IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Knajpa Pasta & Basta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieKnajpa Pasta & Basta    Pią Kwi 01 2016, 03:25

Knajpa Pasta & Basta

Jak Wenecja Północy – to i knajpka włoska jest nieodłącznym elementem miasta. Jej właścicielem jest rdzenny mieszkaniec Petersburga, który w młodości wyjechał pracować do słonecznej Italii, gdzie spędził ponad połowę swojego życia. Powrócił dopiero kilka lat temu, jednak jego serce wciąż pozostało w Bari, mieście położonym na południowo-zachodnim wybrzeżu Włoch nad Morzem Adriatyckim. Dlatego też postanowił w samym centrum miasta założyć niewielką restaurację z menu, które miało przypominać połączenie świeżych, regionalnych składników i łatwych sposobów przygotowywania potraw. Cały lokal jest utrzymany w przyjemnych ceglanych barwach, zachwycając prostym, choć niezwykle klimatycznym wystrojem, dzięki któremu można się przenieść do Włoch. Uroku dopełniają rośliny w reprezentacyjnym ogródku, stare dzbany i zdjęcia zrobione przez samego właściciela.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Knajpa Pasta & Basta    Pon Cze 27 2016, 15:35

~przed balem

Elodie, ku rozżaleniu Ani nigdy nie opowiadała o sobie zbyt wiele: o swoich podróżach, o obejrzanych miejscach ani nocach przetańczonych pod gołym niebem. Albo o tych bez ciemności, rozświetlonych stroboskopami, upstrzonych światełkami z kuli disco zwieszonej pod sufitem.
Nawet o tym, że ma młodszego brata nie dowiedziała by się, gdyby nie trzymał się jej tak kurczowo: kiedy jeszcze obie były w szkole, co i rusz był przy niej i potrzebował z czymś pomocy, do czegoś jej wsparcia, spokojnego głosu, który brzmiał starzej, niż te szesnaście lat, które miała jej twarz.
Ale teraz, wchodząc do tej małej uroczej restauracyjki w mugolskiej części miasta, może uda jej się wydębić jakąś historię...? O pobycie we Włoszech, może na weneckim karnawale, może na Sycylii podczas zbiorów winogron. Anna była na Sycylii właśnie o tej porze roku: między wypadami do Palermo albo Syrakuz obładowana starymi mapami, ręce miała całe czerwone od soku: wystarczyło przejść tylko ulicą, by ktoś podsunął jej pod nos pełen kosz. Były raczej kwaśne, ale i tak nie znała chyba nigdy bardziej autentycznego smaku.
Od razu zresztą zamówiła domowe wino i to bardziej na pożytek przyjaciółki niż własny: właśnie spędziły popołudnie na wybieraniu sukienki i butów na ten bal u Aristovych, co właśnie się zbliżał.
Oczywiście, gazety o nim trąbiły, a nawet i w środowisku uzdrowicieli, którzy zwykle są tą milczącą warstwą grupą zawodową kiedy przychodzi do wydarzeń towarzyskich, było głośno. A to znaczyło jedno: obie siostry mamy, których Ania nie znosiła, a które były wspaniałymi okulistami, na pewno się tam wybierały. A co gorsza, wybierał się tam Constantin, oczywiście, jako ten młody i obiecujący najnowszy nabytek Hotynki, i Anna przez prawie dwa tygodnie chodziła w stresie oczekując jak wyroku oficjalnego zaproszenia, by mu towarzyszyć.
Na szczęście, jedyne co przyniósł jej orzeł w związku z balem to rozpaczliwa prośba o pomoc od Elodie, a Anna z wielką radością zgodziła się pójść z nią na zakupy.
Powrót do góry Go down
avatar


tu i tam

czysta

26 lat

ubogi

pielęgniarka

PisanieRe: Knajpa Pasta & Basta    Czw Cze 30 2016, 13:14

Lubię opowieści.
Od dziecka lubiłam. O wielkich przygodach. Odważnych bohaterach. Stu milach morskiej żeglugi i podróży na księżyc. Słodkie bajki na dobranoc opowiadane o każdej porze dnia i nocy.
Szybko słodki głos matki zastąpiły książki. Z czasem obok nich stanęły opowieści innych ludzi. O dniu codziennym. O chłopaku który wpadł w oko, o pończosze co się rozerwała w najmniej odpowiednim momencie, o dniu wspaniałym i tym najgorszym z możliwych.
Codzienność. Zwykła, nie skalana niczym codzienność. Nic nie ma nic cudowniejszego.
Dla mnie Anna jest uosobieniem tej słodkiej codzienności. Tej żywotnej siły dnia kolejnego, radości i smutków, śmiechu i łez, całej palety uczuć. Uwielbiam słuchać wszystkich jej historii, śmiać się kiedy się śmieje, płakać kiedy płacze, po prostu przeżywać. Jestem pewna, że gdyby nie ona…
Pewnie nie zdecydowałabym się na podróże. Na życie, tak po prostu. Siedziałabym w swojej skorupie poczucia niesprawiedliwości i strachu, prędzej niż później dała się ponieść szaleństwu.
Wciąż nie potrafiłabym bez niej wykonać niektórych czynności, powszechnie uważanych za naturalne. Ot głupota, zakup sukienki.
Nie wiem czy kiedykolwiek kupiłam sukienkę.
Kiedy byłam jeszcze dzieckiem te po prostu znajdowały się w mojej szafie. Matka dbała by siniaki i blizny chowane były pod pięknymi ubraniami, jakby falbany i pastelowe kolory mogły całkowicie zakryć ich obecność. Potem, potem sukienki nie były już potrzebne. Szkolny bal - wkładałam tę znalezioną na dnie kufra, pamiątkę po dawnym życiu. Na niektóre po prostu nie przychodziłam wybierając bardziej swobodną zabawę. W podróży suknie się nie przydają.
W życiu codziennym też nie. Aż do teraz.
- Jesteś przekonana, że ta jest w porządku? - pytam, bez pewności, na pakunek leżący krzesło obok. Dużo było przymierzania, spróbuj przymierzyć tę i jeszcze tamtą, a może w tym kolorze, nie, ta zbyt workowata, a ten kolor, Elodie weź się w garść - Będę jak dzikie zwierze wpuszczone na salony. Prosty przepis na katastrofę - wzdycham. I upijam nieco kwaśnego wina. Nie przywodzi na myśl słońca, ale rozgrzewa. To w alkoholu najważniejsze.
Dobrze, że jesteś Anno.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Knajpa Pasta & Basta    Sro Lip 06 2016, 15:02

Ania za punkt honoru wzięła sobie, by codzienność oczarować sobą. I wzajemnie, by nie czekać aż skończy się semestr, aż ojciec wyzdrowieje z kolejnego przeziębienia, aż schudnie jeszcze pół kilo, żeby dobrze wyglądać w kostiumie kąpielowym - żeby wystarczyło to, co jest. A to co było, od lat towarzysząca Ani przeszłość, to na deser.
Próbowała kiedyś odgadywać w ludziach przeszłość, w końcu tyle już o niej wiedziała, że na chwilę w ostatniej klasie Akademii upodobała sobie być Sherlockiem Holmesem: w sposobie wymawiania słowa pomarańcza wynajdywać dzieciństwo spędzone na północy Francji, w specyficznym chwytaniu długopisu dopatrzyć się połamanego w bójce ulicznej przed laty palca serdecznego.
Ale nie wychodziło jej, by po prostu patrzeć. Pytania, których nie umiała powstrzymać same cisnęły się na usta i spotkały z wieloma wysokimi murami; tak licznymi, by odechciało jej się tej dociekliwości, by przyjmować od ludzi to, co sami chcą dać, a odpowiedzi na wciąż nieskończone pytania szukać w książkach.
- Absolutnie. Zielony świetnie ci pasuje. - potwierdziła z poważną miną. Elodie zawsze imponowała jej w pewien sposób, właśnie ten jej brak przywiązania do strojności, do zabaw i powszechnie oczekiwanych spędów sprawiał (być może złudne) wrażenie wspaniałej wolności.
Może teraz będzie jej lepiej, kiedy znalazła spokojną codzienność i kogoś, kto zaprasza na bale maskowe.
- Wierz mi, kochanie, wszyscy zachowują się jak zwierzęta na takich balach, prędzej czy później. A córki gorzelnika Aristova na pewno dopilnują, by alkoholu nie zabrakło.
Na zdrowie, kochana, Ania nigdzie się nie wybiera. To przecież ty uciekasz.
Powrót do góry Go down
avatar


tu i tam

czysta

26 lat

ubogi

pielęgniarka

PisanieRe: Knajpa Pasta & Basta    Pią Sie 05 2016, 14:09

Mało we mnie tego rodzaju ciekawości który popycha ku rozwiązywaniu zagadek jakimi są inni ludzie. Nie zastanawiam się zazwyczaj co kryje się pod zmarszczkami na czole, dlaczego cudze oczy bywają opuchnięte, skąd bruzdy i siniaki. Może to brak wrażliwości, może po prostu sama nie lubiąc pytań, po prostu ich nie zadaję. Znacznie prościej wychodzi mi działanie niż rozmowa. Przyniesienie tabliczki słodkiej czekolady czy miski cieplej zupy kiedy widzę na czyjejś twarzy smutek. Gładzenie zmierzwionych włosów, schowanie w wątłych ramionach. Słuchać, mogę też słuchać, tego czasem potrzeba najbardziej. Wysłuchania.
Chociaż mało we mnie ciekawości, chociaż nie zadaję żadnych pytań, dużo we mnie historii innych ludzi. Słów wciąż żyjących, krążących w krwiobiegu. Tych smutnych, tych radosnych, tych do płaczu, tych do śmiechu. Dużo ich we mnie, żadnej nie żałuję.
Mówią, że najlepiej uczyć się na własnych błędach, ale cudze też bywają dobrą przestrogą.
Nie zawsze wystarczająca, to jasne, gdybym słuchała wszystkich historii jakie we mnie krążą, ze strachu nie zdecydowałabym się na żaden bal.
A proszę, obok mnie zielona sukienka.
Jeszcze jej nie włożyłam, a już myślę o tym by zachować ją na dłużej, na stałe, na zawsze, nie zostawić nigdzie, nie oddać nikomu. Mieć ją przy sobie, nawet w podróży, choć tam będzie przecież kompletnie zbędna. Nie chcę się nią dzielić z nikim, to śmieszne.
Pewnie wcale nie chodzi o sukienkę, mam takie wrażenie.
- Jesteś pewna, że się nie wybierasz? - upewniam się po raz kolejny, wpatrując w kieliszek wina jakby ten miał dodać mi całej brakującej gracji i szykowności - Towarzystwem się nie przejmuję - dodaję po chwili, nieco żałośnie, naprawdę się denerwuję - Chcę być dobrą partnerką, w każdym miejscu, nie tylko gabinecie. Ale sama nie wiem czy potrafię - czy potrafię być kobietą stojącą obok mężczyzny w każdej sytuacji, nie wiem. A to ważne, szczególnie kiedy chce się zostać na stałe. Bo życie, tak myślę, to nie tylko gabinet - nawet jeśli całe kręci się wokół niego. Czasami trzeba wyjść do ludzi, a ja nigdy nie byłam w takim wychodzeniu dobra.
Pewnie dlatego, że tak dobrze radzę sobie z ucieczkami. Weszły mi już w krew.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Knajpa Pasta & Basta    Pon Sie 08 2016, 22:47

Może mogłyby już być stare - bo zdaje się, że to właśnie przeżyte lata i zebrane w ich przeciągu doświadczenia zachęcają nieznajomych do powierzania im swoich historii. Może myślą sobie, że skoro tak wiele z nich ma już dom w ich złudnie młodych ciałach, ich własne też się tam zmieszczą i będzie im dość wygodnie.
Los karmnika dla opowieści nieznajomych nie jest taki zły. W poczekalni, w kolejce do kasy w sklepie, nawet kiedy czekała, aż przyjaciółka przebierze się w swoje zwyczajne, bardziej wędrownicze rzeczy pewna podstarzała pani przymierzająca kapelusze zaczęła opowiadać jej o swoich nad wyraz zdolnych wnuczętach.
Trzeba tylko przestać próbować odszyfrować człowieka na siłę, a sam się odkryje. Chamstwo jest niczym innym jak wyrazem strachu przed odrzuceniem. Łatwo z przyzwyczajenia do przyjmowania do siebie każdego wytracić wrażliwość, która wymaga przecież w pewnym sensie selektywności.
- Zupełnie pewna, ani mi się śni wpadać tam na niechętnych znajomych. Zbyt chętnych nieznajomych też nie. - Anna nie sili się nawet na wymówki. Gdyby Elodie nie miała już partnera, może podjęła by inną decyzję i dotrzymała jej towarzystwa. Lubiła wszak i dla siebie kupować sukienki, strojenie się leży w naturze każdej młodej kobiety, nawet jeśli miałyby to upodobanie skrywać liczne warstwy niewskazującej na to osobowości i skorupa przyzwyczajeń obcych upudrowanym bywalczyniom salonów.
- Dasz sobie radę. - zapewniła, mocno ściskając rękę niepewnie zamkniętą na kieliszku z kwaśnym winem.
Kobieta, kiedy stoi obok mężczyzny nader często staje się dodatkiem. Anna, kilka lat temu już na dobre odwirowana w szale zobowiązań towarzyskich zupełnie jak w pralce zmienia się podczas podobnych do nadchodzącej maskarady wydarzeń, przyzwyczajona, że to przez pryzmat stojącego obok narzeczonego będzie się ją postrzegać, że to jego majątek zadecyduje, kto z możnych i wspaniałych zbliży się do niej, by zamienić słowo. Nawet pod kolor jego krawatu będzie oceniana wybrana przez nią kreacja.
Dopiero gdy zamiast kobiety i mężczyzny jest dwoje ludzi pochylonych nad zagrożonym życiem można mówić o równorzędnym partnerowaniu.
- Skoro cię zaprosił, na pewno uważa, że potrafisz. Sądzę, że ma rację.
Wcale nie trzeba wychodzić do ludzi. Jeśli zobaczą coś wartościowego, przyjdą sami, nie spuszczą swojego skarbu z oczu. Zdarza się, że tylko w ich oczach dana rzecz jawi się srebrem i złotem.
Nie jest tak w przypadku Elodie, po latach serdecznej przyjaźni Anna śmie twierdzić, że jest zupełnie odwrotnie.
- Aha, wygadał mi się też ostatnio, że nie potrafi tańczyć, więc tym też się nie przejmuj. Tylko ciućmoki, co nie mają nic do powiedzenia walą od razu na parkiet.
Może dlatego rzekomy klejnot korony jej serca wciąż nalega, by tańczyli na balach.
Powrót do góry Go down
avatar


tu i tam

czysta

26 lat

ubogi

pielęgniarka

PisanieRe: Knajpa Pasta & Basta    Sob Sie 20 2016, 22:31

W historiach o wnuczętach zawsze pojawia się najwięcej miłości. Tej szczerej, czasem nawet ślepej, bezgranicznej i bezwarunkowej. Najbardziej łamią serce te obronne historie - mój wnuczek bądź wnuczka taki jest dzielny, taki zabiegany, że nie ma czasu na coś tak prozaicznego jak obiadek u dziadka.
Przez pewien czas w swoim życiu opiekowałam się takim opuszczonym staruszkiem. Ojcem dzieci sukcesu, dziadkiem wybitnych wnuków. Córkę widywałam raz w miesiącu, kiedy swoją wymuskaną dłonią wręczała mi do rąk pliki banknotów. Nigdy nie miała czasu zostać na śniadanie, obiad, podwieczorek - chociaż zawsze dzień jej wizyty był wielkim świętem. Wkładana była odświętna, uprasowana wcześniej koszula, upieczony placek z kruszonką. Ale czekały na nas tylko zapewnienia, że wszystko układa się wspaniałe, ale pracy jest masa, nie ma na nic czasu.
Zatem dni spędzaliśmy we dwójkę. I chociaż to ja miałam być odpowiedzialna za kuchnię, on uczył gotować mnie. Dużo mu czytałam, oczy miał już nie te, dbałam też o ogród. Oczko w głowie zmarłej małżonki. Wyciszyłam się przy nim, uspokoiłam.
Chciałam nawet przedłużyć umowę, spędzić z Brożkiem wakacje w towarzystwie samotnego staruszka. Moja pomoc okazała się całkowicie zbędna - podobnie jak on sam. Dom tak wielki, marnował się dla jednej osoby, a przecież wnukowi niedawno urodziło się dziecko.
Zanim zmarł udało mi się jeszcze odwiedzić go kilka razy. Zawsze przynosiłam placek z kruszonką przepisu jego żony, zawsze chwalił, że mam rękę do drożdżowego ciasta. Tylko dobrzy ludzie maja ręce do drożdżowego ciasta, tak mówił, a ja uśmiechałam się jedynie, z grzeczności nie zaprzeczając.
Na pogrzebie pojawiła się cała parada dzieci sukcesu i wybitnych wnucząt. W pośpiechu, patrzący na zegarki, nigdy nie na siebie, nigdy nie na prostą trumnę.
Ludzie niechciani odchodzą. Pewnie czują, że brak dla nich miejsca.
Zastanawiam się czasem co stało się z tamtym ogrodem. Czy chociaż jemu udało się przeżyć, stać się oczkiem w głowie kolejnej żony.
Chyba trochę na przekór dzieciom i wnukom, a może ze świadomością, że im wcale się nie przyda - podarował mi podczas jednej z wizyt przepisy zbierane przez całe życie. Swoje, jego żony, pamiątki po matce i babci. Sporych rozmiarów zeszyt, zapisany od pierwszej do ostatniej strony, pełen luźno poprzyklejanych, dodatkowych kartek. Wycinków ze starych gazet, świstków papieru zapisanych drobnym pismem. Zupełnie nieporęczny, podróżuje ze mną przez wszystkie kontynenty. Taki zeszyt to jak nagle zyskać korzenie.
Mogę już ugotować rosół według receptury babci.
- Tańcem się nie martwię - tańczyć akurat da się wszędzie - Wielu znasz takich co prowadzą od razu na parkiet? - pytam, nieco podstępnie. Zbyt zuchwała wydaje mi się rozmowa w takim tonie, jakby wszystko było już pewne i wypowiedziane. Byłabym bardzo zawstydzona gdyby te nasze plotki ujrzały światło dzienne.
Problem mam z tym światłem dziennym.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Knajpa Pasta & Basta    Sob Sie 20 2016, 22:54

Otóż to, babcie zawsze idą w szranki o to, czyj wnuk jest najzdolniejszy, który z przykładnych chłopców i grzecznych dziewczynek zostanie premierem, zda egzaminy z najwyższym wynikiem. Albo po prostu kolejną dostateczną pod wypracowaniem, która nigdy nie jest wystarczająca dla zabieganych rodziców, którym wszystko podano na tacy i którzy wymagają tylko dla picu, bo historia - jak to ma w zwyczaju - zatoczy koło i te dzieci też będą miały wszystko podane na tacy.
Wszystko prócz babcinego rosołu, bo w domach takich jak te, w których Ania dorastała nie gotowały nawet cieszące się dobrym zdrowiem emerytowane babcie: nalegały tylko, by wziąć dokładkę tłuczonych ziemniaków przygotowanych przez gosposię.
Anna nie chadzała nigdy na obiady u dziadków, i to nie z przyczyny braku czasu: ze strony matki oboje umarli zanim nauczyła się czytać: pamięta tylko ostatnie postrzępione fragmenty dni, w których mama wychodziła odwiedzić śmiertelnie chorą babcię. A że Annie zawsze oszczędzano świata i obecnych w nim cierpień, by mogła z całym jego impetem później sama się zmierzyć, zostawała w pustym domu.
Boi się starych ludzi, może to właśnie z tego braku obycia z nimi. Nie dlatego, że są brzydcy czy powolni; to zaczyna doskwierać raczej pokoleniu pomiędzy nią a staruszkami - ci, którzy pamiętają rodziców jako pięknych i silnych ludzi najtrudniej zawsze przyjmują ich zniedołężnienie z wiekiem. Anna boi się, że nie poczeka nigdy wystarczająco długo, by wysłuchać wszystkiego, co mają do powiedzenia. Bo a nuż między wciąż powtarzanymi historiami znajdzie się nowa, której nikt jeszcze nie słyszał, ale jej już nie będzie w fotelu obok, przy łóżku, po drugiej stronie telefonicznego kabla.
Starców nie zabraknie, cały świat się starzeje, a jednocześnie wpaja wszystkim kult młodości, reklamami w gazetach i pogadankami w radio doprowadza młodzież do obsesji i skłania do bezsensownego wypatrywania we własnym odbiciu zmarszczek albo siwych włosów.
- Tak. Albo i nie. Jeden wystarczy. - korzenie to też nie do końca dobre rozwiązanie. Owszem, są z tego korzyści jak zbierane od pokoleń pieniądze, pamiątki i książki, poczucie przynależności do historii, realna więź z wciąż obecną w rodowych symbolach i posiadłościach przeszłością, ale gdy ta przeszłość zakorzeni się też w myśleniu starych dynastii można skończyć tak jak Anna: sprzedana nieodwołalnie jak sztuka bydła i predestynowana do roli pani domu, która nic prócz powieszenia na ścianie zapewne nie zrobi z dyplomem poświadczającym wypracowane wykształcenie.
Powrót do góry Go down
avatar


tu i tam

czysta

26 lat

ubogi

pielęgniarka

PisanieRe: Knajpa Pasta & Basta    Pon Sie 22 2016, 19:18

Czy potrafisz wyobrazić sobie siebie w roli babci?
Babcia Ania, czy nie brzmi to rozczulająco?
Babcia Elodie - kompletnie surrealistycznie.
Czasem patrzę w lustro i zastanawiam się jak będzie (już nie - czy w ogóle) wyglądać moja twarz pokryta zmarszczkami. Znalazłam już swój pierwszy siwy włos, wiesz? Całkiem niedawno, może miesiąc temu. Błyszczy srebrem pośród innych, nie wyrwałam go.
Chociaż chciałam, w pierwszym odruchu.
Ciężko jest się pogodzić z własnym przemijaniem. Teraz, kiedy żyjemy w kulcie młodości. Kiedyś starość była powodem do dumy, zmarszczek dożywali tylko najsilniejsi. Dzisiaj?
To jakby wstyd.
Można myśleć, że nam, codziennie pracujących z chorobą, łatwiej jest patrzeć na rozkład. Obcujemy z nim każdego dnia, nie jest przerażający, zostaje oswojony.
W naszym małym skrzydle szpitalnym najciężej pogodzić się z chorobą - dopada najmłodszych. I mało jej, tak samej w sobie, znacznie częściej obcujemy z młodością w najczystszej postaci. Bo i czy jest coś bardziej beztroskiego niż obite kolano, niż sportowa kontuzja? Nieomal codziennie składam w całość Brożka, nieomal z ulgą, że każdy kolejny siniak, każda bruzda, blizna, to ślad beztroski. Ślad dorastania. Owszem, burzliwego, za dużo myśli kotłuje się w jego niespokojnej głowie, to minie. Mnie minęło.
Nie samo, musiałam przejść wystarczająco dużo kilometrów. Nie wiem czy przeszłam ich już tyle by uciszyć każdy z niepokoi, ale czuję, że mniej ich przede mną niż więcej.
Czy to oznaka starości? Zaczynają boleć mnie nogi.
- Może ten jeden potrzebuje jedynie drobnej zachęty do rozmowy? - ciężko wciąż mi pojąć skostnienie sprowadzające kobietę do roli towaru. Przejścia z jednych rąk w drugie, w dwudziestym wieku? Przecież zewsząd krzyczy się o nowoczesności. Weszliśmy w erę kapitalizmu, tak mówią w gazetach, żyjemy w innym świecie niż dziesięć lat temu. A ty wciąż masz odtwarzać dawne wzorce? Nie pojmuję.
Nie mieści się to w mojej głowie. Nie potrafi. Zbyt wielki absurd.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Knajpa Pasta & Basta    Pon Sie 22 2016, 21:12

Ponieważ Anna prowadzi co się w analizie kryminalistycznej nazywa trybem życia niskiego ryzyka, jest wysoce prawdopodobne, że dożyje późnej starości i babcią zostanie. Będzie przecież musiała wziąć udział w przedłużaniu linii, w zachowaniu nazwiska na kartach historii. Nieważne, że to nie będzie nazwisko, z którym ona przyszła na świat.
Straszniejsze od starości jest chyba rodzenie dzieci.
Babcia Ania może nauczy się uważniej gotować, poświęci kilka ze swoich wielu lat na nauczenie się wszystkich zaklęć przydatnych przy pracach domowych, ba! może nawet zaopatrzy się w zestaw magicznych drutów i będzie dziergać dla wnucząt szaliki. Pozwoli im wybrać sobie kolor. Może nie będą rude, będą miały większy wybór.
Babcia Ania nie będzie mimo to szczęśliwa, nie do końca. Miała przecież wymknąć się czasowi, sama sobie zostać skarbem, nie musieć nikomu przekazywać lat nauki, jak zamykać i na zawołanie odzyskać zamkniętą w specjalnym szkle pamięć.
Weźmie z rodzinnego domu myślodsiewnię i kiedyś pewnie spróbuje się w niej utopić, nie wracać do rzeczywistości, w której wstaje rano, by zrobić śniadanie, a potem spędzić osiem godzin w zbyt dobrze płatnej jak na swoje nikłe znaczenie pracy.
Zechce zostać tu, w tej głupiej małej knajpce, co serwuje makarony, w momencie, kiedy wszystko jest jeszcze możliwe i niepewne i może jeszcze liczyć, że się odważy.
- Za późno chyba na zachęty. Ale nie wywołujmy wilka z lasu, jeszcze go tam spotkasz, a nie polubiliście się chyba. Mówiąc łagodnie.
W końcu razem dorośli, siniaki, które pokrywały podczas letnich wakacji jej przedramiona i piszczele znalazły się tam (pośrednio lub nie) głównie z jego winy. A potem każdy pierwszy tydzień września był nieznośny, głównie dla Elodie, jej pierwszej i najlepszej powiernicy: uskarżała się na tego gnojka, do którego wciąż uparcie ją wysyłają, choć inaczej zaplanowały sobie tamto lato. By w końcu pojechać razem do Francji, albo chociaż, gdyby trzeba było zostać w domu, wychodzić codziennie do parku lub na kawę i korzystać z uroków piętnastoletniej głupoty.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Knajpa Pasta & Basta    

Powrót do góry Go down
 
Knajpa Pasta & Basta
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: