przeszkadzała jej głośna muzyka, odgłosy cymbałów i tamburyna, w których ani śladu nie było porządku, ale nie chciała marudzić. Shoshana chciała spotkać się właśnie tu, a Lida chciała spotkanie mieć jak najszybciej za sobą.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

błękitna

medium

26 lat

bogaty

stażystka w Hotynce

PisanieRe: Café Scheherazade   Nie Wrz 18 2016, 15:10

Nie pasuje ci, Lideńko, spotkanie w domu? W takim razie będziesz nie pasować w innym miejscu. Z premedytacją wybrała ten lokal. Obie pasowały do tego orientalnego wystroju jak pięść do nosa.
Pojawiła się niedługo po siostrze, roztaczając wokół siebie tę ciemną aurę. Zuzanna bowiem nosiła ubrania w każdym kolorze pod warunkiem, że był to czarny. Lida nie musiała jej od razu widzieć by poznać, że przyszła. Zapach drzewa sandałowego i opium zmieszał się z kwiatowym zapachem perfum najmłodszej Aristovej.
- Lideńko - zaszczebiotała przesłodzonym tonem witając się.- Nowa fryzura?
Przysiadła się do stolika i popatrzyła na kieliszek, w którym znajdowało się wino. Machnęła ręką na kelnerkę pokazując, że chce to samo.
- Tak mnie ostatnio na wspominki wzięło. Myślałam trochę o Serafimie i zaraz potem o biednej Julii i jej pechowym ślubie.
Chwilę potem otrzymała swój kieliszek z napojem.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

36 lat

bogaty

nadzorca w Koldovstoretz

PisanieRe: Café Scheherazade   Nie Wrz 18 2016, 23:09

Lida zesztywniała zobaczywszy tylko cień czegoś, co mogło być jej najmłodszą siostrą. Miała tylko dwadzieścia sześć lat i najdelikatniejszą urodę ze wszystkich sióstr Aristov, ale roztaczała wokół siebie tę samą aurę, co ich przeklęty ojciec. Powodowała tę samą niechęć i irracjonalny lęk, że przynosi ze sobą coś jeszcze prócz sardonicznych uśmieszków, za którymi wciąż uparcie się ukrywa.
- Cześć, Zuzanko. - Lida doskonale potrafiła udawać szczere uśmiechy; to kamień milowy w karierze każdego, kto poważnie myślał o karierze w Ministerstwie Magii. Jej przyzwyczajona do pochwał i ulg siostrzyczka nie powinna nawet poznać się na tym oszustwie, choć wszelkie udawanie i tak było zbędne. Najstarsza Aristova przestała kryć dezaprobatę, jaką darzyła większość posunięć siostry, nawet tak błahych jak dobór perfum.
Zignorowała uwagę o fryzurze. Od dwudziestu lat czesała się tak samo, czyli prawie w ogóle. Długie czarne włosy, którą to zresztą cechę wyglądu dzieliła z Shoshaną, nosiła zawsze prosto przycięte i rozpuszczone.
Zamiast tego skupiła się na temacie, który poruszyła Shoshana. Nie chciało jej się wierzyć, by z byle powodu wspominek zachciało jej się spotykać z siostrą. Najmłodsza Aristova nic nie robiła bez ukrytych zamiarów, które miały doprowadzić do jej własnej korzyści.
- Dlaczego miałoby cię to nagle interesować? Miałaś wtedy może piętnaście lat, a Julii nigdy nie znałaś zbyt dobrze. - skrytykowała ją na wstępie, dając z miejsca znać o swoich podejrzeniach. Shoshana przecież też jej nie ufała. Po chwili skapitulowała, przypomniawszy sobie, że lepiej po prostu dać jej to, co chce, samemu czujnie kontrolując dawkę informacji. - Co chcesz wiedzieć?
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

błękitna

medium

26 lat

bogaty

stażystka w Hotynce

PisanieRe: Café Scheherazade   Pon Wrz 19 2016, 02:45

Patrząc na Zuzannę nie sposób było nie przywołać wspomnienia ojca. Sama zapomniała jak to dwadzieścia lat temu zamykał ją w ciemnej szafie gdy nie chciała dojeść obiadu. Może wyparła to z pamięci. Zuzanna nie bała się jednak ciemności, a przynajmniej tak się mogło wydawać.
Skrzywiła się słysząc zdrobnienie swego imienia. Nie znosiła tego choć sama prowokowała do tego, by to robić. Założyła nogę na nogę, muślinowy materiał spódnicy opadł lekko i gładko na udzie, ześlizgując się dalej. Chwyciła za kieliszek, powąchała wino. Co jak co, ale dobrego gustu do alkoholu Lidze odmówić nie mogła. Bukiet wydawał się niesamowity.
- Po prostu sobie wspominałam. Zastanawiałam się, czy lubiłam Julię. Padła z resztą prawie pod moimi nogami - rzuciła, choć mijała się nieco z prawdą. Julia istotnie, wyzionęła ducha na parkiecie do tańca, jednak wcale nie uczyniła tego tuż przy Zuzannie. Za to kilka metrów obok, po prostu najmłodsza Aristova dopchała się szybko do zbiegowiska, najpewniej nie szczędząc przy tym łokci.
- Zastanawia mnie ten Lazarev, zastanawia. Co pamiętasz z tamtego dnia?
Podparła głowę ręką, napiła się wina. Drażniła ją muzyka, którą tu grano.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

36 lat

bogaty

nadzorca w Koldovstoretz

PisanieRe: Café Scheherazade   Sro Wrz 21 2016, 22:41

Nie sposób było zapomnieć tragicznego finału wesela kuzynki Julii. Łatwiej było dzięki temu spektakularnemu wydarzeniu uwierzyć, że całe pokolenie kobiet z rodziny Aristov jest obciążone jakimś paskudnym fatum, które nie pozwala im osiągnąć pełni szczęścia. Lidzie i siostrom przypadło w udziale zrujnowane dzieciństwo w domu pełnym duchów i podniszczone zdrowie psychiczne. Julia umarła - jak się potem Lida dowiedziała na własną rękę, w koszmarnych boleściach - podczas tańca z nowo poślubionym mężem.
Nie sposób było również zapomnieć skandalicznego zachowania, jakim przez cały wieczór "popisywała" się Shoshana. Lida stanowczo nalegała, by najmłodsza Aristovna została w domu, ale z jej uporem i płaczliwym wstawiennictwem Tamary nie miała co rywalizować.
Nie wspomniała jednak o tym, jak Shoshana uświetniła uroczystość - nie jest przecież małostkowa.
- Całkiem sporo. Wydaje mi się nawet, że mam jeszcze w swoim gabinecie w szkole stary album ze zdjęciami, być może, że są w nim jakieś z tamtego wesela. Nic jednak nie wydało mi się na tyle podejrzane, by oczekiwać, że wszystko tak się skończy.
Lida zresztą nie miała w ogóle ochoty podejrzewać, że cokolwiek może pójść źle; to była jedna z nielicznych okazji, by po prostu się pobawić. Czasy były spokojniejsze.
- Dlaczego miałby cię zastanawiać? Panny z naszej rodziny bywały wydawane za znacznie dziwniejsze indywidua i nigdy jakoś specjalnie cię to nie zastanawiało.
Lida nie chce zbyt wiele mówić Zuzannie, choć ta ze swoją ciekawością na pewno chętnie usłyszałaby jak to przypadkowo spotkała się z Lazarevem. Co zresztą skłoniło ją do rozwinięcia zupełnie niezwiązanych z weselem sprzed lat podejrzeń.
- Czyżbyś miała z nim jakiś kontakt?
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

błękitna

medium

26 lat

bogaty

stażystka w Hotynce

PisanieRe: Café Scheherazade   Sob Wrz 24 2016, 02:38

Dzielnie znosiła kocią muzykę uśmiechając się niedbale. Jakby jej to wszystko pasowało. Musiała przyznać, że wybierając ten lokal zrobiła po złości sama sobie. Zerknęła na wyszywane złotą nicią misterne wzorki na ciężkich zasłonach.
- O, i ja pamiętam, że wszystko zapowiadało się niewinnie. Orkiestra tak ładnie grała... - wspomniała sobie swoją sukienkę. Fioletowa, zdobiona drobnymi koralikami, z koronką. Była pewna, że wyrzuciła ją już dawno temu. Sunęła palcem po krawędzi kieliszka. Ubierała kolejne myśli w słowa, które zamierzała wypowiedzieć.
- Bo i żadna inna nie wyzionęła ducha na własnym weselu- zauważyła, może nieco złośliwie. Bez złośliwości chyba by skisła.- Słyszałam, że miał romans, zanim przystąpił do ożenku. I że niechętnie przyjął decyzję rodziny - to drugie zmyśliła z premedytacją mając mu za złe niedostosowanie się do prześmiewczych zaleceń podczas podpisywania weksla. Uniosła brew, milczała przez chwilę zanim znów się nie napiła. Rzeczywiście, chciałaby usłyszeć o spotkaniu, gdyby tylko o nim wiedziała. Może i nawet by do tego doszło, gdyby miała z Lidą lepsze relacje. Rzecz miała się jednak zupełnie inaczej.
- Kontakt z nim? Dlaczego? - gdyby płacono Zuzannie za kłamstwa, mogłaby kupić sobie cały Krym i zrobić z niego letnią rezydencję. Nie zaprzeczyła za szybko ani za późno. Zabrzmiała naturalnie tak, jak naturalnie przychodziła jej złośliwość. Lida jednak, jeśli była wprawionym obserwatorem, miała szansę zauważyć minimalne drgnięcie kącika ust siostry, która upiła kolejny łyk wina. Odebrać mogła to jednak różnorako.
- Dobre, co to? - zapytała mimochodem.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Café Scheherazade   

Powrót do góry Go down
 
Café Scheherazade
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next


Skocz do: