IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieKorytarz   Pią Kwi 01 2016, 02:26

Korytarz

Na tym piętrze nie uświadczy się żadnych sekretnych przejść, ukrytych wnęk prowadzących donikąd czy złośliwych komnat, z których nie da rady wyjść, gdy się do nich wejdzie. Posadzka wyłożona jest miękkim, granatowym dywanem, a pod każdym oknem znajdują się niskie, szerokie parapety służące jako ławeczki. Korytarz, chociaż wyjątkowo długi (a może tylko taki się wydaje), jest miejscem przyjaznym każdej żywej duszy, która potrafi odpowiednio się zachować i nie wszczynać głośnych awantur. W innym przypadku zaklęcia wyciszające, jakie na niego rzucono, przeniosą się na krzykacza i nawet na kilka godzin pozbawią go głosu.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Korytarz   Czw Cze 16 2016, 13:44

Tyk-tyk-tyk. I nic więcej.
To zawsze było jedno z ulubionych miejsc Anny w całym zamku. Zaraz po bibliotece, tuż przed skrawkiem cienia na dziedzińcu pod pomnikiem żar-ptaka. Właśnie dzięki temu tykaniu, dzięki kojącej maszynerii. Przychodziła tu po prostu usiąść po turecku przy ścianie, oprzeć głowę o chłodny mur i oddychać w rytm wskazówek.
Anna ma tylko stary zegarek na skórzanym pasku i swoje cudne trybiki na szyi żeby poczuć się jak w domu. Przed laty wpatrywała się w tarczę zegarka tak rozpaczliwie, że aż dziw, że szkiełko wytrzymało - tak czekała na kolejny pociąg do domu.
Teraz zerka nań tylko motywowana wciąż rosnącym głodem: obudziła się o nieznośnie wczesnej porze, by dokończyć sprawdzanie referatów o wojnie stuletniej od trzeciego roku. Kiedy za jej uczniowskich czasów praktykanci czasem bywali na lekcjach, nie spodziewała się, że mają aż tyle obowiązków. Ani że należy do nich brnięcie przez żywcem z notatek starszych uczniów przepisane wypracowania.
Skończyła zanim się spodziewała i wykończona czytaniem w kółko tych samych słów, wyszła na swój ulubiony korytarz, na boso w powyciąganym swetrze. I tak wszyscy przecież śpią, nie musi się nikomu pokazywać. Skuliła się pod ścianą z zakupioną ostatnio książką o starożytnym Egipcie.
W połowie opisu procedury mumifikacji przyspieszony oddech, mamrotane półgłosem słowa zwróciły jej uwagę. Drgnęła. A potem zaraz uśmiechnęła się, rozpoznawszy w przechodzącym szybkim krokiem mężczyźnie Cyrila.
- Cyril! Zaczekaj! - woła za nim pod groźbą zaklęcia uciszającego. Długo zastanawiała się, czy mówić do nauczycieli per panie profesorze, ale w końcu stwierdziła, że i tak wygląda już wystarczająco mocno jak kolejna uczennica, by nie musieć też odzywać się jak jedna.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

32 lata

przeciętny

nauczyciel geografii świata

PisanieRe: Korytarz   Czw Cze 16 2016, 14:07

Z głową wygiętą pod dziwnym kątem, mrucząc pod nosem przekleństwa maści wszelakiej, Cyril brnął powoli korytarzem. Nie spodziewał się spotkać o tej porze żadnej żywej duszy, dlatego też nie krępował się dając upust swojego zmęczeniu i zdenerwowaniu.
Ostatnia noc nie należała do najprzyjemniejszych w jego życiu, do godziny drugiej szukał informacji na temat konfliktów światowych i europejskich po Drugiej Wojnie Światowej. Gdzieś w połowie notatki na temat Sri Lanki, Tamilowie i Syngalezi zlali mu się w jedno, a wszystko pochłonęła ciemność. Nie było jednak ukojenia w tym niebycie, nawet nie zauważył w którym momencie trafił w sam środek koszmaru. Śniło mu się, że jest na pięknej wręcz dziewiczej łące pod Petersburgiem. Wszędzie kwitną kwiatki, pojawiają się dzikie zwierzęta, strumyk wolno płynie, wszystko pięknie jednak do czasu. Nagle wiatr się uspokaja i w tajemniczy sposób na środku tego małego raju na ziemi pojawia się wielka fabryka, która spuszcza do źródła swoje ścieki, ryby giną, a potok zmienia się w gnój. Po zwierzątkach zostają tylko kości, a łąka zmienia się w suchą martwą ziemię.
Cyril budzi się z krzykiem, rozgląda się po gabinecie i nie jest do końca pewny czy miejsce, w którym się obudził nie jest gorsze od tego, z którego uciekł. Powoli podnosi się i pierwsza rzecz, którą zauważa to dziwny kąt z jakim patrzy na świat. Przez całą noc jego szyja była wykrzywiona pod dziwnym kątem i teraz mu tak zostało, przez chwilę zastanawia się czy by jej sobie nie odgiąć na prosto, ale ostatecznie rezygnuje z tego pomysłu, świadom, że sam może sobie tylko pogorszyć całą sytuację.
Nieszczęśliwy bardziej niż zwykle Kuragin opuszcza swój pokój i wyrusza w stronę swojej sypialni, mając nadzieje na złapanie jeszcze godziny snu w jakimś wygodniejszym miejscu.
Nagle słyszy jak ktoś go woła. Odruchowo ma ochotę przekręcić głowę w stronę dźwięku jednak jedyne czym to skutkuje to ból dlatego szybko rezygnuje z tego i powoli obraca się w stronę praktykantki.
-Dzień dobry- niepewnie spogląda na dziewczynę oczekując aż doda ona coś jeszcze. No bo przecież nie woła się ludzi bez powodu... prawda?
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Korytarz   Czw Cze 16 2016, 15:44

- Dzień dobry. - odpowiada od razu Anna. Zapomniała, że Kuragin, mimo że jest całkiem młody, jakoś dziwnie zawsze z nią rozmawia, zawsze tak okropnie formalnie jakby rozmawiał z rodzicami osoby, którą przyjdzie mu kiedyś z przymusu poślubić. Anna zna ten ton, sama go używa, dokładnie przy opisanej okazji.
Ale za wszelką cenę chce też sobie zjednać Kuragina i jego ogromną wiedzę. W jej przypadku życie pewnie rozkłada się procentowo na czas spędzony w bibliotece i ten poza nią bardzo podobnie, ale Cyril ma te kilka lat przewagi, więc i pokaźniejsze wiadomości. No i ten ton, jakoś tak bardziej wiarygodnie brzmi niż pogodny głos Ani.
- Posłuchaj, czy mógłbyś mi pomóc - płynnym ruchem wstaje i przez ułamek sekundy żałuje swojego niedbałego wyglądu: Cyril pomimo wczesnej pory jest już jak zwykle nienaganny. Musieli naprawdę dorastać w skrajnie różnych domach, chociaż oboje w szlacheckich. Otwiera przed nim książkę na ostatniej stronie ukazującej dość szczegółową mapę Bliskiego Wschodu i Afryki. - i wyznaczyć mniej więcej, gdzie trzeba by się  zatrzymać będąc Aleksandrem Wielkim w drodze do Egiptu? Czytałam o tym, ale ta, którą znalazłam w innych książkach wydaje się dość dziwna.
Dopiero wtedy, pochylona nad nim z książką zauważa dziwną krzywiznę jego karku.
- Co ci się stało w szyję?
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

32 lata

przeciętny

nauczyciel geografii świata

PisanieRe: Korytarz   Czw Cze 16 2016, 16:10

Z lekkim niepokojem spogląda na Annę, w jego przypadku jest to normalny wzrok, którym obdarza wszystkie przedstawicielki płci pięknej. Zawsze nie ważne czy są dla niego siostrami, kuzynkami, znajomymi czy nie, jego wzrok jest za każdym razem taki sam. Coś po między spojrzeniem proszę nie bij i tym pokazującym niechęć. Kiedy kobieta podchodzi do niego, mimowolnie cofa się o pół kroku, tak dla bezpieczeństwa.
Przyjazny, a wręcz nad wyraz pogodny ton głosu Anni brzęczy mu w głowie niczym dysonans, uszy Cyrila nie są przyzwyczajone do tak radosnych dźwięków. Marsz żałobny, krzyki, głos oburzenia albo dźwięk szlochania, to do takich odgłosów Kuragin zdaje się być przyzwyczajony, takie zna i z nimi czuje się bezpiecznie.
-Dobrze.- Odpowiada bardziej do siebie bo zanim te smutne dźwięki zdążą wybrzmieć do końca w korytarzu Lefevre'a już zaczyna mówić.
Z lekkim oporem Cyril pochyla się nad otworzoną przed nim księgą, w myślach czyta tytuł, a potem przygląda się mapie znajdującej się na jednej ze stron. Mimowolnie krzywi się widząc tak okropnie przedstawioną mapę, czy osoba, która ją tworzyła znała się choć w minimalnym stopniu na kartografii. Co to w ogóle było za odwzorowanie? Mamcięwnosizm?
-Nie jest to do końca moja dziedzina, jednak z mojej wiedzy wynika, że pierwszą podróż do Egiptu prowadził wzdłuż Morza Śródziemnomorskiego, z większych miejsc, w których się zatrzymywał to Babylos, Sydon, Tyr i Jerozolima, a później odbywa się bitwa pod Gazą. Cóż z taką armią i geniuszem Aleksandra ta trasa wydaje się być logiczna, chociaż na element zaskoczenia nie mógł tutaj liczyć.- Mówi, a robiąc to z jego ust wychodzą smutne dźwięki, taka normalna szara Kuraginowa codzienność.
Mając nadzieje, że pomógł Stażystce Ani, szybko odsuwa się na bezpieczną odległość, jakby w obawie, że kobieta zaraz wybuchnie.
-Zasnąłem w gabinecie na biurku i jak się obudziłem to już świat był pod kątem ostrym.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Korytarz   Czw Cze 16 2016, 16:39

Przytakuje zanim nawet odnajdzie wzrokiem nazwy, które wymienia Kuragin, przecież ona jeszcze się nie zna, a przyzwyczaiła się, że to mężczyzn zwykle trzeba o wszystko pytać i choć tego nie cierpi, to smutny Cyril sam przez się został mianowany wiarygodnym źródłem informacji.
- Aha, aha... - no właśnie! Coś jej się nie zgadzało, przecież Aleksander nie był Wielki bez przyczyny, czytała już co nieco o jego podbojach na kontynencie i stąd to zdziwienie, co zresztą zaraz tłumaczy prawie-koledze-po-fachu:
- Ach, bo widzisz, to moja pierwsza książka o podbojach Aleksandra w Egipcie, coś musiało być nie tak z przekładem. Po śniadaniu pójdę do biblioteki i to sprawdzę w jakiejś innej, porządniejszej.
Książka była prezentem od narzeczonego na dwudzieste trzecie urodziny i do zeszłego tygodnia leżała nietknięta (choć Anna musiała mu przyznać, że był to prezent bliższy jej sercu niż poprzedni, którym była książka kucharska z przepisami kuchni wschodnioeuropejskiej). Maman przysłała jej ją z oburzoną notką, dlaczego z całej biblioteki akurat tę zostawiła w domu.
Anna już miała dziękować mu za pomoc i lecieć do otwieranej niedługo jadalni, ale słysząc jego historię nie mogła się powstrzymać i zacmokała z niepokojem, przyglądając się wykrzywionej sylwetce nauczyciela.
- Może powinieneś przejść się na jakiś masaż? Z tego, co wiem, mogą czynić cuda, zawsze pomagają na lumbago mojego taty. Może Skaidra kogoś ci poleci, zdaje się, że jej siostra jest terapeutką.
Oto cała Ania, wbrew wszystkim swoim dziwactwom nieodrodna córka swoich czasów: przyjacielska, wylewna, ze wszystkimi zaraz by przeszła na ty. Pokolenie, które nie widzi nic złego w ciągłym pytaniu.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

32 lata

przeciętny

nauczyciel geografii świata

PisanieRe: Korytarz   Czw Cze 16 2016, 17:15

Cyril w dziedzinie swoich zainteresowań co prawda miał historię, ale nie tych terenów, dużo bardziej od starożytności interesowały go wojny napoleońskie i wszystko co się wydarzyło po nich. Może było to mało patriotyczne, ale z ciekawością czytał o pójściu Bonaparte pod Moskwę, o tym jak mróz dziesiątkował jego armię i o tym jak jego rodacy spalili miasto, żeby Napoleon nic nie zyskał zdobywając jego mury. Po tych zdarzeniach historia robiła się jeszcze ciekawsza, chociaż przyglądanie się głupocie mugoli i ich ciągłym aspiracjom by zdobyć jak najwięcej władzy dla siebie smuciła Cyrila. Nie mogli zająć się czymś pożytecznym, na przykład tworzyć kulturę ochrony środowiska, żeby dwudziestym wieku ludzie jego pokroju nie musieli się zastanawiać czy w raz z wkroczeniem w nowe milenium świat nie zatonie w stercie śmieci.
Niechętnie Ekolog wraca na ziemię i przygląda się jeszcze przez chwilę otwartej przed jego nosem książce.
-Nie wiem czy coś znajdziesz, nasza biblioteka jest wyjątkowo uboga w ciekawe dzieła historyczne, tak jakby historia ograniczała się tylko do walk między magicznymi rasami, a książki powinny dotyczyć tylko transfiguracji albo zaklęć.- Milknie na chwile ze wzrokiem zawieszonym gdzieś na zamykającej się książce. Kiedy w końcu impuls między dwoma neuronami zaskoczy, Kuragin trochę bezwiednie, jakby na chwilę jego język nie łączył się z mózgiem dodaje.- Lepszym pomysłem byłoby wybrać się do Petersburskiej Magicznej Biblioteki.- Na twarzy maluje mu się zdziwienie kiedy do uszu docierają wypowiadane słowa, on rozmawia z kobietą i sam dodaje coś od siebie, a nie odpowiada tylko na zadane pytania. Świat się kończy.
Słysząc dziwne niezapisywalne dźwięki wychodzące z ust Anni spogląda na nią zdziwiony. W jego głowie nie ma odpowiedniej reakcji na takie zachowanie. Jak powinien zareagować? Zapytać czy wszystko w porządku, a może zignorować? Niepewnie drapie się po przekrzywionej głowie.
-Terapeutką? A cóż to za dziwny wymysł? Wybiorę się raczej do Mikhaila, może on coś na to zaradzi. A jak nie, to może z tej perspektywy świat zrobi się piękniejszy.- Żartuje jeszcze tak na koniec, ale w jego przypadku nie brzmi to wcale jak żart, powinien chyba poinformować, że reakcją powinno być haha, ale nic nie mówi, potem wyjdzie że jest taki bardzo nieśmieszny.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Korytarz   Czw Cze 16 2016, 18:21

Jeśli już mowa o tym, kto się czym interesuje, to i Ania jakoś specjalnie nie ma bzika na punkcie starożytności, choć ze wszystkich tych kultur, egipska jest jej najbliższa. Wyłącznie żeby zadowolić siedzącą w domu matkę, która tylko czeka na okazję, by być bardziej dumna z córki, podjęła próbę przeczytania dzieła. A studia wykształciły już w niej nawyk, by gdy czegoś nie rozumie, nawet jeśli temat nie jest pasjonujący, drążyć tak długo, aż będzie to umiała wyjaśnić kompletnemu laikowi. Dziękuje Cyrilowi zatem i z niejaką ulgą zamyka książkę, by schować ją za plecami.
Ania pasjonuje się najnowszą historią, od rewolucji październikowej począwszy. Kiedy jeszcze żyła jej babcia od strony matki, stara Lazareva, podczas każdej wizyty w domu Ania wypytywała ją bezlitośnie, jak wtedy było, co jeszcze pamięta.
Sama spisywała wszystko rzetelnie w burzliwych latach, kiedy rozwiązywał się Związek Radziecki, robiła zdjęcia ostatnim czerwonym flagom. To nie były sprawy czarodziejów ani ich ustroje. A jednak, chcąc zrobić postęp, musieli w nich żyć.
Świat idzie do przodu i nie szczędzi niechętnej nowej wiedzy arystokracji, tak samo jak jej nie szczędził Romanovom w 1917. Już kiedy Anna była uczennicą w Akademii więcej wiedziało się o mugolach, o tym jak leczą swoich chorych, jak komunikują się na odległość, jak spędzają wolny czas.
- Terapeuta to taki ktoś - zaczęła powoli, trochę oniemiała ilością słów, które naraz opuściły usta Cyrila. Czyżby jednak była szansa, że się do niej przekona? Może za miesiąc lub dwa będzie rozmawiał z nią już całkiem inaczej. - kto leczy swoim dotykiem. To znaczy: naciska tam, gdzie boli i reaguje tak na mięśnie i nerwy, że one... relaksują się na przykład.
Nieco zgasł jej uśmiech. Wolałaby myśleć, że granica między tym, co magiczne i niemagiczne kiedyś się zatrze, że Starszyzna przestanie krzywo patrzeć na czarodziejów studiujących na mugolskich uniwersytetach, a zamiast krytykować otworzy więcej własnych.
- Ale Mikhail na pewno też sobie świetnie poradzi.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

32 lata

przeciętny

nauczyciel geografii świata

PisanieRe: Korytarz   Czw Cze 16 2016, 18:57

Na oczach Cyrila tworzyła się historia, był jej świadkiem i komentatorem. Wydarzenia, które jego zdaniem będą miały wpływ na kształtującą się przyszłość świata, zapisywał w swoim notatniku by kiedyś móc je opublikować. Zastanawiał się jak historia będzie oceniać te wydarzenia, czy będą pluć w twarz przeszłym pokoleniom wypominając ich błędy i krzycząc, że wszystko można było załatwić inaczej. Jego zdaniem to nie zawsze było możliwe, bo często najlepszej drogi nie ma, jest tylko ta przynosząca większe zyski naszej stronie lub niszcząca nas.
W swoich podróżach po świecie, Cyril oglądał zmiany zachodzące w miejscach, które uwalniały się spod reżimów, które zdobywały niepodległość albo ją traciły. Przyglądał się i przysłuchiwał obu stronom, nie oceniając zbyt szybko, nie wyrabiając sobie jednej trwałej opinii. Po za tą, że otaczający go mugole byli po prostu głupi i tworzyli sobie problemy dla samego ich posiadania.
Z twarzą bez wyrazu przyglądał się Anni czekając, aż wytłumaczy mu kim był ten tajemniczy terapeuta. Słyszał kiedyś to słowo, ale w innym kontekście, dotyczyło ono ludzi, którzy zajmowali się ludzką psychiką, a nie ciałem, ale w sumie co on mógł o tym wiedzieć, od skończenia studiów starał się ograniczać swoje spotkania z mugolami do niezbędnego minimum.
-Brzmi dziwnie, chyba nie chciałbym, żeby obca kobieta dotykała mnie po szyi.- W sumie Cyril wolał, żeby żadna kobieta nie dotykała go po szyi, nie trzymała za rękę, w ogóle najlepiej by było gdyby wszystkie przedstawicielki płci przeciwnej trzymały się od niego na bezpieczną odległość.
Granica się zacierała, a on mimo swoich dość jednoznacznych poglądów dotyczących mugoli był tego dobrym przykładem. Świat magiczny nie dawał mu możliwości nauki w swojej pasji, nie było i nadal nie ma żadnych magicznych kursów geografii, jeśli czarodziej chce się kształcić w takiej dziedzinie musi wybrać mugolskie uczelnie. Pięć lat na uniwersytecie, w sumie to cała edukacja Cyrila należała do okresu w jego życiu, który można uznać za bardzo traumatyczny i pozostawiający głęboką skazę na jego psychice. Dopiero ostatnie lata w jego mniemaniu wyglądały całkiem przyjemnie.
-Miejmy nadzieje.- Mówi po czym powoli rusza do przodu, po kilku krokach jednak zatrzymuje się i ze zbolałą miną odwraca się do tyłu.
Przez chwilę jego twarz przypomina rybę, którą ktoś wyciągnął z wody, usta otwierają się i zamykają, a jedna dłoń niepewnie porusza się to trochę w górę to w dół. Już wydaje się, że Kuragin zrezygnuje, odwróci się i zniknie gdzieś w ciemności korytarza kiedy w końcu cisze przerywa jego zmęczony głos.
-Czy możesz mi wskazać drogę do skrzydła nauczycieli, ciągle zapominam jak tam trafić.- I tam, i w zasadzie każdy inny fragment zamku, w sumie nawet jeśli wiedział jak dojść z punktu a do b to i tak po drodze gubił się tak ze trzy razy jak nie więcej.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Korytarz   Czw Cze 16 2016, 20:21

Ania długo zastanawiała się, jak uhonorować czas; czas tak zauważalny w jej życiu, choć wcale nie powinien być - zawsze narzeka się na młodych, że nie pilnują punktualności, nie szanują tego, co stare. Ania szanuje od zawsze i czasem miała z tego powodu ogromne problemy.
Może ona też wyjedzie, zamiast czcić czas po prostu go spędzi, bo przez swoje krótkie życie nie przekonała się o niczym, jeśli nie o tym, że czas wciąż upływa i żadne próby zatrzymania go nie skończą się sukcesem.
Mogła tak jak ojciec, nauczyć się konstruować myślodsiewnie. Albo zmieniacze czasu, w Kenii jest wspaniała szkoła, afrykańska rdzenna magia najbardziej ze wszystkich nagięła czas.
Magia chińska z kolei go uprecyzowała, schwytała w sidła i ułatwiła pamiętanie.
Ania pamięta mimowolnie, nie zależy jej na zatrzymywaniu minionych dni w głowie. Po to ma myślodsiewnie, by próbować wciąż być na nowo, wciąż kreować tak samo wyrazisty obraz siebie w pamięci innych.
Ciekawe, jak zapamięta ją Kuragin. Jako przyjaciółkę i obrończynię mugoli, czy jako tę natrętną stażystkę, która nic nie może ustalić sama...? A może po prostu jako kolejną kobietę, którą usilnie próbuje ze swej pamięci wydalić.
- To wcale nie musi być kobieta. - sprostowuje ze śmiechem, rozczulona fajtłapowatością Kuragina, choć nie ma pewności, czy to nie pogarsza jeszcze sprawy. Ach, gdyby Constantin choć taki chciał być, jakoś urobiłaby go przez lata i perspektywa wychodzenia za mąż nie była by tak dotkliwa.
Kiedyś byli razem na wakacjach w Indonezji, oczywiście niechętnie, oczywiście z rodzicami. Tam byli właśnie na takim masażu, podobno cudownie odprężającym, a terapeutkami były kobiety. Jej narzeczony był wniebowzięty i o wiele bardziej zainteresowany zwinną Azjatką, niż przyszłą małżonką, z którą przecież trzeba rozmawiać.
Otrząsa się ze wspomnienia i dziarsko przytakuje. Nie mogłaby zapomnieć, nawet próbując, żadnego z korytarzy zamkowych.
- No pewnie. Mogę nawet tam z tobą pójść, przez chwilę, to po drodze do jadalni. Umieram z głodu. Co jadasz na śniadanie?
Mają dużo wspólnego, jeśli odjąć jej pogodę a jemu strachliwość. Może on też lubi zupę mleczną.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

32 lata

przeciętny

nauczyciel geografii świata

PisanieRe: Korytarz   Pią Cze 17 2016, 12:08

Cyril nie miał myśloodsiewni, ani zmieniacza czasu, nie potrzebował ich, lubił te swoje wspomnienia, które z biegiem lat rozmywały się trochę, ale przez to rozmycie nabierały jakiejś takiej prawdziwości. Po mimo tego, że nie był obecnie w stanie przypomnieć sobie wielu drobnych szczegółów z pobytu w stanach, nie pamiętał jaką miał tam koszulę, ani co dokładnie mówili do niego napotkani ludzie, pamiętał jednak, że zdarzenia, które tam go przygnębiały teraz omiatały go tylko lekkim całunem melancholii, natomiast wszystkie piękne przygody z perspektywy tych kilku lat wydawały się być jeszcze bardziej epicki, stawały się prawdziwymi eposami.
Gdyby zachował te wspomnienia w myśloodsiewni, pamiętałby je dokładnie takimi jakie były, nie miałby szansy na ich podkoloryzowanie, dodanie czegoś dzięki czemu dana historia będzie jeszcze lepsza.
-Dać się dotykać obcemu mężczyźnie? Nigdy nie zrozumiem mugoli i ich szalonych pomysłów.- Wzdycha ciężko, a na myśl, że jakiś obcy człowiek nie ważne jakiej płci miałby go dotykać po plecach, wzdryga się. Miał nadzieje, że jego kochany Kuzyn nigdy nie wpadnie na genialny pomysł wysłania go na coś takiego, przecież to podchodziło pod naruszanie jego strefy osobistej, na to były odpowiednie paragrafy, które jeśli nadeszłaby taka konieczność może przytoczyć.
Natłok słów, zanim do Cyrila dojdzie co takiego zostało powiedziane ma ochotę powiedzieć tak i schować się za rogiem. Czy zgubienie się na szkolnych korytarzach było na prawdę takim złym pomysłem?
-Dziękuje. Nie wiem, zazwyczaj to co leży najbliżej.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

czysta

25 lat

bogaty

studentka historii/praktykantka przy nauczycielu historii powszechnej

PisanieRe: Korytarz   Pią Cze 17 2016, 12:34

Od historii należy wymagać wiarygodności, a na emocjonujące przeżycia, na opowieści, w których można za nic mieć sobie połamane kończyny, pożary i konflikty zostaje niestety tylko fikcja. Minęły czasy eposów, nastały czasy oposów, które wyżerają ze śmietników. Skoro był w Stanach, pewnie je widział i to nieraz.
Trochę bawi ją Cyril, i to coraz bardziej odkąd poznała go podczas uczty powitalnej. Traf chciał, że usadzono ich obok siebie. Bawi ją, jak jest przerysowany w swoim ponuractwie i ma szczerą nadzieję, że chociaż część z jego dziwactw to tylko persona, rola odgrywana przed światem, któremu nie umie inaczej zademonstrować, jak wielki jest jego żal, że zamiast sadzać drzewa, świat buduje fabryki, a zieleń bezczelnie depcze butami od projektanta, które życiem musiały opłacić co najmniej dwa koźlęta.
Ale żeby zarówno kobiety jak i mężczyźni jak i po prostu perspektywa błogiego relaksu wzbudzała w nim taki sam przestrach? Dobrze, że chociaż te swoje roślinki lubi.
- To tutaj, teraz tylko w prawo. - przeszli do skrzydła nauczycielskiego dość szybko i we względnej ciszy. Ania wolała nie komentować niechęci Cyrila, na wypadek gdyby jednak uraziła go zbytnią dociekliwością.
- Dziękuję ci za pomoc, Cyril, do zobaczenia później!
Chyba lepiej się teraz oboje poczują: ona w zatłoczonej jadalni otoczona smacznymi potrawami a on z dala od kobiet w swojej smutnej samotni.
z/t
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

32 lata

przeciętny

nauczyciel geografii świata

PisanieRe: Korytarz   Pią Cze 17 2016, 19:20

Droga do pokoju wydaje się być już prosta, ale to tylko pozory. Przecież nigdy nie wiadomo czy Cyril zaraz nie zamyśli się nad czymś bardzo ważnym dotyczących ochrony środowiska albo wpływu wierzby karłowatej na populacje jętki. To ważne pytania i Kuragin ze smutkiem stwierdzał, że interesowały one tylko i wyłącznie jego osobę, było w tym coś przygnębiającego, dlaczego ludzi nie obchodził otaczający ich świat.
Wzdycha cicho świadomy faktu, że już nawet mu samemu nie chcę się o tym słuchać po raz setny, bo ile można, w końcu każdy temat się przejada. Nawet tak ważny i potrzebny, żeby ktoś się nim umartwiał, żeby ktoś się tym przejmował.
-Proszę, dziękuje, do widzenia.- Lekko kiwa głową dziewczynie, żeby potwierdzić swoje do widzenia po czym starając się nie myśleć o niczym po za tym, że trzeba zrobić następny krok i jeszcze jeden i tak pewnie jeszcze parę.
Skup się Cyrilu to proste, masz tylko trafić do końca tego korytarza, a potem będzie już z górki. Wszyscy w ciebie wierzą.
Nie, nie, nie zaczynaj się zastanawiać nad ustawą z dnia czternastego sierpnia tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego pierwszego, nawet nie próbuj, raz, dwa, raz, dwa idziesz do przodu, dalej, dasz radę, meta jest już tak blisko, na wyciągniecie ręki. Jeszcze kroczek! Brawo udało Ci się, pierwsze miejsce w konkursie kto nie okaże się dzisiaj sierotą wygrywa Nadworny Ekolog, któremu udaje się trafić do wejścia od Skrzydła Nauczycielskiego. Nagrody i słowa gratulacji prosimy wysyłać na orła pocztowego Rosoła.

nmm
Powrót do góry Go down
avatar


tu i tam

czysta

26 lat

ubogi

pielęgniarka

PisanieRe: Korytarz   Wto Lip 19 2016, 14:04

Światła. Wirują. Migają. Oślepiają. Zlewają się w całość. Rytm pulsuje, w mięśniach, żyłach, kościach, aż do samego szpiku, atomy rozpadają się po całym parkiecie. Kręci się w kółko, kółko, kółko, dookoła, nie słyszę nic, nie widzę nic, nie czuję nic, unoszę się w pustce, nieokreślonej przestrzeni, rozpływam.
Stop.
I od nowa.
Światła. Wirują. Migają. Oślepiają. Wódka pali przełyk, nie czuję nic. Biały proszek, biała tabletka, kolorowy świat. Rytm pulsuje mi w kościach, krew gotuje się w żyłach, szumi w głowie. Gorąco, zimno, trzęsę się, torsje, za dużo, przesadziłam.
Stop.
Zaczynam od nowa.
Światła. Wirują. Migają. Oślepiają. Kręcę się najszybciej jak potrafię, zanoszę przy tym śmiechem. Beztroskim, bezmyślnym, pustym. Nie kontroluję ani swoich dłoni, swoich stóp, ciało jak z galarety, miękkie nogi. Zanosząc się śmiechem ląduję na plecach gdzieś między trawą a wodą, zachodem a wschodem słońca, szukam gwiazd widzę ciemność. Powieki ciążą, pustka.
Stop.
Dzień czwarty, potem piąty, szósty, nie mam już siły na siódmy. Kiedyś potrafiłam uciekać dłużej, w duszne miejsca, jasne miejsca, miejsca które nigdy nie śpią. I nie spać. Razem z nimi. Potrafiłam przewrócić się zanosząc śmiechem, zasnąć w pozie niewygodnej, stop, reset, od nowa. Od nowa. Od nowa. Dalej. Całymi tygodniami.
Nie mam siły.
Organizm odmawia posłuszeństwa. Dudni. W głowie. Zimno. Trzęsę się. Niespokojny żołądek pełen żółci. Podkrążone oczy. Obite kolana. Sine dłonie. Przesuszona skóra. Zmierzwione włosy. Nie mam siły.
Nie mam siły na pytania. Na frustrację. Chcę krzyczeć, ale nie mam siły.
Nie mam siły spakować plecaka.
Napierają na mnie cztery ściany własnej klatki. Sama już nie wiem czy są prawdziwe czy istnieją tylko w mojej głowie. W tym momencie nie wiem już nic.
Krok pierwszy, eliksir wzmacniający. Krok drugi, sen. Krok trzeci, zimny prysznic.
Robiłam to już zbyt wiele razy. Jutro, osławione słynne jutro, jutro tylko kilka siniaków wyda, że zniknęłam i nie było mnie wcale, jutro już wrócę, do siebie. Trzy proste kroki dzielą mnie od jutra, trzy małe kroczki, a już przy pierwszym natrafiam na problem.
I mogłabym go ominąć, wykonać drugi, trzeci, zmienić kolejność, to jednak nie wystarczy.
Jest środek nocy, mam wrażenie, że cofnęłam się w czasie. Mam lat siedemnaście i wkradam się do gabinetu by wykraść potrzebny eliksir. Ale przecież nie mam siedemnastu lat. Nie muszę się wkradać, mam klucz. Wstyd palący gardło teraz przegrywa ze zmęczeniem, jutro, słodkie jutro, mama nadzieję, że jutro rozmyje to wspomnienie razem z resztą tygodnia. Nie kradnę tylko pożyczam, słodkim jutrem, kiedy myśli będą ustawione w ciągu, nie wirujące, nieuporządkowane, nieobecne, uwarzę nowe buteleczki, lepsze niż ta którą trzymam w dłoni.
Krok drugi i krok trzeci, tyle brakuje mi do jutra.
Nie mam teraz siły na żaden, chemia wstrząsa moim ciałem, pięć minut. Zimne kamienie ścian koją rozgrzane czoło, pięć minut. Jest tak cicho, tak spokojnie. Pięć minut i zniknę, nikt się nie dowie.
Pięć minut.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

¾

35 lat

bogaty

uzdrowiciel szkolny

PisanieRe: Korytarz   Czw Lip 28 2016, 18:00

Trzydzieści cztery i pół roku cię nie było. I było jakoś. Mógłbym policzyć miesiące. Nie było cię trzydzieści cztery lata, pięć miesięcy, tydzień i dwa dni. Mam pamięć do wszystkiego, jak lubię myśleć. Mam pamięć do większości rzeczy, co tyczą się ciebie - to bliższe prawdy.
Było jakoś.
Byłaś bez przerwy przez rok, miesiąc i trzy dni. Bez przerwy, to długo. To odważnie i być może aż boleśnie wygodnie. Trudno, gdy o tobie mowa ustalić definicję klatki.
A wtedy nie było cię przez zaledwie kilka dni, niewiele ponad sto godzin. Więcej czasami spędzałem na oddziale z przerwami na niespokojny sen na niewygodnych kozetkach.
Było bardzo, bardzo mizernie jakoś, jeśli mam być szczery i nic nie dały trzydzieści cztery lata treningu.
Cicho. Dojmująca, trochę straszna cisza już wszędzie panuje. Nawet duchy, które powinny tu straszyć jakby odmawiały podzwaniania łańcuchami. Może dyrektorka im zabroniła, a tej kobiety boją się nawet ci, których nie można już zabić w wyjątkowo okrutny sposób.
Cicho, a ty wnosisz tu swój hałas. Swój huk głośników, od którego boli pod żebrami i nie można po chwili oddychać, gdy stoi się tuż obok nich. Swoje obolałe stopy, podeptane przez podrygujący jak w konwulsjach tłum, owładnięty prostym rytmem, który wchodzi w krew bez przystanków po drodze, jak przez strzykawkę.
Poszukam potem siniaków, kiedy w końcu zaśniesz. Nigdy nie byłaś zbyt dobra we wkłuciach, bałaś się zupełnie świadomie zadać ból komuś, kto oddaje się pod twoją opiekę.
Może i ja powinienem kiedyś to zrobić. Może przynajmniej pozwoliłabyś mi zobaczyć swoje odejście. Może powinniśmy obawiać się, że starałbym się cię zatrzymać.
Pięć minut to nawet zbyt długo na zebranie wywiadu od pacjenta, u szczytu swojej kariery wyciągnięcie najpotrzebniejszych informacji zajmowało mi kilkadziesiąt sekund, rzadko kiedy spędzałem z kimś ponad minutę zanim stał się przypadkiem opisanym terminami klinicznymi.
Pytaniami, które mam teraz do ciebie, które zbierały się przez te kilka dni zapełniłbym znacznie więcej, niż pięć minut, których teraz potrzebujesz.
Nie wiem, czy znajduję cię, bo po prostu przypadkiem przechodziłem tędy, by dotrzeć do łóżka, czy dlatego, że cię szukam od pierwszej chwili, w której przestało mi się zgadzać, że nie przypominasz mi o posiłku. Albo nie stajesz obok mnie przy którymś z zajętych łóżek i strofujesz, że za surowo rozmawiam z dzieciakiem.
Kiedy pracuje się przy śmierci przez prawie dziesięć lat, przejście przez pięć etapów żałoby zajmuje mniej więcej dziewięć do jedenastu godzin. A wtedy idzie się dalej.
Byłem gotów już cię nie widzieć, więc kiedy widzę - ty to nie ty. Jesteś przypadkiem. Drgawki, nadmierna bladość, tylko tyle widać z daleka.
Biegiem, biegiem do ciebie.
Powrót do góry Go down
avatar


tu i tam

czysta

26 lat

ubogi

pielęgniarka

PisanieRe: Korytarz   Pią Lip 29 2016, 19:12

Rok. Miesiąc. I trzy dni.
To tyle już stoimy obok siebie, ja obok ciebie, dla ciebie. Rok, miesiąc i trzy dni. Tyle czasu minęło od ostatniej ucieczki. Dzień w którym zaczęliśmy razem pracować też był poprzedzonym o trzy kroki słodkim jutrem. Tamtego poranka długo stałam pod prysznicem zmywając z siebie brud, smród i wstyd ostatnich kilku tygodni. Wieczorem, zanim opadłam z sił wypiłam butelkę eliksiru, potem po prostu runęłam na łóżko. Wystarczyło sześć godzin i strugi gorącej wody, stanęłam przed tobą w skromnym swetrze i włosami związanymi w warkocz, szaleństwo odegnane, spokój. Pewnie byś nie uwierzył gdybym powiedziała co widziałam kilka godzin wcześniej.
Czy uwierzysz kiedy powiem, że wszystkie klatki zaczynają się i kończą na mnie? Może sama sobie jestem klatką. Może sama nie potrafię po prostu odpuścić.
Opuściłam kotwicę. Uświadomiłam to sobie boleśnie godzin temu dwie, w narkotycznym szale szukająć buteleczki z eliksirem. Kiedyś pełno ich było w moim plecaku, często bywały potrzebne. Rok, miesiąc i trzy dni, tyle minęło od ostatniego momentu kiedy charakterystyczna gorycz spotkała się z językiem. Wieczność. Inny świat.
Pomimo rozłąki ten drugi wcale nie zdawał się obcy kiedy już wpadłam w wir.
Kiedy widzę twarz twoją na wysokości mojej wcale nie wydaje się zdziwiona. To nie jest widok nowy. Twoją twarz widziałam przecież każdego dnia, balansując na granicy jaźni, opadając w ciemność. Lepką, gęstą ciemność. Sen bez snów, sen bez odpoczynku. Pustka. Tuż przed nią, ostatnia klatka, miękka broda i zmarszczki wokół twoich ciepłych oczu. Jedyna chwila ciepła.
Ciepło trwa jednak dłużej. Ciężka głowa myśli wolniej, rozszerzone źrenice ledwo reagują na ruch, w końcu jednak zwężają się w przerażonej realizacji. To nie ostatnia klatka przed pustką.
Po moim miękkim, rozlazłym, pełnym bruzd i siniaków brudnym ciele rozchodzi się fala wstydu, chwyta za gardło, odwraca wzrok.
Wiesz, zawsze radziłam sobie sama.
Nie. Nie zawsze. Przez pierwszych kilka lat była mama. Mur ciepłych ramion zatrzymujący świat. Pewnego dnia jednak coś w niej pękło. Rozsypała się na kawałki, nigdy nie zebrała w całość. Jej ciało stało się sztywne, zimne. Przez jakiś czas obejmowałam je jeszcze, próbując ogrzać własnym ciepłem. W końcu puściłam.
Miałam tylko kilka lat. Od tamtej pory radzę sobie sama.
Wdepnąłeś własnie w bagno najgłębiej skrywanego brudu. Moment zawstydzająco intymny. Tylko i wyłącznie mój.
Wir - wirować mogę w towarzystwie, lepiej w towarzystwie, w towarzystwie mogę zmieniać czystą krew w płynną chemię, widzieć neony, gubić wątki, przekraczać wszelkie stany świadomości. Śmiać. Tańczyć.
Ten moment jednak, ta bezsilność, dno, upadek, moment ostateczny, to jest jedynie moje doswiadczenie. Kiedy jestem najsłabsza. Pełna wątpliwości. Pogardy własnej. Walcząca o oddech, targana drgawkami, szarpana każdym wewnętrznym demonem. Nie potrafiąca ustać na nogach, ni sklecić logicznego zdania. To jest moje upodlenie.
A po nim następują trzy kroki powierzchownego oczyszczenia.
Przeszłam długą drogę. Przeszłam całe kilometry, dosłownie i w przenośni. Tysiące mil. Przepracowałam już bardzo wiele, w sobie, wiele ułożyłam. Są wspomnienia do których już nie wracam, są takie już nie przeszkadzające. Są nawet te odpuszczone. Mimo to wciąż się trzymam. Nie potrafię odpuścić wszystkiego. Jedno potknięcie, jedna rysa, chcę uciekać. Pakować plecak, zaczynać od nowa.
Boję się porażki.
Czekam tylko aż sam odwrócisz wzrok.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

¾

35 lat

bogaty

uzdrowiciel szkolny

PisanieRe: Korytarz   Wto Sie 02 2016, 17:56

Przez rok można było przeżyć całe życie. Cudze. Zobaczyć początki, życia w pośpiechu zainaugurowane, podtrzymywane w panice ze wszystkich sił przez obcych ludzi. Zobaczyć zakończenia, bezsilne porażki i upragniony spokój spływający zamiast bólu. Od tych wszystkich żyć jeszcze nie odeszło mnie zmęczenie, ich ciężar strzyka w stawach.
Podejrzewam, że wciąż jeszcze byłem zmęczony w przeddzień naszego pierwszego spotkania. Pierwszego jako współpracownicy, jako szkolny personel, bo przecież uparcie przewijałaś się przedtem przez szpitalne korytarze. Wtedy zmęczenie nie było niczym dziwnym, może dlatego nie z tym od razu mi się kojarzyłaś. Z objawami wycieńczenia, na które przymykało się zgodnie oczy, bo na nasze ręce czekały cięższe przypadłości.
Szczerze mówiąc, wtedy, przez ten warkocz i ten sweter i ten spokojny ton, grzeczny jak u uczennicy, czekający na pomoc miast polecenia schowałem sobie gdzieś, chyba tylko po to by teraz wypłynął na powierzchnię mojej świadomości. Analiza przypadku miesza się z brakiem obcości, która zawsze ułatwiała sprawy.
Jedyna klatka, na którą umiem coś poradzić, to klatka piersiowa. W środku zamknięte pracowite płuca i serce, ofiara przesądów i poetyzacji. W razie potrzeby i tej klatki można się pozbyć. W kość mocno wbić ostrze, przepiłować, organ wziąć do ręki. Czym jest żelazo wobec ludzkiego ciała.
Zabraniałem sobie, byś była mi ciałem. Oczy poszły pod reżim i przestały widzieć to, co widzieć jest najłatwiej.
Dla mnie to też zderzenie światów. Na nowo muszę cię zobaczyć po raz pierwszy, przecież oduczyłem już się ciebie. Tylko, proszę, nic nie mów, może wytrzymam jeszcze chwilę.
To okropne, jak, nawet gdybyś chciała, nie mogę odwrócić wzroku. Jak w ciągu pierwszego tygodnia stażu: każdy makabryczny widok przyciągał bardziej, niż pozwalała na to przyzwoitość, niż wymagały prawa człowieczeństwa.
Muszę dojrzeć w tobie tę chorobę, tę brzydotę. Nie wiem, jak to zrobię.
Podtrzymuję cię, bez słowa oglądam pod światło źrenice, palcami badam tętno. Pędzi, ucieka ode mnie.
- Co się stało?
Powrót do góry Go down
avatar


tu i tam

czysta

26 lat

ubogi

pielęgniarka

PisanieRe: Korytarz   Czw Sie 04 2016, 15:00

Trochę się tego boję.
Byłam już raz konceptem idealnym w czyjejś głowie, ciężkie to do udźwignięcia. Kobietą bez ciała pokrytego bruzdami. Kobietą bez przeszłości. Wróżką, nimfą, mgiełką. Zderzenie z rzeczywistością nie nastąpiło, jedynie ucieczka, znacznie prostsza. Znacznie bardziej na miejscu. W końcu sny zawsze kończą się w najmniej pożądanym momencie.
Nie chcę być jedynie konceptem. Nie po raz kolejny. I przecież niczego - może prócz tego widoku brzydoty nieomal ostatecznej - nie ukrywałam. Gruby sweter został ściągnięty dość szybko, białe blizny odznaczały się na skórze. Nie chowam ich przed tobą. Nigdy też o nich nie opowiedziałam, czy to błąd? Może przy jednym z ciepłych posiłków powinnam powiedzieć ci dlaczego lewa dłoń nie jest tak sprawna jak prawa? To pierwsze zniszczenie. Pierwsze które pamiętam. Ojciec ciągnął mnie za rękę tak mocno, że złamał mój czteroletni nadgarstek. Zanim trafiłam do lekarza minęło kilka dni, nigdy nie zrósł się prawidłowo. Brożkowi, lata później, zrobił to samo. Wtedy zdecydowałam, że zostanę uzdrowicielką. By nigdy nie musiał czekać na pomoc.
Zapewne nawet nie zwróciłeś uwagi na ten drobny defekt.
Może powinnam opowiedzieć ci te wszystkie historie - może powinnam wreszcie dać upust słowom, pozwolić im wyjść na światło dzienne, pozwolić im trafić na żywego człowieka, nie tylko puste ściany. Może tego brakuje do pełnego obrazu - ale zawsze boję się, że będzie to obraz wywołujący współczucie. Niezręczność. We mnie kiedyś wywoływały dużo złości, pełno było we mnie agresji. Rozładowanej przez utratę kontroli. Bo tylko nie mając kontroli nad własnym ciałem potrafiłam głośno krzyczeć. Wylewać z siebie żal. Nie na kogoś, zawsze w miejsca puste, wystarczyło.
Wtedy to wycieńczało bardziej niż jakakolwiek chemia.
Teraz nie krzyczałam. Już nie ma we mnie złości. Za dużo kroków przeszłam, za dużo razy budziłam się w zimnych miejscach. Został smutek, sporo we mnie smutku pochowanego w różnych zakamarkach ciała i umyślu. Jest trochę tęsknoty, jak u każdego dziecka, tęsknoty za ramionami mamy. Słodką oazą pierwszych lat dzieciństwa. Do niej tęsknię najbardziej, ale i do tej pustookiej sylwetki, którą widziałam po raz ostatni lat temu siedem. Nie ruszyła się kiedy poprosiłam by poszła ze mną. Więc ją zostawiłam, o to mam do siebie żal,może należało postarać się bardziej? Mówię sobie, że to dla dobra Brożka, ale myślę, że po prostu dobra jestem w znajdowaniu wymówek.
Nawet nie wiem czy wciąż żyje, ale lubię tak głupio, tak irracjonalnie myśleć, że poczułabym gdyby zabrakło jej na dobre.
Co będzie jeśli poznasz już każdy z elementów, ułożysz układankę w całość i uznasz, że nie podoba ci się, nie na tyle by zatrzymać ją na stałe z całym bogactwem inwentażu? Bo przecież ja to i zupa w miedzianym garnku, i warkocz, i sweter, Brożek, i każda blizna, nieszczęsny nadgarstek, sporo tęsknoty. Oraz strach.
Przecież ja nie jestem jego prawną opiekunką. Przez lata nie rzucaliśmy się w oczy, nikt nie zadawał pytań. Teraz zaczynają się pojawiać. Tak blisko jesteśmy ostatecznej wolności, ostatnia prosta, na tym odcinku wszystko może pójść źle. Od tego strachu próbowałam uciec, jego zatopić chemią, zabić kolorem neonów.
Gdzie mnie o doprowadziło? Prosto przed ciebie.
W brzydocie jest coś perwersyjnie przyciągającego wzrok.
W głowie wiruje. Słowo zastępuje słowo, plącze mi się język. Chcę powiedzieć tyle rzeczy na raz. Że poradzę sobie sama, zawsze radzę. Że się boję, że dusi mnie ten strach. Że tęskniłam, że tęsknię dalej. Do ciebie. Że masz odwrócić wzrok, że nie patrzeć, przejść dalej. Bezradność maluje się w moich oczach, nie wiem które słowa wybrać, jak je wypowiedzieć. Nie wiem jak skupić myśli na tyle by zdecydować co wyrządzi najmniej szkody...
Jakiej szkody?
- Ja nie... - w gardle mi zaschło przy próbie przekazania, że pomocy nie potrzebuję - Ty nie... - oczy uciekły gdzieś na bok, obraz traci na ostrości kiedy chcę poprosić by twoja powielona osoba odeszła, byś oszczędził sobie też żenady. Chcę wstać, nogi odmawiają posłuszeństwa, chcę ze wstydu zapaść się pod ziemię. Nie zmuszaj mnie do wstydu, proszę, oszczędź mi go, wyczyść pamięć, cofnij czas. Wróćmy do początku, do nieskażonej niczym czystości, do chwili sprzed chwili, kiedy byłam dla ciebie czymś dobrym, nie zniszczonym. Boje się stać konceptem idealnym, ale wolę już nim być - żeby móc być obok ciebie. W głowie wiruje jeszcze więcej myśli, serce przyśpiesza diametralnie i czuje, że zaczyna brakować mi powietrza, czuję jak panika dopada każdą komórkę ciała, jak drgawki poruszają mną w sposób niekontrolowany - Jestem zmęczona - i to jedyna myśl, którą udaje mi się bełkotliwie przekazać. Ciało rwie się do ucieczki na którą nie ma siły.
Nie idź, nie teraz.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

¾

35 lat

bogaty

uzdrowiciel szkolny

PisanieRe: Korytarz   Sro Sie 10 2016, 18:21

Kiedy się udaje rycerza i za wszelką cenę usiłuje samego siebie przekonać, że załatwiane codziennie z obowiązku sprawy to tak naprawdę smoki pokonywane z wielkim wysiłkiem , nadmiernie łatwo oczekiwać od idei kobiety wszystkiego, co te wysiłki wynagrodzi, wypełni godziny spędzone w zawiesinie wątpliwości i poczucia winy. Łatwo uwierzyć, że są na tym świecie tylko po to, by w końcu zostać czyjąś drugą połówką.
Nie wiem, czy wyzbyłem się już tego przyzwyczajenia do waszego wybrakowania. W moim pojmowaniu świata nastąpił wraz z dorastaniem dziwny rozłam: pacjentki w momencie, gdy ich ciała otwierałem w sterylnych warunkach stawały się jakby czymś pomiędzy człowiekiem a jego obrazem– zdradzały historie, pomyłki, przegrane, czas, który powinien inaczej dla nich płynąć, oszczędzić im starości i wszelkich doświadczeń.
Nie mogłem oderwać od nich oczu, od tych białych linii, zgrubień na skórze, czerwonych pręg, które już nie zbledną. Jesteś z nich dumna? Mężczyzna podobno powinien nosić swoje blizny z dumą, jako pamiątki triumfów nad słabszym, taka pozostałość po paleolicie mocno usadowiona w naszych genach. Najwyraźniej i jej w nas dobrze i nam z nią; nie raz i nie dwa po skończonej akcji widziałem jak chłopaki z milicji chwalą się jeden drugiemu swoimi szramami znaczącymi całe ciała.
Odmawiamy wam prawa do bólu oczekując nieskazitelnej mlecznej skóry i rzewnego płaczu. Nie wiem, czy to takie szlachetne.
To wszystko twoje i nie mam do tego prawa. Do smutku, w którym się pławisz i który czasem i moim oczom ukazuje się w chwilach, kiedy nie wiem, co się dzieje. Czy to momenty słabości, czy odwagi właśnie, sekundy, w których decydujesz jednak nic nie mówić.
Nie mam prawa do twoich słów ani do tęsknoty. Nie chcę zajmować w niej miejsca, choć to w pewien okrutny sposób też pochlebstwo kiedy ktoś za tobą tęskni.
Mam tylko czas i spokój wczesnych poranków. Kiedy siedzimy razem w ciasnym gabinecie, spisujesz coś na kawałku papieru. Mogę tylko patrzeć, jak twoje ręce układają się na biurku, jak krzywizna lewego nadgarstka zdradza okruchy przemocy, uraz, o którym być może już zapomniałaś. Umiemy już z kości odczytać znacznie więcej, niż skłonni jesteśmy przyznać na głos. Nie liczę, bym musiał czekać, aż twoje kości odpowiedzą badaczom z następnego stulecia na pytania, które chciałbym zadać.
Gdzie byłaś? Dlaczego biegniesz? Za kim tak dotkliwie tęsknisz? Jak to było? Po prostu: jak to było.
To dość powszechne, woleć wierzyć w brak przeszłości niż w jej bolesność. Poświęcić w całości myśli i cały obraz innej osoby wizji jej przyszłości. Zainwestować w remont, by zniszczeń nie było widać na pięknej fasadzie. Zamiast pieniędzy: czas. Materiałem budowlanym: słowa. I jeszcze więcej czasu.
W układaniu puzzli większe znaczenie niż efekt finalny ma sam proces składania elementów w całość i nie ma możliwości, by nie docenić spójnego w końcu wzoru, choć wiąże się to raczej z poświęconym czasem i uwagą niż urodą obrazka.
Jest ciemno, widzę bardziej to, co pamiętam niż to, co jest w rzeczywistości przede mną. Gdzie podziało się umiłowanie faktów tak nieodzowne dorosłemu? Co więcej, lekarzowi? Gdzie zaufanie, które należy pokładać przede wszystkim w biurokrację. W formularze i w metryki, bez baczenia na cokolwiek zawiąże się między ludźmi nieoficjalnie. Bez znaczenia jest wobec formularzy krew i czas. Ocierane łzy i smarki, wykrzyczane pretensje i łzy chowane przed kimś, kogo kocha się zbyt mocno, by je pokazać.
- Ja tak. – nadchodzi dla nas czas na słowa i nie wiem, czy to dobrze, czy nie. Jak to się dzieje, że po tylu latach nauki wciąż tak trudno ocenić, jaki wpływ ma na mnie to, co robią inni. Czasami sprowadza się tylko do dodatkowych godzin pracy i dwie kawy wypite nad ranem. Innym razem coś przeżyna mnie w środku od wątpliwości, jakbym zatruł się muchomorami.
Ja. Nikt inny, choć przecież nie mam prawa. Ja, bez dyskusji.
Jedno zaklęcie i już z oddziału szybują nosze i mój niezbędnik pamiętający szkolne czasy. Lądują w zupełnej ciszy na podłodze. Żadnych pytań.
- Połóż się, pójdziemy na oddział.
Głupio mi tak wpadać z tobą w nieznoszący sprzeciwu lekarski ton, któremu wszyscy są posłuszni. Chyba umiem już wywołać syndrom białego fartucha samym tylko głosem. Ale będzie lepiej wyjaśnić wszystko i obejrzeć w otoczeniu chirurgicznej bieli.
Prostymi pytaniami z formularza.
Drugie zaklęcie i nosze wraz z tobą unoszą się nad podłogę. Steruję nimi mimowolnie, tak samo jak stawiam kroki, ze wzrokiem utkwionym gdzieś daleko w zbliżających się drzwiach do oddziału.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Korytarz   

Powrót do góry Go down
 
Korytarz
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: