IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Obserwatorium

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieObserwatorium   Pią Kwi 01 2016, 02:40

Obserwatorium

Obserwatorium zbudowane zostało w niewielkim wzniesieniu w pobliżu szkoły, na terenie najmniej zasłoniętym przez drzewa. Polana, która je otacza ma średnicę około pięciuset metrów i ogrodzona została zwykłym, drewnianym płotem. W środku pagórka znajduje się przestronna komnata o kopulastym sklepieniu, na którym wyrysowano dokładną mapę nieba. Tuż pod nim, wokół całego pomieszczenia, biegnie żelazny balkon z dziesięcioma stanowiskami obserwacyjnymi, zaś przy każdym z nich umieszczony został teleskop, nieduża szafka z mapami astrologicznymi oraz okrągły, drewniany taboret.
Powrót do góry Go down
avatar


nieznana

poświst

23 lata

ubogi

pomocnik borowego

PisanieRe: Obserwatorium   Wto Lip 12 2016, 00:31

Samotne błąkanie się między drzewami, polanami i niewielkimi budynkami, rozrzuconymi śmiało po całym terenie akademii mogłoby stać się profesją lub dyscypliną sportową, w której niejeden osiągnąłby szczególne wyniki. Trenowane od dziecka, choć często przerywane cichymi chichotami lub szorstkim głosem, opanowane niemal do perfekcji. Nogi przyzwyczajone do pokonywania długich dystansów nie czuły odległości. Zawodziły, nie mierząc jak daleko od domu zaszły. Mogłyby przejść pół świata i nawet by się nie zorientowały, zafascynowane co raz to nowym rodzajem podłoża, po którym stąpały.
W samotności był spokój. Była wolność. Błąkanie stanowiło w tej samotności wisienkę na torcie, nie pozwalało zastygnąć w miejscu. Rozwijało na swój własny, pokręcony sposób.
Gdyby drzewa mogły mówić, jak mówiły zwierzęta, gdyby ich głos rozbrzmiewał w myślach utkwionych w dalekich galaktykach, samotność możliwa byłaby tylko na pustyni lub w dalekiej, dalekiej przestrzeni kosmicznej.
A jednak drzewa, jak i zwierzęta, dodawały otuchy w tej samotności, która przecież nie była ciążącym zaklęciem, a raczej wybawieniem i przyjemnym mrowieniem. Szkoda, że drzewa nie mówiły. Na szczęście zwierzęta teraz milczały.
Kroki stawiane z różną częstotliwością, w różnych od siebie odstępach prowadziły w nieznane. Umysł wyłączony, pogrążony w chęciach rozszyfrowania cichej mowy, przerzedzających się drzew nie rejestrował co najmniej połowy świata, jaki dział się dookoła.
Las stanowił nieznane. Był opowieścią, legendą, historią, której prawdziwy bieg nigdy nie zostanie odkryty. A jednak Soso znał część tej opowieści, opowiedzianą przez istoty najbardziej temu lasu oddane, stanowiące znaczący rozdział baśni, którą opowiadały. Często te historie opowiadane w chwilach bieżących prowadziły w miejsca, których odkrycie i poznanie było fascynującym wyzwaniem. Dziś jednak, tej gwieździstej nocy o niebie bezchmurnym i przejrzystym, zwierzęta milczały. Mowy drzew nie rozumiał.
Samotność dzisiejszego wieczoru naprawdę stanowiła definicję tego słowa. Nie była metaforą i przenośnią. Nie była stanem umysłu. Była pustką, roztaczającą się dookoła. Bo w końcu nawet drzewa znikły za zimnym murem. Został tylko on i niebo widoczne przez małą dziurkę w kawałku tworzywa sztucznego.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

nieznana

20 lat

biedny

PisanieRe: Obserwatorium   Wto Lip 12 2016, 00:56

Soso ty jesteś tak blisko natury, jak Gita daleko jest od niej. Nigdy nie była jej bliska fauna i flora, nigdy nie chciała, aby się to zmieniło. Wiedziała do czego dodać lubczyk, jak najlepiej poszatkować pietruszkę i na co dobra jest mięta, ale była to wiedza nabyta z przymusu, którą teraz wykorzystywała w podobny sposób, co parę lat temu, nie zastanawiając się jednak bardziej nad tym, co właściwie robi, przecież to wszystko kojarzyło jej się tylko i wyłącznie z kuchnią, w której spędziła tyle lat, przenikając już pewnie do kości zapachem parzonych dla pani domu ziół, na dobry sen. Do zwierząt też nigdy nie było jej blisko, bo nigdy żadnego nie posiadała, ani nie musiała się żadnym opiekować. Chwała bogom, chyba, odpowiedzialność za istoty żywe nie była jej ulubionym zajęciem. Nawet jej korgorusz nie był w stanie przyjąć żadnej znanej zwierzęcej postaci, miotając się pośród nieokreślonych kształtów, ni to geometryczne, ni dekoracyjne. Najbliżej do zaprzyjaźnienia się ze zwierzęciem miała śpiąc pod pierzyną, a i to nie zdarzało się często. Służbie nie przydzielano dobrej pościeli. A teraz, kiedy nie mieszkała już w tym wielkim domu, na dobrą kołdrę nie było jej stać. Może kiedyś. Może nie z pierza, na inne rozrywki wyda w końcu zarobione pieniądze.
- Miałam nadzieję, że nikogo tu nie będzie. – Niewiele czasu minęło odkąd opuściła mury szkolne, choć wcale nigdy się do nich nie przyzwyczaiła, teraz nie czuła się tutaj tak obco, jak kiedyś. W obserwatorium zjawia się parę minut po Soso, zaledwie, jakby ją diabeł przyhulał, akurat na złość twojemu życzeniu samotności. A może wcale nie będzie przeszkadzać, świetnie wtapiała się w tło, nie będąc nawet jego integralną częścią, ale niczym, małym rybikiem schowanym w fudze pięknych kafelek. Miała nadzieję, że nikogo tu nie będzie nie dlatego, że chciała tę noc spędzić podobnie, w odosobnieniu, ale dlatego, że wcale nie wolno było jej tu być. Przecież była już tylko jedną z wielu absolwentek. Przy dobrych wiatrach większość kadry się nie zorientuje i wlepi jej szlaban za szlajanie się po nocy. Przy gorszych wiatrach, tych prosto w oczy, wyląduje na łeb na szyję po drugiej stronie lustra, w Petersburgu, z dożywotnim zakazem zbliżania się w rejony nie tylko zamku, ale i obserwatorium. A gdzie, jeśli nie tu, na dobrze znanym sobie terenie mogła zaobserwować niebo? Soso, ale ty jej chyba nie wyrzucisz, co?
Pod ręką ma tubę, zrobioną z opakowania po mugolskich tapetach, a w niej schowane brystole i ołówek, który pamięta jeszcze jej nastoletnie szkice. Jeśli klient mówi, że chce na sklepieniu mapę nieba, to będzie mapa nieba. Najpierw jednak Gita musiała poznać ją sama, bo nie stać jej było, na współpracę z kimś, kto zna podniebne atlasy lepiej niż swój numer pesel.
- Cześć. – Cisza przerwana powitaniem ustępuje miejsca pogłosowi na parę sekund, który zdaje się wibrować z każdym krokiem Gity, zmniejszającym odległość od mężczyzny. A i tak zachowuje swój dystans, tych paru metrów, niezbędnych jej do prawidłowego funkcjonowania.
Powrót do góry Go down
avatar


nieznana

poświst

23 lata

ubogi

pomocnik borowego

PisanieRe: Obserwatorium   Wto Lip 12 2016, 13:16

Natura stanowiła najistotniejszą część jego życia. Przenikała przez każdą płaszczyznę jego jestestwa, nie oszczędzając żadnego aspektu jego osoby. Wychował się pośród niej, żył zawsze nieopodal. Była nim, a on był nią. Nie tylko ze względu na dar, jakim został obdarzony. Nawet bez niego zawsze najlepiej odnajdywał się wśród tego, co poza kamiennymi murami. To był jego prawdziwy dom. Żałował tylko, że nie flory nie może zrozumieć równie dobrze jak fauny. Nadrabiał zwykłym szacunkiem, którym darzył każdy liść na będący na drzewie, każdy z niego spadający, źdźbła trawy i wiatr poruszający wszystkim, co żywe. Czasem chciał być tym wiatrem.
Gdyby te kilkanaście lat temu, gdy jeszcze biegał między zieleniącymi się wiosną latoroślami, beztrosko i z zalęgniętą myślą, że zostanie tam do końca życia, ktoś powiedział mu o cudach, jakie wkroczą dziarsko w jego życie, przewracając je do góry nogami; nie uwierzyłby. Mimo, iż umysł miał zawsze otwarty. Mimo, iż wyobraźnia zawsze nosiła go daleko przed siebie. Był świat fikcji i była rzeczywistość. Obie odgrodzone grubą, sztywną linią, stanowiącą granicę, której nie dało się przekroczyć. Teraz tej linii dawno już nie było. Ślad po niej zanikł dawno, a robił to gwałtownie i boleśnie, jakby ktoś walił w nią młotem. W zaniknięciu tej granicy nie było nic naturalnego. Przez wiele lat świat, w jakim przyszło mu żyć, wydawał się być tylko snem, z którego zaraz miał się obudzić. Na początku chciał tego bardzo. Ten świat był niemal koszmarem. Teraz… teraz wolał pozostać między tymi obłokami. Bo jeśli była to fikcja, stanowiła o wiele lepsze ramy życia, niż rzeczywistość.
Zazwyczaj czujny, zazwyczaj przygotowany, uprzedzony o czyjejś obecności najmniejszym jego ruchem; ale nie dzisiaj, nie teraz, zbyt pogrążony we własnym świecie, zbyt błądzący w odległych galaktykach. Nie zwrócił uwagi, że ktoś nadchodzi- a może wcale mu to nie przeszkadzało? Nie usłyszał kroków, oddechu, zmiany w ruchu powietrza. Wielka przestrzeń oglądana przez małą dziurkę teleskopu pochłaniała każdy aspekt jego uwagi. Wszechświat był wielki, a on w nim taki mały.
Głos, który przerwał ciszę i wrażenie samotności dotarł do niego z opóźnieniem. Gładki i łagodny, jakby znajomy, choć pierwsze wrażenie nie pozwoliło rozpoznać skąd. Włosy zafalowały pod nagłym ruchem ramion, lekkim wzdrygnięciem. Głowa odwróciła się w stronę głosu, oderwana od teleskopu, z którym jeszcze przed chwilą stanowiła jedność. Twarz widziana zza parawanu długich włosów, potarganych przez wiatr, wydawała się niewyraźna. Dopiero ręka, która uwolniła oczy od utrudnienia, chowając kosmyki za uchem, przyczyniła się do połączenia tego głosu z właściwą twarzą nie tylko tu i teraz, ale w dalekich zakamarkach umysłu, kontrolujących emocje i zachowanie.
-Cześć- odpowiedział krótko, głosem ochrypłym, który używany częściej w myślach brzmiał tam nieco inaczej. Okazji do rozgrzania strun głosowych nie miał dzisiaj zbyt wiele.
-Byłaś tu wcześniej?- nie wiedział, nie zwrócił uwagi. Nie słyszał, gdy przyszła, musiała więc tu być. Musiał jej nie zauważyć. Jak to możliwe?
Przerywanie jego samotności nie stanowiło problemu. Nigdy nie miał tego za złe. Była jego nieodłączną towarzyszką, czasem mógł ją więc zmienić, choć z własnej woli robił to niechętnie i raczej rzadko. Ludzi, w przeciwieństwie do zwierząt, nie rozumiał tak dobrze. Nawet się nie starał.
A jeśli chodzi o łamanie zasad- sam robił to zbyt często, by oceniać i osądzać pod tym względem innych. Twoje tajemnice są przy nim bezpieczne, Gito, przecież był tu sam przez cały czas.

Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

nieznana

20 lat

biedny

PisanieRe: Obserwatorium   Sro Lip 13 2016, 12:58

Gita natomiast nie dogadywała się ani z ludźmi ani ze zwierzętami, z każdą z grup mając chyba podobny problem, szczególnie, gdy znajdowali się za blisko. Niewykluczone, że gdyby była wychowywana w innych warunkach, bliżej natury, to jej cyniczny charakter i tak prędzej czy później znalazłby drogę na powierzchnię. Nie potrafiła zachwycać się letnim, delikatnym deszczem, spacerem boso po ozdobionej rosą trawie, czy wiatrem, którym z pewnością nie chciałaby by być. Gdyby mogła wybrać czym mogłaby być pewnie wybrałaby rodzynkę, drewniany klocek, który podkłada się pod drzwi, aby się nie zamykały lub najzwyklejszy koc. To by jej całkiem odpowiadało. Nigdy nie była leniwa, ale w ten sposób mogłaby znajdować się przez większość czasu w stanie spoczynku, mając wolne od interakcji.
Nie była też nigdy specjalnie czujna, ale zawsze przygotowana. Aby czmychnąć w odpowiednim momencie, żeby dygnąć tak, jak powinna, w zależności od statusu osoby, przed którą schylała głowę, na powitanie, aby wykonać prośbę, na pożegnanie i przy wielu innych podobnych okazjach. Czynności wykonywane automatycznie, w które Gita nie wkładała krzty szacunku, ale nie robiła też niczego ostentacyjnie, zawsze stanowiąc tło i nie wychylając się. W końcu mało ludzi miało pojęcie o tym, jaki naprawdę ma charakter i podejście do życia. Zresztą to wcale nie były ciekawe rzeczy, dużo wywracania oczami i czarnych, ciężkich, obszernych płacht, które zasłaniały tą ukrytą kreatywność.. Chociaż nie przyznałaby się do tego pewnie nigdy zawartość głowy Soso mogłaby stanowić dla niej całkiem niezła inspirację, pomimo tego jaką ignorantką była w kwestii sił przyrody. Ale takie ładne rzeczy, wyłupać, wydrzeć, wygłaskać i przelać na projekty, połączyć kabelkami, co parę centymetrów podwieszając żaróweczki, gdyby powyjmowała wszystkie jego pasje i zamknęła je w szklanych bańkach, aby oświetlały pomieszczenie, pewnie zajęłyby sporą część obserwatorium. Ale nie zrobi tego. Bo nie leży to w jej strefie zainteresowań.
Może też powinna zadbać o włosy, a nie pozwalać im układać się na wszystkie możliwe strony, ale odkąd nie musiała mieć ich spiętych w ciasny kok lub starannie ułożony warkocz po szczotkę sięgała jak jej się przypomniało. Z powodzeniem mogłaby stanąć na jednym z pól w roli stracha na wróble i nie miałaby z tego powodu najmniejszego problemu, to mogłaby być całkiem przyjemna praca. Powinna się nad tym poważnie zastanowić i poszukać jakiegoś pola na pół etatu. Gdyby państwo, u których pracowała całe życie dowiedzieli się, że zarabia stojąc na polu na pewno pokiwaliby głową mówiliśmy, mówiliśmy, że bez nas niczego nie osiągniesz. Tak, jakby mogła coś osiągnąć parząc herbatę i podając posiłki. Może za pięćdziesiąt lat awansowałaby i dostała swój własny pokój, a nie ten, który dzieliła z innymi dziewczętami. Żyć, nie umierać.
Wcześniej? Wzruszyła ramionami, odkładając swoją tubę na podłogę. Wcześniej przed nim, czy wcześniej kiedykolwiek? Chyba powinna o to zapytać, aby doprecyzował, ale przecież nie zrobi tego, jest Gita.
- Jakie to ma znaczenie? – Wielu pewnie pomyślałoby, że mogłaby być milsza, ale problem polegał na tym, że Gita wcale nie była niemiła i złośliwa aby dopiec wszystkim wokół. Przeciwnie, nie czuła potrzeby aby silić się na uprzejmości w każdej sytuacji i do każdego. Miła mogłaby być do kogoś, z kim sympatyzuje, ale w neutralnych sytuacjach? Za dużo wysiłku. Kiwa głową wskazując brodą na teleskop.
- Potrzebujesz tego teraz pilnie? Czy eksplorujesz niebo w ramach rozrywki?
Powrót do góry Go down
avatar


nieznana

poświst

23 lata

ubogi

pomocnik borowego

PisanieRe: Obserwatorium   Sro Lip 13 2016, 22:39

Wolność od interakcji, wykluczając tylko te z naturą, które były niemalże jednymi (poza pewnymi wyjątkami), które tolerował, była stanem błogosławionym. Jeśli coś miało ich z Gitą łączyć, to właśnie to. Choć sama istota tego stanu stanowiła istotne zaprzeczenie jakiegokolwiek połączenia. Przecież i ono stanowiło swego rodzaju interakcję. Może lepiej niech trwają w niebycie, poddając się słodkiemu lenistwu społecznemu?
Czasem jednak to, od czego uciekamy tak bardzo, staje się tym, do czego dążymy. To, czego nie rozumiemy jednym, co ma sens. Może tak stanie się kiedyś i z nimi? Może świat Gity obróci się na tyle, by dostrzegła piękno i spokój, jakie płynęły z natury. Może Soso pokocha przedmioty, mając dość nieswoich szeptów pomiędzy myślami. Może.
Myśli kontrfaktyczne zajmowały zdecydowanie zbyt wiele miejsca w umyśle, otoczonym bujną czupryną, ułożonych wiatrem włosów, w których znajdowały się pozostałości po naturze, z jaką obcował całymi dniami. To pewnie przez nie, zbyt pogrążony w swym świecie, w przeciwieństwie do Gity, rzadko robił to, co powinien. Rzadko reagował tak, jak od niego oczekiwano, lub jak wymagała sytuacja. Najczęściej nie reagował wcale, albo minimalnie, nigdy przesadnie. Reaktywność nie była u niego na najwyższym poziomie, osądzając go czasem o zbytnią flegmatyczność, której zaparcie się wyrzekał (i słusznie). Wszystko przez zbytnie pogrążenie w myślach i szeptach.
Chęć zajrzenia do jego głowy, szczególnie w celu zaczerpnięcia inspiracji, wypowiedziana na głos z całą pewnością wywołałaby osłupienie, zdziwienie i ostatecznie śmiech, przypominający raczej histeryczny, niż wyśmiewaczy czy pogardliwy. Mógł ją zapewnić, choć tylko w myślach, że znał o wiele ciekawsze i bardziej inspirujące umysły. Jego był po prostu przepełniony szeptami istot, które nie porozumiewały się z ludźmi za pomocą słów. Nie lubił nazywać ich zwierzętami. Czuł się wtedy, jakby odbierał im coś cennego. Coś na kształt duszy.
Dziewczynie przyglądał się uważnie. Już wyprostowany, trochę zbyt sztywny, ale za to z włosami opanowanymi do akceptowalnego stopnia. Zmarszczył brwi. Tylko lekko, prawie niezauważalnie, a potem przybrał kamienny wyraz twarzy.-Nie ma. Tylko nie wiem czy cię nie widziałem, czy nie słyszałem. A chciałbym wiedzieć.- nie, nie przejmował się rzeczami, jakie obchodziły zwykłego homo sapiens sapiens (o ile magiczna krew płynąca w brudnych żyłach nie separowała ich od tego gatunku). Jego świat rządził się innymi prawami i inne były w nim priorytety. W sumie nie wiedział dlaczego to było tak istotne. Po prostu było. Gdzieś w głębi jego dumy i samoświadomości. Jakby stanowiło podwaliny jego tu i teraz, choć była to głównie tylko ciekawość. Taka, którą sprawdzi samego siebie.
Przeniósł wzrok na sztuczne tworzywo zlepione w tubowaty kształt, na którym opierał rękę i które stanowiło aktualnie jego okno do wszechświata. Zastanowił się moment, czemu towarzyszyło lekkie zaciśnięcie warg.
-Nie potrzebuję.- rękę, którą zwolnił z teleskopu włożył do kieszeni spodni. Odstąpił krok do tyłu i bezceremonialnie przyglądał się dziewczynie. –Znasz się na tym?- zapytał po chwili namysłu. Niebo zawsze go fascynowało. Nie tylko to jasne, rażące swoim błękitem, między którym najczęściej latał w swych snach, ale również to głębokie, dalekie i nieznane, gdzie żaden ptak nie doleci, gdzie gwiazdy świecą jaśniej niż słońce i gdzie noc jest o wiele ciemniejsza. –Na niebie.- dodał po chwili.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

nieznana

20 lat

biedny

PisanieRe: Obserwatorium   Czw Lip 28 2016, 15:50

Co się tak jej przyglądasz? Wyjątkowa nie jest. Ani brzydka, ani ładna, do standardowego ominięcia wzrokiem. Nadzwyczajnie przebiegła też nie, aby cię tak zachodzić tutaj od tyłu ze złą intencją na ramieniu. Wcale nie wyczytasz z jej twarzy, czy przyszła tutaj wcześniej, czy później i jaki w tym miała cel. Nawet, gdybyś był dobry w odczytywaniu ludzkich gestów i najmniejszych zmian mimicznych, to Gita od dziecka jako dobrze służące tło potrafiła swoją facjatą operować tak, aby nie wyrażać żadnych emocji. Zresztą i tak niewiele ich miała. Po co się emocjonować, kiedy można skręcać śrubki? Z kieszeni wyjmuje cukiereczka i przez chwilę srebrny papierek szeleści rozpraszając ciszę, odbijając wątłe, białe światło księżyca. Bezczelne przedłużanie czasu odpowiedzi, wcale jakby się nie namyślała, czy powiedzieć prawdę, czy nie, ale pozwalając mu czekać chwilę w napięciu, zanim się dowie, który z jego zmysłów go dzisiaj zawiódł. A tak naprawdę dawała sobie czas na uporanie się z krówką mordoklejką, pomimo tego, że doskonale wiedziała, jak upierdliwe są te cukierki, to przecież nie będzie się spieszyć. Nigdy się nie spieszyła. Minęło co najmniej pół minuty przeżuwania i ciumkania, zanim z obolałą już szczęką była w stanie odpowiedzieć bez zniekształcania słów.
-[/b] Już tu byłeś. Kiedy przyszłam.[/b] – Aha! A więc to słuch cię zawiódł kochany. Wzrok byłby jeszcze usprawiedliwiony, przecież ciemno tu jak w piwnicy piekielnej, ale słuch? Te grube ściany doskonale radzą sobie z zadaniem, by nie wpuszczać do obserwatorium rozpraszających dźwięków z zewnątrz. Nie miej sobie tego za złe, Gita nigdy nie należała do osób o ciężkim chodzie.
Odłożyła swoją tubę na podłogę i podeszła do teleskopu, nie za blisko jednak, wciąż trzymając dystans, w końcu Soso wcale daleko się nie odsunął. Jej sfera osobista była wyjątkowo rozległa i ciągnęła się o wiele dalej, niż te przeciętnego człowieka, na wyciągnięcie ramion. Jej ramiona musiałyby mieć chyba kilka metrów. Nic dziwnego, że nigdy z nikim nie nawiązała bliższych relacji, skoro miała problem nawet z rozmową na odległość mniejszą niż dwa metry. W takich sytuacjach cała jej zabarwiona bezczelnością pewność siebie odpływała w widoczny sposób, której nie zamaskowała nawet pokerowa twarz. Co jej po martwej mimice, kiedy kroki ma zbyt ostrożne. Nie była też przyzwyczajenia do natarczywych spojrzeń, wręcz przeciwnie, zazwyczaj unikania spoglądania na nią, przecież tak niewiele znaczyła dla otoczenia.
Prześlizguje wzrok na przyrząd, unosząc do niego jedną dłoń, nawet nachylając się już, kiedy pytanie Soso odwraca jej uwagę. Do tego stopnia, że nawet się uśmiecha, obnażając zęby, chociaż uśmiechy Gity nigdy nie były piękne, bo nie obejmowały oczu. Mechaniczne, chociaż wcale nie nieszczere.
- Nie. Nie do końca. Na tyle, na ile zdołano nauczyć nas w szkole. – Podstawy podstaw, ale tylko tym mogła się teraz posiłkować. Chyba, że Soso znał się lepiej i z niewiadomych powodów chciałby jej pomóc.
Powrót do góry Go down
avatar


nieznana

poświst

23 lata

ubogi

pomocnik borowego

PisanieRe: Obserwatorium   Sro Paź 19 2016, 18:58

Myślowe roztargnienie, czasem trzymające się jego zmysłów zbyt mocno, i dziś dało o sobie znać. Uciekł ścieżkami nieodkrytymi, po krętych i niebezpiecznych terenach wyobraźni, zbyt skupiony na świecie wewnętrznym – nic dziwnego, że nie usłyszał, choć być może ruch by zauważył.
Może myśli zbyt oderwane od sprawy przyziemnych, oddychające z ulgą od braku szeptów, zazwyczaj jego duszy przyjemnych, zatraciły się zbytnio w niebnym bezkresie, próbując rozszyfrować mowę gwiazd.
Przymus klasyfikacji w jednym ze spektrów nie pozwalał na umieszczenie Soso w kategorii twardo stąpającego po ziemi – nie spełniał zbyt wielu kryteriów. Sytuacje, nie jedna i więcej, niż kilka, potrafiły jednak wyrwać go z błogosławionego stanu beztroskich myśli i sprawić, że zachowanie należało do jak najbardziej trzeźwych. Dziś jednak, teraz, w obecności miliona gwiazd, nie był tak ostrożny. Błąkający umysł nie miał tego Gicie za złe. Pojawiła się jak cień, ledwie zauważona, a z cieniem potrafił sobie radzić. Nie stanowił zagrożenia – tak samo, jak i ona go nie stanowiła.
Mogli grać w grę na dystanse. Oddalać się od siebie i zbliżać, badając granice, jakie wokół siebie wyznaczyli. Mogli sprawdzać swoją tolerancję, wytrzymałość i odporność. Mogli to wszystko, a mogli też nie robić nic. Zostać w miejscu. Po cichu, z dystansem, a jednak zaznaczając swoją obecność choćby samym oddychaniem. Bo był tu. Wcześniej, niż ona. Być może mógłby się usunąć. Odejść w dal, wciąż swoimi ścieżkami – ale wolał zostać. Czy to z ciekawości, czy z braku perspektyw, czy może wolności od nieswoich myśli.
Ten jeden krok w tył był wystarczającym dystansem, choć jego granice miały równie słabą tolerancję. Został. Nie ruszył się z miejsca, wciąż bacznie wodząc wzrokiem za każdym ruchem dziewczyny z cienia.
- Hm – Jeśli słuch Gity jest choć odrobinę lepszy od Soso – być może usłyszała. Mogła ten dźwięk, który wydobył się z głębi jego gardła, pomylić z podmuchem wiatru, pazurami myszy, skradającej się gdzieś w kątach pomieszczenia, czy jakimkolwiek innym nieznaczącym dźwiękiem.
Zastanowił się – co tak naprawdę interesuje go w gwiazdach. Czemu tak mało o nich wie i nigdy nie odkrył ich potęgi? Czemu tak wiele tematów kłębi się w jego głowie odrywając jego głowę od ciała, które na mocnych nogach stoi na ziemi? Czemu te dwie części były tak mocno odseparowane, wiecznie tocząc ze sobą wojnę?
- Więc po co tu jesteś? – Skoro nie motywowała jej ciekawość, podobna do tej jego ( a jej ani w jej oczach, ani postawie nie potrafił dostrzec – być może nie przyglądając się aż tak uważnie) to czemu tu była, odciągając go od jego ciekawości nie motywowanej żadną głębszą potrzebą?

Powrót do góry Go down

PisanieRe: Obserwatorium   

Powrót do góry Go down
 
Obserwatorium
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: