IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Gostinyi Dvor

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieGostinyi Dvor   Pią Kwi 01 2016, 03:18

Gostinyi Dvor

Gostinyi Dvor to najstarszy dom handlowy w całym Petersburgu. Ten osiemnastowieczny budynek zalicza się również do pierwszych tego typu obiektów na świecie. Jego autorem był Jean-Baptiste Vallin de la Mothe, francuski architekt, który nadał temu miejscu bardzo klasyczny i funkcjonalny charakter. Z czasem miejsce przekształcono w jedną wielką halę targową, gdzie sprzedawcy codziennie na specjalnych stoiskach prezentują swoje towary – poczynając od produktów spożywczych, jubilerskich czy też obuwniczych. Gostinyi Dvor jest więc jednym z głównych miejsc handlu w Petersburgu.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Gostinyi Dvor   Pon Cze 27 2016, 20:52

Zawsze myślała, że jest najodważniejszym człowiekiem na świecie. Zaczęło się w dzieciństwie: kiedy podczas jej wizyt w Połocku w jej mało używanym pokoiku pod sufitem znalazł się ogromny pająk, to właśnie jego trzeba było wołać, by stawił mu czoła - nie miał łatwego życia otoczony tymi wszystkimi kobietami, aż dziw bierze, że nie zaczął jeszcze od nich stronić.
Nadal w bardzo widowiskowy sposób udowadnia wszem i wobec swoją odwagę, na chleb zarabia przecież wybijaniem niebezpiecznych stworzeń. Anna długo starała się wyperswadować mu, żeby przestał ciągle ryzykować życiem, bo umierała ze zmartwienia, ale jak każdy Lazarev, kuzyn jest paskudnie uparty i nadal ugania się za potworami.
Ale tutaj bał się przyjść. Annie w końcu udało się pozamykać wszystkie sprawy przed czasem i w to pierwsze od miesięcy piątkowe popołudnie, jakie oboje mieli wolne udało im się dotrzeć w końcu pod ten wspaniały dom handlowy.
Niedługo urodziny Iskry, jakby mogli zapomnieć, od zawsze przecież była oczkiem w głowie Skandara, a i z Anną miała chyba lepsze kontakty niż z środkową Lazarevną, więc razem wybrali się poszukać dla niej prezentu. Anna próbowała i do Zuli napisać, zaprosić ją na wspólny wieczór, spróbować nieco pogodzić zwaśnione rodzeństwo, ale Zula ma dziś występ w burlesce, od razu odmówiła. A może tylko podała jej pierwszą lepszą wymówkę, by nie spędzać czasu z bratem, kto wie.
- Co powiesz o tym?
Naszyjnik był przepiękny, ciężki, chyba trochę zbyt toporny na delikatną szyję Iskierki. Ale w końcu rośnie z niej taka dama, że chyba wypada, by miała trochę pysznej biżuterii.
Powrót do góry Go down
avatar


brak stałego zam.

błękitna

33 lata

przeciętny

łowca niebezpiecznych stworzeń, US

PisanieRe: Gostinyi Dvor   Pon Cze 27 2016, 23:07

To nie był dzień, wobec którego stawiłby czoła, wychodząc ze swojego tymczasowego mieszkania i tymczasowych zmartwień. Pokazał jakim był jeszcze szczeniakiem, jak prostacko dał się podejść. Niczego sobie przecież nie wyobrażał, a jednak, gra pozbawiona reguł odwróciła się przeciw niemu. Masz panie, to czego chciałeś. Pytanie, jaki w tym cel? Żaden.
Choć walczył z potworami, a każdy co dzień z czym innym się mierzy, nie był ani bohaterem, ani też człowiekiem z prawdziwego zdarzenia. Podejmowanie decyzji zostawiało się samym decydentom. Ich życie, ich bajka, ich umieranie - w szacie jaką na siebie wdzieją, bez pomocy z zewnątrz. Prawda była taka, że ani on, ani Anna, Zula, Iskra, ani też wszyscy inni ludzie nie znali swojego przeznaczenia.
- Wydaje mi się... - spojrzał na kuzynkę. Uśmiechnął się kątem ust podchodząc na kilka kroków bliżej niej. Pochylił się nieznacznie nad tym co trzymała w dłoniach. - ...że potrzebujemy czegoś subtelniejszego. Za parę lat będzie jej pasować. - odparł. Przez myśl mu przemknęło, że Zuli ten naszyjnik przypadłby jak najbardziej do gustu. Może nawet by jej pasował. W końcu była przeciwieństwem Iskry. Diametralnym przeciwieństwem.
- Myślałem o czymś związanym z rodem. - wzruszył ramionami. Nie miał nic konkretnego na myśli, zdawał się na bezdyskusyjny gust Anny.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Gostinyi Dvor   Pon Cze 27 2016, 23:23

Anna dorosła otoczona rozsądkiem i ciszą - nikt nie krzyczał, nie unosił się, nikt nie burzył wobec planów. Dopiero potem, po wyjściu z zaprawionego idyllą domu i z otoczenia wyłącznie krewnych człowiek uczy się gniewać i grać. I przegrywa, wciąż przegrywa, nawet jeśli pod koniec życia zostanie okrzyknięty człowiekiem sukcesu.
Oni dwoje na pewno tacy będą. Od urodzenia pieniądze łożono na ich wychowanie, na lekcje każdego możliwego elementu w życiu. Ani zawsze wydawało się, że Skandarowi się przydały, że chociaż on jeden wie, gdzie stawiać swoje kroki.
Przeznaczenie? Przeznaczenia może nie, ale kobiety takie jak Anna mają trochę łatwiej z przyszłością. Dla takich jak Anna jest jedna, może dwie ścieżki kariery - gdyby chciała chwycić za różdżkę i kuszę, czy cokolwiek co przydaje się do zwalczania bestii, prędzej własna matka zamknęła by ją w klatce. Dosłownie. Bo metaforycznie zamkną ją w klatce, gdy w końcu sfinalizują interes ubity ponad dwadzieścia lat temu dotyczący jej zamążpójścia i transferu ogromnych potencjalnych spadków. Pieniądz rodzi pieniądz i co z tego, że czasem poświęci się przyszłość dziecka, skoro można kupować drogie prezenty na pocieszenie.
- Szkoda, że macie dość nietwarzowy emblemat. Możemy kupić medalik i dać wygrawerować na nim żubra. Maleńkiego.
Dziękuje w przelocie ekspedientce podsuwającej jej perłowe kolczyki. Są piękne, ale Iskra nigdy nie gustowała w przesadnych błyskotkach. Aż szkoda tamtego naszyjnika, ani razu by go nie włożyła.
- Zaproponowałam Zuli, żeby śpiewała u nas w Minuit. - mówi z dziwną nieśmiałością, przekładając wyłożone przez ekspedientkę łańcuszki. - Nie może wiecznie tkwić w tym burdelu.
Powrót do góry Go down
avatar


brak stałego zam.

błękitna

33 lata

przeciętny

łowca niebezpiecznych stworzeń, US

PisanieRe: Gostinyi Dvor   Pon Cze 27 2016, 23:49

- Czemu? Wydawał mi się twarzowy. - podniósł głowę. - Ale na twarzy bym go nie nosił. - roześmiał się. Żubry to takie pocieszne, roślinożerne giganty, które swoim wyglądem przypominają agresorów gotowych zmieść przeciwnika z powierzchni ziemi - na byczych rogach, przed gniewnym wzrokiem.
- Ale to bardzo dobry pomysł, Anno. - Gdyby Iskra była facetem, kupiłby zgrzewkę polskiego piwa tej nazwy i miałby być może kłopot z głowy. Tu trzeba było zastanowić się o nieco subtelniejsze rozwiązanie. - Bez ciebie bym przepadł. - powiedział kiwając głową do jednej z ekspedientek, która chciała pospieszyć im z pomocą. Dla najmłodszej siostry miał jeszcze kilka swoich prezentów. Obkupiłby dla niej najlepsze antykwariaty świata. Te zachodnie, te wschodnie, niedostępne czy w zasięgu ręki. Może faktycznie faworyzował ją jako najmłodszą? Nie było między Zulą, a Iskrą wielkiej różnicy wiekowej. Niemniej, nigdy się ze średnią siostrą specjalnie nie dogadywał. Miała własny świat, do którego wejścia broniła tak zażarcie, ze prędzej przeorałaby mu twarz pazurami.
I wtedy usłyszał coś, co go zatrzymało. W miejscu! Jak stał! Wyglądał jak ten bohater komedii, kiedy to wszyscy wiedzą coś, czego on dowiaduje się na samym końcu, kiedy nie ma już drogi odwrotu. Zmarszczył brwi. Chciał coś w pierwszej chwili powiedzieć, bo faktycznie z Minuit miał dobre skojarzenia, ale dodała to drugie zdanie.
- Jeszcze mnie nie zaprosiła tam, ale mówiła coś... - próbował coś wydobyć. Zula otworzyła przed nim kuferek tajemnic na moment. Zanim nie zatrzasnęła go z hukiem i krzykiem, niedaleko Lodziarni Morozov.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Gostinyi Dvor   Wto Cze 28 2016, 00:18

- Strasznie toporny. W ogóle większość tych herbów jest po prostu brzydka, nie uważasz?
Kto to wpadł na pomysł, żeby obnosić się z rybą na sztandarach. Albo niedźwiedziem. Albo, brr, smokiem. Ciekawe, czy każą jej wyszywać małe smoczki na krochmalonych chusteczkach. W dolnym rogu, takie czerwone i ziejące ogniem. - Tylko Karamazovowie uchowali się z lisem, który jest w porównaniu dość elegancki.
Tak to już jest, nawet gdyby nie starała się uważać na lekcjach pobieranych jeszcze w domu od indywidualnych korepetytorów, to w czasie studiów jak cegłą wbito jej do głowy historie wszystkich rodów czarodziejskich.
Usłużna pani spoglądająca na nich nieco dziwnie (rzadko się w końcu w tych czasach zdarza, by przychodzili do jubilera młodzi ludzie i dyskutowali o rodowych symbolach) wyłożyła przed Anną medaliki w różnych kształtach. Zamyślona, podnosiła każdy z nich po kolei do góry i przykładała do szyi, by zobaczyć, czy bardzo rzuca się w oczy.
- Skandar. - mówi jednocześnie jakby go upominała i jakby to jej osobiście zrobił jakąś krzywdę. A przecież to zawsze z nim stała po jednej stronie barykady. Ale wciąż żywe we wspomnieniu minionej niedzieli było rozżalenie Zuli. - Znowu się kłóciliście?
- Weźmiemy ten owalny, proszę. - zdecydowała w końcu ze spokojem, jakby wcale nie rozmawiali o poważnych sprawach, jakby byli wielką szczęśliwą rodziną. A nic tak naprawdę o sobie nie wiedzieli.
- Ten będzie dobry, subtelny. Nadal nosisz ten sygnet po pradziadku? Będzie na wzór.
Powrót do góry Go down
avatar


brak stałego zam.

błękitna

33 lata

przeciętny

łowca niebezpiecznych stworzeń, US

PisanieRe: Gostinyi Dvor   Wto Cze 28 2016, 01:10

- Możesz wierzyć lub nie, ale mi się podobają. Szczególnie nasz. - uśmiechnął się. Mówił to tak, podkreślając przynależność Anny do Lazarevów. Miała inne nazwisko, ale co z tego, skoro w żyłach płynęła jej ta sama krew, te same cechy, które wcale nie zmuszały ich do sporadycznych spotkań, na rodzinnych zjazdach, pomiędzy innymi sprawami.
- Dawniej to one, zwierzęta, miały swoje dwory ponad nasze, marne, ludzkie. - mówił nieco ciszej, nachylając się nad jej uchem. Trzymał pieczę nad wszystkimi tymi pięknymi pannami, które się u Lazarevów rodziły. W tym pokoleniu i następnym to właśnie kobiety dominowały ponad mężczyznami.
- Lis oznaczał przebiegłość, spryt, ale i coś negatywnego. Żubr był nieujarzmionym elementem siły przyrody. - Oczyma wyobraźni znikł gdzieś, na moment, dwie chwile. Przez lasy się przedzierał, jeszcze dziewicze, jeszcze czyste jak głębia serca. Po chwili jednak ucichł, odsunął się znowu. Spojrzał na medaliki. Wrócił na ziemię.
- Mam. - odparł nie zahaczając na razie o temat Zuli. Nieczęsto go nosił. Przy jego zawodzie łatwo było zgubić, nie tylko rzeczy, ale i samego siebie. Miał jednak pomysł jak temu zaradzić. - Kłóciliśmy się. Nie potrafię z nią rozmawiać. Zaraz obrywam najgorszym błotem. Może sobie zasłużyłem.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Gostinyi Dvor   Sro Cze 29 2016, 21:25

Gdyby poprosić Anię, by wymieniła uniwersalne cechy rodziny, prawie jak do definicji, powiedziałaby pewnie: duża i pokłócona. Między tymi dwiema rzeczami mieściły się jej letnie wakacje (plus oczywiście obowiązkowy czas w towarzystwie przyszłego narzeczonego), popołudniowe zabawy po obiadach, dociekliwe ciotki wypytujące o każdą plotkę. I oczywiście mięso rzucane nad stołem, kiedy przebrała się kolejna miarka.
- Pewnie masz rację. Jakbyśmy się oduczyli je szanować. - Krew może ta sama, ale oni należeli do różnych światów: Anna studiowała ludzi, analizowała ich zachowania na przestrzeni wieków, ich ekspansję, cywilizacje ogółem. Skandar spędzał dużą część życia w dziczy, otoczony groźnymi zwierzętami co najmniej. Rozumiał się instynktownie na symbolice niesionej przez rodowe symbole.
Francuskie rodziny miały motta, element bliższy sercu Anny. Po niemiecku (to głównie rodziny lotaryńskie i alzackie), po łacinie (to te z dystyngowanej północy), przede wszystkim po francusku. Ich też uczyła się na pamięć. Niektóre są tak długie, że chcąc wyszyć je na chusteczce w rzeczywistości trzeba by działać na prześcieradle.
- Trudno ocenić, co lepsze. Pamiętasz tego wuja ze strony dziadka Ivana, stratega? On zawsze mówił, że spryt prędzej zwycięży siłę niż odwrotnie. Choć faktycznie, lisy nie kojarzą się zbyt dobrze.
Albo i dobrze, bo z futrami. Wyobraźmy sobie tylko tych wszystkich mniej lub bardziej rudych Lazarevów w futrach z lisów. Świat by się skończył od natężenia rudości.
Wzdycha ciężko i kładzie rękę na ramieniu Skandara. Ma chłopak ciężko z nimi wszystkimi, z kobietami nigdy nie jest łatwo, a co dopiero gdy jest ich tak dużo a wszystkie z nim spokrewnione.
- Może zasłużyłeś. A może Zuli się tylko wydaje, że zasłużyłeś. - zawsze, gdy rozmawiała z kuzynem o niej nachodziło ją poczucie winy. - Nikt z nas tak naprawdę nie potrafił z nią rozmawiać.- przyznała. Może choć po części to dlatego zdecydowała się przyjąć Zulę do Minuit: tyle szumnej gadki o rodzinie, że może wypadałoby w końcu faktycznie coś zrobić, by pomóc jednej z jej członkiń, nawet jeśli nie dogadują się zbyt dobrze.
- Może spróbuj kiedyś to... przeczekać. Dać jej wyrzucić błoto, może potem się opamięta. Bardzo się gniewa, ale chyba nie powinniśmy mieć jej tego za złe.
Powrót do góry Go down
avatar


brak stałego zam.

błękitna

33 lata

przeciętny

łowca niebezpiecznych stworzeń, US

PisanieRe: Gostinyi Dvor   Pią Lip 01 2016, 01:32

- Można sobie te cechy domalować. Symbole niekiedy przywracają mi wiarę w przyszłość. - Wszystko łączyło się z teraźniejszością, choć przeszłość, ukochana historia, dawały przykład jak należy postępować, czego się wystrzegać. Jak dbać o tradycję, wobec jakich ludzi mieć się na baczności. Wychowany z szacunkiem do dóbr narodowych, do zasobów kultury, szczególnie lubował sobie historię. Być może nie mógłby się Lazarevem nazywać, gdyby nie to. Miłość tę wyssał z mlekiem matki. Rada mu także była zapalczywość w wyciąganiu wniosków, analizie, doszukiwaniu się dziury w całym.
- Pamiętam, trudno go zapomnieć. Obraz jego i dziadka wisi gdzieś w korytarzu do jadalni w Połocku... - skrzywił się jakby miał się co do tego pomylić. Znów był nie w Rosji, ale blisko swojej ojczyzny sercem. Dziwne to jak na tułacza.
- Wolałbym o niej też nie mówić. Następnym razem może uda się coś więcej poza niesprawiedliwością świata, omówić. - kpił, bo kpił odrobinę. Miał też w tym sporo racji.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Gostinyi Dvor   Sro Lip 06 2016, 14:44

Kto nie zna historii, skazany jest na jej powtarzanie - często tak mówią. A prawda jest taka, że czy się chce czy nie mechanizm jest jeden i wszystkie wydarzenia znaczące dla porządku życia dzieją się zawsze w tym samym porządku. Różnice polegają tylko na nazwie ugrupowania dokonującego przewrotu i ilości czasu, który musi upłynąć, by rewolucja w końcu się rozpętała.
Wystarczy zaledwie dwadzieścia lat na ziemi w odpowiednim otoczeniu, by na dobre wyzbyć się ambicji, że uda się pojedynczej osobie dokonać przełomowej zmiany samodzielnie.
Lepiej nie myśleć w kryteriach międzynarodowych, bo skończy się to tylko rozczarowaniem.
- Tak, pamiętam, przy odkurzaniu portretów zawsze zostawiano go na sam koniec. - Anna dość często bywała w dzieciństwie w Połocku, prawie równie często, co w ukochanej przez ojca Marsylii.
- Nadal planujesz odnowienie klatek schodowych? Mam nadzieję, że Iskra wyperswadowała ci już te niepraktyczne niedźwiedzie skóry, o których słyszałam?
Zawsze była oczarowana rycerskim szykiem siedziby Lazarevów, jeśli można to tak określić, ale nie była zwolenniczką dławienia się kurzem zalegającym na setkach topornych ozdób i ciężkich futer.
- Może następnym razem spotkajmy się we trójkę. - napomknęła, gdy ekspedientka pakowała medalik w skromne pudełeczko. Uregulowała należność od razu. - Ale skoro nie chcesz, nie mówmy o tym.
Facet ma trzydzieści lat na karku i na co dzień zawodowo poluje na potwory, ale Ania zawsze jest wobec niego jakby pobłażliwa.
Powrót do góry Go down
avatar


brak stałego zam.

błękitna

33 lata

przeciętny

łowca niebezpiecznych stworzeń, US

PisanieRe: Gostinyi Dvor   Czw Lip 07 2016, 00:03

Zawiesił wzrok na jednej z błyskotek. Naszyjnik, droższy chyba niż wszystko co posiadał w swoim tymczasowym mieszkaniu, małej petersburskiej klitce. Przez tę drobną chwilę stał się bardziej nieobecny, choć mogłoby się wydawać, że wszystko doskonale rejestruje. Subtelny i pełen przepychu, na długą, kobiecą szyję. Widział te blond kosmyki, podkręcające się figlarnie aż do zagłębienia między obojczykami.
- Może masz rację. - odpowiedział za moment, odrywając się od swoich myśli. Miał parę zadań do wykonania tego dnia. Sygnet leżał w szkatułce, gdzie ostatnio go zostawił. Zbierało się jeszcze na spotkanie z niejakim Olivierem. Jak to bywa w tego typu transakcjach z problemami natury magicznej w tle, szukał specjalisty. Szczęście, że za takiego Skandara wzięli.
- Mama tym raczej dyryguje. - uśmiechnął się, ciepło rozlało się po całej twarzy mężczyzny. Rozpogodził się myślą o domu, w którym nie był od dawna. - Niepraktyczne, ale efektowne. - mrugnął zaczepialsko do kuzynki i przepuścił ją przed sobą. Musiał również dodać do priorytetów znalezienie dla Iskry czegoś wyłącznie od siebie.
- Jest dorosła, wiele to nie pomoże. - przemawiał przez niego racjonalista. Humorami Zuli przejmował się najmniej. Gorsze były efekty powodowanych nimi wybryków. - Ale może taki rodzinny spęd dobrze nam zrobi... - Myślał również o większym spotkaniu w Połocku, o którym wspominała nie raz jego rodzicielka. Urodziny Iskry nie były odpowiednim momentem. Relacje między dwójką sióstr Skandara dawały powód do nieprzyjemnych sytuacji.
- Powiedz mi lepiej jak praktyka. - zagadał kiedy przechodzili kolejnymi alejkami, mijając zamyślanych, rozgadanych, pochłoniętych we własnych sprawach ludzi. Z głośników poleciała jakaś muzyka. Z gatunku tych starych, które akurat jakimś trendem popkultury wracały do łask. Nie głośno, subtelnie, zagłuszana przez ogólny szum rozmów, jednak słyszał ją doskonale.
- Ech, potańczyłbym. - westchnął ze śmiechem w głosie. Przechylił głowę na bok, gotów nawet i w tym momencie zaprosić Anię do tańca. Śmiały mu się oczy, figlarnie zapraszając do wygibasów na środku Gostinyi Dvoru.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Gostinyi Dvor   Czw Lip 07 2016, 02:01

Oj, Skandar, Skandar. Tańców, hulańców się zachciało. Zamarzyły się wesołe wygibasy, płynne kroki i ruchy. Tobie się zamarzyło, rzeczywistości ani odrobinę. Rzeczywistość miała inne plany, i była bardzo w nich złośliwa. Fortuna ma przewrotne poczucie humoru. Fatum bywa nieokiełznane.
Lazarew, wielki panicz, już poczuł w uszach muzykę, już począł sobie wyobrażać bale i inne niestworzone dziwy. Szli przed siebie, a on nawet nie zauważył, że koło schodów przystanęli. Drugie piętro, po kilkanaście schodków sztuka. Nie było żadnego przechodnia, który złośliwie i rezolutnie rzucił sobie za plecy skórkę od banana. Jak w kreskówkach. Nie, nawet żaden mały piesek kupeczki po sobie śliskiej nie zostawił machając w biegu do pańci ogonkiem. Skandar po prostu, głupio i nieuważnie stanął na krawędzi schodka i się zakołysał jak ten niedorobiony królewicz od Kopciuszka czy innej Dziwuszki.
Zachwiał się! Znienacka! Niespostrzeżenie! Nagle! Zamachał rękami w powietrzu jak ta jaskółka skrzydełkami, kiedy przy gnieździe się zatrzymuje dzieciątkom jeść dać robaczka. I runął. Jak ten zamek z piasku w powieści Larssona. Runął jak Lindsay Lohan w "Mean Girls: do śmietnika. Jak Meryl Streep i Goldie Hawn w "Ze śmiercią jej do twarzy" w ostatniej scenie. Poleciał po tych schodach jak piłeczka, sturlał się w dół. Na półpiętro, więc rzecz zadziała się szybko. Po drodze można było usłyszeć nieprzyjemny chrzęst łamanej kości. Dwa razy. Lazarev poczuł ból, który już mu był pewnie znajomy- a bo to pierwszy raz? Przynajmniej zęby zachował całe (a mógł powybijać).
Ech, potańczyłbym, usłyszał głucho w głowie.
Nogę miał wygięta pod iście nietypowym kątem. Żebra w dodatku go bolały, boki pulsowały. Poobijał się jak pijak na dożynkach w Bielsko Białej. Obok przystanął jakiś grubiutki dzieciak i zaczął się podśmiechiwać.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Gostinyi Dvor   Nie Lip 10 2016, 19:29

Ania jedynie przemykała wzrokiem po lśniących złotych ozdobach, nagle jakoś niechętna tej strojności. Czy ty, Aniu, sama nie jesteś taką błyskotką? Spojrzawszy tylko raz na borykających się z problemami dnia dzisiejszego i jutrzejszego i zbyt zajętych, by zastanowić się, co było wczoraj krewnych i znajomych, albo po prostu spieszących się nie znajomych, Anna zastanawia się, czy nie lepiej byłoby jej na półce z bezpieczną warstwą kurzu na całym ciele skutecznie izolując od codzienności.
Im bliżej jej do ukończenia studiów i zmierzenia się z życiem szybko, z życiem, w którym bardziej się liczy to, co jutro rano niż to, co Wolter napisał dwieście lat temu, tym bardziej obawia się, że na tym się wszystko skończy: na błyskotkach.
Nie wiadomo, czy naprawdę wierzyła, że interwencja jej osoby w relacje rodzeństwa Lazarev uleczy wszystko, co w nich chore, a proste i obliczone wewnątrz marginesu bezpieczeństwa posunięcia poprawią każdą beznadziejną sytuację. Wolałaby wierzyć w skuteczność prostoty rozmów i sprawczą moc słów.
- Gdyby nie pomógł, zawsze znajdzie się ktoś z bardziej widowiskową utarczką.
Zwykle po rodzinnych spotkaniach czuła się lepiej, podbudowana świadomością, że cały znamienity ród z Połocka ponosi w życiu nie mniejsze porażki niż te, których ona się boi.
Uśmiechnęła się małym uśmiechem wychodząc ze sklepu. Miała nieodparte wrażenie, że Skandar mimo stawania codziennie na przeciw straszniejszym potworom, zaraz skrzywi się na samo wyobrażenie krnąbrnej zgrai uczniów, którą przychodzi jej współnauczać.
Nie zdążyła nawet zacząć, gdy Skandara nie było już obok niej, a po schodach kotłowały się nogi, ręce i ruda głowa. Potknął się w sposób tak komiczny, że gdyby Anna nie była zaprogramowana, by martwić się o niego nawet, by nie poparzył się gorącą kawą, pokładała by się ze śmiechu.
- Skandar! - zawołała i czym prędzej zbiegła po schodach. Fuknięciem wystraszyła małego grubaska i spanikowana obejrzała dokładnie kuzyna.
- Nie ruszaj się, złamana. - Anna nigdy nie była dobra z zaklęć leczniczych, ale tylko sterczącej kości brakowało, by dobitniej udowodnić, że noga Skandara jest złamana, a to przerasta jej zdolności uzdrowicielskie. Samo to wystarczyło, by Anna szybko zadecydowała:
- Zabiorę cię do szpitala.
Rozejrzała się gorączkowo, czy wokół nie ma żadnych zaciekawionych mugoli i zanim przegoniony przez nią dzieciak szarpnie jakiegoś dorosłego za rękaw i poinformuje, że trzeba wezwać karetkę, podała kuzynowi świstoklik. Złapała za jeden koniec wisiorka i w mig przeniosło ich na oddział ratunkowy Hotynki.

z/t
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Gostinyi Dvor   

Powrót do góry Go down
 
Gostinyi Dvor
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: