IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Most Egipski

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieMost Egipski   Pią Kwi 01 2016, 03:23

Most Egipski

Nikogo, a przynajmniej żadnego z rdzennych mieszkańców, nie dziwi ilość mostów w Petersburgu, zważając na to, że miasto nazywane jest Wenecją Północy. Jeden z nich został zbudowany w 1825 roku przez dwóch rosyjskich inżynierów i wyróżnia się szczególnie spośród innych niecodzienną, nieco orientalną architekturą. Po obu stronach mostu spoczywają żeliwne posągi sfinksów i sześciokątne latarnie, a wszystkie jego części składowe są zdobione bogato złoconymi hieroglifami w stylu egipskim – stąd też jego nazwa. Obecnie jest jednym z chętniej odwiedzanych miejsc, szczególnie że dobrze sprawdza się jako punkt widokowy nad rzeką Fontanką.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Most Egipski   Sob Kwi 16 2016, 12:50

/po imprezie w scheherazade

Liczba osób, które lubią mnie w tej szkole: 3? Mój brat, Alisa Karamazova i Milan Vasilchenko. Co do reszty pewna być nie mogę, czy osoby, które nie podstawiają mi nóg/kul inwalidzkich, nie popychają mnie i nie kpią mogę uznawać za relacje pozytywne czy neutralne? Chyba neutralne, nie przypominam sobie żeby ktoś mi kiedyś przybił piątkę, co obecnie stanowi przypieczętowanie dobrych znajomości, z tego co zauważyłam. Powinnam przybić Alisie piątkę? Nie mam pojęcia na jakim etapie znajomości można. To głupie. Nie musimy się trzymać ram. Spotkanie może wydawać się z zewnątrz trochę niezręczne, bo wciąż nie mam nowego aparatu słuchowego i jeśli coś do mnie mówi muszę zerkać, ale to nie aż taki problem, przecież nigdy nie wylewałyśmy z siebie potoku słów. Może byłyśmy po prostu zbyt zajęte skupianiem się na rysowaniu map nieba, to potrafi wchłonąć na dobre parę godzin. Idziemy tak, ja mam dużą watę cukrową i całą już buzię oblepioną i w końcu przystaję przy tym posągu sfinkas chimery, siadając na kamiennym bloczku, na którym posąg się znajduje. Palce mi się już kleją od tego cukru, więc oblizuję je, ale to głupi pomysł, bo prawie nic nie daje.
- Na tej imprezie z okazji końca wakacji, czy lata, nie wiem, spotkałam w łazience Twardowskiego. A raczej on spotkał mnie. Śmierdział jak szafa ze starymi eliksirami i kulkami naftalinowymi. - Mówię cicho, ale na pewno mnie słyszysz. Zazwyczaj nie rozmawiam o innych ludziach, ale relacji z takiego spotkania trudno z siebie nie wylać.
Powrót do góry Go down
avatar

Trust is like a paper. Once it is crumpled it can not be perfect... again.

Kazań, Rosja

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Most Egipski   Sob Kwi 16 2016, 14:11

Po imprezie w Scheherazade
Alisa pojawiła się na imprezie z okazji końca lata tylko w jednym celu. Chciała zrobić kilka zdjęć swoim nowym aparatem - zawsze uważała, że miejsca pełne naładowanych emocjami ludzi są niezwykłe, mimo że nie czuła się w tłumie zbyt komfortowo. Poza tym chciała również wypróbować, jak będzie radzić sobie jej nowy sprzęt z przepiękną grą świateł, która dawała wspólny koncert wraz z wokalistą. Po zrobieniu kilkunastu fotografii wyszła z kawiarni, zanim impreza rozkręciła się na dobre i zanim zaduch zrobił się nie do wytrzymania. Rozejrzała się dookoła siebie, nie bardzo wiedząc, gdzie teraz pójść i w ten sposób natrafiła wzrokiem na Tundrę. Podeszła i uśmiechnęła się do niej delikatnie, nie bardzo wiedząc, czy pozwolić sobie na przytulenie, całusa w policzek czy zwykłe przybicie piątki. Dlatego postawiła na uprzejme "Witaj", które - chcąc nie chcąc - zabrzmiało jak przywitanie z babcią. Alisa odgarnęła z twarzy swoje jasnoblond kosmyki i podążyła za koleżanką w kierunku mostu egipskiego. Po drodze natknęły się na stoisko z watą cukrową - Karamazova była miłośniczką wszystkiego, co słodkie, więc nie powinno nikogo dziwić, że już chwilę później szła z puchatym obłoczkiem różowej masy cukrowej na patyku.
Nagle Szentgyörgyi przysiadła w okolicach posągu sfinksa. Alisa spojrzała na nią z lekkim zdziwieniem w oczach i dopiero po chwili do niej dotarło, że to ich krótki przystanek na pogawędkę. Rzadko kiedy Karamazova odpoczywała w ten sposób - nawet na plotki udawała się do kawiarni. Wychowanie przez parę arystokratów nie pozwoliło zasmakować jej miejskiego życia, ale nigdy nie było późno na naukę. Mimowolnie zbliżyła aparat do twarzy i nacisnęła spust migawki, aby zaraz trzymać w ręce odbitkę z Tundrą w roli głównej, oblizującą palce z różowego cukru. Podała jej fotografię, podśmiewając się pod nosem.
- Nic ci nie zrobił? - spytała automatycznie tonem, którym pyta się o pogodę, mając pewne wątpliwości co do zamiarów Twardowskiego. Karamazova była podejrzliwa i nieufna, dlatego nikt nie powinien się dziwić, że tym razem na na jej celowniku znalazł się Miron, tajemniczy chłopak z jej rocznika. Nie znała go zbyt dobrze i w jej serduszku pojawiła się pewna troska o koleżankę. W końcu Tundra była taka wyjątkowa.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Most Egipski   Nie Kwi 17 2016, 01:24

Uśmiecham się, kiedy wręczasz mi fotografię i kładę ją ostrożnie na kolanach. Lubię te twoje zdjęcia, wszystkie, które mi podarowałaś mam schowane w puszeczce wraz z innymi skarbami, bo wiesz, ja nie należę do osób, które wstawiają zdjęcia do ramek. Trochę nie podoba mi się ta idea, traktowania fotografii jako elementu dekoracji otoczenia, wolę je w formie wspomnień, a te przecież każdy z nas ma ukryte gdzieś głęboko, wracając do nich czasem samotnie, innym razem dzieląc się z innymi. Poza tym nie wiem, dlaczego miałabym patrzeć na swoje zdjęcie. To zabawne ale mniej mam zdjęć z dzieciństwa niż tych, które mi zrobiłaś. Mam też kilka zdjęć mamy, schowanych jeszcze głębiej i ani jednego zdjęcia ojca, najwyraźniej na obiektyw reagował podobnie jak na lustra. Niewykluczone, że jesteśmy po prostu taką rodziną, nie lubiącą własnych zdjęć, bo uwierz mi, gdyby nie ty i twój aparat, nie miałabym z czasów szkoły zapewne ani jednego zdjęcia. Patrzę, jak poruszasz wargami, czytając to, co do mnie mówisz.
Zastanawiam się chwilę nad twoim pytaniem. Czy coś mi zrobił? Kręcę głową.
- Nie. Po prostu był obrzydliwym sobą. A potem Gonzo przywalił Saszy. - Skrót wiadomości wieczornych. Nie wiem, czy ta sytuacja nie rzutuje jakoś na nasz dalszy spacer, ale pomimo tego, że za Gonzem zawsze stanę murem i ręce bym dla niego do płonącej szafy włożyła, to czasem zachowuje się tak, że nie wiem, jak do niego podejść. Odrywam znowu kawałek słodkiej waty i pakuję sobie do ust, a ona natychmiast się rozpływa i jest mi już tak słodko, że aż niedobrze. Wody nie mam, mogłyśmy po drodze kupić, zupełnie nie wiem dlaczego. Dociera do mnie, że Alisa wciąż stoi i myślę sobie, że może popełniłam jakieś faux pas, przecież arystokracja na murkach nie siada, a z drugiej strony, to tylko murek przecież. Wstaję więc.
- Możemy poszukać ławek, jeśli chcesz.
Powrót do góry Go down
avatar

Trust is like a paper. Once it is crumpled it can not be perfect... again.

Kazań, Rosja

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Most Egipski   Nie Kwi 17 2016, 11:30

Fotografie były dla Alisy czymś świętym. Każda miała swoje miejsce w albumie i była odpowiednio zabezpieczona specjalną folią; nie wyobrażała sobie powiesić jakiegokolwiek zdjęcia na ścianie, gdzie łatwo mogłoby ulec zniszczeniu. Fotografie trzeba było pielęgnować zupełnie tak samo jak wspomnienia - czasami niektóre z odbitek pozwalały przypomnieć sobie właściwe momenty we właściwym czasie, były jak papierowa wersja myślodsiewni. Refleksja w życiu Aliszki była ważna, bez rozmyślań nie znalazłaby się teraz w tym miejscu, a przynajmniej z takiego założenia wychodziła. Każdy potrzebował chwili spokoju i wyciszenia. Poza tym odkąd Karamazova dostała aparat, zdjęcia jej osoby można było policzyć na palcach jednej ręki - tak samo jak Tundra nie czuła potrzeby oglądania siebie na fotografiach. Była artystką, fotografem, nie modelką - nie lubiła stawać po drugiej stronie aparatu i nie zamierzała się z tym kryć.
Kiedy Aliszka usłyszała, że Twardowski nic nie zrobił jej koleżance - która powoli stawała się... przyjaciółką? - odetchnęła z ulgą. Jednak słysząc dalszą część jej wypowiedzi, zacisnęła usta w cienką kreseczkę, a w jej oczach można było dostrzec coś na kształt... strachu? Troski?Gonzo przywalił Saszy. Brat Tundry przywalił jej kuzynowi. Dlaczego? Co się stało? Wiedziała, że Sasza nie miał najprzyjemniejszego charakteru, ale, na litość Welesa, żeby od razu wdawać się w bójki? Był arystokratą, w połowie, ale jednak. Nosił nazwisko Karamazov, więc powinien chociaż starać się zachować pozory, zamiast oczerniać ich ród swoim nieprzemyślanym zachowaniem. Złość Aliszki nie była spowodowana jedynie faktem o bójce - tydzień temu, po ich szkolnych zakupach w Petersburgu, Sasza wyjechał bez pożegnania tuż po rozmowie z jej ojcem. Poczuła się nieważna, zapomniana i olana. W pierwszym odruchu chciała iść do Scheherazade, aby sprawdzić, czy młody Karamazov jeszcze tam jest, ale nie chciała zostawiać Tundry samej. Dlatego westchnęła ciężko i nerwowo, przysiadając obok niej na prostokątnym bloku.
- Gonzo przywalił Saszy, mówisz... - powtórzyła niemalże bezgłośnie, ze wzrokiem skierowanym w swoje trzewiki. Szentgyörgyi miała pewnie problemy ze zrozumieniem tego zdania. - Wiesz może, o co poszło? - spytała od niechcenia, nagle wstając i opierając się o sfinksa tylko po to, aby zrobić zdjęcie płynącej wodzie. - Tutaj jest dobrze - odparła na koniec, posyłając Tundrze uśmiech. Potrafiła udawać, że wszystko jest dobrze. Chyba.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Most Egipski   Nie Kwi 17 2016, 16:02

Jeśli w porządku, to przysiadam znowu na murku i trochę wychylał głowę widząc, że coś mówisz, ale nie jestem w stanie zrozumieć, trochę mnie to już męczy i postanawiam na dniach wygospodarować parę godzin dla medyka i dokonania zakupu nowego aparatu. Aparatów. Nie mogę cały czas patrzeć na wszystkich, nawet rozmawiając przecież mam ochotę czasem zwyczajnie zawiesić wzrok na jakimś turkusowym parapecie, paprochu na ziemi czy płynącej rzece, a nie mogę. Muszę czytać wszystko, co mnie otacza, a ja chciałabym dla odmiany zamknąć oczy i posłuchać. Nie jestem swoim ojcem, nie radzę sobie najlepiej w ciszy i próżni.
Wiesz, ja też potrafię udawać, że wszystko jest dobrze. Chociaż nie. Nie potrafię. Ja po prostu wmawiam sobie, że wszystko jest dobrze, a nie jest wcale i wpycham to pod głowę, tak, jak wpycham watę do ust, chociaż już nie mogę, już mi mdło, a mimo wszystko zjadam, a to rozpuszcza się mi w ustach, ten cukier i gorycz i już tak zostaje. Żałuję czasami, że nie jestem w stanie wyżalić ci się z wszystkiego, co mnie męczy, a z drugiej strony jakie mam prawo obarczać kogoś takim brzemieniem.
- To nieporozumienie. Okropne nieporozumienie. - A po wszystkim sobie poszedł, zostawiając i mnie i Saszę bez słowa, a mnie pękło serce, które teraz sklejam tym cukrem, ale wiesz, to wcale nie pomaga, ani trochę. W końcu zjadam całą watę i wstaję, aby wyrzucić drewniany patyczek do pobliskiego kosza i wracam na kamienny blok.
Powrót do góry Go down
avatar

Trust is like a paper. Once it is crumpled it can not be perfect... again.

Kazań, Rosja

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Most Egipski   Nie Kwi 17 2016, 22:51

Alisę znowu pochłonęły rozmyślania, gdy tak przykładała swój nowiutki aparat do twarzy, wychylając się niebezpiecznie za barierkę, aby ująć przepiękny krajobraz Petersburga. Na ulicach świeciły się latarnie, a w wodzie odbijał się blask gwiazd i księżyca. Po krótkiej chwili powróciła do poprzedniej pozycji - była niezdarą, a nie chciała, aby polaroid wypadł jej z rąk i trafił do wody. Doskonale pamiętała sytuację sprzed wyjazdu z domu, kiedy stłukła całą porcelanową zastawę matki. Oczywiście, te szkody zdołało się naprawić, w końcu jej ojciec był specjalistą od wszelkich zaklęć, ale wątpiła, czy aparat po zetknięciu z wodą działałby tak samo dobrze jak teraz. Westchnęła, czując, że powoli ogarnia ją zmęczenie. No tak, zmorzyca dawała o sobie znać w najbardziej nieprzewidzianych momentach. Przysiadła ponownie obok Tundry, chowając aparat do torby. Zrobiła już wystarczająco zdjęć - przynajmniej kilka trafi do jej tegorocznego albumu. Utkwiła wzrok w chodniku, wyginając palce w niemożliwy sposób.
To nieporozumienie. Okropne nieporozumienie.
Tundra mówiła tak mało. Alisa westchnęła, zastanawiając się, jakich słów powinna użyć, aby wyciągnąć z niej coś więcej. Naprawdę martwiła się o Saszę, a stwierdzenie "to okropne nieporozumienie" podziałało na nią jak odrobina cukru na cukrzyka. Z natury nie była wścibska, ale tutaj chodziło o drogą jej serduszku osobę. Obserwowała Tundrę, jak wstaje z miejsca i posłała jej pytające spojrzenie, którego widzieć nie mogła - była odwrócona do koleżanki plecami. Troszeczkę Karamazovej zajęło, zanim uświadomiła sobie, że Tundra poszła tylko do kosza na śmieci, aby wyrzucić patyczek po wacie cukrowej. Aliszka swoją zjadła bardzo szybko, jeszcze w drodze na most. Poczekała, aż Szentgyörgyi wróci, po czym odwróciła się w jej stronę, ściskając w dłoniach swoją płócienną torbę.
- Możesz mi opowiedzieć? To dla ważne. Ja i Sasza... No, martwię się o niego - wydukała w końcu, blednąc jeszcze bardziej niż zwykle. Spuściła oczy. Miała wrażenie, że to był pierwszy raz, kiedy powiedziała Tundrze coś tak dla niej ważnego. Jakby przyznanie, że troska o kuzyna była najwstydliwszą rzeczą na świecie. Uniosła oczy nieco wyżej i natknęła się na wzrok koleżanki. Aliszka miała cichą nadzieję, że tym razem usłyszy satysfakcjonującą odpowiedź.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Most Egipski   Pon Kwi 18 2016, 12:20

Och. W obliczu tego, co powiedziałaś, mój problem wydaje się malutki i nieistotny, chociaż wywodzący się z tej samej sytuacji. Ale przecież ja z Gonzem choćby nie wiadomo co się działo i tak będziemy trzymać się razem, prawda? Obojętnie ile razy mi nie odpowie i czy jeszcze kiedyś odwróci się w ten sposób i odejdzie, kiedy ja będę próbowała ogarnąć sytuację, zawsze ogarniam, zawsze sobie poradzę. Jakie inne wyjście mam? Żadne. Nikt za mnie tego nie zrobi, nawet Gonzo nie utrzyma mnie w ryzach, jeśli nie będzie wiedział co się we mnie rozpada.
Niewiele wiem, o relacji Saszy i Alisy, poza tym, że są kuzynostwem, najwyraźniej bardziej zżytym, niż mogłabym sądzić wyciągając wnioski z ich zachowania, z drugiej strony, co mogę wiedzieć, kiedy większość czasu spędzam ukryta za plecami brata, jedynej osobie, w postaci Alisy, która rozmawia ze mną szczerze poświęcając i tak mało czasu. Powinnam zacząć więcej. I teraz, kiedy mam okazję, nie mam pojęcia z której strony ugryźć historię, aby wytłumaczyć jej co się stało. Wbijam wzrok w chodnik, wędrując wzrokiem po pęknięciach, decydując na rozstajach, którą drogą dalej iść i kiedy w końcu mój wzrok sięga za daleko, odwracam głowę i spoglądam na Alisę.
Tragikomiczne jest to, że aby wytłumaczyć jej ukryty sens, tego co się stało, musiałaby znać historię mojej rodziny, oraz moją i brata, a tym nie dzielę się nigdy. I tak niech zostanie.
- Stałam przy barze, Sasza się ze mną przywitał, Gonzo pewnie uznał, że mnie zdenerwował czymś i wyciągnął pochopne wnioski, a to pewnie przez tego Twardowskiego i tak. Po prostu wyszło. - Męczę się strasznie i kajam się i czuję, jak zaczynam się garbić, jakbym się chciała w sobie schować, nie umiem rozmawiać, nie lubię się zwierzać i nie chcę robić tego, dopóki nie poczuję, że zacznie się wylewać, a to się jeszcze nie przytrafiło nigdy.
- Przepraszam, rozumiem, że to dla ciebie ważne, ale nie jestem w stanie ci tego racjonalnie wytłumaczyć. Nie chcę stawać po niczyjej stronie, ale nie mogę też obarczyć winą brata, to naprawdę było nieporozumienie. - Wyczerpałam chyba już swój limit słów na ten miesiąc.
Powrót do góry Go down
avatar

Trust is like a paper. Once it is crumpled it can not be perfect... again.

Kazań, Rosja

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Most Egipski   Wto Kwi 19 2016, 14:09

Lubiła Tundrę. Lubiła jej odmienność i małomówność; kolekcjonowała ich wspólne spotkania w umyśle, aby nie umknął jej żaden szczegół. Tundra była jedyną osobą - przynajmniej do tej pory - która nie rozmawiała z Alisą przez pryzmat jej brata. Macie podobne włosy. Te same oczy. Jednak Alex był bardziej otwarty. Właśnie, był. Demon przeszłości nie zamierzał odpuścić Karamazovej nawet po śmierci starszego bliźniaka, co sprawiało, że nadal czuła się jego gorszą kopią. Przestała starać się dla rodziców, już kilka lat temu zdając sobie sprawę ze swojego położenia. Melor chciał mieć dziedzica, nie dziedziczkę; w obecnej sytuacji Alisa nie mogła pozbyć się wrażenia, że gdy tylko skończy szkołę, rodzice zaaranżują jej małżeństwo z jednym z potomków Starszyzny i zaopatrzą w sowity posag tylko po to, aby rezydencja i reszta rodzinnego majątku przypadła Nikolai'owi. Do tej pory Aliszka nie wiedziała, dlaczego Nikolai trafił pod ich dach. Zgodnie z tradycją za jego wychowanie powinien być odpowiedzialny brat jego ojca. Jednak nie miała pretensji do młodszego kuzyna. To nie była jego wina, że Aliszka nie urodziła się chłopcem.
Przyglądała się z konsternacją Szentgyörgyi, cierpliwie czekając na jej odpowiedź. Ułożyła dłonie na kolanach i wyprostowała się, z całych sił starając się nie zacząć wykręcać palców - zawsze tak robiła, gdy się denerwowała. Kiedy Tundra wytłumaczyła jej to i owo, spuściła oczy.
- Och - wyrzuciła z siebie jedynie, zawijając zbłąkany blond kosmyk za ucho. A więc to tak. A więc to było nieporozumienie. Nie miała prawa stawać pomiędzy Gonzem a Saszą, ale w jej mniemaniu Gonzo powinien przeprosić jej kuzyna. Oczywiście, nie powiedziała tego na głos - nie mogłaby. Nie Tundrze. Poczuła się niezręcznie. Zwykle prosto z mostu mówiła to, co akurat przychodziło jej na myśl, a teraz czuła, że chwilowo straciła władzę nad strunami głosowymi. Zaczęła bawić się swoją bransoletką z maleńkimi rubinami, którą dostała na piętnaste urodziny; ciągle nie podnosiła głowy.
- Nic się nie stało. Masz rację, to było nieporozumienie - przytaknęła, uśmiechając się delikatnie i w końcu odwracając głowę w stronę koleżanki. Czuła się rozczarowana i rozbita, ale jej mina daleko odbiegała od tego nastroju. - Może zmienimy temat? Gdzie spędziłaś wakacje? - spytała po chwili grzecznie, wyglądając na naprawdę zainteresowaną. Co robiła? Wyjechała gdzieś? Sama czy z bratem...?
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Most Egipski   Sro Kwi 20 2016, 18:12

Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, czy powinnam była urodzić się chłopcem i raczej wątpię, aby dla moich rodziców miałoby to jakiekolwiek znaczenie. Najlepiej chyba, abyśmy się z Gonzem nie urodzili wcale, ani w ogóle nie zostali przez nich poczęci, może mama i papo żyliby osobno i mieli się wyśmienicie. Na pewno mieliby. Ona przynajmniej. Skończyłaby te swoje studia, utonęła w papierach, może wyszłaby za mąż za kogoś, kto dbałby o to, aby śniadanie miała zawsze o tej samej porze i pantofle zawsze przy łóżku, a nie rzucone gdzieś niedbale na puchaty dywan. Co do ojca, to waham się szczerze, czy jego los potoczyłby się inaczej, w końcu i tak wylądowałby w czarnej dziurze, chyba po prostu jest przeklęty, jak cała jego rodzina. W głowie rodzi mi się tragikomiczny pomysł, aby zrobić drzewko genealogiczne członków rodziny mojego ojca, którzy skończyli marnie. Przekażę je wraz z głuchotą swoim dzieciom, jeśli je będę miała, aby po mojej tragicznej śmierci mogli mnie wpisać do drzewka. Pewnie Łaurysz mnie rozszarpie, na chwilę obecną to wydaje mi się najbardziej prawdopodobny scenariusz.
Zastanawiam się jak sprawa ma się z Alisą, przecież nigdy o tym nie rozmawiałyśmy. O jej bracie. Braciach? Chyba można tak powiedzieć? Czy nie. Nie mam pojęcia. A teraz i tak to nie jest dobry moment, na zwierzanie się sobie z tych rodzinnych problemów. Może kiedyś. Przy innej wacie. Zaczyna robić się o wiele chłodniej, szczególnie tutaj, przy wodzie, więc wstaję z murka i gestem proponuję, abyśmy już wracały. Na jej pytanie wzruszam lekko ramionami.
- Byliśmy z Gonzem w Skandynawii na parę dni. - Wracając tą samą drogą, którą przyszłyśmy opowiadam jej chwilę o łowieniu ryb i o tym, jaka jestem w to beznadziejna. Tak samo, jak w filetowanie. I wszystkie te etapy, które następują od momentu złowienia do konsumpcji.

/2x zt
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

cień

18 lat

IX klasa

przeciętny

PisanieRe: Most Egipski   Czw Lip 14 2016, 16:08

Mokniesz, brzydulko.
Krople deszczu boleśniej niż obowiązki spadają z hukiem na twoją głowę. Piórka ci oklapną, nie spodobasz się im. Zniknij. Gorliwie chwyciłaś już za złote guziki płaszczyka, gotowa ulotnić się. Królowo Margarito, a gdzie twój orszak. Trudno nim nazwać zgraję, wśród której zabrano cię do Petersburga, trudno wybaczyć milczenie, z jakim odmówiono lektyki.
Gdzie choćby rozmoczona i pachnąca kartonem pizza ochrzczona twoim imieniem. Poplam się pomidorami i dla efektu udawaj, że to krew.
Uciekłaś od nich, brzydulko, jesteś blisko domu. Nie patrz, odwróć się, nie wdychaj nawet powietrza idącego od strony twojej obdrapanej kamienicy; nie przestawaj myśleć o pałacach. Tylko rozmarzona jesteś jeszcze znośna.
Stań sobie tutaj, wciąż potrącana przez spieszących się ludzi, nie rusz się nawet obryzgana brudną wodą wzburzoną ruchem ulicznym. Stój sobie spokojnie, wyjmij zapalniczkę, tę, którą mu zabrałaś. Żeby nie palił, nie psuł obrazka miłego chłopca, a kto wie, może jest ze złota. Przyjemnie przecież ciąży ci w dłoni. Ale co ty wiesz o złocie.
Zapalaj co chwilę i patrz, jak gaśnie. Przyzwyczajaj się do widocznej gołym okiem porażki. To ty.
Palce pachną ci benzyną, królowo.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

26

zamożny

Saper

PisanieRe: Most Egipski   Czw Lip 14 2016, 23:18

Scentrowane koło rowerowe może się okazać trochę końcem świata, jeśli jest to ukochany pojazd i jedyny akceptowalny środek transportu. Dobrze, to nieprawda. Przecież poruszał się też pociągami, świstoklikami, czasem się teleportując, rzadko co prawda, na dłuższe dystanse, ale nie lubił tego. Na egzamin chyba poszedł z rozpędu, jak każdy gnojek w wieku, bo tak się robi, bo jest okazja, pewnie jak większość mugoli traktowała prawo jazdy, tak czarodzieje wybierali teleportację.
W każdym razie koło do naprawy, a czasu nie było, zawsze nie ma tyle czasu ile się potrzebuje, kiedy gonią inne obowiązki. I praca na przykład, której w przypadku Vita nie można odłożyć na później. Poruszał się więc od dwóch dni bez swojego roweru, co chyba wyszło wszystkim na dobre, bo nikogo nie ochlapał przez przejechanie z impetem przez kałużę. Za to miał już kompletnie przemoczone trampki i równie dobrze mógłby ulice przemierzać w samych skarpetach.
Ciap, ciap, ciap.
Idealna pogoda na powroty do domu. Włosy przemoczone już do granic możliwości, zaczesane do tyłu, aby po kosmykach nie spływały krople na twarz, choć to i tak nic nie daje, i tak cała jest już zroszona perełkami z wody. Ludzi mijasz w slalomie, chociaż wielu z nich przyjęło ten schemat działania, lawirujecie więc tak wszyscy, jak niezsynchronizowani tancerze na parkiecie, z lotu ptaka tworząc na pewno ciekawą kompozycję. Ani myśleć o wyjmowaniu różdżki w takim zlepku różnych dusz. Wyjmuje za to zmiętego już papierosa, zauważając błysk.
A co to za zmokła kurka? Stoi tak sama, no proszę. Gdzie twoi poddani? Gdzie twój czerwony dywan, rozłożony u stóp, czemu ty tu stoisz wyglądając tak marnie? Faktycznie ci palce pachną benzyną, Vit to czuje doskonale, kiedy nachyla się, by w swoimi dłońmi ująć tę, w której trzymasz zapalniczkę, trochę, aby pokierować, trochę, aby osłonić przed wiatrem. No, zapalaj to, księżniczko.
- Dzięki.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

cień

18 lat

IX klasa

przeciętny

PisanieRe: Most Egipski   Pią Lip 15 2016, 21:35

Patrz tylko, brakuje ci u boku siedzącego na tylnych łapach lwa, który obiecuje, że to wszystko kiedyś będzie twoje. Nawet cmentarzysko słoni, podobno zakazane, choć w tej ulewie nie widzisz przecież, co w cieniu, a co w słońcu: wszystko jest jednakowo szare. Gdybyś płakała, nawet by się nie poznali. Ale królowe nie płaczą, nie płaczą gdy szukają sobie pałacu. A Wenecja Północy musi mieć swoją dożę, swoją ponurą pannę Popiół, którą całe miasto weźmie w dłoń i na życzenie rozdmuchnie w pył. Spróbuj teraz, nadymaj policzki i dmuchnij w jedną z kolumn podtrzymujących most. Jeśli runie, strata niewielka: układ tworzony za twoimi plecami przez przechodniów i tak nie był interesujący. Gdyby zagrać Jezioro Łabędzie, pasowałoby idealnie. Nuda.
Ale kolumna wciąż stoi, mój łabądku.
Wyniosła mina i wzrok przeniesiony w dal, w wodę. W niespokojną powierzchnię wzburzoną spadającymi kroplami. Moja droga, wolałabyś być deszczem czy rzeką? Chyba dobrze byłoby ci być wodą. A deszcz ma swoje zalety, można nawet powiedzieć, że cały jest nią samą w sobie, ale nie odsłania wad. Odsłania kształt czaszki pod włosami, odsłania każdą krzywiznę nóg oblepionych spodniami tak ciężkimi od wody, że ledwo można iść.
Jesteś rozczarowana, że to nie on. Tylko on do tej pory trzymał cię za ręce. Poznajesz od razu, nawet zanim jeszcze on poznaje, że to benzyna. Pewnie gdzieś się paliło, kiedy się urodził i stąd się to wszystko wzięło: imprint, jak kaczuszka co wymyśli sobie, że człowiek to jego mama i jak człowiek będzie chciała kłamać i przegrywać, nadawać znaczenie odruchom fizjologicznym i bać się wszystkiego, co nie istnieje.
Najbardziej z nas wszystkich jesteś człowiekiem, królowo. Jesteś każdym z nich. Patrz w te oczy, raz zielone a raz szare, niech on patrzy w twoje. Niech to niebieskie wyraża oburzenie, a zielone: zainteresowanie. Pomyl go, może się potknie w tym deszczu, padnie przed tobą na kolana.
Oferująca ogień, jesteś mu Prometeuszem. Uśmiechnij się, jak do zdjęcia. Odpal papierosa, odwróć wciąż odnawiany obrazek pięknej panny siedzącej przy barze, której kawalerowie podtykają zapałki.
Zrób mu miejsce obok siebie, ale nic nie mów. Bądź posągiem, bądź jak Wenus z Milo tylko z kompletem kończyn. Spodobaj mu się, to silniejsze od ciebie, nie możesz tak po prostu tego nie chcieć.
Wszystko niech ci da, ostatni włos z głowy.
Bez włosów byłby całkiem brzydki.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

26

zamożny

Saper

PisanieRe: Most Egipski   Czw Lip 28 2016, 13:56

Droga panno Popiół ponura jak ta psia pogoda, jak te posągi kamienne smutne, które Vit mija niemalże każdego dnia i jedyne, co mógłby im zaoferować to roztrzaskanie ich w drobny mak. Popiołu się nie lubi, popiół jest brudny i nietrwały, tak łatwo go przecież zmyć z dłoni, popiół zostawia po sobie, za sobą, nie zwracając już uwagi, jak pięknie potrafi wirować w powietrze, przez te parę sekund, kiedy wzbija się w górę towarzysząc wybuchom, a ty chyba nie chcesz, aby zostawił cię w tyle? Nie, przecież ty wolałabyś z pewnością jednym z tych spektakularnych wybuchów być. Królowe nie powinny być zapomniane i zamiecione pod dywan.
Dolohova. Co jednemu lekarstwem, drugiemu trucizną. Kim ty byś mogła dla niego być? Przychodząc w roli Prometeusza ratując go tym ogniem do papierosa, bądź trując. Zależy od punktu widzenia. Przesuwasz się, jak ten posąg stojąc, te, które mija i są mu tak obojętne, robisz miejsce obok, chociaż wcale tego nie chciał, chociaż wcale ani jednym spojrzeniem o to nie poprosił. Trudno to jednak zignorować, trudno nie wykorzystać, odmówić tobie, kiedy, poniekąd winien ci jest teraz przysługę. Chcesz to wykorzystać na wspólne stanie w deszczu? Tyle byś sobie mogła zażyczyć, a wybrałaś ciche moknięcie spośród tłumu. Spodobaj mu się, zasłuż sobie na to, to wcale nie takie proste, ale skąd możesz wiedzieć, nawet, gdybyś go znała pewnie jak większość uznałabyś, że zawsze w oko wpadają mu po prostu kobiety. Muszą mieć nogi, ręce, oczy i usta. Muszą być zgrabne i inteligentne. Oczywiście. Ale pokaż no, królowo, że nie tylko iskrę z zapalniczki możesz mu dać w prezencie. Nie tylko ten wyćwiczony uśmiech do zdjęcia, który zawsze będzie wyglądał dobrze i w każdej się sprawdzi sytuacji, przecież nie tego chce.
Wysil się, dopóki światu nie pokażesz, że należy ci oddać wszystkie włosy z głowy, abyś je w garści trzymała, nikt nie zrobi tego z własnej woli.
- Papieros, komplement, powodzenie czy spotkanie? – Powodzenie czy spotkanie, prawda czy wyzwanie, na którąś z tych rzeczy tutaj na pewno czekasz, pytanie, którą z nich chciałabyś, aby on ci zaoferował, bo mógłby wszystkie, ale przecież nie wszystkie są mu dzisiaj pisanie. To na pewno jest spotkanie, z jakiegoś powodu przecież tutaj stoisz sama, nie czekając bynajmniej na nieznajomego palacza.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

cień

18 lat

IX klasa

przeciętny

PisanieRe: Most Egipski   Czw Lip 28 2016, 17:14

Co jednemu lekarstwem, drugiemu trucizną. Nigdy nie siliłaś się zbytnio, by rozgryźć, jaką mądrość niesie na swym drugim a może i trzecim dnie motto twojej królewskiej rodziny. Oni ciebie nie chcą, więc ty nie chciej ich. A przecież mogłabyś uleczyć ten świat. Ubrać go całego w pawie piórka, z wierzchu odkurzyć, na ślinę dokleić sreberka, żeby się błyszczało. Przyklepać i potem ostrożnie, żeby nie runęło z hukiem i nie skończyło tak jak ty.
Jedyne, co masz w sobie z lekarza to obojętny wyraz twarzy i niestaranny charakter pisma. Wygryzdywałabyś na druczkach recept Alkohol. Duże ilości. i szlus - nie ma sprawy, której nie załatwiłyby pozytywnie takie zalecenia.
Doktorze Schopenhauer?
Operacja się udała; proszę zabrać ciało do kostnicy.

Wybuch i koniec. Tak to z tobą będzie. Rozbłyśniesz choć raz we wszystkich swoich kolorach a potem... będzie trzeba posprzątać. Ochłapy serpentyn, skrawki papierowych opakowań po kupionych na odpuście kapiszonach.
Ostatni raz cię taką widzi. Jutro pokażesz mu się nie tak chętnie, z twarzą ukrytą pod blond lokami. Może powinnaś zmienić paznokcie, te są połamane od zbijania desek.
Na co zbijałaś te deski, królowo? Na kolejny wiatrak, z którym będziesz bić się na pięści?
Czekasz na wiatr, który w końcu zadmie z wystarczającą siłą, by rozwiać pannę Popiół. Samaś wszak ciekawa, co z ciebie zostanie. Jak szybko wyhodujesz nową skórę.
Może niech cię poparzy, niech przyspieszy bicie rekordu.
Ładnie pachnie. Dym i czekolada, ciężki i bogaty zapach. Zacznijmy od tego zapachu.
Na spotkanie czekasz zawsze, na niego. Już gdy mówi ci cześć na powitanie, ty zaczynasz wypatrywać kolejnego spotkania.
Powiesisz się na tym czekaniu, panno Rito.
- Zacznijmy od komplementu. - twoje życzenie dla niego rozkazem, a przynajmniej tak powinno być. Przyjrzyj mu się dokładnie, znajdź coś, co umiesz doceniać. Może to, jak ostrożnie trzyma papierosa, jakby to było bijące serce, co zaraz może wpaść do rzeki i bezpowrotnie się zatrzymać. Może to, z jakim spokojem zatrzymuje dla ciebie swój czas i w zgodzie z twoim niemym zarządzeniem daje nieco z siebie twojemu czasowi.
- Masz ładnie wysklepioną czaszkę. Tak pierwotnie.
A może skorzystaj z przysługi, jaką zrobił ci ulewny deszcz i nadmień coś o jego anatomii. Najbardziej wszak doceniasz to co ogólne w gatunku ludzkim.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

26

zamożny

Saper

PisanieRe: Most Egipski   Czw Lip 28 2016, 18:18

Operacja się udała, ale pacjent zmarł. Chyba każdy miał w rodzinie wujka, który lubił to powtarzać na imprezach rodzinnych, będąc już po degustacji, którego to? Piątego z kolei kieliszka. I zawsze należało śmiać się tak samo, chociaż żart był już chyba straszy niż zawód lekarza. Vit nie był wyjątkiem, gdzieś tam pośród marnych chaszczy drzewa genealogicznego Halićków i Hrabali czaił się taki Petr czy inny Zdenek. Ze swoim rodowodem może faktycznie czułabyś się wśród jego rodziny jak królowa. Wyglądałabyś jak królowa, jadłabyś jak królowa i poza tym nie robiła nic. Przyćmiliby cię, swoimi żartami i anegdotkami o pracy, przecież większość z nich to milicjanci i służby specjalne. Irytowali być może nagłymi kłótniami o rozpad Czechosłowacji, które zaczęły się od błahych spraw, o pytanie czy dany przysmak, serwowany na imprezie, jest czeski czy słowacki. Według vitowego ojca oczywiście słowacki. Według matki czeski, ale przecież się nie odezwie, bo to mątwa, więc głos zabierze teść. I tak pójdzie, cała lawina, w trakcie którego jest czas, aby się zmyć. Vit zawsze wypatrywał takich luk? A ty? Wcale na taką nie wyglądałaś, stojąc tutaj w tłumie, zamiast uciec w bardziej wygodne miejsce. Na przykład na tron. Który mogłabyś sobie sama z tych desek zbić, zamiast robić z nich wiatraki, królowa nie powinna za samą siebie walczyć, ale nic dziwnego, że sama sobie pięści zdzierasz, skoro nie masz tronu. Co to za władca bez tronu. Pewnie dlatego Vit ani myśli przed tobą klękać, tylko stoi jak zawsze, odrobinę zgarbiony, przyzwyczajony, że od większości społeczeństwa jest o wiele wyższy. No dobrze, a więc komplement. Ma okazję odwzajemnić to natarczywe spojrzenie, przyjrzeć się lepiej z kim ma do czynienia. Młódka. Nastolatka, czy nie? Jakby to miało ogromne znaczenie. Niewielkie zaledwie ma, chyba tylko aby teraz zaspokoić ciekawość i móc z trimfalnym uśmiechem unieść kciuk w górę, pokazując Słowackiemu, że to wcale nieprawda, że żadna z jego uczennic nie chce się poobijać o vitowe kości. Poobija się, czy nie, chęci już się liczą. Chociaż nigdy nie był dobry w ocenianiu kobiecego wieku i nigdy tak naprawdę do końca go nie interesowało ile sobie wiosen jego wybranki liczyły. Koniec końców to tylko cyfry, nadruki na urodzinowych kartkach, z roku na rok wyższe liczbą, gdyby nie kartki od matki sam Vit nie zwracałby nigdy uwagi na swoje własne urodziny.
Parska śmiechem, wyszczerzając zęby i zawieszając głowę, spoglądając na ich stopy. Buty mogą wiele o człowieku powiedzieć, tak mówią. A co miał na sobie Vit? To, co zawsze. Od dawna już szare adidasy. Legenda głosi, że kilka godzin po zakupie jeszcze były białe.
Ha, czaszka. Tego jeszcze nie słyszał. Zazwyczaj wszystkie kobiety komplementują jego dłonie i palce, może powinien je ubezpieczyć. Podobno niektórzy tak robią, płacą grube pieniądze w razie, gdyby ukochanej kończynie coś się stało. Z drugiej strony to niegłupie, bez rąk nie bardzo byłby w stanie wykonywać swoją ukochaną pracę, a ta była przecież jedną z najważniejszych rzeczy w jego życiu.
- Podoba ci się? Powinnaś zobaczyć resztę. – Podnosi głowę nie tracąc uśmiechu, między wargi wtykając czekoladowego papierosa i zaciągając się. Czaszka, dobre. Naprawdę. Powinien się odwdzięczyć? Chyba tak. Ale czy Vit robił rzeczy, które się robić powinno i omijał te, których nie?
- Vit Halíček. – Przedstawia się, wyciągając rękę. Przecież nie chciałby zostać tylko mężczyzną od pierwotnie zasklepionej czaszki.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

cień

18 lat

IX klasa

przeciętny

PisanieRe: Most Egipski   Czw Lip 28 2016, 18:47

Z ciebie nikt już się nie śmieje, złotko ty moje, kawałeczku ty mój folijki aluminiowej. Przestałaś być żartem, czy może nikt nie uważał, żebyś kiedykolwiek była dość śmieszna. Przychodzi baba do lekarza a tam Rita. I co? I nawet absurdu w tym nie dosyć, by kogoś rozbawić.
Nie zapraszano jej na imieniny cioci, imprezy zawsze były najwyżej dwuosobowe. Albo matka, której wydzielać trzeba było kupiony spod lady absynt, albo on, przed którym długo, długo był wstyd.
Lepiej ci być nieznajomą, Margarito. Nie wstydzisz się już, kochasz od razu i bez wahania szczegół, do którego niepotrzebne ci imię, nazwisko ani tętno. Oglądaj obrazki, nawet nie muszą być ruchome. Ty dobrze radzisz sobie z nieruszaniem się. Z brakiem biegu, w który jakby wszyscy są zaklęci.
Nie musi przecież klękać. Wszyscy i tak skończycie leżący pokotem. Chociaż już jakby się kłaniał, kłaniał się zdobyczy wieków i pochwale dla Zachodu: logo adidasów nie zblakło jeszcze. A trzewiki królowej nie mogą się równać z tą pospolitością. Są już stare, ale wypolerowane na błysk. Dałaś je nawet wylakierować, jak paznokietki na pokaz.
- Przystoi, żebyś teraz ty coś skomplementował. Najlepiej, żeby tyczyło się mnie, ale pochwalam też samouwielbienie.
Pouczyłaś go łaskawie z wyrozumiałym uśmiechem dla pospólstwa. Baronowa. Przepięknaś. Masz takie oko zielone. Zielone jak letni wiatr zaczarowanych lasów. Albo jak sinica latem zalegająca na nadbałtyckiej plaży. Albo usta czerwone. Jak pożar zórz zaczarowanych ranków. Może to mu się bardziej spodoba, pożary. Masz w sobie niepokój pożogi, baronowo. Masz w sobie smród zgliszcz zasłonięty li tylko mgiełką tanich perfum, w których czuć spirytus.
- Halíček? - uśmiechasz się, tym razem zauroczona jak małym pieskiem. - Zabawne. Jak haleczka. Nosisz haleczki?
Pięknie konwersujesz, baronowo. I pięknie podajesz mu rękę, na której brakuje pierścienia, który mógłby ucałować. Nigdy jednak nie bywałaś wybredna, może zatem będzie jeszcze między wami porozumienie. W końcu akt pierwszy ma miejsce na moście, wypadałoby choć trochę symboliki nadać przypadkowi. Przymierze. Przymierzę. Jeśli faktycznie je nosi, przymierzę.
- Margarita.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

26

zamożny

Saper

PisanieRe: Most Egipski   Pią Lis 04 2016, 00:44

Przychodzi baba do lekarza a tam Rita. Przychodzi Jasiu do szkoły, a tam Rita. Rita wszędzie, Rita na portretach w złotych ramkach z taniego plastiku kupionych w sklepach za 2,50. Rita nad drzwiami, zamiast krzyżyka, Rita-pocztówka przypięta do lodówki, Rita legitymacyjna w babcinym profilu. Gdybyś była jednak królową, Rito, należałabyś do taniego pospólstwa, które byłoby tak przyzwyczajone do twojej niemej obecności w ich życiu, że od dawna nie zwracałoby już na ciebie uwagi. Nieruchoma, bo przecież tak dobrze radzisz sobie z nieruszaniem się, gdy inny w biegu. Vit zawsze w biegu, zawsze w pędzie, zawsze gdzieś biegnie, zatrzymuje się szybko, czym prędzej rusza naprzód. Dosłownie i w przenośni. Haleczki może by i nosił, gdyby było mu w nich wygodnie. Albo gdyby go jedna z drugą poprosiły, czemu nie? Kiedyś nawet jedną na sobie miał ale cholera wie czy to haleczka była czy sukieneczka czy jeszcze innej nazwy damska szmatka, ważne, że miał i o, kochana, nie chciałabyś słyszeć tej historii. Ale jest przekomiczna i zawiera – oczywiście – wątek romantyczny. Nie pykło.
- I ty się ze mnie śmiałaś. – Komentuje uprzejmie tą Margaritę, szczerząc złośliwie zęby. Co wypada a czego nie? Skoro już o tym mowa to wypadałoby przedstawić się z nazwiska, ale nie nalegał, może dziewczę miało poważne sekrety. Musiała mieć, skoro stała bezsensownie w taką pogodę samotnie na moście.
Zamyślił się chwilę spoglądając na tłum, jakby zaraz któryś z przechodniów miał wyłonić przed nim transparent z propozycją komplementu. Vit bardzo lubił zerkać na transparenty podczas różnego rodzaju skupisk bo zawsze wśród poważnych haseł zdarzało się coś absolutnie absurdalnego.
- Dłonie pachną ci benzyną. – To przecież autentyczny komplement, pomimo że niezgrabny, ale kto nie lubi zapachu benzyny? Miss Rita, pokaż się no, obróć wokół własnej osi, zaprezentuj, daj łape, daj głos, żeby mógł się zdobyć na coś bardziej intrygującego niż ta benzyna. Mógłby co prawda skomplementować siebie i chyba wielu ludzi, którzy go znali właśnie tego by się po nim spodziewali, problem był jednak taki, że całkiem na poważnie, bez żartów nie potrafił tego zrobić. No Vit, gdyby cię zapytano cóż ty takiego w sobie masz nie byłbyś w stanie odpowiedzieć.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Most Egipski   

Powrót do góry Go down
 
Most Egipski
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: