IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Teatr Mariński

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieTeatr Mariński   Pią Kwi 01 2016, 03:18

Teatr Mariński

Teatr Mariński jest siedzibą jedną z najlepszych trup na świecie i prawdopodobnie najpopularniejszym tego typu obiektem w Petersburgu. Siedziba teatru powstała w 1860 roku, jako rekonstrukcja budynku projektu Alberto Cavosa, gdyż poprzedni gmach został spalony. Słynie z doskonałych wykonań dzieł rosyjskich kompozytorów, dlatego też uważana jest za jedną z najwybitniejszych scen muzycznych o bogatej tradycji. Nie bez powodu wstępy na spektakle nie są tanie, szczególnie jeśli się wybierze przedstawienie na parterze, gdzie ceny osiągają niewyobrażalne sumy. Jeszcze dosłownie kilka lat temu Teatr Mariński był znany także jako Leningradzki Państwowy Akademicki Teatr Opery i Baletu im. S. M. Kirova, komunistycznego działacza.
Powrót do góry Go down
Anton Valeriev


Petersburg, Rosja

półkrwi

18 lat

VIII klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks, rozgrywający i kapitan w Zmorach

PisanieRe: Teatr Mariński   Czw Kwi 14 2016, 21:24

Ja naprawdę kocham mateńkę, bardziej niż cokolwiek innego pod słońcem. Nie dość, że śniadanko zrobi, wylegiwanie się do południa nic a nic jej nie przeszkadza, to jeszcze na wakacje najlepszą robotę załatwi. Techniczny, chłopak od lin i przekąsek, kiedy dopisze szczęście - aktor siódmego planu, jakieś Drzewo Numer Trzy, albo co innego. Wszystko to w najlepszym teatrze, wśród najjaśniejszych gwiazd estrady. Które w większości są albo skończonymi burakami albo dokładnie tacy jak ja, taka prawda.
Urodziłem się do tego, nie ma co.
Ostatnia próba na dziś, a za tydzień premiera. Sen nocy letniej, Szekspir najprawdziwszy. A ja w samym środku tego ambarasu, jako jeden z leśnych duszków, faunów, coś takiego; ważne że na scenie nareszcie. Nawet jeśli wiąże się to coś z paradowaniem w krzykliwym makijażu i z obnażonym torsem. Nie żeby specjalnie mi to wadziło, zwłaszcza w tak piękną sierpniową pogodę.
Anton, chodź zapalić!, woła mnie któryś z bandy statystów, to chyba Miszka. Nowy, drobny chłopaczek, ma strasznie zielone oczy. Lubię go. Częstuje papierosami tak chętnie, że zaczynam myśleć, że nie tylko tym by mnie poczęstował, gdybym chciał. No to idę za nimi, nic sobie nie robiąc z pokrzykiwań makijażystki, która to rysowała właśnie coś na moim policzku.
- To prawda, Anton, że na premierze będzie twój ojciec? - zaczepia mnie Dima. Paskuda, nie cierpi mnie, bo jego dziewczyna jest we mnie zakochana po uszy. Fajka czym prędzej ląduje między zębami, żeby nikt nie widział jak mimowolnie nimi zgrzytam. Wzruszam ramionami tak jak zawsze, gdy mnie o niego pytają. Nietrudno już, po tylu latach, a w końcu teraz jestem aktorem.
- W dupie to mam, doprawdy. - Nic tak nie znakuje obojętności jak nieszkodliwy wulgaryzm.
- Anton Alekseevich, co to za język! - Z okna gani mnie własna matula, ledwie widoczna zza stosu kolorowych tkanin na suknię dla Tytanii. Śmieję się tylko; przyganiał kocioł garnkowi. Nikt tak nie sypie kurwami jak ona właśnie, gdy trzeba uszyć kolejny skórzany płaszcz.
Wszystko jest dobrze, jeszcze te kilka dni. Jeszcze jest lato.
Powrót do góry Go down
Milan Vasilchenko


Kijów, Ukraina

błękitna

wieszczy

17 lat

VIII klasa

bogaty

Alrauna

PisanieRe: Teatr Mariński   Czw Kwi 14 2016, 22:23

Anton mi wczoraj powiedział, że mam przyjść do Teatru Marińskiego, gdy minęliśmy się przez przypadek na ulicy w centrum miasta. Kto by pomyślał, że na siebie wpadniemy! Nie wiem, po co mnie zaprosił, ale stwierdziłem – dlaczego nie. Skoro już jestem w Petersburgu u swojej ciotki Lidii, mogę go przecież odwiedzić na moment w wolnym czasie. Zdążył jeszcze na pożegnanie napomknąć o jakiejś szekspirowskiej sztuce, ale niewiele zarejestrowałem – zwyczajnie spieszyłem się na popołudniowy obiad z Tundrą. Nie widzieliśmy się z Antonem niemal przez miesiąc, jak nie więcej, nie pisaliśmy do siebie nawet żadnych listów, a od naszych wspólnych znajomych niewiele o nim słyszałem. Czasem też przyłapywałem się na myśleniu o tym, co u Valerieva słychać, chociaż byłem zbyt zajętymi swoimi rzeczami, by zastanawiać się nad tym intensywniej. Do Teatru Marińskiego dotarłem bez problemu – byłem tutaj nie raz i nie dwa, jak przystało na prawdziwego miłośnika sztuki wywodzącego się z artystycznej rodziny. Bliższa od aktorstwa jest mi jednak od zawsze muzyka i moja bałałajka, którą dostałem na swoje dziesiąte urodziny, gdy wybierałem się na swój pierwszy rok do Akademii Koldovstoretz.
- No właśnie, Antek, co to za język. – Niespodziewanie pojawiam się za jego plecami i powtarzam z powagą słowa po matuli, którą kiedyś zdążyłem już poznać. Nie da się ukryć, że całkiem ekscentryczna z nich rodzinka, chociaż równie dobrze to samo mogę powiedzieć o swojej. My, Vasilchenko, jesteśmy cygańskiej krwi. To przecież zobowiązuje i mówi już samo za siebie, więc nikomu nie trzeba nic tłumaczyć. Kiwam jej na powitanie ręką, po czym uśmiecham się szeroko. Trochę jednak nie wiem, co począć z Valerievem, chyba też nie bardzo pamiętam, co się ostatnio wydarzyło, kiedy Anton przyjechał do Kijowa na moje urodziny. Lustruję go uważnie, zauważam krzykliwy makijaż i zaczynam się śmiać. – Co ty, w kolejnego przyłożnika się bawisz? – pytam, zakładając ręce na klatce piersiowej i oczekując odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Anton Valeriev


Petersburg, Rosja

półkrwi

18 lat

VIII klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks, rozgrywający i kapitan w Zmorach

PisanieRe: Teatr Mariński   Czw Kwi 14 2016, 23:16

Może mówiłem, fakt. Ja dużo przecież mówię, każdemu, plotę co mi ślina na język przyniesie. Każdy, kto chociaż trochę jest wyważony, a kogo mój urok osobisty i dusza artysty trzymają przy mym boku, ostrzega mnie przed tym, co przyniesie kiedyś taki długi jęzor.
Łatwo mnie znaleźć, trzeba przyznać. Jeśli znajduje się w samym środku miasta, na zewnątrz najzacniejszego przybytku kultury banda roześmianych chłopaków, z których połowa wystawia na podziw i pośmiewisko pomalowane twarze i nagie klatki, to zakładać się można o całkiem duże sumy, że znajdę się wśród nich właśnie ja.
Nawet go nie zauważyłem, szczerze. W życiu bym nie pomyślał, że nawet jeśli faktycznie namawiałem go do przyjścia, to się pojawi. No bo kto normalny przychodzi. W środku tygodnia, w samo południe, najwyżej z minutami. Ale, jak tak o tym pomyślę, to gdzie ja, tam i Milan, jakoś tak ostatnio przynajmniej. Jego obecność w życiu zawdzięczam – podobnie jak całe mnóstwo Bardzo Ważnych Rzeczy – Zito, oczywiście. Zaciągnął mnie na jakieś tam urodziny krewniaka, ja wcale nie chciałem iść.
Nie, nie, nie. Wróć. Oczywiście, że chciałem.
I wtedy, tam, coś chyba… zapewne… coś wykombinowałem, co nie do końca sobie przypominam.
To, co na pewno wiem, to że żołądek mi zrobił fikołka, takiego małego, jak go w końcu rozpoznałem.
- Milan! – z całej siły powstrzymuję się, żeby zostawić w spokoju wzmiankę o języku. Sam się przecież prosił o Wygimnastykowany i niesubtelne oczko. Ale ja lepszy jestem w te klocki. – No nie mogę, co ty tu robisz?
Wszyscy bogowie na świadków, zapomniałem o tym zaproszeniu.
- Właśnie mam próbę. Patrz, to jest Miszka, Aloszka, Dima, Pietro, Grisza i Kostia. – wszyscy wyciągają do niego ręce, machają, kiwają głowami, zaraz częstują ćmikiem. Ja, jak prawdziwy pan na włościach, dumny z siebie jak nie wiem co, wciągam go do kręgu barwnych aktorzyn.
- Zaraz w przyłożnika… – śmieję się prawie naturalnie. Skąd mam wiedzieć, czy zaraz nie zasypią nas pytaniami, co to takiego ten przyłożnik. Przydeptuję odrzuconego papierosa. – Robię karierę, o!
Minuta ciszy.
- Ale jak chcesz, to i w przyłożnika mogę się pobawić.
Przecież jestem tylko człowiekiem. I to słabym. Oj, bardzo słabym.
Powrót do góry Go down
Milan Vasilchenko


Kijów, Ukraina

błękitna

wieszczy

17 lat

VIII klasa

bogaty

Alrauna

PisanieRe: Teatr Mariński   Pon Kwi 18 2016, 17:04

Z Antonem znamy się długo, choć tak naprawdę dopiero ostatnio zaczęliśmy się bardziej poznawać. Mimo że jesteśmy w tej samej klasie i uczęszczamy razem na większość zajęć, to nigdy nie zwracałem na niego aż tak uwagi. Z pewnością jednak nie idzie przejść obok niego obojętnie, bije od niego nieudawanym entuzjazmem i szczerością; w dodatku trzyma się z moim serdecznym kuzynem, który nie raz i nie dwa opowiadał mi o ich szalonych przygodach. Antona w sumie polubiłem dopiero niedawno – kto by pomyślał, że znajdziemy jakiś wspólny temat do rozmów. Przez ten okres zdążyłem jednak zauważyć, że więcej mówi niż robi, a pamięć Valerieva nie należy do najlepszych, stąd też nie jestem specjalnie zaskoczony jego reakcją. Wzruszam jedynie bezradnie ramionami, zakładając ręce na klatce piersiowej.
- Jak to – reaguję od razu z niezadowoleniem i przewracam oczami w ostentacyjny sposób. Mogłem się spodziewać, że wyleci mu to z głowy, a wtedy wykorzystałbym ten czas zupełnie inaczej. – Już zapomniałeś o tym, że mnie zapraszałeś wczoraj na próbę? Spotkaliśmy się przez przypadek na Placu Dumy – dodaję po chwili zastanowienia, coby go trochę oświecić, po czym witam się zaraz z całą grają jego starszych znajomych, których imion nawet nie potrafię zapamiętać. Tak już mam, że łatwiej mi skojarzyć niektóre twarze niż to, jak się nazywają. Wracam jednak wzrokiem w kierunku Antona, przyglądając mu się uważnie. Mimo wszystko, dobrze jest go zobaczyć po tak długim czasie. To zawsze jakaś odmiana.
- Czyli co, teraz teatr zamiast quidditcha? Latanie na miotle się znudziło? – mówię, a słysząc jego słowa o przyłożniku śmieję się tylko pod nosem. – Lepiej nie. To mogłoby się dla niektórych źle skończyć. – Nie da się ukryć, że nie raz i nie dwa już słyszałem o koleżankach z roku, które podkochiwały się w Antonie. Ten jakoś nigdy nie był nimi zainteresowany, przynajmniej tak mi się wydawało.
Powrót do góry Go down
Anton Valeriev


Petersburg, Rosja

półkrwi

18 lat

VIII klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks, rozgrywający i kapitan w Zmorach

PisanieRe: Teatr Mariński   Pon Kwi 18 2016, 19:57

Tak jest, tak jest, tak było. Nie, że ja nie chciałem wcześniej ręki wyciągnąć do Milana, bo chciałem, ja nikomu wróg. No, chyba że tej Oneginej, ale ona jest pierdolnięta, to się nie liczy. Tak po prostu wyszło, że jak Zito zaczął mi przedstawiać swoich krewnych i znajomych (przez co należy rozumieć, że zaprosił mnie do wspólnego z nimi picia i śpiewania), to najsprawiedliwiej było iść alfabetycznie no i dopiero teraz trafiło na Milana. Dobrze, że Zito trafił mi się jako pierwszy, bo w tym tempie to do renty byśmy się nie zakolegowali.
- Dobra, już dobra, nie dąsaj się. Zostań na próbę. Czytałeś "Sen nocy letniej"? A że spaprałem, chyba mam sklerozę, możemy pójść potem na piwo, jak to-to z siebie zmyję. Trzeba korzystać póki lato.
Zamyślony jakiś, rozmazałem sobie chyba maki- to znaczy, charakteryzację - przecież poważny artysta ze mnie - bo chłopaki się podśmiewają i pokazują na twarze. Ja jednym palcem pokazuję im międzynarodowy znak pokoju i zabieram od Miszki jeszcze jednego papierosa.
Jak tylko się już odczepili (wymagało to około trzech wściekłych powtórzeń, że jak spalę to przyjdę!), szturcham Milana i ciągnę go bezceremonialnie za łokieć gdzieś w róg.
- Co ty, posrało cię? Ci tutaj miotłą to mogą sobie pozamiatać, a ty wyjeżdżasz z quidditchem!
Mateńka tak mnie uczuliła, żeby nic a nic, ani iskierka mi z różdżki nie spadła przy kimkolwiek z ekipy. Mocno jest przywiązana do Ustawy o Tajności i do swojej pensji.
- Ale swoją drogą, chyba zwariowałeś. Nauczyłem się ostatnio nawet zrobić Wrońskiego. Puchar znowu mamy w kieszeni.
Rzecz jasna, mowa o legendarnym zwodzie. Od kiedy przeczytałem, że Krum go wywinął na ostatnich mistrzostwach, nie dawało mi spokoju.
Dziewczyny też kiedyś nie dawały mi spokoju. Teraz, jak już nauczy się człowiek żyć z ciężarem adoracji, to nawet fajnie jest. A muszę się przecież wprawiać do tłumów fanów, co nie mają u mnie szans.
A może mają?
No przecież nie odpuszczę. Dajcie mi tylko strzepnąć popiół.
- Hm? Tak sądzisz?
Powrót do góry Go down
Milan Vasilchenko


Kijów, Ukraina

błękitna

wieszczy

17 lat

VIII klasa

bogaty

Alrauna

PisanieRe: Teatr Mariński   Wto Maj 03 2016, 22:30

- Przecież się nie dąsam – wtrącam mu się od razu w słowo, gdy tylko słyszę jego zarzut. Nie chowam długo urazy, nie jestem nawet zawistny,  daleko mi do człowieka, który się często obraża. Uśmiecham się lekko po chwili, rozglądając się kątem oka po wnętrzu teatru.  – Tak, Anton, obiło mi się o uszy, ale jeszcze nie czytałem – przyznaję szczerze po chwili zastanowienia, wzdychając cicho pod nosem. Nie da się ukryć, że literatura mugolska to nie jest moja mocna strona, choć niektórzy podejrzewają, że Szekspir był choć w połowie czarodziejem. Do tej pory jednak nie znaleziono na to jednoznacznych dowodów. – Możemy iść, dlaczego nie! – Z chęcią się wybiorę gdzieś jeszcze przed Kołowiankami. Zaraz jednak po tym słyszę reprymendę od Antona, szczerzę się, choć nie powinienem tego robić. Przyznam, że trochę zapomniałem na moment o tym, iż Teatr Mariński to nie jest magiczne miejsce, a pracuje tu tylko Anton i jego matka. Przez moment nawet chcę przeprosić, ale zaraz macham tylko na to ręką. Przecież nic się nie stało. Najwyżej uznaliby, że wygaduję po prostu brednie. Tak już mam – mówię za dużo i wsio.
- Ja tam nieustannie kibicuję Bełtom – odpowiadam z entuzjazmem. Przecież w końcu kiedyś muszą wygrać ze Zmorami czy Smędami. Quidditch jednak to nie moja bajka. Oczywiście, lubię polatać w powietrzu, czuć wiatr we włosach, ale uganianie się za kaflem nigdy nie było spełnieniem moich marzeń. Przytakuję tylko głową na jego słowa, przecież wszyscy dobrze wiedzą o tym, jakie Anton ma powodzenie w Koldovstoretz. – Nie dość, że już szaleją za tobą tabuny rozentuzjazmowanych dziewcząt, to strach sobie pomyśleć, co by było, gdybyś był jeszcze przyłożnikiem – przyznaję bez ogródek ze śmiechem. Nie da się ukryć, to dość zabawna wizja, choć może niekoniecznie dla samego Valerieva.


Ostatnio zmieniony przez Milan Vasilchenko dnia Czw Gru 01 2016, 19:35, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Anton Valeriev


Petersburg, Rosja

półkrwi

18 lat

VIII klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks, rozgrywający i kapitan w Zmorach

PisanieRe: Teatr Mariński   Wto Maj 03 2016, 22:55

No, tak, tak to zwykle wygląda - ludzie nie mają pojęcia jak się zachować w niemagicznym otoczeniu. I nie ma to, broń Boże, oznaczać, że otaczam się chamstwem i prostactwem (a nawet jeśli, oczekuję, że zostanie mi to poczytane za błędy młodości); tylko tyle, że rozłam pomiędzy tym, co magiczne a tym, co mugolskie jest wciąż tak bardzo wyraźny, a większość moich znajomych należy do tej strony lustra (pun intended), gdzie machanie przed sobą patykiem i oczekiwanie rezultatów, ba, nawet ich otrzymywanie, jest na porządku dziennym.
Przyzwyczaiłem się, że jak ktoś jest dziedzicem ze starego rodu, to nosi sztywne kołnierzyki i nos na kwintę, że ma nieskazitelną dykcję i skórę jak śnieg. Dlatego łatwo mi zapomnieć, że Vasilchenki, roześmiane, roztańczone chłopaki ze śniadymi twarzami to też taki Stary Ród, ta cała Starszyzna, czy inne sprawy. Błękitna krew, co im do niemagicznej wiary.
- Pożyczę ci, tylko mi przypomnij - zapewniam gorąco, chociaż można już się zakładać, że wypadnie mi z głowy przyniesienie Milanowi książki. Dostałem już przypominajkę na nowy rok szkolny, ale zapewne jak każda z jej poprzedniczek, gdzieś się zagubi przed piętnastym września.
- Nie bluźnij. - Lubię go, ale każdy znak poparcia dla drużyny innej niż moje Zmory zasługuje na co najmniej kuksańca w bok i to właśnie dostało się Milanowi. Nie przypominam sobie teraz, żebym go widywał często na trybunach, ale z drugiej strony ciężko rozróżniać twarze z wysokości trzydziestu metrów.
Dzwonek dobiegający nas z wnętrza nie brzmi zbyt dobrze. Brzmi nagląco i oznacza: Anton, jesteś spóźniony, więc wciągam Milana do środka.
- Chodź, zaczyna się.

Anton i Milan z tematu
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Teatr Mariński   

Powrót do góry Go down
 
Teatr Mariński
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: