IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Plac Dumy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisaniePlac Dumy   Pią Kwi 01 2016, 03:39

Plac Dumy

Plac Dumy to bez wątpienie serce Sankt Petersburga, nieustannie tętniąca życiem stolica czarodziejów. Został zbudowany około 1703 roku na planie kwadratu, a wraz z niespodziewanym wzrostem populacji w mieście – magicznie powiększony. To właśnie tutaj ulokowany jest jeden z najważniejszych ośrodków władzy, czyli rosyjskie Ministerstwo Magii, które swoją ogromną budowlą łudząco przypomina cerkiew. Wokół Placu Dumy znajduje się także mnóstwo kolorowych i zadbanych kamieniczek, najsłynniejszych sklepików z najpotrzebniejszymi artykułami codziennego użytku, kameralnych kawiarenek, regionalnych jadłodajni czy obskurnych karczm, gdzie co noc zbiera się magiczna brać. Na samym środku stoi Łuk Zwycięstwa – budowla w kształcie monumentalnej, wolno stojącej bramy w staroruskim stylu, którą postawiono z okazji upamiętnienia powstania Starszyzny.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Plac Dumy   Sro Cze 01 2016, 14:49

Zaopatrzony w torbę pełną papierów, sakwę z rublami magicznymi oraz różdżkę wraz z opiekunem wybrał się na wycieczkę do Petersburga. Rzeczywiście cały ten zachód z podróżą, pozwoleniem, pieniędzmi odłożonymi na nowe książki to była kwestia pierwszorzędna, jednakże głęboko w kieszeni kurtki, tuż pod dwiema torebkami cytrynowych dropsów, ukrywał wycinek z gazety, którą czytał kilka dni temu. Wycinek, który jak nic nigdy wcześniej w całym jego życiu uspokoił go i dał namiastkę prawdziwego szczęścia. Próbował zrozumieć to uczucie, zastanowić się, czy nie myli go z czymś ważnym, z lękiem, złością czy smutkiem. Podobało mu się jednak to uczucie, więc nie przykładał wielkiej wagi do jego nazwy, żeby przypadkiem nie skategoryzować go jako coś złego i nie zepchnąć z krawędzi świadomości. Odwrócił się do swojego opiekuna i uśmiechnął lekko, a to przecież zdarzało mu się nad wyraz rzadko.
- Profesorze, chciałbym odwiedzić bibliotekę i kilka księgarni. Czy zechce pan mi towarzyszyć, czy spotkamy się w jakimś miejscu o umówionej porze? - Poprawił torbę na ramieniu i obejrzał się na uliczki. Z Placu Dumy prowadziła droga do księgarni Fedima. W swoim liście wysłanym orłem do kogoś, kto mógł równie dobrze nie istnieć właśnie tę księgarnie wyznaczył jako miejsce spotkania. Liczył na to, że odbiorca jednak się stawi. Ten dzień miał zmienić jego życie. Przynajmniej miał taką nadzieję.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Plac Dumy   Sro Cze 01 2016, 18:12

Gonzo przydzielono na czas wyprawy profesora Domogarova. Chłopak mógł mieć pewność, że mężczyzna nie spuści z niego swego czujnego oka. Zauważyć też mógł, że Domogarov co jakiś czas wyciągał z kieszeni marynarki piersióweczkę, aby łyknąć z niej sobie odrobinę. Normalnie byłby niezadowolony z przedzielonego mu zadania, jednak nie tym razem. Już od jakiegoś czasu miał w planach wybrać się do miasta, do ludzi, ażeby odwiedzić kilka lokali. Dla rozluźnienia, praca belfra jest w końcu bardzo stresująca. Użeranie się z bandą pełnych buzujących hormonów nastolatków to nie lada wyzwanie. Właśnie chował piersiówkę myśląc, że robi to niezwykle dyskretnie. Aż przez chwilę czuł falę gorąca na plecach, kiedy Gonzo go przyłapał. Udał, że to nic niezwykłego, że to leki, a nie krasnoludzki spirytus.
- Księgarni? Ech – zamyślił się. No tak, smarkacz po książki przyjechał. – Zrób swoje, spotkamy się w Matrioszce – powiedział w końcu. – Duży chłopak już jesteś, gdzie ci będę na ręce patrzył. A pewnie chcesz jeszcze sobie jakieś gazetki pokupować, co? Hehe! – Trącił go znacząco łokciem. Tak, Domogarov nie był przykładem dobrego profesora, zwłaszcza poza murami Koldovstoretz. Był raczej z tych, co to przypominają typowego wujka Janusza, który potrafi skrępować bratanka jakimś rubasznym żartem.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Plac Dumy   Sro Cze 01 2016, 18:18

Szentgyörgyi posłał mu pełne wdzięczności spojrzenie zupełnie niewinnego szczeniaka, który widział co widział, ale zaraz sobie uzmysłowił, że się przewidział. Na komentarz o gazetkach niemalże automatycznie zebrało go na wymioty, jednak spuścił głowę unosząc lekko ramiona, bo wiedział, że to poddańczy gest, który mówił tu mnie masz. Widział uczniów grających w te gierki, sam raczej ich nie stosował, ale czasami po prostu wypadało, żeby mieć święty spokój i nie wdawać się w żadne dyskusje. Cóż, niczego mniej nie pragnął w tej chwili, jak naszprycowanego spirytusem nauczyciela, potykającego się za nim po kątach księgarni i mamroczącego swoje niewybredne uwagi. Gonzo nie miał ochoty o tym słuchać, ale wiedział, że przez chwilę nie ma żadnego wyjścia. Musiał to jakoś wytrzymać.
- Oczywiście, profesorze. Wczoraj słyszałem, że w Burym Wilku mają promocje na samogon. Oczywiście, wiem o tym z gazety - powiedział na odchodne, spoglądając jeszcze kątem oka na Domogarova, po czym zniknął pospiesznie nie chcąc, by profesor zmienił za chwilę zdanie. Z takimi ludźmi to w końcu nigdy nie wiadomo, a Szentgyörgyi nie chciał, by czasem coś poszło teraz nie po jego myśli.

Gonzo z tematu
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Plac Dumy   Pią Lip 08 2016, 22:51

Punktualnie o dziesiątej grupa kilkudziesięciu uczniów tłoczących się już od jakiegoś czasu w niewielkim pomieszczeniu z Lustrem, wkroczyła w zwierciadło, na kilka długich, radosnych godzin zostawiając za sobą szkolne mury. Tym samym o niebotyczny ból głowy przysparzając tych paru nauczycieli, którzy zdecydowali się objąć na ten dzień opiekę nad młodymi czarodziejami. Chociaż każdy z uczestników wycieczki znał zasady wypadów do Petersburga, nieraz zdarzało się, że co bardziej pewni siebie uczniowie pozwalali sobie na zbyt wiele, później, w ramach szlabanu, czasem na kilka miesięcy nie mając okazji opuścić szkoły.
Przed rozpierzchnięciem się grupy, głos zabrał jeden z nauczycieli, raz jeszcze przypominając wszystkim obowiązujące ich reguły: dozwolone jest poruszanie się jedynie po terenie czarodziejskich dzielnic, zaś bezwzględnie zabronione opuszczanie obszaru magicznego Petersburga; zakazane jest spożywanie alkoholu i wszelkiego rodzaju niedozwolonych używek oraz przebywanie w miejscach nieodpowiednich dla uczniów;  przede wszystkim jednak zabrania się oddalania z osobami obcymi.
- Macie czas do osiemnastej. Spotykamy się z powrotem na Placu Dumy. Bez spóźniania! – zastrzega jeszcze, zanim zebrana zgraja rozejdzie się w swoje strony na dobre, nie znikając mu jednak z oczu całkowicie. Każdy z uczniów, opuściwszy teren placu, pojawiał się jako czarny punkcik na mapie schowanej w profesorskiej kieszeni, każdy powinien czuć się względnie bezpiecznie.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

półkrwi

18 lat

VIII klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks, rozgrywający i kapitan w Zmorach

PisanieRe: Plac Dumy   Wto Lip 12 2016, 19:59

Bądźmy szczerzy - puścili mnie tu tylko dlatego, żeby po wszystkim mieć jakiegoś pewniaka do ukarania szlabanem dla przykładu. Żeby uznać moje oceny za wystarczająco dobre, by uczciwie zarobić na to wyjście, nie obyło by się bez reformy całego systemu oceniania, albo chociaż odwrócenia tablicy, by doprowadzić do sytuacji, w której wygrywają ci z najmniejszą ilością punktów.
Nawet pierwszego meczu jeszcze nie zdążyliśmy rozegrać, by mogli mnie ewentualnie nagrodzić za widowiskową i skuteczną grę.
Nie wiem, skąd się tu wziąłem, ale idę z prądem. Z prądem, w tłumie, po bruku, ktoś z tyłu się potknął. Oglądam się, czy to ktoś wart mojej pomocy, a mój wzrok pada na sklepik z tymi wspaniałymi ciastkami z Węgier, po których jeszcze ściekała świeżo polana czekolada.
Ofierze, która się potknęła o wystający kamień i tak podaję rękę, pomagam wstać, rozkojarzyły mnie te ciastka. Nie zauważył bym nawet gdyby to była sama Królowa Lodu, porcelanowa Onegina.
Idę w tłumie i prawie nie mogę już oddychać od tej wolności, biorę hausty powietrza jak uzależniony, zaraz pewnie zakręci mi się w głowie.
Mój nadgarstek czasem uderza o jego nadgarstek. Tylko tyle. Na więcej nas nie stać. Po co w ogóle robić sobie apetyt na ciastko z czekoladą, skoro nawet na to nie mogę sobie pozwolić.
Powrót do góry Go down
avatar


Kijów, Ukraina

błękitna

wieszczy

17 lat

VIII klasa

bogaty

Alrauna

PisanieRe: Plac Dumy   Wto Lip 12 2016, 22:21

Nie możemy więcej. Tak to już jest, że musimy być wyjątkowo ostrożni z każdym wykonywanym ruchem czy przypadkowym spojrzeniem wymienianym na korytarzu. Spędzamy więcej czasu razem, więc niektórzy spostrzegawczy ludzie pytają z zaciekawieniem, co się stało, że tak nagle się zaprzyjaźniliśmy. Zawsze odpowiadam, że to przecież nic takiego, mieszkamy przecież w tym samym dormitorium i chodzimy niemal na te same zajęcia; wypadało prędzej czy później znaleźć wspólny język. I tak też się stało. Równym krokiem idziemy w kierunku Placu Dumy, trącając się czasem przypadkowo nadgarstkami, wymownie zerkając na siebie, a innym razem śmiejąc bez powodu. Szczerze cieszyłem się z tego dzisiejszego wyjścia do Petersburga, czując już ten słodki smak wolności i mając w głowie wizję, że nareszcie możemy być gdzieś indziej niż tylko w murach Koldovstoretz. Po przedstawieniu wszystkim dobrze znanych, choć równie często łamanych, zasad przez nauczycieli, w końcu mieliśmy czas wolny.
- To co teraz robimy? – zastanawiam się głośno, lekko szturchając go w ramię i rozglądając się dookoła siebie, mrugając porozumiewawczo do Veroshki. Mogliśmy po prostu poszwendać się po Petersburgu lub pójść zjeść coś dobrego, choć nie da się ukryć, że tym razem korciło mnie, by wybrać się gdzieś poza granice magicznych dzielnic. Wiem, że najprawdopodobniej wtedy skończyłoby się to szlabanem, ale wykonywanie kary w towarzystwie Antona nie było też przecież najgorszym pomysłem. Chyba.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

półkrwi

18 lat

VIII klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks, rozgrywający i kapitan w Zmorach

PisanieRe: Plac Dumy   Wto Lip 12 2016, 23:19

Nie znam się na ostrożności, powinien już to wiedzieć, a nawet na pewno już to wie. Wystarczającą ilość razy już mój kociołek na alchemii wybuchł spektakularnie w bezpośredniej bliskości jego osoby, by przekonał się, że ja nawet mieszać mikstury rozsądnie nie umiem.
To nie ostrożność, to roztrzepanie. To zagubienie jadącego samochodem psa, który nic nie wie o świecie prócz tego, że wieje mu przyjemnie i ochładza głupi łeb. Niby to moje miasto, a jednak nie moje. Nie z tymi ludźmi, nie z wyznaczoną godziną policyjną.
Uciekniemy stąd, niech w końcu przestaną odwracać moją uwagę. Głupawe uwagi skąd się tu w ogóle wziąłem, zaczepki i zaproszenia na tę turecką kawę, o której ostatnio z kimś rozmawiałem, ostatnie ostrzeżenia nauczycieli patrzących na mnie z czystą paniką w oczach.
Rozpierzchnijcie się w końcu i zostawcie nas.
A, walić to. Kiedy się ma na coś ochotę, należy brać.
- Ciastko - decyduję, gdyż najwyraźniej - zgodnie zresztą z naturalnym porządkiem rzeczy - do mnie zwrócono się po ostatnie słowo. Weźmy po jednym póki jeszcze czekolada kapie na palce. Kupiłem trzy, nie mam serca zostawiać Veroshki, choć to raczej ona uparła się, by być naszą cichą obstawą i pilnować czy nie zrobimy czegoś głupiego. Ale ona już jakby gdzieś zniknęła, zostawiła nas niepostrzeżenie, a może po prostu wcale nie interesowała się nami aż tak.
Teraz to już na pewno zrobimy coś głupiego, ale jest jeszcze za wcześnie.
Nie powinno dziwić, że po dwóch kęsach ze słodyczy nie zostało już nic prócz ostatnich śladów na palcach, w kącikach ust, na nosie, nawet na czole smuga od cukru i czekolady nie powinna dziwić: wysoki jak brzoza, głupi jak koza: zawsze się umorusa. Zresztą, przed kim mam się zgrywać.
- Teraz robimy co chcesz.
Powrót do góry Go down
avatar


Kijów, Ukraina

błękitna

wieszczy

17 lat

VIII klasa

bogaty

Alrauna

PisanieRe: Plac Dumy   Nie Lip 17 2016, 19:50

Nie znasz się na ostrożności – wierz mi, ja też nie jestem w tym najlepszy, Anton. Tak naprawdę wiele rzeczy mi nie wychodzi, nigdy jednak nie przejmuję się niesprzyjającymi wiatrami. Śmiało brnę do przodu, choćbym miał odnieść porażkę. Podniosę się czym prędzej, wzruszę ramionami i pójdę dalej. Taki już jestem, że nie lubię zbyt długo rozpamiętywać i stać w miejscu. Zwykle pamięć mam wystarczająco ulotną, tłumaczę to sobie higieną mózgu, ale to też nie jest tak, że nie wyciągam z tego żadnych wniosków – staram się, choć czasem ciężko mi jest zaakceptować rzeczywistość. Żyję chwilą, jeśli tylko mogę to robić, wiele do szczęścia nie jest mi potrzebne. Najczęściej kieruje mną spontaniczność, rzadziej rozsądek i trzeźwe myślenie – tego z kolei uczę się cały czas. Teraz jestem zadowolony, gdy tak stoimy razem na Placu Dumy, a Anton przychodzi z ciastkami po krótkiej chwili nieobecności.
Usta wyginam w szeroki uśmiech, bo słodyczy nigdy nie potrafię sobie odmówić – to moja mała słabość, łatwo mnie przez to przekupić i przeciągnąć na swoją stronę. Gdy tylko otrzymuję jedną ze swoich czekoladowych babeczek, zjadam ją ze smakiem, gawędząc w międzyczasie o rodzinnych sprawach z Veroshką. Kiedy jednak ostatecznie postanowiła się oddalić i zostawić nas w spokoju, patrzę wymownie na Valerieva, wciąż zastanawiając się nad tym, co teraz możemy zrobić. Czasu mamy dużo.
- Pokażę ci moje ulubione miejsce.
Nie powiem ci gdzie.

Milan i Anton z tematu
Powrót do góry Go down
avatar


czysta

27

bogaty

Prezez/Założyciel Stowarzyszenia Walki o Wolność i Emancypację Magicznych Stworzeń

PisanieRe: Plac Dumy   Wto Sie 09 2016, 12:45

W jednej ręce siatki, w drugiej torebka, gdybym miała trzecią i czwartą pewnie też znalazłabym dla nich jakieś zastosowanie. Na przykład trzymanie kluczy, tak muszą być w zębach. Albo te papiery które trzymam pod pachą. Czy, ostatecznie, papieros zza ucha. I tak wiem, wiem, palenie szkodzi, zabija, substancje smoliste powoli trują całe moje ciało, a przecież w dobrym zdrowiu powinnam doczekać aż do prawnuków, ale ten jeden, dwa, najwięcej trzy (nigdy więcej!) dziennie pomagają zachować mi względną równowagę psychiczną.
Co prawda równie dobrze działałyby ćwiczenia oddechowe, ale jak to brzmi? Przerwa na oddychanie? Sama bym ich sobie nie udzielała. Papieros do dobra wymówka, pięć minut oddechu i można biec dalej.
Najpierw do ministerstwa, zadbać o to by poprawki do ustaw o ochronie magicznych stworzeń zawędrowały na kolejne biurko. Biurko za biurkiem, pieczątka za pieczątką, w końcu trafią w odpowiednie miejsce. Potem cykl spotkań z kolejnymi darczyńcami, czasami jakiś wykład, muszę też dbać o obecność w prasie i radiu, ludzie muszą stałe słyszeć głos cierpiących stworzeń, to budzi empatię, budzi zainteresowanie. Czasami zdarza się, że należy rzucić cały plan dnia bo dochodzi do incydentu, muszę być przy każdym, jako prawnik odpowiadający za stronę magicznych stworzeń, te zawsze stawia się na straconej pozycji.
Ostatnio udało mi się uratować życie biednego biesa, to zupełnie nie była jego wina, że w miejsce, które wybrał jednego dnia na popołudniową drzemkę, dwa dni pózniej kompletnie zalało.
A z tym wszystkim trzeba się wyrobić przed szesnastą, bo równo o czwartej, ani chwilkę później, wychodzi Niania Alma.
Chciałam swego czasu posłać Leona do przedszkola, to by wiele ułatwiło - niania Alma jest niezwykle kapryśnym człowiekiem - ale niestety moje dziecko przeżywa teraz burzliwy okres uaktywniania się magii. A, że za Almą przepada, jest jedną z niewielu osób powyżej dwunastego roku życia które toleruje, jesteśmy tak skazane na kosgzystencję.
O czwartej trzeba być w domu. Ugotować obiad, najlepiej taki zawierający groszek. Albo brukselkę. Albo szpinak. Nie wiem dlaczego Weles pokarał mnie dzieckiem uwielbiającym zdrową żywność i nie akceptującym niczego przetworzonego, nie pamiętam kiedy po raz ostatni jadłam pizzę. Obiad musi być zdrowy i najlepiej przygotowany na parze. Więc jest.
W siatce też jajka - ale mamo, te od pana z kurami, nie z marketu! - i mąka - każda byle nie pszenna - bo jutro pierwsze spotkanie dopiero o 12, możemy pozwolić sobie na poranek z goframi.
Jestem już bardzo blisko domu (przeprowadzka była konieczna, Leoś twierdził, że w poprzednim mieszkaniu aura mu nie służy i zaczyna chorować na bezsenność) kiedy potrąca mnie ramieniem gruby pan o wyglądzie zagorzałego kapitalisty. Nawet nie przeprasza - a ja czuję, jak papiery wylatują mi spod pachy. A są niezwykle istotne, muszę tej nocy napisać artykuł na temat zatwarzającej umieralności błotników, to wszystkie moje statystyki! Próbując je złapać, upuszczam siatki o torebkę, słyszę charakterystyczny trzask łamanych jaj i brzdęk pękającej butelki. Papiery latają w powietrzu, zakupy rozlewają się na chodniku, torebka ładuje prosto w jajkach...
Chowam klucze do kieszeni, siadam na krawężniku i odpalam papierosa. Pięć minut przerwy, potem zacznę się martwić.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

26

zamożny

Saper

PisanieRe: Plac Dumy   Pią Wrz 09 2016, 10:50

Lola, jak ty jesteś zabiegana, dziewczyno, zdecydowanie ci nie zazdroszczę takiego trybu życia, ale co ja mam do powiedzenia, kiedy Vit całkiem podobny tryb ruchliwy prowadzi, z tym, że potrafi sobie więcej czasu wydzielić na relaks, a przerwy zamiast pięciu minut potrafią mieć pięć godzin, w trakcie których to wcale nie siedzi, tylko biega gdzieś, jedzie, wybucha chaos z on jest ego centrum. Takie hobby, taka praca. Kiedy ostatni raz byłaś na łące? Na szczycie jakiejś miłej góry, na którą uprzednio należało się wspiąć, aby potem móc poleżeć na kocu, napić się kawy zbożowej z termosu. Leonowi na pewno by się spodobało. Pomyśl o tym, biedy robią sobie drzemki a ty nie możesz.
Vit w pędzie lawirując między tłumem na swoim rowerze to i w pierwszej sekundzie nie zauważył, mijając Lolę i tłustego pana jak jednych z wielu, dopiero trzask butelki i goniące za nim kartki zwróciły jego uwagę, odwrócił więc głowę i zobaczywszy znajomą twarz zawrócił. Pozwolił sobie okrążyć cały ten bałagan z Lolą w środku kilka razy na rowerze, robiąc coraz mniejsze i mniejsze kółka, odgradzający tym samym innych przechodniów od tego małego centrum katastrofy. Lola, Lola uśmiechnij się, spójrz jakiego pajaca on z siebie robi żeby cię trochę na powitanie rozbawić.
- Witam sąsiadkę. – Zatrzymuje się w końcu i kiwa głową. To zawsze dziwne, trochę niezręczne uczucie kiedy będąc młodym dorosłym do ludzi w podobnym nam wieku należy się już zwracać per Pan/ Pani, bo przecież nie znamy się dobrze, a cześć mogłoby zostać źle odebrane. Vit właśnie w takiej sytuacji był z Lolą, bo pomimo tego, że niejednokrotnie przytrzymywał jej drzwi do kamienicy, albo mijał się z nią na klatce schodowej zawsze ten młodzieńczy uśmiech przykryty został trochę sztampowym dzień dobry. Lola może i była odpowiedzialną matką i kobietą pracy, ale ty Vit wciąż bujałeś się w starych dżinsach, przez wielu nie będąc traktowanym poważnie, bo swoje młodzieńcze zainteresowania zmieniłeś w pracę. Przecież powszechnie wiadomo, że nastoletnie hobby się pozostawia w wieku pełnoletnim na rzecz zajmowania się zawodowo czymś o wiele nudniejszym i nie związanym z zainteresowaniami. Kto to widział, żeby dorosły mężczyzna konstruował fajerwerki (jakoś o tym, że rozbraja ładunki wybuchowe się podczas takich dyskusji zapomina).
- To ważne, średnio ważne czy bardzo ważne papiery? – Wskazuje dłonią na leżące już na ziemi kartki, niektóre zdążyły być już podeptane, inne odlatują gdzieś w poszukiwaniu wolności. Sam wyciąga papierosa i schodzi z roweru, podpierając go o stopkę, siada obok Loli, krzyżując długie nogi.
- Jeśli zmierzała pani do domu, a podejrzewam, że tak bo już prawie 16 i lubi pani tragikomedie to mogę zaoferować luksusową podwózkę na rurce roweru oraz bagażnik na zmaltretowane zakupy. – Vit doskonale wiedział, że mały Leon do 16 ma nianię, trudno, aby mu ten fakt umknął, skoro mieszkali drzwi w drzwi i raz czy dwa przy skrzynce na listy (wypełnionej reklamami) panna Lola wspomniała, że do 16 nie ma jej w domu, bo Leoś jest z nianią, ale gdyby przyszedł człowiek odczytać liczniki z gazu, to Alma otworzy.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Alruana, Czarcie Włócznie

PisanieRe: Plac Dumy   Nie Wrz 11 2016, 23:58

Pogoda w sam raz na październikową szkolną wycieczkę. Słoneczne dni zmieniły się we wspomnienia, podobnie, jak beztroskie, ciepłe wakacyjne miesiące. To były długie wakacje, jednak przyszła pora wracać do szkolnej rutyny. Tej ostatni raz. Chodzenie z zajęć na zajęcia, nauka i towarzyskie zobowiązania. Głównie wokół tego kręciło się życie w Koldovstoretz. Wyprawa do Petersburga była mile widzianą odmianą od codziennych zajęć. Nawet obchodzone tradycyjnie święta nie budziły, aż takiego gorączkowego podekscytowania wśród uczniowskiej braci. Młodsze dzieci koniecznie chciały odwiedzić sklepy z magicznymi zabawkami oraz słodyczami. Starsze dziewczęta bardziej interesowało wspólne picie herbaty w modnym lokalu i oglądania najnowszych kolekcji ubrań wystawionych w sklepowych witrynach. Chłopcy; tych mogło zainteresować absolutnie wszystko. Od najnowszego modelu mioteł począwszy na zwyczajnym złamaniu zakazu skończywszy. Także łamanie zakazów było fajne. Dla rządnych mocnych wrażeń, ciekawskich dzieciaków wejście w zakazaną uliczkę i przekroczenie wcześniej wyznaczonej przez nauczycieli granicy miasta było atrakcyjnym wydarzeniem. Kusiło okropnie.
To najpewniej były powody dla których grupę młodzieży co roku zmuszano do wysłuchiwania litanii nakazów, przestróg, obowiązków i zakazów. Tak przemijało im pół godziny. Druga połówka godziny była poświęcana straszliwym konsekwencjom, jakie miały spotkać tych, którzy odważyliby się zlekceważyć którąś z zasad.
Yuri stłumił ziewnięcie. Zdawało się mu czy lista z każdym rokiem stawała się coraz dłuższa? Przejechał podeszwą buta po bruku. W tę i z powrotem, i ponownie w tę i powrotem. Rozejrzał się za kolegami z klasy. Koledzy zajmowali się tym samym, co on. Udawaniem, że pilnie i z przejęciem słuchają opiekuna. Gerasim zdołał podchwycić jego wymowny wzrok. Odpowiedział równie wymowną miną i teatralnym wywróceniem oczu. Yuri przyłożył dłoń do ust, w udawanej próbie stłumienia kolejnego ziewnięcia. Musiał. Inaczej parsknąłby śmiechem i zniszczyłby nauczycielowi przemówienie.
Nareszcie koniec.
Uczniowie rozbiegli się grupkami po Placu. Yuri złapał za rękę Ulianę, która usiłowała go wyminąć i podążyć gdzieś za tłumem.
- Zaczekaj - poprosił; nie śpiesz się tak - Chciałem tylko powiedzieć - zreflektował się, puszczając jej dłoń i posyłając niemalże przepraszające spojrzenie - Żebyś nie zapomniała o obiedzie z rodzicami. Jeśli umówiłaś się z koleżankami, idź. Idź i baw się dobrze. Spotkamy się przy Pomniku Piotra Wielkiego za trzy godziny. Niech zobaczą, że razem przychodzimy do restauracji.  
Skinął jej głową na pożegnanie i ruszył przed siebie. Sam był umówiony na spotkanie. Na którym chciał być punktualnie. Kuzynka nie lubiła spóźnień. Ani spóźnialskim. Poprawił kołnierz płaszcza i bardziej odruchowo niż z prawdziwej potrzeby, obejrzał się na Ulianę. Rodzinny obiad był niemałym przeżyciem. Intuicja podpowiadała, że bieda Ula wróci do szkoły bardziej załamana niż podbudowana. Jak znał swoich rodziców, tak właśnie będzie. Niech ma i trochę tej rozrywki na wycieczce. Należało się jej.
Odwagi.

[z/t]

Piszę w długo zalegającym evencie. Nie przeszkadzajcie sobie, już mnie nie ma.
Powrót do góry Go down
avatar


czysta

27

bogaty

Prezez/Założyciel Stowarzyszenia Walki o Wolność i Emancypację Magicznych Stworzeń

PisanieRe: Plac Dumy   Sob Lis 05 2016, 13:38

W sierpniu.
W sierpniu byliśmy po raz ostatni na łące, Leo i ja, w leniwe niedzielne popołudnie. To były wakacje w małym uzdrowisku, bo ciężko nam zawsze wybrać miejsce na wspólne wyjazdy. Ja najchętniej leżałabym plackiem na plaży, ale mój syn na widok piasku dostaje ataku paniki i zaczyna krzyczeć, że brudny (rzeczywiście, ilość resztek po papierosach na metr kwadratowy jest przerażająca), ja za to nie przepadam za górami przez swój lęk wysokości. Jesteśmy zatem skazani na farmy, lasy, łąki i pagórki. Karmienie krówek, zabawa z kurkami, jazda na kucyku. I turlanie się z niewielkich wzgórków.
Ja chyba bawiłam się znacznie lepiej.
Czasami mam wrażenie, że mój syn dostał całą powagę w rodzinie. Jeśli miałam jej jakieś resztki przed jego narodzinami, to i tak wszystko wyssał w czasie karmienia.
Gdyby zobaczył mnie taką siedzącą na krawężniku, z papierosem w ręce i papierami tańczącymi dookoła, to spojrzałby na mnie z politowaniem i pokręcił głową, mówiąc “oj mama”.
W normalnych rodzinach to matka karci dziecko, u nas wszystko jest do góry nogami. Jak wrócę do domu z ubłoconymi dokumentami i pobitymi jajkami najpierw Alma będzie suszyć mi głowę, a potem jeszcze syn zacmoka z niezadowoleniem.
Takie myśli dopiero za cztery minuty. Jeszcze sporo zostało mi papierosa, a już czuję jak stres schodzi z ciała z każdym kolejnym oddechem.
Dopiero głos znany przywraca mnie na ziemię, a już sobie szybowałam gdzieś obok strużek dymu, Wzrok mam trochę mglisty kiedy spoglądam na sąsiada, uśmiechając się przy tym nieco nieobecnie - Dzień dobry - szybko jednak zdaje sobie sprawę, że matce z dzieckiem takie zachowanie nie przystoi, uśmiechać się do Vitów tego świata jeżdzących dookoła mnie na rowerze. Dużej ilości rzeczy nie przystoi matkom, tak myślę, a i tak łamię już ponad połowę zakazów, trzeba się pilnować - W skali ważności do dziesięciu to jakaś… dwunastka - przyznaję z rozbrajającą szczerością, wzruszając ramionami - Czuje się strasznie staro kiedy mówisz do mnie pani - to podobno kobieta powinna zainicjować przejście na bardziej przyjazne stosunki, tak przynajmniej mawiają w niektórych kręgach. Nie wiem z czego to wynika, ale nigdy nie byłam dobra we wszelakich oficjalnościach i manierach - Jestem Lola - mówię, podając rękę. To takie zabawne, sąsiedztwo w wielkich miastach. Skąd pochodzę wszyscy się znali i wiedzieli o sobie znacznie więcej niż wypadało, wszelakie plotki rozchodziły się z prędkością światła. A tutaj każdy trzyma swoje sprawy zamknięte w czterech ścianach i nawet nie wiadomo jak ma na imię twój sąsiad. Gdyby nie skrzynka pocztowa i ten nieznośny człowiek od gazu to pewnie nawet nie wiedziałabym, że mieszkamy drzwi w drzwi.
Chociaż Alma nieustannie narzeka, że u niego głośno.
- To znowu zabrzmi strasznie staro, ale nie jeździłam na rurce od roweru od… prawie dziesięciu lat - na pewno nie odkąd skończyłam szkołę. To jak inna epoka - Nie jestem tak stara! - zastrzegam od razu, podnosząc ręce. Przecież nie mam jeszcze trzydziestki!
Na pewno myśli, że jestem niesamowicie stara.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Plac Dumy   

Powrót do góry Go down
 
Plac Dumy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: