IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Krążownik Aurora

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieKrążownik Aurora   Pią Kwi 01 2016, 03:15

Krążownik Aurora

Krążownik Aurora to nie tylko symbol Petersburga, ale także rewolucji październikowej, która zapoczątkowała epokę Związku Radzieckiego. Swego czasu był nawet wywyższaną na piedestał atrakcją, ukazywaną na równi z carskimi pałacami czy też cerkwiami. Okręt jednak nigdy nie miał większych osiągnięć, stoczył jedynie bitwę pod Cuszimą w okresie wojny japońsko-rosyjskiej. Zakotwiczony jest na Wielkiej Newie przy Nadbrzeżu Piotrogrodzkim, gdzie aktualnie pełni rolę muzeum, które ukazuje jego historię i uzbrojenie. Otwarte jest codziennie z wyjątkiem poniedziałków i piątków, a sam wstęp jest bezpłatny. Nazwa okrętu pochodzi od rzymskiej bogini o imieniu Aurora.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

26

zamożny

Saper

PisanieRe: Krążownik Aurora   Czw Cze 16 2016, 17:26

Bez sensu z tymi festiwalami, dniami rodzinnymi, dniami dziecka, czy co to innego cholernego jest. Nie przeszkadzały mu tłumy mugoli. Przeszkadzały mu tłumy ludzi. Ich dzieci zadowolone drzące japę, aby im kupić cukrową watę i balonika w kształcie papugi napompowanego helem, żeby potem wisiał pod sufitem, dopóki nie sflaczeje. Muzyka z pobliskiego wozu z lodami doprowadza go do szału, tak samo, jak wiszące wszędzie na i pewnie w krążowniku girlandy i szarfy. Jedyne tego typu imprezy, które lubił miały miejsce pod koniec lata na Słowacji. Lubił je głównie ze względu na przysmaku, które można było wtedy zakupić i spotkania z kuzynostwem, kończące się bitwami na styropianowe miecze, albo, co szczególnie sobie upodobał, podstawianie petard pod ławki starszych pań. Czy teraz, mugolskie dzieci bawią się takimi rzeczami? Przejeżdżając przygląda się zabawkom na pobliskim straganie i wszystko się w zasadzie zgadza. Zgadza się też wszystko w wychodzącej zza namiotu hostessie ubranej w wojskowy, acz kusy kostium, na której Vit zawiesza wzrok trochę za długo, trochę nieuważnie, nie patrząc, gdzie pcha swój rower, co musiało się skończyć nieszczęściem.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Krążownik Aurora   Czw Cze 16 2016, 18:04

Kiedy Ania wybierała się w tę uroczą sobotę na swoje cotygodniowe sesje zajęć na studiach, nie spojrzała zbyt dokładnie na zegarek ani kalendarz. Zerwała się wcześnie, przekonana, że zalega jeszcze z napisaniem kolejnego rozdziału pracy wieńczącej jej tytaniczną pracę na uniwersytecie. Nie po to przechodziła cztery lata czytania non stop o prawie każdym dniu, który minął tej ziemi (z większymi zmianami lub bez), by teraz przez głupie spóźnienie mieli utrudniać jej uzyskanie dyplomu.
Mniejsza, co zrobi z tym dyplomem, jak już go uzyska, bo w tym pośpiechu, między kolokwiami a spotkaniami z przyjaciółmi, a teraz jeszcze współprowadzeniem lekcji, nie miała zbyt wiele czasu, by się nad tym zastanowić.
Nieistotne. Co ma znaczenie to fakt, że gdy skończyła, uradowana, przetransportowała się świstoklikiem do Petersburga i dopiero wtedy, po zgrabnym lądowaniu (miała więcej wprawy niż jej rówieśnicy, którzy zdecydowali się na naukę teleportacji) spojrzała na zegarek.
I zdała sobie sprawę, że do pierwszego konwersatorium ma jeszcze ponad trzy godziny.
Zdecydowała się zatem na spacer i wkrótce trafiła w sam środek tłumu świętującego najwyraźniej jakiś festyn. Uśmiech pojawiający się na twarzy od samego gwaru towarzyszy jej podczas wędrówki do wozu z lodami, którego melodyjka jest jednakowoż trochę irytująca. Anna niewzruszona kupuje porcję pistacjowych i grzecznie dziękuje za cokolwiek ma w swojej ofercie hostessa w wojskowym stroju oprócz, co dość rzucało się w oczy, wyjątkowo długich nóg.
Nadal myślała o tych nogach i o tym, że jej są pewnie o połowę krótsze, gdy dopadła ją bezwładność uderzenia. Nic wielkiego się nie stało, jeśli pominąć bliskie spotkanie jej pomarańczowej bluzki z chyboczącą się już na wafelku kulką lodów.
- Patrz, jak - zaczęła zirytowana, ale jedno spojrzenie, mimo minionego czasu wystarczyło, by zrobiła się jeszcze bardziej zirytowana i urwała wpół słowa.
- Vit? Vit Halíček?
Zmężniał trochę, choć niewiele, od kiedy widziała go ostatnio. Byli już po szkole, ale nie mogła sobie przypomnieć dokładnie okazji.
- Nawet rower ten sam. Kopę lat.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

26

zamożny

Saper

PisanieRe: Krążownik Aurora   Czw Cze 16 2016, 18:52

Dwa razy dłuższe czy dwa razy krótsze jakie to ma znaczenie, nogi to nogi, a kobiece zawsze muszą być super. To bardzo płytkie Vitkowe podejście, bo oczywiście zwracał uwagę tylko na te szczupłe i młode, zapewne jak większość mężczyzn, nie tylko w wieku podobnym jego.
Najpierw poczuł, że wpadł na kogoś, trudno nie poczuć, skoro zaraz za ciosem, po kierownicy sam oparł się o nieszczęśnika, rozmazując jeszcze trochę tych lodów na pomarańczowej bluzce. Automatycznie odwrócił głowę od hostessy, spoglądając z góry na swoją ofiarę, zaskoczony, bo przecież wcale nie miała tam stać. Nic nie miało tam stać. W takich sytuacjach nawet drzewa wyrastają nagle.
- O, pardon. - Powiedział z rozpędu, zanim zorientował się z kim ma do czynienia. W Czechach i na Słowacji bardzo popularne, nie mówiąc o tym, że we Francji to słowo było na porządku dziennym. Ty, no popatrz, Vituś, kogo ci dziś bogowie zsyłają. Pamiętasz jeszcze coś jej zrobił? Coś na pewno, ale nie pamiętasz co dokładnie, prawda, mendo? Jasne, że nie, ale w głowie mu świtało, że była gdzieś na jego liście poszkodowanych. Trudno zapomnieć rudzielca. Odsuwa rower i siebie, przede wszystkim, na parę kroków wstecz, tym razem uważając, aby nie potrącić żadnego psa ani bachora.
- No cześć, Aniu. - Anna, Anna Le, Lefe, Lere, Leve… Borze, Halićek. Jesteś żałosny. Potrzebował chwili aby przypomnieć sobie dokładne brzmienie jej nazwiska, pomimo tylu lat spędzonych wspólnie w szkole. Zawsze miał inne rzeczy, które zajmowały jego głowę, niż zapamiętywanie nazwisk koleżanek. Koleżanek.
W przeciwieństwie do niej nie zirytował się. Nie miał ku temu powodów, wręcz przeciwnie, na wspomnienie o rowerze uśmiechnął się i spojrzał w dół. W zasadzie nie był ten sam. Ale ten sam. Bo kiedy poprzedni w końcu się zepsuł Vitek zdobył dokładnie ten sam model. Ale to nie był dobry temat do rozmowy ze starą znajomą, zwłaszcza w takich warunkach.
- Wybacz. - Rzucił tylko, jak na gbura przystało, wcale nie przepraszając dokładnie za to, co powinien po kolei, za mały karambol i brudną bluzkę. I za siebie, oczywiście.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Krążownik Aurora   Czw Cze 16 2016, 19:13

U kobiet z kolei dość to powszechne, albo bywa u Ani i jej koleżanek, zastanowienie, co też w tych nogach tak interesującego, żeby aż tracić dla nich rezon i równowagę. Męskie nogi wcale nie są interesujące (a obiektywnie od razu można powiedzieć, że nigdy nie są też tak ładne), wcale nie tak jak oczy, usta albo przedramiona. Vita zawsze były patykowate, jak zresztą cała jego reszta, a dłonie zawsze coś obracały.
Ania doskonale pamięta z czasów szkolnych, jak siadał z nią na niektórych przedmiotach i zawsze rozpraszała ją ruchliwość tych dłoni, precyzyjność ruchów. Szczególnie dużo wspomnień na jego temat z piątego i szóstego roku wrzuciła do swojej domowej myślodsiewni. Jakoś tak było, że wtedy zaczęła zupełnie przypadkowo obrywać szlabany. Za to, że przechodziła obok niego, gdy akurat detonował ładunek w męskiej toalecie, albo wrzucił jej do kociołka na alchemii petardę i żrący wywar oparzył dwójkę uczniów przy sąsiednim stole. Niby nic, ale w wieku, kiedy jest się sterowany bardziej hormonami niż trzeźwą myślą nie potrzeba wiele do radykalnych opinii. Albo żeby podczas czwartego popołudnia z rzędu spędzonego nad nawożeniem mandragor w dusznej szklarni, przy piątej, dziesiątej rozmowie ten głupek, przez którego tu jest, wcale nie jest taki zły. Ani tak brzydki jak myślała. Ale nerwowa reakcja na jego widok to już odruch warunkowy.
- Nic się nie stało.
W końcu po coś ma różdżkę. Odwraca się tylko, w połowie zasłonięta straganem z cukierkami a w połowie sylwetką Vita i szybkim zaklęciem usuwa plamę.
- Jak traktuje cię życie, Vit? Co teraz porabiasz?
Jakoś nie mogła sobie przypomnieć, by interesował ją po szkole na tyle, by powinna to wiedzieć.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

26

zamożny

Saper

PisanieRe: Krążownik Aurora   Pią Cze 17 2016, 09:58

Aniu, Aniu, Vitek na pewno by ci powiedział, pokazał co w tych nogach kobiecych jest takiego pociągającego, ale tutaj nie wypada. Bez względu na jego brzydkie, patykowate nogi i ramiona, dłonie wciąż miał sprawne, a nawet o wiele bardziej, niż to pamiętasz. Gdybyś miała chwilę mogłabyś zerknąć do swojej domowej myśloodsiewni i sobie przypomnieć, a potem porównać.
Cierpliwie stoi, kiedy Anna odwraca się na parę sekund, aby zmyć z siebie plamę, to całkiem zrozumiałe, chociaż mógłby w ramach zadośćuczynienia zaproponować jej pranie. To byłoby śmieszne, bo ostatnia pralka, z której korzystał nie należała nawet do niego, a sam nie był pewien czy miał proszek. Oczywiście, przy pomocy czarów było o wiele szybciej i łatwiej, ale jak wiadomo, robienie komuś prania daje okazję do nawiązania znajomości. Uśmiechnął się półgębkiem, kiedy zapytała, co porabia. To takie miły i urocze z jej strony i zastanawiał się, dlaczego kobiety zawsze ciekawe są wykonywanej profesji. Już drugi raz w tym tygodniu jakaś gracja zadaje mu to pytanie.
- Jestem saperem. Co nie powinno być dla ciebie zaskoczeniem. Chociaż ostatnio częściej rozbrajam materiały wybuchowe niż je składam. Mogę ci postawić kawę? - Ostatnie pytanie padło zdecydowanie bez uprzedzenia, pojawiając się w miejscu standardowego a ty, a co u ciebie?. Vitek uznał jednak, że skoro karuzela już ruszyła, szkoda byłoby stać tutaj w tym tłumie i narażać się na kolejne kolizje. Może kawą odkupi winę, a jeśli jedna nie wystarczy, to spróbuje z następnymi.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Krążownik Aurora   Pią Cze 17 2016, 10:41

Ania, gdyby miała więcej czasu a mniej spraw na głowie, może pomyślałaby: a, co mi tam i pozwoliła sobie pokazać. Na złość, zupełnie tak samo, jak na złość latała za Vitem po szkole na tym przeklętym szóstym roku. Wtedy jeszcze zależało jej, by ten, przy którym postawią ją przed ołtarzem zauważył, może się wzburzył.
Teraz Ania doszła do siebie, hormonalna burza ustąpiła; zorientowała się na wykształcenie i raczej podziękuje Vitowi za wszelkie demonstracje.
- Saperem? - pyta zdziwiona, nie z niewiedzy, a z anachroniczności zawodu. Materiały wybuchowe - jak w zasadzie wszystko na świecie - w pierwszej chwili skojarzyły jej się z przeszłością, z drugą wojną, po której w co gęstszym lasku kryją się pewnie jeszcze niewypały. Poczuła mimowolnie ukłucie zazdrości i niewytłumaczalne uczucie niespodziewanego podziwu.
Spodobało jej się ogromne ryzyko, jakie musi podejmować, by zarobić na chleb, ale rozsądna dwudziestopięcioletnia Ania, gotowa puścić w niepamięć te wszystkie awantury z petardami i rakietami powiedziała:
- Okropnie to niepewny zawód. Myślałam nawet, że wymarły.
Chcąc oskarżyć kobiety o niezdrowe zainteresowanie karierą mężczyzn, można by łatwo wskazać prawdziwego winowajcę, może dwoje: jedni powiedzieliby: zegar biologiczny i odruchowa orientacja, czy nadaje się na partnera w stabilnym życiu. Inni skontrowaliby: potrzeba sprawdzenia się i udowodnienia, że radzi sobie z dorosłym życiem tak samo dobrze, albo nawet lepiej niż rówieśnik płci przeciwnej.
Anna opowiada się za innymi, zdecydowanie. Ze wszystkich zegarów na świecie, które sobie ukochała, ten biologiczny chyba jest jej najmniej przyjazny i najłatwiej szwankuje.
- Możesz.
Może. Nie pozwoliłaby mu zrobić za siebie prania (głównie dlatego, że nie ufa za nic jego zdolnościom w kierunku prac domowych, ale czasu też nie ma zbyt wiele, nie, jeśli by nastawił na tryb energooszczędny), ale przecież nade wszystko Ania lubi dawać szanse.
Na pewno choć część jego win, tych przypadkowych szlabanów i niegroźnych oparzeń zmieści się w cenie jednej kawy z mlekiem. Ewentualnie jeszcze ciastka.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

26

zamożny

Saper

PisanieRe: Krążownik Aurora   Pią Cze 17 2016, 11:10


A szkoda, może jednak? Kiedy się uwolnisz od tych wielu spraw na głowie, szkoda byłoby w tak młodym wieku osiąść już na stałe przy zdroworozsądkowym podejściu. To wciąż tylko, a nie ćwierćwiecze. Kiedy, jak nie teraz? Nie samym wykształceniem człowiek żyje, chociaż w dzisiejszych czasach nastąpiła chyba trochę zmiana priorytetów, ludzie żenią się już później niż ich rodzice, czy dziadkowie, ale wciąż - żenią się. A do tej grupy ludzi Vitek nie zamierzał wstąpić. Nie, żeby miał coś przeciwko żonom, ale partnerskim zobowiązaniom już tak. Poza tym, bądźmy szczerzy, która by go za męża chciała? Na pewno jakaś jedna na milion by się znalazła, licząc na szybki spadek w razie nagłej, tragicznej śmierci męża. Proszę bardzo, przyszła pani Halićkova, niech sobie pani w spadku weźmie ten rower i kilka podartych par jeansów. No i aparaturę, ale tego lepiej nie ruszać.
Teraz to on jest zaskoczony, chociaż na potwierdzenie nie kiwa nawet głową, po co, w końcu przed chwilą wyraźnie powiedział, że tym się właśnie zajmuje. Mogłaby być zaskoczona, gdyby powiedział, że pracuje w korporacji albo ministerstwie, ale w takim wypadku nie byłoby chyba osoby, która znając go wcale nie zrobiłaby zdziwionej miny. Przecież Vitek w miejscu nie usiedzi.
- Nic bardziej mylnego. - Odpowiada uprzejmie i nawet się szczerzy. Wymarły zawód! Też coś. Żywy zdecydowanie, tykający jak ten zegar biologiczny, na każdym kroku przypominając takim, jak Vit, że na pewnych płaszczyznach muszą być nieomylni. Do głowy by mu chyba nie przyszło, że pytania o zawód to potrzeba skontrolowania stanu życia rówieśników. O węszenie potencjalnego partnera już prędzej posądzałby kobiety, chociaż one, zgodnie z prawdą, usłyszawszy o wybuchowym charakterze jego zawodu wnioskowały, że nie jest to facet do zaobrączkowania. Przynajmniej warunki znajomości zawsze były jasne.
Może. To dobrze. Schodzi więc z roweru, aby pojazd prowadzić do najbliższej kawiarenki, przecież nie wypada inaczej. Mógłby Anię podwieźć, na bagażniku, ale to przecież niewygodne, a jedna z tych przytulnych knajpek jest przecież za rogiem. Powinna tam być, jeszcze w zeszłym tygodniu ją tam widział.
- Wojsko nie ma wyspecjalizowanych oddziałów pirotechnicznych, dysponuje natomiast patrolami saperskimi, czy jednostkami takimi jak ja, które przyjmują wezwania na wypadek znalezienia bomby na przykład na pokładzie starego krążownika podczas rodzinnego festynu. - Wyjaśnił i nawet mrugnął, chociaż sam najczęściej bywał w metrach, pociągach, kopalniach i sklepach. Czyli standard.
- Jaki ciebie świat wchłonął po szkole? - Głupio tak o swoim zawodzie opowiadać, a skoro już na ten tor zeszło, to poczuł się zobowiązany. Poza tym nie wiadomo, być może zajmowała się czymś pasjonującym.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Krążownik Aurora   Pią Cze 17 2016, 11:34

Racja, z Vitem nie ma co planować, ani najbliższego tygodnia ani tym bardziej reszty życia. Zdawało jej się kiedyś, że osiągnął to, o czym ona uparcie marzyła - by w pewnym momencie po prostu przestać dorastać, zanim jeszcze przyjdzie czas się starzeć.
Czas. Czas, czas.
Dziesięć minut, zanim dostanie swoją kawę i eklerka z kremem waniliowym.Dwie godziny i trzy kwadranse do początku zajęć. Rok do ukończenia studiów. Sześćdziesiąt do śmierci. Łatwo przewidzieć takie życie. Zapatrzona w punkt gdzieś nad ramieniem Vita usiłowała wyobrazić sobie, jak to może być: bez żadnej wiedzy, czy zostały ci jeszcze lata, czy tylko ta sekunda, w której przecinasz zły kabelek.
Mało w swoim życiu doświadczyła niebezpieczeństw, dostatnie życie chroniło ją przed świadomością o co najmniej połowie czyhających krzywd. Nie chodzi przecież zbyt często do dużych sklepów, nie uczestniczy w popularnych mugolskich spędach, wychowano ją przecież inaczej.
- Często dostajesz takie wezwania? - mimowolnie odwróciła się i przez ramię spojrzała na krążownik. - Teraz chyba nie jesteś w pracy i nie pijesz kawy zamiast ratowania setek niewinnych istnień?
Oto nieosłonięta naiwność Ani w całej swej istocie, Ani szczelnie zamkniętej w bibliotekach i salach lekcyjnych, Ani z ogromną wiedzą, która w oczach marnieje do niczego, gdyby oczekiwać od niej, że poradzi sobie przez dwa tygodnie sama na ulicy.
Chciałaby myśleć o sobie jak o silnej kobiecie, ale na pierwszy rzut oka widać, że to właśnie takie jak ona najlepiej czym prędzej wydać za mąż, żeby nie musiała się zajmować prawdziwym życiem. Albo wręcz odwrotnie, pozwolić, by życie skopało jej delikatny tyłek i liczyć, że wtedy skonfrontuje się z rzeczywistością.
Poczuła się jak nieudacznik odpowiadając:
- Studiuję, ostatni rok. I robię praktyki w szkole, przy historyku.
Nigdy, przenigdy nie myślała, że dożyje dnia, w którym siedząc z nim przy kawie zmartwi się, że właśnie rozczarowała Vita Halićka.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

26

zamożny

Saper

PisanieRe: Krążownik Aurora   Pią Cze 17 2016, 16:54

Teoretycznie planować można, ale pewnie do tygodnia góra. Tygodniowa wycieczka po Rumunii mogłaby się udać, ale zapewne wszystkie punkty wycieczki zostałyby zastąpione spontanicznymi występkami, które akurat Vitkowi przyszłyby do głowy. Niemniej jednak na nudę narzekać nie można, bo zawsze dzieje się coś.
Czas. Czas, czas.
Dla niego płynie zupełnie inaczej. Dziesięć minut oczekiwania na espresso ze szklanką wody to bardzo dużo, dziesięć minut na dotarcie na miejsce wezwania i zajęcie się robotą to mało. Powinien się chyba tym przejmować, czy chwile spędzone w gorącym tunelu kopalni nie są ostatnimi w jego życiu, czy faktycznie nie dożyje emerytury, czy nie zobaczy już żadnego wschodu słońca stojąc na jednym z wieżowców i odpalając zapałkę od podeszwy buta, ale nigdy się tym nie zastanawiał, co było zaskakujące. Chyba wychodził z założenia, że nic mu się nie stanie. Poważniejszego. Przecież zawsze, ilekroć się ranił to i tak wychodził cało z opresji, przecież wiedział, że był zdolny. I może trochę naiwny, w tym podejściu, że nic złego stać mu się nie może. Najpewniej poradziłby sobie dobrze nawet z protezami, przecież to tylko dłonie, to tylko ręce, to tylko nogi, to tylko życie. Wiele byłby w stanie się nauczyć, co innego mu pozostało.
Vit natomiast, od dziecka otoczony ludźmi ze służb specjalnych i półświatka miał świadomość tego, jak wygląda życie naprawdę. I chyba w tej pracy niepewnej znalazł paradoksalnie swoją ostoję. Wolał, kiedy pot spływał mu do oczu, kiedy w ekstremalnych warunkach rozbrajał ładunek, niż, śladem ojca, stanąć na podium wrogów władzy. Idiota. Vit miał o nim takie zdanie odkąd pamiętał, chociaż temat jego kariery policyjnej i późniejszej odsiadki był zawsze w domu tematem tabu.
Upił łyk kawy, sięgając po chwili po szklankę z wodą. Naprawdę uwierzyła w ten krążownik? To urocze, ale z drugiej strony skąd mogła wiedzieć. Może myślała, że magiczni pirotechnicy i saperzy do pracy przychodzą tylko z różdżką. Wszystko jest możliwe, skoro nie sądziła, że ten zawód jeszcze się utrzymuje na rynku pracy.
Czy często?
- Co rozumiesz przez ‘często’? - Często mogło być dla kogoś kilka razy na dzień, dla innego kilka w miesiącu, jeszcze dla innego zaledwie parę razy w roku. Wszystko zależy od punktu widzenia. Szklankę odłożył jednak z uśmiechem i pokręcił głową. Spokojna twoja ruda głowa, nie marnuje czasu pracy na kawę, narażając otoczenie na niebezpieczeństwo.
- Historia? - Zapytał i sięgnął do kieszeni, aby wyjąć z niej zmiętą trochę paczkę powoli kończących się już magipapierosów. Wyjął jednego, paczkę kładąc na stole tak, aby Anna mogła się poczęstować, w razie, gdyby chciała. Dał sobie chwilę na kontemplowanie tej historii, na odpalenie papierosa, wrzucenie zapałki do porcelanowej popielniczki. W powietrzu uniósł się zapach sandałowca, gruszki i gorzkiej czekolady. Vit nigdy nie lubił mugolskich papierosów, bo były ohydne. Słabe aromaty, ciężki, nieznośny tytoń, zostawiający po sobie nieprzyjemny posmak. W czasach szkolnych nie mógł zrozumieć zachwytu kolegów nad importowanymi Marlboro.
- Pomyślałem, że zajmujesz się projektowaniem tkanin i firan, które podwieszane są potem pod wysokimi sufitami najważniejszych członków rodu. - To nie obelga, ależ skąd, ale tej historii to się nie spodziewał. To takie. Typowe. I zamążpójście. Vit miał wrażenie, że była ponad to, chociaż chyba nie zdawała sobie z tego sprawy. Szkoda, żeby te oczy zgasły tak szybko, przykryte płachtą małżeństwa i rutyny.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Krążownik Aurora   Pią Cze 17 2016, 19:02

Anna nie miała nawet sposobności, by zastanowić się, dlaczego dokładnie i do jakiego stopnia niebezpieczeństwo ją pociąga. Powinno tak być, to podobno zamyka się w ludziach na jakimś niższym poziomie, poza możliwością świadomego wyboru. Ale o to szkopuł: i tak wolałaby się nad tym zastanowić. Trudno stwierdzić, skąd u niej ten rozsądek, bo mimo ciszy, jaka panowała w domu, mimo spokojnego usposobienia i dobrych relacji z rodzicami (względnie, w porównaniu), kiełkuje w niej czasem potrzeba ucieczki, nawet jeśli wcześniej rozmyśla o niej długo i znajdzie mnóstwo argumentów przeciw.
Ale ucieka zwykle między stronice książek. Ciekawe, dlaczego nie spodziewał się, że wybierze historię. Pewnie też nie mógł się oprzeć pokusie namalowania sobie obrazu Ani, który spodoba mu się bardziej niż to, co jest naprawdę.
- Nie wiem. Pewnie coś innego niż ty. Raz w tygodniu, kilka razy?
To wcale nie dziwne, sama powie pewnie za kilkanaście lat, że całe jej życie prowadziło do takiego wyboru, że to najkrótsza dla niej droga do szczęścia, ostatni wolny wybór, który naprawdę ma znaczenie.
Zaśmiała się uprzejmie, nawet szczerze, grając w grę, w której jego przypuszczenie to żart.
- Historia.
Tak samo jak, zapach papierosów, ojciec kiedyś palił takie; przypomniało jej się też jak kiedyś Vit, butny w swojej widowiskowej młodości, odpalił jednego na szczycie wieży, gdzie polerowali żyrandole.
Przeszłość nadaje znaczenia i, owszem, można to znaczenie wyszywać potem na proporcach albo obrusach, można się obnosić z nim podczas bali, aż w końcu: można to znaczenie wyolbrzymiać do tego stopnia, by determinowało przyszłość młodych, którzy mają już inne umysły i nie pogodzą się z niektórymi rzeczami.
Wspomniane zamążpójście, na przykład. Anna dorastała w oczekiwaniu na nie jak mniej więcej ktoś śmiertelnie chory czeka na śmierć. Problem tylko w tym, że zbyt wiele jeszcze w niej życia, by przystać na zimne niemrawe życie, o którym jej rówieśnice zaczynają już myśleć w samych superlatywach.
- To najgłupszy pomysł, jaki w życiu słyszałam. Nuda.
Gorzko jej się zrobiło w ustach od zwyczajności i spokoju swoich słów, całego swojego życia. Cóż jednak mogła poradzić, że na razie ten spokój wystarczał. Niech tylko skończy studia, posmakuje wolności. Ucieknie im wszystkim, ucieknie rodzicom, narzeczonemu, nazwisku. Zajmie się cudzą przeszłością, a swoją przyszłością.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

26

zamożny

Saper

PisanieRe: Krążownik Aurora   Pią Cze 17 2016, 20:27

Vitek lubił czuć, że jest w stanie kontrolować niebezpieczeństwo. Ale pomimo tego, że stykał się z nim każdego dnia, lubił odkrywać w życiu coraz to inne jego płaszczyzny. Przecież każde było inne, każde niosło za sobą zupełnie inne ryzyko. Jakiego podjęłaby się Anna? Na jakiego rodzaju zagrożenie byłaby w stanie się wystawić, odcinając się od tego kokonu rodzinnego, od kołder puchowych, od stronic ksiąg, które tak dobrze znała i bezpiecznej przyszłości, zaplanowanej tak, aby żaden element nie wzbudzał niepokoju w uśpionym sercu. Zdroworozsądkowi ludzie oczywiście zawsze znajdą całą masę argumentów przeciw, ale co z tego, kiedy nie mają one takiej wagi jak ten jeden, jedyny argument za. Poza tym, nie zapominajmy, że rozum i przy szaleństwie musi się mieć na baczności.
Kiwnął głową zaciągając się, niech będzie, że raz w tygodniu. W wyjątkowych sytuacjach posyłano po niego kilka razy w tygodniu, aby później najbliższe dwa mieć wolne. Zdarzało, się owszem. W końcu niewielu ich było. Czemu się dziwić, to wcale nie popularny zawód.
Nuda? Naprawdę, naprawdę to powiedziała? Vitek parska śmiechem słysząc o głupim pomyśle, przecież czy w jej mniemaniu nie miał samych idiotycznych pomysłów? Tak mogłoby mu się zdawać. Chociaż nie był pewny, nigdy nie miał okazji poznać jej dobrze, pomimo tych wielogodzinnych szlabanów. Mógłby się zastanowić dlaczego. Chyba miedziane druciki interesowały go wtedy bardziej niż jej miedziane włosy. A teraz kilka kosmyków tak wyglądało, potarganych niesfornie przez lekki wiatr z mocną kontrą w postaci słońca, niektóre niemalże niknęły w białej poświacie. A Vit przecież tak lubił takie obrazy, imitujące wybuchy. W tym świetle włosy miała jak zimne ognie, tylko ułożone, utemperowane. Trochę smutno.
Złapał jej spojrzenie i zanim znowu przyłożył do warg papierosa uśmiechnął się, zupełnie inaczej niż na początku, w zasadzie bardzo miło. Kto nie lubił błądzić wzrokiem po rzeczach ładnych.
- Mnie się wydaje, że to całkiem fajna fucha. Wiesz, ile stwarza możliwości? - Mnóstwo. Poderwał się lekko do przodu, żeby strzepnąć popiół do popielniczki.
- Czy to nie historia przypadkiem uchodzi za nudną dziedzinę? - To nie zarzut, pytanie zaledwie, sam raczej interesował się historią na tyle, na ile była ona związana z innymi jego hobby. Mógłby pracować przy rekonstrukcjach bitew, do tego przecież by się nadawał świetnie z efektami specjalnymi, a takie wydarzenia były w Czechach bardzo popularne, ale nigdy nie był dobry w siedzeniu z nosem w książkach. Przez cały czas. Cały. Czas.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Krążownik Aurora   Pią Cze 17 2016, 21:22

To teraz mogłoby być niebezpieczne, w biały dzień w małej kafejce, a na zewnątrz rodzinny festyn przy okręcie, na którym może być bomba. A może jest tu, może przy tym stoliku. Anna zahipnotyzowana widokiem długich palców i dymu bezwładnie kłębiącego się przed twarzą Vita. Nadaje mu tajemniczości; dobrze, że zaczął palić, dziewczyny pewnie wodzą za nim wzrokiem, za pewnością siebie, która nie boi się śmierci.
Anna też nie boi się śmierci, ale inaczej. Nie boi się śmierci ze starości, boi się nagłych wypadków, boi się bólu. I lubi ten strach, potrzebuje tylko choć jednego bodźca, by stanąć z nim twarzą w twarz, prawie umrzeć i splunąć mu w twarz.
Tutaj może być niebezpiecznie, bodziec jest na wyciągnięcie ręki i jakoś dziwnie na nią patrzy. Uśmiecha się w sposób, który nie pozostawia wątpliwości, uśmiech, który mówi, że zabrałby ją do domu, ale nie pozwolił zostawić szczoteczki do zębów na jutro. Anna uśmiecha się tak samo, tak samo miło, choć nie umie się wyzbyć tego wystudiowanego, zarezerwowanego dla nieznajomych pierwiastka.
Przystojny czy nie, nieustraszony czy nie, Vit Halićek zawsze miał głupie pomysły i nic o niej nie wiedział.
- Niby jakie? Mnie się właśnie wydaje, że to tyczy się właśnie historii. - przemilcza triumfalną wzmiankę o tym, jak mało jednak się zmieniło. Przecież spotkania po latach nawet między zaciekłymi wrogami (a im do takich na ogół było dość daleko, tylko raz rozbiła mu butelkę na głowie) powinny być uprzejme i stonowane, przy kawie. Dobrze im szło, prawie już swoją dopiła.
- Wielu tak uważa, ty pewnie też, nigdy nie byłeś pierwszy do książek. Ale po studiach na pewno gdzieś wyjadę, na wykopaliska, albo po prostu: zobaczyć wszystko, co przetrwało tyle tysiącleci. Nigdy nie robiło na tobie wrażenia, że są na tym świecie budowle starsze niż my wszyscy razem wzięci?
Pewnie zaśmieje się, że w takim momencie aż oczy jej się zaświeciły od marzeń, od tęsknoty za siedzeniem w cieniu Akropolu, za budowaniem sobie mostu między epokami.
- Albo wrócę do Francji, w sierpniu będą potrzebni ludzie do tych wszystkich festiwali. Albo do pracy przy odrestaurowaniu tego zamku w Compiègne.
Też ma dużo możliwości. Zawsze miała, większość niewygórowanych pragnień była na wyciągnięcie ręki. Ale przewracanie stron w książkach ma, oprócz psucia postawy, jedną zasadniczą wadę: wykształca te mniej osiągalne z marzeń, nawet gdy są ogromne pieniądze na ich realizację.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

26

zamożny

Saper

PisanieRe: Krążownik Aurora   Pią Cze 17 2016, 23:21

Szczoteczkę zawsze najlepiej jest nosić swoją, bo nigdy nie wiadomo gdzie się akurat wyląduje. Przecież nie będzie w domu magazynował cudzych szczoteczek, nie miałby w kubku tyle miejsca i nie wiedział, które zostają, a które powinien już wyrzucić. Zgodnie z zaleceniami stomatologów szczoteczki należy wymieniać co trzy miesiące. Czy taki czas by ci odpowiadał, Anno? Czy to odpowiednia ilość dni i godzin by sprawdzić jak daleko się posuniesz, ile energii pozwolisz ulecieć, skumulowanej grzecznie w twojej głowie, jak wysoki lub niski masz próg akceptowalności strachu, bólu i wątpliwości?
Boom.
Nie dowiesz się, dopóki nie spróbujesz, a ucieczki były najlepszym sposobem na pozbycie się kłopotów, wiedział przecież, sam praktykował, miał to we krwi. Doskonale przecież pamiętał te miesiące, kiedy od ojca tylko małe karteczki dostawała matka zimna jak martwa ryba i to nie od razu po jego służbowym wyjeździe, ale jakiś czas później. Czas, czas. Dla każdego, na każdego działa inaczej. Ale przecież nie po to tutaj siedział z Anną, sącząc kawę i paląc, aby pozwolić sobie na mało wartościowe w jego mniemaniu przebłyski z przeszłości.
Powinien się chyba trochę obrazić za to pytanie o budowle, z nutką wyrzutu, ale przecież skąd miała wiedzieć co go ciekawi, za czym oprócz dziewcząt wodzi wzrokiem. Miał ochotę jej przerwać i oznajmić, że kocha świat, wskazać budynki wokół, na które się wspiął, po to, aby patrzeć i widzieć. Wspomnieć o miejscach, w których był, o zdradzieckich pagórkach i bruku, przez które miał dziurę w oponie i rozbite kolana. Ale po co? Po co miałby to robić? Przecież nie chciał się z nią tutaj spierać, że lepszym jest i bardziej interesującym człowiekiem od tego, za jakiego go ma. Czy to miało znaczenie? Nie. Najpewniej po tej kawie ich drogi rozejdą się na kolejne lata i przy następnym spotkaniu nie będą już pamiętać co o sobie wiedzą.
- Nie wierzę ci. - Odpowiedział zamiast tego zuchwale, kiedy skończyła. Nie chodziło o to, że nie wierzył w jej możliwości ani plany. Nie wierzył, że je zrealizuje naprawdę. Oderwał się od oparcia krzesła, zaciągając ostatni raz, gasząc resztę zdecydowanym ruchem, strużkę dymu wydmuchując w bok, w końcu oparł ręce na blacie stołu, przenosząc na łokcie spory ciężar ciała.
- Po szkole, po studiach, za rok, za dwa, na starość, jutro, za chwilę. Nie mów mi, że nie znasz tych wymówek, powtarzamy je wszyscy każdego dnia. - Vituś, czy ty się zdenerwowałeś trochę czy nie? Bo bardzo ładnie to maskujesz wiesz, ale to nie twoja sprawa kompletnie, czy Anna do Compiegne pojedzie, czy nie. Bez względu na to, jak denerwowali cię czasem ludzie ze swoim nastawieniem, że zrobią, ale prędzej zapomną, niż faktycznie dotrzymają słowa danego innym czy sobie samym. Mnóstwo ich było takich. Chyba zbyt intensywnie wiercił dziury w jej oczach, jakby chciał wymóc na niej obietnicę, że tak, zrobi to na pewno, na pewno pojedzie zobaczyć wszystko i to wcale nie słowa tylko.
A ty, spójrz tylko, jak się kotłuje w jego oczach namiastka tego charakteru wybuchowego jak jego zabawki, bezpieczne w stanie spoczynku, uaktywniające się dzięki bodźcom. Może to nie on przy tym stoliku jest bodźcem, jak ci się zdawało, ale ty? Spuszcza w końcu głowę na chwilę, żeby po sekundzie znów móc oprzeć się, prawie wygodnie, prawie swobodnie, sięgając po szklankę z wodą, wypijając resztę duszkiem, nie spuszczając wzroku z Anny.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Krążownik Aurora   Sob Cze 18 2016, 00:08

Powinna już poczuć się osaczona, bo Vit był za blisko. Dawno nie zbliżano się do niej na tak małe odległości, zawsze zostawało miejsce na jakieś zasady. Na to, że ktoś jest profesorem, uczniem, po prostu nieznajomym.
Powinna już dawno przestać myśleć, powinna poświęcić chwilę na uświadomienie sobie, że wcale nie chciałaby trzymać u niego swojej szczoteczki do zębów, że przecież oprócz szczotkowania trzeba też płukać specjalnym płynem i używać nici. I mieć ładny uśmiech, który zadowala patrzących.
Nie uciekła w końcu nigdy, zatapiając się w błogim spokoju, przecież jest jej dobrze. Nie musi być idealnie, nie musi być na pełnej prędkości.
Ale zabrakło jej na sekundę, na pół, oddechu od tego wyzywającego spojrzenia. Czy udawała? A jeśli tak, to która część dokładnie była nieprawdziwa?
Nie Vit mógł to wiedzieć i sęk w tym, że chyba nikt by nie mógł. Osądzić, co by się stało, gdyby już teraz zostawiła wszystko w diabły i cofnęła się do sześćdziesiątego ósmego, do samego serca jakiegoś brudnego miasta na wschodzie Stanów, czasów, kiedy po ulicach ledwo chodzili ludzie na kwasie i odczuwali wszystko.
Co to jest wszystko, Vit? Może on czuł kiedyś wszystko.
Ale co jej po tym, skoro nie będzie wiedziała. To była jakby taka umowa między nimi, że znają się tylko po wierzchu, muskają prawie przypadkowo i dalej idą swoimi drogami. I zmarnują się te iskry w oczach i te wielkie uczucia, po części hodowane na pokaz.
- Wierz, w co chcesz. To nie są wymówki.
A jednak się broni, nachyla się i wojowniczo mruży oczy. Nie potrafi tak po prostu przerwać, mimo ciekawości męczącej ją, mimo słów buntowniczych piosenek brzmiących w uszach codziennie przed snem. Prawie jak jego wybuchy. Ale nie powie mu tego, nie zasłużył. Nie wystarczy kawa na obnażanie serc.
- Zdaje ci się, Vit, że wszystko o wszystkich wiesz, co?
I bardzo dobrze. Jeśli to ona ma go prowokować do wybuchu, dlaczego nie, przecież nie rozerwie jej na strzępy. A jeśli tak, to może w końcu, przypadkowo, opuści zajęcia i wreszcie stanie się coś, co będzie tak bardzo do niej niepodobne, że aż jej się spodoba.
Wytrzymuje jego spojrzenie, wytrzymywała więcej. Kawa stygnie, eklerek ledwie nagryziony cierpi porzucony.
Boom?
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

26

zamożny

Saper

PisanieRe: Krążownik Aurora   Sob Cze 18 2016, 11:03

Lefevre. Przypomniał sobie. Jakby to miało teraz jakiekolwiek znaczenie, przecież nie zacznie się nagle zwracać do niej po nazwisku. Ale na pewno zapamięta a propos następnego spotkania, a wiedział już, że takie będzie miało miejsce. Przecież nie mogłaby się oprzeć, chociażby z przekorności, z ciekawości, co też się stanie, jeśli jednak wychyli nos ze swojej strefy komfortu podążając za nim, z nim. Przecież kawa to zdecydowanie za mało. No i proszę, o tym mowa właśnie, o jej sylwetce w innej pozycji, o zmrużonych oczach, przecież właśnie o tym myślał, właśnie to nieśmiało próbuje przebić się przez jej powłokę panny z porządnego domu.
Odłożył pustą już szklankę ze stukiem na stół, kręcąc głową. Wcale mu się nie zdawało, że wszystko o wszystkich wie. Nawet nie chciał. Taka ilość wiedzy z pewnością by go przytłoczyła, a on chciał swoją głowę wypełnić ciekawszymi informacjami.
- Nie. Znam się na schematach, a według tych ludzie działają. - Jak ty, Anno. A to szkoda ogromna. Ale jeszcze ci poprzeciera szlaki, jeszcze zmieni plany, skrzyżuje je z innymi, jeszcze chętnie cię zaskoczy pokazując, jak bardzo nagiąć możesz rzeczywistość pod swoje dyktando. Ale jeszcze nie teraz. Jeszcze zdążysz na swoje zajęcia, jeszcze dzisiaj sporządzisz doskonałe notatki, dzisiaj jeszcze popadniesz w rutynę codziennych czynności, chociaż pod koniec dnia, kładąc się spać, do twoich myśli śmiałych o ucieczkach na pewno on zawita. Przecież nie twój narzeczony.
Unosi dłoń, dając znać przechodzącej nieopodal kelnerce, że prosi o rachunek, chociaż to nie o samo rozliczenie mu chodzi, a o świstek papieru, bo ledwo zerknąwszy na kwotę odkłada na talerzyk monety, upewniwszy się tylko, że nie dał za mało, a za dużo, bo reszta była nieistotna. Sięgnął do plecaka, leżącego niedbale na ziemi, aby wyjąć z niego mały ołówek, po którym widać było, że wiele przeżył. Na kartce zgrabnym, ciasnym, pochyłym i dość technicznym pismem podał dokładny adres i godzinę. Wstał, zgarniając ze stołu swoją paczkę papierosów i wrzucając ją wraz z ołówkiem niedbale do plecaka, który narzucił na plecy. Stoliczek obszedł, stając przy Annie i podsuwając jej paragon, jeszcze przez chwilę grając w tą grę na spojrzenia, ostatni raz dzisiaj.
- Ufam, że trafisz bez przeszkód. - To jutro, wiesz? W okolicach jeziora Ładogi. Jeśli wiesz, gdzie szukać informacji może dotrzesz nawet do wzmianki o nieoficjalnych pokazach pirotechnicznych, tylko dla zapaleńców. I szaleńców.

zt
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Krążownik Aurora   Sob Cze 18 2016, 14:12

Oczywiście. Oczywiście, że tak, że gdyby tylko częściej przebywali w jednym miejscu, tylko patrzeć, jak wpadliby znowu w ten stabilny rytm... no, czego? Właśnie zakłóceń, znowu złościłaby się o te przypadki, o codziennie albo bluzkę upaćkaną lodami albo zniszczoną torbę albo zabrany niewłaściwy czas. Czas na zajęcia albo na sprawdzanie prac. Czas, z którym już się pożegnała.
Oczywiście, musiał zaprzeczyć, a to skrajna bujda.
On też wie, jak to jest, usłyszeć tykanie, obroty zębatek w maszynach i je rozpracować, cierpliwie i skrupulatnie. Umie nauczyć się schematów, umie krzyżować kabelki, przekręcać śrubki. Ludzie wcale się aż tak bardzo nie różnią od maszynerii, tylko psują się znacznie częściej. Gdyby tylko zamiast wybuchów polubił słuchać słów, w mig rozgryzł by może nawet i ją.
Pewnie to prawda, pewnie nie będzie mogła zasnąć, oburzona. Co on sobie wyobraża? Że tak po prostu weźmie ten papierek i z nim za przewodnika pójdzie, gdzie tylko on sobie zażyczy?
- Żartujesz sobie chyba, Halićek.
A czemu nie, jak za starych dobrych czasów, kiedy mówienie sobie po nazwisku było wyrazem najwyższej pogardy, perfekcyjnego luzactwa. Spojrzała mimo to na karteczkę. To już jutro.
Trochę już zaplanowała sobie jutro: zrobić pranie, umówić się z Zulą w sprawie jej kontraktu z Minuit. Może pojechać do biblioteki, może odwiedzić rodziców w Moskwie. Owszem, postawił jej kawę, ale czy to wystarczy, by wywrócić jej plan do góry nogami.
Vit odchodzi bez cześć, do widzenia ani pocałuj mnie w dupę. Dokładnie tak jak rozchodzili się mając te szesnaście lat.
Ania na wszelki wypadek chowa karteczkę z adresem do torby, do zamykanej kieszonki z kluczami. Na wszelki wypadek.
A potem biegnie, prawie już spóźniona, sporządzić idealne notatki.

z/t
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Krążownik Aurora   

Powrót do góry Go down
 
Krążownik Aurora
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: