IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Kunstkamera

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieKunstkamera   Pią Kwi 01 2016, 03:17

Kunstkamera

Kunstkamera to inaczej muzeum antropologii i etnografii, jedno z najpopularniejszych w Petersburgu i najstarszych w Rosji. Jest inicjatywą Piotra Wielkiego i wyrazem jego niecodziennych zainteresowania ludzkim ciałem. Dziś to miejsce oferuje możliwość zobaczenia kolekcji płodów ludzkich i zwierzęcych czy innych specyficznych eksponatów, które przetrwały do dnia dzisiejszego. Jest to zdecydowanie najciekawsza część muzeum, mieszczącego także ekspozycje prezentujące gabloty z przedmiotami codziennego użytku różnych kultur. Nie da się więc ukryć, że Kunstkamera od początku istnienia przyciągała rzesze turystów, jednak ogromny wpływ na frekwencję od zawsze miało czerwone wino, które rozdaje się zwiedzającym.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

Bobaki, Czarcie Włócznie

PisanieRe: Kunstkamera   Nie Kwi 17 2016, 22:57

Do Petersburga przybył kilka dni przed oficjalnym rozpoczęciem roku szkolnego. Chciał dokupić jeszcze kilka niezbędnych do szkoły rzeczy (chociażby nieszczęsne podręczniki historii), a także, korzystając z okazji, że 'przypadkiem' był już w mieście spotkać się z Kasjanem, który przecież był tym strasznym Karamazovem. Tak, dość nietypowa znajomość, chociaż w gruncie rzeczy to nie była wina żadnego z tej dwójki. Poznali się na pierwszym roku nie wiedząc jeszcze, że zgodnie z rodową tradycją powinni się nawzajem szczerze nienawidzić. Ta niewiedza sprawiła, że chłopcy się polubili. Oczywiście, gdyby byli świadomi kim są to od razu rzuciliby się sobie do gardeł, a przynajmniej Luca, który cenił sobie wyjątkowo wysoko zasady panujące w jego rodzinie. Trochę ślepo ich przestrzegał, bo w sumie nie był nawet w stanie powiedzieć dokładnie co też ci nieszczęśni Karamazovie im zrobili.
W każdym razie było już za późno na jakieś efektowne pojedynki na różdżki, choć tych Luca nigdy nie odmawiał. Wprawdzie obiektywnie na to patrząc to był w tym naprawdę kiepski. Lepiej szło mu ujarzmianie małych smoków, czy transfigurowanie, ale hej!, by bronić honoru rodziny nie trzeba od razu być mistrzem pojedynkowania. Wystarczy sam zapał do walki i rzucanie się nawet na ludzi, którzy są od ciebie silniejsi. A w tym Luca już nie miał sobie równych. Wystarczyła mała uszczypliwość na korytarzu, by wyciągnął z kieszeni spodni różdżkę.
Tym razem jednak nie zamierzał się z nikim pojedynkować, a po prostu spokojnie porozmawiać z przyjacielem, z którym tak naprawdę nie powinien się w ogóle zadawać. W szkole nie będą mieli raczej zbyt wielu okazji do tego, by ze sobą pogadać nie obrzucając się kąśliwościami, dlatego trzeba było wykorzystać te ostatnie dni lata.
Muzeum wydawało się do tego idealne. Naprawdę nie lubił mugolskiego świata, który wydawał mu się gorszy od tego magicznego, ale tutaj natknięcie się na kogoś z wysoko postawionego czarodziejskiego rodu było znacznie mniejsze niż w dzielnicy magii. Poza tym, nawet mugole nie chodzili w tym czasie do muzeum, więc budynek był prawie pusty. Doskonale, nikt nie będzie im przeszkadzał.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Czarcie włócznie, Odrodzenie

PisanieRe: Kunstkamera   Wto Kwi 19 2016, 17:40

To trochę śmieszna historia. Częściej można przeczytać ją na kartach książki z działu powieści przygodowych niż spotkać w prawdziwym życiu. Tym zabawniejsze, że spotkała właśnie mnie, tego, który niespecjalnie wierzy w jakieś nadnaturalne siły, tych całych bogów czy inne czyhające na człowieka fatum. Skoro odebrali mi ojca to, po co mieli stawiać na mojej drodze jakiegoś chłopaka? W dodatku z rodu, do którego nienawiści wpajano mi od najmłodszych lat. Oczywiście, żeby było śmieszniej, nie miałem o tym pojęcia. Przecież byłem dopiero szczeniakiem, który przypadkowo na trafił na jeszcze młodszego na siebie. Nie przedstawiliśmy się sobie z nazwiska, ten fakt był w tamtym momencie nieistotny. Cóż, na pewno wiele by nam to ułatwiło.
Dlaczego nie przerwaliśmy tej znajomości w obliczu tak istotnego faktu? Można powiedzieć, że przerwaliśmy. Wszak publicznie już się razem nie pokazujemy, a jeśli się zdarzy to raczej nikt postronny nie odgadłby, że nasze relacje są w całkiem dobrym stanie. Poza tym udaje nam się spotkać od czasu do czasu w warunkach uchodzących za dogodne dla przeprowadzenia zwykłej rozmowy. Jak na przykład dziś, kiedy przed rozpoczęciem się mojego ostatniego roku nauki znalazłem się w moim ukochanym mieście. Co prawda w dzielnicy wypełnionej mugolami, ale to właśnie oni byli gwarancją naszego spokoju.
Sam nie do końca rozumiałem, dlaczego się na to porywam, ale nie zawróciłem nagle w połowie drogi. Nie spieszyłem się też przemierzając spacerowym krokiem korytarze Kunstkamery przyglądając się mniej lub bardziej uważnie mijanym eksponatom. Nie potrafiłem ukryć, że mugole zawsze wywoływali we mnie negatywne uczucia, ale w głębi czułem dziwną fascynację tym jak potrafili radzić sobie w życiu bez magii. Oderwałem się jednak od tych rozważań rozpoznając wśród nielicznych dzisiaj zwiedzających znajomą sylwetkę. Podszedłem nie przyspieszając kroku niczym zwykły turysta, po czym zatrzymałem się obok niego, ramię w ramię.
- Co takiego ciekawego znalazłeś, Drăculeșcu? - rzuciłem pogodnie w ramach przywitania.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

Bobaki, Czarcie Włócznie

PisanieRe: Kunstkamera   Nie Kwi 24 2016, 20:33

Głupio wyszło, bo powinni się byli sobie od razu przedstawić z nazwiska, wtedy mogliby się szczerze nienawidzić niczym prawdziwi Karamazov i Drăculeșcu. A tak? Cóż, można się pokusić nawet o stwierdzenie, że zdążyli się zaprzyjaźnić. Dlatego tak trudno Luce było pojąć, że ma do czynienia z członkiem znienawidzonego rodu. Karamazovie byli w jego przekonaniu najgorszym typem ludzi - dwulicowych żmij, którzy gotowi byli wbić nóż w plecy nawet najbliższym, a co dopiero obcym czarodziejom. Ta przyjaźń zachwiała jego poukładanym światem. Łatwo było pałać nienawiścią do kogoś, kogo się nie poznało, ale w sytuacji, w której znalazł się Luca raczej trudno było o tym mówić. Wszystko to z odpowiedniej perspektywy było dość zabawne, ale nie dla samych zainteresowanych, którzy po to, by spokojnie porozmawiać musieli się kryć po mugolskich muzeach.
Wiele razy zastanawiał się nad tym, dlaczego w ogóle kontynuowali tę znajomość, która nie miała racji bytu w świecie zewnętrznym. Nie było w niej też nic z wielkich idei. Właściwie to poza zaspokajaniem zwykłej ludzkiej potrzeby posiadania przyjaciół nie wnosiła niczego dobrego w życie obu zainteresowanych. Luca w końcu przestał zawracać sobie tym głowę i po prostu pozwolił sobie na zapomnienie, że przyjaźni się ze śmiertelnym wrogiem.
Oczekując na Kasjana począł przyglądać się wystawionym eksponatom, które z pewnością przyprawiały o mdłości co wrażliwszych turystów, ale nie prawdziwego Drăculeșcu! Może nie było w tym nic z piękna prawdziwej sztuki, ale bez wątpienia była to jakaś ciekawostka. Z tego zamyślenia wyrwały go jednak słowa chłopaka, który pojawił się tuż obok niego.
- Dwugłowe cielę - odparł uśmiechając się promiennie na widok znajomej twarzy - Ciekawe, czy jest prawdziwe... - dodał już jakby do siebie.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Czarcie włócznie, Odrodzenie

PisanieRe: Kunstkamera   Nie Maj 08 2016, 13:30

Nie mogłem pozbyć się wrażenia, że przeczę wszystkiemu, co zwykłem wyznawać i hołdować. Tym wszystkim wartością, które mówiły mi, żeby wroga zdeptać i zetrzeć z powierzchni ziemi. Wszak właśnie nim powinien być dla mnie Luca. Przeciwnikiem w odwiecznej, rodowej walce o bycie lepszym, posiadanie większych wpływów. Poniekąd czułem się troszkę jak zdrajca, wszak ojciec wpajał mi te wszystkie wartości, a ja teraz zmierzałem na niedopuszczalne spotkanie.
Z drugiej jednak strony, czego oczy nie widzą tego przecież sercu nie żal. Kto mógłby się dowiedzieć o tej drobnej zniewadze tradycji? Nie bez powodu spotykaliśmy się właśnie w tym miejscu, a mijająca nas anonimowa osoba na pewno nie ujrzałaby w nas dwóch zażyłych przyjaciół. Słowa, którymi się zazwyczaj darzymy ciężko nazwać neutralnymi, nasze rozmowy nie przypominają tych, jakimi obdarza się dwójka przyjaciół. Jednak w jakiś dziwny, pokręcony sposób właśnie nimi byliśmy. Żadnemu z nas ten dziwny układ nie sprawiał problemów, więc brnęliśmy w to dalej, bardziej obok siebie niż ze sobą, ale mimo wszystko.
Uśmiechnąłem się bezwiednie pod nosem, gdy staliśmy chwilę w ciszy przerywanej jedynie dźwiękami toczącego się obok nas życia. Przecież jestem Karamazovem, mimo wierności zasadom tak naprawdę nikt nie ma prawa mi ich narzucać. Sam sobie jestem kapitanem, sterem i okrętem, zwłaszcza od czasu śmierci ojca. Robiłem, co chciałem, nawet, jeśli oznaczało to zawieszanie broni z moim śmiertelnym wrogiem. Powiodłem spojrzeniem za eksponatem, który tak przykuł uwagę Luca. Kunstkamera słynęła z takich dziwności i także mnie samemu często świtało w głowie pytanie, czy aby na pewno wszystko tutaj jest dziełem samej natury, czy może czyjejś wybujałej wyobraźni.
- No co ty, Drăculeșcu, własnej rodziny nie poznajesz? - spytałem z teatralnym obruszeniem szturchając go przy tym łokciem w bok. Przecież podobieństwo było uderzające!
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Kunstkamera   

Powrót do góry Go down
 
Kunstkamera
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: