IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieKorytarz   Pią Kwi 01 2016, 03:10

Korytarz

Ze względu na swoje położenie, jest najbardziej reprezentatywnym korytarzem w Akademii. Szeroki na trzy metry, oświetlony kunsztownie wykonanymi żyrandolami i zawsze utrzymany w nienagannym porządku, płynnie łączy się z westybulem, niejako stanowiąc jego przedłużenie. W całości otacza wirydarz, dlatego w przylegających do niego ścianach, w regularnych odstępach umiejscowione są oszklone drzwi wychodzące na krużganki. Pod przeciwległymi ścianami, w niewielkich wnękach, naprzemiennie ustawiono wazy z kwiatami i popiersia dyrektorów Koldovstoretz, które często lubią nagabywać przechodzące tamtędy osoby.
Powrót do góry Go down
avatar

Trust is like a paper. Once it is crumpled it can not be perfect... again.

Kazań, Rosja

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Korytarz   Pią Maj 27 2016, 23:37

Zbliżała się godzina siedemnasta, kiedy Aliszka kroczyła dzielnie korytarzem na pierwszym piętrze w bliżej nieokreślonym kierunku, obładowana dwoma pudłami pełnymi płacht materiału, wstążek, kwiatów, koralików i innych ozdób. Na owych pudełkach leżało luzem kilka par nożyczek. Alisza, razem ze wszystkimi członkami Werniksu, szykowała polanę na zbliżające się wielkimi krokami Dożynki. Jak co roku. Lubiła dekorować pomieszczenia albo, w tym przypadku, polany, na ważne uroczystości w Akademii; lubiła marszczyć materiał na krzesłach i stołach, lubiła dekorować krzesła i stoły kwiatami, lubiła przyszywać do obrusów koraliki, lubiła pleść wieńce i kołacze. Kiedy zabrakło im materiałów, zaoferowała się, że przyniesie jeszcze kilka drobiazgów z zaplecza. Nie sądziła, że znajdzie dwa wielkie pudła, z którymi, nie ukrywajmy, miała pewien problem. Były ciężkie, kolana się pod nią uginały, a jej wątła postawa wcale jej w tym nie pomagała. Gdyby tylko nie chorowała na zmorzycę - w takim wypadku codziennie rano biegałaby dookoła Akademii i robiła ćwiczenia siłowe, ot, na poprawę kondycji. A tak to co? Nawet nie miała kogo poprosić o pomoc - korytarz był opustoszały, pora obiadu minęła, lekcje się skończyły, większość uczniów wylegiwała się na schodach przed Akademią albo w sypialniach. Szła powoli, krok za krokiem, nie widząc nic przed sobą, ponieważ w polu widzenia miała tylko dwa kartony. Powinna poprosić Ulę o pomoc. Albo Andrzeja. Tak, kazałaby mu nieść teraz te ciężkie pudła, a ona szłaby przed nim, wskazując drogę. Dlaczego poszła sama? Uch. Aliszka przeklinała głęboko w serduszku swoją głupotę, stawiając krok za krokiem i zmierzając w kierunku wyjścia z zamku. A przynajmniej tak sądziła, że zmierza w tym kierunku. Jakby jeszcze tego było mało, zachwiała się, potknęła o własne nogi... a następnie runęła na podłogę, na całą zawartość pudeł. Pisnęła cicho, bardziej z zaskoczenia niż z bólu, ale zaraz otrzeźwiała i obejrzała się dokładnie - nigdzie nie widziała krwi, to dobrze. W przeciwnym wypadku musiałaby udać się do pielęgniarki po dyptam, ponieważ jej własny już się skończył. Powinna poprosić matkę w następnym liście, aby przysłała jej więcej. Westchnęła ciężko i powoli zaczęła wkładać rozsypane przedmioty do pudeł.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Czarcie włócznie, Odrodzenie

PisanieRe: Korytarz   Sob Maj 28 2016, 00:07

Nie miałem co ze sobą zrobić. To głupie, wiem. Przecież w szkole zawsze jest co robić. Zwłaszcza na ostatnim roku. Tymczasem ja szwendałem się bez celu, noga za nogą, nie mogąc sobie znaleźć miejsca. Czułem się dziwnie, nie potrafiłem się na niczym skupić. Moje myśli wirowały wszędzie i nigdzie, a jednocześnie cały czas wokół jednej, konkretnej osoby. Od Kołowianków minęło już trochę czasu, a te wydarzenia wciąż odbijały się we mnie niczym echo o ściany jaskini. Nie mogłem uwierzyć jak bardzo mogło to mnie zmienić. Wcześniej nie podejrzewałbym się ani trochę o takie uczucia. Zresztą, nadal z całą pewnością uważam, że nie jestem zdolny do takich odruchów, nie w stosunku do każdego. Okazało się jednak, że wyjątek potwierdza regułę, co mimo wszystko wprawiało mnie samego w zdziwienie. Być może właśnie dlatego pogrążyłem się w tej zadumie, chociaż na pierwszy rzut oka zupełnie nie było tego po mnie widać, bo znudzona obojętność gościła na mojej twarzy na co dzień. Byłem więc bezpieczny, nikt nie mógł dostrzec jak cholernie tęsknię w środku za każdym razem, gdy on znika z mojego pola widzenia. Cholerny Werniks, tak długo jak nie zamierzałem należeć do tego uroczego stowarzyszenia tak musiałem dzielić się nim. Nie było mi to zdecydowanie na rękę, ale wiedziałem też, że jeśli nie chcę, aby Snowid już do końca życia chodził z rumieńcami na twarzy nie mogę wiecznie kręcić się w pobliżu.
Niestety nic nie mogę poradzić, że nogi poniosły mnie znów w jego kierunku. Zauważyłem to dopiero, gdy znalazłem się na pierwszym piętrze, a zza przeszklonych drzwi wyglądało na mnie słońce wirydarza. Zreflektowałem się w porę i zwolniłem, aby zastanowić, gdzie pójście. Wszędzie byle nie tam, gdzie chciałem. Dzięki temu, rozglądając się powoli dookoła zauważyłem drobną sylwetkę mojej kuzynki. Targała jakieś ciężkie pudła. W chwili, kiedy pomyślałem, że może wygiąć się pod ich ciężarem raptownie runęła do przodu. O słodka ironia losu. Zmiąłem w ustach cisnące mi się przekleństwo świadom, że nawet w takiej sytuacji urocza członkini komitetu może mnie ukarać. Nie powstrzymałem się jednak od szybkiego biegu w jej kierunku.
- Alisa - wołam kucając obok niej i ze zgrozą przyglądam się porozrzucanym rzeczą, a wśród nim wyjątkowo niebezpiecznym nożyczkom. Czułbym się winny gdyby ktoś z mojej rodziny zranił się tuż przed moim nosem. - Wszystko w porządku? - pytam lustrując ją czujnym spojrzeniem. Chyba tak, skoro zaczęła już zbierać swoje manatki. - Pomogę ci - oferuję i nie oczekując odpowiedzi podążam jej śladem.
Powrót do góry Go down
avatar

Trust is like a paper. Once it is crumpled it can not be perfect... again.

Kazań, Rosja

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Korytarz   Sob Maj 28 2016, 11:48

Zirytowała się. Dlaczego to ona zawsze musiała być łamagą? Dlaczego to zawsze przytrafiało się jej, a nie Livii Bregović? Albo tej, jak jej tam, Maksimović? Najwyraźniej złe rzeczy zawsze przytrafiały się tylko dobrym ludziom, którzy chcieli wnieść do społeczeństwa odrobinę świeżości, dobra i porządku. Z nieco skonsternowaną miną wkładała do pudeł wszystkie przedmioty, klękając na podłodze i marszcząc nosek. Jak dobrze, że nie miała przy sobie aparatu - upadek na pewno by go uszkodził, w mniejszym lub większym stopniu. Była tak zamyślona, że nie usłyszała zbliżających się do niej kroków. Uniosła głowę, gdy Kasjan wypowiedział jej imię. Uniosła brwi. Jej mina mówiła tylko co ty tutaj robisz?
- Kasjan? - planowała się przywitać tak samo jak on, ale intonacja wyszła jej pytająco. Nie spodziewała się zobaczyć tutaj kuzyna. Nie wiedziała, gdzie zwykle spędzał czas, ale... No... Pewnie tylko się pojedynkował albo czytał książki, a nie przechadzał bez celu korytarzami. A może miał cel? Tylko ona, Alisza, przeszkodziła mu? O Welesie. Oby nie. - Tak, wszystko w porządku - wymruczała prędko pod nosem, składając równo granatowy materiał i wkładając go na spód jednego z pudeł. - Na pewno? Jeśli jesteś zajęty, poradzę sobie sama. Beze mnie i tak nie zaczną, wykorzystaliśmy już wszystko - uśmiechnęła się lekko, w gruncie rzeczy mając dobre intencje. Siedzieli tak przez chwilę w ciszy, wkładając do pudeł wszystkie porozrzucane po kamiennej posadzce przedmioty. Najgorzej było z koralikami - nie wiedziała, kto wpadł na pomysł, aby wpychać je do pudeł luzem, a nie w opakowaniu. Artyści. Pożal się Welesie, artyści. Zaczęła krążyć na kolanach po całej podłodze, szukając koralików wszędzie. Akademia nie musiałaby inwestować krasnoludki, gdyby takie wypadki zdarzały się częściej - Aliszka wyszorowała posadzkę swoimi rajstopami na błysk.
- Szedłeś gdzieś? - zagadnęła po chwili, wrzucając do pudła kilka koralików i obiecując sobie, że wieczorem zrobi porządek na zapleczu Werniksu. Posegreguje wszystko i tak dalej. Wiedziała, że pożalsięwelesieartyści uwielbiają artystyczny nieład, ale był całkowicie niepraktyczny. - Kto wkłada koraliki luzem. Jak znajdę sprawcę, postaram się o szlaban dla niego, tak nie może być, powinien szanować mienie szkoły, a koraliki, niewątpliwie, do nich należą - burknęła. Najchętniej tupnęłaby również nóżką dla efektu, ale - stety albo niestety - nadal klęczała na kolanach. Odłożyła na bok nożyczki, dla nich również planując znaleźć osobne pudełko. - Wyobrażasz sobie ten bałagan panujący na zapleczu? Byłeś tam kiedyś? Skaranie Welesa - jęknęła, prostując się na chwilkę i zaszczycając kuzyna spojrzeniem.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Czarcie włócznie, Odrodzenie

PisanieRe: Korytarz   Pon Maj 30 2016, 20:16

Jak można po coś takiego wysłać kobietę? To naprawdę niedorzeczne. Tylko ci cali artyści mogli wpaść na pomysł równouprawnienia w tej kwestii. Przecież powszechnie wiadomo, że dziewczyny są jednak delikatniejsze i nieprzystosowane do dźwigania takich ciężarów. Zwłaszcza, gdy ograniczają one pole widzenia. Pewnie nie jest ich mało, sporo dziwaków kwalifikujących się do Werniksu chadza korytarzami akademii, na pewno mogliby jej w tym pomóc. Upadek wyglądał poważnie, chociaż może to przez fakt, że rzadko zdarzało mi się w taki sposób tracić równowagę i nie potrafiłem racjonalnie ocenić szkód z odległości, która nas dzieliła. Poza tym Alisa cały czas jawi mi się przed oczami jako moja drobna, młodsza o rok kuzynka, o którą trzeba dbać i wyręczać. Była zdecydowanie inna od mojej nad wyraz chłopięcej przyszywanej siostry, wobec której nigdy nie czułem takiego czegoś.
Kiwam głową na potwierdzenie słysząc to lekkie zawahanie w jej głosie. Nic dziwnego, nie często na siebie wpadamy. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że mimo wspólnego mieszkania parę lat temu i dzielenia murów szkoły nie łączy nas wiele. Dziwi mnie samego, że pozwoliliśmy sobie na takie mijanie. Przyglądam się jej uważnie, chcąc się upewnić, czy na pewno wszystko jest w porządku. Czasem ludzie chcą być dzielniejsi niż są w rzeczywistości. Przekraczanie swoich barier to dobra rzecz, ale nie w każdym przypadku. Tym razem jednak chyba nic się nie stało. Pomagam więc jej uprzątnąć jej powstały na podłodze rozgardiasz, a sporo tego jest. Jednak kiedy znów się odzywa przerywam, gwałtownie unoszę głowę i zamieram z nożyczkami w dłoni.
- Chcesz mi powiedzieć, że wszyscy tam siedzą i się nudzą, a ciebie jedną jedyną wysłali po takie wielkie kartony? Banda idiotów. - Nie mogę w to uwierzyć, jak mogli tak zrobić. Nazwałbym ich o wiele lepszym określeniem, ale ani na chwilę nie zapomniałem z kim mam do czynienia. Może nasze relacje nie były najlepsze, wiedziałem jednak o niej co nieco, a sam fakt należenia do Komitetu kazał mi się mieć na baczności. Nie mogłem się spodziewać, że będzie mieć skrupuły przed ukaraniem mnie ze względu na krew. Tym bardziej to ceniłem.
- Właściwie to nie - odpowiadam szczerze jakoś nie mając ochoty wymyślać jakiegoś kłamstwa na poczekaniu. Przecież każdy może mieć ochotę powłóczyć się po prostu samemu z własnymi myślami. Komu jak komu, ale mi ostatnio wyjątkowo się to należało. Potrzebowałem poukładać sobie kilka spraw, które ostatnio rozwinęły się gwałtownie i niespodziewanie. Cieszę się, że na nią wpadłem, nawet tak niefortunnie. Uśmiecham się bezwiednie słysząc jej pomstowanie. - Alisa? - zagaduję. - Wyluzuj. To tylko koraliki, pozbieram je wszystkie, nic takiego się nie stało. - Mam wrażenie, że jest potwornie spięta, gdy coś nie idzie po jej myśli. - Nie, nigdy tam nie byłem. Werniks to zupełnie nie moja bajka. - Nie jestem aż tak uparty, żeby się pchać tam, gdzie nie pasowałem. Umiem odpuścić w odpowiednim momencie, przyznać się, kiedy coś mi nie wychodzi. Nawet jeśli okropnie przez to tęsknię.
Powrót do góry Go down
avatar

Trust is like a paper. Once it is crumpled it can not be perfect... again.

Kazań, Rosja

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Korytarz   Sro Cze 01 2016, 18:20

Do tej pracy Aliszka zgłosiła się sama - opiekun Werniksu wspominał tylko o kilku drobiazgach znajdujących się w pudle, a i tak nikt nie kwapił się do wycieczki do zamku. Gdyby Alisza wiedziała wcześniej, na co się pisze, również by się nie zgodziła; nawet pomogłaby nauczycielowi w wyborze właściwego, silnego ucznia, do których niewątpliwie zaliczał się Andriej. W gruncie rzeczy Andriej nie wyglądał na umięśnionego, ale skoro miał siłę, aby obrażać Aliszkę, na pewno miał też siłę na noszenie pudeł. Poza tym trudno było w Werniksie o chłopców, nic więc dziwnego, że większość czynności i tak wykonywały dziewczęta. Andriej, Beso, Lola i Snowid. Czterech chłopców zafascynowanych sztuką i przygotowywaniem uroczystości szkolnych. Resztę stowarzyszenia, niestety - albo całkiem stety - stanowiły dziewczęta. W tym Alisza, która w tej chwili zbierała nerwowo koraliki z połogi, mając nadzieję, że nikt nie zobaczy, jak brudzi kolana na posadzce. Członkini Komitetu Dyscyplinarnego klęcząca na kolanach, na jednym z głównym korytarzy. Nie potrzebowała większej ilości plotek na swój temat, a które, niewątpliwie, powstawały każdego dnia. Wiele razy słyszała już poszeptywania o tym, że prawdopodobnie połknęła kij od szczotki, ponieważ jest bardzo sztywna, albo że nie wyskoczyłaby z łona matki, gdyby nie usłyszała pozwolenia. Uroki przykładnego życia.
- Zgłosiłam się sama, bo to miał być jeden karton z drobiazgami, tak mówił nauczyciel - westchnęła cichutko, uśmiechając się do Kasjana nieco smutno, z rezygnacją. Wypuściła powietrze z płuc, ciężko, ramiona jej opadły. Zmorzyca to taka piękna choroba. Na co dzień Aliszka nic sobie z niej nie robiła, w końcu nie była tak uporczywa jak kurze płucko, na które chorował Snowid. Może nieco zbyt często odczuwała silne zmęczenie, może sińce pod jej oczami były ciemniejsze niż u przeciętnego ucznia, jednak dawała sobie radę i starała się ze wszystkich sił, aby wypełniać nie tylko swoje szkolne obowiązki, ale również angażować się do nadprogramowych przedsięwzięć. Dziś rano, na nieszczęście, zapomniała wypić napar poprawiający witalność - gdyby wiedziała, z czym przyjdzie jej się zmierzyć na spotkaniu kółka, wypiłaby dwie porcje.
- Banda idiotów? Przecież jest tam też Snowid - zauważyła nagle Aliszka trafnie, zupełnie nie zdając sobie sprawy, jaką burzę w umyśle Kasjana mogła rozpętać tymi kilkoma niewinnymi słówkami. W głowie Karamazovej Kasjan i Snowid stanowili bardzo dobraną dwójkę przyjaciół, gdzie jeden wspierał drugiego i odwrotnie. Ich relacja przypominała nieco jej relację ze Slavą. Nic nie odpowiedziała, kiedy Kasjan stwierdził, że po prostu błąkał się bez celu po szkole. Może nieco uniosła brwi ze zdziwieniem, ale nie skomentowała tego - szanowała go i to była jego sprawa, w jaki sposób spędzał czas. Aliszka miała zbyt wiele spraw na głowie, aby móc pozwolić sobie na bezowocne spacery po zamku. Te rozmyślania uświadomiły jej, że jeszcze dzisiaj powinna zacząć pisać referat z alchemii. Co prawda nauczyciel zadał go dzisiaj, i miała na napisanie go dwa tygodnie, ale - znając ją - będzie miała pewne problemy z napisaniem czegoś konkretnego. Kiedy Kasjan każe jej wyluzować, mruczy pod nosem jakieś niezrozumiałe frazy. - Jestem wyluzowana, nie wiem o co ci chodzi, po prostu denerwuje mnie jak kto nie dba o porządek - marudziła, zbierając wszystkie ozdoby do pudła. Takie chwile zdarzało się rzadko - nawet jej współlokatorki zdążyły się nauczyć przez ostatnie siedem lat, że nie powinny zostawiać po sobie bałaganu, jeśli nie chcą mieć na głowie rozgniewanej członkini Komitetu, która, tak na marginesie, była pedantką. - Spotkania są całkiem interesujące, jeśli lubi się sztukę - powiedziała po chwili. - Chociaż ostatnio z Werniksu zrezygnowały dwie dziewczyny z dziewiątej klasy. Anya i Katya, kojarzysz je? Naprawdę macie aż tak wiele zajęć w ostatniej klasie? - spytała po chwili, przechylając głowę na bok i zerkając z ciekawością na Kasjana. Zamarła w bezruchu, trzymając w dłoniach kilka ostatnich koralików.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Czarcie włócznie, Odrodzenie

PisanieRe: Korytarz   Sob Cze 04 2016, 12:48

Zazwyczaj nie bywam w gorącej wodzie kąpany. Nad spontaniczne decyzje zdecydowanie przekładam chłodny osąd, który po prostu okazuje się być najlepszy. Teraz też w mojej głowie ruszyły wszelkie trybiki analizujące na chłodno tę sytuację. Sam nie wiem, normalnie nie przejąłbym się chyba zbytnio. Upadła to upadła. Przecież nie można płakać nad rozlanym mlekiem ani cofnąć czasu. Można najwyżej pozbierać powstały bałagan, otrzepać kolana z kurzu i ruszyć dalej. Tylko tyle, aż tyle. Szkopuł w tym, że teraz chodziło o moją kuzynkę. Nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego nagle uruchomił się we mnie taki instynkt opiekuńczy. Nie jestem tego typu człowiekiem. Nie analizuję tej kwestii, zostawiam ją na później z resztą spraw, które odłożyłem na piętrzącą się niebezpiecznie stertę. - Nauczyciele zawsze tak mówią - odpowiadam cicho i nie jestem pewien czy jej, czy bardziej sobie. Wciąż mnie to drażni. Żadna koleżanka nie zaoferowała, że pójdzie z nią? Chociażby dla zwykłego dotrzymania towarzystwa? Rozumiem tę całą inność artystów, ale czy to nie lekka przesada? Nie można być indywidualistą we wszystkim. Raptownie przerywam zbieranie wstążek i spoglądam na Alisę, gdy wspomina o Snowidzie. On chyba naprawdę jest moim przeznaczeniem i przekleństwem skoro przewija się nawet w tak powierzchownej rozmowie. Nie mogę powstrzymać parsknięcia śmiechu, kiedy przez moje myśli przewija się obraz dzielnego Wrońskiego postanawiającego wyręczyć niewiastę i niosącego te dwa kartony. Mogę się założyć, że upadłby wcześniej niż ona. Błyskam zębami w jej stronę, wciąż rozbawiony. - Wyjątek potwierdza regułę. Poza tym widzisz go mówiącego coś na forum albo niosącego to za ciebie? - Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal, więc nie obrazi się za to na mnie. Poza tym istnieje jeszcze stara jak świat zasada mówiąca, że kto się czubi ten się lubi. A my się lubimy, bardzo.
Poprawiłem sobie ten humor, a na pewno umiliłem czas oczekiwania na mojego niedoszłego pogromcę kartonów. Cieszę się, że wpadłem na Aliszkę, bo mam wrażenie, że nie wiele brakowało do totalnego rozprzężenia się naszych stosunków. Nie było nam po drodze, jesteśmy przecież tak różni. Widać to nawet teraz, kiedy mruczy pod nosem niezadowolona, gdy każę jej trochę spuścić z tonu. Też nie przepadam za bałaganem, ale to już chyba trochę skrajne podejście. - Właśnie widzę. Jak możesz należeć do Werniksu skoro nie czujesz tego artystycznego nieładu? - rzucam pogodnym tonem, nie chcę jej wkurzyć czy umniejszyć, ale nie mogę się powstrzymać przed wbiciem jej tej drobnej szpileczki. - Pewnie tak, ale ja niestety w ogóle jej nie czuję. - Jedyną moją wrażliwością na tę całą sztukę jest wyhaftowana chustka, z którą się nie rozstaję. Poza tym nie umiem powiedzieć nic więcej ponad to czy coś jest ładne, czy może wręcz przeciwnie. Cóż, nieszczególnie mi to przeszkadza, każdy lubi co innego. - Chyba obiły mi się o uszy te imiona. Pracy jest sporo, ale jak dla mnie to norma. Pytanie, czy ktoś umie właściwie rozplanować sobie czas - mówię wkładając kolejne przedmioty do kartonów. Chyba bliżej nam do końca. Te kartony musiały być zaczarowana, bo niemożliwe, żeby normalnie tyle się w nich mieściło. - A tobie jak idzie? Chyba nieźle skoro jesteś w Komitecie Uczniowskim - zagajam, szczerze ciekawe jak brzmi jej własna opinia, a nie tylko zawistne plotki, których pełno, zresztą o wszystkich. Ludzie zawsze gadali, gadają i będą gadać. - Wiesz co, może pójdziemy do jadalni? Trochę zgłodniałem, Co ty na to? - proponuję po chwili namysłu, wolnym krokiem prowadząc Alisę w kierunku tego miejsca.

Alisa i Kasjan z tematu
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Korytarz   

Powrót do góry Go down
 
Korytarz
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: